„Gra o tron” – telewizyjny fenomen i pole do popisu dla… psychoterapeutów! Zobacz, na jakie zaburzenia psychiczne cierpią serialowe postaci

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 lipca 2017
fot. materiały prasowe HBO
fot. materiały prasowe HBO

Choć mamy dopiero połowę lata i temperatury znacznie powyżej zera, to dla ogromnej rzeszy serialowych fanów 16 lipca jest dniem, w którym nadejdzie zima – tego dnia bowiem z siódmym sezonem powraca „Gra o tron”. Walka o władzę, intrygi, tajemnice, morderstwa (w ilościach hurtowych), seks, kłamstwa, zmartwychwstania i latające smoki – istne szaleństwo, od którego nie sposób oderwać oczu.

Serial zjawisko

O co chodzi w serialu? Ogólnie mówiąc chodzi o to, by zdobyć tron, a konkretnie żelazny tron, który daje władzę nad Siedmioma Królestwami Westeros. Do tej pory zasiadał na nim król Robert Baratheon, ale że zginął (możecie być pewni, że nie tak całkiem przypadkowo), to powstał wakat. Oczywiście, jak to w monarchii, jego miejsce zajął syn, ale walka o władzę wcale się na tym nie zakończyła – przeciwnie, to dopiero początek intryg, odkrywania sekretów, wojen i bitew pomiędzy rodami z Westeros. Pretendentów do żelaznego tronu jest zacznie więcej, a tytuł prawowitego władcy przypisuje sobie niejeden – wszystko przez intrygi, zdrady, dzieci z nieprawego łoża, dawne niesprawiedliwości i minione spory. Ale co wam będę mówić, zobaczcie streszczenie w wykonaniu samego Samuela L. Jacksona, które pojawiło się przed startem 6 sezonu.

To nie jest zwykły serial, to coś znacznie więcej – to machina, która napędza wyobraźnię widzów i rozsiadła się wygodnie (na tronie?) w świecie pop kultury i show biznesu. Bijąca rekordy popularności produkcja HBO jest ekranizacją bestsellerowej sagi George’a R.R. Martina „Pieśni lodu i ognia”. Nawet jeśli nie widziałeś ani jednego odcinka, nie masz pojęcia, czym jest Westeros, a valar morghulis brzmi dla ciebie jak łacińska nazwa łąkowej rośliny, to i tak „Grę” z pewnością kojarzysz. Aktorzy pojawiają się na okładkach szacownych magazynów, Internet zalewa fala spoilerów i domniemań, fani chłoną każdy strzępek informacji na temat kolejnych odcinków, analizują fabułę i tworzą własne teorie. Co takiego jest w tym serialu, że przyciąga i uzależnia? Uwaga, możliwe spoilery!

Szaleństwo w roli głównej

„Gra o tron” to nie jest prosty, miły i przyjemny film na rodzinne popołudnia – w sześciu sezonach serialu HBO zginęło dokładnie 150 966 bohaterów (tak, ktoś to policzył, a nawet stworzył film!) i doszło do 77 aktów zdrady – nie ma tu litości nawet dla członków własnej rodziny, a może zwłaszcza dla nich. Bohaterowie rozbierają się tam szybko i chętnie (o bieliźnie nikt nie słyszał, pyk, i w sekundzie są goli), piją na umór i nie stronią od przemocy, a nawet brutalności. Dwie rzeczy trzeba wiedzieć – po pierwsze, do żadnego bohatera nie wolno się przywiązywać, bo może go szybko zabraknąć i będzie nam przykro (nie mówię o tobie, Ramsay!), po drugie… niemal każdy ma tam jakieś zaburzenia psychiczne.

Lannisterowie

Prym wiedzie ród Lannisterów – jestem przekonana, że w zakładzie psychiatrycznym mieliby swoje własne piętro, a kto wie, może nawet i całe skrzydło. Tywin Lannister, megaloman, senior rodu, surowy, wymagający, nie znoszący dwóch rzeczy: sprzeciwu i porażki, miał niemały wpływ na psychikę trójki swoich dzieci. Tyrion, najmłodszy, który cierpi na karłowatość, nosi piętno zabójcy własnej matki – kobieta zmarła przy jego porodzie – a swoje poczucie winy i ból spowodowany odrzuceniem przez ojca i siostrę zagłusza alkoholem, cynicznymi uwagami i pozornym olewactwem.

Starszy brat Tyriona, Jamie, przejawia cechy narcystyczne, ale to nic w porównaniu z jego zaburzeniami preferencji seksualnych – mężczyzna jest bowiem w związku kazirodczym ze swoją siostrą bliźniaczką, a nawet ma z nią trójkę dzieci (które oficjalnie są potomkami króla Baratheona). Cersei to kobieta pewna siebie, dumna i owładnięta rządzą władzy. Można śmiało powiedzieć, że to największa intrygantka w Westeros, patologiczna matka (nadopiekuńcza, nadmiernie nimi zainteresowana), a niektórzy doszukali się u niej nawet cech osobowości borderline – na zmianę przyciąga i odrzuca swojego brata-partnera, raz chce z nim być, innym razem kończy związek. Słowem : skomplikowany typ. Taka osobowość matki musiała mieć wpływ na dzieci – jej najstarszy syn Joffrey to przykład psychopaty, dla którego wyrządzanie innym krzywdy i zabawa cudzymi emocjami były najlepszą rozrywką. Do tego dodajmy skłonności do agresji, znęcanie się nad zwierzętami i brutalność. Nic dziwnego, że w końcu ktoś zdecydowała się go otruć, a fani długo z tego powodu nie rozpaczali.

fot. materiały prasowe HBO

fot. materiały prasowe HBO

Starkowie

Choć Starkowie to bohaterowie raczej pozytywni i cieszący się sympatią, i ich nie omijają problemy z psychiką. Sansę Stark poznaliśmy jako naiwną, bierną i nieco głupiutką dziewczynę, ale jej trudne przeżycia nie pozostały obojętne dla jej psychiki, osobowości i charakteru – powoli staje się kobietą silną, zdeterminowaną i walczącą o swoje, a nawet nieco przebiegłą i zimną. Sansa ma ogromne nieszczęście, jeśli chodzi o dobór partnerów – najpierw psychopatyczny narzeczony Joeffrey Lannister, a potem… psychopatyczny mąż Ramsey Bolton. Życie z brutalnym i poniżającym ją mężczyzną z pewnością zostawiło trwałe ślady w psychice i zapewniło depresję. Także i młodsza siostra Sansy, Arya, zmaga się z demonami przeszłości. Była świadkiem śmierci wielu bliskich osób, sama także musi walczyć o życie i bezpieczeństwo.  Za swoją życiową mantrę obrała listę osób, których zamierza zabić, kieruje się chęcią zemsty i ogromnym gniewem. Jej prywatna vendetta stała się sposobem na oswojenie żałoby, której nie było dane jej przeżyć i zagłuszenie trudnych emocji, które wypiera.

Przyrodniego brata dziewcząt, Jona Snow, można podejrzewać o depresję – wychowywany jako bękart, odrzucony przez macochę, nieco na uboczu rodziny, ma obniżone poczucie własnej wartości i niską samoocenę. Życie na północy i służba w Nocnej Straży sprzyja jego wrodzonej melancholii. Jon cierpi też na kompleks ofiary, jego empatia i poczucie obowiązku są tak wielkie, że gotowy jest stać się męczennikiem dla dobra ogółu, oddać własne życie dla innych (całe szczęście,  niektórzy tam znają się na zmartwychwstaniach).

Manipulanci, sadyści i poddani

„Gra o tron” to opowieść o manipulatorach – bardzo wiele postaci posiada w tej dziedzinie wybitne wręcz zdolności. Jedną z nich jest Petyr Baelish, nazywany Littlefinger – jeśli ktoś coś knuje i szykuje się niemała intryga, możecie być pewni, że on maczał w tym palce lub przynajmniej dobrze wie, co się święci. Littlefinger marzy o wielkiej władzy i potędze, a jego żądze skłaniają go do używania innych niczym pionków w prowadzonej grze i wykorzystywania ich do własnych celów. Przy tym jest czarujący, ujmujący i znakomity z niego orator, czym wzbudza sympatię innych – lepiej jednak nie obdarzać go zbyt dużym zaufaniem, bo śliski z niego typ.

Wymieniony już wyżej Ramsay Bolton to wybitny manipulator i psychopata. Krzywdził innych bez cienia skruchy i z wielką radością – przyjemność sprawiało mu np. polowanie na uciekające dziewczyny – cierpiał na zaburzenia seksualne, sadyzm, wykazywał zachowania socjopatyczne i antyspołeczne. Nie tylko znęcał się i wykorzystywał seksualnie swoją żonę, ale też zniszczył psychicznie Theona Greyjoy’a i uprzedmiotowił go, sprowadził do roli sługi i poddańca. Theon to kolejny interesujący przypadek w serialu – oddany przez własnego ojca Starkom, na znak sojuszu i pokoju pomiędzy rodami, wychowywał się w poczuciu odrzucenia i niższości, stąd jego potrzeba wykazania się, udowodnienia własnej wartości i sukcesu. Po torturach i psychologicznej manipulacji Ramsay zamienia go w Fetora, który cierpi na syndrom sztokholmski, wykazuje niezdrowe przywiązanie do swojego oprawcy i wierzy w to, że w pełni zasługuje na cierpienie.

O „Grze o tron” można by pisać wiele i tworzyć rozmaite teorie – ten serial naprawdę fascynuje, wciąga i uzależnia! Ja sama przekonałam się do niego dopiero za drugim podejściem (początkowo wyłączyłam po zaledwie kwadransie), ale nie żałuję – nadrabianie było całkiem przyjemne. Nawet jeśli ktoś nie przepada za klimatami fantasy, przeraża go mnogość wątków i nieco mroczny klimat, to nie będzie żałował – to prawdziwy majstersztyk i uczta dla każdego miłośnika dobrych seriali. Ani się obejrzycie, a będzie razem z milionami fanów wołać „winter is here” i obstawiać, komu w końcu uda się zasiąść na żelaznym tronie.

Premiera siódmego sezonu 16 lipca w USA, a 17 lipca w Polsce w HBO – równo z amerykańską premierą o 3.00 w nocy, a następnie wieczorem, o  20.10.

Zapisz


„Dwa lata temu zostałam zwolniona z pracy. Nie zgodziłam się z tą decyzją, poszłam do sądu, wygrałam”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
14 lipca 2017
Fot. iStock / AlexLinch
Fot. iStock / AlexLinch

Dwa lata temu zostałam zwolniona z pracy. Nie zgodziłam się z tą decyzją, poszłam do sądu, wygrałam. Dziś rozwijam się zawodowo ogromnie ciesząc, że sprawiedliwość zwyciężyła.

Chciała udawać, że nic nie widzi, niczego nie słyszy, że to się nie dzieje. Że to zwykły splot przypadków. Bo komu nie zdarza się palnąć jakiejś głupoty w pracy? – Szef mówi o tobie źle, oczernia cię przed kolegami – słyszała. O niej? Jak to o niej, czym zasłużyła sobie na kąśliwe uwagi? Konflikt w pracy zaczął się niespodziewanie. Nagle stała się obiektem drwin przełożonego. Była zaskoczona. Tak ją przecież chwalił, mówił z dumą, że najlepsza, zdolna, ambitna. Że on ją zatrudnia nie z polecenia, ale w oparciu o referencje, wiedział, że ona może pochwalić się niemałymi zawodowymi sukcesami.

Cieszyła się. Która dziewczyna w jej miejscowości ma szansę na tak świetnie płatną posadę? Studia? Przecież każda teraz miała. Ona studiowała za granicą, czasem musiała jeszcze wyjechać do Paryża, dopełnić formalności, dopiąć, dopieścić, dopracować. Urlop? Nie było problemu. Miała konkurencyjne oferty, szef sumiennie dawał podwyżki, by u nich została. Z dumą przedstawiał ją – Pani Natalia, nasza specjalistka.

Rok później była już głupią gęsią. Strasznie się wstydziła, pomyliła się tylko jeden raz, było jej tak bardzo głupio, że zawiodła. Przeprosiła. Wiedziała, że teraz skoncentruje się już wyłącznie na pracy, miała już za sobą skończony doktorat. Tymczasem spotkała ją kontra – jej współpraca z zewnętrznymi firmami została zawieszona. – Dlaczego pan nie jedzie z nami – usłyszała za plecami. Chodziło o ważną konferencję. Bez jej wiedzy i zgody szef zakomunikował, że ona rezygnuje z wyjazdów, a publikacji swoich prac zwyczajnie odmawia. – Zazdrości ci – dotarła do niej smutna prawda. Struchlała.

Kolejne miesiące były podobne. Była pusta, leniwa, tępa. – Nie wyrabiasz się, masz pecha, nie będę ci płacił za godziny nadliczbowe. – Skup się tępa wieśniaczko. – Pani Natalia znów się pomyliła. Za długo jadła, za dużo piła, za często wychodziła do toalety. Źle dysponowała czasem, źle wpinała nawet kartki do segregatora. Po każdej rozmowie z szefem czuła się jak po przesłuchaniu. Była w pułapce.

Poniedziałek? Na samą myśl o początku tygodnia mimowolnie płakała. Przestała spokojnie spać, o jedzeniu nie było mowy. Zaczęły się zawroty głowy, duszności, wizyta u lekarza. Ten z przychodni powiedział – anemia. Drugi w prywatnym gabinecie, że nerwica. – To o czym pani mówi, to mobbing. Zebrała się sobie, poszła na rozmowę. Grzecznie powiedziała szefowi, że on ją obraża, że nie życzy sobie być w ten sposób traktowana. – Spie****aj usłyszała w odwecie. Całość zgłosiła do działu kadr. – To bzdura – skwitowano. W najbliższy piątek została zwolniona.
Usłyszała, że redukcja etatów, w co nie uwierzyła. Miała przecież umowę na czas nieokreślony, chroniły ją jakieś przepisy, jakieś prawo. Była sumienna, miała dobre efekty, dlaczego miała rezygnować? – Zadzwoń, powinien pomóc – koleżanka podsunęła jej numer prawnika. Później był sąd, w pozwie domagała się przywrócenia do pracy. Rozpoczęła się prawdziwa batalia – sąd na świadków powołał współpracowników. – Zrozum, nie możemy zeznawać – przekonywali. Rozumiała, każdemu zależy przecież na pracy. – Nie chcemy się narażać. Mimo oporów wskazała ich bez wyraźnej zgody.

Mieli do niej żal, pod rygorem prawa musieli zeznawać na jej korzyść, ale przeciwko szefowi. Bali się, to zrozumiałe. Czy ich obwiniała? Nie. Próbowała jednak tłumaczyć, że podobna sprawa może dotyczyć przecież każdego. W wyniku zeznań świadków sprawę wygrała. Sędzia uznał, że zwolniono ją bez podania wystarczających powodów. Tym samym firma musiała pokryć koszty procesu i wypłacić odszkodowanie. Po uprawomocnieniu się wyroku miała się stawić się w pracy na nowo.

– Dusza na ramieniu – tak wspomina ówczesny powrót. Zemsta? Nie, nie była podła, nie chciała by szef wyleciał z pracy. Żądała zmiany pionu, możliwości rozwoju pod innymi skrzydłami. Dopięła swego. – Gdyby tylko nie ta atmosfera – wzdycha. W pracy była mijana jak powietrze, nikt jej nie zauważał. Czuła się jakby była trędowata, a ona tak bardzo chciała zakopać wojenny topór. –To nie służyło nikomu – wspomina.

– Przecież mogłaś pójść gdziekolwiek – ostatnio usłyszała. Tylko czy warto zawsze chować uszy po sobie i zwyczajnie się poddawać? Kiedy ją zwolniono była na utrzymaniu męża. Jedna pensja, kredyt, brak sił i motywacji do szukania pracy, zaczepienia się gdzieś na stałe. – Pogwałcono moje prawa, miałam uzasadnienie swojego roszczenia. Cały przebieg postępowania wskazywał na słuszność pozwu, dzięki czemu zostałam przywrócona. Miałam silne poczucie niesprawiedliwości, nie mogłam przemilczeć tego, że mnie tak źle potraktowano.

Na prośbę zarządu podpisała ugodę, nie wystąpiła z dodatkowym pozwem o mobbing. Nie zależy jej na zemście, tylko na rozwoju zawodowym, na tym, żeby sytuacja się unormowała.
– Mobbing to bezpodstawne, ciągłe i długotrwałe dręczenie, zastraszanie, prześladowanie, szykanowanie człowieka w pracy nie tylko przez przełożonego, ale czasem także przez współpracowników, powodujące poczucie bezsilności, upokorzenia i krzywdy, prowadzące w konsekwencji do ogólnego złego samopoczucia i pogorszenia stanu zdrowia ofiary – cytuje. Ja apeluję, żeby zawsze walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. Dziś na nowo rozwijam się zawodowo, wracam do sił, do zdrowia. Wierzę w sprawiedliwość, cieszę się, że zwyciężyła.

Czy jest silną kobietą? – Być może – uśmiecha się nieśmiało. Zawsze dążyła do marzeń. Snuła plany, że skończy liceum w sąsiedniej gminie, wyjedzie na studia, obroni się na piątkę, ba, to jeszcze nie wszystko, bo ona zrobi doktorat. Gdzie ty się pchasz dziecko? – słyszała często od rodziców w domu. Zaryzykowała.– Byli dumni, kiedy rzucałam w górę czapką na absolutorium. Po decyzji sądu przyjechali do mnie już nazajutrz. Duma rozpierała ich po raz kolejny. Nigdy nie widzieli mnie tak zdeterminowanej.


To jeszcze dzieciak! 8 emocjonalnych umiejętności, które powinna posiadać osoba dorosła

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 lipca 2017
Fot. iStock/Forest Woodward
Fot. iStock/Forest Woodward

Co to znaczy dorosnąć, być dorosłym lub „dojrzałym”? Zdobycie wymarzonej pracy (choć z pewnością pomaga zapłacić rachunki na czas) to jeszcze nie wszystko. Liczy się to, jak żyjesz, jak wyglądają twoje relacje z innymi i z samym sobą.

Poniżej znajduje się lista ośmiu, wzajemnie powiązanych ze sobą umiejętności emocjonalnych, które posiada osoba dojrzała, niezależnie od tego, ile ma lat.

1. Umiejętność kontrolowania emocji

Inaczej nazywamy ją wewnętrzną „regulacją emocjonalną”, a kojarzymy głównie z radzeniem sobie z tak silnymi emocjami, jak gniew i złość. Ci, którzy nie potrafią nad sobą zapanować, w młodości są wypraszani z lekcji, a w dorosłym życiu zwalniani z pracy. Nie mają zazwyczaj również udanych związków.  Umiejętność kontrolowania emocji to nic innego jak uciszanie swojej nadaktywnej „emocjonalnej” strony i dopuszczanie do głosu tej drugiej, racjonalnej.

2. Umiejętność konfrontacji z silnych emocjami innych osób

Wielu z nas sobie z tym nie radzi – tolerowanie silnych emocji i reakcji innych osób wymaga olbrzymiej samokontroli i dojrzałości. Nie powinniśmy uciekać i unikać takich „trudnych” sytuacji, bo nie nauczymy się mówić o tym, czego potrzebujemy i co nam przeszkadza, jakich zmian oczekujemy. Chodzi o to, by osiągnąć wewnętrzny spokój i zrozumieć, że reakcje i problemy innych nie leżą w naszej gestii.

3. Umiejętność akceptowania błędów

Zaakceptowanie błędów oznacza przyzwolenie sobie, ale także innym, na ich popełnianie. Przyznając się do pomyłek, pokazujemy pokorę i naszą „ludzką” stronę, dajemy sobie i innym do zrozumienia, że błędy są tylko błędami, nie definiują nas. Możemy się na nich uczyć i wyciągać z nich wnioski na przyszłość.

4. Umiejętność bycia szczerym/autentycznym

Uczciwość jest często mylona z prawdą, która dotyczy faktów i dowodów. Dotyczy emocji, realizuje się ją poprzez mówienie wprost o tym, co nam leży na sercu i o czym myślimy. Bycie uczciwym może być niezwykle trudne, ponieważ najpierw trzeba być pewnym tego, co czujemy i myślimy, a potem zdobyć się na odwagę by to wyznać.

5. Umiejętność radzenia sobie z lękiem

Wszyscy czasem odczuwamy niepokój. Możemy to uczucie wypierać, możemy dać mu się całkowicie opanować albo możemy się z nim skonfrontować, zrozumieć jego podstawy, zaakceptować je.

6. Umiejętność proszenia o pomoc i wsparcie

Niektórzy z nas nauczyli się nie ufać i nie liczyć w życiu na nikogo innego poza samymi sobą. Powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy jesteśmy od siebie w jakimś stopniu zależni i że poproszenie o wsparcie nie świadczy o naszej słabości.

7. Umiejętność bycia proaktywnym

Zbyt łatwo jest być reaktywnym, zawsze przyjmować i odpowiadać na to, co do nas przychodzi, albo działać „na auto-pilota”. Bycie proaktywnym jest celowym, świadomym kształtowaniem swojej rzeczywistości, podejmowaniem decyzji, osiąganiem celów. Braniem odpowiedzialności za własne życie.

8. Umiejętność określenia własnych wartości i życia zgodnie z nimi

To, w co wierzymy i to, co kochamy powinno nas prowadzić przez całe życie. Żyj zgodnie ze sobą, z własnymi przekonaniami – to największy dowód twojej dojrzałości.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Fot. iStock / knape

Kochana Córeczko, bo ty jesteś moim światem, a ja twoim domem

Tuli Luli

„Niech Ci nigdy maleńki nie brakuje miłości”. Tuli Luli – miejsce, gdzie porzucone dzieci dostają to, czego potrzebują najbardziej

Fot. Screen Instagram/m_rozenek

Małgorzata Rozenek-Majdan w pięknych błękitnych sandałkach za grosze. Zobacz, gdzie możesz je kupić