Psychologia

Nie kocham tak mocno, jak „prawdziwa” mama? Dość z tym idiotycznym poczuciem winy

Redakcja
Redakcja
21 grudnia 2021
fot. YazolinoGirl/iStock
 

Nic tak naprawdę nie jest w stanie przygotować Cię do rodzicielstwa. A kiedy jesteś introwertykiem, nic na świecie nie przygotuje cię na nieustanną walkę, z jaką będziesz musiała się mierzyć między byciem „dla kogoś” przez cały dzień, a wymyśleniem, jak wykraść dla siebie trochę samotności. Introwertycy potrzebują czasu w samotności, aby się zregenerować, ale jako introwertyczne mamy, czas w samotności to często ostatnia rzecz, jaką mamy. Wszyscy wiemy, że bycie rodzicem oznacza, że nasza miłość do samotności będzie stale poddawana kwestionowaniu, ale dla introwertycznych matek to jeszcze trudniejsze. 

Jako matki musimy się uwolnić się od tego, że nie jesteśmy idealne. Jako introwertyczne matki, poczucie winy mamy dziesięciokrotnie większe, ponieważ pragniemy więcej czasu dla samotności niż nasze ekstrawertyczne odpowiedniczki. Społeczeństwo mówi nam, że musimy cieszyć się każdą chwilą z naszymi dziećmi, ale wiele introwertycznych matek ma z tym trudności. Po prostu wiedz, że dobrze jest chcieć czasu sam na sam ze sobą – w końcu potrzebujemy go, aby być najlepszą mamą, jaką możemy być.

Dowiedziałem się, że jestem introwertyczką, kiedy byłam w liceum i zrobiłam test osobowości. Ale dopiero, gdy zostałam mamą, naprawdę uderzyło mnie to, jak bardzo to na mnie wpłynęło. Do tego momentu, szkoła i studia, ślub i moja pierwsza praca, były zdecydowanie wyczerpującymi doświadczeniami, ale nadal mogłam poradzić sobie ze stresem i dostać to, czego potrzebowałam. A potem nagle okazało się, że macierzyństwo nie daje szansy na znalezienie czasu dla siebie. Wtedy to naprawdę zaczęło mieć na mnie wpływ, ale nie wiem, czy potrafiłam wskazać problem. Po prostu wiedziałam, że czuję się zestresowana, napięta, wyczerpana i sfrustrowana – czasami zła. Myślałam: po prostu jestem złą mamą, nie daję rady. To oczywiście ogromny wyzwalacz poczucia winy, zwłaszcza gdy marzyłaś o byciu mamą i jest to coś, czego naprawdę chciałaś.

Jestem introwertyczką, ale to nie znaczy, że… Oto 15 rzeczy, których nie rozumiecie i nie akceptujecie w introwertykach

Czuję, że gdybym naprawdę rozumiała, co to znaczy być introwertykiem, zanim zostałam mamą, zmieniłoby to diametralnie moje podejście do macierzyństwa i nie musiałabym przechodzić przez bolesne doświadczenie odkrywania swojego „ja” i oszczędziłabym sobie prób osadzenia się w trudnej dla mnie, osobowościowo, rzeczywistości.

Jakie wyzwania stoją przed mamą-introwertyczką?

  • Hałas, chaos i konieczność bycia z ludźmi przez cały czas i to z ludźmi, którzy tak bardzo cały czas cię potrzebują. I nie są w miejscu, w którym koniecznie oddają i przyczyniają się do związku. Na początku macierzyństwa to bardzo jednostronne.
  • Gdy np. trójka dzieci jest w tak podobnym wieku, że tworzyła zespół i pomagała sobie nawzajem. Zawsze mieli towarzysza zabaw. Mama, która ma tylko jedno dziecko, jeśli to dziecko jest ekstrawertykiem, może mieć trudniej, bo dziecko zawsze będzie domagać się uwagi.
  • Oczywiście posiadanie większej liczby dzieci oznacza większy hałas, ale to był kompromis, na który chyba warto pójść.
  • Pod koniec dnia introwertyczna mama nie będzie chciała wychodzić, nawet z bliską przyjaciółką lub zrobić coś, co może być opiekuńczym, satysfakcjonującym doświadczeniem, ponieważ jest po prostu tak wyczerpana, że nie jest w stanie. Zdarzało się, że zmuszałam się do wyjścia pod koniec dnia, choć nie miałam energii, a czasami to była naprawdę najlepsza rzecz, jaką mogłam dla siebie zrobić.

Miałam może dwie lub trzy bliskie przyjaciółki. Gadałyśmy na mesengerze, whatsupp, skype. Żadne telefony, o nie. W końcu jestem introwertyczką.

To, co naprawdę chciałabym, żeby introwertyczne mamy zrozumiały, to to, że kiedy zadbamy o siebie i damy sobie wystarczająco dużo czasu na bycie sam na sam z sobą, będziemy naprawdę dobrymi mamami. Kiedy mama zacznie sobie naprawdę uświadamiać, jaka jest, poczucie winy zniknie. Skończmy z obrazem introwertycznej mamy, zamkniętej w łazience.

Oto 14 rzeczy, które zrozumieją tylko introwertyczne matki

1. Ciąża to moment, w którym naprawdę zaczyna się inwazja na twoją prywatność

Kiedy jesteś w ciąży, ludzie chcą z tobą o tym rozmawiać… cały czas. A jeśli wpadniesz na inne matki? Wtedy jest prawie gwarantowane, że podzielą się z tobą szczegółami, o których nigdy nie rozmawiałbyś z kimś, kogo ledwo znasz – na przykład wypróżnienia, obrazowe historie porodowe i jeszcze bardziej obrazowe próby i kłopoty związane z karmieniem piersią. Nie wspominając już o niezręczności, jaką czujemy, gdy nasze ciała pełnią funkcję naczynia przez następne dziewięć miesięcy.

2. Introwertyczne mamy czują się niezręcznie, prosząc o pomoc

Mamy tendencję do bycia samowystarczalnymi i rozpoczynanie drogi rodzicielskiej często oznacza poleganie na pomocy innych. Spójrzmy prawdzie w oczy, kiedy w środku nocy wody odpływają i musimy obudzić naszego partnera, tylko my poczujemy się trochę źle z powodu zakłócenia jego snu. Nawet jeśli tylko na chwilę.

3. Mimo że kochamy nasze rodziny, oznacza to, że zawsze jest ktoś wokół nas

Zapomnij o długich okresach samotności, których doświadczyłaś, zanim zostałaś introwertyczną mamą. Jedną z rzeczy związanych z rodzicielstwem, które ludzie często zapominają ci powiedzieć, jest to, że dzieci są z tobą przez cały czas. Podobnie jak twój partner i twoja mama, a nawet kilku nowych przyjaciół mamusi. Więc ktoś jest zawsze przy tobie. Zawsze.

50 rzeczy, których nikt nigdy nie powiedział ci zanim zdecydowałaś się na dziecko

4. Czas drzemki oznacza o wiele więcej dla introwertycznej mamy

Czas w samotności ładuje nas, więc cisza i spokój, na które pozwala czas drzemki, oznacza dla nas dosłownie wszystko. Mogłybyśmy spać, gdy śpią dzieci, ale to nie napełnia nas tak samo, jak w przypadku samotności, więc rzadko można nas spotkać, gdy patrzymy na nasze śpiące dziecko lub gdy celowo budzimy nasze dzieci (ludzie, po co to robicie, serio?).

5. Nasza potrzeba spędzania czasu w samotności sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy kochamy rodzicielstwo mniej niż inne matki

Introwertycy toczą nieustanną walkę – potrzebujemy czasu na doładowanie, tacy po prostu jesteśmy. Ale kiedy zostajesz mamą, jesteś zalewana wiadomościami, które mówią ci, że powinnaś kochać nasze dzieci i zawsze chcieć być przy nich. Kiedy więc pragniesz czasu dla siebie, albo po prostu czasu bez nich, pojawia się poczucie winy i zastanawiasz się, czy rzeczywiście nie jesteś po prostu samolubna. Krótka odpowiedź brzmi: nie.

6. Odprowadzanie i odbieranie dzieci z różnych miejsc może być dla nas bardzo męczące

Introwertycy nie lubią rozmawiać. Możesz więc sobie wyobrazić, jak trudne może być podrzucanie do przedszkola i odbieranie ze szkoły, gdy inni rodzice sprawiają, że czujesz się zobowiązana do powiedzenia im czegoś o sobie/swoim dziecku/życiu/czymkolwiek.

7. Place zabaw sprawiają, że czujemy niepokój

Uwielbiamy spacery do parku, ale gdy jest tam gromada dzieci i rodziców, potajemnie mamy nadzieję, że inni rodzice nie zauważą, że tam jesteśmy. Ostatnią rzeczą, jaką chcemy zrobić, to znaleźć się w sytuacji, w której możemy być zmuszone do integrowania się i ponosić sromotną klęskę podczas small talku.

8. Kiedy twoje dziecko podzieli twoją introwersję, poczujesz się niepotrzebnie winna

Jesteśmy produktami środowiska, więc nieuniknione jest, że Twoje dziecko nauczy się od ciebie pewnych introwertycznych cech. Ale w świecie zbudowanym dla ekstrawertyków poczucie winy z powodu posiadania „nieśmiałego” dziecka zdarza się od czasu do czasu – nawet jeśli nie powinno.

9. Kiedy twoje dziecko jest ekstrawertykiem, rodzicielstwo jest bardziej wyczerpujące, niż byś chciała

Rodzicielstwo to kolejka górska dla każdego, bez względu na typ osobowości. Ale introwertyczna mama z ekstrawertycznym dzieckiem oznacza, że ​​cały czas jesteś w trybie czuwania. Słuchanie każdego gestu i wezwania, okazywanie zainteresowania każdą rzeczą, którą robi w ciągu dnia, bycie w pełni obecną i uważną przez cały dzień oznacza, że ​​gdy nadchodzi pora snu, jesteś wyczerpana i masz tylko tyle energii, by wczołgać się do łóżka.

10. Kiedy nasza praca wymaga dużo czasu, nasz zbiornik energii może być już pusty, zanim wrócimy do domu

Wszyscy jesteśmy trochę wyczerpani, gdy nadchodzi godzina 17:00, ale jeśli jesteś introwertyczną matką i twoja codzienna praca wymaga dużo czasu w kontakcie z ludźmi, to wiesz, że twoje rezerwy energii są prawie wyczerpane, zanim wrócisz do domu.

11. Często jesteśmy jedynymi matkami, które tak naprawdę nie czują się winne z powodu umieszczenia naszych dzieci w przedszkolu

Mogę mówić z doświadczenia – chociaż martwiłam się o pierwszy tydzień mojej córki w przedszkolu, bardzo podobało mi się to, co dzięki przedszkolu zyskałam JA. Czas wolny dał mi czas na myślenie o niej i tęsknotę za nią. Odległość sprawia, że ​​serce staje się czulsze.

12. Zaproszenie na przyjęcie urodzinowe dla dzieci jest słodko-gorzkie

Introwertycy niekoniecznie nienawidzą przyjęć, ale kiedy zaproszenie na przyjęcie urodzinowe zostaje wysłane do domu, nie możemy pozbyć się strachu, który się z tym wiąże. A jeśli to nie jest impreza typu „odstawiamy dziecko i wracamy po nie po imprezie”? Wtedy ryzykujemy, że będziemy odebrane jako zdystansowane lub nieprzyjazne, bo nie lubimy się spoufalać.

13. Kiedy w końcu dostajemy ten upragniony czas sam na sam, czasami nie wiemy, co ze sobą zrobić

To uczucie nie dotyczy wyłącznie introwertycznych mam – wszystkie mamy pragną przerwy, a kiedy w końcu ją dostajemy, zdarzają się chwile, w których po prostu nie jesteśmy pewne, co ze sobą zrobić.

14. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy introwertyczne, więc w końcu myślimy, że po prostu zawodzimy jako rodzice

Jedną z moich ulubionych chwil w ciągu dnia jest ta, kiedy moje dziecko leży w łóżku i mocno śpi. Kiedyś ganiłam się za radość, kiedy powiedziałem ostatnie „dobranoc” – dopóki nie zdałam sobie sprawy, że to dlatego, że jestem introwertykiem i po prostu naturalnie nastawionym na regenerację sił w samotności. Przez wiele dni obawiałam się, że nie pokochałam rodzicielstwa tak bardzo, jak powinna je kochać „prawdziwa” matka.

 

na podstawie https://www.psychologytoday.com/


Psychologia

Dlaczego zawodzimy? Dlaczego postępujemy tak lekkomyślnie wobec tych, których kochamy?

Beata Pawłowicz
Beata Pawłowicz
21 grudnia 2021
fot. saiyood/iStock
 

Trudno, to przyznać, ale czasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nie szukać wytłumaczeń. Powiedzieć wprost: zawodzę bliskich i przyjaciół. Dlaczego? Jak przestać? – odpowiedzi i rozwiązania szuka psychoterapeutka Renata Pająkowska-Rożen.

Dlaczego zawodzimy ważnych, a nawet kochanych przez nas, ludzi?

Myślę, że często zapominamy o tym, że każdy z nas jest inny, że mamy przeróżne potrzeby, oczekiwania, wytrzymałość. Dlatego nawet, gdybyśmy się bardzo starali, nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich oczekiwań, jakie mają wobec nas bliscy. Nie istnieje osoba, która spełniłaby wszystkie pragnienia innych. Możemy bardzo się starać, na przykład o to, aby zaspokoić oczekiwania naszych rodziców. Odnieść sukcesy w wielu dziedzinach i być szczęśliwi w związku, mieć dzieci, ale nasi rodzice i tak będą czuć się rozczarowani – bo mieli inne oczekiwania wobec nas!

Możemy usłyszeć od nich: „zawiodłaś mnie, miałaś mieszkać obok mnie, a ty robisz karierę w Warszawie”. Możemy się starać, ale chceń rodziców, związanych z tym aby łącząca nas z nimi pępowina była nieodcięta, nie powinniśmy spełniać. Mamy prawo wyboru własnej drogi życiowej i zadbania o rodziców zgodnego z naszymi planami i ocenami. Jeśli rezygnujemy z własnych planów, marzeń czy potrzeb aby zaspokoić innych kosztem siebie, wtedy zawodzimy najważniejszą osobę dla nas…. samych siebie!

Można jednak zawieść też wtedy kiedy nie tylko ktoś bliski od nas czegoś oczekuje, czego my nie chcemy, ale kiedy sami zobowiązaliśmy się do czegoś na przykład partnerowi życiowemu?

Zawodzimy, kiedy obiecujemy komuś dla nas ważnemu coś, czego on od nas chce, ale czego my mu nie możemy lub nie potrafimy dać. To ogromna lekcja pokory, kiedy okazuje się, że dotrzymanie obietnicy nie zależy tylko od nas. Ale! Od nas zależy czy obiecamy! Nigdy więc nie obiecujmy rzeczy, które od nas nie zależą. Bądźmy uczciwi, nie czarujmy bliskich dla świętego spokoju, bo w ten sposób sprawimy im ból, mogą poczuć się lekceważeni, ośmieszeni czy wykorzystywani, albo manipulowani. Warto o tym pamiętać, że nasze obietnice
wpływają na innych. I zdarza się, że zawodzimy bliskich, bo nie jesteśmy świadomi, że tak ich krzywdzimy.

Możemy też nie zdawać sobie sprawy z tego, że nie dotrzymujemy słowa, bo mamy zawsze jakieś usprawiedliwienie, jakąś racjonalizację. „No nie przyniosłam mu tej książki od koleżanki, ale co to ma za znaczenie? Pewnie już o tym nie pamięta”. Albo „No tak zapomniałam, ale on w zeszłym roku tez zapomniał o tym że miał wynieść śmieci”. Jeśli okaże się, że zawaliliśmy, wtedy warto przyznać się do tego otwarcie, wyjaśnić przyczynę, nie kombinować.

No ale czasem zawodzimy choć moglibyśmy przy odrobinie wysiłku dotrzymać obietnicy? Dlaczego postępujemy tak lekkomyślnie wobec tych, których kochamy czy lubimy! Przecież oni powinni być na naszej liście VIP?

Myślimy, że u bliskich mamy nieskończony kredyt zaufania, że nas kochają, a więc, że na wszystko możemy sobie pozwolić, bo i tak nam wybaczą. Ale tak nie jest. W końcu nastąpi taki moment, kiedy ta osoba będzie miała dość. Może nie aż tak, żeby się rozstać, ale zacznie się od nas oddalać, zacznie się inaczej zachowywać, może lekceważąco? Ludzie, nawet najbliżsi tracą w końcu cierpliwość, nawet jeśli będziemy im szczerze za każdym razem wyjaśniać dlaczego tak się stało i przepraszać. Raz zawaliłaś, bo uciekł ci pociąg! Drugi bo szef coś ci polecił w ostatniej chwili. Trzeci bo zgubiłaś pieniądze… Zawsze coś?! No przyznaj, można mieć kogoś takiego dość.

Przyjaciele i ci których kochamy nie powinni nas rozumieć?

Tak i pewnie rozumieją. Ale ani przyjaciele ani życiowy partner nie są od tego, żeby ich zawodzić. Dlatego warto zacząć od zdania sobie sprawy z tego: „co ja robię? Dlaczego? Jakie będą tego konsekwencje?”. Nam się wydaje, że nie ponosimy konsekwencji zawalania kolejnych spraw, bo konsekwencje nie od razu są widoczne. Po prostu po jakimś czasie kobieta mówi na przykład do mężczyzny: „raz mogłam ci wybaczyć, drugi też, ale czwarty już nie. Nie chodzi nawet o zaufanie, ale o moją godność”. Ludzie mają różną wytrzymałość. Czasami to będzie jeden raz, czasem cztery. Ale w końcu kredyt zaufania się skończy.

No właśnie! Kiedy zawalamy terminy najfajniejszej szefowej, to sami sobie strzelamy w kolano? Dlaczego tak głupio postępujemy?

Właśnie dlatego zawodzimy tę właśnie szefową, bo wiemy, że jest fajna, że ma klasę i nie będzie krzyczeć i straszyć. Nie zawalimy terminu szefowej, której się boisz, bo jest gwałtowna, właśnie dlatego, żeby nie narażać się, żeby mieć z nią jak najmniej do czynienia.

Czyli zawodzenie to wyraz sympatii?!

W pewnym sensie, bo zdarza się, że coś obiecujemy, choć wiemy, że nie damy rady, ale jak odmówić właśnie tej osobie? To może dotyczyć bliskich, może ważnych dla nas ludzi. Sama na przykład znalazłam się w takiej sytuacji, że trafiło do mnie kilku klientów z polecenia od kolegów psychologów, a nawet od mojego wykładowcy z SWPS. No i jak odmówić!? No ale gdybym tego nie zrobiła, to pracowałabym po 60 godzin w tygodniu i zawiodłabym wszystkich także samą siebie bo zaczęłabym źle pracować.

Może więc się zdarzyć, że coś zawalimy albo kogoś zawiedziemy. Ale co z nami jest nie tak, kiedy robimy to notorycznie, notorycznie nie dotrzymujemy słowa?

Przyczyny mogą być różne. Podstawowe, to schematy wyniesione z dzieciństwa. Czy mogłam ufać moim rodzicom, czy rodzice mnie często zawodzili? „W następną sobotę pojedziemy do kina” – obiecywali, ale to się nie wydarzało. No i tak straciliśmy zaufanie do świata. Tak, do świata, bo kiedy jesteśmy dziećmi rodzice są naszym światem. No i właśnie! Każde dziecko uczy się postępować obserwując rodziców, jeśli więc widzi, że tatuś czy mamusia kłamią, oszukują, obiecują i tego nie robią, myśli: to tak można? I dochodzi do wniosku, że tak, że to normalne! Warto o tym pomyśleć, jak było u nas w domu jeśli często zawodzimy bliskich.

Co więc zrobić, żeby nie zawodzić siebie i innych?

Zacząć od tego, żeby poznać siebie. Wiedzieć, jaką mam wyporność, co mogę zrobić, co dam rade? Co jest dla mnie teraz ważne, w jakim jestem teraz stanie? Jakie mam możliwości działania? Na co mam wpływ a na co nie? I tego się trzymać! Bo inaczej zawiodę siebie i innych. Łatwiej nam będzie, traktować poważnie obietnice kiedy zadamy sobie pytanie: „jak ja bym się poczuła, kiedy ktoś by mi to coś obiecał, a potem tego nie zrobił?”. Warto też jeśli chcemy przestać zawodzić, znaleźć czas na refleksje, na przykład: „dlaczego ja wciąż zawodzę te szefową?”.

Może z… zazdrości?

Może tak być, zawodzenie jako bierna agresja. Jest młoda, ma udane życie zawodowe, szacunek ludzi. No i te klasę! Ups… Na zazdrość jest prosta metoda –spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: jestem zazdrośnicą! I przyznać się do tego, że zazdroszczę tego co dla mnie jest wartością, że też tego co ona ma pragnę. I spróbować to mieć! Nie odejmiemy sobie lat, ale poprawić swoje relacje z ludźmi, podnieść poziom komunikacji, postarać o etat – to się może udać!

Można zawodzić, żeby się… zemścić?

Właśnie, albo chcieć coś wymusić. Może ta miła szefowa jednak nie dała ci podwyżki, albo nie chciała dać etatu? No to usiłujesz jej pokazać, że też czegoś możesz jej nie dać, że nie jesteś bezradna w relacji z nią. Zależy jej na terminach? Będzie po terminie, bo tobie zależy na etacie, a go nie dostałaś. No ale to raczej droga na zatracenie, bo skuteczność tej metody jest żadna. Raczej prowadzi do utraty pracy. No i to jest kolejny dowód na to, że zawodząc innych poniesiemy w końcu konsekwencje.

No ale nas także ludzie zawodzą, a wtedy bywa bardzo trudno.

Okłamują, ranią, nie zachowują się w stosunku do nas w porządku, choć my sami mamy poczucie, że byliśmy wobec nich życzliwi i słowni. Doświadczamy wtedy bólu, rozczarowania. No i poczucia, że nie mamy na ich zachowanie wpływu. Bo nie mamy. To na co mamy realny wpływ, to my sami. A więc warto wtedy zadbać o to abyśmy my sami mieli zaufanie do siebie, a
rozczarowanie traktowali jako naturalną część życia, choć czasami bardzo bolesną.

Jest jakiś sposób na to aby rozczarowanie było mniej bolesne?

Melanie Greenberg, psycholożka, stworzyła strategię pomocną w przeżywaniu trudnych momentów naszego życia, także w radzeniu sobie z rozczarowaniem i poczuciem bycia zawiedzionym przez innych, a nawet przez nas samych.

Polega ona na kilku krokach:

  1. Rozpoznawaj emocje. Zauważaj swoje emocje, nazywaj je a przede wszystkim pozwalaj sobie na ich odczuwanie. A potem zapytaj siebie: czy są adekwatne do sytuacji i dlaczego je przeżywasz?
  2.  Zauważ dlaczego tak często czujesz, że inni cię zawodzą? Może nie dostajesz tego czego naprawdę oczekujesz? A może nie wiesz czego oczekujesz i czego potrzebujesz? Warto o tym pomyśleć.
  3. Zadbaj o siebie. To może być bardzo trudne bo z jednej strony nie zawsze wiemy co to znaczy, a z drugiej nasze zaopiekowanie się sobą może powodować niezadowolenie innych, bliskich, bo – właśnie – oni mogą mieć wobec nas inne oczekiwania.
  4. Zastanów się: co tak naprawdę się wydarzyło? Postaw się w miejscu osoby zawiedzionej tobą: czy coś temu człowiekowi obiecałeś? Czy coś miałeś zrobić? A może nie obiecałeś, ale nie powiedziałeś głośno: nie, tego nie zrobię?
  5. Czy twoje oczekiwania są adekwatne do sytuacji? A może bierzesz wszystko zbyt do siebie, nieświadomie stawiając się w pozycji pępka świata?
  6. Bądź asertywny i dbaj o swoje granice. Jeśli je przesuwasz to wiedz dlaczego.

Te wskazówki, a przede wszystkim wprowadzenie ich w życie, może zmniejszyć ilość sytuacji zawodzenia innych oraz bycia zawiedzionym. Wydają się stosunkowo proste i znane. Kto z nas nie słyszał hasła: zadbaj o siebie, ale co to dokładnie znaczy? Z tym już może być trudniej. Jeśli chcesz być osobą, na której można polegać, popracuj nad dobrym kontaktem z sobą, świadomość siebie i przepracowanie traum z przeszłości. Czasami trzeba pójść na terapię, aby to zrobić. I pamiętaj NOBODY IS PERFECT!


Renata Pająkowska-Rożen

Psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka i kulturoznawczyni. Prowadzi psychoterapię w nurcie integracyjnym. Specjalizuje się w terapii depresji i stanów zaburzeń nastroju, w zaburzeniach lękowych, sytuacjach mobbingu i wypalenia zawodowego. Zajmuje się szerokim spektrum problemów występujących w życiu osobistym oraz zawodowym, zwłaszcza pracowników korporacji. Specjalizuje się w terapii kobiet, szczególnie 50+. Pracuje z osobami LGBT. W pracy terapeutycznej skupia się na oswajaniu procesu zmiany. Jej marka osobista to Psychoterapia Zmiany.

Renata Pająkowska-Rożen


Psychologia

Wazelina – kosmetyk do zadań specjalnych. Znamy kilka sposobów na to, by dzięki niej zadbać o urodę

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 grudnia 2021
Wazelina
Fot. iStock

Wazelina to kosmetyk, który chroni skórę przed niesprzyjającymi czynnikami zewnętrznymi. Poniekąd działa ona jak kompres na skórę, który pozwala ją uspokoić i właściwie nawilżyć, stąd też jest stosowana jako podstawa sluggingu — zabiegu na skórę twarzy. Wazelina ma szerokie zastosowanie dla urody, stąd też warto wiedzieć, do czego i w jaki sposób można ją wykorzystać. 

Czym jest wazelina?

Historia i pochodzenie wazeliny może nie zachwycać, gdyż jest to substancja ropopochodna, czyli niespecjalnie kojarząca się ze zdrowiem. Tymczasem pochodzenie a właściwości wazeliny to dwie inne sprawy, i warto sobie o nich powiedzieć.

Wazelina powstaje jako produkt uboczny podczas procesu rafinacji ropy. Przypadkiem, w drugiej połowie XIX wieku, odkryto jej właściwości kojące dla skóry. Okazało się, że substancja ta doskonale sobie radzi z leczeniem niewielkich ran i oparzeń. Początkowo miała ona dość ciemne zabarwienie i galaretowatą konsystencję. Zmianę przyniosło odkrycie metody destylacji wazeliny, która pozwoliła uzyskać lżejszą konsystencję oraz o jaśniejszą barwę. Sama nazwa wazeliny została zaczerpnięta od nazwy produkującej ją firmy. Początkowo określona została mianem „petroleum jelly”, jednak gdy stała się ona bardzo popularna, nazwę zaczerpnęła od produkującej ją firmy Vaseline.

Od końca XIX wieku wazelina zdobywała popularność jako ratunek dla suchej skóry, oraz preparat na skaleczenia i oparzenia słoneczne. Po upływie ponad stulecia nadal cieszy się powodzeniem, i nadal stanowi chętnie wykorzystywaną bazę w domowej pielęgnacji skóry.

Wazelina

Fot. iStock 

Rodzaje wazeliny 

Ze względu na stopień oczyszczenia wazelina dzielona jest na poszczególne rodzaje:

  • wazelina techniczna — czyli nieoczyszczona, o charakterystycznym zabarwieniu brązowym. Stosowana jest głównie do zabezpieczania różnych powierzchni narażonych na korodowanie, czy wysychanie. Wykorzystuje się ją również jako produkt do smarowania różnych mechanizmów;
  • żółta wazelina — oczyszczona, stosowana głównie w farmacji jako podstawa do tworzenia maści, jest też stosowana w celach kosmetycznych;
  • wazelina biała — to powtórnie oczyszczona wazelina żółta, delikatna, bez niepotrzebnych składników. Jest uważana za substancję bezpieczną i nieuczulającą;
  • wazelina kosmetyczna — to wazelina biała zawierająca dodatkowe barwniki lub aromaty. Stosuje się ją głównie w medycynie oraz kosmetyce jako składnik maści, oraz samodzielny kosmetyk.

Jak działa wazelina?

Wazelina, mimo iż sama nie zawiera składników odżywczych, może zostać o nie wzbogacona. Jej warstwa na powierzchni skóry stanowi  okład natłuszczający, zatrzymujący w skórze wilgoć, chroniący przed czynnikami zewnętrznymi. Uważana jest za produkt bezpieczny, który nie uczula i nie podrażnia skóry. Można ją nawet stosować u dzieci, na skórę wrażliwą i atopową. Trzeba jednak pamiętać o umiarze w stosowaniu jej na skórę, ponieważ stanowi ona tłustą, nieprzepuszczalną warstwę, co może blokować pory skóry i powodować kłopoty np. z wypryskami.

Wazelina

Fot. iStock

Wazelina — do czego można ją wykorzystać?

Wazelina ma wiele zastosowań, które czynią ją uniwersalnym produktem do pielęgnacji urody.

Wazelinowanie skóry — slugging

Slugging, czyli wazelinowanie skóry, stosowany raz na da tygodnie, pozwala na intensywne nawilżenie mocno przesuszonej i spierzchniętej skóry. Warstwa wazeliny położona na krem pielęgnacyjny działa niczym kompres zatrzymujący cenne składniki z kosmetyku, pozwalając na lepszą pielęgnację.

Wazelina na suche stopy, łokcie i kolana

Najczęściej przesuszoną i rogowaciejącą skórę znajdziemy na stopach. Wazelina pozwala na zmiękczenie suchej, szorstkiej skóry. Wystarczy po wieczornej kąpieli, najlepiej po wykonanym peelingu stóp, wmasować w problematyczny obszar. Najlepiej założyć przy tym skarpety, by nie zabrudzić pościeli, i chronić się przed upadkiem, jeśli pojawi się konieczność wstania z łóżka. Bywa także, że to właśnie skóra na łokciach i kolanach jest szczególnie kłopotliwa — często wysuszona i szorstka, więc również dla nich stanowi koło ratunkowe.

Wazelina do ust 

Nie bez przyczyny wazelinę stosuje się jako składnik pomadek ochronnych, szczególnie polecanych zimą, na wiatr i mróz. Można również użyć samej wazeliny do ust, która długo utrzymuje się na wargach, chroni je, zmiękcza i nadaje naturalny połysk.

Wazelina na twarde skórki wokół paznokci

Produkt ten sprawdzi się także w pielęgnacji suchych, twardych i pękających skórek wokół paznokci. Smarowanie ich wazeliną zmiękczy je, a w dodatku nada paznokciom ładny połysk i zdrowy wygląd.

Wazelina

Fot. iStock

Jak jeszcze można wykorzystać wazelinę?

Wazelina poradzi sobie z nabłyszczeniem i uczesaniem brwi, poprawia również wygląd rzęs. Sprawdzi się również jako produkt wydłużający  trwałość perfum na skórze. Po punktowym nałożeniu wazeliny np. za uszami czy na karku trzeba skropić perfumami te miejsca, a zapach będzie towarzyszył dłużej. Posmarowanie skóry twarzy wazeliną ochroni ją przed zabrudzeniem podczas nakładania na włosy farby, oraz pomoże zdjąć przyciasny pierścionek ze spuchniętego palca.

Wazelina — kiedy nie należy po nią sięgać?

Mimo swojego bezpieczeństwa i pozytywnego działania dla urody wazeliny nie poleca się w każdym przypadku. Odradza się jej stosowanie na dużej powierzchni skóry, ponieważ wazelina nie wchłania się w skórę, tworząc na niej warstwę otulającą, która stosowana w nadmiarze jednak zaburza oddychanie skóry. Dlatego wazeliny nie poleca się w przypadku oparzenia skóry po opalaniu. Stanowi ona szczelny kompres, który nie pozwoli uciekać nagromadzonemu ciepłu ze skóry, co szkodzi szybkiej regeneracji. Spieczona skóra potrzebuje jak najwięcej wody i substancji odżywczych, by móc się skutecznie zregenerować.

Nie może również służyć jako kosmetyk do codziennego stosowania na skórę całej twarzy. O ile nakładana na nią okazjonalnie poprawia kondycję skóry, to stosowana codziennie na duży obszar blokuje pory i zaburza proces oddychania skóry, co może powodować wypryski oraz  stany zapalne na skórze. O wiele rozsądniej jest po prostu stosować odpowiedni krem z wazeliną w składzie.

FB/ohmepl

 


źródło:  www.wiadomoscikosmetyczne.pl 

Zobacz także

Pięć stopni, które musisz pokonać po rozstaniu, by móc dalej żyć

6 niewidzialnych sił, które trzymają nas razem. Wiemy, co jest ważniejsze od namiętnego seksu!

7 powodów, dla których nie znalazłaś miłości

7 powodów, dla których nie znalazłaś miłości