Związek

Znudzenie seksem w małżeństwie? Oboje to czuliśmy. Podpisaliśmy umowę: zero zbliżeń przez pół roku

Seksualnie
Seksualnie
9 listopada 2021
Fot. iStock/kieferpix
 

Uczyłam syna matematyki, z córką bawiłam się w dinozaury, sprzątałam, oglądałam z mężem film, a potem szłam do łazienki masturbować się pod prysznicem. Przez długie miesiące wstydziłam się przyznać, ze wolę to, niż seks z mężem. Potem on przyznał, że czuł to samo, zmęczyła go walka o to, bym znów zaczęła go pragnąć. Poza tym, nie ukrywajmy, zaniedbałam się. Depilowałam się najwyżej raz w tygodniu (dobra, rzadziej), chodziłam w rozciągniętych sukienkach, a moje włosy zapomniały co to jest grzebień. A gdy chciałam sobie przypomnieć, kiedy się ostatnio umalowałam– nie pamiętałam.

Nie spodziewałam się tego, że może mi się kiedyś przestać chcieć seksu. Nie potrafiłam też zrozumieć facetów, którzy zaczynają unikać bliskości z żoną. Jak to? Przecież to taka moc, mieć miłość, rodzinę i seks. Mieć wszystko z jednym facetem, to mnie kręciło dużo bardziej niż jakiś Tinder, nieznajome ciała, nowe fascynacje.

Zauważyłam, że kobiety o małżeńskim seksie mówią na dwa skrajne sposoby. Pierwsze opowiadają, jak im jest cudownie, uprawiają seks codziennie, jest raj. Drugie mówią o tym, że seks jest przereklamowany (akurat!), kochają się raz w tygodniu albo raz na miesiąc. Niektóre przestały to robić w ogóle. My długo plasowaliśmy się gdzieś po środku. Ot, zwyczajna wieloletnia para, która uprawia seks dwa, trzy razy w tygodniu. Raz jest genialnie, raz po prostu miło. Statystyki wzrastały nam na wyjazdach, ale to klasyka.

A potem zaczął się COVID, lockdown i zaczęliśmy dusić się razem w domu– wszyscy! Dwa nieduże pokoje, dwoje dzieci. Rozkrzyczana, rozkoszna sześciolatka i podirytowany czternastolatek, którego po prostu rozsadzała energia, bo dom nie jest jego naturalnym miejscem życia.

Nasz dzień? Przysięgam, dzień Świstaka wersja XXI wiek

Obudzona w środku nocy, mogłabym krok po kroku opisać to, co będę robić. Pobudka, kawa, przeglądanie fejsa, śniadanie dla dzieci, zmuszenie Młodej, żeby siadła do zdalnych.

Potem ja, która zajmowałam miejscówkę na kanapie (z laptopem). I on, mężczyzna mojego życia, przy stole. Czujecie? Klepiemy w klawiaturę, czasem gadamy, słyszymy każdą swoją rozmowę. Jak jedno ma spotkanie online, drugie musi iść do łazienki z słuchawkami. Jesteśmy na siebie skazani.
Potem na zmianę ogarniamy sześciolatkę, wychodzimy na spacer z psem (zawsze tą samą trasą!!)wieczorem gramy w rodzinne gry, czasem coś oglądamy.
Seks? To była ostatnia rzecz, o której myśleliśmy.

Owszem, czasem się kochaliśmy. Jak się okazało potem, każde z nas robiło to dla tej drugiej osoby. Pewnie, po było super, obiecywaliśmy sobie, że musimy częściej, ale kończyło się tak samo. Za tydzień znów pospieszny seks. Bardziej dla tej drugiej osoby niż dla siebie. Czasem sobie wypominaliśmy: Ej, za mało mamy seksu – mówił on. Ej, za mało mamy tego seksu– odpowiadałam.

I nagle zdałam sobie sprawę, że ja tego seksu nie chcę, wolę sama zrobić sobie dobrze

Któregoś dnia pogadaliśmy. I to był nasz sukces. Nie zamiataliśmy tego pod dywan, nie udawaliśmy, ze jest okej, pary tak żyją, to życie nas zmienia.
Rozmowa raczej nie była miła.

„W ogóle mnie nie dotykasz w ciągu dnia”, „Nauczyłeś się, jak robić mi dobrze i ciągle idziesz tym samym szlakiem, jestem znudzona”. „Jestem zmęczony, ciągle pracujesz, nie pamiętam, kiedy powiedziałaś mi coś fajnego”. „W łóżku jest nudno”.

Nudno. Właśnie. Byliśmy na siebie źli. Jednocześnie otwarcie mówiliśmy, że wciąż się kochamy. Chcieliśmy, żeby wrócił nam niezły seks.

Myśl pierwsza – ktoś trzeci

To ja wyszłam z tym pomysłem, wydawało mi się, że jak zaprosimy do łóżka inną kobietę to ożywi nasz związek. Ale potem zaczęliśmy rozkminić. Znałam parę, która tak zrobiła– mąż potem odszedł z tą nową. Można się śmiać, ale jaka jest gwarancja, że to jeszcze bardziej nie popsuje relacji. Słaba. Seks na raz? Ale z kim. W czasie pandemii? Gdzie skoro zamknięte są hotele. Odrzuciliśmy ten pomysł.

Myśl druga – wyjazdy regularne

Nie wchodziło w grę, bo covid. Seks w samochodzie? Jakoś się nam się nie uśmiechało. Nie potrafiliśmy niczego wymyślić. W końcu wpadłam pomysł, że najlepszym pomysłem jest umówienie się, że nie możemy tego seksu uprawiać. Pół roku postu. „Ale tak zupełnie?” jęknął mój mąż. Przypomniała mi się rada pewnej seksuolożki. Jeśli pary mają problemy seksualne, czasem dobrze jest odstawić seks. Przestać robić sobie presję.

Ale brak seksu oznacza brak seksu, ale nie bliskości fizycznej. Fizyczna bliskość jest bardzo ważna. Przytulanie, czułe dotykanie, rozmowa. Wbrew pozorom to jest też gra wstępna, nie tylko całowanie i erotyczne zabawy. Grą wstępną jest budowanie atmosfery dużo wcześniej zanim dojdzie do seksu.

Pierwszy tydzień

Nie dotykaliśmy się wcale. Byliśmy na siebie wściekli i tak naprawdę chyba zirytowani naszym głupim postanowieniem. Mąż parę razy próbowałam przytulać mnie w nocy, ale czułam irytację.

Drugi tydzień

Zaczęliśmy rozmawiać, to on zainicjował tę rozmowę. Zaczęliśmy też spędzać ze sobą czas. Nie na oglądaniu filmów, na dzielenie się sobą. Miałam ochotę się do niego przytulić, robiłam to. Trochę chyba kręciło nas, że nie możemy, bo nagle przyznaliśmy się, że mamy ogromną ochotę na seks. Powstrzymaliśmy się, ja też nie poszłam szukać ulgi sama– chciałam zobaczyć, co się będzie z nami działo dalej.

Trzeci tydzień

Dotyk, pojawił się między nami prawdziwy dotyk. Do tej pory każde dotknięcie mnie przez męża kończyło się wkładanem ręki w moje majtki. Nie znosiłam tego. Tak jakby nie potrafił być ze mną blisko bez seksu. Zresztą przyznał to. W jego domu nikt nikogo nie przytulał. Dotyk kojarzył mu nie z seksem. Uczyliśmy się, on się uczył, że bliskość nie musi oznaczać seksu.

Czwarty tydzień

Zasypialiśmy się i budziliśmy przytuleni. Otwarcie gadaliśmy o tym, że człowiek jest jednak dziwną istotą– pragniemy często tego, czego nie możemy mieć.

Piąty tydzień

Już raczej wiedzieliśmy, że tego nie przetrwamy. Wysyłaliśmy do siebie erotyczne wiadomości (nie pamiętam, kiedy robiliśmy to wcześniej, ale dawno), po raz pierwszy od wielu miesięcy mieliśmy ochotę na wspólną kąpiel. I zrobiliśmy to.

Szósty tydzień

Uzmysłowiliśmy się, że zapomnieliśmy co to jest prawdziwa gra wstępna, kuszenie. Kiedyś mój partner uwielbiał, jak dla niego tańczyłam, czy robiłam mu masaż. Dlaczego przestałam? Dlaczego on przestał? Na te pytania nie ma oczywiście łatwych odpowiedzi poza banalnym: bo się nie staraliśmy, nie chciało się nam.

Siódmy tydzień

Tak, zerwaliśmy te cholerną umowę. I mieliśmy świetny seks. Taki, jak kiedyś. Nie będę mówić, że wszystko zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo nie. Ale zmieniło się wiele. Nie używamy swoich ciał do odpuszczenia napięcia z pracy, czy z życia. Zaspokojenia się. Znów jesteśmy blisko. I pamiętamy o sobie.


Związek

„Musiałam przerwać mu pracę, nago przynieść drinka”. Cztery tygodnie gry erotycznej

Seksualnie
Seksualnie
10 stycznia 2022
kochanek doskonały
fot. KovacsAlex/iStock
 

„Wysyłam wam grę erotyczną do przetestowania” – rzuciła koleżanka z redakcji. „Grę erotyczną?”-  jęknął M, mój mąż. Red flag! Co się z nami stało? A nasz seks w każdym miejscu? W kinie? Na stacji benzynowej, w przebieralni, u znajomych? Nasze eksperymenty, które osoby bardziej tradycyjne przyprawiłyby o zawrót głowy?

Pieśń przeszłości. Pomiędzy nami wtedy, a nami teraz, stoi dziecko w wieku szkolnym, popsuty piec, coraz wyższe ceny gazu i wszystkiego, do tego pies i kot, które kochają się nam ładować do łóżka.

„Co?! Nie będziesz grał?” – żachnęłam się! Byłam gotowa rozpętać wojnę domową z argumentami: „Bo ty kiedyś, a teraz, bo ty już mnie nie pragniesz!”. „Zagram, spoko”, nagle zmienił front. Może też wiedział, że różnie między nami bywa z tym seksem i potrzebujemy bodźca?

Kilka dni później kurier przyniósł dwa eleganckie, nieduże pudełka. Jeden z blogerów zareklamował to tak: niebudzące podejrzeń pudełeczko, można je zabrać ze sobą wszędzie. Wszędzie, czyli pewnie na wyjazd ze znajomymi, czy na gorący weekend we dwoje. Obstawiłabym to drugie, choć to nie jest gra, którą da się skończyć w jeden wieczór. Rozgrywka trwa od ośmiu do szesnastu tygodni.

Pudełeczka dostałam dwa. „The lovers. Romantic” i „The lovers. Hardcore”. Jak można się domyślać, pierwsza wersja jest łagodniejsza, idealnie nadaje się dla pary, która dopiero się poznaje, jak i dla tych, którzy trochę zapomnieli, co to ogień w związku.

Zadanie pierwsze

Przyznaję, zanim zaczęliśmy grać, przejrzałam karty– podobno lepiej tego nie robić, bo ważny jest element zaskoczenia. To, na co zwróciłam uwagę, to naprawdę fajna grafika, choć czarno–biała, odpowiednio podkręcająca. Kart pod żadnym pozorem nie można tasować, ponieważ ułożone są w ustalonym porządku. Zadanie główne to misja. Do tego karty akcji (coś, co partner w nagrodę ma zrobić dla ciebie) lub joker (wtedy możecie zamienić się rolami w wykonaniu akcji).

Na początku ustalamy odgórnie czas na wykonanie misji.

„Jeden dzień?” – zastanawiam się głośno. „Zwariowałaś? Chociaż trzy, cztery dni” – słyszę. Nie mam czasu się kłócić, zgadzam się. Cała rozgrywka to osiem tur. W miesiąc się wyrobimy, choć twórca gry daje nam znacznie więcej czasu – osiem, a nawet szesnaście tygodni. Tu nie chodzi o tempo, a o zabawę, zaskoczenie, przyjemność.

Każde z nas dostaje swoją talię, a potem bierze z niej po trzy karty. Żadne nie może powiedzieć drugiej osobie, co wylosowało.

Moja pierwsza karta misji? Przygotować posiłek nago albo w bieliźnie, potem uprawiać seks na blacie kuchennym „Phi. Co to za łatwizna! Przecież już to robiłam nie raz. To jakieś zadanie dla seksualnych przedszkolaków” – śmieję się w duchu. Hmm, kiedy robiłam to ostatnio? Łapię się na tym, że nie pamiętam! A nie, pamiętam! Lata temu. Owocem takiej akcji jest nasza córka. Nie wierzę, że nie robię już takich rzeczy. I że mój umysł płata mi takie figle. Jestem beznadziejną kochanką, a wydaje mi się, że świetną. Żenada! Natychmiast chcę to naprawić. Muszę tylko pozbyć się córki z domu. Na szczęście chętnie idzie na noc do koleżanki (zupełnie nie wiem, jak ta gra może wyjść ludziom, którzy mają małe dzieci… na zdalnym nauczaniu na przykład).

Pierwszego dnia nie mam nastroju na seks, zresztą mąż zamówił jedzenie, drugiego siedzę i piszę teksty i nie mam głowy do erotycznych zabaw. Nadchodzi trzeci dzień. Czas się zebrać i pojechać na zakupy. W wyszukiwarce wpisuję hasło: „najbardziej podniecające potrawy”. „Co robisz?” – zagląda mi przez ramię mój facet. „Szukam pomysłu na kolację” – udaję, że wcale nie chodzi o jakieś zadanie. „O nie, nie, dziś ja urządzam wieczór”. „Ale ja muszę”,  mruczę. „Ja też muszę”-  uśmiecha się przekornie.

Okazuje się, że to było jego zadanie – przygotować piknik (jeśli to zima może być w domu), który kończy się seksem. I co powiem? Było super, ale to on zdobył punkty, nie ja. Przy następnej turze postanawiam zadziałać od razu.

the lovers

ekskluzywna gra erotyczna dla dwojga

Zadanie drugie

– Trochę za bardzo zwyczajne są te zadania, nie uważasz? – stwierdza wieczorem mój mąż.
– Przeglądałeś karty!

Tak, przeglądał. Wspólnie uznajemy, że ta pierwsza wersja, romantic, jest najlepsza dla par, które się dopiero poznają lub przeżywają kryzys w związku. Masaż stóp, wspólne wyjście zakończone seksem, przetestowanie erotycznego gadżetu…. Takie działania na pewno zbliżą, my mamy ochotę się zabawić.

Znów losujemy karty. Moja misja? Masturbować się i wysłać mu nagranie. Uśmiecham się, bo wiem, że kiedyś bardzo lubił, jak wysyłałam mu takie zdjęcia. Prawda jest taka, że pandemia mocno ograniczyła naszą erotyczną korespondencję. Gdy próbuję w historii rozmów znaleźć coś pikantnego, mam ochotę palnąć sobie w łeb, oj słabiutko. Piszemy do siebie: kup to, tamto, o zobacz, jaka fajna fota, jaki fajny tekst, kiedy wracasz, śpij kochanie. Śpij kochanie????? Tak właśnie napisał do mnie mój demon seksu dwa miesiące temu, kiedy wyjechałam bez niego – co to za nuda jakaś!

Podekscytowana przystępuję do zadania – czas znów obudzić ogień. Postanawiam trochę podkręcić atmosferę i mimo dość mroźnej temperatury, onanizuję się w samochodzie w środku lasu. Tak, kilka razy przebiega mi przez myśl, że jestem idiotką, że to robię, ale potem poddaję się atmosferze. Na koniec klikam „wyślij”. Odpowiedź przychodzi po dosłownie sekundzie: „Ale to zajebiste! Chcę cię teraz!”.

To jest gorący wieczór, bo partner po moim filmie porwał mnie, zanim zdążyłam dobrze zamknąć drzwi od domu. Znów plus – córka była u koleżanki.

Wieczorem oglądamy serial i zasypiamy. Rano mam ważne spotkanie do którego muszę się przygotować. Budzi mnie M., gmera przy mojej cipce. To straszne, ale mam ochotę go odepchnąć. Nienawidzę, jak ktoś mnie budzi w środku nocy. Jeszcze seksem? O nie! Sen to rzecz święta. Nie obwiniam się, zawsze tak miałam, nawet w fazie miodowej naszego związku.
Po chwili jednak myślę sobie, że raz w życiu się temu poddam, szczególnie, że M. robi to sprawnie, doskonale zna drogę do mojego orgazmu. I mam orgazm. I to szybko. I czuję mega ulgę, że nie muszę mu się odwdzięczać tym samym. Przecież to tylko i aż gra!

Oboje zyskaliśmy punkty.

Co ważne – karty akcji nie są obowiązkowe. Ale co to za zabawa bez nich? Wykonujesz misję? Nagrodą jest karta akcji. Partner robi coś dla siebie.

Zadanie trzecie i tak dalej

Kolejna misja jednak trochę mnie przeraża. Na szczęście mogę po prostu odmówić jej wykonania. Przyznaję – czekanie nago w obroży, z kitą (wymiennie z czymś długim i miękkim ) w pupie to jednak nie coś, co mnie kręci. Dużo bardziej kręci mnie podanie partnerowi drinka w seksownej bieliźnie. I robię to już następnego dnia… w południe. Cóż, home office.  I bardzo mnie kręci, że kiedy przychodzę z jego ulubioną whisky z lodem (o czternastej!) właśnie rozmawia z pracownikiem i zaczyna się jąkać. Cieszę się, że po tylu latach związku, i jednak nieidealnej figurze, wciąż jestem w stanie doprowadzić go do takiego wrzenia. Uprawiamy seks, choć na górze córka ma zdalne lekcje. Tak, kiedyś non stop robiłam mu takie akcje (oczywiście bez córki!). Dlaczego, do cholery, przestałam?

Jego zadanie? Przywiązać mnie do krzesła tak, żebym nie mogła się ruszać, podniecać mnie, a potem mocno przelecieć. No cóż, takie gierki już uwielbiam.

Nie chcę wam po kolei opowiadać, co jest kolejną misją, a co akcją. Ale słowo, jeśli gdzieś zapominacie o codziennym seksualnym szaleństwie, teraz sobie je przypomnicie.  A jeśli w nowej relacji nie macie jeszcze na tyle odwagi – karty zrobią to za was. Seks oralny w przebieralni w sklepie, przebieranki, jakie on lubi i jakie ty lubisz, spełnianie swoich fantazji. Zapewniam, że gra podkręca, zbliża, czasem po prostu jest fajną i dobrą zabawą. No bo my jednak trochę padliśmy z tej kity w pupie. Ale może się nie znamy i daleko nam do Greya. Na szczęście ta gra jest dla wszystkich, a ci co pragną bardzo mocnych eksperymentów i nie mają żadnych zahamowań, dostaną trzeci poziom: Pervert.

Dobrej zabawy!

The lovers gra

 


Związek

Co się dzieje z twoim ciałem, kiedy uprawiasz seks? 4 fazy, sporo zmian i korzyści

Seksualnie
Seksualnie
21 października 2021
fot. Smokhov/iStock

Zastanawiałaś się kiedyś, co dokładnie dzieje się z Twoim ciałem podczas gorących igraszek łóżkowych? Od dobrych (szczęśliwe hormony! zwiększona wrażliwość!) do niezbyt dobrych (na przykład zwiększone ryzyko infekcji dróg moczowych), oto cztery fazy i osiem rzeczy, które dzieją się podczas uprawiania seksu.

Cykl reakcji seksualnej

Cykl reakcji seksualnych to sposób, w jaki eksperci opisują, co dzieje się w twoim ciele, co sprawia, że ​​czujesz się i reagujesz tak a nie inaczej podczas seksu. Termin ten wymyślili w 1966 roku badacze seksu William Masters i Virginia Johnson. Zdefiniowali cztery etapy lub fazy tego cyklu.

  • Faza 1: Ekscytacja. Kiedy jesteś podekscytowana, twoje serce bije szybciej, a oddech staje się cięższy. Twoja skóra może się zaczerwienić. Więcej krwi napływa do twoich genitaliów. Łechtaczka puchnie, a penis zostaje wyprostowany. Sutki twardnieją i pochwa wilgotnieje. Mięśnie w całym ciele napinają się, zwiększając napięcie seksualne.
  • Faza 2: Plateau. Zmiany w twoim ciele nasilają się. Wzrasta oddech, bicie serca i ciśnienie krwi. Napięcie mięśni wzrasta jeszcze bardziej. Pochwa puchnie, a jej ściany przybierają ciemniejszy kolor. Łechtaczka staje się bardzo wrażliwa na dotyk. Jądra podciągają się w górę.
  • Faza 3: Orgazm. Podniecenie seksualne osiąga szczyt. Czujesz serię intensywnych skurczów mięśni, gdy twoje ciało uwalnia napięcie. Mięśnie pochwy i macicy kurczą się. Mięśnie u podstawy penisa napinają się i rozluźniają, uwalniając nasienie w wytrysku.
  • Faza 4: Relaks. Teraz, wydatkowane z nagromadzonej energii, twoje ciało powraca do stanu sprzed seksu. Twój oddech uspokaja się. Mięśnie się rozluźniają. Penis i pochwa wracają do pierwotnego rozmiaru i koloru. Możesz czuć się spokojna, usatysfakcjonowana lub zmęczona.

Ten czterofazowy cykl jest dość prostym sposobem na opisanie ludzkiej reakcji seksualnej. W rzeczywistości ludzkie ciała (i umysły) są wyjątkowe. Sposób, w jaki reagujemy na seks, nie zawsze da się włożyć do tych czterech szufladek. Po pierwsze, nie każdy akt seksualny prowadzi do orgazmu. Niektórzy ludzie uprawiają seks bez uczucia podniecenia. Inni mają wielokrotne orgazmy i nie osiągają fazy relaksu.

Model cyklu reakcji seksualnych został zaktualizowany na przestrzeni lat. Pod koniec lat 70. seksuolożka Helen Singer Kaplan, dr n. med., dodała do tego cyklu pożądanie. Jej zdaniem ludzie muszą być w nastroju i emocjonalnie gotowi na seks, aby się podniecić i mieć orgazm.

W 2001 roku dr Rosemary Basson, profesor medycyny seksualnej na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, stworzyła z tego modelu pętlę – dosłownie. Stworzyła okrągły model reakcji seksualnej. Jego głównym założeniem jest to, że ludzie uprawiają seks z wielu różnych powodów, nie tylko z podniecenia. A każda część cyklu nie musi odbywać się w ustalonej kolejności. Na przykład pragnienie może pojawić się dużo później. Natomiast orgazm nie jest jedyną nagrodą za seks. Możesz to zrobić z wielu innych powodów, takich jak zwiększenie intymności lub uszczęśliwienie partnera. „Tylko dlatego, że ktoś nie ma orgazmu, nie oznacza, że ​​nie odczuwa pewnego poziomu satysfakcji” – mówi Mark.

8 rzeczy, które dzieją się z twoim ciałem podczas seksu

  1. Uwalniane są hormony szczęścia. Seks stymuluje wydzielanie hormonów, takich jak oksytocyna, która sprawia, że czujesz się połączony z innymi i dopamina, która aktywuje mózgowy ośrodek nagrody. Rezultat: czujesz się usatysfakcjonowany i blisko swojego partnera.
  2.  Naczynia krwionośne rozszerzają się. Co powodują rozszerzone naczynia krwionośne? Twoja łechtaczka i srom stają się nabrzmiałe, podobnie jak naczynia w ścianie pochwy. To prowadzi do większej ilości wydzieliny i nawilżenia. Twoja twarz i klatka piersiowa również mogą się zarumienić.
  3. Stajesz się wyjątkowo czuła na dotyk. Twoje strefy erogenne, w tym sutki, uszy, szyja i okolice narządów płciowych, stają się wyjątkowo wrażliwe z powodu zwiększonego przepływu krwi i uwalniania neuroprzekaźników, wzmacniających czucie.
  4. Otwiera się droga dla bakterii. Podczas seksu bakterie z pochwy i odbytu mogą dostać się do cewki moczowej i namnażać się, prowadząc do infekcji dróg moczowych. Wskazówka: sikaj natychmiast po seksie, aby wypłukać bakterie.
  5. Spalasz (trochę) kalorii. Badanie opublikowane w „The New England Journal of Medicine” wykazało, że osoba o wadze 70 kg spaliłaby 21 kalorii w ciągu sześciu minut aktywności seksualnej. Zatem pół godziny seksu pomoże ci spalić około 100 kalorii.
  6. Twoje serce bije szybciej. Jak każda aktywność aerobowa, seks podnosi tętno. Jak pokazują badania, osiąga szczyt podczas orgazmu i wraca do stanu wyjściowego w ciągu 10 do 20 minut.
  7. Twoje mięśnie napinają się. Podczas orgazmu mięśnie dna miednicy mimowolnie się kurczą. Aktywne napinanie i rozprężanie tych mięśni podczas seksu może pomóc zwiększyć podniecenie i przyjemność. Ćwiczycie mięśnie Kegla?
  8. Czujesz się zrelaksowana. Orgazmy wywołują wzrost prolaktyny, uspokajającego hormonu, który osiąga najwyższy poziom, gdy śpimy.

Jaka jest twoja seksualna osobowość i kto do ciebie najlepiej pasuje? Sprawdź horoskop!