Domowe SOS dla brzucha. 5 ziółek, które złagodzą żołądkowe dolegliwości

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 listopada 2016
Fot. iStock / ElenaMedvedeva
Następny

Niestrawność, przejedzenie i  w konsekwencji ból brzucha. Chyba każdej z nas zdarzyło się zjeść ciut za dużo („wiem, że będę żałować, ale to takie dobre” – tak, znamy to doskonale 😉 ), albo całkiem nieświadomie zjeść coś niezbyt świeżego. Jak radzić sobie z bólem brzucha w warunkach domowych? Mamy dobrą wiadomość, pomoc znajdziecie nie tylko w apteczce, ale i w szafce z przyprawami.

Jesteśmy pokoleniem, które udaje, że wierzy w miłość. Przepraszam, że tak rozczarowujemy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 listopada 2016
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Co będą mówić  o nas? My o naszych dziadkach mówimy, że jak coś się psuło, to oni to naprawiali, a nie wyrzucali na śmietnik? A my? My zmieniamy na lepszy model, wybieramy, to co nowe i łatwiejsze w obsłudze. Nie mamy ochoty naprawiać tego, co zepsuliśmy, co razem zepsuliśmy. Miłość? Tylko ta bez problemów, bez awantur i kłopotów. Ma być szczęśliwie, radośnie i namiętnie. Tymczasem liczba rozwodów wzrasta, zdradzamy się coraz częściej. Odchodzimy i już nie wracamy. Przekreślamy wiele lat wspólnego życia przez brudne buty zostawione w przedpokoju, przez niezakręconą tubkę od pasty do zębów. Frustrują nas małe rzeczy, a tych dużych problemów rozwiązywać nie zamierzamy. „Niezgodność charakterów” to tak prosto brzmi – idealne usprawiedliwienie dla własnej niemocy, dla braku zrozumienia i akceptacji. Uciekamy, bo przecież mamy już tyle problemów – praca, kredyt, wymagający szef, dzieci,  jak jeszcze żyć z trudną miłością, jak znaleźć energię, by o nią zawalczyć. Wystarczy zalogować się na portalu randkowym i przeglądać – jak wystawy w sklepie, w poszukiwaniu kolejnych uczuć, tych lepszych, tych na chwilę.

My nie naprawiamy, my odpuszczamy… Co powiemy tym, którzy przyjdą po nas? Którzy będą budować swoje związki, szukać miłości? Którzy z nas będą czerpać przykład? Na nas wzorować?

Przepraszam za to, że nie pozostawiamy złudzeń

Że nie pokazujemy, że można budować wspólne życie oparte na miłości, bo dla nas miłość nie wystarczy, by naprawdę być razem do końca, w zdrowiu i w chorobie. Że nie wystarczy mówić „kocham”, bo to słowo dla nas niewiele dziś znaczy zwłaszcza, kiedy dwoje dorosłych ludzi i tak się rozstaje. „Kocham” to frazes, którym ktoś dla korzyści własnych próbuje wytrzeć sobie buzię. Słowo bez znaczenia. Jak niewielką ma dla nas wartość…

Przepraszam, że tracicie wiarę w miłość

Czy ona naprawdę istnieje? Jak można mówić, że jest coś, co jednak nie potrafi połączyć ludzi? Co sprawia, że się krzywdzą, ranią, że nie szanują siebie nawzajem? Ile taka miłość jest warta? Czy ktoś na nią czeka, czy warto w nią wierzyć, skoro to, co daje to ból i cierpienie, i łzy? Może łatwiej bez tej miłości? Żyć w układzie, bez jak najmniejszego zaangażowania własnych uczuć i emocji?

Przepraszam, że przez nas nic nie jest na zawsze i na pewno

Ile razy obiecywaliście – że na dobre i złe. Że jesteście w stanie przezwyciężyć każdą trudność, każdą przeciwność losu, że przecież – skoro się kochamy, to nic nam nie straszne, bo my zawsze razem, do końca. Ale to tylko słowa, to tylko obietnice bez pokrycia – słowo przeciw temu, co się dzieje, co porzucamy, z czego rezygnujemy. Łamiemy obietnicę, siejemy niepokój i niepewność, bo skoro raz zawiedliśmy, to jak można liczyć na to, że kolejny raz będzie inny? A jeśli nie będzie?

Przepraszam, że boicie się bliskości

Pokazujemy, że najgłębiej zranić może nas dziś drugi człowiek, często człowiek, który mówił, że kocha, któremu pozwoliliśmy na intymność, na bliskość, któremu ufaliśmy bezgranicznie. A on w imię tego kochania poniża, gardzi, nie szanuje? Jak możemy pokazać, że bliskość to bezpieczeństwo, to szczęście, to prawdziwa miłość, skoro lepiej się nie angażować, lepiej obudować się wysokim murem, którego nikt nie będzie w stanie przejść, dzięki któremu nie pozwolimy się zranić?

Przepraszam, że nie umiecie walczyć

Bo my nie umiemy. Poddajemy się bardzo szybko, uciekamy do problemów w pracę, w zdradę, we własną pasję, którą zawsze już stawiać będziemy na pierwszym miejscu. Nie mamy siły walczyć i chyba też nie chcemy, skoro za rogiem być może czeka nas lepsze. Wydaje się nam, że jeszcze możemy wrócić, że jeszcze ktoś będzie czekał. Nic bardziej mylnego. Nie umiemy bić się o to, co dla nas w życiu najważniejsze – o miłość, która, gdy tylko sprawia jakiekolwiek kłopoty, przestaje być warta naszej uwagi. Po co się męczyć? Ile razy tłumaczyć? Jak długo szukać rozwiązań? I w końcu czy warto? Dzisiaj łatwiej nam pomyśleć, że nie warto, skoro nie docenia tego, co zostało jej dane… Jesteśmy zbyt dumni, zbyt honorowi, wybieramy pozorną wolność bez tej trudnej miłości.

Przepraszam, że najmniejsza trudność urasta do rangi wielkiego problemu

Bo czy naprawdę powodem rozstania są źle ustawione buty? Ręcznik leżący na podłodze w łazience? Pranie, które w pralce dwa dni leży? Czy naprawdę tak nisko oceniamy naszą miłość? Znaczy ona dla nas tyle, co dobrze odstawione mleko w lodówce? Mierzymy ją miarą uśmiechów, wysłanych w ciągu dnia SMS-ów, liczbą prezentów i sprawianych nam przyjemności? Naprawdę tak niewiele dla nas znaczy, że byle błahy problem zdmuchuje ją z naszej drogi? Zastępuje nową do czasu, gdy ta nie stanie się zbyt wymagająca, okaże się mało jednak idealna?

Przepraszam, że was rozczarowaliśmy

Jesteśmy smutnym pokoleniem, któremu wydaje się, że kariera, pieniądze, kolejne wakacje nad ciepłym morzem stanowią o naszym szczęściu, są wartością najwyższą, bo dają nam poczucie spełnienia i względnego bezpieczeństwa. „Chcemy być wolni” – mówimy, nieskrępowani uczuciami, niezależnymi od drugiej osoby i jej nastrojów. Chcemy stanowić o sobie bez słuchania czyichś oczekiwań, pragnień i potrzeb. Miłość ma być miłym dodatkiem, który w dobrych momentach wynosimy nad ołtarze, ale gdy tylko nas rozczarowuje – zapominamy, że była. Tłumaczymy pomyłką, niezgodnością charakterów, brakiem szacunku. Wydaje się nam, że bez miłości damy sobie radę. Że jest ona zbędnym, jeśli trudnym, balastem.

Jesteśmy pokoleniem, które udaje, że wierzy w miłość, które jej nie szanuje, nie zabiega o nią. Traktuje miłość jak rzeczy, która raz dana, nawet gdy odejdzie – zastąpi się ją nową. Taki przykład dajemy, takim autorytetem w kwestii uczuć i kochania jesteśmy. Czy można jeszcze to zmienić? Nie wiem, wiem, że smutno mi dzisiaj bardzo,  kiedy myślę, jak łatwo odchodzimy, jak jeszcze łatwiej ranimy, jak mało w nas szacunku dla kogoś, o kim mówiliśmy, że kochamy…


8 złych zwyczajów, które doprowadzą cię do rozwodu

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
13 listopada 2016
Fot. iStock / MarsBars
Fot. iStock / MarsBars

Mówi się, że w przypadku rozwodu wina zawsze leży gdzieś pośrodku. I pewnie często tak właśnie jest, bo przecież związek dotyczy dwóch dorosłych ludzi i każdy z nich jest odpowiedzialny za jego powodzenie. Są jednak codzienne nawyki, które uporczywie powtarzane mogą doprowadzić do tego, że druga osoba powie w końcu dość i dojdzie do wniosku, że od teraz przez życie chce iść sama. Nie od dziś przecież wiadomo, że największe wojny wybuchają o drobnostki, a błahostka potrafi narobić wiele szkód.

Obgadywanie za plecami

Obgadywanie partnera jest bardzo złe – nielojalne, nieeleganckie, pozbawiające szacunku i trochę niczym zdrada. My, kobiety, lubimy dzielić się swoimi problemami w babskim gronie, zwierzać, opowiadać smaczne anegdoty, ale gdy zaczyna się licytowanie, który mąż jest gorszy albo który facet ma bardziej obrzydliwe i wkurzające nawyki, to pewne granice zostały przekroczone. Nigdy nie mów o swoim mężczyźnie tak, jak nie chciałabyś, żeby myśleli o nim inni!

Skupianie się wyłącznie na tym, co on robi źle

Nie odkłada skarpetek do kosza na pranie, nie zmywa kubka po porannej kawie, nie pamięta o urodzinach teściowej, nie wie, jak nazywa się wychowawca waszego dziecka…. Nie, nie, nie, ciągle to nie! A może zamiast skupiać się na negatywach, zacznij dostrzegać to, co pozytywne? Ideałów nie ma, to tylko mit! Może i skarpetki rzuca w kąt, ale pranie nastawia i wywiesza. Może nie zmywa tego cholernego kubka, ale kawę zawsze przynosi ci rano do łóżka. Jak przypomnisz mu o urodzinach mamy, to kupuje piękny drobiazg, a wychowawcy nie zna, ale ojcem jest fenomenalnym i kocha wasze dziecko nad życie. Od razu wygląda to lepiej, prawda?

Brak empatii i wzajemnego zrozumienia

Bardzo rzadko stawiamy się na miejscu naszego partnera i próbujemy spojrzeć na pewne sprawy jego oczami. A to błąd, przez który trudniej nam zrozumieć tę drugą stronę. Szczególnie problem z przyjęciem czyjegoś zupełnie odmiennego widzenia mają panowie – to dla nich trudniejsze, ponieważ kobiety z natury są bardziej empatyczne, ale nie jest zupełnie niemożliwe. Panie też nie są tutaj całkiem bez winy – wbrew pozorom mężczyźni w takim samym stopniu chcą czuć zrozumienie i szacunek wobec ich poglądów, lepiej o tym nie zapominać.

Nagłe wybuchy i kłótnie

Gdy nagle spokojna rozmowa przeradza się w walkę na noże i piekielną awanturę, dla partnera oznacza to brak możliwości porozumienia się w normalny, cywilizowany sposób, bez krzyków i wielkich emocji. Niestety, najczęściej to właśnie my, kobiety,  zaczynamy krzyczeć, popadać w skrajne emocje, a nawet histeryzować, skutecznie zamykając się na bardziej produktywne sposoby komunikacji. Jedyna rada- trzymajmy nerwy na wodzy i starajmy się rozmawiać zanim zaczniemy się kłócić i przerzucać argumentami.

Spory bez końca

Kłótnie się zdarzają, wiadomo, ale oprócz tego, że trzeba wiedzieć kiedy je zacząć, dobrze wiedzieć też, kiedy należy definitywnie je zakończyć. Przeciąganie sporów w nieskończoność, ciche dni, obrażanie się, foszki i dąsy to dla związku samobójczy pomysł. Nie warto też nakręcać się i doprowadzać swoich emocji do stanu, w którym przejmują władze nad umysłem i językiem – lepiej zrobić sobie przerwę, chwilę ochłonąć, niż powiedzieć o kilka słów za dużo.

Robienie dobrej miny do złej gry

Nawet jeśli zakładasz maskę pt. „oaza spokoju” lub „jest super, fajnie i ok”, twoje ciało i tak zdradza prawdziwe uczucia – sztywne ruchy, fałszywy uśmiech, zmiana brzmienia głosu, a nawet zmiana wielkości źrenic mówi coś zupełnie innego niż ty! Zamiast więc udawać, że wszystko jest w porządku i zaciskać zęby, lepiej powiedzieć wprost, co jest nie tak i dać szansę partnerowi na wspólne wypracowanie porozumienia, wsparcie lub naprawienie problemów. Inaczej rozwód staje się mniej prawdopodobny niż kiedyś.

Brak kłótni

Kłócić się zbyt wiele nie jest dobrze, ale nie kłócić się wcale też szczęścia w małżeństwie nie daje! Lepiej dać ujście emocjom, wymienić poglądy i pozwolić jakiemuś problemowi na zaistnienie, niż wszystko w sobie tłamsić i czekać na wielki wybuch – bo w końcu kiedyś do niego dojdzie. Brak kłótni może być też oznaką tego, że emocje miedzy partnerami słabną, przestaje im zależeć na związku i stają się sobie obojętni. A obojętność z pewnością niczemu nie służy, zwłaszcza małżeństwu.

Czekanie, aż problem sam się rozwiąże

To niczym czekanie na Godota, nie ma zupełnie sensu. Bo samo nic się nie dzieje! Ciągłe odkładanie trudnej rozmowy, wypieranie problemów, przykrywanie ich innymi sprawami nie spowoduje, że nagle związek się naprawi. Lepiej zmierzyć się z małym problemem teraz, niż bezczynnie czekać i doprowadzić do jego narastania albo kumulacji. Im dłużej zwlekasz, tym trudniej będziesz musiała pracować i więcej wysiłku włożyć w poprawę waszych relacji.


Na podstawie: www.womansday.com


Zobacz także

Fot. iStock/agrobacter

Dobry detoks – dobry start. Zrzucisz zbędne kilogramy bez ćwiczeń i drakońskiej diety

depresja

Depresja nie bierze się z głowy? Przyczyną mogą być … jelita! Najnowsze badania nad depresją

Banner_Zycie Seniora

Kampania „Życie Seniora”