Lifestyle

Zaufanie? Nie znam tego słowa. Jak skutecznie pozbyć się wiary w drugiego człowieka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 czerwca 2016
Fot. iStock /ljubaphoto
 

Jak stracić czyjeś zaufanie? O, bardzo łatwo. Wystarczy kilka kłamstw, kilka sytuacji, w których nie wywiążesz się z tego, co obiecałeś, kilka ważnych chwil, które zniszczysz swoim lekceważącym zachowaniem – i gotowe. Trudno będzie ci potem to wszystko odplątać, wytłumaczyć, przekonać do siebie na nowo tych, na których ci zależy. Jednak przy dobrej woli obu stron, to może się udać.

A jak przestać ufać ludziom? Tu już nie jesteśmy tacy jednomyślni. Bo wielu z nas, mimo życiowego doświadczenia wierzy naiwnie najgorszym krętaczom. I ufa nawet tym, co zawodzą ich notorycznie, wyznając zasadę, że człowiek potrafi się zmienić, jeśli tylko znajdzie w sobie motywację.

Są więc ci, co tracą nasze zaufanie, są tacy, którzy nas obdzielają swoim zaufaniem. Ale są jeszcze ci, którzy nigdy nie uwierzą.

Jak skutecznie pozbyć się tej wiary w drugiego, nawet najbliższego człowieka?

Po pierwsze, zacznij mieć nierealistyczne oczekiwania

Zakładaj, że wszyscy powinni czytać w twoich myślach i bezbłędnie rozpoznawać twoje emocje. Uwierz w to, że należy się domyślać jakie są twoje potrzeby i nie mów o nich wprost nikomu. Możesz być pewien, że szybko opanuje cię uczucie frustracji: poczujesz się samotny wśród ludzi, choćby było ich obok wielu i choćby mieli najlepsze intencje. Bliskim i współpracownikom stawaj poprzeczkę tak wysoko, żeby nie byli w stanie jej nawet musnąć palcami. A kiedy już im się nie uda, kiwaj smutnie głową. W ten sposób dopniesz swego: stale już będzie ci towarzyszyć przekonanie, że jeszcze się taki nie urodził, któremu można by było zaufać.

Po drugie rób częste projekcje

Skoro zawiodłeś się raz na bliskiej osobie i była to kobieta, nie ufaj już nigdy żadnej kobiecie. Kobiety są wredne i nieszczere. Muszą być takie wszystkie, skoro ta jedna taka właśnie się okazała.

Po trzecie pielęgnuj w sobie negatywne emocje związane z wydarzeniami z przeszłości

To się nazywa nauka na błędach. Podsycaj nienawiść, uczucie smutku i rozczarowania. To trio skutecznie wybije ci z głowy wszelkie pokusy, żeby zaufać drugiej osobie. Ty nie masz powodu by ufać: przecież zraniono cię, oszukano, poznałeś co to znaczy zawieść się na kimś. Drugi raz nie będziesz już taki naiwny. Ludzie są wszędzie tacy sami.

Po czwarte dbaj o jak najniższy poziom skłonności do zaufania

Nasza skłonność do zaufania zależy od wielu czynników takich jak: osobowość, wzorce i doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, przekonania i wartości, kultura, samoświadomość i dojrzałość emocjonalna. Połączenie tych czynników i doświadczeń kształtuje twoje predyspozycje do obdarzania zaufaniem innych ludzi.

Po piąte, nie wierz w ludzką życzliwość

Bo niby dlaczego ktoś miałby zrobić coś dla ciebie bezinteresownie? Jest więcej niż pewne, ze oczekuje czegoś w zamian. Tak właśnie działa cały ten świat, tak wyglądają relacje między ludźmi: coś za coś. Lepiej więc polegać tylko na sobie.

Po szóste, koncentruj się głównie na negatywnych stronach osobowości bliskich ci osób

Spodziewaj się zawsze tego, co gorsze, wyolbrzymiaj ich wady i wytykaj niesłowność. Stwórz w swoich oczach obraz osób, które po prostu nie są godne twojego zaufania.

Takich absurdów można przytoczyć więcej. I choć brzmią naprawdę przerażająco, to wielu z nas przeżywa zgodnie z tymi zasadami większość swojego życia. Jeśli nie potraficie zaufać, najwyższa pora nad tym solidnie popracować. Nie jesteśmy stworzeni do życia w pojedynkę, a takie właśnie ono będzie jeśli nie uwierzymy w drugiego człowieka.


Lifestyle

Idzie nowe, tyle tylko, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym… O wku*wie na reformę edukacji

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 czerwca 2016
Reforma edukacji? Żart! Taką reformę edukacji, to można...
Fot. iStock/vectorlab
 

No więc myślę sobie: „Nie denerwuj się, nie angażuj zbytnio emocjonalnie na to, na co wpływu mieć nie możesz”. Gdyby to tylko było takie łatwe. Bo mnie proszę Państwa krew znowu zalała, para poszła uszami, bo jak można nie myśleć, jak można być tak ograniczonym widząc tylko jedną rację, nie dostrzegając setek problemów.

Mam wku*wa. I to totalnego, od wczoraj. Od kolejnego pomysłu naszego rządu. Ja nie chcę dyskutować, czy likwidacja gimnazjów to dobry krok, nie chcę mówić o deprawacji gimnazjalnej młodzieży, młodzieży, która teraz będzie w jednym budynku z siedmiolatkami rozpoczynającymi edukację.

I jasne, że znajomi nauczyciele od zawsze mi powtarzali: „gimnazjum to dla młodzieży najgorszy twór, nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować”, i oczywiste, że mamy sentyment do tych ośmioklasowych szkół, gdzie zawierało się przyjaźnie na lata, gdzie nikt po trzech latach nie odzierał cię z tego co dopiero poznane.

Ale świat się zmienia. Idzie do przodu. Tylko nie u nas. U nas co to, to nie. Mamy rodzić dzieci za 500 plus, które nie mają dostępu do  bezpłatnych zajęć w szkole, gdzie za dodatkowe wizyty u logopedy jeszcze w przedszkolu trzeba zapłacić, nic mówią już o gimanstyce korekcyjnej, zajęciach na basenie. O nauce języka obcego nie wspominając. My wam damy 500 plus, a wy się martwcie o edukację swoich dzieci. I git.

Bo jak widać o edukację martwią się tylko rodzice. Czytam komentarze pod informacjami o zmianach w edukacji, decyzji o likwidacji gimnazjów i to co z tych komentarzy wypływa na pierwszy plan, to jedna wielka obawa rodziców o przyszłość ich dzieci. Bo dziś nie wiedzą na czym stoją, bo mają świadomość, że za chwilę dzieci albo będą musiały walczyć o miejsce w szkole średniej, albo będą uciekać na korytarzu przez jakimś narwanym ósmoklasistą w szkole-molochu, gdzie duża część dzieci stanie się anonimowa. Nie sposób nad wszystkimi zapanować.

A ja głupia myślałam, że reforma edukacji powinna zacząć się od naprawiania błędów, krok po kroku prowadzenie ścieżki edukacyjnej ku coraz wyższym standardom. A tymczasem mamy zrównanie z ziemią i zaczynanie wszystkiego od samego początku. Od zera, albo jeszcze niżej, bo struktury, które zostały zbudowane nagle znikną. Zostanie dziura.

Mam w głowie tysiąc pytań, od tych najbardziej ogólnych – co się stanie z budynkami, boiskami budowanymi w ramach zmiany edukacji i wprowadzenia gimnazjów. Dzisiaj Pani Minister mówi – lekcje będą się toczyć w dwóch budynkach w okresie przejściowym, ale który samorząd stać będzie na utrzymanie dwóch budynków, na doposażenie jednego, kosztem drugiego? Ile to jest pieniędzy, ile pieniędzy zostanie wyrzuconych w błoto, a mogłoby pójść naprawdę z korzyścią dla naszych dzieci.

Dlaczego zamiast niszczyć, nie zacznie się tego, co jest, budować lepszym. Patrząc nawet na polityczny rozum – lepiej ulepszać, wskazywać rozwojowe kierunki niż niszczyć. No, ale może to nie na polskie polityczne głowy. Tu trzeba pokazać: „Moje będzie na wierzchu, nieważne czyim kosztem”.

I już pal sześć te gimnazja, ale kiedy słyszę „nowa podstawa programowa” to szczerze mówiąc, robi mi się słabo. Bo już jest mowa o zwiększeniu lekcji historii – ciekawa jestem kosztem jakich innych lekcji? Może wychowania fizycznego, w końcu to, że polskie dzieci prowadzą w europejskiej czołówce otyłości nie ma znaczenia. A może kosztem nauki języków obcych. Bo skoro wracamy do „starego”, to nasze dzieci, tak jak my w podstawówce mogą się uczyć jednego języka. I co z tego, że Pani Minister mówi o dostępie do Internetu wszystkich szkół, jak w wielu brakuje komputerów, a te co są pamiętają zamierzchłe czasy. Jak choćby w szkole moich synów, gdzie dyrektor rozkłada ręce, bo skąd ma wziąć pieniądze na nowe. Ba, na nowe. Na naprawę tego złomu, co tam stoi w szumnie nazwanej klasie komputerowej. Śmiech na sali.

I co z edukacją seksualną naszych dzieciaków? Czy w podstawie programowej znajdzie się sensowna, oparta na naprawdę rzetelnych informacjach, a nie religijnym widzimisię nauczyciela propozycja nauczania nastolatków o ich seksualności? Niestety, szczerze w to wątpię.  I jakim kosztem wprowadzona zostanie religia na maturę, kosztem, jakich lekcji, bo przecież godzina w tygodniu nie wystarczy… zapewne.

A najbardziej wkurza mnie to, że nic nie mogę. Że muszę siedzieć i czekać z założonymi rękami, co też głowy, którym wydaje się, że są najmądrzejsze, ustalą. Nie przedstawiono żadnego konkretnego planu, wiele pytań pozostaje kompletnie bez odpowiedzi. Ale idzie nowe… tyle, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym. I naprawdę… chciałabym się mylić.


Lifestyle

15 rzeczy, które powinieneś jak najszybciej zrobić dla swoich rodziców

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
28 czerwca 2016
fot. iStock/AleksandarNakic

Kiedy masz naście lat, wszystko o czym marzysz to usamodzielnienie i brak narzekających nad głową rodziców, bo to powinnaś zrobić tak, a tamto jeszcze inaczej. Teraz kiedy jesteśmy dorośli, często przez myśl przewija nam się stwierdzenie, że chcielibyśmy być dziećmi, a rodzice jednak mieli rację.

Najwyższy czas, żeby dać im tę samą miłość, którą oni obdarowywali nas w dzieciństwie i sprawić, żeby byli dzięki nam choć trochę bardziej szczęśliwi.

Oto 15 kroków do dobrej relacji z rodzicami, sprawdźcie!

1. Naucz się przebaczać

Niezależnie od tego, co się wydarzyło i jak bardzo cię zranili, czasem trzeba odpuścić. Rodzice to skarb, który jest naprawdę niedoceniany, a przecież to dzięki nim istniejesz i jesteś tym, kim jesteś dziś. Kłótnia to moment, kiedy wypowiadasz słowa, nad którymi nie panujesz, a to właśnie one bolą najbardziej. Pewnego dnia, lata po tej jednej kłótni, kiedy padło o słowo za dużo, możesz bardzo tego żałować, szczególnie, kiedy mamy czy taty już nie będzie obok. Wtedy najtrudniej będzie wybaczyć sobie samemu.

2. Nie czuj się za stary, żeby czasem się przytulić

Przytulanie łagodzi sytuację, jest miodem dla zmysłów, szczególnie kiedy jesteś blisko osoby, która darzy cię szczególną miłością, którą potrafisz zrozumieć tylko wtedy, gdy sam jesteś rodzicem. Nie pozbawiaj się tej przyjemności i niezwykłego doświadczenia!

3. Nie rozmawiaj z rodzicami, kiedy jesteś na nich zły

To ogólnie dobra praktyka, nie tylko w stosunku do rodziców. W złości możemy mówić różne rzeczy, a po co psuć nerwy innym i sobie samemu? Czasem lepiej odczekać i na spokojnie przeanalizować, czy złość faktycznie jest uzasadniona.

4. Spraw, żeby czuli się potrzebni

Dla każdego, kto kiedyś sprawował opiekę nad rodziną najboleśniejszym uczuciem jest to bycia niepotrzebnym i bezużytecznym. Pytaj ich o zdanie, proś o porady, pokaż, że naprawdę są dla ciebie ważni. Czasem zwykłe wproszenie się na obiad, niezależnie czy z powodu czystego lenistwa czy potrzeby rozmowy, może stać się sygnałem, że ciągle liczą się w twoim życiu.

5. Chroń ich przed zmartwieniami

Pamiętasz te momenty, kiedy widziałeś płaczącą mamę lub zatroskanego tatę, a kiedy pytałeś, co się dzieje, na ich twarzy automatycznie pojawiał się uśmiech? Tak wygląda ochrona najbliższych przed problemami i martwieniem się o nich. Teraz twoja kolej, żeby chronić ich przed zbędnym zamartwianiem się, które może także źle wpłynąć na ich zdrowie. Kiedy pytają cię, co u ciebie, uśmiechnij się i powiedz, że wszystko w porządku. Czasem rozmowę o problemach lepiej odłożyć na wypadek ostateczności. To trudne, bo często jesteście bardzo blisko.

fot. iStock/IvanJekic

fot. iStock/IvanJekic

6. Spraw, by ich pewność siebie była na bardzo wysokim poziomie

„Ty?! Na wakacje nie w sanatorium?! Przecież jesteś za stara!” – to zdanie, które nigdy nie powinno wypłynąć z twoich ust. Nawet jeżeli lekarz zabrania nadmiernej aktywności, czasem trzeba pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa! Pamiętasz jak wykrzykiwałaś rodzicom, że są nadopiekuńczy? Właśnie robisz to samo, niepotrzebnie. Wspieraj mamę w wyborze nowego koloru włosów, nawet jeżeli miałby to być szalony róż, a tatę w planie startu w półmaratonie. Pewność siebie to cecha, która powinna z nami zostać aż do końca życia. Nie psujmy tego.

7. Słuchaj

Poświęć trochę czasu na wysłuchanie tego, co rodzice mają ci do powiedzenia. Nawet jeżeli miałaby to być ta sama historia o cioci Zosi i jej psie czy wujku Mieciu, który postanowił sprzedać samochód i pojechać na eurotrip. Daj im poczucie, że nieważne co się dzieje, mogą do ciebie przyjść i porozmawiać. Kiedy wiedzą, że mogą ci powiedzieć o takich błahostkach jak wcześniej wspomniany pies, na pewno przyjdą też wtedy, gdy będą potrzebować wsparcia.

8. Zabierz ich na wakacje

To nie musi być dwutygodniowy wyjazd all inclusive w wypasionym hotelu nad Morzem Śródziemnym. Wystarczy weekend w ich ulubionym mieście czy w miejscu, do której jeździliście na wakacje lata temu. Efekt gwarantowany to poprawa nastroju, większa motywacja do życia i pozbycie się kilku dolegliwości zdrowotnych, przynajmniej na czas wycieczki.

9. Zorganizuj rodzinny obiad

Jeżeli nie jesteś masterchefem, zaproś rodziców i rodzeństwo na obiad w waszej ulubionej restauracji lub po prostu umówcie się, że każdy przynosi coś do posiłku. Spraw, żeby wszyscy wspominali ten dzień przez wiele miesięcy!

10. Daj im przyjemność pomagania

Rodzice chcieliby wyręczać swoje dziecko we wszystkim, także wtedy, kiedy ma już 30 lat i swój własny dom. Pozwalanie im na robienie wszystkiego za ciebie nie jest zdrowe, ale raz na jakiś czas możesz poprosić mamę o zrobienie ci obiadu, a tatę o podwózkę do pracy, kiedy akurat twój samochód nie chce odpalić. Pomaganie sprawi, że będą czuli się potrzebni, a przy okazji podbudują swoją pewność siebie, bo ciągle mają coś, czego potrzebujesz.

11. Wyluzuj

Żartuj, czasem nawet niegrzecznie, śmiej się z nimi i nie pozwól, żeby wasze relacje stały się chłodne i oficjalne. Rodzice chcą być twoimi przyjaciółmi, a uczucie, że to im się udaje jest bezcenne.

12. Podaruj im spersonalizowany prezent

Nawet bez okazji, bo takie prezenty są najpiękniejsze. To nie musi być coś nadzwyczajnego, wystarczy książka z dedykacją od ciebie czy kubek ze zdjęciem. Personalizowanie to nie tylko ogromny trend, ale przede wszystkim cudowna pamiątka, która zawsze będzie wyrazem miłości.

13. Zrób niespodziankę

Nie planuj, działaj! Nie odkładaj niespodziewanej wycieczki na kolejny miesiąc czy rok, a obiadu na przyszły tydzień. Nigdy nie wiesz, co wydarzy się jutro, a są setki ludzi, którzy dziś żałują odkładania spotkań z rodzicami na kolejne miesiące.

14. Dziel się z nimi każdym osiągnięciem

Jesteś ich największym osiągnięciem, a oni pękają z dumy, kiedy coś uda się tobie. Nie zabieraj im tej radości i pozwól się cieszyć razem z tobą.

15. Przyzwyczaj się, że zawsze będziesz ich malutką córeczką lub malutkim synkiem

Nieważne, ile masz lat, czy masz już swoją rodzinę, a może jesteś szefem wszystkich szefów w poważnej korpo. Dla rodziców zawsze będziesz dzieckiem, które dopiero co postawiło pierwszy krok. Ciesz się tym póki możesz.


 

źródło: LifeHack.org


Zobacz także

Uwolnić emocje, czyli złapać wiatr w żagle!

Jubileuszowa 5. edycja Ekocudów w Warszawie!

Ukradłam wigwam dla Zosi