Związek

Romans emocjonalny boli tak samo, jak zwykła zdrada. Przekonałam się, że to ona jest miłością jego życia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 maja 2017
Fot. iStock/elenaleonova
 

Najgorszy jest ten moment, kiedy uświadamiasz sobie, że ktoś, z kim byłaś tak bardzo blisko, że znałaś jego marzenia, czasem nawet myśli – wystarczyło ci jedno spojrzenie, by go zrozumieć – ten ktoś już nie ma serca dla ciebie. I że te marzenia, myśli, od kilku miesięcy są inne, bo też krążą wokół jednej osoby, którą ty już nie jesteś.  Zdrada fizyczna z pewnością boli, wyobraźnia podpowiada ci obrazy, scenariusze – jesteś tego pewna. Ale romans emocjonalny – tego nie sposób opisać. To odebranie ci bliskości nie do zastąpienia. To wstawanie rano z poczuciem, że przez kilka miesięcy budziłaś się obok kogoś, dla kogo jesteś już tylko przeszkodą, problemem, życiową komplikacją. Kto nie widzi już w tobie bratniej duszy, przyjaciółki, całego świata.

Nigdy nie podejrzewałam go o zdradę. Byliśmy ze sobą zawsze bardzo szczerzy, zawsze na siebie uważni. Stąd zmianę w zachowaniu mojego męża zauważyłam bardzo szybko. Zaczęło się od tego, że wracał z pracy (wcale nie coraz później) i zamiast, jak zawsze usiąść ze mną w naszej kuchni i porozmawiać czy zajrzeć do pokoju bliźniaków, kładł się w sypialni na łóżku z telefonem i klikał. Byłam pewna, że gra, czyta swoje ulubione artykuły, odpoczywa. Że jest zmęczony, potrzebuje trochę przestrzeni. Wieczorami leżał z laptopem, oglądał jakieś filmy instruktażowe ze swojej branży, przeglądał Facebooka. Nie pytał już, jak minął mój dzień, jak w przedszkolu, czemu jedno z dzieci ma na kolanie plasterek.

Kiedy zaczął się oddalać, coraz bardziej, ode mnie i od naszych synów, podejrzewałam depresję, ciężką chorobę, raka, wypalenie zawodowe, wszystko tylko nie to. Próbowałam rozmów – w spokoju i po dobroci i w nerwach, w desperacji i z płaczem, a on konsekwentnie odmawiał, tłumacząc się zmęczeniem. Powoli stawał się oschły, ironiczny, przykry – ja ciągle wierzyłam w jakiś głęboki, psychiczny kryzys, o którym w końcu mi powie. Kiedy tylko uda mi się do niego dotrzeć. A on, z czułego partnera, najlepszego przyjaciela zmieniał się w kogoś wrogiego, gburowatego, wiecznie nachmurzonego. Wspólna kolacja, film, wieczór – wszystko to przestało go interesować. Traktował dom jak hotel.

„Boli mnie głowa” – słyszałam, kiedy próbowałam przytulić się do niego w łóżku. „Idźcie sami – mówił, kiedy w weekend planowałam rodzinny spacer. Dzieci jeszcze jakoś tolerował, ale mnie… Ja go drażniłam. Czułam to. Nie podejrzewałam jednak, że jego serce zajął ktoś inny.

Z resztą romans? Jaki romans, kiedy on właściwie cały czas jest w domu? Żyłam iluzją, przyjmując najtrudniejszą konsekwencję jego nastroju – samotność. I trwało to dopóty, dopóki pewnej nocy nie obudziło mnie światło jego telefonu. Myśląc, że śpię pisał wiadomości korzystając z komunikatora tekstowego. Wtedy zrozumiałam. Wiadomości o 2giej w nocy? Do kolegów z pracy? Nie. Do koleżanki.

Przekonałam się o tym, nad ranem. Tej nocy już nie zasnęłam. Dwie godziny później, zabrałam mojemu śpiącemu mężowi telefon i zamknęłam się w łazience. Lista połączeń – wyczyszczona, SMSów brak. Ale tych niebieskich wiadomości nie wykasował. Przesuwałam je palcem, jedna po drugiej. Ułożyły mi się w historię, której wolałabym – w tamtym momencie – nigdy nie poznać.

Miała na imię Kasia, była o pięć lat młodsza ode mnie i całkiem niedawno rozstała się ze swoim narzeczonym. Na początku roku – dokładnie 9 miesięcy temu została nowym członkiem zespołu mojego męża. Trzy miesiące później, wyznali sobie miłość. Od tego momentu wysyłali sobie codziennie kilkaset wiadomości. Zdjęcia, rozmowy o wszystkim. O seksie – tym zakazanym, o polityce, o emocjach, o związkach, o mnie, o ich miłości.

Pisał, że jest jego bratnią duszą, drugą polówką, niespełnioną miłością, kobietą, o której zawsze marzył, ale nigdy wcześniej nie spotkał. Łzy spływały mi po policzkach. Znałam te słowa. Kiedyś kierował je do mnie.

Widziałam też, jak bardzo stara się jej pokazać z jak najlepszej strony. Nie obiecywał, że odejdzie do niej, dlatego, że chce zrobić wszystko „dla dobra dzieci”, które bardzo kocha. O mnie pisał per „ona”. „Ona” niczego nie podejrzewa. „Ona” nie dała by ci spokoju. „Ona” jest nieporozumieniem, ciągle tylko wyrzuty i wymagania.

Siedziałam na podłodze i wyłam zdławionym płaczem, zatykając sobie usta ręcznikiem. Nie zasłużyłam na te słowa, słowa które bolały podwójnie. Dla mnie gbur, dla niej, dla nowej miłości –  poeta, czuły partner, wspaniały ojciec. Ale też kłamał. Kłamał, że zajmuje się dziećmi, że właśnie gotuje dla nich obiad, bo ja znowu gdzieś wyszłam. Że wybiera buciki dla naszych synków, że idzie z nimi do parku.  Zagrał swoją rolę znakomicie. A mnie przedstawił jako złą żonę.

Rano zrobiłam dwie kawy, jak zawsze. Zaniosłam mu do łóżka, obudziłam go. Wzięłam go za rękę i zobaczyłam, jakie to dla niego trudne. On ten dotyk traktował jak zdradę ukochanej. Czyli, tej drugiej.

„Masz romans?” – spytałam, czując, że kolana mi miękną. – „ Nie – odpowiedział, ale widząc w moim ręku swój telefon zaraz dodał – my tylko ze sobą rozmawiamy. Ale to jest miłość mojego życia”. Wstałam, poszłam do kuchni, nie pamiętam jak szybko wyszedł z domu do pracy, ale wydawało mi się to wiecznością. Mój świat się zawalił.

Okazało się, że naprawdę w to wierzył. Wierzył, że rozmowy, te ukradkowe, nocą, że wyznania miłosne, rozmowy o mnie, o dzieciach, kłamstwa – że to nie zdrada. Bo przecież nie poszli ze sobą do łóżka, choć o tym marzyli, pisali, wyobrażali to sobie.

Mój mąż nie chciał odejść. Choć był zakochany, bał się bardzo reakcji całej naszej rodziny. Jak to będzie, kiedy zostawi nas i odejdzie do młodszej kobiety? Co oni nim pomyślą? Choć kochał, był tchórzem. Dlatego to ja zdecydowałam się na ten krok, ja odeszłam, ja wniosłam o rozwód. Dziś żyjemy swoimi życiami – on z nową, prawdziwą miłością – ja z dziećmi i nadzieją, że kiedyś poznam kogoś, dla kogo naprawdę będę całym światem.

Czy wybaczyłam? Wybaczyłam. Naprawdę, potrafię zrozumieć, że serce nie sługa. Potrafię uwierzyć, że kiedy się tak mocno kochasz, rodzina – kobieta, z którą spędziłeś kawałek życia i masz dzieci, przestają być ważne. Ale nadal cierpię i budzę się w nocy, z poczuciem,  Żeby się z tym pogodzić, trzeba chyba na nowo poukładać sobie w głowie pojęcia i wartości. Zrozumieć, że nikt do nas nie „należy”, że nikogo nie „mamy”. Że miłość nie zawsze jest gwarancją.  Że sercu drugiej osoby, nie da się zakazać czuć.


Związek

5 sygnałów cichej przemocy, które często lekceważymy

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 maja 2017
Fot. iStock/adl21
 

Gdyby zapytać o oznaki przemocy w związku, bez wahania wymienialibyśmy przemoc fizyczną, rzucanie wyzwiskami, dręczenie psychiczne, czy nadużycia seksualne. Ale przemoc domowa to często coś więcej niż siniaki, złamania, awantury, krzyk i zmuszanie do stosunku. Potrafi przybrać bardzo subtelne i ciche formy, czaić się pomiędzy partnerami i atakować niejako z ukrycia. Pewne sygnały przemocy trudno jest nam dostrzec, nazwać je i zakwalifikować do znanej kategorii, ale zlekceważone będą narastać i powodować coraz większą krzywdę i szkody w psychice. Oto 5 sygnałów cichej przemocy, które często bagatelizujemy i pomijamy.

Kontrolowanie

Nie ma nic złego w jasnych zasadach pomiędzy partnerami, ale pod warunkiem, że obie strony je uzgadniają i mają prawo do decydowania o sobie i swoim zachowaniu. Tutaj to jeden z partnerów ustala dokładnie gdzie, kiedy i z kim druga strona może przebywać i wychodzić, kontroluje jej działania i chce znać dokładny rozkład dnia i plan zajęć. Każde odstępstwo od reguły wymaga jego zgody i akceptacji, zasadniczo staje się w relacji panem i władcą.

Izolowanie od innych

Przemocowy partner zrobi wszystko, by w sytuacji, gdy będziesz potrzebować wsparcia ze strony rodziny lub przyjaciół, odsunąć cię od twoich bliskich. Będzie przekręcać ich słowa, subtelnymi komentarzami dolewać oliwy do ognia, przekonywać cię o ich złych intencjach i działać we wszelki możliwy sposób na rzecz popsucia relacji. Wszystko po to, byś „zrozumiała”, że tylko on jest ci potrzebny, by stał się dla ciebie najważniejszy i najwspanialszy.

Demotywacja

Ironiczny komentarz powiedziany niby żartem (no a przecież za żart nie będziesz się obrażać czy gniewać!), krytyczna uwaga, którą rzuci mimochodem, opinia, która jego zdaniem miała być szczera i motywująca, a zamiast tego zniechęciła i podcięła skrzydła – oto narzędzia, którymi posługuje się demotywujący cię partner. W wielu związkach docinki, wyśmiewanie się z siebie nawzajem i niewybredne dowcipy są czymś naturalnym i normalnym, ale pod warunkiem, że obie strony czerpią z tego taką samą radość. Jeśli słowa partnera sprawiają ci ból i powodują, że czujesz się gorsza i mniej wartościowa, to przestaje to być zabawą, a staje się formą przemocy.

Gaslighting

Gaslighting to forma przemocy psychicznej, która polega na tym, że partner chce zrobić z ciebie osobę niezrównoważoną emocjonalnie i niestabilną psychicznie. Stosuje przy tym różne techniki – będzie udawał, że twoje wypowiedzi nie mają sensu i nie sposób ich zrozumieć, może blokować i krytykować twoje pomysły, bagatelizować twoje uczucia i nazywać histeryczką, zaprzeczać swoim własnym wcześniej wypowiedzianym słowom lub twierdzić, że przytaczane przez ciebie sytuacje w ogóle nie miały miejsca. Zrobi wszystko, być poczuła się zignorowana, nieważna, zdezorientowana, a twojej głowie zapanował mętlik. Taka manipulacja ma dać mu władzę i kontrolę nad tobą, poczucie siły.

Śledzenie i nadmierna obecność

Partner zaskakuje cię nagłym pojawieniem się w pracy, pod twoim domem, w tramwaju, którym wracasz z pracy czy obok mieszkania przyjaciółki, do której właśnie się wybrałaś. Romantyczna niespodzianka? Jasne, może się zdarzyć, że ukochany zechce cię miło zaskoczyć swoją obecnością, ale zbyt częste, niby – przypadkowe wpadanie na siebie, jest podejrzane. Śledzenie jest też formą przemocy! Jeśli czujesz, że obecność twojego mężczyzny nieco cię przytłacza, nie możesz złapać swobodnego oddechu i czujesz się „podduszona” jego ciągłym byciem obok, to coś jest na rzeczy. Powinnaś jasno określić swoje granice i domagać się ich przestrzegania – w końcu każdy z nas potrzebuje chwili tylko dla siebie.

Nie czekaj, działaj i walcz o siebie!

Każda forma nadużyć i przemocy w związku wymaga przemyślenia naszej sytuacji i koniecznego wprowadzenia zmian. Nie warto czekać, aż coś samo minie, partner się nagle zmieni, „jakoś się ułoży” – przemoc najczęściej narasta z czasem, a jej oznaki stają się coraz dotkliwsze dla drugiej strony. Najważniejsze, by czuć się dobrze w obecności partnera, a związek dawał radość, wsparcie i satysfakcję – jeśli jest inaczej, czas pomyśleć o sobie i zatroszczyć się o swoje dobro!

Na podstawie: www.psychologytoday.com

Zapisz


Związek

Genialna parodia w wykonaniu Maćka Stuhra. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej reklamy, musicie ją zobaczyć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 maja 2017
Fot. Screen You Tube /Vivat Dominus

Macieja Stuhra kochamy od momentu kiedy w czasach studenckich, usiadł przy pianinie i ze sztucznym brzuchem parodiował Stanisława Soykę, a w stylowej peruce udawał Grzegorza Turnaua. Dziś proponujemy wam cudowną parodię youtuberskiego filmiku w wykonaniu naszego ukochanego aktora. Bo tylko on jest w stanie sprawdzić głębię ostrości pompona i zaobserwować, czy plecki się nie palcują :). Takie reklamy (bo filmik jest reklamą) lubimy najbardziej.

Miłego oglądania!


Zobacz także

„Nie mogę spać, nie mogę jeść, myślę o tym, że mógłby teraz być z kimś innym”. Wykańcza ją obsesyjna zazdrość

Przepis na idealny związek? Może jest prostszy niż nam się wydaje

Jak obliczyć wysokość alimentów? Pamiętaj, że każdy z obojga rodziców jest odpowiedzialny za finansowe bezpieczeństwo dziecka