Psychologia

Jestem introwertyczką, ale to nie znaczy, że… Oto 15 rzeczy, których nie rozumiecie i nie akceptujecie w introwertykach

Redakcja
Redakcja
24 sierpnia 2021
fot. Finn Hafemann/iStock
 

Zdołowana, znudzona, wyniosła… Mnóstwo tych mitów. Uwierz, że jeśli poznasz introwertyka i uzna cię za prawdziwego przyjaciela, będzie jedną z najciekawszych osób, jakie znasz. Wystarczy odrobina cierpliwości, aby odkryć, co kryje się pod spodem. Warto na to czekać. Ta „dziwność” też może ci się spodobać.

Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że nie można powiedzieć, że „wszyscy” introwertycy lub ekstrawertycy robią to czy tamto. Niektórzy ludzie są bardziej introwertyczni niż inni. Może się okazać, że masz niektóre z poniższych cech. Ciesz się wszystkim, co czyni Cię wyjątkowym. Zarówno introwertycy, jak i ekstrawertycy mogą być niesamowitymi ludźmi.

Nie jestem w złym nastroju ani nie mam focha!

Nieustannie o czymś myślę. Myślę o różnych rzeczach przez cały dzień. Mój mózg jest stale w ruchu. Co i raz spotykam się z opinią i/lub „troskliwymi” pytaniami – czy coś się stało, jesteś nie w humorze, obraziłaś się? Nie obraziłam się! Nie mam focha! Dajcie spokojnie pomyśleć, no. Jeśli zapytasz introwertyka, czy jest szczęśliwy, zwykle odpowie, że jest.

Nie lubię być w centrum uwagi

Nie lubię być w centrum uwagi, ale denerwuje mnie też, gdy ktoś na siłę próbuje zwrócić uwagę na siebie. To trochę ironiczne, ponieważ  o introwertykach mówi się, że są głębokimi myślicielami i mogą wiele nauczyć ludzi.

Nie oddzwonię, jeśli nie wiem, do kogo należy numer

Bywa też, że nie odbiorę telefonu, nawet jeśli wiem, kto dzwoni. To nic osobistego, ale jest kilka powodów, dla których mogę nie chcieć rozmawiać od razu. Mogę przez coś przechodzić i muszę się nad tym zastanowić. Mogę być w trakcie projektu lub po prostu nie mam nastroju na pogaduchy. Nie cierpię też small talku, więc unikam 30-minutowych rozmów o warzywach, jeśli tylko mogę. Wolę napisać coś, co zajmie kilka minut, niż porozmawiać przez telefon o tym samym, ponieważ zajmie to znacznie więcej czasu. Jeśli odbiorę Twój telefon, potraktuj to jako ogromny komplement.

Nie osądzam innych. Nigdy

Introwertyk przez większość czasu jest cichy i głęboko zamyślony. Sprawia wrażenie, że obserwuje wszystko niezwykle wnikliwie. To może wywołać przekonanie (obawę), że „coś sobie o mnie na pewno myśli”. Cóż, nie jest tak, uspokajam. Nie lubię marnować energii na takie sprawy.

Raz na jakiś muszę wyjść

Obalam ten mit! Introwertycy nie lubią być cały czas sami! Od czasu do czasu lubię wyjść i odwiedzić nowe miejsce, a nawet poznać nowych ludzi. I świetnie się wtedy bawię. Lubię spędzać czas i wypić kawę, ale nie lubię powierzchownych przyjaźni i pogawędek. Po takiej dłuższej obecności potrzebuję czasu na samotność. Po kilku dniach bycia pustelnikiem znów jestem gotowa do wyjścia.

Potrafię być duszą towarzystwa

Nie oznacza to, że koniecznie chcą nią być. Mogę to zrobić z grzeczności, z potrzeby bycia dobrym gospodarzem lub z innego powodu. Introwertyk potrafi zabawiać ludzi. Wymaga to wysiłku, ponieważ nie przychodzi to naturalnie, dlatego tak doceniam prawdziwe przyjaźnie i prawdziwe rozmowy. Będąc duszą towarzystwa trzeba uciekać się do trików, które nie są dla mnie łatwe do przejścia – small talk, głośny śmiech, przesadna mimika, nieustanne zainteresowanie wszystkimi i wszystkim wkoło. Jestem w stanie to wszystko zrobić.

Nawet jeśli tak wyglądam, nie znaczy to, że się z tobą nudzę

Mogę się dobrze bawić nawet bez nieustannego szczerzenia się i piszczenia z radości. Rzadko się nudzę, bo większość czasu jestem przecież zamyślona. Jestem kreatywna, ale lubię działać samodzielnie. Zapewniam, nie jestem znudzona. Tam w środku jest pełen zachwyt.

Wolę obrócić to, co jest dla mnie bolesne w żart, niż o tym porozmawiać

Lubię swoje pomysły, uwielbiam śnić na jawie, tworzyć, czytać, oglądać filmy, relaksować się i naprawdę czasem się śmieję. Wielu znanych komików jest introwertykami. Mówienie o tym, co bolesne na scenie, wyśmiewanie tego, to forma terapii. Z drugiej jednak strony, brak komunikacji stanowi często źródło problemów w ich relacjach – zdaj sobie z tego sprawę. Czasem bardzo dobitnie.

Potrzebuję samotności, żeby „doładować baterie”

W samotności łatwiej mi opanować trudną emocjonalnie sytuację, podjąć trudne decyzje. Cenię towarzystwo innych i głębokie rozmowy, ale potrzebuję też czasu „dla siebie”. Z niezrozumiałych dla innych powodów „izoluję się”, sprawiając wrażenie, że kogoś nie lubię, lub nie chcę jego towarzystwa. To błędna interpretacja.

Czasem lubię ludzi. A czasem nie

Lubię poznawać ich prawdziwą stronę. To, co mi się nie podoba, to fałszywe osobowości, śledzenie plotek, rozmawianie o pogodzie lub cokolwiek innego, co jest… bezcelowe i bezwartościowe. Z zasady nie tłumaczę się ze swoich sympatii i antypatii.

 Kochają mocno. Bardzo mocno

Głównie dlatego, że temat uczuć i emocji jest dla mnie trudny. Mocno przywiązuję się do ludzi i trudno mi się z nimi rozstać. Długo cierpię z powodu rozstania, długo rozpamiętuję swoje związkowe niepowodzenia.

Lubię spędzać czas z moim dzieckiem, ale potrzebuję też od niego odpoczynku

Dzieci przychodzą z własnymi osobowościami, co oznacza, że ​​mogą być ekstrawertyczne. No tak się trafiło, że moje takie jest. Fajnie jest oglądać ekstrawertyka w akcji i obserwować, jak wchodzi w interakcje, ale jako introwertyczka potrzebuję czasu, żeby naładować baterie i być dla swojego dziecka w pełni. Tak naprawdę bycie introwertyczką czyni ze mnie wspaniałego rodzica: jestem w stanie odpowiedzieć na zagadki życia, jestem cierpliwa, ogromnie kocham swoje dziecko i lubię przebywać w jego pobliżu. Po prostu dajcie mi trochę czasu w samotności.

Lojalność jest dla mnie kluczowa

Do tego stopnia, że jeśli poświęcam czas, aby cię dobrze poznać, wiele dla mnie znaczysz.  „Za​​inwestuję” w ciebie dużo czasu, miłości, życzliwości… Chcę, żebyś został i był „prawdziwym” przyjacielem, co oznacza, że jeśli nawet nieświadomie zwrócisz się przeciwko mnie, bardzo mocno mnie zranisz. I trudno będzie to naprawić.

Sprawdź: 4 typy introwertyków. Sprawdź, którym jesteś

Nie lubię niespodzianek i niezapowiedzianych gości

Nie lubię niczego nieoczekiwanego, ale szczególnie – nieoczekiwanych gości. Mam dla innych wyznaczony przez siebie czas. Nie lubię się rozpraszać. Mogą też nie mieć energii lub nie być gotowi na wizytę.

Łatwo się rozpraszam

Zbyt dużo bodźców to nie jest to, co lubię. Lubię natomiast pracować w cichym otoczeniu, z dala od innych. Rozpraszają mnie pewne dźwięki – kapanie wody z kranu, stukot, wiercenie, ale czy tylko mnie, serio? Nie przeszkadzają mi te kojące. Ruch w zasięgu ich wzroku również może rozpraszać moją uwagę. Ludzie gapiący się na mnie lub stojący za moimi plecami również mnie rozpraszają i denerwują.


Psychologia

7 rzeczy, których nie powinnaś się wstydzić. One mogą stać się twoją siłą!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
24 sierpnia 2021
fot. Pyrosky/iStock
 

Są takie cechy charakteru, skłonności duszy i serca, z którymi żyć wcale nie jest łatwo. Rzadziej się też za nie zbiera pochwały. Niekoniecznie wszyscy je podziwiają. Łatwiej chwali się dziś ludzi sukcesu, którzy: dużo zarabiają, są śmiali, piękni, zgrabni i popularni. Trudniej zbierać oklaski za wrażliwość, prawdomówność, niepopularną pasję czy podążanie za swoimi marzeniami, które dla większości wydają się utopią. Ale przecież to, co jest rzadkie, można zmienić w wyjątkowe, by było w cenie. To, czego dziś się wstydzisz, wkrótce może stać się twoją siłą.

A więc nie wstydź się…

1. Marzeń

Nawet jeśli na liście swoich marzeń masz coś, co dla innych jest niewiele warte. Jeśli mocno stoisz za swoimi pragnieniami, masz szanse na ich realizację. Nie musisz pragnąć jak wszyscy: domu na przedmieściach z ogródkiem i dwójką uroczych dzieci. Nie musisz marzyć o stanowisku, które będzie trampoliną dla zarobków. Możesz marzyć o rzeczach dla innych kompletnie nieatrakcyjnych np. kursie rzeźbiarstwa czy wyprowadzaniu na spacer psów w schronisku. A nawet o takich potencjalnie bardzo trudnych do osiągnięcia – jak wejście na jeden z ośmiotysięczników. Czemu nie? Niektórzy twierdzą, że nie zdobywanie szczytu, ale droga na szczyt najciekawsza. Z tego wynika, że już sam proces marzenia i dążenia do jego realizacji, może być wielką przyjemnością. Ona jest najważniejsza.

2. Wrażliwości

Wzruszasz się, gdy czytasz piękną historię o miłości dwojga ludzi, albo ronisz łzy, gdy nikt nie chce adoptować starego psa, który w schronisku spędza już piąty rok. Rozmyślasz nad krzywdą dzieci uchodźców, o których obejrzałaś reportaż w telewizji, podczas gdy twoi znajomi przechodzą obok takich spraw obojętnie. Nie raz biłaś się z myślami, że wolałabyś jednak być mniej empatyczna. Silniejsza, po prostu. Tak przecież łatwiej się żyje. Może i jest w tym dużo prawdy. Ludzie, którzy mają grubszą skórę, nie „tracą swojej energii”. Ale przecież z własnej wrażliwości możesz uczynić atut. To ty, jak barometr, wiesz pierwsza, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Możesz za tym podążać – działać, wspierać, pomagać. Może nie zostanie to docenione natychmiast? Ale na dłuższą metę… procentuje.

3. Własnych przekonań

Jesteś jedyną wierzącą osobą w gronie najbliższych ci osób. Jesteś jedyną wegetarianką, jaką znasz. Jedyną ekolożką. Jedyną feministką. To dobrze! Nawet świetnie! Nawet jeśli dziś narażasz się na drwiny, to tak naprawdę masz szanse rozpocząć kiedyś rewolucję. Nawet jeśli miałaby tylko dotyczyć twojego podwórka, rodziny, klasy, pokoju w biurze. Nie musisz robić niczego spektakularnego. Nie musisz nieść swoich haseł na sztandarach i głośno krzyczeć, spierać się w dyskusjach na argumenty. Wystarczy, że konsekwentnie będziesz robić swoje. Nie jeść mięsa. Segregować śmieci. Modlić się w kościele. Ludzie, którzy dostrzegą, że twoje przekonania nie są na pokaz, z czasem zaczną je traktować serio, z szacunkiem.

4. Niewiedzy

Ile z nas woli cicho siedzieć na zebraniu w pracy, bo boi się przyznać, że czegoś nie rozumie, nie wie, albo że jakiś pomysł jest zwyczajnie głupi. Stop! Teraz przypomnij sobie, ile razy słyszałaś rzeczy oczywiste, wypowiadane przez swoich kolegów i koleżanki z pracy z wielką emfazą i pewnością siebie. Pewnie wszyscy słuchali tego z uwagą? Ja zawsze wychodzę z założenia, że mam prawo nie wiedzieć i szukam wokół siebie przyjaznych osób, które potrafią docenić szczerość. Jeśli w pracy masz mądrego przełożonego — on szybko powinien zorientować się, że choć czegoś nie wiesz, jesteś pracowita i szybko się uczysz. To powinno wystarczyć i procentować na przyszłość.

5. Ciała

Za chuda? Za gruba? Z trzema wałkami na brzuchu? Z kościstymi obojczykami? Z szerokimi biodrami? Płaską pupą? Małym biustem? Daj… spokój! Od samego pisania robi mi się słabo. Naprawdę nie musisz wstydzić się swojego ciała! Wstukaj w internet hasła: „body positive” lub jego polską wersję „ciałopozytywność”. Warto! Ruch ten powstał w 1996 roku z inicjatywy cierpiącej na zaburzenia odżywiania pisarki Connie Sobczak oraz psychoterapeutki Elizabeth Scott. Dziś zwykłe kobiety pokazują bez pardonu na Instagramie, że po latach restrykcyjnych diet, poczucia obrzydzenia do swojej figury, można nauczyć się – dzięki wsparciu innych ciałopozytywistek – kochać swoje ciało bezwarunkowo.

6. Złości

Zdarzało ci się reagować w sposób, którego się wstydziłaś? Nakrzyczałaś na partnera? Popłakałaś się w pracy? Słuchaj, jesteś tylko człowiekiem. Psychologowie twierdzą, że nie ma „złych emocji”, których trzeba się pozbyć. Nie da się żyć w separacji od silnych emocji takich jak: agresja czy złość. Każdy z nas je w sobie ma. Dzięki nim potrafimy walczyć o swoje, czyli realizować swoje potrzeby; stawiać innym ludziom granice, czyli odmawiać i walczyć własną przestrzeń i niezależność w myśleniu. Teraz tylko trzeba nauczyć się z nimi obchodzić. Nie wolno ich pod wpływem wstydu tłumić, bo wybuchną. Warto więc na bieżąco załatwiać denerwujące cię sprawy, by nie czuć tego, że nagle tracisz nad sobą kontrolę.

7. Inności

Wydaje ci się, że nigdzie nie pasujesz? Mamy dla ciebie dobrą wiadomość: naprawdę nie musisz pasować. Czas będzie ci sprzyjać i w końcu znajdziesz grupę osób, która myśli podobnie. Dziś, w dobie Internetu, łatwiej jest odszukać sprzymierzeńców. Niezależnie od tego, czego dotyczy twoja inność – seksualności, wiary, pasji, cech charakteru. W końcu znajdziesz swoich ludzi!


Psychologia

Czuła, że zrobiła to dla tych wszystkich zdradzonych i zranionych przez Maćka kobiet. Tinderowe love bez happy endu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 sierpnia 2021
fot. FilippoBacci/iStock

Ta historia ma taki sam początek jak wiele innych – brak miłości i szacunku w małżeństwie, alkohol, przemoc psychiczna. To nas – kobiety – doprowadza do wypalenia, kiedy w nas coś pęka, kiedy w końcu mówimy DOŚĆ. Dość dawania kolejnych szans, dość kolejnym poniżaniom i lekceważeniu. Mamy w końcu siłę na to, żeby zrozumieć w głębi serca, że nie chcemy tak dłużej żyć, że już wystarczy. Mamy siłę żeby odejść, spakować siebie i dzieci i uciec jak najdalej, zacząć wszystko od nowa, w poszukiwaniu spokoju i miłości.

U mnie też tak było… Układałam życie na nowo, byłam wolna i niezależna. W końcu zaczęłam żyć swoim życiem, dla siebie. Bardzo mi się to podobało, ale w głębi duszy czegoś nadal mi brakowało, bo w sumie przez wszystkie lata małżeństwa nie byłam sama, ale niestety zawsze samotna. Pragnęłam na nowo się zakochać, znowu poczuć jak to jest tulić się do ukochanej osoby. Od odejścia od męża mijał już prawie rok, stwierdziłam że jestem gotowa na flirt, na nowe znajomości, na przyjaźń, na miłość. Za namową przyjaciółki założyłam profil na aplikacji randkowej Tinder pod pseudonimem Marilyn.

Marilyn jest atrakcyjną szczupłą blondynką, lat 40 – jej profil był bardzo pożądany przez wielu Panów. Licznik dobił do 99 polubień – limit wyświetleń licznika osiągnięty, choć tych przesunięć w prawo (na TAK) dla Marilyn było znacząco więcej. Marilyn natomiast czytała dogłębnie każdy opis, pod każdym profilem. Przerzucała w lewo (na NIE) wszystkich muskularnych Adonisów, wszystkie fotki zrobione na siłowni czy też w łazience przed lustrem leciały w kierunku NIE. Marilyn nie przykładała tak dużej wagi do wyglądu Panów, najważniejszy dla niej był intelekt, ale to mogła sprawdzić jedynie podczas rozmowy lub ewentualnego spotkania.

Za bardzo była zraniona chamskim i gburowatym zachowaniem, już prawie, byłego męża (rozwód toczył się bocznym torem). Choć Marilyn jest wykształconą osobą i pracuje na wysokim stanowisku w jednej z firm konsultingowych (w pracy dla innych była Królową Śniegu), to jednak w domu była tą Potulną z książki Natalii de Barbaro „Czuła Przewodniczka”. Dla Marilyn nie było też ważne, czy pan jest po przejściach, czy też z tzw. czystą kartą. Pragnęła stałej relacji, nie przypadkowych romansów. Chciała znowu się zakochać, znów być szczęśliwą, szanowaną kobietą.

Tinder skojarzył ją w pary z kilkunastoma mężczyznami. Zaczęły się rozmowy, pisanie, flirty. Odbyło się też kilka spotkań, jednak jak to mówią nie zaiskrzyło. W końcu pojawił się ON – w miarę przystojny, koszula w kratę, wzrost 185 (podobno to ważne na Tin), języki obce opanowane – POL/ENG/DE, wykształcony Software Engineer, lat 42. Marilyn była zachwycona pisaniem z Maćkiem (imię zmienione). Maciek był z tych, którzy nie lubili rozmów telefonicznych. Maciek na co dzień pracuje w Szwajcarii, jednak w czasie pandemii miał możliwość pracy zdalnej z Polski. Po miesiącu wspólnego pisania (i niepisania) w końcu się spotkali. Randka w restauracji była przyjemnym doświadczeniem dla Marilyn. Inteligentny, kulturalny Pan zauroczył ją. Dawno nie czuła się tak dobrze w towarzystwie mężczyzny. Komplementy, wymiana spojrzeń i uśmiechów. Było dobrze, Marilyn w końcu dostała to, czego tak długo szukała i na co tak długo czekała. Spotkanie zakończyło się namiętnym pocałunkiem, z czego Marilyn bardzo się cieszyła. Bo przecież zapomniała jak to jest całować się – z mężem pocałunków nie było. Pragnęła tej namiętności i pożądania, których tak dawno nie miała.

Kolejne randki, kolejne spotkania, wszystko szybko się toczyło. Marilyn usunęła swój profil na Tinderze, tłumacząc sobie, że Maciek to jest ten złoty strzał. Seks z Maćkiem też był znakomity, znowu poczuła się spełnioną kobietą. Marilyn, zanim mu się w pełni oddała, musiała być pewna, że to nie jest przelotny romans. Maciek zapewniał ją, że tak jest, że dla niego to też jest ważna relacja, której tak bardzo pragnął. Jednak Marilyn czuła się często zbyt mało ważna. Maciek nigdy nie był ciekawy, co działo się w jej życiu, nigdy nie pytał za wiele. W głębi duszy mówiła sobie: „on nic o mnie nie wie i nie chce mnie poznać”, ale później tłumaczyła sobie – taki już jest programista – myśli zerojedynkowo. Myślała, że kiedyś go po prostu przeprogramuje.

Maciek od razu na początku znajomości zaznaczył, że nigdy nie miał kolegów, zawsze utrzymywał dobry kontakt z koleżankami – niejednokrotnie o nich opowiadał i o problemach, z jakimi się zmagają głównie przez facetów. Marilyn nie zabraniała, wiedziała, że przyjaciele są ważni w życiu każdej osoby.

Poświęcała mu każdą wolną chwilę, natomiast Maciek miał czas dla Marilyn jedynie co drugi dzień. Nie naciskała – wiedziała, że Maciek jest po rozwodzie, ma dziecko i swoje sprawy. Nie chciała go osaczać ani ograniczać. Bała się, że jej wymarzony partner ucieknie, gdy będzie za bardzo naciskać w tematach, które nie do końca jej pasowały. Po 3 tygodniach znajomości Marilyn powiedziała Maćkowi: „Zakochuję się w Tobie”. Zdziwiła ją jego odpowiedź: „Nie warto”. Nie rozumiała dlaczego tak jest, tłumaczyła sobie, że pewnie wpływ na jego emocje ma jego byłe małżeństwo, w którym jak to mówił nie czuł się kochany.

Namiętny romans trwał ponad miesiąc do momentu, kiedy Maciek musiał wracać do Szwajcarii. Znowu zaczęło się tylko pisanie. Marilyn nie mogła zrozumieć, dlaczego Maciek do niej nie dzwoni, jeżeli już rozmawiali, to ona dzwoniła do niego, nie odbierał a później, po jakimś czasie, oddzwaniał. Przestała końcu dzwonić. Pisała. Poznawała natomiast kolejne historie z życia jego koleżanek – wszystkie zapoznane przez Tinder. Marilyn nie rozumiała, dlaczego Maciek ma wciąż konto na Tinderze, a jest z nią w „stałym związku”. Tłumaczył, że to są stare znajomości i że tylko z nimi rozmawia. Na pytanie Marilyn: „czy te Panie z Tindera nie mogą się od Ciebie odczepić?” usłyszała: „Ale ja nie chcę, żeby się odczepiały. Te, które chciałem to się odczepiły, te które nie chciałem też się niestety odczepiły.”

Marilyn z każdym kolejnym dniem nabierała podejrzeń co do intencji Maćka. Założyła fikcyjny profil na Tinderze. Ania, lat 38. Szczupła blondynka, zadbana, uśmiechnięta. Zdjęcie pobrane z neta. Wiedziała, że taka osoba (podobna do niej) ewentualnie zainteresuje jej partnera. Po 1,5 miesiąca nieobecności w kraju Maciek przyjechał do Polski na tydzień. Traf chciał, że Ania, lat 38, (Marilyn), przeglądając profile Panów od razu natrafiła na swojego Maćka – był aktywny na aplikacji randkowej. Dała w prawo (na tak), czekając czy on też ją polubi. Tego samego dnia bardzo stęskniony za Marilyn Maciek, zaprosił ją na romantyczną kolację, na której całując ją namiętnie zapewniał, że nie przegląda profili na Tinderze, że nie pisze z nikim nowym, a tym bardziej, że się z nikim nie umawia. Na drugi dzień Maciek dał w prawo (na TAK) dla zdjęcia i profilu Ani, od razu pisząc wiadomość: „Cześć Aniu. Świetnie wyglądasz”. Nie podejrzewał, że Ania i Marilyn to ta sama osoba. Po gorącej wymianie zdań i komplementów, Ania dowiedziała się od Maćka: „ja się nie nastawiam, nie fiksuję, ma być fajnie”. Do tego zapewniał ją, że w Szwajcarii pracuje tylko do końca roku, a do Polski przylatuje 2 razy w miesiącu i to nie jest tak, że wpada tylko na jeden dzień. Oczywiście Maciek nie omieszkał wspomnieć Ani, że nie liczy tylko na wyjście na drinka, ale również na coś więcej – przesyłając na koniec zdania gorącego buziaka. Marilyn dowiadywała się czegoś nowego o swoim partnerze – bawiło ją pisanie na Tin jako Ania i w tym samym czasie z Maćkiem na WhatsApp jako Marilyn. Czuła, że zemsta będzie słodka. 😊

Maciek zagłębiał się dalej w nową znajomość: „Spotkajmy się!” – zaproponował Ani. Ania przystała na zaproszenie: „w sumie czemu nie, zawsze wolę spotkania na żywo niż pisanie na Tinderze”. „Tak. Klawiatura przyjmie wszystko” – skomentował Maciek. Umówili się na kolejny dzień, miejsce spotkania wybrała Ania – ta sama restauracja w której Maciek i Marilyn byli na pierwszej randce. Maciek wolał iść na sushi, jednak Ania w przeciwieństwie do Marilyn nie przepadała za sushi. Maciek poczuł się zobowiązany i przesłał Ani swój numer telefonu jak to określił: „na wypadek, gdybym nie mógł korzystać z Tindera. Raz mi się zdarzyło, więc taka trauma”. Ania podziękowała za numer, jednak swoim numerem się nie podzieliła.

Dzień randki i słodkiej zemsty zaczął się od wymiany soczystych buziaczków na Whatsapp przez Maćka i Marilyn. Marilyn poinformowała go, że chciałaby się z nim dziś spotkać, jednak Maciek umówiony już na 18.00 z Anią musiał łagodnie odmówić Marilyn: „dzisiaj mógłbym koło 20, zatem mało czasu by nam zostało”. Marilyn, śmiejąc się, mówiła sama do siebie: „czyli ma aż 2 godziny przeznaczone dla Ani? Jeszcze nie wie, że to będzie szybka akcja”. Marilyn, czyli Ania, założyła czarną bluzkę z odkrytymi ramionami, czarną mini spódniczkę która zawsze pozytywnie działała na jej partnera. Wyglądała zjawiskowo, „niech wie co stracił” – pomyślała, spoglądając w lustro. W dobrym nastroju pojechała zdemaskować swojego partnera, któremu tak bezgranicznie ufała. 20 min. przed spotkaniem Maciek poinformował Anię, że spóźni się 5- 10 min. Było to bardzo na rękę Marilyn, bo opracowany w domu scenariusz mogła do końca doprecyzować. Udała się do restauracji, usiadła na piętrze przy stoliku z widokiem na ogródki restauracyjne. Obserwowała otoczenie, obmyślając, jakie kolejne kroki musi wykonać, w międzyczasie wysyłając Maćkowi wiadomość: „skoro się spóźniasz to wskoczę do sklepu. Zajmiesz stolik na zewnątrz? Jest kilka wolnych”. Maciek przystał na propozycję Ani, która jednak nadal obserwowała otoczenie w oknie restauracji. Maciek na bieżąco informował Anię: „Zaparkowałem. Już idę”. A gdy grzecznie zajął miejsce przy stoliku napisał: „już jestem”. To była ta chwila, na którą Marilyn (Ania) czekała. Zdecydowanym krokiem i z uśmiechem na ustach udała się do stolika, przy którym siedział Maciek. Miał zażenowaną minę, głupio się uśmiechał na widok Marilyn. Nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Marilyn przywitała go słowami: „cześć Maćku, jestem Ania, lat 38”.

Maciek jedyne, co potrafił w tym momencie, to wydusić z siebie to „ale proszę Cię, przestań”. Było mu głupio, jak wszyscy goście restauracji spoglądali w ich stronę, jak Marilyn wyrzucała z siebie te wszystkie emocje, że wie o jego zdradach i romansach, że bawił się kosztem jej uczuć, że jej osobą podbudowywał swoje ego. Na koniec Marilyn wstała, podeszła do stolika obok, sięgnęła po piwo od jakiegoś Pana i chlupnęła w twarz Maćkowi i na jego granatową koszulę. Była z siebie dumna, wyszła stamtąd z podniesioną głową i nieschodzącym z ust uśmiechem. Nie czuła rozpaczy, żalu. Była szczęśliwa że zakończyła to z sukcesem dla siebie. Jak to mówią karma wraca… Marilyn sądzi że to ona była tą karmą, dla tych wszystkich zdradzonych i zranionych przez Maćka kobiet.


Zobacz także

Nie bądź księżniczką zamkniętą w wieży… Znajdź w sobie siłę

Szanuj się, kobieto… Co to właściwie dzisiaj dla nas znaczy?

5 toksycznych nawyków w związkach, które uważamy za „normalne” (i czym je zastąpić)