Psychologia

W jesień wchodzimy w kiepskich nastrojach. Psychiatrzy są zaniepokojeni kondycją Polaków

Media Room
Media Room
21 października 2021
fot. ipolonina/iStock
 

Pychiatrzy podkreślają, że coraz więcej osób zwraca się do nich po pomoc – przychodzą ze stanami lękowymi, zaburzeniami depresyjnymi i szeregiem powikłań psychiatryczno-neurologicznych po przebyciu COVID-u. 


W związku z ostatnimi doniesieniami medialnymi o zwiększającej się liczbie pacjentów u lekarzy psychiatrów i psychoterapeutów Centrum Terapii Dialog postanowiło zapytać reprezentatywną próbę 350 psychiatrów z całej Polski jaki jest aktualny stan psychiczny Polaków. Badanie przeprowadzono w dniach 25 – 29 września wśród lekarzy psychiatrów z całej Polski.

Zdecydowana większość z nich (aż 74,3 proc.) oceniła, że stan psychiczny Polaków jest obecnie gorszy niż 2 lata temu (przed wybuchem pandemii), podczas gdy 19,1 proc. stwierdziło, że „jest taki sam, ale obserwowałam/em przejściowe pogorszenie w czasie pandemii”, natomiast 2,9 proc. badanych wskazało, że stan ten jest „podobny jak 2 lata temu i nie zmieniał się znacznie w pandemii”. Tylko 1 proc. biorących udział w badaniu psychiatrów uznało, że stan psychiczny Polaków się poprawił.

Pogorszenie sytuacji w tym zakresie potwierdzają m.in. dane ZUS, z których wynika np., że w I połowie 2020 roku liczba zwolnień lekarskich w Polsce z powodu epizodu depresyjnego i zaburzeń depresyjnych nawracających wzrosła aż o 72 proc.!

Coraz więcej pacjentów w gabinetach

Psychiatrzy są poważnie zaniepokojeni kondycją psychiczną Polaków: ich zdaniem coraz więcej osób potrzebuje pomocy, a wielu stałych pacjentów, którzy byli w stabilnej poprawie, zaczęło zgłaszać pogorszenie samopoczucia. Według specjalistów przyczyniła się do tego pandemia wywołana przez nowego koronawirusa.

„Stan psychiczny Polaków jest znacznie gorszy – pacjentów jest znacznie więcej i ewidentnie jest to spowodowane pandemią, a mówią o tym sami zgłaszający się pacjenci. Przychodzą ze stanami lękowymi, zaburzeniami depresyjnymi i szeregiem powikłań psychiatryczno-neurologicznych po przebyciu COVID-u“ – napisał jeden z respondentów.

„Polacy bacznie obserwują rozwój pandemii, a śledzenie informacji o COVID-19 wpływa negatywnie na ich myślenie. Widać narastającą niepewność, poczucie bezradności wobec choroby, pojawiają się ciągle nowe wątpliwości, dotyczące badań naukowych nad wirusem”- zwraca uwagę inny.

Do gabinetów psychiatrów częściej niż kiedykolwiek przychodzą też pacjenci, u których po raz pierwszy w życiu pojawiły się zaburzenia psychiczne.

„Mam wielu nowych pacjentów z zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi, którzy przed pandemią nigdy wcześniej nie mieli kontaktu ani z psychiatrą, ani z psychologiem”- podkreśla jeden z badanych psychiatrów, a kolejny dodaje: „Obserwuję wyraźny napływ nowych pacjentów. Często wiążą oni pojawienie się objawów psychopatologicznych z sytuacją pandemii (obawy o zdrowie, bezpieczeństwo swoje i bliskich, utrata bliskich) i ograniczeń z niej wynikających.”

Niedobrze z dziećmi i z młodzieżą

Zaburzenia psychiczne w ostatnim czasie częściej dotykają też dzieci i młodzież. Na całym świecie jedno na siedmioro dzieci w wieku 10-19 lat doświadcza zaburzeń psychicznych. Połowa wszystkich takich zaburzeń zaczyna się w wieku 14 lat, ale większość jest niewykryta i nieleczona. Do pogorszenia sytuacji przyczyniła się izolacja społeczna w czasie, kiedy liczba zakażonych była najwyższa, zamknięcie szkół i brak spotkań z przyjaciółmi wywołały lęk i zaburzenie poczucia bezpieczeństwa.

Jeden z psychiatrów dzieci i młodzieży tak przedstawia swoje obserwacje: „Widzę gorszą kondycję moich pacjentów. Dzieci >>uwięzione<< w domach i ograniczone w poruszaniu się podczas kolejnych lockdownów nie czują się dobrze.”

Wiele osób młodych przeżywa tego rodzaju wydarzenia po raz pierwszy w swoim życiu.

„Dlatego zwrócenie uwagi na ich potrzeby, na sposób doświadczania aktualnej sytuacji, rzeczowa rozmowa, możliwość podzielenia się przez nieswoimi obawami i innymi emocjami są ważnym elementem wsparcia, które może i powinno być im udzielone przez odpowiedzialne osoby w ich otoczenia. Także dzieci w stopniu zależnym od wieku przyswajają informacje na temat bieżącej sytuacji. Rozumiejąca sposób przeżywania dziecka i uśmierzająca lęki rozmowa z rodzicami i innymi bliskimi osobami może im pomóc w spokojnym przejściu przez to doświadczenie” – czytamy w zaleceniach Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Pogarszające się finanse też mają wpływ

Psychiatrzy są zgodni co do tego, że Polacy zgłaszają pogorszenie samopoczucia także z tego powodu, że niekorzystnie zmieniła się ich sytuacja finansowa. „Pacjenci ponieśli duże konsekwencje finansowe i zawodowe związane z lockdownem, utratą pracy i płynności finansowej” – uważa jeden z badanych. Inny zaznacza: “Obserwuję znaczący wzrost zgłoszeń pacjentów z problemami wynikającymi z kryzysu finansowego wywołanego m.in. zwolnieniami grupowymi”. Obawa o zachowanie miejsc pracy to jeden z ważniejszych czynników przyczyniających się do pogorszenia samopoczucia pacjentów.

Częstsze hospitalizacje

Z badania wynika także, że wzrosła liczba interwencji kryzysowych, do których wzywani są psychiatrzy.

“Obserwuję natężenie zapotrzebowania na pomoc psychiatryczną, w tym pilną, częściej też kieruję pacjentów na pilną hospitalizacje z pierwszej wizyty” – zaznacza psychiatra biorący udział w ankiecie. Pacjenci docierają do lekarza często w ciężkim stanie, co powoduje konieczność leczenia szpitalnego. “Liczba hospitalizowanych pacjentów znacznie wzrosła”- podkreśla jeden z badanych.

Coraz gorzej z dostępnością psychiatrów

Trudno nie zauważyć, że dostępność do specjalistów zdrowia psychicznego ma obecnie kluczowe znaczenie, a ta niestety – jest dość ograniczona. Wystarczy wspomnieć, że według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce jest zaledwie 4082 lekarzy psychiatrów i 393 psychiatrów dziecięcych. To, że brakuje lekarzy specjalistów, psychiatrów w publicznej opiece wiadomo już od dawna. Jednak teraz ciężko jest się zapisać już także prywatnie.

Obecnie na wizytę w poradni zdrowia psychicznego w ramach NFZ trzeba czekać 3,6 miesiąca.

“Psychiatrzy starają się dawać z siebie wszystko, aby mierzyć się z pogorszeniem stanu psychicznego wśród Polaków. Niestety walka ta jest nierówna, bo potrzeby pacjentów rosną, a wirus dalej się szerzy” – czytamy w raporcie z badania.

„Jako profesjonaliści zdrowia psychicznego rozumiemy wystąpienie lęku u wielu osób, znamy mechanizmy jego pojawienia się i rozprzestrzeniania. Lęk także może przenosić się z osoby na osobę analogicznie jak wirus. Wiemy także, że odczuwany lęk może pozostać pod kontrolą lub wymykać się racjonalnej kontroli. W związku z tym apelujemy o podjęcie wszelkich działań zapobiegających zarówno rozprzestrzenianiu się wirusa wywołującego COVID jak i wszelkich działań zapobiegających rozpowszechnianiu się niekontrolowanych lęków negatywnie wpływających na nas wszystkich” – namawiają specjaliści.

“Nie można się poddawać. Chcę apelować do Polaków, aby już przy pierwszych, niepokojących objawach zgłaszali się do psychiatry na wizytę, a potem stosowali się do zaleceń lekarskich. Wiemy, jak skutecznie leczyć zaburzenia i choroby psychiczne i możemy realnie pomóc każdemu pacjentowi” – namawia prof. Marek Jarema, psychiatra z Centrum Terapii Dialog.

Gdzie szukać pomocy w kryzysie psychicznym

Na koniec warto przypomnieć, że w Polsce działa też wiele wiele organizacji pozarządowych i różnego rodzaju instytucji pomocowych, które udzielają osobom potrzebującym bezpłatnego, fachowego wsparcia psychologicznego. Konkretne namiary, a także wiele praktycznych porad dotyczących radzenia sobie ze stresem, lękiem czy też poważniejszym kryzysem psychicznym można znaleźć m.in. na poniższych stronach internetowych:

  • Linia Wsparcia
  • Życie Warte jest Rozmowy
  • Pokonać Kryzys
  • Wsparcie psychologiczne w czasie pandemii

Źródła:

  • Wyniki sondażu przeprowadzonego wśród 350 lekarzy psychiatrów z całej Polski w dniach 25 – 29 września przez Centrum Terapii Dialog.
  • WHO
  • Zalecenia Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego

Artykuł w Medycynie Praktycznej

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl


Psychologia

Gotu kola (wąkrota azjatycka) wzmacnia pamięć, łagodzi lęki, przywraca równowagę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 października 2021
Gotu kola (wąkrota azjatycka)
Fot. iStock
 

Gotu kola, znana również pod nazwą wąkroty azjatyckiej, to roślina doceniana od tysięcy lat. Wykorzystuje się ją do wzmacniania pamięci, łagodzenia stresu i lęku, niwelowania uczucia napięcia. Określa się ją mianem rośliny długowieczności. Wąkrota uznawana jest za jeden z adaptogenów, czyli roślin wpływających normalizująco na działanie organizmu człowieka, bez jego pobudzania czy hamowania reakcji. Co warto wiedzieć o gotu kola?

Gotu kola (łac. Centella asiatica), znana również jako wąkrota azjatycka, należy do rodziny baldaszkowatych Umbelliferae. Naturalnie porasta tereny tropikalne i subtropikalne. Wąkrota jest rośliną o znacznym potencjale zdrowotnym, a surowiec zielarski stanowi cała roślina. Już Ajurweda, czyli tradycyjna indyjska medycyna tradycyjna propagująca zachowywanie równowagi między duchem, ciałem, umysłem i zmysłami, doceniła wpływ wąkroty na zdrowie.

Gotu kola (wąkrota azjatycka)

Fot. iStoc

Gotu kola — wpływ na zdrowie

Jej zalety wynikają z obecności substancji, jakie można w niej znaleźć. Gotu kola w swoim składzie zawiera liczne pentacykliczne saponiny triterpenowe, związki poliacetylenowe, monoterpeny, flawonoidy, seskwiterpeny, cukry – głównie glukoza oraz ramnoza, witaminy A, C, E, K oraz magnez. Jaki wpływ ma wąkrota na organizm człowieka?

Gotu kola na lepszą pamięć

Wąkrota jest naturalnym specyfikiem wzmacniającym pamięć, proces kojarzenia i koncentrację. Wpływa ona na uwalnianie białka pobudzającego proces neurogenezy, czyli tworzenia nowych komórek w mózgu. Gotu kola poprawia również komunikację między komórkami mózgowymi, zwiększa plastyczność mózgu. Obniża wpływ stresu, lęku i napięcia emocjonalnego na codzienne funkcjonowanie. Zwiększa motywację do działania, odsuwa uczucie znużenia. Wąkrota jest chętnie stosowana przez osoby cierpiące na choroby neurodegeneracyjne i zespoły otępienne wynikające z podeszłego wieku (choroba Alzheimera) oraz zagrożonych utratą zdolności poznawczych.

Na ukojenie nerwów

Gotu kola działa uspokajająco, przeciwbólowo i przeciwdrgawkowo, działając podobnie łagodnych leków uspokajających. Łagodzi stres, wspiera głęboki, regenerujący sen, zmniejsza  napady lękowe.

Gotu kola chroni układ krążenia

Wyciągi z wąkroty są często stosowane przez pacjentów z przewlekłą niewydolnością żylną oraz nadciśnieniem. Roślina wywiera wpływ na ochronę śródbłonka naczyń krwionośnych, poprawiają ich napięcie i elastyczność. Ponadto wąkrota chroni przed tworzeniem się zakrzepów krwi dzięki właściwościom antyagregacyjnym płytek krwi.

Gotu kola (wąkrota azjatycka)

Fot. iStock

Ekstrakt z gotu kola na cukrzycę

Badacze wąkroty wzięli pod lupę jej potencjale zdolności do zapobiegania rozwoju cukrzycy. Wiadomo, że gotu kola może łagodzić objawy cukrzycy oraz wspierać utrzymywanie właściwego poziomu glikemii. Wskazują na to badania przeprowadzone na szczurach. Gryzoniom podawano wyciąg z C. asiatica, który spowodował blokowanie wzrostu hemoglobiny glikowanej (HbA1C), wykorzystywanej jako wskaźnik do monitorowania terapii cukrzycy.

Zwalcza bakterie

Wąkrota wykazuje działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze oraz przeciwzapalne. Znany jest jej wpływ na hamowanie rozwoju szczepów bakterii Escherichia coliBacillus megateriumXanthomonas campestris oraz grzybów Aspergillus nigerAspergillus parasiticusCandida albicansFusarium solani oraz Colletrichum musae.

Wąkrota leczy rany

Terpeny obecne w gotu kola wspierają proces regeneracji naskórka i leczenia ran, poprawiają elastyczność skóry, wspierają przepływ krwi przez tkanki otaczające ranę. Wyciągi z tej rośliny można znaleźć w różnych preparatach do pielęgnacji skóry. Stosowane są do wspierania leczenia oparzeń, zmian łuszczycowych, do skóry pokrytej bliznami.

Ponadto warto wspomnieć, że wąkrota jest rośliną moczopędną. Jej spożywanie może wspierać usuwanie wraz z moczem toksyn z organizmu. Nie tylko ułatwia pracę nerek, ale pozwala uniknąć dokuczliwych obrzęków.

Gotu kola (wąkrota azjatycka)

Fot. iStock

Dawkowanie wąkroty

Napary z suszonego ziela wąkroty przygotowuje się z 1-2 łyżeczek suszu zalanego  ⅔ szklanki gorącej wody. Po upływie od 10 do 15 minut można pić napar. Tabletki oraz sproszkowaną roślinę można spożywać zgodnie ze wskazaniem producenta preparatu. Ponadto wąkrotę można stosować w formie przemywania lub okładów, dla lepszego gojenia się ran i przyspieszenia wchłaniania się krwiaków.

Należy także pamiętać, że w przypadku stosowania leków, chęć stosowania preparatów na bazie wąkroty należy najpierw skonsultować z lekarzem. Możliwe są interakcje między nimi, polegające na nasileniu lub zahamowaniu działania substancji czynnych w lekach. Nie zbadano wpływu tej rośliny na organizm kobiet ciężarnych. Nie zaleca się także suplementacji tą rośliną podczas karmienia piersią oraz u dzieci.

Alergia na gotu kola 

Mimo że spożywanie i stosowanie zewnętrznie preparatów z wąkrotą raczej nie niesie ze sobą ryzyka poważnych skutków ubocznych, to mogą się pojawiać objawy alergii na tę roślinę. Spożywanie dużych ilości wąkroty może powodować uczucie pieczenia w przełyku oraz wysypki skórne. Niektóre źródła do listy skutków niepożądanych dodają również bóle głowy, nudności i wymioty.


źródło:  dietetycy.org.pl 

Psychologia

Katarzyna Miller: Moja lekcja na życie, którą polecam innym babom jest taka, by nie mieć szczególnych oczekiwań

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
21 października 2021

– Jesteśmy rozdarte pomiędzy nieoczekiwaniem niczego – „cokolwiek się trafi, to biorę”, a oczekiwaniem wszystkiego – „on musi być ideałem”. Przy czym to się czasami dzieje w tych samych kobietach. Tak zostałyśmy wychowane przez pokolenia matek i babek. Nie nauczyły nas kilku bardzo ważnych rzeczy, bo same ich nie umiały. Po pierwsze: nie nauczyły, by cieszyć się z siebie. Po drugie: wmówiły nam, że tę radość życia da nam dopiero mężczyzna. Po trzecie: powtarzały, że mamy się tak zachowywać, żeby on zawsze był z nas zadowolony. Bo jak tego nie będzie, to nasza wina. Za to teraz dowiedziałyśmy się, że mamy prawo wiele oczekiwać od facetów. Nawet niektóre z nas uważają, że muszą dostać wszystko, bo jak nie, to on jest do dupy. Nie umiemy najważniejszej rzeczy – cieszyć się, z tego, co mamy i być z życia zadowolone – mówi Katarzyna Miller, psycholożka i psychoterapeutka, współautorka, z Suzan Giżyńską książki, „Znaleźć faceta i nie zwariować”, która właśnie ukazuje się nakładem wydawnictwa Rebis.

Dlaczego kobiety wariują, kiedy nie potrafią znaleźć sobie partnera?

– Tylko niektóre wariują (śmiech). Te, które tak robią, mówią: „Nie mam faceta, nie mam jak żyć”. To ja pytam: „Co pani robi codziennie? Wstaje pani, je śniadanie, idzie do pracy, robi zakupy, spotyka ze znajomymi. Przecież pani żyje”. One wtedy odpowiadają: „Tak, ale co to za życie?!”. Smutne to, że kobietom wmówiono, że życie bez mężczyzny jest nic niewarte. I niektóre w to uwierzyły.

Dla wielu kobiet znalezienie partnera staje się sprawą priorytetową i są gotowe do przystosowania się do wszystkich męskich wymagań. Dlaczego tak usilnie szukamy miłości?

– Od niepamiętanych czasów kobiety musiały mieć partnera, bo bez niego niespecjalnie mogły funkcjonować. Teraz już możemy, ale jesteśmy przyzwyczajone do tego, że zwala się na nas odpowiedzialność nie tylko za dzieci i dom, ale też za związek. Jeżeli zawsze nas delegowano do odpowiedzialności za stan nastrojów i ducha całej rodziny, to nic dziwnego, że mamy poczucie ciężaru. Jednocześnie pojawia się iluzja, że jak się z kimś złączymy, to ten ciężar będzie lżejszy. Kobiety wierzą, że miłość wszystko uleczy, ponieważ wtłaczano w nas romantyczne wyobrażenia, by osłodzić nam życie, wynagrodzić ciężką pracę i żeby nas zwieść.

Po co kobietom facet za wszelką cenę?

– Niektóre chcą go mieć, bo pragną dzieci i rodziny. Inne próbują podnieść poczucie własnej wartości, bo jak wybierze je facet, to znaczy że są chciane i wyjątkowe, lepsze od tych samotnych i pominiętych. To jest myślenie kobiet patriarchalnych. Kompletnie bez sensu, bo przecież można być piękną i mądrą kobietą, która nie chce wychodzić za mąż albo nie chce mieć dzieci. Ale stereotyp i przyzwyczajenie to ogromna siła, to przekaz, który idzie z pokolenia na pokolenie, że trzeba się z kimś związać, żeby „być w porządku”. Nie odpuściłyśmy tradycyjnych wymagań, a dołożyłyśmy do nich nowe. Tak się stało między innymi dlatego, że przez wieki kobiety nie mogły mieć tych oczekiwań zbyt wiele. Weźmy na przykład potrzeby seksualne. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu żony nie nastawiały się na udane życie erotyczne. Żona miała trzymać klucze do spiżarni lub kredensu, rządzić służbą i decydować w sprawach domowych. A jeśli tej służby nie miała, to musiała sama radzić sobie na gospodarstwie. Dziś kobiety odkryły, czym jest przyjemność erotyczna, wiedzą, co to orgazm i go pragną. Szukają więc partnerów, którzy im to zapewnią.

Ale żeby tylko chodziło o seks! My jeszcze chcemy, by partnerzy zarabiali, by byli wobec nas czuli, dobrze się ubrali, zachowywali się romantycznie i szarmancko, i jeszcze, by umieli zajmować się z zaangażowaniem dziećmi…

– … z jednej strony chcemy, by partner nas słuchał, a jednocześnie, by miał swoje zdanie. By był silny i delikatny. By podobał się naszym przyjaciółkom, ale ich nie podrywał. By był bogaty, ale jednak nieskąpy itd. i itp…

Dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że taki zestaw cech jest niemożliwy do „zgromadzenia” w jednym egzemplarzu?

– Jesteśmy rozdarte pomiędzy nieoczekiwaniem niczego – „cokolwiek się trafi, to biorę”, a oczekiwaniem wszystkiego – „on musi być ideałem”. Przy czym to się czasami dzieje w tych samych kobietach. Tak zostałyśmy wychowane przez pokolenia matek i babek. Nie nauczyły nas kilku bardzo ważnych rzeczy, bo same ich nie umiały. Po pierwsze: nie nauczyły, by cieszyć się z siebie. Po drugie: wmówiły nam, że tę radość życia da nam dopiero mężczyzna. Po trzecie: powtarzały, że mamy się tak zachowywać, żeby on zawsze był z nas zadowolony. Bo jak tego nie będzie, to nasza wina.

Za to teraz dowiedziałyśmy się, że mamy prawo oczekiwać bardzo wiele od facetów. Nawet niektóre z nas uważają, że muszą dostać wszystko, bo jak nie, to on jest do dupy. Nie umiemy najważniejszej rzeczy – cieszyć się, z tego, co mamy i być z życia zadowolone.

Kiedy patrzę na te najbardziej udane związki moich przyjaciółek, widzę, że one idą na poważne kompromisy. Jednej mąż nie jest inteligentem pierwszej wody. Drugi beznadziejnie się ubiera. Trzeci jest leniwy. A jednak one, choć widzą te defekty, są z nimi szczęśliwe.

– To ważna umiejętność. Ja miałam zły przykład w domu, bo moja mama, jak bardzo wiele kobiet, miała fajnego faceta w postaci mojego taty, ale go nie doceniała. A przecież mogła dostrzec, ile ten człowiek miał w sobie ciepła, spokoju, inteligencji, był też bardzo lubiany przez ludzi. Natomiast mama bez przerwy miała ojcu coś za złe. Ja tatę bardzo doceniałam, ale nasiąknęłam fochami mamy. Dlatego w dorosłym życiu musiałam nad sobą trochę popracować, bo przekaz od niej był taki, że wobec mężczyzny ma się prawo do pretensji.

Na szczęście dotarło do mnie, że jak będę miała pretensje do każdego faceta, to nie stworzę szczęśliwego związku. Moja lekcja na życie, którą polecam innym babom, jest taka, by nie mieć szczególnych oczekiwań. Więc myślę tak: „Jak coś dostaję, to super. A jak nie dostaję, to trudno! A cała reszta zależy ode mnie. To jest moje życie! Ja sobie je buduję!”

Kobiety pragną, by mężczyzna im skompensował wszystkie nieszczęścia, których doznały nie tylko w poprzednich związkach, ale także od swoich rodziców. I co wtedy?

– To prawdziwy problem. Jeśli te kobiety mają jeszcze braci, to widziały, jak oni dużo dostali w domu. Potem w dorosłym życiu one oddają siebie – mężowi, dzieciom i czekają na pochwałę, aprobatę, rodzaj wyrównania, bo chcą poczuć, że ich poświęcenie ma sens. Mówię im: „Przecież nikt wam nie dziękuje. Kompletnie nie opłaca się poświęcać ani oddawać swojego samopoczucia w czyjeś ręce. Oczywiście, że ludzie są nam potrzebni do szczęśliwego życia: partner, przyjaciółki, dzieci, znajomi. Jasne, że tak! Są potrzebni, ale od nich nasze szczęście nie zależy! To nie jest tak, że nagle bez nich będziemy jak wydmuszki.

My kobiety dużo dziś pracujemy, jesteśmy piękne, wiele umiemy, tylko mamy poczucie, że nic nie dostajemy w zamian. Chociaż mogłybyśmy zobaczyć, ile dostałyśmy od życia. A facet to nie całe życie! I wtedy pretensje typu: „Ja tobie tyle daję, a ty nic dla mnie nie robisz”, ujawniają wewnętrzną pustkę, której mężczyzna nie zapełni.

Jak postępują szczęśliwe i bardziej świadome siebie singielki?

– Mówią: „Wolę być sama niż z kimś, kto mi nie odpowiada. Moje życie nie polega na tym, że mam koniecznie być z kimś. Ono polega na moim działaniu – na tym, co robię, co lubię, że mam przyjaciół, kochanków i chodzę na fajne spotkania i do ciekawej pracy”. To są kobiety, które biorą za siebie odpowiedzialność i mają z tego satysfakcję. Natomiast wiele bab, choćby mogły, nie daje sobie prawa do tego, by mieć własne zdanie, być asertywne i wymagać. By pytać siebie, czego naprawdę chcą. Wydaje im się, że chcą faceta, który wszystko załatwi.

Czym różnią się pretensje od wymagań?

– Ważne pytanie, bo wiele kobiet ma do swoich partnerów sporo pretensji. Pretensje to jest wiercenie komuś dziury w brzuchu, że nie jest taki, jak nasze marzenie o nim. Lepiej facetowi powiedzieć „Słuchaj kochany, jest mi potrzebne… to i tamto. Będę bardzo wdzięczna, jak dla mnie to zrobisz. Opłaci ci się!”. Mówię dziewczynom, że jeśli będą prosić wprost, to więcej dostaną. A kobiety wolą milczeć i czekać aż facet się domyśli. Niech pani zwróci uwagę, ile tu mamy paradoksów. Tak strasznie dużo chcemy od partnerów, bo tak dużo im dajemy. Ja pytam: „Dlaczego się tak dla nich poświęcacie, przecież mężczyźni przeważnie się nie poświęcają… Większość panów chce sobie ułożyć względnie wygodne życie i dają sobie do tego prawo. A wy nie!”.

W książce rozmawiacie panie też o tym, że my kobiety dziś musimy pogodzić się z tym, że nasz partner nie da nam wszystkiego, o czym marzymy i że to jest okej.

– Zawsze musiałyśmy się z tym godzić, tylko że teraz mamy na to mniej zgody. A warto, żebyśmy zmądrzały i gdy mamy partnera, który zaspakaja nasze potrzeby w 60%, a jednak decydujemy się z nim być, to doceńmy te 60%. Jeśli mąż nie zarabia dużo, ale jest złotą rączką, to przecież masz jakąś oszczędność. Jeśli ukochany nie jest zainteresowany rozwojem intelektualnym, to już pewnie zawsze będzie zawsze taki. Ale może dzięki temu masz stabilność i pewność, że kocha. Pozostałe 40% znajdź sobie na zewnątrz: wśród przyjaciół na przykład. Poskładaj te 40% z innych ludzi! To wcale nie musi oznaczać zdrady w sensie fizycznym. Możesz na spacery chodzić z psem, a nie chłopakiem. Do teatru z przyjaciółką. Do kina z synem. Nie zawłaszczajmy tak partnerów, nie mamy do tego prawa. Nikt nie jest niczyją własnością.

Miałabym jednak trudność, gdyby mój facet powiedział, że wybiera się z przyjaciółką na ściankę wspinaczkową, za czym ja nie przepadam.

– Stereotypy rodzą nieufność i nietolerancję. Bo jak facet jest ogarnięty, to czemu nie miałby spędzić czasu z inną kobietą. Mój partner nie jest człowiekiem towarzyskim. Na początku związku jednak próbowałam ciągać go ze sobą na różne bankiety. Ale on mnie szybko tego oduczył. Dlaczego ja mam namawiać na imprezki człowieka, który tego nie lubi? To jest tak, jakby on przywiązał mnie siłą do siedzenia w domu.

Mój mężczyzna mówi więc: „Jak chcesz, to idź. Potem się z przyjemnością spotkamy”. On ma swoje atrakcje, a ja mam swoje i wracając do pani pytania, on czasem też chodzi do kina lub na spacer z naszymi koleżankami i ja nie mam z tym problemu.

Rozumiem, że pani też znalazła inną osobę do chodzenia na bankiety?

– A pewnie. Czasem mój partner pyta: „Znowu z Jurkiem idziesz do opery?”. A ja na to: „Tak, znowu z Jurkiem”. Przecież ja z Jurkiem nie chodzę do łóżka, bo my się na to w ogóle nie umawiamy. Chcę po prostu mieć ludzi do różnych rzeczy. Jedni są fajni do tego, by pogadać, a inni, by podróżować.

Mówi też pani w książce, że związek nie musi być jeden i na całe życie. Dlaczego?

– Dlatego, że człowiek zmienia się i wcale nie wiadomo, czy chłopak, z którym spotykałam się na studiach, nie pójdzie zupełnie inną drogą. Czasem te nasze drogi po prostu się rozchodzą i wcale nie mówię, która z nich jest lepsza, czy twoja, czy jego. Po prostu jest inna. I to rozstanie nie musi być od razu dramatem, gdy oboje dojdziecie do wniosku, że już nie ma fascynacji, że interesują was zupełnie inne sprawy. Kochana, my coraz dłużej żyjemy, dlatego mamy więcej związków. Dziś świat się bardzo zmienia i bliskość można osiągać na różne sposoby.

Chce pani powiedzieć, że jak teraz nie mam chłopaka, to powinnam cieszyć się z tego, że mam kolegę, z którym rozmawiam na ciekawe tematy i jeszcze innego, z którym chodzę w góry?

– A pewnie, wcale nie musi chodzić o seks. Różnorodność to jest bogactwo. Tylko trzeba mieć w sobie otwartość, tolerancję, ciekawość i serdeczność. Takich kolegów pani może potraktować, jak prezent od losu.

Co ma zrobić kobieta, która ciągle trafia na nieodpowiednich facetów: takich, co biją, piją i nie pracują?

– To są niezwykle poważne sprawy i oznaczają, że ta kobieta została wychowana w strasznej rodzinie, w której nauczono ją wytrzymywać WSZYSTKO. Dlatego powinna na terapii zająć się „reperacją” swojego zatłuczonego lub zahukanego poczucia niższości. Poznać i zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem. Smutne, że przychodzą do mnie kobiety piękne, zadbane, zamożne, ciekawe, a opowiadają, że ciągle spotykają łajdaków.

Na koniec chciałam spytać o afirmacje, do których też namawiacie w książce. Czy pani w nie wierzy?

– Używam i uczę ich. Afirmacja to nie jest jednak panaceum na wszystko, jak niektórzy próbują wmawiać, ale jest przydatna. Chodzi o to, by w swojej głowie tak poprzestawiać myśli, by być dla siebie bardziej życzliwym, uczyć się na błędach, wybaczać je sobie i wręcz polubić je. Mamy w głowie mnóstwo negatywnych myśli i same siebie oceniamy. Niedawno rozmawiałam z dziewczyną, która wyznała, że w nowej grupie towarzyskiej jeden z kolegów powiedział jej, że srogo wygląda. A ona się tym bardzo przejęła. Powiedziałam: „Kochana, a może byłaś zamyślona? Może on chciał cię zaczepić? Albo sam ma taki problem ze sobą? Albo chciał, byś mu zaprzeczyła?

Najprawdopodobniej wcale nie chodziło o to, że ty jesteś jakaś niefajna. Temu człowiekowi mogło chodzić o bardzo różne rzeczy. A przede wszystkim, jak ktoś mówi ci coś takiego, to najprawdopodobniej mówi bardziej o sobie, niż o tobie. Gadałyśmy, oglądałyśmy tę sytuację z różnych stron i ona powiedziała: „Spokojnie! Teraz wiem, o co w tym wszystkim chodzi”.

Jak praktykować takie afirmacje?

– Najlepiej robić to pisemnie. W Internecie i mojej książce jest instrukcja.

A co pani teraz sobie afirmuje?

– Co jakiś czas różne rzeczy. Ostatnio spokój wewnętrzny, bo złapałam się na tym, że miewam do siebie czasem pretensje lub żal. Tu stosuję taką procedurę, że najpierw siebie chwalę, że w ogóle się na tym złapałam. Potem siebie za to przepraszam. Następnie sprawdzam, czy wewnątrz siebie przyjęłam te przeprosiny i jeśli nie, to powtarzam do momentu, aż je przyjmę. A potem zamieniam tę negatywną myśl na co najmniej pięć pozytywnych. Bo chcę siebie traktować przecież serdecznie. Dzieci, które są przytulane, nazywane skarbami i cudami, rosną w siłę. Wywaliłaś się? O jaka dzielna! Rozlałaś wodę? Nie szkodzi. Stłukłaś coś? A to przecież stary garnuszek był. Jeśli będziemy siebie tak traktowały, to będzie super.

Oczywiście nie chcę powiedzieć, że mamy to wszystko robić, by osiągnąć stan, w którym nie będziemy potrzebowały mężczyzn. Jasne, że mamy ich kochać, podziwiać, podniecać się nimi, rozumieć ich. Ale zazwyczaj nie rozumiemy ich w ogóle i traktujemy tak, jakby to oni mieli nas „dokochać”. Tak mocno, byśmy same siebie kochać już nie potrzebowały. Oni są nam oczywiście potrzebni. Tyle że my jesteśmy sobie potrzebne najbardziej.


Zobacz także

Cztery strategie na zadowolenie z życia. Nie ma innych, odstaw poradniki

Patologia to nie kurtka z sieciówki i starannie dobrany podkład… Bo czy przemocowy ojciec rozmawiałby z dziećmi tak, jak on?

Jak stać się lepszą wersją siebie samego? I czy jest to nam w ogóle potrzebne?