Lifestyle Macierzyństwo

Adaptacja przedszkolaka – co każdy rodzic wiedzieć powinien

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
28 sierpnia 2017
Adaptacja przedszkolaka
Fot. iStock / skynesher
 

I przyszedł ten moment, gdy trzeba spakować kapcie, odprowadzić naszego malucha do przedszkola i oddać pod opiekę innych osób. Przyszedł czas, gdy z niemowlaka zamienia się w przedszkolaka, stopniowo usamodzielnia, a do jego świata wkracza coraz więcej osób. Ta zmiana potrafi być trudna – kto wie, czy trudniejsza jest dla dzieciaków, czy rodziców – ale można się do niej przygotować i sprawić, by adaptacja przedszkolaka przebiegła bez większych problemów.

Adaptacja przedszkolaka – co każdy rodzic wiedzieć powinien

Po pierwsze – myśl pozytywnie

Odrzućmy wszelkie czarne scenariusze, nie wyszukujmy problemów jeszcze zanim się pojawią, nie zakładajmy, że maluch będzie płakał, robił sceny, nie polubi swojej pani i nie znajdzie kolegów. Dzieciaki wyczuwają nasze lęki i obawy i bardzo szybko je przejmują. Dlatego uśmiech, pierś do przodu i głowa do góry! Myślmy pozytywnie, mówmy pozytywnie i budujmy miły, przyjemny obraz przyszłości przed dzieckiem. Poza tym w przedszkolu wiedzą, co robią, mają swoje patenty na łzy, rozweselenie dziecka i pomoc w oswojeniu się z nowa sytuacją.

Po drugie – zaufaj

Nie jest łatwo oddać swój największy skarb komuś obcemu, ale cóż, taki już los rodzica – prędzej czy później musi „podzielić” się swoim dzieckiem z obcymi i zaufać, że nie stanie mu się krzywda. Z tym zaufaniem bywa różnie, ale naprawdę jest to podstawa dobrych relacji z nauczycielami. To nie są przypadkowi ludzie – dbają o to odpowiednie przepisy i dyrekcja, która przyjmuje do pracy kompetentne osoby. Wychowawcy będą dbać o bezpieczeństwo dziecka i jego rozwój, zapewnią mu zabawy, nauczą wielu przydatnych rzeczy, a jeśli będzie się to odbywać w atmosferze wzajemnej życzliwości, wsparcia i zaufania, to tym lepiej!

Po trzecie – pytaj

Jeśli jesteś rodzicem debiutującym w przedszkolu (poza własnym pobytem w placówce X lat temu, to jednak coś zupełnie innego), nie bój się pytać i prosić o wyjaśnienie czy radę. Pamiętaj, że nie ma głupich pytań! Lepiej komunikować się otwarcie i rozwiewać wszelkie wątpliwości i obawy, niż dusić coś w sobie i domyślać się, albo słuchać podpowiedzi nie zawsze dobrych doradców.

Adaptacja przedszkolaka

Fot. iStock / Lisa5201

Po czwarte – nie strasz

Nigdy, pod żadnym pozorem, nie strasz dziecka panią z przedszkola – choć wiemy, że czasami to silny motywator. Nie mów, że zaraz pani wychowawczyni przyjdzie i da karę, że się jej poskarżysz, że pani patrzy i wszystko widzi (w końcu od tego jest Mikołaj, prawda? 😉 ). Nie dziw się potem, że dziecko zaczyna wyć na widok przedszkola i ma ochotę wiać, gdzie pieprz rośnie – z taką złą, surową i każącą nauczycielką nikt nie ma ochoty zostać!

Po piąte – ułatw to dziecku na kilka sposobów

Skorzystaj z dni adaptacyjnych w przedszkolu – niech dziecko powoli, łagodnie oswaja się z nowym miejscem. Zwiedzajcie sale, pobawcie się razem na placu zabaw, zapoznajcie z personelem. W miarę możliwości nie zostawiaj od razu malucha na cały dzień – może uda ci się przez pierwszy tydzień lub dwa odbierać go nieco wcześniej? Nie strofuj też, jeśli wraca poplamiony lub zdarzą mu się wypadki w toalecie – tak bywa, trudno, na pewno nie robi tego specjalnie, by dołożyć ci prania! Dawaj mu też do przedszkola rzeczy, które dobrze zna i które są wygodne – spodnie dresowe szybciej się ściąga niż trzyczęściowy garnitur i w zabawie mniej przeszkadzają. Zadbaj też o to, by twój maluch był jak najbardziej samodzielny – przy korzystaniu z łazienki, jedzeniu i ubieraniu się. Wiadomo, że nie wszystko będzie robił bez pomocy, ale im bardziej będzie samodzielny, tym pewniej się poczuje!

Po szóste – zainteresuj się i stosuj do reguł

Czytaj tablice ogłoszeń i bądź na bieżąco z wydarzeniami – jeśli o czymś zapomnisz to twojemu dziecku może być przykro i ono poniesie konsekwencje! Nie spóźniaj się – dzieciaki nie lubią być ostatnie, wchodzić w trakcie śniadania lub po nim. Potrzebują czasu na pożegnanie się, ostatnie buziaki w szatni i przytulasy na cały dzień – choć nie przeciągaj tego zbytnio, bo maluch straci odwagę albo wyczuje twoje zdenerwowanie i niepewność. Nie wystawaj też pod przedszkolem by sprawdzić, czy jest ok – jeśli cię zobaczy może się rozkleić i jeśli dotąd było wszystko w porządku, to już nie będzie. I przestrzegaj przedszkolnych reguł, wtedy i twojemu dziecku przyjdzie to bez trudu.

Po siódme- pogódź się ze zmianami

To może być najtrudniejsze – pogódź się z tym, że dziecko zaczyna dorastać, że rówieśnicy stają się coraz ważniejsi, że „pani powiedziała” może być przez chwilę najważniejszym dla niego zdaniem. Będzie coraz bardziej samodzielny, coraz więcej będzie robił bez twojej pomocy, sprzeciwiał się, zmieniał upodobania i naśladował poznanych kolegów i koleżanki. Taka jest kolej rzeczy, ale nie znaczy to, że rodzice przestali być dla niego ważni i kocha ich mniej – po prostu twój maluch dorasta i ma sobie coraz więcej miejsca na nowe doświadczenia i doznania. Pozwól mu na to, wspieraj i życzliwie obserwuj – masz przecież fantastyczne dziecko, które świetnie da sobie radę!


Lifestyle Macierzyństwo

10 rzeczy, które muszą znaleźć się w twojej garderobie jesienią. Znajdziesz je w sieciówkach i w szafie u babci

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
28 sierpnia 2017
Fot. iStock/debibishop
Następny

Jak co roku zbliża się pora na wymianę garderoby z letniej na jesienną. To idealny czas, żeby wybrać się na zakupy i trochę pokombinować z nowymi stylizacjami. Co będzie modne? W tym roku absolutny must have to kaszkiet w różnych kolorach oraz ciepłe, piękne swetry. Jak co sezon niektóre trendy nas zakują, inne po prostu kochamy. Zanim więc wybierzesz się na zakupy, zobacz, co koniecznie musi znaleźć w twojej szafie.

Oto przegląd trendów na jesień. Wszystkie elementy znajdziesz w popularnych sieciówkach.

Lifestyle Macierzyństwo

„Kiedyś zrozumiesz” – list, który mój mąż zostawił mi odchodząc

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 sierpnia 2017
Fot. iStock/yulkapopkova

Był cichy, ciepły wieczór. Nic niepokojącego nie dało się wyczuć w powietrzu. Nic nie obudziło mojej czujności. Miałeś wrócić jak zwykle, po 18, prosto z biura. Piątek zazwyczaj spędzaliśmy tylko we dwoje. Kieliszek wina, kolacja, dobry film. Cisza, spokój. Kochałam te nasze zwyczaje. Nadal je kocham. Wysłałeś SMS: „Na lodówce leży list do ciebie, przeczytaj proszę”. Pomyślałam głupio, że to pewnie lista zakupów, do jakiegoś wyjątkowego przepisu na wieczór. Pewnie nie zdążysz wpaść do sklepu. Odruchowo sięgnęłam ręką po wąski, kolorowy pasek w linie. Nie, to była kartka. Cała, duża kartka A4 zapisana twoim pismem.

Nic nie rozumiejąc, zaczęłam czytać.

Kochana Moja M!

Nawet nie wiesz, jak trudno mi to napisać. Kiedy mówiłem ci pierwszy raz, że cię kocham, byłem tych słów tak bardzo pewien. I za każdym, następnym razem, też byłem ich pewien. Mijały dni, miesiące i lata, a ja cały czas byłem pewien. Aż nagle nie wiem skąd i jak przyszedł moment, w którym całą moją pewność straciłem. I muszę odejść z twojego życia, żeby dać ci przestrzeń, w której na nowo zbudujesz je z kimś innym. Naprawdę bardzo w to wierzę, że będziesz jeszcze szczęśliwa z kimś innym.

Nie odchodzę dlatego, że tak będzie lepiej dla mnie. Odchodzę, bo chcę, żebyś była szczęśliwa. Ja ci szczęścia nie dam, ja cię już nie kocham. Inaczej. Kocham cię, jesteś mi bardzo bliska, ale nie mogę z tobą być. To nie jest już taka miłość jak na początku, między mężczyzną a kobietą. To się we mnie skończyło. I raczej już nie wróci. Chcę czegoś innego.

Męczę się, boję się tego, co będzie dalej. Nie chcę przeżyć tak życia w ten sposób, wiedząc, że mógłbym kiedyś jeszcze spotkać kogoś. Mieć prawdziwy związek. Spełniać z kimś wspólne marzenia. Zbudować dom. Ty nigdy nie chciałaś domu.

Przepraszam, jeśli cię zawiodłem. Na pewno zadałem ci ból, ale wierzę, że ten ból szybko minie. Poradzisz sobie, masz wokół siebie bliskie osoby.

Kiedyś zrozumiesz, że musiałem odejść, że tak będzie po prostu lepiej. Kiedyś poczujesz, że miałem rację. Może nawet mi za to podziękujesz?

Proszę tylko, nie proś mnie, nie błagaj, nie płacz, bo nie dam sobie z tym rady. Podjąłem decyzję. Postaram się to jakoś wytłumaczyć rodzicom. Poproszę ich też, żeby cię nie męczyli, nie zadręczli pytaniami. Wszystko wezmę na siebie. W sumie nie ma w tym przecież twojej winy. 

I nie mów o mnie zle naszym przyjaciołom. To dość żałosne przenosić problemy ze związku do relacji z naszymi znajomymi. 

Dziękuję ci za wspólne 4 lata. Byłaś wspaniała. 

Usiadłam na łóżku, złożyłam twoją kartkę papieru na połowę, potem znów na połowę. I jeszcze raz. I jeszcze. Nie pamiętam, ile razy, ale w końcu stała się maleńkim, grubym i krzywym prostokątem. Tak jakbym chciała złożyć w ten sposób całe nasze wspólne życie, pozbyć się go z mojej pamięci. A ono, zamiast zniknąć, kłuło nieprzyjemnie moją zamkniętą dłoń. I uwierało.

To nasz związek nie był prawdziwy? Co to znaczy „to się we mnie skończyło”? Przecież wczoraj jeszcze było, czułam to. Przecież jeszcze dziś rano dotykałeś mojego ramienia jak zwykle. Jak zwykle całowałeś. Jak zwykle patrzyłeś mi w oczy. I teraz nagle nie czujesz nic? Teraz już nie jestem dla ciebie kobietą?

Oczywiście, że pomyślałam „jest ktoś inny”. Tak to się zazwyczaj dzieje, prawda? To jest ta zwykła przyczyna, ta siła sprawcza, która sprawia, że ktoś, kto był dla nas całym światem, nagle staje się przeszkodą. Ale nie ty… Ty byś mnie nie zdradził. Ty byś nie złamał przysięgi wierności. Tego gorączkowo si trzymałam.

Chciałam zadzwonić, ale trwałam tylko tak do rana, z kartką złożoną w mały prostokąt. Wiedziałam, że niebawem cię zobaczę. Wiedziałam, że muszę znać prawdę. Nie pamiętam, czy coś zjadłam, nie pamiętam czy wzięłam prysznic. Czekałam.

Następnego dnia wpadłeś po kilka rzeczy, tuż koło południa.  Nie patrzyłeś mi w oczy, ja nie miałam siły rozmawiać. Wzięłam cię za rękę, zdołałam jedynie wyszeptać „ale dlaczego?”. Pocałowałeś mnie w głowę, jakoś dziwnie, jak przyjaciel, nie ukochany. „Bo tak trzeba” – wyjaśniłeś, nie wyjaśniając nic. Histeryczny szloch opanował całe moje ciało. Katem oka złapalem twoje spojrzenie. Inne niż do tej pory – zimne, zniecierpliwione. Wiedziałam już w tamtej chwili, że to naprawdę koniec.

Minęło pół roku, odkąd nasze łóżko jest tylko moje.  Napisałeś w tamtym liście „kiedyś zrozumiesz”. Czekam, bo na razie jeszcze wciąż nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można kochać tak bardzo, okazywać to każdego dnia milionem gestów i nagle przestać kochać. Jak można żyć obok kogoś tak blisko, zasypiać na tej samej poduszce i słowem nie zdradzić, że ta miłość się wypala. Jak można stworzyć z kimś dom, bezpieczne miejsce i nagle okraść go z tego poczucia bezpieczeństwa.

Twoje słowa nie wyjaśniły mi niczego. Twój list był jedynie piękną formą, ale nie treścią. W głowie mam tysiące domysłów, w skrzynce pocztowej maleńki świstek. Przyszedł polecony z sądu, dwa miesiące temu złożyłeś pozew. Ja wiem kochany, że nikogo do miłości nie zmuszę. Chciałabym tylko wiedzieć, co zrobiłam źle…


Zobacz także

Słowa moc mają

Słowa moc mają i słowa ciałem się stają… Staliśmy się dla samych siebie nieistotni

Genialny sposób na oderwanie dzieci od komputera!

Toksyczni przyjaciele, toksyczni partnerzy – skąd mam wiedzieć, jak ich rozpoznać?