Lifestyle Zdrowie

„Jedz gotowane ziemniaki i dużo warzyw, łykaj wit. C i E”: porady dla chorych na endometriozę dr Hanny Stolińskiej.



Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 grudnia 2021
endometrioza objawy
Fot. iStock – Endometrioza -objawy psychiczne, jelitowe i bólowe
 

Dopiero od dwóch, trzech lat na świecie pojawiają się artykuły naukowe na temat wpływu diety na rozwój i leczenie endometriozy. Wiele z opisywanych w nich badań prowadzono na myszach i szczurach i niestety też wiele z tych analiz przynosi sprzeczne dane. Nie ma też jednoznacznych zaleceń, jak powinny być żywione osoby z endometriozą. Większość kobiet, która dostaje diagnozę, natychmiast szuka informacji na temat diety i często – kierując się modą – wyklucza lub zmniejsza spożywanie glutenu, produktów mlecznych i węglowodanów. Czy słusznie? Na te pytania w swojej książce odpowiada dietetyk dr Hanna Stolińska.

Na podstawie lektury „Endometrioza. Leczenie dietą, 170 przepisów”, Wydawnictwo Zwierciadło wybraliśmy dla czytelniczek Oh! Me dziesięć porad dotyczących diety dla osób chorych na endometriozę. Prezentujemy zaledwie ułamek wiedzy, jaką znajdziesz w tej książce.

 



1. Nie wrzucajmy wszystkich produktów z glutenem do jednego worka.


„Nie jestem zwolenniczką pszenicy oczyszczonej, bo – przypominam – po to jemy, żeby dostarczać organizmowi cennych składników do prawidłowego funkcjonowania, a mąka pszenna to puste kalorie. Dlatego nie ma potrzeby jadania produktów z białej mąki, takich jak biały chleb, biały makaron itp., ale jak najbardziej jestem za owsem, jęczmieniem i żytem, jeżeli nie mamy problemów z ich trawieniem”, mówi Hanna Stolińska.

2. Nie ma sensu rezygnować z węglowodanów złożonych.


„To źródło energii wolniej uwalniającej się dzięki błonnikowi pokarmowemu, ale również bogactwo magnezu, żelaza, witamin z grupy B. Proste węglowodany to cukier, a jego nie zobaczycie w moich przepisach, nawet jeżeli twierdzę, że wszystko jest dla ludzi, byle było w odpowiednich ilościach. Cukier – tak, ale ten z owoców. Tyle wystarczy”, mówi Stolińska.



3. Ziemniaki są ok!


Z zawierają fenole roślinne i związki przeciwutleniające, które korzystnie wpływają na poziom lipidów, działają przeciwzapalnie oraz zmniejszają stężenie białka ostrej fazy stanu zapalnego (CRP) i cytokiny interleukiny, pobudzającej procesy zapalne. Ale uwaga: ziemniaki smażone w wysokiej temperaturze prowadzą do uwolnienia czynników rakotwórczych, takich jak akrylamid.

4. Czy faktycznie mięso jest takie niezdrowe?


U kobiet spożywających ponad dwie porcje czerwonego mięsa dziennie (co odpowiada 14 lub więcej porcjom tygodniowo) ryzyko zachorowania jest większe niż u tych, które jadły jedną porcję na tydzień. Co ciekawe, nawet 2–4 porcje w tygodniu przyniosły niewielki wzrost ryzyka endometriozy, co jasno sugeruje, że warto ograniczyć spożycie czerwonego mięsa i nie jadać go częściej niż raz w tygodniu.

„Mimo że sama go nie spożywam od dwudziestu jeden lat, uważam, że dieta fleksitariańska, czyli uwzględniająca okazjonalne jedzenie mięsa, jest bardzo rozsądnym podejściem”, pisze Stolińska.

Zobacz także: Od ginekologów nadal słyszymy: „Pani się przed seksem napije kieliszek wina dla rozluźnienia i powinno być lepiej”. Nie, nie jesteście histeryczkami, to może być endometrioza!

5. Większa ilość warzyw w diecie pomaga.


Zwłaszcza żółtych, nabiału, owoców, roślin strączkowych, ziemniaków i oleju została powiązana z mniejszym ryzykiem rozwoju endometriozy. Rezultatem dużego spożycia warzyw i owoców było zwiększenie ilości antyoksydantów w surowicy i niższe stężenie estrogenu.

6. Postaw na ryby i owoce morza.


Są najbogatszym źródłem cennych kwasów tłuszczowych wielonienasyconych omega-3: eikozapentaenowego EPA i dokozahek-saenowego DHA. Zalecane są też jednonienasycone kwasów tłuszczowe z grupy MUFA (m.in. oliwa z oliwek, awokado, orzechy ziemne) oraz kwas oleinowy z rodziny omega-6 (np. olej rzepakowy, arachidowy, migdałowy). Składniki te obniżają poziom stanu zapalnego i wpływają na wzrost aktywności komórek odpornościowych.

 

7. Bogata w błonnik dieta działa cuda!

Ma ona wpływ na zmniejszenie stanu zapalnego i obniża poziom CRP we krwi (białka wskazującego na ostry stan zapalny). Może też podnieść poziom wskaźnika SHBG (dotyczy zaburzeń hormonalnych).



8. A co z nabiałem?

Wysokotłuszczowy nabiał w diecie nie miał wpływu na pojawienie się endometriozy. Korelację z chorobą wykazuje żywność z mleka odtłuszczonego i niskotłuszczowego.

9. Fajnie by było w eko!


Warzywa i owoce często są źródłem pestycydów. Badania in vitro i in vivo wykazały, że niektóre klasy pestycydów mogą wywoływać skutki estrogenne. U szczurów z endometriozą wystawionych na działanie dużych dawek pestycydu powszechnie stosowanego w owocach, odnotowano zaostrzenie istniejących zmian endometriotycznych oraz ich nawroty.

Czy w związku z tym należy kupować warzywa i owoce z upraw ekologicznych? „Byłoby to jak najbardziej wskazane, jednak ze względu na koszty nie wszystkim się to udaje”, przyznaje Stolińska.

10. Czy coś suplementować?


Organizmy kobiet chorych na endometriozę zazwyczaj gorzej przyswajają przeciwutleniacze (witaminy A, C, E) oraz cynk i miedź. Warto więc upewnić się, czy dostarczamy organizmowi więcej tych składników wraz z pożywieniem lub poprzez suplementy. Wspieranie leczenia endometriozy dietą zakłada bowiem suplementację (najlepiej w postaci naturalnej, z żywności lub suplementów z naturalnymi ekstraktami) witaminy C, E, A, wapnia, magnezu, cynku, żelaza, selenu i potasu. Prawie połowa kobiet cierpiących na bóle w podbrzuszu, wywołane najpewniej przez endometriozę, zauważyła u siebie poprawę samopoczucia po dwóch miesiącach zażywania witaminy E (1200 IU/dzień) i witaminy C (1 g/dzień).

Zobacz także: „Przez pół roku byłam leczona chemią, na nowotwór złośliwy. Na diagnozę, że to endometrioza, czekałam 30 lat”


Lifestyle Zdrowie

Grzane wino ma wiele zalet – rozgrzewa, poprawia humor i jest dobre dla zdrowia. Jak zrobić własnego grzańca?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 grudnia 2021
Grzane wino
Fot. iStock
 

Grzane wino to napój, który przywodzi na myśl piękne chwile, ciepło kominka, wieczory spędzane pod kocem. Grzaniec doprawiony korzennymi przyprawami i cytrusami cudownie rozgrzewa ciało i relaksuje, wiele osób stosuje go także jako remedium na przeziębienie, ma także kilka istotnych wartości dla zdrowia. Warto więc od czasu do czasu sobie zafundować taką przyjemność. Jak zrobić domowe grzane wino?

Co trzeba mieć pod ręką, by przyrządzić grzane wino?

Grzane wino to cudownie rozgrzewający napój dedykowany dorosłym. Może powstać na bazie każdego wina, i słodkiego i wytrawnego. Można kupić gotowego grzańca i tylko go podgrzać, lub przygotować go od podstaw samodzielnie. Grzane wino serwuje się mocno ciepłe (ok. 60-80ºC), by lepiej pobudziło krążenie krwi. Konieczne są także dodatki, które nie tylko podkręcą smak i nadadzą cudowny aromat, ale także podniosą walory zdrowotne grzańce. Najczęściej trafiają do niego goździki i cynamon, niekiedy wanilia. Najczęściej można poczuć w nim gałkę muszkatołową, anyż, kardamon, imbir, pieprz. Miłośnicy słodkości chętnie dodają miód, jabłka, gruszki, czy jeszcze inne owoce. Wszystko według uznania, nie ma z góry określonych norm, indywidualne upodobania są tu najważniejsze.

Grzane wino

Fot. iStock 

Nie ma konieczności dodawania wszystkich przypraw. Każdy może stworzyć własne grzane wino doskonałe, dopasowane do jego smaków. W zależności od lubianego poziomu słodyczy przepis na grzane wino można wzbogacić miodem i owocami. Najczęściej używane są pomarańcze, ale też mandarynki, jabłka i śliwki.

Jak zrobić grzane wino? 

Przede wszystkim kup wino, którego smak lubisz najbardziej. To ono jest podstawą grzańca i to od jego smaku zależy efekt, jaki osiągniesz. Jeśli unikasz spożywania alkoholu, sprawa nie jest z góry przegrana. Można przygotować grzane wino na bazie wina bezalkoholowego, z którego alkohol jest odparowany. Po zaopatrzeniu się we właściwe wino przygotuj ulubione dodatki (przyprawy, miód, owoce), które nadadzą charakter grzańcowi i podniosą jego właściwości zdrowotne.

Podstawowy przepis na grzane wino:

  • butelka czerwonego półsłodkiego wina
  • 6-8 goździków,
  • 1-2 małe laski cynamonu,
  • 2 owoce kardamonu,
  • 1 anyż gwiaździsty,
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru,
  • 1/4 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej,
  • pomarańcza (lub/i jabłko, gruszka),
  • ew. łyżka miodu.

Podpowiedź — jeśli nie chcesz gromadzić wszystkich przypraw osobno, możesz kupić gotową mieszankę przypraw do grzańca.

Grzane wino

Fot. iStock

Jak zrobić grzane wino?

Jabłko (lub gruszkę) umyj, obierz i pokój na ósemki lub na grube plastry, pomarańczę umyj, sparz i na koniec pokrój w plastry. Wino wlej garnka, dołóż do niego przyprawy i owoce. Taką mieszankę zostaw na godzinę, by składniki oddały aromat. Po upływie godziny garnek wstaw na mały ogień, by wino podgrzało się do temperatury nie wyższej niż 80° C. Trzymaj na małym ogniu pod przykryciem przez 10-15 minut, ale nie dopuść do zagotowania się wina. Dzięki temu wino będzie miało właściwy smak i aromat, oraz zachowa zdrowotne działanie.

Po tym czasie wyłącz ogień i poczekaj, aż grzane wino nieco przestygnie i jeśli lubisz, dodaj miód. To ważne, by miodu nie ogrzewać za mocno, ponieważ traci on swoje zdrowotne działanie i staje się po prostu naturalnym słodzikiem. Przelej grzańca do kubków, np. z kamionki. Jeśli nie lubisz pływających luzem przypraw lub owoców, możesz grzane wino przecedzić przez sitko.

Grzane wino na przeziębienie

Grzane wino na przeziębienie jest stosowane jako środek rozgrzewający organizm. Jego działanie kryje się za przyprawami, które pobudzają w zdrowy sposób krążenie krwi, działają przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo (np. imbir, gałka muszkatołowa, anyż, itd.). Nie można zapominać o wpływie czerwonego wina, które jest cennych źródłem antyoksydantów, które działają przeciwzapalnie i chronią komórki ciała przed stresem oksydacyjnym, wzmacniając organizm. Podgrzane przyprawy uwalniają olejki eteryczne, które udrażniają nos przy katarze.

Grzane wino

Fot. iStock

Właściwości grzanego wina

Grzaniec spożywany z rozsądkiem poprawia krążenie krwi. Ponieważ obniża poziom złego cholesterolu, obniża ryzyko wystąpienia miażdżycy, zawału serca, udaru mózgu. Przeciwzapalne i bakteriobójcze działanie grzanego wina pomaga zwalczać infekcje, dlatego grzane wino stosowane jest na przeziębienie. Wino poprawia trawienie, uspokaja i relaksuje, bywa doskonałym remedium na stresujący dzień, choć trzeba to potraktować jedynie jako okazjonalne wsparcie, a nie codzienną pierwszą pomoc po trudnym dniu w pracy.

Ostatecznie zalety grzanego wina zależą od zastosowanych dodatków. I tak imbir znany jest z zawartości olejków eterycznych i żywic (m.in. gingerolu i zinferonu) o działaniu przeciwbakteryjnym, przeciwwirusowym i wykrztuśnym. Przy okazji poprawia metabolizm, pobudza mózg do pracy, działa też jak afrodyzjak. Z kolei cynamon jest naturalnym antybiotykiem, dodatkowo wykorzystuje się go m.in.: do leczenia zaparć, biegunek i zatruć pokarmowych, oraz w profilaktyce choroby Alzheimera i Parkinsona. Goździki doceniane są za działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybakteryjne, przeciwpasożytnicze oraz przeciwgrzybicze.

Warto docenić prozdrowotne działanie grzanego wina, ale pod jednym warunkiem. Wino samo w sobie ma wiele właściwości wspierających zdrowie, o ile sięga się po nie z umiarem. Nadmiar alkoholu, nawet gdy sięga się po niego w dobrej intencji (relaks, poprawa krążenia), zawsze szkodzi.


źródło: www.poradnikzdrowie.pl 

 

 


Lifestyle Zdrowie

Polka jedną z najbardziej inspirujących kobiet na świecie wg BBC. Barbara Smolińska robi lalki jak żywe

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 grudnia 2021

BBC opublikowała listę 100 najbardziej inspirujących kobiet ze świata na 2021 rok. Wśród nich jest Polka Barbara Smolińska, która tworzy realistyczne lalki, pomagające kobietom w terapii. Osiem lat temu zaczęła się jej przygoda, która z wielkiej pasji ewoluowała do sposobu na życie. Tak powstała firma Sugar Babies Barbara Smolińska.

W tegorocznym zestawieniu BBC wyróżniło kobiety, które dokonały „resetu” – odgrywały ważną rolę w odkrywaniu na nowo naszego społeczeństwa czy kultury. Wśród nich są m.in. Malala Yousafzai, najmłodsza laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, pierwsza premierka Samoa Naomi Mata’afa, profesorka Heidi J. Larson, która kieruje projektem The Vaccine Confidence Project, czy uznana nigeryjska pisarka Chimamanda Ngozi Adichie.

Jak się poczułaś z tym wyróżnieniem?

– Kiedy dowiedziałam się, że mam reprezentować Polskę, to cały czas z niedowierzaniem zadawałam sobie pytanie, czym zasłużyłam sobie na tak ogromne wyróżnienie. Muszę jednak powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich czterech lat coraz więcej klientów kupuje ode mnie lalki nie tylko w celach kolekcjonerskich, ale też terapeutycznych np. po poronienieniach.

Kobiety chętnie dzielą się ze mną swoimi historiami życia, a ja tworząc dla nich lalki, wkładam w pracę odpowiednie intencje. Potem często jesteśmy w stałym kontakcie. Opowiadają mi, jak dzięki lalce przepracowują traumy bądź radzą sobie z depresją czy nerwicą.

Często po jakimś czasie stwierdzają, że są gotowe na odsprzedanie swojego egzemplarza komuś innemu, gdyż u nich spełnił on już swoją rolę.

Sekret siły moich lalek polega przede wszystkim na realizmie ich wykonania – sposobie, w jakim malowane są żyłki, kapilary, znamiona oraz jak precyzyjnie wszczepiane są do główki moherowe włoski. Nie ma dwóch identycznych. I jeszcze jedna ważna rzecz, one muszą być ciężkie jak prawdziwe dziecko i podobnie jak terapeutyczne kołdry obciążeniowe. Biorąc w ramiona taką lalę, czujemy jakbyśmy naprawdę mieli w nich prawdziwego niemowlaka. Co jeszcze?

Klientki czasem proszą, by ubranka pachniały jak wanilia, cynamon, lub puder niemowlęcy. Kiedy przytulają lalkę, wydzielają się endorfiny i inne hormony szczęścia, a ja nie widzę w tym nic dziwnego, bo to mechanizm podobny jak w przypadku dogoterapii czy hipoterapii.

Lalka to oczywiście nie jest żywe stworzenie, ale myślę, że działa na podobnej zasadzie. Niektórzy dziwią się i nie rozumieją – to zrozumiałe. By poczuć, jak terapeutyczna może być taka lala, trzeba po prostu zobaczyć ją na żywo i wziąć w ramiona. Gwarantuję, że od razu mimowolnie każdy zaczyna kołysać się z lalką tak, jakby usypiał czy uspokajał prawdziwego noworodka. Czysta magia — albo raczej odruch bezwarunkowy.

Czy zamówienia przychodzą głównie z zagranicy?

– Zamówienia są głównie z Polski. Lale kupują nie tylko kolekcjonerzy, ale i położne, które zamawiają je do szkół rodzenia, a także inne placówki medyczne. Moje lalki grają również w wielu filmach i reklamach.

W ostatnim roku zgłosiły się do mnie dwie terapeutki, które zamówiły je do swojego gabinetu. Klientki opowiadają mi też, że chodzą na terapię razem z lalkami, bo czują się bezpieczniej, kiedy mają je przy sobie. W Stanach Zjednoczonych były przeprowadzone z pozytywnym skutkiem badania medyczne w domach spokojnej starości. W tych, w których stosowano terapię lalkami reborn (rozdawano je do przytulania, trzymania na kolanach osobom z demencją i Alzheimerem), o 80% zmniejszyło się zapotrzebowanie na leki uspakajające, ponieważ taki substytut dziecka działa jak uspokajacz.

Jak długo powstaje jeden egzemplarz?

– Jest to na pewno bardzo żmudne i czasochłonne zajęcie. Wszystko zależy od tego, ile artystka jest w stanie poświęcić czasu na swoją pracę. U mnie ogromna pasja zmieniła się w sposób na życie i obecnie spędzam czas w pracowni od rana do wieczora. Wykonanie jednego zamówienia zajmuje około czterech dni, nie licząc wszczepiania włosków, bo to jest praca na kolejne kilka dni. Wszystko robię sama, bo gdybym dała komuś „przepis” na wykonanie idealnej lalki, to z pewnością byłaby ona inna niż moje prace. Trzeba pamiętać, że ręka artysty jest nie do podrobienia. Czasem śmiejemy się z dziewczynami z grupy lalkowej, że gdyby ktoś położył przed nami 100 egzemplarzy, to potrafiłybyśmy rozpoznać, która artystka wykonywała poszczególny model.

Ile takich artystek jest w Polsce?

– Myślę, że topowych około dziesięciu. Dużo osób próbuje malować, ale na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to ich droga. Zawsze lubiłam ręcznie robione zabawki, chyba dzięki mojej mamie, która zaszczepiła mi miłość do przedmiotów z duszą.

Pewnego dnia szukałam na allegro pięknego prezentu na trzecie urodziny dla mojej córki. Znalazłam wtedy, nawet nie noworodka, ale imitację malutkiego szympansa. Z daleka wyglądał tak realistycznie, jakby to było prawdziwe zwierzę. Skontaktowałam się ze sprzedającą i okazało się, że posiada ten okaz od zagranicznej artystki.

Zaczęłam o tym więcej czytać, szukać, dowiedziałam się, że istnieją lalki, które przypominają prawdziwe noworodki, wcześniaki, niemowlęta większe i mniejsze, a nawet takie z konkretną wadą genetyczną, np. z Zespołem Downa. I tak zaczęła się moja pasja.

Od kolekcjonowania, a potem nieśmiało zaczęłam coś w tych lalkach zmieniać po swojemu. Aż wreszcie odważyłam się, żeby zrobić wszystko od podstaw sama i wtedy poczułam, że to jest dokładnie to, co powinnam robić w życiu. Przez jakiś czas pracowałam jako kosmetolog, miałam nawet swój zakład kosmetyczny. Trwało to tylko rok, bo intuicyjnie czułam, że powinnam szukać spełnienia w innej dziedzinie. Wtedy w Polsce były tylko trzy artystki, u których można było nabyć takie lalki.

Czy zdarzyło ci się kiedyś odmówić? Czy miałaś wrażenie, że ktoś zamawia lalkę do niecnych celów?

– Tak, kilka razy odmówiłam, gdy podczas rozmowy zrozumiałam, że mam do czynienia z osobą silnie zaburzoną. To były przypadki, które mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ale jednak były.

Raz pojawiła się klientka, która cały czas zmieniała zdanie. Tak naprawdę nie wiedziała, czego chce. Zdarzyło się też, że mężczyzna próbował zamówić lalkę, ale czułam, że niekoniecznie miałaby służyć do celów kolekcjonerskich. Inna klientka tak często zmieniała zdanie, że doszłam do wniosku, że ona oczekuje, abym zapakowała do pudełka prawdziwe dziecko. Zazwyczaj z takimi ludźmi komunikacja jest bardzo trudna i łatwo wyczuć, że tu może chodzić o chorobę lub nadużycie.

Czy kobiety szczegółowo opisują ci lalki, które chcą kupić?

– Bywa różnie. Wiele pań kupuje te, które już wykonałam. Ale zdarza się, że ktoś ma bardzo szczegółowy opis. Kiedyś zgłosiła się do mnie kobieta, która poprosiła o sprzedanie konkretnego egzemplarza, który zobaczyła u mnie na kanale na YouTube. Lalka przypominała jej synka, który zmarł bardzo niedługo po urodzeniu. To była dla niej wielka tragedia, gdyż najpierw lekarze nie dawali jej szans na zajście w ciążę, a potem upragnione dziecko odeszło po 18 tygodniach od narodzin. Ta kobieta na początku była bardzo niepewna zakupu. Bała się, jak zareaguje, gdy otworzy przesyłkę. Nagrała z tego wydarzenia filmik i potem wstawiła go na naszą zamkniętą grupę społecznościową. Co ciekawe opowiadała, że dzięki lalce z każdym dniem czuła się coraz lepiej. Pierwszym krokiem była możliwość zakupu dla niej ubranek.

Cieszyła się, że przestała mieć traumę, kiedy przechodziła koło witryn sklepów z ubrankami dla maluszków. Przebieranie łagodziło jej ból straty.

Kupiła ode mnie finalnie chyba trzy lalki, ale jakiś czas temu sprzedała całą kolekcję, bo stwierdziła, że lale spełniły swoją funkcję, pomagając jej przejść przez traumę i żałobę. Niedawno dowiedziałam się, że adoptowała dwójkę dzieci – trzyletniego chłopca i sześcioletnią dziewczynkę. Także ta historia, jak i wiele innych, podobnych, które coraz częściej opowiadają moje klientki, ma piękne zakończenie.


Zobacz także

Czekają, co przyniesie im dzisiejsza noc. Co przeżyją, czego doświadczą. Czy znajdą tu miłość?

Dagmara Skalska: Kobieta jest mądrością, mężczyzna jest działaniem

Moja żona wybrała świat wirtualnej miłości, zamiast realnego życia. A co może być lepszego od kochającej rodziny i kochającego męża