Lifestyle Związek

Mój mąż jest brzydalem i bardzo dobrze! Dla mnie oznacza to spokój i bezpieczeństwo

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
22 czerwca 2017
Fot. iStock / shironosov
 

Każdy z nas zna co najmniej jedną parę, która pod względem wizualnym znajduje się na dwóch różnych biegunach. Patrzymy na nich i zastanawiamy się, jakim sposobem (albo nawet i cudem) tych dwoje się dobrało i stworzyło związek. Przecież on mógłby mieć każdą, przecież dla niej niejeden przystojniak straciłby głowę! Najczęściej tłumaczymy to sobie motywami finansowymi – no tak, dla pieniędzy można udawać, że nie widzimy mankamentów urodowych drugiej strony. Iwona też jest w związku z brzydalem, ale wcale nie chodziło jej o pieniądze i wygodne życie. Poznajcie jej historię.

„Mój mąż jest typem z ewidentnie niewyjściową gębą – tak, mówię o tym wprost, bo nie ma sensu owijać w bawełnę, no i nie ma to dla mnie znaczenia. A przynajmniej, nie w sensie negatywnym. Ja sama należę raczej do atrakcyjnych, nigdy nie narzekałam na brak powodzenia u płci przeciwnej, a i więcej niż kilka razy usłyszałam komplementy i wyrazy zachwytu. Na widok mój i mojego mężczyzny osobom, które nas nie znają, zawsze szeroko otwierają się oczy, a na twarzy wypisane jest jedno pytanie – co ona z nim robi? Cóż, ona jest z nim szczęśliwa, spokojna i czuje się bezpiecznie – oto odpowiedź. Bo prawda jest taka, że poza niewątpliwymi przymiotami charakteru i cudowną osobowością, mój nieatrakcyjny mąż to dla mnie niemal błogosławieństwo!

Ja wiem, że wiele kobiet marzy o przystojniaku w typie Brada Pitta albo Ryana Goslinga, ale chyba nie do końca zdają sobie sprawę, jak to jest żyć z takim mężczyzną. Mam za sobą kilka związków z pięknymi facetami, na widok których babkom miękły kolana i pojawiały się u nich flirciarskie odruchy bezwarunkowe – wypięcie klatki piersiowej, dyskretne zerknięcie w lusterko, czy przeczesanie dłonią włosów. Wiem jak to jest być partnerką kogoś o zniewalającym uśmiechu, nienagannej sylwetce i rysach twarzy niczym wyrzeźbionych przez Michała Anioła. Wiem i nie chcę do tego wracać, bo wcale nie czułam się wtedy szczęśliwsza, wręcz przeciwnie.

Wiem, jak to może wyglądać – pewnie nie jestem wystarczająco pewna siebie, obrośnięta w kompleksy, które mnie frustrują, niedowartościowana i dlatego wolę brzydszych od siebie. Pewnie stworzyłam sobie teorię, która ma ukryć bolesną rzeczywistość i „lukruję” niejadalną część swojego życia, w myśl zasady „jak się nie ma, co się lubi…”. Dla części kobiet może to być prawdą, ale ja po prostu chcę mieć spokój, pewność, czuć się bezpiecznie i nie martwić o to, że znajdzie się chętna na zdobycie cudzym kosztem nowego trofeum – mojego mężczyzny. A tak właśnie było w moich poprzednich związkach! Każda impreza w większym gronie, wyjazd, wyjście „na miasto”, wiązały się ze spojrzeniami płci przeciwnej, zalotnymi uśmiechami i próbami nawiązania bliższego kontaktu. Co bardziej odważne i przebojowe nie wahały się podrywać mojego partnera w mojej obecności, flirtować, a raz nawet wręczono mu liścik z zaproszeniem do pokoju hotelowego!

Posiadanie w domu przystojniaka to także ogromna presja – przecież nie możesz wyglądać gorzej niż twój facet. Zapomnij o „bad hair day” czy całym dniu przełażonym w dresie i z czekoladą u boku – „nie obniżaj standardów, kochanie” usłyszałam kiedyś od mojego Adonisa.  A nawet jeśli twój piękny facet nie wymaga od ciebie doskonałości, to boleśnie o różnicach przypomni ci otoczenie. Zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, kto powie „przytyłaś, uważaj, bo taki przystojniak szybko znajdzie sobie chudszą”, albo będzie pytał niedowierzająco, czy na pewno to właśnie jest twój mężczyzna, po czym zlustruje cię od stóp do głów zdegustowany jego wyborem.

Mój mąż jest brzydalem i bardzo dobrze. Kocham go jak wariatka za świetne poczucie humoru, życzliwość, opiekuńczość i troskę. Jest fantastycznym partnerem, przyjacielem i ojcem – bo mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Z tym ojcostwem to trochę śmieszne, a trochę przykre, bo kilka osób zapytało mnie, gdy byłam w ciąży, czy nie boję się, że dzieci będą mieć urodę po tacie. Mam w nosie to, co pomyślą sobie inni, a jak ktoś jest bardzo zdziwiony i głupio dopytuje, dlaczego z nim jestem, to mrugam znacząco i przyciszonym głosem mówię „ogień, po prostu ogień, to uzależnia jak cholera”. Najlepsza metoda na takie typy, skutecznie zamyka im usta.

We współczesnym świecie bycie brzydkim i nieatrakcyjnym jest chyba nawet gorsze niż bycie głupim – takie to dziwne czasy! No, chyba, że jesteś majętny, sławny albo dobrze urodzony – wtedy możesz być brzydki jak noc, a i tak powiedzą, że wyznaczasz nowe trendy i przełamujesz stereotypy. A przecież uroda przemija, ludzie zmieniają się czasem diametralnie- popatrz chociażby na zdjęcia gwiazd, które po latach trudno poznać. Boli mnie czasem to, że mojego męża ocenia się niesłusznie po wyglądzie, bo to jeden z najlepszych i najsympatyczniejszych ludzi, jakich znam. Mam cholerne szczęście, że jest właśnie moim facetem i nie zamieniłabym go na żadnego innego, nawet piękniejszego.”


Wysłuchała: Agnieszka Dyniakowska


Lifestyle Związek

Dzień Taty bez taty

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
22 czerwca 2017
Fot. Archiwum prywatne
 

Hej Tato, co tam u ciebie? Nie marszcz brwi, przecież już nie musisz się o nic martwić. Marzyłeś o tym, by wreszcie przestać się wszystkim przejmować. Mówisz, że się martwisz? Ale czym? Nigdy nie jest perfekcyjnie, przecież wiesz. Zawsze powtarzałeś mi, że jak jest dobrze to tak, jakby było idealnie. Nie rozumiałam tego. Dobrze to dobrze, idealnie to idealnie – jakaś racjonalna miara musi być. Musisz mieć więcej pokory – powtarzałeś, a ja tak nienawidziłam twojej pokory. Że godzisz się na to, by inni cię wykorzystywali, że nie stawiasz granic, czasami, że chowasz głowę w piasek. Nazwanie tego sprawia mi nadal trudność, bo uczę się myśleć o tobie realnie, a nie idealizować.

Kiedy odszedłeś, zezłościłam się na ciebie bardzo. Nie zapytałeś, nie uprzedziłeś, zostawiłeś mnie w poczuciu winy, że mogłam być lepsza, nie zrobiłam tylu rzeczy, nie powiedziałam nic istotnego, moje serce pierwszy raz na sekundę stanęło. Opuściłeś mnie, choć przecież nie był to nasz pierwszy raz. Ale tym razem nie pomogłam ci, nie dodałam słowa otuchy, nie zamknęłam drzwi. Nie dałam ci na to przyzwolenia, bo jak można pozwolić odejść ojcu na zawsze, gdy całe życie jest się dzieckiem?

Twoje odejście mnie zmieniło. Nic mną tak nie wstrząsnęło jak twoja śmierć. Nie chodzi tylko o smutek, który jest ze mną już za pan brat, ale o poczucie samotności, które się pogłębiło. Byłeś moją opoką, Tato, i niewidzialną barierą chroniącą mnie przed innymi. Byłeś moją bratnią duszą- jak mówiła Ania z Zielonego Wzgórza. Byłam pewna, że zawsze będziesz i zdążymy jeszcze nieraz pojechać w Bieszczady, a wtedy nadgonimy czas, pogadamy, pogramy w karty, napijemy się dobrego czerwonego wina. Nie mogę sobie wybaczyć tego odkładania na później, już tego nie robię. Mam głębokie poczucie straty, nie tylko z Twojego powodu, ale także dzięki temu mam świadomość, że w każdej minucie tracimy swoje życie, mamy o tę minutę mniej ze swoimi dziećmi, rodzicami, ukochanymi. Właściwie żegnamy się wciąż.

Jestem lepszym człowiekiem teraz. Bardziej uważnym. Miałam tysiące mitów na swój temat, ale byłam nieobecna. Żałuję, że nie możesz tego doświadczyć, myślę, że byłbyś uradowany. Mam zdjęcie z końca roku szkolnego, dwa lata temu. Siedzieliśmy na korytarzu i robiłam nam selfie. Byłam taka zrelaksowana, pewna, że będziesz, mówiłam wtedy, że już niedługo będziemy razem świętować Jurka maturę. Po twoim odejściu moje pojęcie czasu bardzo się zmieniło. Celebruję życie, kłaniam mu się wciąż.

19265261_1702140303414912_383635072_n

Twój cmentarz stał się moim domem. Byłam dziś, kupiłam ci różę, znicz w kształcie serca. Przyniosłam Tischnera, bo lubiłeś jego poezję i śmiałeś się z jego śmiechu. Przeczytałam ci po cichu: „Góral­ska teoria poz­na­nia mówi, że są trzy praw­dy: Świen­ta prow­da, Tyż prow­da i Gówno prowda”, chichrałeś się jak wariat. Uwielbiam spokój twojego domu, gdy idę znanymi mi alejkami i ci, których mijam już nie są dla mnie anonimowi. Wiem, komu umarła matka, ojciec, a komu dziecko. Witam znajomą ławeczkę, gdzie całymi dniami przesiaduje starsza pani. Mijam żołnierzy, bohaterów wojennych, ich równo obok siebie ustawione groby, i ten zapuszczony grób dziecka, gdzie zawsze zapalam znicz. Ukłułam się dziś tą przyniesioną różą i z palca popłynęła mi krew, dowód, że żyję, to czego nie możesz mi już dać. Dowodu życia.

19403552_1702137000081909_572036313_o

Bez sensu.

Dziś Dzień Ojca. Jest mi smutno, ale tłumaczę sobie, że to dla równowagi. Tyle się śmialiśmy w życiu, Tato, prawda? Smutek wyrównuje moją bezmyślność, a łzy wygładzają skórę. Nie martw się o mnie, lubię nawet twoją ciszę. Pamiętasz to? „Mo­wa ziemi jest po­dob­na do mo­wy miłości – ziemia także prze­mawia w ciszy. Stąd za­pew­ne bie­rze się to przy­mie­rze między za­kocha­nymi i umierający­mi a ziemią. Płynie ono z pok­re­wieństwa ciszy.” Pokrewieństwo dusz, pokrewieństwo ciszy. Miłość do ciebie błąka się dziś pomiędzy niebem a ziemią. Wszystkiego dobrego, Tato.


Lifestyle Związek

Jak często kobiety myślą o seksie? Czy częściej niż o jedzeniu?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
22 czerwca 2017
Fot. iStockKatarzynaBialasiewicz

Mówi się, że to mężczyźni ciągle myślą tylko o jednym. Choć istnieje opinia, że robią to nawet co 7 sekund, nigdy nie zostało to udowodnione naukowo. Dlatego naukowcy postanowili sprawdzić, jak często mężczyźni i kobiety myślą o seksie. Co się okazało? Że nie tak bardzo się od nich różnimy! Także lubimy sobie pofantazjować i wiele rzeczy kojarzy się nam się z seksem. Jesteś w stanie zgadnąć, ile przeciętnie pikantnych myśli pojawia się u pań w ciągu dnia? 🙂

W tym celu naukowcy z Uniwersytetu z Ohio przebadali grupę 283 studentów w wieku od 18-25 lat. Przez tydzień mieli notować, kiedy ich myśli zaczęły krążyć wokół seksu. Wiecie, jak często w ciągu dnia kobiety o nim myślą? 18,5 razy, czyli średnio co 50 minut. Jesteście zaskoczone?

Jednak i tak nie przebijemy mężczyzn, którzy o seksie myślą prawie dwa razy tyle, co my. U nich pikantne myśli pojawiają się prawie co 28 minut. Czyli jednak „trochę” rzadziej niż co 7 sekund.

Czy wiecie, że... 22 wskazówki dotyczące seksu, które warto znać

Fot. iStock / FlairImages

W badaniu postanowiono także sprawdzić, jak często myślimy o jedzeniu i spaniu. Okazało się, że nie częściej niż o seksie! Myśli o jedzeniu pojawiały się średnio co 62 minuty, a o spaniu co 72. A jak to wygląda w przypadku mężczyzn? Co 38 minut myślą o jedzeniu, a o śnie co 33 minuty.

Czyli wniosek jest jeden. I kobiety, i mężczyźni, najczęściej w ciągu dnia myślą o seksie:) Zgodzicie się z tym?


Źródło: psychologytoday.com


Zobacz także

Trudne relacje z rodzicami

„Ty byłaś z przypadku, a twój brat dla towarzystwa”. Trudne relacje z rodzicami

Co o tobie mówi twój indiański znak? Kto jest twoim duchowym przewodnikiem – bóbr, kruk, a może gęś?

Co nas wkurza?

Dobre rady, których stara panna ma już po dziurki w nosie