Macierzyństwo

20 najpiękniejszych cytatów Marii Monetssori, która dla dobra obcych dzieci poświęciła miłość i własnego syna

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
31 maja 2022
 

Była 16. kobietą lekarką w całych Włoszech. Walczyła o możliwość swojej edukacji jak lwica. By móc pracować jako lekarka… poświęciła wielką miłość, a nawet swoje własne dziecko. Czy słusznie? Minęło sto lat od momentu, kiedy Maria Montessori sprzeciwiła się traktowaniu dziecka jako miniatury dorosłego! A jej odkrycia nadal są aktualne i pomagają kolejnym pokoleniom kształcić młodych.

Maria przyszła na świat w małej miejscowości we Włoszech w 1870 roku. Jej matka, pochodząca z rodziny uniwersyteckiej, miała liberalne poglądy i to od niej dziewczynka uczyła się, że powinna walczyć o swoje prawa. Szkoły dla kobiet w owych czasach kształciły przede wszystkim przyszłe potulne żony i zaradne panie domu, co oznaczało w praktyce naukę prac domowych i dobrych manier.

Jednak Maria wykazywała ponadprzeciętne zainteresowanie przedmiotami ścisłymi. Dlatego zapisała się do szkoły technicznej, zarezerwowanej dla chłopców. „Podobną determinację wykonała sześć lat później, w 1989 roku, gdy po ukończeniu technikum postanowiła rozpocząć studia na wydziale medycyny. Ówczesne władze akademickie odmówiły wpisania jej na listę studentów. […] Opuszczając gabinet (profesora Guido Baccelli), Maria ukłoniła się i odrzekła: „Zostanę lekarzem, bez względu na cenę”, czytamy w przedmowie do książki Marii Montessori „Co powinieneś wiedzieć o swoim dziecku”, PWN.

To było jednak tylko preludium do kolejnych wydarzeń. „Koledzy ze studiów drwili z Marii. Dokuczali jej tak dotkliwie, że owładnięta zniechęceniem, chciała już porzucić obraną ścieżkę”, czytamy dalej. Nie mogła np. uczestniczyć z innymi studentami w pracach w prosektorium, bo kobiecie nie wypada oglądać nagiego mężczyzny. Do auli na wykłady mogła wejść, ale jako ostatnia, gdy chłopcy zajęli już miejsca. Takie to były czasy! A jednak w 1896 jako pierwsza kobieta skończyła medycynę na Uniwersytecie Rzymskim, zostając tym samym 16. kobietą lekarką w całych Włoszech.

Uważnie obserwowała dzieci

Momentem przełomowym okazało się z pozoru błahe wydarzenie.

„Maria spostrzegła żebraczkę z małym, może dwuletnim dzieckiem. I to właśnie to dziecko zwróciło jej uwagę. W rękach dzierzyło kawałek czerwomego papieru i pochłoniete nim, pełne wewnętrznej radości i spokoju, zdawało się zupełnie nie zauważać niczego dookoła. Maria Montessori odczytała to jako znak”, czytamy w książce PWN. Wtedy po prostu postanowiła zająć się dziećmi.

Jej życiorys nadaje się na scenariusz filmowy. Było w nim wiele zwrotów akcji i niezwykłej determinacji. Maria całe życie musiała brnąć pod wiatr i łamać konwenanse. Po studiach rozpoczęła pracę w Klinice Psychiatrycznej Uniwersytetu Rzymskiego. Do jej obowiązków należało odwiedzanie zakładów dla obłąkanych, gdzie widziała sieroty, dzieci upośledzone i takie, którymi nikt się nie zajmował. Podczas wizytacji jedna z opiekunek powiedziała Marii, że te dzieci są bardzo łakome, bo jak tylko skończą jeść, rzucają się na podłogę w poszukiwaniu okruchów. Maria zaczęła przyglądać się i odkryła, że one tylko… bawią się tymi okruchami. Powód? Nie posiadają żadnych zabawek. Wówczas nikt nie słyszał o teorii, że dzieci rozwijają się przez zabawę. Poruszona tym widokiem Maria zaczęła pracować z dziećmi, których los nikogo nie obchodził. Niektórzy z jej wychowanków zdali egzaminy do szkół podstawowych, gdzie radzili sobie doskonale, często nawet lepiej niż reszta klasy.

Wtedy pomyślała: jeśli zaniedbane dzieci nauczyły się tak dużo, bo stworzyła im odpowiednie warunki, to co dzieje się w  szkołach dla zamożniejszych rodzin? Uznała, że winę za taki stan rzeczy musi ponosić system edukacji, który hamuje naturalny potencjał dzieci! Wtedy właśnie Maria, w wieku 30 lat, podjęła decyzję, że chce zająć się naprawą włoskiego systemu edukacji.

Miłość, rodzina czy jednak praca?

Jednak nie przyszło jej to łatwo. Kilka lat wcześniej w  klinice Psychiatrycznej Uniwersytetu w Rzymie  „poznała o dwa lata starszego doktora psuchiatrii, Giuseppe Montesano”, czytamy w książce PWN. Młodzi zakochali się w sobie i na świat przyszedł ich nieślubny syn Mario. Natychmiast wybuch skandal obyczajowy, bo młodzi lekarze postanowili nie wiązać się na zawsze, chcąc pozostać niezależnymi i wolnymi od konwenansów. W tamtych czasach Maria miała dwa wyjścia: wziąć ślub i pożegnać się z karierą lakarza albo oddać dziecko na wychowanie na wieś. Paradoksalnie, kobieta, która pomagała obcym dzieciom, nie wychowywała własnego syna. Dopiero po śmierci swojej matki, gdy Mario miał kilkanaście lat, powiedziała mu prawdę, że to ona jest jego matką. Od tej pory byli nierozłączni.

****

Do dziś jej Metoda Montessori pomaga wszechstronnie rozwijać się, rozkwitać dzieciom na całym świecie. Z poszanowaniem ich emocji i indywidualnych talentów. Z dbałością o rozwój: intelektualny i zdolności społecznych. Z tej okazji na Dzień Dziecka przygotowaliśmy najciekawsze i najpiękniejsze myśli Marii Montessori. Po ponad stu latach nic nie straciły na aktualności.

1. Najważniejszym okresem w życiu nie są lata studiowania na wyższej uczelni, ale te najwcześniejsze, czyli okres od narodzenia do sześciu lat. Jest to czas, kiedy formuje się inteligencja człowieka i nie tylko ona, ale całość jego zdolności psychicznych.

2. Największą oznaką sukcesu dla nauczyciela … jest bycie zdolnym, by powiedzieć: Te dzieci pracują tak, jak gdybym nie istniała.

3. Dziecko, któremu poświęcono więcej uwagi i opieki, wyrasta na osobę silniejszą, bardziej zrównoważoną duchowo i energiczną.

4. Czego nie ma najpierw w zmysłach, tego nie ma później w umyśle.

5. Dziecko, które opuszcza ciało matki, nie wchodzi w naturalne środowisko, lecz w środowisko cywilizacji, w którym rozgrywa się życie dorosłych. […] Dlatego rodzice, a później nauczyciele muszą stać się dla dziecka łącznikiem, tłumaczem i interpretatorem skomplikowanego świata kultury.

6. Czego dziecko nie jest w stanie samo zrobić, musimy mu to dokładnie pokazać. Nie możemy dawać zbytecznej pomocy, ale też nie zaniechamy tej koniecznej.

7. Jeśli zbyt mocno krytykujesz dziecko, ono nauczy się oceniać. Jeśli regularnie prawisz dziecku komplementy, nauczysz je doceniania.

8. Niech dzieci będą wolne. Zachęcaj ich do biegania na zewnątrz, gdy pada deszcz. Niech zdejmą buty, gdy znajdą kałużę wody. A gdy trawa łąk będzie mokra od rosy, niech biegną po niej i depczą ją bosymi stopami. Niech odpoczywają spokojnie, gdy drzewo zaprasza ich do spania w swoim cieniu. Niech krzyczą i śmieją się, gdy słońce obudzi ich rano.

9. Musimy pamiętać o jednej podstawowej rzeczy. Danie dziecku wolności nie oznacza pozostawiania go samemu sobie, a już w żadnym wypadku zaniedbywania go. Pomoc, którą dajemy dziecięcej duszy, nie powinna być pasywną obojętnością w obliczu spotykających ją trudności. Powinna być ona czułym i uważnym wspieraniem jej rozwoju.

10. Niesłusznie sądzi się, że najlepiej może się rozwijać dziecko mające jak najwięcej zabawek i środków pomocniczych. Wręcz przeciwnie, nieuporządkowana mnogość przedmiotów na nowo obciąża duszę chaosem i przygnębia ją poczuciem zniechęcenia.

11. I działamy bardziej tak, by przystosować aktywność dzieci do naszych własnych pomysłów, aniżeli iść za nimi, by same odkrywały swoje rzeczywiste upodobania i potrzeby.

12. Nie mów im, jak to zrobić. Pokaż im, jak to zrobić i nie mów ani słowa. Jeśli im powiesz, będą patrzeć, jak poruszają się twoje usta. Jeśli im pokażesz, będą chcieli to zrobić sami.

13. Ucz, ucząc, a nie poprawiając.

14. Nigdy nie pomagaj dziecku w zadaniu, w którym czuje, że może odnieść sukces.

15 Dzieci są istotami ludzkimi, którym należy się szacunek, wyższymi od nas ze względu na ich niewinność i większe możliwości ich przyszłości.

16. Ze wszystkich rzeczy miłość jest najsilniejsza.

17. Wychowanie nawet małego dziecka nie ma więc na celu przygotowania go do szkoły, ale do życia.

18. Zabawa jest pracą dziecka.

19. Jeśli dziecko nie znajduje bodźców do działań, które przyczyniłyby się do jego rozwoju, pociągają go po prostu „rzeczy” i pragnie je posiadać.

20. Dorosły nigdy nie powinien kształtować dziecka na swój własny sposób, ale powinien zostawić je w spokoju i zawsze pracować z najgłębszego zrozumienia samego dziecka.

 

Więcej informacji o Marii Montessori w ksiażce: Maria Montessori „Co powinieneś wiedzieć o swoim dziecku”, PWN.

 

 


Macierzyństwo

Ciekawe stylizacje, dzięki którym staniesz się gwiazdą imprezy

Redakcja
Redakcja
31 maja 2022
 

Jak uniknąć wtopienia się w tłum, gdy idziesz na imprezę, na której wszyscy chcą wyglądać wyjątkowo? To trudne pytanie. Ale znalezienie odpowiedzi jest możliwe. Wybraliśmy pięć najlepszych stylizacji, które sprawią, że będziesz w centrum uwagi na każdej imprezie. Poznaj wszystkie tajniki najlepszej usługi umożliwiającej robienie zakupów po okazyjnych cenach, jaką jest Shopsy.

Okazało się, że jesteś w środku imprezy?

Uczestniczenie w przebieranym przyjęciu, o którym nie wiedziało się, że się je organizuje, to prawdziwa sztuka. Chodzi o to, by stworzyć swobodny, ale efektowny i kreatywny wygląd. Luźne spodnie o luźnym kroju, uroczy top z kolorowym nadrukiem i wygodne trampki będą idealne do swobodnej stylizacji. Ewentualnie koszula oversize w drobne paski. Nie przesadzaj z dodatkami, bo imprezowicze nie uwierzą, że byłaś tu tylko przejazdem.

Rozpieszczanie i glamour

Uroczyste przyjęcia, na których trzeba wyglądać jak najlepiej, prędzej czy później zdarzają się w życiu każdej dziewczyny. Ale te wydarzenia nie zawsze oznaczają długie, niewygodne suknie, wyszywane złotymi cekinami. Koktajlowa sukienka mini o prostym kroju będzie wyglądać o wiele bardziej efektownie. Podkreśli zalety kształtu, delikatnie ukrywając wady. Model będzie dobrze wyglądał w kolorach metalicznych lub ultrafioletowych. Połącz tę sukienkę z kontrastującymi sandałami lub butami na bardzo wysokim obcasie.

Od statku do piłki

Niewiele osób wie, że klasyczny wygląd biurowy można łatwo przekształcić w stylowy strój na imprezę. Zestaw składający się z modnej ołówkowej spódnicy i żakietu w jaskrawym kolorze z półprzezroczystą szyfonową bluzką nie pozostanie niezauważony na tle innych. Stylowy wygląd uzupełnij wieczorową torebką i butami, a także makijażem.

Sportowy styl

Sportowy styl znów u szczytu popularności. Na imprezę doskonale sprawdzi się obcisły dres, który można połączyć z topem w fasonie cropped i jasnymi trenczami. Styliści zalecają jednak zastąpienie ich czółenkami na szpilce. Ale tę opcję docenią tylko odważne dziewczyny. Romantyzmu dodadzą zdjęciu miękkie loki. Fryzurę można podkreślić oryginalną sportową opaską do włosów.

Nie tak jak reszta

Jeśli chcesz być gwiazdą każdej imprezy, postaw na odważny strój w stylu popularnej Rihanny. Zobacz mega-szorty, ciężkie obcasy i kolorowy crop top pod prześwitującą bluzą z siatki. Uzupełnij swój wygląd przyciągającym wzrok makijażem i dużą biżuterią.


Macierzyństwo

Mam dość, podpieram się nosem, nie mogę na nikogo liczyć. Sprawdź, bo może to syndrom Atlasa?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
31 maja 2022
Fot. iStock/DGLimages

Czy znasz takich ludzi, którzy pomimo przeżycia traumatycznych doświadczeń, wydają się niewzruszeni i dalej dzielnie zapewniają stabilne życia sobie i swoim bliskim? Myślisz sobie: ja bym w takiej sytuacji już dawno się poddała. Albo zachorowała na depresję. A ci ludzie wydają się jakby ulepieni z innej gliny, bardziej odporni, wytrwali, silni wobec przeciwności losu?

Irena Pospieszyl, autorka książki „Syndrom Atlasa. O tych, którzy byli silni zbyt długo”, PWN zadaje pytanie: „Czyżby los chciał bardziej doświadczyć, tych którzy potrafią więcej znieść?” Opowiada o osobach, które po trudnych przejściach funkcjonują bez zwracania na siebie specjalnej uwagi. O takich, które nie opuszczają bezradnie rąk i nie szukają pomocy u innych. Zazwyczaj mówimy o nich: „ten człowiek to ma charakter”, „nie poddaje się”, „jest silniejszy i niż inni”. Na pewno znasz kogoś takiego.

To jest samotna matka, która nie dostaje alimentów i dawno już przestała o nie walczyć, biorąc na siebie drugi etat, by utrzymać rodzinę. To kobieta, która straciła ciążę, ale nie płacze i nie przeżywa depresji, tylko dzielnie zajmuje się trójką dzieci. To też twoja sąsiadka, która nie dość, że pracuje na pełen etat, to jeszcze sama opiekuje się dwójką schorowanych rodziców, nie prosząc nikogo o pomoc.

Twarda skóra Atlasa

Moim Atlasem i Supermenką oraz Superbohaterką jest Magda, która nigdy się nie skarży, a jednocześnie wygląda na bardzo zmęczoną. Fakty są takie, że życie ją nigdy nie oszczędzało. Odszedł od niej mąż, została sama z czwórką dzieci w różnym wieku. A jednak sobie świetnie radzi, za co większość znajomych bardzo ją podziwia. Bo jest za co! Magda zawsze jest na czas, ma nowe pomysły, którymi rzuca jak z rękawa na zebraniu w pracy. A przy tym jest świetnie zorganizowana. Zawsze zdąży odebrać dzieci z zajęć pozalekcyjnych, zrobi pyszne śniadanie, a na urodziny szefowej jeszcze upiecze tort. Jak ona to robi?

Autorka książki twierdzi, że nierzadko w przypadkach takich osób ulegamy złudzeniu, że mamy do czynienia z kimś – mniej wrażliwym, z kimś o twardszej skórze i kto potrafi więcej udźwignąć od innych. „Uważam jednak, że takie postrzeganie ludzi nadmiernie dzielnych jest nieprawdziwe, i krzywdzące. Żadne trudne przeżycie nie pozostaje bez śladu”, twierdzi Pospieszyl. Według niej heroizm to swego rodzaju hiperprzystosowanie się do pokonywania problemów. To mechanizm obronny, który może utrzymywać się u niektórych nawet przez całe życie. „Jest on tym trudniej rozpoznawalny, że większość traktuje go jako przejaw właśnie doskonałego zdrowia psychicznego. A jednak takim nie jest”, twierdzi autorka.

Samotność Superbohaterki

Przyjaciele Magdy wiedzą już o niej więcej. Wiedzą, że mimo uśmiechu przyklejonego do twarzy, nie jest tak naprawdę szczęśliwa. Przeciwnie – nawet bardzo samotna w swoich staraniach. Nie śpi po nocach, zamartwia się o finanse i tak naprawdę goni już resztką sił. Przyjaciele zazdroszczą jej nawet trochę kontaktu z córkami, bo one są nad wyraz grzeczne i współpracują z matką, wykonując wszystkie jej polecenia, by się tylko nie denerwowała. Myślą, że dzieci Magdy rozumieją więcej niż ich własne rozpieszczane i niewdzięczne.

Fakt, Magda sprawia wrażenie twardzielki. Ale to pozory! Choćby dlatego, że takie osoby jak ona, nie mają poczucia spełnienia, nie czują dumy z pokonywania trudności. „Zakończony powodzeniem trud nie przynosi im ulgi, nie odpręża, nie daje przyzwolenia na chwilę odpoczynku. Wręcz przeciwnie – wzbudza nieustanną potrzebę potwierdzenie statusu bezpieczeństwa, zapewniania o słuszności wyboru, kontroli rzeczywistości swojej i wszystkich, z którymi jednostka czuje się związana. Jest zatem czystą kompulsją i jak każda tego rodzaju adaptacja powoduje negatywne konsekwencje. W tym przypadku należy do nich: poczucie przeciążenia i pokrzywdzenia, uzależnienie od bliskich i nadmierna ingerencja w ich życie, lęk przed wykluczeniem, a wreszcie poczucie osamotnienia osoby tak heroicznie nastawionej do życia”, twierdzi autorka.

Gołębie serce w cierpieniu

Ale na tym nie koniec! Magda jest bowiem osobą o wyjątkowo dobrym sercu, dlatego wiele przyjaciółek prosi ją często o radę, a ona stara się pomóc wszystkim. Może dlatego, że sama tyle wycierpiała? – zastanawiają się jej znajomi. Ale dlaczego, kiedy jej córki kończą 18-lat, natychmiast wyprowadzają się, jakby chciały być jak najdalej od matki. Nie, żeby Magda była zła mamą, w żadnym wypadku. Zawsze przecież stawiała potrzeby dzieci ponad swoimi, starała się im zapewnić dosłownie wszystko, co tylko mogła. Ale jednak córki nie specjalnie chcą dziś spędzać z nią wakacje, a nawet święta.

Autorka książki kompletnie nie dziwi się takim sytuacjom. Twierdzi, że gotowość niesienia pomocy wszystkim jest bardzo typowa dla Superbohaterek, bo samopoświęcanie mają we krwi i nieświadomie w ten sposób podnoszą sobie poczucie własnej wartości. „Człowiek taki zaniedbuje swoje potrzeby, uznając, że może z nimi zając się później, gdy wszystkie kłopoty miną, jeżeli tylko zdoła. A jeśli nie, to może się w ogóle obejść bez ich zaspokojenia. O sobie pomyśli wtedy, gdy już wszyscy będą mieć się dobrze. A że powodów nigdy dość, więc dogadzanie sobie pozostaje raczej marzeniem niż spełnioną obietnicą,” twierdzi Pospieszyl. Magda więc dziennie dźwiga na sobie cały świata, uginające się pod jego ciężarem i z każdej strony spodziewa się katastrofy. „Z kolei u tych, którzy są obiektem jej szczególnej troski, pojawia się: poczucie znużenia, osaczenia, irytacja i pragnienie pogłębienia dystansu między nimi a tak gorliwymi opiekunami”, mówi autorka. Nic więc dziwnego, że dorosłe dzieci Magdy – uciekają od niej.

Co to jest syndrom Atlasa?

Polega on na utrwaleniu przekonania, że tylko ja mogę zapanować nad całą złożonością sytuacji, w jakiej się znalazłam i że do mnie należy rozwiązanie problemu. Jeśli tego nie zrobię sama, nikt mi nie pomoże. Towarzyszy temu często dodatkowo poczucie nadmiernego lęku o najbliższych. Ktoś, kto przyjął taką postawę wobec życia, próbuje samotnie pokonywać wszystkie trudności, nie szukając wsparcia u innych i nie wierząc, że takowe mógłby otrzymywać. Kompulsywnie walczy o zapewnienie sobie i bliskim poczucia bezpieczeństwa. Chroni ich przed możliwym zagrożeniami, stara się uczynić ich życie łatwiejszym niż własne, wyręcza w obowiązkach itp.

Sprawdź, czy syndrom Atlasa dotyczy ciebie:

– nadmierna potrzeba kontroli otoczenia
– przejmowanie obowiązków za innych
– zbyt duże poczucie odpowiedzialności za siebie i innych
– wzmożona czujność, niezdolność do rozluźnienia
– przeciążenie
– skłonność do irytacji konflikty z otoczeniem
– nadmierne poczucie winy
– poczucie bycia wykorzystywanym
– poczucie braku wsparcia
– poczucie osamotnienia
– poczucie braku wyboru
– lęk przed rozpadem istniejącej więzi
– uzależnienie własnego poczucia zadowolenia od aprobaty osób, z którymi czujesz się związana
– przekonanie o konieczności rezygnacji z własnych potrzeb na rzecz obowiązków
– brak satysfakcji z własnych dokonań
– niska samoocena

Ukształtowany z dramatycznych przeciwieństw

Autorka podsumowuje: Atlas… „z jednej strony stara się być pomocny, czasem wręcz wyprzedza oczekiwania innych, a z drugiej strony czuję się wykorzystywany. Skupia przy sobie bliskich, a czuje się samotny. Zrobi wszystko, aby stworzyć wokół swojej osoby swoiste centrum życia rodzinnego, jednocześnie nie ma poczucia zakorzenienia. Jest samowystarczalny, a przy tym kompulsywnie przywiązany do innych. Ma wiele umiejętności, którymi się chętnie dzieli, a zarazem czuje się niewiele wart. Jest skuteczny, a trwoni go poczucie bezsilności. Jest odważny, a jednocześnie podszyty strachem. Jest dobrze zorganizowany, ale nie potrafi zarządzać rodziną”.

Jeśli widzisz w tym opisie siebie sięgnij koniecznie po książkę: Irena Pospieszyl, autorka książki „Syndrom Atlasa. O tych, którzy byli silni zbyt długo”, PWN

 

 


Zobacz także

Podarujcie swoim najbliższym najlepszy prezent – siebie nawzajem. Wykorzystajcie jak najlepiej ten wolny czas

Często mówimy, że one są daleko od domu po to, żeby do tego domu mogły wrócić

hejt

Moje dziecko jest inne? Twoje dziecko nie jest złe, ale może robić nieświadomie złe rzeczy