10 złych zachowań i nawyków, które niszczą kreatywność dzieciaków

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
24 maja 2017
Fot. iStock
 

Kreatywność to jedna z cech, z którymi przychodzimy na świat. Każde dziecko jest twórcze z natury i zdolne do wymyślania własnych rozwiązań, nowych koncepcji i idei. Cechę tę, tak bardzo potrzebną i docenianą we współczesnym świecie, wielu z nas niestety traci! Ma na to niewątpliwie wpływ nasze otoczenie, które często nieświadomie zabija w najmłodszych twórcze podejście i niszczy ich kreatywne myślenie. Jak to się dzieje? Jest kilka zachowań i nawyków, które skutecznie przeszkadzają maluchom w  rozwijaniu kreatywności.

Wyręczanie

Wyręczanie dziecka uczy go bezradności i osłabia jego poczucie sprawstwa. Dziecko nieustannie wyręczane przestaje próbować, nie szuka samodzielnie rozwiązań, ale czeka na pomoc innych – tak jest mu wygodniej, łatwiej, tego jest nauczony.

Nadmierna kontrola

Nieustanne pilnowanie i sprawdzanie dziecka powoduje, że nie czuje się ono w pełni niezależnie i boi się swobodnie odkrywać świat. Choć kontrola i opieka rodziców wynika z ich miłości i troski, to zbyt duża może być dusząca i ograniczająca dla maluszka.

Wtłaczanie w schematy

Jeśli wymagamy od dziecka, by nieustannie się dostosowywało do otoczenia, porównujemy je z innymi dziećmi i chcemy (mniej lub bardziej świadomie), by „nie wychylało się” i nie miało odmiennego zdania, to zabijamy w ten sposób jego kreatywność i niezależne myślenie. A przecież świat potrzebuje tych, którzy wychodzą poza schematy i myślą nieszablonowo – to właśnie takie jednostki są autorami przełomowych odkryć, wynalazków i reform.

Pomijanie znaczenia zabawy

Zabawa to podstawowa i najważniejsza potrzeba dzieci do mniej więcej siódmego roku życia. To nie tylko przyjemność i forma rozrywki, ale także świetny trening umiejętności społecznych, okazja do nauki oraz do rozwijania kreatywności. Podczas zabawy dzieci używają swojej wyobraźni, fantazjują, tworzą własne światy, a ich kreatywność doskonali się sama i bez naszego wysiłku – wystarczy dzieciakom nie przeszkadzać i pozwolić na swobodna zabawę.

Skupianie się na treningu umiejętności twardych

Oceny, wyniki testów i sprawdzianów, konkretne umiejętności, takie jak znajomość języków obcych, liczenie, obsługa komputera, są często najważniejsze i to na nich skupia się w większości uwaga dorosłych. A przecież to nie wszystko! Równie ważna jest komunikacja, kompetencje społeczne, inwencja twórcza i kreatywność – warto o tym pamiętać i wspierać dziecko we wszechstronnym rozwoju, a nie tylko przygotowywać je do egzaminów.

Zbyt dużo telewizji i komputera

Można się tłumaczyć tym, że bajka w telewizji lub gra na smartfonie jest edukacyjna, ale spójrzmy prawdzie w oczy – jedyne, co dziecko robi, to bierne wgapianie się w ekran lub podążanie za ściśle określonymi instrukcjami. Maluch dostaje gotowe obrazy, nie musi nic sobie wyobrażać, a jego fantazja pozostaje uśpiona – zupełnie inaczej niż np. podczas czytania książki.

Za mało ruchu!

Bo gdy trenuje nasze ciało, to i umysł wiele na tym zyskuje! Aktywność fizyczna powoduje, że mózg jest dotleniony, a endorfin jest więcej i więcej. Zyskuje też na tym kreatywność – często pod wpływem aktywności ruchowej do głowy przychodzi nam od dawna poszukiwane rozwiązanie problemu lub pojawia się genialna wręcz myśl. Zachęcajcie więc dzieciaki do aktywności, zabaw na świeżym powietrzu,  szaleństw na placu zabaw i kształtujcie w nich ducha sportu poprzez dawanie dobrego przykładu.

Krytyka, krytyka, krytyka

Jeśli nieustannie krytykujemy dziecko i oceniamy jego postępowanie, to pod wpływem takich negatywnych komunikatów zniechęci się ono do dalszych prób i zacznie obawiać naszych opinii. Popełnianie błędów to niezbędny etap na drodze do rozwoju – tylko ten się nie myli, kto nic nie robi! Zamiast krytykować i wytykać niedoskonałości, zachęcajmy do próbowania, podejmowania ryzyka i sprawdzania różnych rozwiązań.

Przeciążanie dziecka zajęciami

Kreatywność potrzebuje także relaksu i czasu na odpoczynek. Sztywno wypełniony grafik, mnóstwo różnych zajęć dodatkowych każdego dnia po przedszkolu lub szkole wbrew pozorom nie rozwija dziecka, ale sprawia, że jest ono zmęczone i przeciążone obowiązkami, a nawet staje się smutne i traci radość życia. Lepiej postawić na zajęcia, które naprawdę interesują malucha i pozwolić mu na zabawę i kontakty z rówieśnikami.

Brak nudy

Dzieci potrzebują nudy! Nuda daje im możliwość uruchomienia swojej wyobraźni i doskonalenia kreatywności. To właśnie w momentach, gdy wokół nie dzieje się nic, w głowach rodzi się Coś. Nie bójmy się nudy dzieciaków i zamiast ciągle coś planować i wymyślać im zadania i aktywności, dajmy im trochę luzu i okazji do użycia wyobraźni.

Zapisz


5 cech prawdziwie intymnego związku. Każdy powinien je znaleźć u siebie

Redakcja
Redakcja
24 maja 2017
20 rzeczy, na które każdy zasługuje w swoim związku
Fot. iStock / Todor Tsvetkov
 

Prawdziwie intymny związek to marzenie każdej pary. To czysta radość móc być przy kimś, rozwijać się dla kogoś, kto stanowi cały nasz świat i nadaje mu sens. Związek intymny, to związek nie tyle oparty na erotyce, ile na zaufaniu i trosce, które partnerzy ofiarowują sobie naturalnie. Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy twój związek również należy do intymnych, sprawdź cechy, które powinny pojawiać się w głębokiej relacji między tobą a partnerem.

5 cech prawdziwie intymnego związku

1. Rozwijacie się oboje

Pracujecie nad sobą osobno, ale korzystacie na zmianach wspólnie. Nie ograniczacie się tylko do jednej chwili, myśląc o wspólnej przyszłości, budujecie wzajemną satysfakcję z życia. Nie zapominacie o własnych potrzebach, ale też nie postępujecie egoistycznie, pamiętając o drugiej osobie.

2. Macie wspólne cele

Nie musicie się szarpać o to, w którym kierunku chcecie podążać. Jesteście ze sobą połączeni w dobry, niezaborczy sposób. Podobne pragnienia ułatwiają podejmowanie wspólnych decyzji tak, abyście oboje na tym korzystali. Jesteście partnerami, którzy wspólnie tworzą tożsamość związku.

3. Obdarowujecie się wzajemnie

Nie tylko rzeczami materialnymi. Przede wszystkim dajecie sobie uwagę, czas, emocje i pomoc w trudnych sytuacjach. Obdarowujecie się bez zbędnego licytowania, kto ofiarował więcej. Duchowe wsparcie jest dla was najważniejsze, podobnie jak świadomość, że możecie na siebie liczyć.

4. Jesteście sobą

Nie musicie udawać kogoś innego, niż jesteście w rzeczywistości. Nie wstydzicie się siebie naturalnych, nie boicie się odkrywać swoje emocje. Szczerość i autentyczność, jaka jest między wami, doskonale buduje intymność, która jest niedostępna w jakiejkolwiek innej relacji. Liczy się tylko to, jacy jesteście dla siebie naprawdę.

5. Doświadczacie wyjątkowości świata

Nic nie jest takie samo jak przed waszym spotkaniem. Cieszycie się światem, doceniacie codzienność napędzaną przez miłość. Celebrujecie wspólne chwile, które może po pewnym czasie nie są już tak wyjątkowe, ale nadal dostrzegacie w ich piękno. Kawa lepiej pachnie, gdy jesteście razem, a przyroda cieszy kolorami bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. To doświadczenie wyjątkowości jest zwieńczeniem waszych starań o głęboką relację w związku.


 

źródło: charaktery.eu

 

 


Mąż wybaczył mi romans i za to go znienawidziłam. Wolałabym, żeby krzyczał, wyzywał i… puścił mnie wolno

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 maja 2017
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Czy zdarzyło wam się kiedyś popełnić błąd z pełną świadomością tego, że robicie źle, idziecie w niewłaściwym kierunku, działacie na własną szkodę? Na pewno, w końcu to takie ludzkie. Wkładamy rękę do ognia, choć wiemy, że grozi to poparzeniem. Stojąc na wysokości patrzymy w dół, choć efektem tego jest paniczny strach i zawroty głowy. Sięgamy po kolejną czekoladkę, choć dobrze wiemy, że potem będziemy tego żałować. Wikłamy się w romanse pomimo tego, że mamy świadomość zniszczeń, które nagłe porywy uczucia wywołają.

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że zdradzę swojego męża, roześmiałabym mu się głośno prosto w twarz i nazwała szalonym. Ja, oddana żona, przykładna matka, wierna i lojalna wobec osoby, której przysięgałam miłość i szacunek do grobowej deski. Ja, która z niedowierzaniem kręciłam głową na plotki o romansach znajomych i cmokałam z dezaprobatą na wieść o cudzołóstwie. Teraz już wiem, jak bardzo można się pomylić, jak wiele prawdy jest w słowach poetki „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.

Swojego kochanka poznałam podczas organizowania urodzin męża – czy to nie ironia losu? Czterdziestka, okrągły jubileusz, niespodzianka w restauracji z udziałem rodziny i przyjaciół. Miało być pięknie, magicznie i wyjątkowo, tymczasem okazało się początkiem końca. Paweł był właścicielem lokalu i to właśnie z nim uzgadniałam wszelkie szczegóły. Najpierw mailowo i telefonicznie (już sam jego głos nieco mnie zauroczył, zawsze miałam słabość do niskich i głębokich tonów), potem osobiście. Pierwsze spotkanie twarzą w twarz było niczym wstrząs – powitanie, podanie ręki, rozmowa, moje miękkie kolana i zdenerwowanie, jego ujmująca uprzejmość, elegancja i spokój. Nie stało się wtedy nic, a mimo tego byłam oszołomiona i nie mogłam przestać o nim myśleć.  Karciłam się w myślach, mówiłam sobie „głupia, chyba dopada cię kryzys wieku średniego„, łudziłam się, że moje uczucie szybko minie. Ale stało się inaczej.

Paweł zadzwonił parę dni po naszej pierwszej rozmowie w cztery oczy, chciał doprecyzować pewne szczegóły, omówić menu, wystrój. Zaproponował kolejne spotkanie, na które z radością się zgodziłam. Byłam tak pewna samej siebie, wyznawanych zasad i własnej uczciwości, że zlekceważyłam wszelkie niepokojące objawy – staranniej zrobiony makijaż, dłużej niż zawsze wybieraną sukienkę, euforię niczym u licealistki i skupianie się na obcym mężczyźnie zamiast na własnym mężu i szykowanej niespodziance. Sprawy związane z urodzinami omówiliśmy w godzinę, ale żadne z nas nie zamierzało kończyć spotkania – nie wiedzieć kiedy przeszliśmy „na ty”,  kawa zamieniła się w obiad, a rozmowy zawodowe w osobiste tematy i zwierzenia. Dobrze wiedziałam, że proszę się o nieszczęście, że popełniam błąd, którego będę później gorzko żałować, jednak znajomość konsekwencji nie powstrzymała mnie przed brnięciem w tę fatalną sytuację.

Pierwszy pocałunek miał miejsce podczas… urodzin męża! W pośpiechu, ukradkiem, w restauracyjnej szatni, jego ręce na moim biodrze, głębokie spojrzenie w oczy, zapach perfum, który do tej pory czuję, gdy zamykam oczy i przypominam sobie tamtą chwilę. Po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat całowałam innego mężczyznę! Czułam się z tym paskudnie, a jednocześnie fantastycznie. Wyrzuty sumienia dopadały mnie naprzemiennie z pragnieniem czegoś więcej, wewnątrz toczyłam walkę serca z rozumem. Chociaż nie, rozum mi odebrało kompletnie, zostało tylko serce, które wyrywało się w kierunku Pawła.

Zaczęliśmy się regularnie spotykać. Nauczyłam się okłamywać najbliższych bez mrugnięcia okiem, stałam się mistrzynią wymówek i oszustką doskonałą. Dobry humor tłumaczyłam sukcesami zawodowymi i zdaną maturą syna, zmiany w wyglądzie kryzysem zbliżającej się czterdziestki, wieczorne wyjścia z domu wynikały z nieszczęścia przyjaciółki i konieczności jej pocieszania. Prowadziłam podwójne życie łudząc się, że uda mi się tak lawirować bez końca; zaślepiona namiętnością i miłością czułam się bezkarna, poza prawem i wszelkimi zasadami. Ale mąż znał mnie zbyt dobrze, by po pewnym czasie nie zorientować się, że dzieje się coś złego, że myślami i sercem jestem gdzieś zupełnie indziej…

Przyparta do muru, zarzucona przez niego pytaniami, do wszystkiego się przyznałam i postanowiłam skończyć z kłamstwami – jednak została we mnie odrobina przyzwoitości i szacunku do samej siebie i małżonka. Choć było mi ciężko z tym, co zrobiłam, z tym, że zniszczyłam nasze życie, w głębi duszy poczułam się lekka i wolna, zrzuciłam z siebie ciężar i byłam gotowa ponieść konsekwencje, zmierzyć się z rozwodem, cierpieniem dzieci, niedowierzaniem znajomych. Byłam gotowa na nowo ułożyć sobie życie u boku Pawła – tak, i o tym wtedy myślałam! Ale mąż odebrał mi tę możliwość – wybaczył mi romans, zaproponował terapię, nawet wziął na siebie część winy i obiecywał poprawę. Byłam zszokowana, bo spodziewałam się czegoś innego. Wolałabym, żeby krzyczał, wyzywał, obwiniał, rzucał talerzami i powiedział jasno, że to koniec. Okazał się jednak dobrym i kochającym mężczyzną, za co… zaczęłam go nawet nienawidzić – jak teraz miałam go opuścić? Jak miałam odwrócić się do niego plecami i rozpocząć nowe życie? Dlaczego musi być taki szlachetny?

Poprosiłam Pawła o chwilę cierpliwości, czas na namyślenie się i poukładanie emocji. Jestem kompletnie rozdarta od środka, pełna wątpliwości i niezdolna do podjęcia decyzji. Serce i namiętność ciągną mnie w jedną stronę, a poczucie odpowiedzialności za rodzinę i szacunek wobec człowieka, z którym spędziłam większość życia podpowiada coś zupełnie innego. Co powinnam zrobić? Nie wiem… Czuję, że bez względu na dokonany przeze mnie wybór, przyniesie on ból i cierpienie – moje własne i innych.


Zobacz także

4 sposoby na suchy kaszel

Oczekujesz komplementów od faceta, a kiedy sama powiedziałaś mu coś miłego?

Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko

Czy szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko?