Psychologia

Bohaterowie z „Kubusia Puchatka” i zaburzenia psychiczne? Jest taka teoria

Redakcja
Redakcja
17 stycznia 2022
fot. domena publiczna/CC0
 

Ta teoria została po raz pierwszy spopularyzowana w artykule opublikowanym w piśmie „Canadian Medical Association Journal” z 2000 r. Ważne, żeby zaznaczyć, że pogląd, jakoby postacie, takie jak Kłapouchy, Królik, Prosiaczek, a nawet sam Puchatek reprezentowały różne zaburzenia psychiczne, to współczesna interpretacja (ukazała się ponad 70 lat po pierwszej książce o Puchatku), a nie wyraz autorskiej intencji twórcy Puchatka A.A. Milne.

BBC podało wówczas, że intencją głównej badaczki i autorki Sarah Shea było „przypomnienie ludziom, że każdy może mieć zaburzenia”. We wstępie do badania zauważono również, że postacie zostały zdiagnozowane z różnymi zaburzeniami psychicznymi przez „grupę współczesnych specjalistów”.

Chociaż obserwacje poczynione przez Sheę i jej zespół mogą być zgodne ze współczesnymi standardami medycznymi, humorystyczny ton artykułu jasno pokazuje, że te ustalenia nie były tak całkiem na serio. Weźmy ten wybór z diagnozy Roo, która zakończyła się przepowiednią o ponurej przyszłości młodego kangurka:

„Przewidujemy, że pewnego dnia zobaczymy przestępcę, zblazowanego, dorastającego draba o ksywie „Maleństwo”, który spędza noce pod lasem, wokół walają się potłuczone butelki ekstraktu słodu i niedopałki wędzonego ostu. Uważamy, że to będzie rzeczywistość „Maleństwa”, częściowo z powodu… towarzystwa, w jakim od dziecka przebywa.  Jego najbliższym przyjacielem jest Tygrysek, który nie jest dobrym wzorem do naśladowania”.

Naukowcy zasugerowali również, że interwencja może być potrzebna samemu Kubusiowi Puchatkowi, ponieważ fikcyjna postać prawdopodobnie cierpi na „syndrom potrząsanego niedźwiedzia” (gra słów dotycząca medycznego terminu „zespół dziecka potrząsanego” lub SBS). Powód? Puchatek był przecież wielokrotnie ciągnięty w górę i w dół po schodach przez Krzysia.

„iNews” skontaktowało się z autorką artykułu we wrześniu 2017 r., aby porozmawiać o jej badaniach w świetle wiadomości, że nowy film biograficzny o Milne ma poruszać wątek PTSD (zespół stresu pourazowego), na który cierpiał autor uwielbianych przez dzieci książek.  Shea powiedziała wtedy, że ​​jej artykuł został napisany, zanim dowiedziała się o zmaganiach Milne z zespołem stresu pourazowego i powtórzyła, że ​​jej zamiarem było delikatne obśmianie jej zawodu, a nie oferowanie poważnego badania lekarskiego postaci zamieszkujących fikcyjny świat Stumilowego Lasu.

„Otrzymałem kilka bardzo przykrych listów. Niektórzy uważali, że „marnujemy pieniądze na badania”. Niektórzy wkurzali się, że oczerniamy ich ukochane postacie. Niektórzy zaś myśleli, że to dobre dla dzieci”.

Dr Shea twierdzi, że artykuł został pomyślany, by „obśmiać nasz własny proces zawodowy, w którym oceniamy innych, diagnozując i przypisując im etykietki, oparte tylko na tym, co nam się wydaje”.

Jak zatem badacze „zdiagnozowali” naszych ulubionych bohaterów?

Prosiaczek

Zawsze widzieliśmy Prosiaczka zmartwionego, przestraszonego. Zauważcie – ciągle boi się nowych rzeczy i wydaje się być zaniepokojony faktem, że przeszkadza tym, którzy go otaczają. Są to klasyczne objawy problemów związanych z lękiem i niskim poczuciem własnej wartości, które dotykają wielu z nas.

Tygrysek

Skoczny, śmieszny, pełen entuzjazmu, wszędzie go pełno. Cóż, Tygrysek wykazuje dość silne oznaki nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi i słabej kontroli impulsów.  Działa, zanim pomyśli i nigdy nie uczy się na swoich błędach. Kto zna dzieci z ADHD zobaczy w nich Tygryska.

Królik

Jeśli jakiegoś z bohaterów bajki możemy uznać za „dorosłego”, to oprócz Sowy, z pewnością jest to Królik.  Jednak jego złośliwości i planowanie są prawdopodobnie wynikiem zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Ciągle liczy, aranżuje, planuje i kładzie nacisk na drobne rzeczy. Wpada w panikę, gdy jego przyjaciele zaczynają działać poza jego planem.

Kłapouchy

Mówisz: „Kłapouchy”, myślisz: „Depresja”. I okej –  Kłapouchy najwyraźniej wykazuje oznaki depresji, ale lepsze dla niego określenie zawiera się w przewlekłej dystymii. Jest to rodzaj długotrwałej, łagodnej depresji, której objawy mogą się utrzymywać przez dwa lata, w przeciwieństwie do krótszych epizodów depresji.

Kiedy zdarzają się dobre rzeczy, Kłapouchy zawsze znajdzie coś negatywnego. Nie czuje się dobrze z uczuciem szczęścia.

Maleństwo

Maleństwo odzwierciedla spektrum autyzmu. Często chce być blisko swojej mamy, pozostając w ciszy jej kieszeni, zamiast działać. Z drugiej strony nie zważa na ostrzeżenia i co jakiś czas pakuje się w niebezpieczne sytuacje. Ekstremalność jego cech może wskazywać właśnie na szerokie spektrum autyzmu.

Kangurzyca

Kangurzyca jest zawsze nerwowa i sceptycznie nastawiona do tego, co się wokół niej dzieje. Uczuciem, które  w niej dominuje jest obawa o Maleństwo, co wpływa na jej relacje z przyjaciółmi. Jest to oznaką społecznego zaburzenia lękowego, kiedy nieustannie obawiamy się najgorszego.

Sowa

Mimo że jest najmądrzejszym ze wszystkich przyjaciół z Stumilowego Lasu, Sowa cierpi na dysleksję. Jest jedynym stworzeniem w lesie, który umie czytać lub pisać, ale robi błędy, przekręca litery. Sowa udowadnia, że ​​osoby z trudnościami w uczeniu, muszą po prostu pracować trochę ciężej, aby osiągnąć swoje marzenia.

Krzyś

Krzyś rozmawia ze swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi, ale to coś więcej niż rozmowa. Bierze udział w ich przygodach, emocjonuje się nimi, tęskni. Istnieje teoria, że Krzyś przejawia oznaki schizofrenii.

Kubuś Puchatek

Kubuś Puchatek, jako postać tytułowa, jest obarczony największą liczbą zaburzeń. Puchatek ma problemy z samooceną, która z kolei wynika z jego zaburzeń odżywiania. Przejmuje się tym, jak wygląda, ale nie jest w stanie odmówić sobie słoika miodu. Ponadto cierpi na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Często zapomina, co robił, rozprasza myśli i ma trudności ze skupieniem uwagi.

 


Psychologia

Czy mając nieszczęśliwe dzieciństwo, możemy być szczęśliwymi dorosłymi? Rozmowa z dr psychologii Moniką Wasilewską

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
18 stycznia 2022
Fot. iStock/evgenyatamanenko
 

„Obwinianie rodziców o wszystkie swoje niepowodzenia w dorosłym życiu, może być blokującą nasz rozwój i samorealizację wymówką. Niezależnie od tego, co działo się w naszym domu rodzinnym, powinniśmy jednak zawalczyć o siebie. Jeśli naszym hasłem przewodnim będzie nieszczęśliwe dzieciństwo i będziemy je nieść jak sztandar przez życie, tłumacząc nim różne nasze życiowe niepowodzenia (brak awansu, depresję, nerwicę, nieudane związki), to – czy nam się to podoba czy nie – sami stajemy się autorami własnego nieszczęścia w życiu dorosłym”, mówi dr psychologii Monika Wasilewska.

Czy w dorosłym życiu nie za bardzo obwiniamy rodziców za swoje niepowodzenia? Może powinniśmy im już odpuścić?

– Odpuszczenie nie jest złym pomysłem, bowiem cóż nam da pielęgnowanie w sobie resentymentu, żalu do rodziców za sprawy, na które i tak w tej chwili nie mamy wpływu. Inną rzeczą jest świadomość ewentualnych deficytów z dzieciństwa, jako że z tą świadomością mogą oczywiście wiązać się uczucia złości, smutku, czy żalu.

Wielu moich pacjentów nie lubi świąt Bożego Narodzenia, ponieważ w ich rodzinach panowało w tym okresie silne napięcie, dochodziło do awantur, wzajemnych pretensji itp. Niektóre z tych osób stwierdzają taki fakt, ale jednak nie mówią o tym z wyrzutem, czy poczuciem krzywdy.

Po prostu osoby te pogodziły się z tym, że w ich dzieciństwie nie był to miły czas i w związku z tym nie mają w swojej dorosłości żadnych oczekiwań wobec tych świąt, niektórzy są nawet zadowoleni, że odcięli się od obowiązku świętowania. Znajdują inne sposoby na spędzenie tego wolnego czasu tak, żeby nie był dla nich przykrą koniecznością.

Czy każdy ma szansę, by zmienić swoje życie na lepsze, pomimo toksycznych sytuacji w dzieciństwie?

– Gdybym powiedziała, że nie jest to możliwe, to takie stwierdzenie byłoby nieprawdziwe i niesprawiedliwe. Pytanie tylko, jak my tę szansę wykorzystamy. Wszystko też zależy od rodzaju deficytów i od tego na jakim etapie życia one się pojawiły i jak bardzo były nasilone oraz czy ktoś nas wówczas wspierał. Pamiętajmy też, że niekoniecznie myślimy tutaj tylko o naszej matce czy ojcu. Dzieci żyją przecież w systemach rodzinnych i często zdarza się tak, że jeśli rodzice nie są w stanie odpowiednio się nimi zająć, to tę funkcję przejmują inni: babcie, ciocie, dziadkowie. I oni mogą pomagać, łagodząc te deficyty.

Dlaczego rodzina w szerszym rozumieniu jest tak istotna?

– W szerszym rozumieniu rodzina to wszyscy żyjący i nieżyjący jej członkowie. To oni stanowią kontekst dla rodzinnego dziedzictwa. Istnieje coś takiego jak transmisja międzypokoleniowa, przekazywanie z pokolenia na pokolenie pewnych wartości, prawd, ale także i postaw, traum oraz deficytów. Poznanie tego dziedzictwa pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego nasi rodzice byli tacy, a nie inni: może nie dali nam dużo miłości, ale to dlatego, że sami dostali jej jeszcze mniej. Zauważamy taką prawidłowość, że często jednak każde kolejne pokolenie jest lepsze dla swoich dzieci. Rodzice zwykle próbują przełamać schemat wychowywania i dać dzieciom więcej, niż sami dostali.

Mówi pani, że w terapii pomocny może być genogram. Dlaczego?

– Genogram to coś, co potocznie i niezbyt precyzyjnie nazywamy drzewem genealogicznym. Na początku terapii sporządzamy taki genogram, poznając dzięki niemu nie tylko strukturę rodziny, ale przede wszystkim pewne powtarzalne wzorce, typowe dla konkretnej rodziny sposoby patrzenia na świat, interpretacje zachodzących w nim zjawisk, wreszcie także dominujące w danym systemie rodzinnym relacje emocjonalne.

W czym może nam pomóc opracowanie genogramu?

– Przede wszystkim w zrozumieniu naszych rodziców, w odciążeniu ich z wyłącznej odpowiedzialności za nasze życiowe niepowodzenia. Kiedy dowiadujemy się, jak trudne oni mieli dzieciństwo i poznajemy traumy, jakich doświadczyli oraz przekonujemy się, że nasi dziadkowie nie dali im tyle miłości, ile oni w swym dzieciństwie potrzebowali, to wtedy łatwiej nam ich zrozumieć, może pewne sprawy wybaczyć. Takie zrozumienie przynosi ulgę.

Pracując z genogramem najczęściej udaje nam się z pacjentami dotrzeć nie dalej, niż do czasów międzywojennych, ponieważ w Polsce pamięć o przodkach nie jest powszechnie przekazywana z pokolenia na pokolenie. A to wielka szkoda! Babcię i prababcię też warto próbować zrozumieć, bo one mogły przeżyć wiele traum wojennych, które do dziś na nas oddziałują. Czytałam niedawno książkę terapeutki Anne Schützenberger, która twierdzi, że we Francji udaje się jej z pacjentami bez większych problemów odtwarzać historie rodzinne, aż z czasów rewolucji francuskiej.

W Polsce mamy wiele nieprzepracowanych tematów z przeszłości, część z nich jest wstydliwa, część po prostu trudna i bolesna. Nasi przodkowie często milczą, bo wydaje im się, że zatajając traumy – chronią nas. W rezultacie pozbawiają nas ważnej części rodzinnej tożsamości, wiedzy, do której mamy prawo. To, że o jakimś trudnym, ale ważnym wydarzeniu, nie powiemy, nie oznacza, że nie będzie ono wpływać na kolejne pokolenia. Tematy tabu, nieopowiedziane historie i nieprzerobione traumy blokują zdrowy przepływ komunikacji w rodzinie, blokują też wyrażanie emocji. Nie wpływa to dobrze na członków takiego systemu rodzinnego.

Osobiście zachęcam wszystkich do odkrywania historii przodków, dzisiaj w dobie Internetu jest to o wiele łatwiejsze. Wiele ksiąg parafialnych i starych dokumentów zostało zdigitalizowanych, istnieją portale genealogiczne, dzięki którym łatwiej jest odnaleźć osoby z nami spokrewnione.

Sama w czasie lockdownu zagłębiłam się w poszukiwanie swoich odleglejszych antenatów. Choć wydawało mi się, że znam dobrze swoją rodzinę, odkryłam wiele fascynujących historii, a nawet nawiązałam kontakt z dalszym kuzynostwem, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Myślę, że taka wiedza pozwala nam lepiej zrozumieć siebie, pobudki, którymi się kierujemy, interpretacje, które nadajemy rozumieniu różnych zjawisk. Poza tym umacnia to nasze poczucie tożsamości, może być źródłem siły, każdy z nas przecież ma potrzebę przynależności.

Czy są przypadki, że lepiej w dorosłym życiu odciąć się od rodziców, by móc ruszyć dalej?

– Najpierw trzeba zrozumieć znaczenie sformułowania odciąć się, bo ono ma kilka wymiarów. Możemy się odciąć emocjonalnie albo fizycznie. To drugie odcięcie polega na zrywaniu relacji, i ja to jednak widzę jako ostateczność, w sytuacji, kiedy rodzice są tak głęboko zaburzeni, że przy każdym spotkaniu ranią i niszczą swoje dorosłe dziecko.

W naszej kulturze nie ma na to przyzwolenia. U nas dzieci mają obowiązek zajmować się rodzicami. Dla niektórych to oznacza tkwienie latami w toksycznej sytuacji.

– Od rodziców można odciąć się emocjonalnie, czyli mieć z nimi rzadki kontakt, ale jednak „świadczyć usługi”, których oni potrzebują. Takie sytuacje przeważają w dorosłym życiu moich pacjentów. Oni często przed ważnymi rodzinnymi uroczystościami pytają: „Jak ja mam przeżyć tę wizytę, bo po spotkaniu zawsze cierpię?”. Opowiadają, że rodzice próbują wzbudzić w nich poczucie winy, albo wymądrzają się, bo wiedzą lepiej, co ich dziecko powinno zrobić. To nie są jednak tak patologiczne sytuacje, że konieczne byłoby zerwanie kontaktów. Istnieją sposoby, aby sobie z tym poradzić.

Fot. iStock/evgenyatamanenko

Często mówię pacjentom, że każdy w nas ma w sobie trzy elementy – rodzica, dziecko i dorosłego.

Dziecko to nasze potrzeby i pragnienia, rodzic to ten, który nas nagradza, karze i ocenia, zaś dorosły trzeźwo myśli i kalkuluje, co się nam opłaca, a co nie. Jeśli mamy raniące rodziny, które robią to nieświadomie, ale nie są w stanie zmienić tego mechanizmu, to radzę, by na spotkanie nie jechało „dziecko” (mała Ania), ale „dorosły” (duża Anna). Ona już będzie umiała patrzeć z pewnym dystansem na to, co się dzieje i oceni to przy użyciu swojego rozumu, a nie przez emocje. To oczywiście pomaga, ale nie jest to antidotum, dzięki któremu wizyta nagle stanie się już tylko przyjemna i łatwa. Rodzice podczas spotkania i tak będą robili swoje, czyli będą przywoływać w nas „dziecko”. Jednak wspomniana strategia może być rodzajem kompromisu: nie tracę kontaktu z rodzicami i jednocześnie nie wracam od nich poraniona.

Podczas terapii dorośli ludzie często słyszą, że sami dla siebie powinni być rodzicami. Przyznam, że czasem zdarza mi się mówić do siebie: „Wiem, że ci smutno. Połóż się, napij się herbaty, odpocznij…”

– Myślę, że bycie dla siebie „czułym rodzicem” zawsze jest leczące albo pomocne, zwłaszcza jeśli zwizualizujemy sobie tę „małą Anię”, którą przytulą nasz „wewnętrzny rodzic” mówiąc do niej: „Chodź, kochanie; powiedz, jak się czujesz; nie przejmuj się, czego potrzebujesz?”

Zdradziłam ten sekret mojej nastoletniej córce. Była zaskoczona i spytała: „Serio to działa?!”

– Może pani powiedzieć córce, kiedy będzie opuszczała dom: „Pamiętaj Anno, dobrze opiekuj się małą Anią”. To ważne zdanie, zwłaszcza dla osób, które nie potrafią rozpoznawać własnych potrzeb. Wielu ma z tym problem, zwłaszcza jeśli byli uczeni troszczyć się o innych, a nie o siebie – pod hasłem: „Nie bądź egoistą, nie myśl o sobie!”

Kim z tej trójki: „rodzic, dziecko, dorosły” najczęściej zajmuje się pani w gabinecie terapeutycznym?

– Najczęściej pracujemy nad rolą „wewnętrznego rodzica”, żeby nauczył się słuchać dziecko i by nie był rodzicem karzącym, straszącym i krytykującym. Rodzice czasem sprzedają dzieciom swoje lęki. Straszą, mówiąc: „Nie jedź tam, bo wydarzy się coś złego” i tym samym przekazują informację, że świat jest niebezpieczny. To przecież nie jest rozsądna rozmowa. Ona powinna raczej przebiegać tak: „Jeżeli wyjeżdżasz, kup ubezpieczenie”. Przecież dobry rodzic nie straszy, on może i powinien uświadamiać jakie są realne zagrożenia.

A jaki proces może zachodzić w nas teraz?

– Ten „czuły rodzic” przekazuje informacje „dorosłemu”, a ten musi już podjąć decyzję, czy te potrzeby można natychmiast zaspokoić. Jeśli „mała Ania” powie, że jest zmęczona i potrzebuje wakacji, to „dorosły” może jej odpowiedzieć: „Hola, hola, nie teraz! Jak teraz pójdziesz na urlop, to się potem nie odrobisz z zadaniami. Musisz jeszcze dwa tygodnie popracować, a wtedy możesz jechać!”. Pamiętajmy jednak, że „dorosły” nie każe nam pracować w nieskończoność. On proponuje nam realny termin wakacji, bowiem musi pilnować, żeby zasoby Anny były zawsze powyżej zera. Bo jeżeli zapasy jej sił spadną poniżej zera i nastrój się pogorszy, to wtedy może pojawić się: depresja, wypalenie zawodowe, choroba.

Czy jak „rodzic Anny” jest bezkrytycznie dobry, to ona będzie umiała zmotywować się do pracy?

– Ależ „rodzic” czasem też krytykuje, choć nigdy nie robi tego ze złością czy nienawiścią. On nie powie: „Wstawaj z łóżka, do niczego się nie nadajesz. Bierz się do roboty”. Tylko: „Odpocznij, a potem spróbuj jeszcze raz to zrobić i naprawić”. „Dobry rodzic” zawsze mówi do nas z miłością i troską.


Dr Monika Wasilewska, adiunkt w Instytucie Psychologii Stosowanej. Obszar moich zainteresowań koncentruje się wokół problematy psychologii rodziny, procesów transmisji międzypokoleniowej, przekazów rodzinnych wpływających na funkcjonowanie jednostki w różnych rolach społecznych. Od 2000 roku prowadzę prywatną praktykę psychologiczną, pracuję z klientami indywidualnymi i z parami. Jestem autorką książek „Depresja porodowa” (1999), „Jak być szczęśliwym dorosłym bez szczęśliwego dzieciństwa”(2021), a także autorem lub współautorem 50 publikacji naukowych, których tematyka wiąże się z prowadzonymi przeze mnie badaniami z zakresu; procesów parentyfikacji w rodzinie, uwarunkowań rodzinnych w podejmowaniu zadań dorosłości, procesów transmisji międzypokoleniowej.


Psychologia

„Są tacy, co mają rozum, a są tacy, co go nie mają, i już”. Poruszające cytaty z Kubusia Puchatka

Redakcja
Redakcja
17 stycznia 2022

Miś o bardzo małym rozumku? Od lat wiemy, że wcale nie. Że pozornie niezgrabny, bezmyślny i głupiutki… ma nam bardzo dużo mądrego do przekazania. Na zimowe chłody mamy dla Was najpiękniejsze, najbardziej wzruszające cytaty z Kubusia Puchatka. Ach!

– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.

Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł.

– Puchatku?
– Tak, Prosiaczku?
– Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś.

 

I gdy Królik zapytał: – Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba? – Puchatek był tak wzruszony, że powiedział: – Jedno i drugie. – I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: – Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu.

Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć.

– Niełatwo jest być odważnym – odparł Prosiaczek, lekko pociągając noskiem – kiedy jest się tylko Bardzo Małym Zwierzątkiem.

Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.

Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś. W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał.

 

„Chwasty to także kwiaty, kiedy je lepiej poznasz”

„Jeśli dożyjesz sto lat, ja chcę żyć do stu minus jeden dzień, żeby nigdy nie musieć żyć bez ciebie”.

„Dzień spędzony z tobą to mój ulubiony dzień. Więc dzisiaj jest mój nowy ulubiony dień”

Myśl, myśl, myśl.

Są tacy, co mają rozum, a są tacy, co go nie mają, i już.

Wiesz, Prosiaczku… miłość jest wtedy… kiedy kogoś lubimy… za bardzo.

„Rzeki to wiedzą: nie ma pośpiechu. W końcu pewnego dnia dotrzemy na miejsce”

„Nie możesz pozostać tu, w  zakątku Lasu, czekając, aż inni przyjdą do ciebie. Czasami musisz sam do nich iść.

„Jesteś odważniejszy niż ci się wydaje. Silniejszy niż się wydaje. I mądrzejszy niż myślisz.”

„Jeśli osoba, z którą rozmawiasz, nie wydaje się słuchać, bądź cierpliwy. Może po prostu ma mały kawałek puchu w tym uchu. ”

 

 

Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo.

Bo Wypadek to dziwna rzecz. Nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy.

Kiedy się jest Misiem o Bardzo Małym Rozumku i myśli się o Rozmaitych Rzeczach, to okazuje się czasami, że rzeczy, które zdawały się bardzo proste, gdy miało się je w głowie, stają się całkiem inne, gdy wychodzą z głowy na świat i inni na nie patrzą.

„Dzień bez przyjaciela jest jak garnek bez jednej kropli miodu w środku”.

„Niektórzy ludzie za bardzo się przejmują. Myślę, że to się nazywa miłość”

„Jeśli kiedykolwiek nadejdzie dzień, w którym nie będziemy razem, zatrzymaj mnie w sercu. Zostanę tam na zawsze. ”

„Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zapomnisz. Jeśli tak zrobisz, nigdy nie odejdę”.

„Mam to szczęście, że mam kogoś, kto sprawia, że trudno się pożegnać”.

 


Zobacz także

Życie z egoistą, nieustanne poświęcenie. Czy warto? Nie, nie warto

Ludzie, którzy lubią być sami, mają 6 wyróżniających cech osobowości

Inteligentni ludzie kładą się spać późno, wszędzie robią bałagan i przeklinają. To potwierdzone naukowo!