Macierzyństwo

50 rzeczy, których nikt nigdy nie powiedział ci zanim zdecydowałaś się na dziecko

Redakcja
Redakcja
22 października 2020
Fot. iStock / forsiba
 

Moja przyjaciółka wspominając narodziny swojego pierworodnego opowiadała zawsze, jak w krytycznym momencie (legendarny kryzys siódmego centymetra), oświadczyła położnej, że ona jednak rezygnuje, że dziękuje bardzo, ale idzie do domu i odwołuje cały ten poród. Że się rozmyśliła i jednak nie chce. Wiele lat pózniej, z perspektywy czasu i po urodzeniu jeszcze dwóch, niezwykle sympatycznych synów stwierdziła jednak, że zmienia zdanie: poród to pikuś przy tym, co czeka nas pózniej…

Przy ogromnej ilości poradników dotyczących opieki nad dziećmi w każdej grupie wiekowej oraz przewodników po wychowaniu i rodzicielstwie w ogóle, wciąż są takie rzeczy,  o których nikt nie powiedział nam zanim zdecydowaliśmy się na dziecko.

50 rzeczy, których nikt nigdy nie powiedział ci zanim zdecydowałaś się na dziecko

1. Twoje dziecko będzie potrzebować cię najbardziej w te noce, kiedy akurat położysz się trochę później niż zwykle.

2. W pewnym momencie przypadkowo zrobisz jakąś krzywdę  swojemu dziecku i poczujesz się jak najgorszy rodzic na świecie

3. O korzystaniu z łazienki w spokoju możesz zapomnieć,  na długo.

4. Zbyt łatwo i zbyt szybko będziesz przybierać na wadze.

5. Jeśli śpisz razem z dzieckiem, nie spodziewaj się, że będziesz mieć wystarczająco dużo miejsca.

6. Na tylnym siedzeniu twojego samochodu zamieszkają okruszki, papierki po lizaczkach i batonach, plastikowe rurki po soczkach…

7. A propos – zawsze powinnaś dwa razy pomyśleć, zanim zaoferujesz komuś podwiezienie czyjegoś dziecka razem ze swoimi dziećmi.

8. Głowy niemowląt w magiczny sposób przyciągają drzwi.

9. Zasadniczo staniesz się ninją, kiedy będziesz potrzebować czegoś z pokoju dziecka późno w nocy.

10. Pomimo twoich najlepszych starań twoje dzieci dostaną w końcu w  swoje ręce twojego iPhone’a.

11. Będziesz musiała przemycać smakołyki, jakby były z kontrabandy.

12. Będziesz się śmiać tak szczerze, jak nigdy wcześniej w życiu.

13. Będziesz musiała przyzwyczaić się do oglądania swoich nieudanych zdjęć.

14. Zostaniesz obudzona o 2 w nocy prośbą o szklankę wody. Kiedy przyniesiesz wodę, zastaniesz swoje dziecko z powrotem pogrążone w głębokim śnie.

15. Twoje dziecko będzie chciało skorzystać z toalety dokładnie w tym samym momencie,  w którym ty do niej w końcu wejdziesz.

16. Składanie ubrań dla małych dzieci i niemowląt to tortura.

17. Siła uroku malucha ma o wiele większe pole rażenia niż myślisz.

18. Odkryjesz jak szybko potrafisz zjeść.

19. Trudniej będzie ci rozmawiać ze znajomymi, którzy nie mają dzieci.

20. Twoje dziecko prawdopodobnie choć raz zniszczy coś, co ma dla ciebie dużą wartość.

21. Prawdopodobnie natkniesz się przypadkowo na jedną z lalek swojego dziecka w środku nocy i wstrząśnie to tobą do szpiku kości.

22. Zamienisz się w swoich rodziców.

23. Podrabiane ubranka dla lalek Barbie są dużo tańsze, a twoje dziecko je pokocha.

24. Odtąd twój taniec będzie na zawsze nazywany „tańcem mamy”.

25. Nie będziesz mogła oglądać filmów, w których dzieci są zabijane lub porywane. Ani tych, gdzie małe zwierzątka gubią swoje mamy.

26. Zabierz zabawki, którymi twoje dziecko straciło zainteresowanie i włóż je do pudełka. Później, gdy twoje dziecko się nudzi, wyciągnij pudełko i pozwól dziecku pójść na „zakupy zabawek”. Zaskakujące jak to działa…

27. Przestaniesz wydawać pieniądze na siebie. Przynajmniej na jakiś czas.

28. Kupowanie czegoś dziecku sprawi, że będziesz szczęśliwsza niż wtedy, gdy kupujesz coś sobie.

29. Nigdy nie dawaj swojemu maluchowi telefonu nie upewniwszy się najpierw, że nie ma zdjęć, z których trudno ci się będzie wytłumaczyć…

30. Kiedy Twoje dziecko jest małe, każda wycieczka poza dom będzie przypominała przygotowanie się do wyjazdu za granicę.

31. Postaraj się zachować spokój, gdy Twoje dziecko mówi coś, co sprawia że czujesz się niekomfortowo, np. „Dlaczego masz o wiele więcej siwych włosów niż mama Zuzi?”

32. Z przyjemnością będziesz oglądać filmy dla dzieci.

33. Jeśli masz chłopca i dziewczynkę, ludzie będą cię pytać, czy „skończyliście”, a jeśli masz dwoje tej samej płci, ludzie będą pytać, czy „zamierzasz jeszcze mieć dziewczynę / chłopca”.

34. Będziesz upychać całe swoje dorosłe życie pomiędzy upadkiem dziecka a pójściem spać.

35. Będziesz często posiniaczona, nie raz dostaniesz łokciem w nos.

36. Przez jakiś czas tylko ty będziesz w stanie zrozumieć swoje dziecko, więc w zasadzie zostaniesz jego tłumaczem.

37. Gdy twoje dziecko zasmakuje super słodkich płatków, będą królować w twoim domu przez conajmniej rok.

38. W pewnym momencie twoje dziecko powie publicznie coś, co bardzo cię zawstydzi.

39. Twoje dziecko prawie zawsze będzie cię mówić o tobie to, czego nie powinno drugiemu rodzicowi.

40. Jeśli powiesz swoim dzieciom, że pokarmy takie jak brokuły i brukselka spowodują puszczanie bąków, dzieci nagle będą zainteresowane ich zjedzeniem.

41. Nie pozwól swojemu dziecku zasnąć w ciągu pięciu minut od powrotu do domu.

42. Nigdy nie będziesz mógł pójść do McDonalda wyjść bez zabawki z Happy Meal.

43. Zanim zdecydujesz się zrobić ciasto na przyjęcie urodzinowe swojego dziecka (lub smakołyki na szkolne wydarzenie), pamiętaj – odtworzenie perełek kulinarnych z Pinteresta jest trudniejsze niż się wydaje.

44. Sprawienie, by dwoje dzieci patrzyło w obiektyw jednocześnie, jest prawie niemożliwe.

45. Zsynchronizowane drzemki to mit.

46. ​​Kiedy twoje dziecko zacznie szkołę, przyniesie do domu tyle dzieł sztuki, że niż będziesz wiedziała, co z nimi robić.

47. Niemożliwe będzie, aby twoje dziecko opowiedziało ci, jak minął jego dzień.

48. Dzieci nie rozumieją ironii.

49. Nie musisz odbierać wszystkich telefonów.

50. Tak, cały twój wysiłek jest tego wart.

 


Macierzyństwo

Choć mamy pieniądze, co miesiąc słyszę od męża: „Zaraz zrobię przelew.” I co miesiąc nie mam za co żyć

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 października 2020
 

Żyję w małym, miłym mieście, mam miłe, przytulne mieszkanie, miłą dwójkę dzieci, miłego kota i miłego męża. Pewnie byłoby bardzo miło, gdybyśmy tylko nie mieli co miesiąc tej samej rozmowy. Rozmowy o pieniądzach. I to nie jest tak, że jestem na utrzymaniu mojego męża. Pracuję, ale zarabiam mniej niż on zajmuję się domem i dziećmi. On jest za to dyspozycyjny i zarabia więcej. Więc umówiliśmy się, że co miesiąc pewną kwotę wpłaca na moje konto, a ja opłacam z naszych wspólnych pieniędzy rachunki, czynsz i wydaję na życie: zakupy, dentystę, zajęcia dzieci, nieprzewidziane sprawunki. Umówiliśmy się, ale w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Wcale nie miło.

Z reguły rozmowę zaczynam ja, zadając niezręczne pytanie: „Przelałeś mi już pieniądze? Musimy opłacić obiady Zuzi i przedszkole Maćka”. On, (niewyraźnie): „Nie, nie zaraz przeleję, już do tego siadam” (nie siada). Czekam do następnego dnia i mówię nieco bardziej zdecydowanie: „Zapłaciłam czynsz i opłaciłam Internet, trzeba jeszcze kupić kurtki dla dzieci i ciepłe buciki, nie starczy mi”. On, nie odrywając wzroku od ekranu telefonu: „No przecież mówiłem, że przeleję, zaraz to zrobię.” Trzeciego dnia jestem już zazwyczaj bardzo zdenerwowana, a on coraz bardziej nieobecny. Przelew wpływa na konto po tygodniu, dwóch, w czasie których proszę jeszcze conajmniej kilkakrotnie o pieniądze, a potem dzwonię do pracy z prośbą o zaliczkę. Bo nie mam już siły mówić, prosić, pisać przypominających wiadomości do męża, który zapomina, że życie kosztuje, że nie da się ugotować obiadu z niczego, a prąd nie płynie w kablach bezpłatnie.

Jak można tego nie rozumieć, mając dwoje dzieci i mieszkanie na kredyt? Można, jeśli się częściej jest w delegacji, za granicą, zajmując się WAŻNYMI SPRAWAMI.  I choć cały domowy budżet zostaje na mojej głowie, nie jestem w stanie wyegzekwować na czas potrzebnych zasobów. I teoretycznie mamy pieniądze i nas „stać” na nieco więcej niż przeciętną rodzinę, to ja co miesiąc przeżywam prywatny dramat.

Kiedy w końcu umówiona kwota wpływa na moje puste konto, oddycham na chwilę z ulgą. Ale tylko na chwilę, bo wiem, że za dwa tygodnie czeka mnie kolejna rozmowa, która nic nie wniesie do naszej sytuacji. Nie wiem, czy nie lepsze byłoby życie w pojedynkę, z ograniczonymi zasobami, w mniejszym i tańszym mieszkaniu, ale z jasną świadomością tego, na co mnie tak naprawdę stać.

Pewnie większość z was powie natychmiast, że to moja wina, że na to pozwalam, że trzeba wymagać, rozmawiać otwarcie. Próbowałam, uwierzcie – ale niewiele się zmieniło. Temat pieniędzy jest dla mojego męża na tyle trudny, że woli on zamówić obiad z dostawą dla całej rodziny niż dołożyć się do wspólnych zakupów spożywczych. Chciałabym to zrozumieć, na razie nie umiem. Chciałabym też odzyskać komfort psychiczny i niezależność finansową. Łapię się więc każdego zlecenia. Jestem zmęczona, sfrustrowana. I przekonana, że coś jest ze mną nie tak, skoro nie potrafię przekonać własnego męża, że koszty wspólnego życia powinniśmy ponosić razem. Bo przecież ta sytuacja trwa od zawsze. Jednak odkąd mamy dzieci, odkąd zarabiam znacznie mniej – jest ona szczególnie dotkliwa. I on zdaje się tego nie widzieć.

Problem z pieniędzmi odbija się znacząco na naszym związku. Tracę cierpliwość, zaufanie, wiarę w dobrą wolę… Tracę poczucie bezpieczeństwa. Patrzę na mojego męża inaczej. W zeszłym miesiącu postawiłam ultimatum: przelew do 10- tego. Usłyszałam, że przecież pamięta, że traktuję go jak portfel… Cóż, o pieniądze upominałam się jeszcze owego ostatniego dnia praktycznie stojąc przy mężu, tuż obok ekranu komputera. I czułam się z tym strasznie.

Póki co, nie umiem rozwiązać tego problemu. Mam nadzieję, że znajdę w sobie siłę, by zmienić moją sytuację. Nasze życie nie powinno tak wyglądać.

 


Macierzyństwo

Co powiedziałabym sobie … kiedyś

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
22 października 2020
Fot. Witold Ancerowicz

Kojarzycie te pytania z wywiadów np. z aktorami czy innymi osobami publicznymi o to, co powiedziałyby sobie powiedzmy dziesięć lat temu? Postanowiłam spisać te rzeczy, takie trochę ,,mindfulness w pigułce’’. Dodam, że chyba wszystkie te rzeczy uświadomiłam sobie na przestrzeni zaledwie ostatnich dwóch lat.

ŚWIAT UMYSŁU

Większość życia żyłam jak niemal wszyscy – w nieświadomości tego, co teraz uznaję za tak istotne. Interesował mnie i pociągał wyłącznie świat umysłu i wiedzy. Czyjąś wartość oceniałam w dużej mierze przez pryzmat jego inteligencji i właśnie wiedzy. Nie zdobytych tytułów naukowych, czy skończonych studiów, ale intelektu. Ufałam argumentom naukowym, badaniom medycznym. Kiedy było mi źle szłam do terapeuty, żeby omówić z nim moje bolączki i znaleźć ich medyczne wytłumaczenie. Na takie spotkania chodziłam przygotowana niczym do egzaminu z psychologii, niemalże cytując podręczniki. Przełomem w odkryciu tego, o co tak naprawdę chodzi, żeby w życiu było nam dobrze, było natknięcie się na jogę kundalini.

Fot. Witold Ancerowicz

Moje serce zawsze było otwarte na świat duchowości, zraziłam się jednak do niego przynajmniej dwukrotnie. Widocznie nie byłam wtedy gotowa, a jak to się mówi: ,,Nauczyciel się pojawia, kiedy uczeń jest gotowy”. Zawsze jednak czułam, że jesteśmy ,,czymś więcej’’ niż fizycznym ciałem i naszymi myślami.

PRZEKONANIA

Jestem trochę zła, że nikt wcześniej nie powiedział mi o tym, że istnieje coś takiego jak przekonania, nabywane w czasie kształtowania się naszej osobowości. Uważa się, że do siódmego roku życia dziecko uczy się świata i życia najintensywniej. To wtedy kształtuje się światopogląd i nawyki. Fascynujące jest to z jaką łatwością uczymy się wtedy mówić, niekiedy nawet w dwóch językach, pływać, jeździć na rowerze. Z taką samą łatwością chłoniemy też wtedy z otoczenia schematy zachowań, reakcji, a one wywołują w nas określone emocje. Na podstawie reakcji otoczenia na temat naszego zachowania, które powodują w nas dyskomfort, bądź przeciwnie, entuzjazm, opracowujemy strategię działania    lub uciekania, od tego, co dla nas niewygodne i bolesne. Programujemy się i na tym programie ,,jedziemy’’ przez całe życie. Chyba, że postanowimy zmienić program, który nam nie służy.

CIAŁO I ENERGIA

Gdybym mogła się cofnąć tę parę lat wstecz i poprosić moją panią psychoterapeutkę, żeby  z pozycji autorytetu naukowego – wtedy tylko taki się dla mnie liczył – powiedziała mi, że kontakt z ciałem ma najistotniejsze znaczenie… ,,Gdzie czujesz to w ciele?’’ – jak mnie wkurzało to pytanie! Co to ma za znaczenie? Nigdzie. Przejdźmy dalej do omówienia tego, co właśnie wyczytałam w kolejnym podręczniku. STOP. Naprawdę rozumiem, że czasem możemy nic nie czuć w ciele, co więcej, rozumiem, że nie zawsze są warunki do tego, żeby z tym ciałem się skontaktować i dać sobie przestrzeń i czas na ten kontakt, ale teraz wiem, że to naprawdę najistotniejsze. W ciele zakorzeniają się wszystkie nasze przeżycia, najsilniejsze emocje. Jak wiele dzieciaków przed klasówką boli czy ściska brzuch i jak wielu z nas nadal mdli przed ważnym wystąpieniem w pracy. Jak wielu nam kołacze serce, ilu doświadcza duszności, potliwości czy drżenia rąk? To wszystko reakcje CIAŁA, które ja chciałam bagatelizować.

Praktyka jogi kundalini odmieniła moje patrzenie na ciało, które poprzez różne, często przedziwne ćwiczenia wprowadzamy w ruch pobudzając energię. A przecież nie jesteśmy niczym innym jak energią, która oddziałuje i reaguje na inne energie. To właśnie dlatego przydarzają nam się w życiu najczęściej sytuacje z podobnego paradygmatu, bo z takimi właśnie rezonuje nasza energia. I przegadywaniem, pracą z umysłem, nie da się niczego zmienić. Dopiero, kiedy uznałam, że umysł nie jest moim sprzymierzeńcem, tylko bez przerwy nas sabotuje, zamiast wspierać, chce podążać znanymi, szkodliwymi dla nas najczęściej schematami, dlatego tak ciężko nam zmienić przyzwyczajenia, wszystko zaczęło się zmieniać. Zobaczyłam inną perspektywę.

Fot. Witold Ancerowicz

Na jodze kundalini kontakt z ciałem dzieje się zupełnie naturalnie. Trochę śpiewamy mantry, które same w sobie podnoszą nasze wibracje (odsyłam do mojej najpiękniejszej nauczycielki, przewodniczki duchowej po tych newralgicznych tematach – Agnieszki Maciąg – w jej książkach i na blogu przeczytacie o tym więcej), trochę ćwiczymy, praktykujemy z oddechem – to wszystko mimowolnie wprawia nas w stan, w którym na chwilę udaje się uciec od kołowrotka myśli. Wtedy pojawia się przestrzeń na doświadczanie, na obserwacje, na zauważenie, że NIE JESTEŚMY NASZYMI MYŚLAMI. Jesteśmy duszą, sercem, miłością. Wtedy też pojawia się np. przestrzeń na spotkanie z wewnętrznym dzieckiem. Dodam jeszcze, że jeśli boisz się jogi, słyszałam przepiękne zdanie: ,,Joga zaczyna się od tego, że stajesz prosto i oddychasz”. Naprawdę, nie trzeba zwijać się w precel i stać na rękach, żeby być joginem. Poza tym dopiero teraz rozumiem, dlaczego tak wiele osób radzi się ruszać    w celach terapeutycznych – biegać, pływać, ćwiczyć na siłowni. Raz, że wtedy podnosi się    w naszym mózgu hormon szczęścia, dwa że myśli zostają w tle, a nasza uwaga jest tu i teraz, a przecież umysł ma tendencję do wybiegania w przyszłość naprzemiennie  z rozpamiętywaniem przeszłości, co wierz mi, nie ma najmniejszego sensu. Polecam książkę ,,Potęga teraźniejszości” – trochę ciężko się ją czyta, ale pomaga zakotwiczyć przekonanie, jak ważna jest obecna chwila. Najzwyczajniej w świecie – jutra przecież może już nie być…

WEWNĘTRZNE DZIECKO

To kolejny temat, na myśl którego robiłam skwaszoną minę, kiedy pojawiał się na terapii. Po co mam się z nim spotykać, rozmawiać, przytulać je? Przecież jestem już dorosła. Omówmy moje bieżące problemy, wątpliwości, a nie będziemy się bawić w jakąś dziecinadę i wyobrażać sobie spotkanie z samym sobą z dzieciństwa. Tak jak wspomniałam wcześniej, z marszu, w gabinecie terapeuty może być trudno skoncentrować się na tak delikatnych tematach, dopiero na kundalini, podczas dedykowanej temu praktyce stało się to dla mnie możliwe. Joga mocno relaksuje. Osobom mającym dużo napięć i problemów ze snem polecam medytacje (wystarczy wybrać jakąś na YouTube) i jogę nidrę, którą uznaje się za najbardziej leczniczą, a podczas jej praktyki wyłącznie leżymy. Widzisz, to wcale nie chodzi o żadne skomplikowane ćwiczenia. Podczas nidry wprowadzasz się w stan bardzo głębokiego relaksu, podczas którego regenerują się twoje komórki. Twój organizm się uzdrawia! No dobrze, ale po co mamy spotykać się z wewnętrznym dzieckiem? Większość  z nas w dzieciństwie doświadczyła dyskomfortu z jakiegoś powodu. Czuła np. lęk – o byt, o przyszłość, bała się co będzie po rozstaniu rodziców, bała się, że się zgubi – części tych lęków umysłowo nawet nie pamiętamy, ale tu znowu powtórzę – ciało to wszystko pamięta. Część z nas ma za sobą traumatyczne przeżycia związane z przemocą, alkoholizmem w rodzinie czy utratą bliskich. To wszystko wypieramy z siebie, żeby móc dalej ,,normalnie funkcjonować’’ lub wiecznie rozpamiętujemy, nie umiejąc sobie z tym poradzić. Wchodzimy  w beznadziejne związki (bo przecież nasza niska energia przyciąga podobną, niską) lub wpadamy w nałogi. Czy nie warto zamiast tego spotkać się z 5-cio, 10-cio czy 15-nastoletnią wersją siebie i okazać jej wsparcie i zrozumienie? Wysłuchać tego, jak się boi, tego co myśli o świecie i bliskich i dać jej ukochanie i wsparcie. Powiedzieć, że jest wartościowe, takie jakie jest, inaczej nie przyszłoby na ten świat. Naprawdę warto.

Fot. Witold Ancerowicz

Inna z moich ukochanych nauczycielek, Maya Ori, mówi o tym, że często przemawiają przez nas małe dziewczynki (pracuje z kobietami). Zwróć uwagę, jak wielki wpływ przepracowanie tych traum (większych bądź z dzisiejszego punktu widzenia zupełnie błahych) ma na nasze dzisiejsze życie i związki. Zaniedbane, niewidziane przez rodziców wewnętrzne dziecko, szukające atencji, przepełnione bólem, próbuje wymusić coś na partnerze, a przecież nie tędy droga do zdrowej relacji. Przecież chcemy budować dojrzałe związki. Chcemy czuć się lekko, czuć, że świat jest bezpieczny i stoi przed nami otworem, że możemy się realizować. Jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – ufaj sobie. Nie ufaj opiniom kogokolwiek na temat twoich wyborów, związków, upodobań, nie porównuj się. Ufaj sobie! Jesteś bezcenną duszą, która pojawiła się na tym świecie, żeby doświadczać i podążać za swoją intuicją! Znajdź czas na zabawę – w ten sposób też stworzysz przestrzeń na spotkanie z wewnętrznym dzieckiem. Bądź twórczy, kreatywny, spontaniczny, czasem infantylny. Nie kontroluj się. Ja właśnie za to kocham kundalini – np. za taniec Shivy, zupełnie bezładny, w którym puszczamy kontrolę i nie zastanawiamy się, co myślą o nas inni. Lubię też przeciągać się po praktyce w sali pełnej ludzi, czując, że mogę być swobodna i że jestem niczym przedszkolak w tych swoich legginsikach i koszulce, leżąc na macie.

SŁOWA MAJĄ MOC

Słowa i myśli mają moc. To one kształtują naszą rzeczywistość. To nie banał, ale znaczący punkt w budowaniu szczęśliwego życia. Zadbaj o swoją energię i pamiętaj, że to myśli ją wytwarzają – nie marnuj jej na plotkowanie czy zastanawianie się, dlaczego twój były partner postąpił w dany sposób. Tę energię spożytkuj bardziej wartościowo. Nie oceniaj innych, nie skarż się na swojego partnera. Zamiast tego pomyśl albo zapisz to, za co jesteś wdzięczny. Jeśli masz ,,doła’’, zamiast żalić się znajomym i słuchać depresyjnych piosenek, poskacz z podniesionymi rękami. Nasz mózg sczyta to jako radość, euforię – przechytrzysz go i zrobi ci się lepiej. To na czym skupiasz swoją uwagę rośnie – w świecie rozwoju osobistego i duchowego, to zdanie będziesz słyszał na każdym kroku. Dlatego wybieraj myśli, które cię wspierają. Jeśli pojawia się coś negatywnego, zatrzymaj się i pomyśl  o czymś przyjemnym. Postaraj się to poczuć – właśnie wtedy przechytrzysz umysł, tak jak przy podskokach. On czyta to jako stan tożsamy z Tobą i będzie dążył do podobnych sytuacji. Podobne przyciąga podobne – tak działa prawo przyciągania. Koniecznie przeczytaj ,,Siłę” albo ,,Sekret”. Słyszałeś o słynnym eksperymencie z wodą dr Emoto? Kiedy mówiono do zamrożonej, destylowanej wody ,,kocham cię’’, układała się w piękne, regularne formy,          a kiedy mówiono w jej kierunku ,,f*ck you’’ rozpadała się w ohydny sposób. Jesteśmy w 70% złożeni z wody, dlatego dbaj o to, żeby karmić się pozytywnymi myślami i słowami, żeby twoja wewnętrzna woda była najpiękniejszym źródłem. Ja zrezygnowałam z oglądania wiadomości i brutalnych filmów – dzięki temu nie bodźcuję się treściami przesyconymi lękiem.

WIZUALIZACJA I CZUCIE

Żeby dobrze nastroić umysł wspaniałym narzędziem jest wizualizacja. Polecam Ci spisać sobie wizję wymarzonego dnia lub życia w czasie teraźniejszym i czytać to najczęściej jak możesz. Staraj się odczuwać tę wizję wszystkimi zmysłami. Czuj zapach porannej kawy w wymarzonej kuchni, słysz śmiech dzieci bawiących się w swoim pokoju czy wiatr we włosach i na twarzy podczas boskich wakacji. Gdy odczuwamy pozytywne emocje zmienia się chemia w naszym mózgu, wyzwalają się hormony szczęścia i przeprogramowujemy się, przechytrzając umysł przyzwyczajony do ciągłego martwienia się o przyszłość czy narzekania. Jak najczęściej wyzwalaj w sobie uczucie radości, szczęścia, wzruszenia – wszelkich pozytywnych emocji. Z wizualizacji korzystamy także podczas praktyki jogi nidry. W stanie głębokiego relaksu dzieje się to harmonijnie i płynnie, ponieważ są wtedy ku temu najkorzystniejsze warunki. Ważne jest, żeby przyszłość widzieć w swojej wizji, jako coś, co już się dokonało i jednocześnie odczuwać za to wdzięczność – to istotny trick, bo znowu – podobne przyciągnie podobne. Udowodniono, że dla mózgu nie istnieje różnica pomiędzy tym, czy coś się dokonało, czy tylko wyobraziliśmy to sobie. Jeśli targają tobą lęki – poszukaj kotwicy i przypomnij sobie coś, co przyjemnie Ci się kojarzy i skoncentruj na tym swoją uwagę. Przekieruj myśli na inny tor. Żebyś dobrze mnie zrozumiał – mam na myśli wyłącznie niepotrzebne, natrętne schematy myślowe, a nie realne problemy czy traumy. Tym trzeba zrobić miejsce w sercu, przyjąć je, przeżyć, zaakceptować i pozwolić im przetransformować się we wzmacniające Cię światło. Pomocna w tym będzie teoria Berta Hellingera. Świetne treści na ten temat znajdziesz na Facebookowym profilu Wojtka Jarczewskiego.

MIŁOŚĆ VERSUS LĘK

Wybieram miłość. Duchowi nauczyciele, jak Osho czy Anthony de Mello, uważają że istnieje wyłącznie miłość i lęk. Kiedy zaczynałam medytować (były to medytacje prowadzone), na końcu praktyki prowadząca zachęcała do odczuwania miłości do siebie, do osób w danym pomieszczeniu, kraju, do planety. Myślałam sobie: ,,hola hola, no już wystarczy tej miłości”. Przesyłałam ją sobie, rodzinie, ukochanemu. Utożsamiałam miłość z czymś, co mogę czuć do kogoś, a nie z szerszym pojęciem, jakąś energią. Czym jest pole miłości pomogła mi uświadomić sobie medytacja przestrzeni serca Moniki Burzyńskiej (zachęcam też do zgłębienia tematu koherencji serca).

Fot. Witold Ancerowicz

Myślę, że doświadczając jej łatwiej będzie Ci zrozumieć, o co w tym chodzi. A idzie o to, że miłość to pole, wibracja, którą emanujemy z naszego serca w kierunku świata i wszystkich istot. Poprzez poświęcenie uwagi przestrzeni serca, odczuwanie pozytywnych uczuć, takich jak wdzięczność, wzruszenie, współczucie, wybaczenie czy radość, podnosi się nasza wibracja i jesteśmy w stanie wnieść więcej do świata. Dać innym więcej czułości, uwagi, troski lub po prostu obecności. Ta wibracja, jak twierdzą badacze jest lecznicza, wpływa uzdrawiająco na nas i na otoczenie. Świetna psycholożka, Klaudia Pingot za Heart Math Institute podaje, że serce wytwarza pole elektromagnetyczne, które emituje na kilka metrów. Ja wierzę tym argumentom – dzięki temu łatwiej jest mi stosować praktyki, o których piszę. Wybieram teorie, które mnie wspierają, a nie sieją lęk i niepokój. Jakiś czas temu usłyszałam o praktyce, którą chętnie stosuję, polegającą na przesyłaniu błogosławieństw przechodzącym obok ludziom – życzeniu im w myślach zdrowia czy pomyślnego dnia. To wspaniały sposób na generowanie pozytywnego ładunku energetycznego. Wybieramy w ten sposób miłość zamiast lęku pod postacią np. natrętnych myśli o negatywnych wydarzeniach. Wspomniałam o medytacji – jeśli obawiasz się, że nie wygrasz z gonitwą myśli, korzystaj z medytacji prowadzonych, których mnóstwo znajdziesz na YouTube – nie musisz siedzieć i próbować nie myśleć. Podczas prowadzonej medytacji dzieje się to wszystko, o czym piszę – generujesz pozytywne uczucia i podnosisz swoje wibracje czyli uzdrawiasz się na wielu poziomach.

O ZWIĄZKACH

Większość z nas pragnie żyć w relacjach partnerskich, wielu chce założyć rodzinę i mieć dzieci. Szkoda, że nikt nie uczy nas, jak ,,powinien’’ wyglądać udany związek. Fajnie przedstawił to w filmie ,,7 uczuć” Marek Koterski. Reżyser zwrócił uwagę, że w szkole uczymy się całej masy nieprzydatnych rzeczy, za to nie mówi się nam niczego o relacjach czy emocjach. W dzieciństwie napatrzyliśmy się niejednokrotnie na ,,ciche dni’’ czy fochy pomiędzy rodzicami, czasem na odgrywanie się na sobie nawzajem, lekceważenie, wymuszanie, manipulowanie, a przecież to nie ma nic wspólnego z wartościową relacją. To, że miłość do siebie jest najważniejsza, na pewno słyszałeś wielokrotnie. To postawa – kochaj siebie i swoje życie, pracuj nad polem serca, a dopiero wtedy Twoje życie może ubogacić osoba, z którą będziesz chciał stworzyć związek i obdarować miłością. Kiedy będziesz pracować z przestrzenią serca, staniesz się przepełniony empatią i zrozumieniem dla niej,     a także szacunkiem i świadomością, że ta osoba nie należy do ciebie i nie jest ci niczego winna. Inspiruj, chwal, doceniaj, zamiast karcić, wytykać błędy i wymuszać pewne zachowania. Wierz mi, że pracując z przestrzenią serca, to wszystko stanie się dla ciebie naturalne. Jeszcze jedna cenna nauka od coach Mai Ori – ilekroć chcesz udowodnić partnerowi lub komukolwiek swoją rację, zastanów się, czy wolisz być szczęśliwa czy mieć rację. Życie jest zbyt krótkie, żeby tracić czas na spieranie się o błahostki.

KOBIETY MAJĄ MOC

Jeśli jesteś kobietą, wiedz, że masz niezwykłą moc. To Ty jesteś portalem przez który mężczyzna łączy się z tą ,,energią kosmosu, wszechświata’’. W tekstach Maciąg znajdziesz o tym więcej informacji. Pamiętaj, nigdy nie próbuj zmienić jego! To nie wyjdzie. Zmieniaj siebie, a zmiana w nim dokona się przy okazji. ,,Ja nie wierzę w cuda, ja na nich polegam” – mówił Yogi Bhajan, mistrz Jogi Kundalini. Czyż nie rozkosznie jest otworzyć się na taką perspektywę?

Fot. Witold Ancerowicz

Róża Augustyniak – pracuje jako stylistka, dba o wizerunek osób publicznych i indywidualnych klientów. Przygotowuje kostiumy na potrzeby produkcji reklamowych i telewizyjnych. Na co dzień pasjonatka włoskiego la dolce vita i jogi kundalini. Porady modowe znajdziesz na jej kanale YouTube https://bit.ly/2SePdDJ i Instagramie: www.instagram.com/madamerose

Zobacz także

Urlop ojcowski, tacierzyński czy rodzicielski? Tato, sprawdź, z jakich przywilejów możesz skorzystać

Jeden plus jeden to dwa (nie jeden!). Nie mówcie, że kolejne dziecko w rodzinie nie robi różnicy

Łatwiej byłoby się przeprowadzić niż tu posprzątać? Basta! Dzieci do roboty!