10 sposobów, na naturalny zastrzyk oksytocyny, hormonu miłości

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 sierpnia 2017
10 sposobów, na naturalny zastrzyk oksytocyny, hormonu miłości
Fot. iStock / svetikd
 

Znienawidzona przez kobiety, produkowana w podwzgórzu, działająca jako neuroprzekaźnik. Czym sobie zasłużyła na niesławę? Przede wszystkim kojarzymy ją z porodem – i stąd cała niechęć do oksytocyny, więc dlaczego mielibyśmy się tak od razu jej domagać? Przede wszystkim dlatego, że oksytocyna zyskała miano „hormonu miłości” i ma wiele wspólnego z przytulaniem, dotykiem i tym, że czujemy się naprawdę dobrze! Odgrywa ogromną rolę w budowaniu bliskości i relacji i – tu będziecie zaskoczeni – ma wpływ na to, jakimi jesteśmy współpracownikami. To może mały, naturalny zastrzyk oksytocyny do śniadania? Dacie się skusić?

Możecie podkręcić „hormon miłości” na co najmniej 10 sposobów. Sprawdźcie, który będzie waszym ulubionym 😉 .

10 sposobów na naturalny zastrzyk oksytocyny – hormonu miłości

1. Bliskość fizyczna

Najprostszy i najbardziej powszechny sposób. Przytulanie i dotyk. A do tego uściski pełne miłości i czułe pocałunki. To naprawdę działa! Według przeprowadzonych badań, u mężczyzn, którzy zobaczyli twarze swoich ukochanych, pod wpływem oksytocyny w mózgu zaktywizowały się dwa obszary – odpowiedzialne za uczucie przyjemności i nagrody. Mechanizm zadziałał dwukierunkowo, gdy oglądali twarze obcych kobiet, wcześniej wykryta aktywność spadała.

Gdy jesteśmy w miłosnej relacji, oksytocyna odpowiada za cały szereg uczuć i mechanizmów – uruchamia pewien „system nagród”. To właśnie fizyczna bliskość jest paliwem podsycającym te wszystkie motyle w brzuchu i radość, kiedy co rano widzimy jego/jej twarz.

2. Komplementy

Drugim genialnym sposobem na podniesienie poziomu oksytocyny w organizmie jest wysłuchanie na swój temat kilku komplementów 😉 . Kiedy ktoś prawi nam komplementy, czujemy się docenieni i ważni, wartościowi. Połechtane ego dobrze działa na oksytocynę. Co ciekawe, nie tylko dobrze jest przyjmować komplementy, równie dobrze jest je mówić innym!

Życzliwość, którą wysyłamy w świat również poprawia nam za pomocą oksytocyny humor. Dobro wraca – często bardziej dosłownie, niż byśmy się tego spodziewali.

3. Wysłuchanie 

Słuchać innych i być wysłuchanym, niby drobiazgi, a jednak bardzo wpływają na to, jak się czujemy. Możliwość bycia wysłuchanym i słuchania innych osób – bez telefonu, pędu, pełne uważności potrafi pięknie podkręcić oksytocynowy regulator!  Wszystko dzięki poczuciu akceptacji i wsparcia.

4. Dużo śmiechu i uśmiechu

Lubisz patrzeć na beztrosko bawiące się dzieci? Jest w nich coś magicznego, to jak mocno potrafią się śmiać, uśmiechać. Do samych siebie i do innych. Za każdym razem, gdy na ich buziach maluje się uśmiech – działa oksytocyna. Dobra wiadomość – możesz wpłynąć na to często się śmiejesz i uśmiechasz. Spróbuj czasem „zmusić” się do śmiechu, pewnie nie raz to robiłaś, a potem nie mogłaś przestać. Wpadałaś w tak zwaną „głupawkę”.

5. Duchowość

Kiedy jesteś zrelaksowana, masz czas na rozmyślania, jesteś odprężona, twoje ciało również osiąga równowagę. Medytacja czy szeroko pojęta duchowość pomaga w osiągnięciu tego stanu. A co spokój ma do wyzwolenia większej dawki oksytocyny, która w swojej naturze lubi „akcję”?

Nic tak skutecznie nie znosi działania oksytocyny, jak stres!

6. Aktywność

W trakcie aktywności fizycznej wydziela się całkiem sporo hormonów szczęścia. Oprócz dobrze znanej endorfiny wzrasta również poziom oksytocyny. Forma aktywności jest dowolna, jesteśmy pewne, że  już po pierwszym treningu z pomocą „hormonu miłości” zakochacie się w sporcie na nowo!

7. Płacz

Jak emocja przeciwna do śmiechu i miłości może pomóc w wyzwoleniu oksytocyny? Naukowcy udowodnili, że tłumienie emocji powoduje spadek tego cennego hormonu. Wypłakanie się, gdy tego potrzebujemy pozwala wrócić do równowagi, pozbyć się frustracji i złości.

8. Hojność

Podobnie, jak życzliwość pomaga dogonić szczęście i radość. Czujemy się dobrze, gdy możemy dać coś komuś innemu i nie chodzi tu tylko o wolontariat czy akcje charytatywne. Przecież dawanie komuś bliskiemu wymarzonego prezentu również sprawia nam radość. Pamiętacie to uczucie, gdy wybieracie świąteczne prezenty?

Dawać znaczy brać w zamian wiele, wiele, wiele dobra. To również kolejna porcja oksytocyny. Spróbujcie podarować komuś uśmiech, kupić ciepłą herbatę albo kanapkę bezdomnemu, przynieść dziecku kwiatki zerwane na łące. Dawanie nie musi wiele kosztować.

9. Twórczość

Kreatywni nie narzekają na niski poziom oksytocyny. Każde kreatywne hobby pozwala zrobic kolejny krok do szczęścia. Emocje, jakie wyzwalają w nas takie twórcze zadania potrafią wiele naprawić w naszych zmęczonych życiem głowach. Spróbujcie znaleźć coś, z czego jesteście dumni, wymaga od was kreatywności, ale jednocześnie jest czystą przyjemnością – bez strachu  o porażkę.

10. Zwierzaki

Bo przytulać i kochać można nie tylko ludzi. Nic tak nie odpręża, jak bezwarunkowa i wzajemna miłość. Wierne oczy psiaka i cenne mruczenie kota, który tylko od czasu do czasu obdarza nas swoją uwagą. Jesteśmy dla nich ważni, one dla nas też.


Na podstawie: powerofpositivity


Jak u Bridget Jones w łazience. Czyli testujemy tajemniczy kubeczek menstruacyjny!

Redakcja
Redakcja
3 sierpnia 2017
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
 

Słuchaj, taka sprawa jest…

Jeśli ktoś zaczyna rozmowę w ten sposób, raczej nie wróży to nic dobrego. Włosy na karku stają dęba i trudno się dziwić, bo potem może być już tylko gorzej.

„Pisałyśmy o takich kubeczkach na miesiączkę, pamiętasz?”. Pamiętam, koleżanka sprawdzała takie cudo i wychwalała pod niebiosa… „ale ciekawa jestem, a ty pewnie też, jak to właściwie działa”  – zapikało na telefonie i wyświetliło się dumną, pogrubioną Helveticą… „… bo tak sobie myślałam” – mrugał kolejny wers maila – „że w sumie to mogłabyś to przetestować, no i zamówiłam taki kubeczek do redakcji…”.

„Uciekaj, uciekaj” – krzyczy moja głowa. Odpisz szybko: „cześć jestem bardzo złym złodziejem, który ukradł ten telefon i dlatego jego właściciel nigdy nie przeczyta tej wiadomości” – ale było już po tzw. ptakach. Wiecie, jakie jest moje przekleństwo? Ciekawość!

Jeszcze nigdy czekanie na listonosza nie odbywało się w takim napięciu 😉

A co jak wypadnie??? – dudniło mi w głowie – nie myśl, babo, nie myśl, spróbujesz – zobaczysz – sama siebie uspokajałam. No i przyszedł i listonosz, i kubeczek, a nawet listonosz z kubeczkiem. – Dzień dobry, dzień dobry, a co to, coś na wakacje? – zagruchał o poranku,  a ja z bardzo płonącym polikiem, odparłam: „tak, takie rękawki dla dzieci” i prawie zamknęłam mu drzwi na nosie. Ale do rzeczy, stałam przed wyzwaniem!

Nasz testowy kubeczek przywędrował do nas z www.drogeria-ekologiczna.pl. Wybór okazał się trafiony – po pierwsze, sklep zawiera bardzo szeroką ofertę różnych marek i modeli ( i kolorów, i rozmiarów, i woreczków, i gadżetów i… długo by wymieniać zobaczcie sami 😉 ), po drugie, przemiła i fachowa obsługa pomogła wybrać „ten odpowiedni”, takim żółtodziobom, jak my 😉 .

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Pierwsze wrażenie – niedowierzanie

Kubeczek okazał się ładny. Nie łypał na mnie groźnie, choć nieco przerażona byłam jego rozmiarem – no nie wypadnie – pomyślałam – ale jak ja to TAM wpakuje???

Nie było na co czekać, bo miesiączka nie czekała. Punkt pierwszy eksperymentu – wygotować przed użyciem 2-5 minut. Checked!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

 

Użyć.

Hmmm. Moja chwila prawdy, ale nie ma tu miejsca na tchórzostwo. Ponieważ zrobiłam dokładny rekonesans kubeczkowy w sieci, wiedziałam, że mogę potrzebować czasu na znalezienie swojego sposobu aplikacji (można zakładać go na stojąco, w kucki lub opierając jedną nogę np. o wannę). I tu miłe rozczarowanie – aplikacja okazała się prosta i wbrew pozorom kubeczek stał się kubeczkiem, choć przez chwilę przed założeniem przezywałam go w myślach „wiadrem”.

Żeby założyć kubeczek wystarczy złożyć go wzdłuż w palcach, umieszczony w pochwie (wiem, nie lubimy słowa pochwa, ale właśnie tam powinien się znaleźć), sam rozwija się i umiejscawia.

Udało się go założyć i to dobrze za pierwszym podejściem. Faktycznie po puszczeniu zwiniętego kubeczka, sprytnie się rozwinął i pach, został, gdzie zostać powinien. Nie byłam oczywiście od razu taką optymistką – zostawię podpaskę, na bank będzie przeciekał – pomyślałam. Nie przeciekał, ale każdemu polecam na początku kubeczkowego romansu, zostawić sobie taką furtkę, wystarczy wkładka na wypadek awarii.

Co ciekawe, kubeczek ma na dole mały ogonek, ze względu na różnorodną fizjonomię kobiet, może u niektórych pań wystawać i uwierać –  na to również jest rada, wystarczy go przyciąć.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

I teraz przechodzimy do momentu kulminacyjnego. Opróżnianie kubeczka.

Nie myślcie, że było łatwo, nie było! Zachęcona pierwszymi sukcesami, dumna i blada, nie doceniłam siły kubeczka. Bo ten trzymał się w najlepsze i faktycznie (jak donosiła internetowa poczta pantoflowa) trzeba dać sobie czas na naukę usuwania kubeczka menstruacyjnego – szczególnie, gdy nie żałujemy mu zawartości.

Z pewnością warto do kubeczka dokupić gadżety, czyli fajne, małe nakładki na paluszki, żeby się nie ubrudzić, i początki przygody z tym gadżetem przeżywać nad toaletą.

Ja korzystałam ze zwykłych jednorazowych rękawiczek.

Przyznaję, że z każdym opróżnianiem nabierałam wprawy. Za dwa, może trzy cykle, liczę na jakiś medal z pieczątką Pani Perfekcyjnej.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

O czym jeszcze warto wspomnieć?

Czy czuć założony kubeczek?

Prawidłowo dopasowanego kubeczka i dobrze założonego – nie czuć. Przez chwilę podczas jego usuwania, bo wtedy kubeczek jest rozłożony, można poczuć pewien dysonans. Ale nie jest to zabieg w żaden sposób bolesny, zwyczajnie za pierwszym razem się tego nie spodziewałam.

Jak czyścić???

Trzeba dbać o higienę tego cacka, ale nie jest to w żaden sposób angażujące. Wystarczy go dokładnie umyć wodą i mydłem lub specjalnym środkiem myjącym (nie używamy detergentów, jeśli korzystacie z mydełka, koniecznie wybierajcie produkty bezzapachowe nie zawierające olejów, o pH pomiędzy 3,5 a 5,5), a na zakończenie każdej miesiączki wysterylizować i wygotować. Spryciarz jest czysty i schludny, nie zmienił koloru, ani zapachu.

Żel do czyszczenia kubeczka, kupicie w drogerii – tutaj. Do czyszczenia kubeczka w podróży i poza domem można wykorzystać specjalne chusteczki (klik) – jak widzicie, gadżetów, które jeszcze bardziej ułatwią korzystanie z kubeczka menstruacyjnego, jest całkiem sporo.

Gładka powierzchnia ułatwia czyszczenie. Żeby kubeczek mógł wytworzyć podciśnienie i dobrze się „przyssać”, ma na górze kilka niewielkich otworków – należy pamiętać, by były czyste, jeśli się zatkają łatwo można je wyczyścić nieostrą stroną igły lub poświęcając na ten cel jedną spinkę/wsuwkę do koka (to już moja praktyczna obserwacja i tip 😉 ).

Z ciekawostek

Jeżeli jesteście w sytuacji kryzysowej, wystarczy wytrzeć go papierem lub chusteczką. Nie musiałam tego testować, bo zawsze pod ręką miałam swoją łazienkę, ale podejrzewam, że w tym patencie kempingowym chodzi o to, by nie poplamić niechcący bielizny czy ubrań, jeśli kubeczek ubrudziłby się zewnątrz podczas opróżniania.

Kubeczek na warsztacie, czyli parametry techniczne miesiączkowego Lamborghini

Mój kubeczek, to piękny niebieski model marki LadyCup (rozmiar L, czyli dla pań, które wydały już na świat potomstwo). Kubeczek zamówiłyśmy w Drogerii Ekologicznej – ciepło pozdrawiamy, bo to dystrybutor marki i sporo uwagi poświęca fachowemu poradnictwu (polecamy blog o kubeczkach i sklep – mają też inne, piękne kolory).

Kubeczek wykonany jest lekarskiego silikonu. Jest bardzo wytrzymały (wiem, bo o mały włos podczas wygotowywania nie puściłam go z dymem – garnek pożegnałam, kubeczek pozostał niewzruszony). Ma gładką powierzchnię, dzięki czemu naprawdę łatwo go wyczyścić. Wpływa to również na higienę i żywotność produktu. Producent deklaruje, że właściwie zadbany posłuży nawet 15 lat! Tego nie wiemy, jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

Cena to około 100 złotych. Niemało, ale jednak jeśli ma nam posłużyć przez parę dobrych lat, okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Czy sprawdza się w ruchu?

Tak. Nie uprawiałam żadnych ekstremalnych sportów i nie biegałam maratonów, ale jestem po dziesiątkach szybkich spacerów z psem, bieganiem za dzieckiem, które jeździło na rowerze i milionach podsadzeń na atrakcje okolicznego placu zabaw. Skłony, przysiady, sprzątanie, bieg za autobusem. A nawet gimnastyka na osiedlowej, podwórkowej siłowni w wersji light. Wszystko to nie ruszyło kubeczka. Nie miałam również żadnego problemu czy dyskomfortu podczas wizyt w toalecie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Czy zostanę z kubeczkiem?

Trudne pytanie. Ale prosta odpowiedź, zamierzam wyeksploatować „drania” najlepiej jak można. Wbrew pozorom, okazał się wybawieniem przy obfitych krwawieniach, kiedy klasyczne środki higieniczne nie dawały rady. Zawsze, absolutnie zawsze coś się brudziło, przeciekało, nie wystarczało itd. Kto ma obfite i długie miesiączki, ten zrozumie. Kubeczek za niezawodność dostaje piątkę. Sobie też dam piątkę za odwagę i pilność.

Zawracam mu honor. Zakumplowaliśmy się. Nie wiem, czy odważyłabym się na podróż z kubeczkiem, bo aż tak dobrze się jeszcze nie znamy, na razie poczucie, że w razie wypadku jestem na swoim terenie to moja polisa bezpieczeństwa, ale zamierzam testować dalej!

Następne wyzwanie? Mam w planach wypróbować kubeczek na noc (kubeczek może pozostawać w … ciele 😉 do 12 godzin), kto wie, może wreszcie odczaruje moją klątwę, która od zawsze ciąży na białych prześcieradłach?

Jeśli jeszcze się zastanawiacie nad tym, czy zaufać kubeczkowi – odwiedźcie koniecznie tę stronę i zobaczcie, jakie są ładne!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Nie daj się omamić! 10 wymówek, które będzie powtarzał niewierny partner

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
2 sierpnia 2017
Fot. iStock / Anetlanda
Fot. iStock / Anetlanda
 

Cudzołóstwo istnieje tak długo, jak długo ludzie wchodzą w związki i łączą się w pary. Nawet pozornie szczęśliwa relacja i udany związek nie oznacza, że partner będzie nam wierny i oddany – cóż, często pozory bardzo mylą. Trudno jest stwierdzić ile osób tak naprawdę dopuszcza się zdrady, bo oficjalne dane nie do końca są prawdziwe, a niewierni partnerzy wiedzą, jakie wymówki zastosować, by nas omamić . 

Oto 10 najczęściej przez nich stosowanych – zapamiętaj je i nie daj się omamić!

Jestem nieszczęśliwy, dlaczego mam się tak czuć?

Ta wymówka to mechanizm obronny. Niewierny partner próbuje przekonać ciebie (i trochę chyba też siebie), że jego niewierność wynikała z niezaspokojonych potrzeb i była nie aktem zdrady, ale poszukiwaniem szczęścia i radości.  Niektórzy będą też starali się przekonać drugą stronę, że to jej wina, że to ona jest przyczyną problemów i całej sytuacji. To jednak tylko zręczna manipulacja, nie daj się nabrać! Dążenie do szczęścia jest ważne, ale jego budowanie na czyjejś krzywdzie i zdradzie, to nic dobrego.

Jestem znudzony

To normalne, że temperatura w związku po pewnym czasie spada, a emocje, które towarzyszyły początkowi relacji zmieniają się. Nowa osoba, nowy romans to ekscytacja, dreszczyk adrenaliny i mocna dawka silnych emocji.  Ktoś, kto usprawiedliwia się nudą, chyba nie zdaje sobie sprawy, że i w tej nowej relacji przyjdzie czas, gdy uczucia nieco ostygnąć. Chyba, ze wtedy znowu zdradzi i cała zabawa zacznie się od nowa…

Zmieniłaś się, kiedyś byłaś inna

Każdy z nas się zmienia i rozpoczynając jakiś związek musimy być gotowi na to, że za kilka lat osoba, którą kochamy może  zachowywać się inaczej, wyglądać inaczej, mieć zupełnie inne nawyki. Bywa też, że na początku związku idealizujemy obraz partnera i widzimy tylko jego zalety, a na wady (bo każdy jakieś ma) przymykamy oko lub uznajemy je za rozkoszne niedoskonałości.  Gdyby to, że ktoś się zmienił, był dobrym wytłumaczeniem dla zdrady, wokoło nie zostałby ani jeden wierny związek!

To silniejsze ode mnie, mam to w genach

Jeśli niewierny partner twierdzi, że zdradza, bo nie może się powstrzymać, a nawet odwołuje się do genetyki, czas zastanowić się, czy to ma sens. I to nie ze względu na to, że ma rację, ale jeśli ktoś nie może się powstrzymać od zdrady i nieustannie cię krzywdzi ni jest dobrym wyborem! Może warto poszukać kogoś, komu będziesz w stanie zaufać i nie będziesz martwić się, że znowu cie oszuka i okłamie.

Chciałem spróbować, ale wiedziałem, że będę mógł wrócić

Jeśli ktoś traktuje cię jako pewnik, jest przekonany, że ze względu na wszystko będzie mógł wrócić bez żadnych konsekwencji, to coś tutaj nie gra! Zasługujesz na pełen szacunek i uczucia. Na bycie dla kogoś pierwszym i jedynym wyborem, a nie tylko „kołem ratunkowym” lub bezpieczną przystanią, która zawsze będzie czekać aż on przybije do portu. Czy naprawdę on jest tego warty?

To nie miało znaczenia, to był tylko jednorazowy wyskok

W ten sposób zdradzający partner próbuje umniejszyć znaczenie swojego czynu i przekonać cię, że nie ma się o co gniewać, że wszystko jest w porządku. Cóż, może dla niego nie miało to znaczenia, ale dla ciebie już tak! Ciekawe, czy gdyby to chodziło o twoją niewierność, też byłby tak wyrozumiały i spokojny.

Ta kobieta mnie uwiodła, to jej wina

Zrzucanie winy na kochankę to tak naprawdę próba wybielenia się i oczyszczenia z poczucia winy. Lepiej nam ze świadomością, że ktoś inny ponosi odpowiedzialność za nasze czyny, a my jesteśmy ofiarami ich manipulacji i intryg. Nie daj się jednak nabrać – do tanga i zdrady trzeba przecież dwojga!

To dlatego, że nie układa się między nami, kłócimy się

Niewierny partner w ten sposób swoją winę dzieli na dwa – kłótnie, kryzysy, nieporozumienia między wami doprowadziły go do zdrady. Biedaczek, pewnie w ten sposób chciał rozwiązać wasze problemy i sprawić, by relacja poprawiła się. Cóż, chyba jednak mu się to nie udało.

Źle to interpretujesz i niepotrzebnie robisz aferę

Teraz to ty jesteś ta zła, przewrażliwiona i robiąca dramaty. No przecież nic się nie stało, źle widziałaś, źle usłyszałaś, znajoma opowiada ci bzdury, dałaś się oszukać przyjaciółce. Nie wierzysz mu, jak możesz! Zawsze mogło się zdarzyć tak, że po prostu potknął się i przewrócił na nagą koleżankę albo próbował wyssać jej jad pszczoły z języka.

To w ogóle nie była zdrada!

Kilka spotkań, jakiś pocałunek, namiętne smsy – przecież to nie zdrada! Obściskiwanie w samochodzie, seks oralny, małe czułości – gdzie tutaj niewierność? Można też przyjąć filozofię jak bohater filmu „Porno” Marka Koterskiego – na wczasach nie zdrada, jak chłop w wojsku nie zdrada, w delegacji nie zdrada, po alkoholu nie zdrada  (wtedy to się nie wie co się robi), z koleżanką nie zdrada, po francusku nie zdrada i bez całowania w usta to też nie zdrada. Wtedy to już hulaj dusza, zdrady nie ma i w zasadzie wszystko wolno.


Zobacz także

Fot. iStock/AleksandarGeorgiev

Powiedz mi co widzisz, a ja powiem ci coś o tobie. Psychozabawa na deszczowe popołudnie

Fot. iStock / YinYang

Ile razy słyszałaś pytanie czy jest w domu „coś dobrego” do jedzenia? Poznaj smart przekąski [PRZEPISY]

Fot. iStock/PeopleImages

Prosta recepta na szczęście