Choroby Uroda Zdrowie

O czym mogą świadczyć cienie pod oczami? Sposoby na nieestetyczne zasinienia

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 sierpnia 2021
cienie pod oczami - przyczyny, leczenie, domowe sposoby na sińce
Fot. iStock
 

Cienie pod oczami mogą wynikać z niedostatecznej ilości snu, niewłaściwej pielęgnacji, a także istniejących chorób. Jeżeli towarzyszą komuś od zawsze, nie ma się czym przejmować. Natomiast jeśli przebarwienia i sińce pod oczami pojawiły się niedawno i towarzyszą im inne objawy, warto przyjrzeć się bliżej problemowi. Czym są cienie pod oczami i co je powoduje? Jak pozbyć się efektu „podbitych” oczu?

Cienie (sińce) pod oczami — dlaczego się pojawiają?

Cienie pod oczami to problem wielu osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Najczęściej przybierają ciemniejszy od skóry, siny kolor, czasem nieco fioletowy, gdy mocniej widać przez skórę siateczkę naczyń krwionośnych. Skóra pod oczami jest bardzo delikatna i cienka, a problem cieni pojawia się szczególnie często u kobiety z cerą naczynkową. Bardzo często pojawienie się zasinień jest kwestią genetyki.

Cienie (sińce) pod oczami mogą być nieco zażółcone (przy ciepłym kolorycie skóry), natomiast ciemniejsze bywają efektem nadmiernej ekspozycji na słońce. Wpływ na powstawanie cieni ma także wiek. Im starsza jest skóra, tym bardziej nasilony problem.

cienie pod oczami - przyczyny, leczenie, domowe sposoby na sińce

Fot. iStock/ cienie pod oczami

Przyczyny cieni pod oczami

Przyczyny powstawania cieni pod oczami są różne. Począwszy od prozaicznych, takich jak zbyt mała ilość snu, skończywszy na możliwych objawach różnych chorób.

Co powoduje cienie pod oczami?

  • odwodnienie — wypijanie zbyt małych ilości wody w ciągu dnia oraz sięganie po większe ilości kawy może przyczyniać się do nasilenia problemu;
  • niedożywienie — sińce pod oczami mogą wynikać z niedoboru elektrolitów, żelaza, witaminy K i innych witamin w organizmie;
  • spożywanie alkoholu;
  • palenie tytoniu — nikotyna powoduje skurcz naczyń krwionośnych i utrudnia dotlenienie i odżywienie skóry, przez co wygląda ona znacznie gorzej;
  • przewlekły stres i nadmiar obowiązków, brak wypoczynku;
  • praca przy komputerze — spędzanie wielu godzin przy monitorze powoduje duży wysiłek i przekrwienie okolicy wokół oczu, przez co skóra wygląda na zasinioną;
  • alergie — osobny cierpiące na atopowe zapalenie skóry, alergiczny nieżyt nosa oraz alergiczne zapalenie spojówek, często skarżą się na zasinienia pod oczami. Także alergia na dany kosmetyk przyczynia się do powstania problemu;
  • anemia (niedokrwistość) — niedobór żelaza jest częstą przyczyną cieni pod oczami;
  • choroby nerek — zasinieniom towarzyszą obrzęki twarzy, problemy z oddawaniem moczu;
  • niedoczynność tarczycy — towarzyszą jej obrzęki na twarzy i szereg innych, uogólnionych objawów;
  • pasożyty — bytujące w ludzkim układzie pokarmowym pasożyty również przyczyniają się do powstawania cieni pod oczami przez zabieranie ważnych dla zdrowia składników z pożywienia.
cienie pod oczami - przyczyny, leczenie, domowe sposoby na sińce

Fot. iStock 

Cienie pod oczami u dziecka

Mimo że cienie pod oczami kojarzą się z przemęczonymi dorosłymi, to mogą pokazać się także na twarzy dziecka. U dzieci przyczyn stale towarzyszących cieni pod oczami można doszukiwać się w płytko unaczynionej i cienkiej skórze. Jeśli cienie pod oczami u dziecka pojawiają się z dnia na dzień, należy obserwować czy nie towarzyszą jakieś niepokojące objawy. Najczęściej sińce pod oczami u dzieci są efektem alergii, pasożytów i niedoborów żelaza, ale mogą wynikać także z poważniejszych chorób. Wszelkie wątpliwości należy skonsultować z lekarzem.

Jak zlikwidować cienie pod oczami?

W przypadku, gdy cienie pod oczami pojawiły się nagle, mimo że dotychczasowy styl życia nie uległ zmianie, warto zaobserwować swoje ciało. Pojawienie się zasinień wokół i pod oczami może być oznaką tego, że w organizmie zaczyna się dziać coś niedobrego. Nie zawsze cienie pod oczami wynikają z choroby, jednak warto ten problem omówić z lekarzem. Najpewniej specjalista skieruje na proste badania, które mogą dać odpowiedź na pytanie, czy coś dzieje się w organizmie:

Jeżeli cienie pod oczami to kwestii genetyki lub typu urody, można po prostu sięgnąć po krem pod oczy (np. z witaminą C lub zieloną herbatą), który zamaskuje nieco zasinienia. Warto także zwrócić uwagę na styl życia, dietę, ilość i jakość snu.

Domowe sposoby na cienie pod oczami

Jeżeli taka jest po prostu uroda i ze zdrowiem nie dzieje się nic złego, można próbować domowymi sposobami rozjaśnić cienie pod oczami. Metod jest kilka, w dodatku łatwo dostępnych, więc można pokusić się o ich wypróbowanie i wybranie dla siebie najlepszej.

cienie pod oczami - przyczyny, leczenie, domowe sposoby na sińce

Fot. iStock/Domowe sposoby na cienie pod oczami

Kostki lodu/żelowy okład

Aby ukryć nieco cienie pod oczami, wykorzystaj schłodzony w lodówce żelowy okład na okolicę oczu lub kostki lodu. Zimno obkurczy naczynka krwionośne i pobudzi krążenie krwi. Lepiej odżywiona skóra będzie wyglądała bardziej świeżo. Na tę metodę powinny uważać właścicielki cery naczynkowej z tendencją do pękania, ponieważ zimno nasila tę tendencję.

Napar z ziół 

Napar z ziół to rozwiązanie na doraźną pomoc przy cieniach pod oczami. Dwie torebki rumianku, świetlika lub lipy zaparz, następnie wystudź (możesz schłodzić w lodówce) i połóż je na 15 minut na powieki. Taki ziołowy okład poprawi krążenie krwi w skórze wokół oczu. W ten sam sposób może zadziałać napar z czarnej lub zielonej herbaty.

Plastry surowego ziemniaka lub ogórka

Ogórek lub ziemniak pokój na grubsze plastry i połóż na zamknięte powieki na ok. 15- 20 minut. Woda, witaminy i mikroelementy sprawią, że cienie będą o wiele mniej widoczne.

Okład z aloesu

Przetnij na pół liść aloesu i przyłóż go rozciętą stroną pod oczy. Jego bogaty w wartościowe dla zdrowia substancje nawilżą i odżywią, poprawią wygląd skóry wokół oczu.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl 

Choroby Uroda Zdrowie

„Nie chcę ranić żony, ale kiedy koleżanka uświadomiła mi, jak powinno wyglądać życie, w oczach stanęły mi łzy”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2021
fot. Charday Penn/iStock
 

Jesteśmy małżeństwem 15 lat, przez 12 lat pracowałem w delegacji, czasem na kontraktach 10-, 2-tygodniowych. Żona w zasadzie sama prowadziła dom, jak wracałem, to pomagałem przy prasowaniu, sprzątaniu i przy dzieciach. Zdając sobie sprawę z ilości trudu, jaki żona wkłada w prowadzenie domu, nigdy nie zwróciłem uwagi, że coś nie jest zrobione jak należy tylko samemu to poprawiałem. Prostych, niewymagających potraw, czy smacznych, czy nie, też nigdy nie komentowałem, bo nie potrafię gotować, więc zawsze ze smakiem jadłem.

Zaniechaliśmy kontaktów towarzyskich, gdyż po moim powrocie na stałe, chętnie spędzaliśmy czas wspólnie, ciesząc się sobą, bez potrzeby kontaktu ze znajomymi. O ile brakowało nam bliskości takiej rodzinnej, to w łóżku już żona niechętnie zgadzała się na bliskość i generalnie znowu, zdając sobie sprawę, że może być zmęczona, nigdy nie naciskałem.

Całe życie zaczęło się skupiać na dzieciach. Żona, zamiast kupić coś sobie, kupowała tylko dzieciom i mnie. Dodatkowe kilogramy i zaniedbanie też jakoś rozumiałem i nie miałem odwagi zwrócić uwagę żonie, bo znowu zdawałem sobie sprawę, że łatwo jest mówić, jak się jest poza domem.

W związku z potrzebą dowożenia dzieci na zajęcia pozaszkolne i dwuzmianową pracą żony zdecydowaliśmy, że zmienię pracę na stacjonarną. Dosyć szybko nauczyliśmy się razem funkcjonować. Mimo że żona zawsze była pogodna, potrafiła rozmawiać nawet z nieznajomymi, szybko znajdując wspólny język, nie udało nam się odbudować zaniedbanego życia towarzyskiego. Zdarzały się jedynie spotkania podczas zajęć dodatkowych z rodzicami innych dzieci i spotkania rodzinne, na których przestałem zabierać głos i się zupełnie wyłączyłem.

Również w łóżku nic się nie zmieniło, bo żona ciągle nie miała ochoty po całym dniu, mimo że tak naprawdę większość obowiązków domowych dzieliliśmy po równo. Jako alternatywę do seksu, zacząłem pracę przy swoim zabytkowym aucie, ale to nie podobało się żonie i przestałem schodzić do garażu.

Skupiłem się na wymyśleniu sposobu na dodatkowy zarobek, niestety o żadnym z moich pomysłów żona nie chciała słyszeć. W związku z potrzebą dotrzymania kroku dzieciom przy grze w siatkówkę, kosza czy jeździe na rowerze, zacząłem biegać. Niestety to również nie podobało się żonie, bo po co biegać, można sobie coś zrobić itd.

Nie pasowało mi to, ale nie miałem punktu odniesienia i przyjmowałem wszystko to za normę. Mając chęci i energię, postanowiłem wyremontować nasze mieszkanie. Tym razem postanowiłem, że będzie zmiana kolorów, no i to też przerosło żonę, bo miesiąc było bardzo nerwowo, ale w końcu wspólnie wybraliśmy kolory i w sumie wyszło na plus.

Jakiś czas temu zmieniłem kolejny raz pracę, a tym samym trafiłem w nowe towarzystwo. Pracuję z koleżanką (to dla mnie nowa sytuacja, zawsze pracowałem z mężczyznami), która ma męża i syna, a mimo to jest zadbana, chodzi na fitness, jeździ na rowerze, spotyka się często ze znajomymi, ponoć super gotuje wymyślne potrawy. W pracy mamy posiłki i była bardzo zdziwiona, gdy bezmyślnie wybierałem z menu obiady, tłumacząc, że co za różnica, bo to tylko paliwo. Uświadomiła mi, że jedzenie to jedna z trzech najważniejszych rzeczy na świecie, mówiąc, że traktując je jak paliwo, dużo tracę. Zapytałem o kolejne dwie, odpowiedziała, że jedna z nich to podróże i tu znowu jej zdziwienie, gdy powiedziałem, że my jeździmy wciąż w to samo miejsce, bo żona nie lubi zmian i nowych rzeczy. I znów usłyszałem, że wiele tracę, tym bardziej, że mam możliwości finansowe. Trzecią najważniejszą rzeczą, wg mojej nowej koleżanki, jest seks, i jak to usłyszałem, mocno posmutniałem i łzy pojawiły mi się w oczach.

Wiem, że moje zachowanie bardzo ją poruszyło i delikatnie wróciła do tematu. Jakoś bezmyślnie opowiedziałem jej, jak wygląda moje życie i że seks ostatni raz uprawiałem ponad 6 lat temu, opowiedziałem o tym hamowaniu moich zainteresowań, o tym niedokładnym sprzątaniu, prasowaniu, generalnie o wszystkich swoich przemyśleniach, otworzyłem się, jak nigdy dotąd. Koleżanka opowiadała mi o swoich przemyśleniach i problemach, poczułem emocjonalną bliskość, ale spokojnie – wiem o tym, że koleżanka ma wspaniałego męża, a mnie nigdy nie będzie stać na zdradę.

Uznałem, że tak naprawdę sam sobie jestem winien, bo przymykałem oko na wiele spraw, które mnie irytowały i postanowiłem to zmieniać. Niestety początkowo opowiadałem żonie za dużo o koleżance, a to jej się nie spodobało. Zacząłem mówić żonie o swoich potrzebach i poprosiłem o przygotowanie bardziej skomplikowanych dań, niestety to bardzo trudno przychodziło i było powodem stresu, nawet jeśli chodziło o jeden obiad w tygodniu. Udało mi się namówić żonę na dietę pudełkową i to była pierwsza zmiana, na którą zgodziła się od wielu lat. Po pół roku wszyscy ją komplementowali, jak pięknie schudła. Super, więc przyszedł czas nowe na ubrania do nowej figury. Niestety wciąż problem, bo ona wciąż na zakupach kupowała tylko dzieciom i mnie, nic sobie. Kupowanie bielizny tylko w Pepco, jak powiedziałem żebyśmy poszli do specjalistycznego sklepu z markową bielizną, to nie. Mimo wszystko powoli udało się zrobić zakupy ubraniowe. No to jeszcze kosmetyczka i znów nie ma mowy, ok to poszedłem sam, aby pokazać, że to nie takie straszne, niestety nie udało się namówić żony.

Podróże w dobie covidu były torpedowane przez moją żonę, ale mimo to udało mi się namówić ją na kilka wyjazdów z noclegami.
Pozostała kwestia seksu. W związku z oporem żony przy zakupie bielizny w sklepie stacjonarnym, zaproponowałem odwiedziny sklepu internetowego, zarekomendowanego przez koleżankę. Przy okazji oglądania seksownych zestawów, nawiązałem do naszej relacji łóżkowej, niestety zapędy zostały ostudzone. Do tematu powróciłem po po kilku tygodniach i znowu nic, a po trzecim razie to usłyszałem: „co się z tobą dzieje, już trzeci raz w ciągu pół roku mówisz o seksie”.

Wszystkie te działania bardzo mnie zmęczyły, nawet zacząłem złościć się na koleżankę, że mi jakieś herezje opowiada, a przez to mój stan emocjonalny się rozchwiał, a ja generalnie zawsze byłem szczęśliwy i uśmiechnięty, a teraz wciąż mam łzy w oczach.

W pracy mam jeszcze jedną koleżankę w drugim pokoju, która nie wiedziała o naszych rozmowach i kiedyś weszła służbowo do mnie, gdy byłem sam. Zauważyła mój słaby nastrój i też sobie porozmawialiśmy. Okazało się, że ona miała dokładnie to same zdanie, co pierwsza koleżanka. Tłumaczyła mi że, ja też muszę mieć swoje zdanie, z którym żona musi się liczyć.

Dwie osoby mówią jednym głosem, musi coś w tym być, no ale ja jestem za słaby, aby coś zmienić, bo nie chcę ranić żony. Koleżanki namawiają mnie na pójście do specjalisty, jak nie z żoną, to samemu. Niestety boję się że od psychoterapeuty usłyszę, że tak nie można żyć i trzeba zmiany, której nie dopuszczam.

W pracy mam jeszcze kolegę, ale on wszystko bierze na luzie i nie rozmawiałem z nim. Tak czy inaczej bardzo odpowiadają mi te osoby i czuję się bardzo dobrze w ich towarzystwie, padła propozycja wyjścia na miasto. Z uwagi na to, że od ośmiu lat nigdy sam nie wychodziłem, bo wcześniej żona uznała, że moi koledzy to tylko namawiają do picia, to wyjście ze znajomymi się jej nie spodobało. Mimo to poszedłem i nastało kilka dni ciszy, w pracy zaplanowaliśmy kolejne spotkanie, ale nie poszedłem tłumacząc się covidem. Niestety żona znów się nie odzywała, bo w ogóle jak mogłem pomyśleć o wyjściu w takich czasach, mógłbym przecież niepotrzebnie narazić rodzinę. Przez sześć miesięcy zero spotkań, mimo że i tak spotykamy się w pracy. Ostatnio odbyły się dwa spotkania, oficjalne organizowane przez dyrekcję, na które nie poszedłem, bo zostałem postawiony przed wyborem: albo rodzina, albo wyjście na miasto.

Ok, rozumem, że niewłaściwym było opowiadanie o koleżance z entuzjazmem, że żona mogła poczuć się zazdrosna. Ale będąc tyle razy w delegacji, miałem wiele okazji do zdrady, ale nigdy nie pomyślałem o skoku w bok, a teraz żona nie ufa mi i jest zazdrosna. Również olbrzymim błędem było otwarcie się przed koleżanką i opowiadanie o swoich sprawach, bo tak jak przeczytałem tu w kilku artykułach, takie skarżenie się wykorzystywane jest przez większość mężczyzn do wzbudzenia litości i zaczątku romansu.

Spotkałem kolegę z poprzedniej pracy, którego zna moja żona, umówiłem się z nim na rower, po powrocie przed 22 znowu żona się wściekła. O ile mogłem zrozumieć zazdrość, to w tym wypadku nic nie rozumiem i za zaproszenie do jego nowego mieszkania musiałem podziękować.

Po tym zdarzeniu żona chyba zrozumiała, że mnie zbytnio ogranicza i w ramach rehabilitacji zainicjowała zbliżenie łóżkowe. Niestety było to takie na siłę i wcale nie o to mi chodziło, ale szanuję poświęcenie.

Pracuję na kierowniczym stanowisku i przez powyższe straciłem zupełnie pewność siebie charyzmę, zostało to zauważone przez szefostwo, a ja nie wiem, jak to odbudować. Co dalej nie wiem, wraz z rozpoczęciem roku szkolnego skupię się na dzieciach, pracy i może wrócę do garażu.


Choroby Uroda Zdrowie

„Są wściekłe, niecierpliwe, znudzone życiem i bardzo im własne dzieci przeszkadzają. Mam apel do mam, żeby przejrzały na oczy”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2021
fot. FluxFactory/iStock

Pracuję w sanatorium dla dzieci. Od wielu lat obserwuje matki, które przyjeżdżają ze swoimi dziećmi i z przerażeniem patrzę, jak niektóre z nich są wściekłe, niecierpliwe, znudzone życiem i jak bardzo im własne dzieci przeszkadzają.

Ale od początku: w naszym sanatorium są dzieci w wieku 3-6 lat, które chorują na przewlekłe zapalenia płuc, mają kłopoty z górnymi drogami oddechowymi i alergiami. One mają refundowany pobyt przez NFZ, natomiast ich mamy muszą za swój pobyt zapłacić. Przyjeżdżają na turnus 21 dni i to kosztuje je około 2 tysiące złotych. Kłopot w tym, że z roku na rok widzę, jak coraz bardziej roszczeniowe, smutne albo wściekłe stają się te młode kobiety. Większość z nich jest samotnymi trzydziestoletnimi matkami i ja rozumiem, że one są bardzo zmęczone codzienną opieką nad dziećmi, ale nie rozumiem, dlaczego te dzieci im tak przeszkadzają.

Nie wierzy pani? Opowiem historię pani sprzątającej, do której jedna matka miała pretensję za to, że nie rozpakowała jej walizek tuż po przyjeździe i nie poukładała ubrań do szafy. Ale to przecież to nie jest pięciogwiazdkowy hotel! Inna matka narzekała, że pani nie umyła jej w pokoju podłogi! Ale przecież na tej podłodze leżały porozrzucane ubrania jej synka! My tłumaczymy mamom, że nie sprzątamy pokoi jak pokojówki, bo nie mamy prawa dotykać prywatnych rzeczy pensjonariuszy. Na pewno nie jesteśmy od tego, by składać koszulki w kostkę i umieszczać w szafach. To rola matek.

Z roku na rok jest coraz gorzej. Personel, który u nas pracuje już po dwadzieścia lat, opowiada, że kiedyś dzieci mówiły „dzień dobry” rano pani sprzątającej i kucharce. A teraz nic z tych rzeczy. Jak kupiłam cukierki i częstowałam dzieciaki, to potem matki przychodziły do mnie z pretensją, że chcą tego cukierka wymienić na inny, bo ich dziecko tego akurat nie lubi. No coś takiego nie mogłoby się wydarzać, kiedy ja byłam dzieckiem! Tyle pretensji… Nie wiem, do czego to zmierza.

Chciałabym panią poprosić o jakiś post na ten temat, żeby uświadomić tym kobietom, jaką krzywdę robią swoim dzieciom. Jestem przerażona, obserwując, co z nich wyrośnie. Wiele matek nie uczy dziś maluchów żadnych zasad, nie zwracają uwagi nawet na wandalizm. Kiedy syn czy córka wchodzi na kanapę (ba na stół też!) w butach, to ja zwracam uwagę, by tego nie robił. Wtedy słyszę, jak matka na chwilę odrywając (albo i nie) swój wzrok od telefonu komórkowego, mówi: „Zejdź, bo pani krzyczy!”. A przecież ja przecież nie krzyczę. Chciałabym, by matka takiemu dziecku spokojnie wytłumaczyła, dlaczego po stole w butach nie wolno chodzić. Nie będę już opisywała, jak wyglądają pokoje po ich trzytygodniowym pobycie.

Najgorsze jest to, że dzieci nie potrafią powiedzieć „dzień dobry” i „dziękuję”. I wszystkim nam przykro, bo kiedy organizujemy ognisko wieczorem dla dzieci i przebieramy się za wróżki i clowny, by było wesoło, to tylko kilka matek szepnie na boku: ”Dziękuję”! Wiem, jak to brzmi… Ale uwierzcie, że takie słowa są potrzebne nam wszystkim, którzy wkładamy w tę pracę tyle serca. Staramy się. Ja ostatnio za własne pieniądze kupiłam dla dzieci kolorowanki. A potem, gdy się skończyły, matki się na mnie pogniewały, że ktoś dostał, a dla innych zabrakło. Tłumaczyłam, że można kupić takie kolorowanki za rogiem za złotówkę, bo nad morzem w naszej miejscowości postawione są teraz namioty „z tanimi książkami”. Nic to nie pomogło. Obraza na całego!

Po takim pobycie w sanatorium pensjonariusze zamiast podziękowań wpisują nam na stronie internetowej skargi i obelgi. Zastanawiam się, dlaczego nigdy nie ma tam miłych słów. Tak jest chyba im łatwiej. Jeśli wszystko się podoba, to ludzie przechodzą do porządku dziennego i wracają do swoich codziennych zajęć. Oczywiście nie wszyscy są niezadowoleni! Powiedziałabym, że jak na turnus przyjeżdża 90 kobiet z dziećmi, to tylko dwie są wściekłe i roszczeniowe. Kierowniczka mówi im, że jeśli tak bardzo im się nie podoba, to niech wrócą do domu, a ona odda im pieniądze. Ale te kobiety zostają i dalej intrygują i dręczą personel. Nic im nie podoba się. Nawet to, że posiłki są talerzowane, a one by chciały mieć przecież „szwedzki bufet”. Kucharki i kelnerki tłumaczą, że wtedy jest bałagan i za duże zamieszanie się robi. Jednak to nie trafia. Takie dwie kobiety na turnusie potrafią zatruć atmosferę. Chodzą i obgadują, plotkują, dręczą. Koszmar!

Niestety niektóre mamusie najchętniej zostawiłyby swoje dzieci w salach zabaw, a same poszłyby na spacer lub nad morze. A przecież w sanatorium nie o to chodzi! Przed południem dzieci mają zabiegi: różne inhalacje i lampy, ale potem powinny iść na spacer z mamą nad morze, opalać się, bawić oraz odpoczywać. Zawsze na zebraniach prosimy mamy, by odbierały od nas telefony, kiedy same idą na plaże, a dzieci zostawiają pod naszą opieką w sali zabaw. To są przecież nawet trzyletnie maluchy i często płaczą za rodzicem. Jednak coraz częściej zdarza się, że telefon jest głuchy. Jak pytam dlaczego, to taka kobieta tłumaczy, że ona nie odbiera numerów, których jej komórka nie identyfikuje. Serio? Najgorsze, że personel w tym roku zaczął masowo rezygnować z pracy w sanatorium. Ludzie nie chcą być już tak okropnie traktowani – jak jakaś służba.

Mam taki apel do tych mam, by przejrzały na oczy. To przecież my sprzątamy po was butelki po alkoholu. To my wycierami wymiociny waszych dzieci, które wy szybkim krokiem wymijacie na korytarzu. To my zastanawiamy się, co zrobić z przemoczonym materacem, kiedy już wyjedziecie. Pytamy wtedy z niedowierzaniem siebie nawzajem, czemu nie stosowałyście specjalnych wodoodpornych mat, które rozdawałyśmy na samym początku pobytu w sanatorium. I w końcu to my wymiatamy piasek z każdej szczeliny w podłodze, choć prosiłyśmy nie raz, byście w pokojach nie trzymały łopatek i wiaderek. Oderwijcie oczy od smartfonów! My też jesteśmy ludźmi, też jesteśmy zmęczonymi matkami, choć wy nas nie zauważacie. Choć traktujecie nas jak niewidzialny gorszy sort, żeby nie powiedzieć jak niewolników.

Napisałam do pani ten list z kilku powodów. Chciałabym przypomnieć ludziom, że bycie miłym wobec kucharek, pani opiekunki, kelnerki, recepcjonistki i pań sprzątających nic nie kosztuje. Proszę, mówcie nam chociaż „dzień dobry” i uczcie tego swoje dzieci. Nie pouczajcie nas i nie organizujcie nam pracy. Przyjechałyście tu na dwadzieścia dni, my pracujemy od dwudziestu lat i naprawdę się na tym znamy. Wyluzujcie się, cieszcie się pogodą, słońcem, morzem i wspólnym czasem z dziećmi. Nasza miejscowość jest taka piękna, a morze w tym roku idealne do kąpieli. Po co tracić czas na dąsy, wymagania, złości, kłótnie? Myśli pani, że ten mój list może pomóc cokolwiek zmienić?


Zobacz także

Wsparcie w walce z rakiem

Twój facet jest smutny, sam nie wie czego chce i do tego tyje? Być może cierpi z powodu męskiego PMS

Podkręcone, wydłużone i odżywione rzęsy za jedyne… 12 zł? Tak!