Lifestyle

Polskie hygge. Co z tym naszym polskim szczęściem?

Karolina Krause
Karolina Krause
8 grudnia 2016
Co z tym naszym polskim szczęściem?
Fot. iStock / stsmhn
 

Tyle się dzisiaj mówi o hygge, o sekretnym, duńskim przepisie na szczęście. A ja zachodzę w głowę i pytam, co się stało z tym naszym? Polskim? Odnoszę wrażenie, że nam Polakom wydaje się, że szczęście to coś, co można po prostu mieć lub nie.

Polacy nie gęsi

Taki sposób myślenia wyssaliśmy wraz z mlekiem matki. Już od maleńkości wpajamy przecież swoim dzieciom bajki, o tym że kominiarz przyniesie im szczęście, a jak zbite lusterko, to przez 7 lat nie ma na co liczyć. Nawet słowa w naszym języku zachęcają do tego, by mylić„farta” z poczuciem wewnętrznego spełnienia. Mówimy przecież „no ten dopiero ma szczęście”, kiedy komuś udało się akurat wygrać los na loterii. W słownikach naszych dalekich sąsiadów nie ma takiej dwuznaczności. Zarówno u Duńczyków, jak i Anglików znajdziemy rozróżnienie na „held” lub „luck” (pol. mieć szczęście – w znaczeniu fuksa, pomyślności losu) i „lykk” czy „happiness”, czyli nasze polskie szczęście.

Można, by się tu spierać, że to tylko czepianie się słówek, ale słowa definiują nasz sposób postrzegania świata. To właśnie w nich „gołym okiem” możemy zobaczyć różnice między naszymi kulturami. A najwyraźniej pokazują to te, które nie mają swoich dosłownych odpowiedników w innym języku. Tak, jak owe duńskie hygge.

Pieniądze szczęścia nie dają?

Jako naród o ogólnym dość niskim poczuciu własnej wartości, bardzo lubimy porównywać się z innymi państwami. A już zwłaszcza tymi bardziej zamożnymi. Z wniosków płynących z badań przeprowadzonych na przestrzeni ostatnich kilku lat wynika, że poziom szczęścia w naszym kraju rośnie – w 2000 roku zadowolonych z życia było 69, 2 proc. Polaków, a w 2015 już ponad 80 proc. Wiele osób uważa, że ma to duży związek z wzrostem gospodarczym obserwowanym w naszym kraju. Udowodniono jednak, że zamożność kraju mocno związana jest z dobrostanem psychicznym jego obywateli, tylko w przypadku państw rozwijających się.

W krajach zamożnych takich jak USA czy właśnie Dania mimo szybkiego wzrostu gospodarczego nie obserwuje się tendencji wzrostowej w poziomie odczuwania szczęścia. W 2015 roku doktorzy z Londynu i Virginii wyjaśnili ten paradoks, tłumacząc, że sekret kryje się nie tyle w ogólnym zwiększeniu się dobrostanu obywateli danego państwa, a w tym, czy dzieje się to w sposób jednomierny i sprawiedliwy dla wszystkich.

I ciężko temu zaprzeczyć. Trudno bowiem cieszyć się z własnej pomyślności, kiedy widzimy, że większość z naszych ziomków (i to nie w nowomodnym tego słowa znaczeniu) ciągle potrzebuje pomocy. „Na szczęście” się to zmienia, co odzwierciedlamy potem w sondażach. A one mówią o nas całkiem sporo.

Polskie hygge, czyli co z tym naszym polskim szczęściem?

Co z tym naszym polskim szczęściem?

Fot. iStock / martin-dm

Dla większości Polaków szczęście zależy przede wszystkim od pozytywnych relacji z rodziną, ale też od zachowania dobrego zdrowia, które rozumiemy głównie jako właściwe odżywianie się. Bardzo cenimy sobie także wewnętrzny spokój oraz wzajemną uczciwość. A zaraz potem szacunek do innych ludzi, pracę zawodową i spore grono przyjaciół. Dla wielu z nas istotne jest także kierowanie się przykazaniami płynącymi z naszej wiary, pomyślność ojczyzny i to, czy mamy prawo do wygłaszania własnych poglądów (co w najbliższym czasie może doprowadzić do sporych konfliktów w świetle nowej ustawy o zgromadzeniach, przyjętej kilka dni temu przez sejm).

Z badań przeprowadzonych wśród Polaków wypływa jeszcze jeden bardzo ważny wniosek. A mianowicie taki, że im lepiej oceniamy naszą kondycję fizyczną, tym bardziej jesteśmy świadomi, że obowiązek ochrony zdrowia spoczywa głównie w nas samych. Jednak w ostatnim czasie coraz więcej osób skłania się ku poglądowi, że ten obowiązek leży przed wszystkim po stronie państwa.

Taka tendencja to kolejny zwrot w kierunku odwiecznych przekonań, o tym że dobrostan jest nam dany„z góry” lub zabierany. Oddajemy w ten sposób odpowiedzialność za własne szczęście w ręce innych osób. Kiedy w rzeczywistości to, czy jesteśmy zadowoleni z życia zależy od nas samych. Od ciężkiej pracy, walki zarówno o własne zdrowie, jak i pozytywne relacje z bliskimi. Od tego jakie standardy szczęścia sobie wyznaczymy – im wyżej zawieszona poprzeczka, tym trudniej będzie jej sięgnąć. To, czy napis „Witaj w najszczęśliwszym miejscu na ziemi” skradniemy sąsiadom z Kopenhagi leży tylko w naszych rękach. I nie, nie odwołuję się tutaj do naszej złej sławy o lepkich dłoniach 🙂


Źródło: newsweek.pl


Lifestyle

Chorujący maluch – najczęściej zadawane pytania [FAQ]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 grudnia 2016
Fot. iStock / Imgorthand
 

Prędzej czy później w życiu każdego rodzica nadchodzi TEN moment, czyli pierwsza gorączka, przeziębienie, choroba dotychczas zawsze zdrowego dziecka. I mimo całej podręcznikowej wiedzy, wraz z pierwszym kichnięciem, pojawia się sporo pytań i wątpliwości. Bo o ile moment chorowania naszej pociechy mile oddala się w czasie, to zazwyczaj zaskakuje nas wraz z pójściem dziecka do żłobka lub przedszkola.

A jakie są najczęściej nękające nas – rodziców pytania o chorowanie? Niektóre oczywiste, inne zaskakujące. Przeczytajcie.

Chorujący maluch – najczęściej zadawane pytania:

1. Jak mierzyć temperaturę i jak odczytywać wynik?

Temperaturę u dziecka można zmierzyć na kilka sposobów – i w zależności od metody pomiaru będą różniły się nieco wartości temperatury. O stanie podgorączkowym mówimy, gdy wartość temperatury wynosi od 36,6⁰C do 37,9⁰C, a o gorączce, gdy temperatura jest równa lub przekracza 38⁰C.

Temperatura mierzona:

  • w ustach – prawidłowa temperatura 36,9 °C
  • w odbycie – prawidłowa temperatura 37,1 °C
  • w uchu – prawidłowa temperatura 37,1 °C, to najdokładniejsza i łatwiejsza metoda – oczywiście nie wolno tego robić zwykłym termometrem!
  • pod pachą – prawidłowa temperatura 36,6 °C, to najmniej dokładny pomiar, zwłaszcza u wiercących się dzieci ;).

2. Czy gorączkę powinno się „zbijać”?

Istnieje szkoła twierdząca, że gorączka jest sygnałem walki organizmu z chorobą i zbijanie temperatury jest działaniem na jego szkodę. Aby podejść do sprawy zdroworozsądkowo i nie zaszkodzić, warto przyjąć kilka prostych zasad.

Po pierwsze, to wy znacie swoje dziecko najlepiej, wiecie jak zazwyczaj przebiegają u niego infekcje, czy ma tendencje do bardzo wysokich gorączek.

Po drugie, jeżeli mamy do czynienia ze stanem podgorączkowym, nie trzeba od razu sięgać po leki przeciwgorączkowe, a spróbować złagodzić ten stan za pomocą np. syropów o działaniu napotnym. Dlaczego nie herbata z konfiturą z malin? Też może się przydać, jednak dziś mamy tak szeroki wybór naturalnych suplementów,  pozbawionych konserwantów, że dobrze jest o nich pamiętać. Są równie naturalne i bezpieczne, co babcina herbatka, ale posiadają precyzyjnie opracowane proporcje, w większych i bardziej skutecznych stężaniach, no i wspomagają odporność dziecka.

Po trzecie, gdy mówimy o gorączce, lepiej jej nie lekceważyć. Zdecydowanie nikt wtedy nie czuje się komfortowo, a dodatkowo u niektórych osób, w porę nie przyhamowana, potrafi szybko i niebezpiecznie wzrosnąć. Szczególnie dzieci ten dyskomfort odczuwają w swoim życiu, są zmęczone, obolałe, nie mają siły na zabawę. Pytanie brzmi więc: po co je męczyć i narażać?

3. Czy to normalne, że dzieci często chorują? Kiedy się niepokoić?

To naturalne, szczególnie w okresie jesienno-zimowym i wiosennym, że dzieci naprawdę często potrafią się rozchorować. Ich system immunologiczny dopiero zbroi się do walki z wirusami i bakteriami. Warto obserwować swoje dziecko, bo o ile częste infekcje wirusowe tzw. „trzydniówki” czy katar nie są niczym niezwykłym, to jednak,  gdy dochodzi do rozwoju poważnych infekcji górnych i dolnych dróg oddechowych, czy nagminnych zapaleń ucha, warto odwiedzić kilku specjalistów. Bądźcie w kontakcie ze swoim pediatrą, nie bójcie się zadawać pytań podczas wizyty, ale też nie bójcie się zwykłych przeziębień, mogą się zdarzać naprawdę często – zwłaszcza, gdy dziecko chodzi do żłobka czy przedszkola.

4. Czy sama gorączka to powód do wizyty u lekarza pediatry?

Sama gorączka nie jest powodem do paniki, ale są tutaj wyjątki. Przede wszystkim zawsze należy się zgłosić do pediatry, jeśli:

  • gorączkuje dziecko poniżej 3 miesiąca życia,
  • gorączka jest bardzo wysoka,
  • gorączka nie spada po podaniu leków przeciwgorączkowych,
  • towarzyszą jej inne, niepokojące objawy.

5. Czy podawać od razu leki przeciwgorączkowe?

Jak już pisaliśmy, nie zawsze konieczne jest podawanie leków przeciwgorączkowych. Jeżeli temperatura jest podwyższona wystarczy sięgnąć po lżejsze środki. Wspomagać odporność, dbać o odpowiednie nawodnienie organizmu i bogatą, zróżnicowaną dietę. Nie ma tu jednej skutecznej metody postępowania, wiele zależy od samopoczucia dziecka i wartości temperatury.

6. Jak wspomagać leczenie infekcji w domu?

Pierwsze zalecenie, jakie wypisze na karteczce pediatra, prawdopodobnie będzie brzmiało „nawodnienie” – dbajcie o to, by dzieci piły dużo wody. Dbajcie o to, by ich posiłki było bogate w witaminy. Niech zagości na ich talerzach sporo warzyw i owoców, żaden suplement multiwitaminowy ich nie zastąpi. Sięgnijcie po preparaty osłonowe na bazie naturalnych składników wspomagających odporność. Tu niezastąpione będą te zawierające czarny bez, acerolę czy kwiat lipy (o działaniu m.in. napotnym). I nie ulegajcie pokusie, żeby tę chorobę osładzać. Bardzo często, gdy dziecko nie ma apetytu, sięgamy po słodycze z usprawiedliwieniem: „przynajmniej cokolwiek zje”. Chcecie bardziej zachęcić dziecko do jedzenia, zapytajcie, na co ma ochotę, wy też, gdy chorujecie, macie gorszy apetyt.

7. Jaką temperaturę powinien mieć pokój dziecka?

To bardzo ważna kwestia, często lekceważona przez nas – dorosłych. Zarówno podczas infekcji jak i na co dzień warto zadbać o odpowiednio wywietrzone pomieszczenie oraz o nie za wysoką temperaturę. Nie zapominajmy o odpowiednim nawilżeniu powietrza. Tak, ciepły kaloryfer i komfortowe, wakacyjne 26 stopniu – nie są najlepszym pomysłem.

Wietrzcie regularnie pokój, aby powietrze było świeże i nie przegrzewajcie dzieci. Zbyt wysoka temperatura potrafi nieźle narozrabiać, szczególnie, gdy dziecko jest chore i np. ma kaszel.

Uznaje się, że doskonała temperatura to ok. 20ºC – w niektórych przypadkach lekarz zaleci jeszcze niższą – ok.17-18ºC. Lepiej utrzymać niższą temperaturę i założyć cieplejsze ubranie.

8. Jak leczyć katar u małych dzieci?

Przede wszystkim warto trzymać się prostych metod i zadbać o higienę i komfort dziecka.

W każdym wieku sprawdzą się:

  • woda morska w atomizerze,
  • często czyszczenie nosa – jeśli dziecko samodzielnie nie potrafi samodzielnie wydmuchać nosa, należy skorzystać z aspiratora,
  • odpowiednio wywietrzone pomieszczenie,
  • odpowiednio nawilżone powietrze.

Pomocne mogą być również inhalacje/nebulizacje ze zwykłej soli fizjologicznej, które pomogą rozrzedzić zalegającą wydzielinę. I najważniejsze to wspomaganie odporności – pamiętajcie o dobrze zbilansowanej diecie i ewentualnym zastosowaniu naturalnych środków wspomagających odporność. Nie, nie wykupujcie od razu połowy apteki, czasem mniej znaczy więcej.

9. Jakie środki przeciwgorączkowe i jaką drogą powinno się podawać najmniejszym dzieciom?

Najważniejsza zasada to: nigdy nie podajemy małym dzieciom tzw. aspiryny, czyli leków zawierających kwas acetylosalicylowy.

Lekiem przeciwgorączkowym pierwszego wyboru – u wszystkich dzieci, nawet noworodków, jest paracetamol (zgodnie z rekomendacjami WHO). Ale pamiętajcie, że gorączka u dziecka poniżej 3. miesiąca życia zawsze wymaga konsultacji lekarskiej.

Jeżeli nie mamy podejrzeń choroby zakaźnej wirusowej, a paracetamol  nie radzi sobie z gorączką, można u dzieci od 3. miesiąca życia podawać ibuprofen, jest silniejszym lekiem i wykazuje również działanie przeciwzapalne.

Jak podawać?

Niegdyś wychwalało się czopki, obecnie pediatrzy wcale nie są ich zwolennikami. Czopki stosujemy u niemowląt poniżej 3. miesiąca życia i w przypadku silnych ulewań czy chorób układu pokarmowego. Jeżeli dziecko jest starsze zdecydowanie lepszym sposobem podania leku będzie forma doustna. Zwłaszcza, gdy dziecko nosi jeszcze pieluszkę! Wybierając lek  w formie syropu czy zawiesiny, wiemy dokładnie, jaka dawka została podana. Jeśli dziecko wypluje lub zwróci lek, również będziemy o tym wiedzieć – w przypadku czopków, nigdy nie mamy pewności, czy ten został tam, gdzie powinien, a jeśli nie, jaka dawka została wchłonięta.

Co w przypadku delikatnych wzrostów temperatury czy stanów podgorączkowych? Wtedy niekoniecznie musimy sięgać od razu po leki przeciwgorączkowe, zdecydowanie warto dać szansę organizmowi na walkę bez chemii stosując preparaty wspierające i napotne.

10. Kiedy nie wolno stosować ibuprofenu?

Absolutnie nie zaleca się podawania leków przeciwgorączkowych z ibuprofenem w przypadku ospy wietrznej! Odradza się stosowanie ibuprofenu u osób z chorobami alergicznymi, w tym u chorujących na astmę. Jeżeli dziecko reaguje dobrze na paracetamol, powinien być to lek przeciwgorączkowy pierwszego wyboru. Jest bardziej bezpieczny.

11. Czy dziecko powinno się profilaktycznie skomplementować „witaminkami”?

Ochoczo po nie sięgamy, dają nam poczucie bezpieczeństwa. jednak nie zapominajmy, że żadne syntetyczne witaminy nie będą wchłaniały się tak dobrze, jak te pozyskiwane przez organizm naturalną drogą. Zanim wybierzecie suplement, przyjrzyjcie mu się uważnie. Może lepiej zamiast na „witaminki” o bliżej nieokreślonym działaniu postawić na suplementy wspierające odporność, nie tylko, gdy dziecko jest już chore.

Wybierajcie, pytajcie farmaceutów, czytajcie etykiety. Naprawdę można kupić suplementy bez konserwantów i barwników.

Partnerem artykułu jest:

pyrosalkid-banner

Pyrosal KID od lat wspiera dziecięcą odporność – naturalnie.*

Ziołowa moc Pyrosal KID, czyli dlaczego jest wyjątkowy?

Przede wszystkim bezpieczny, przebadany skład. Zawiera kompozycję roślinnych wyciągów, które kompleksowo wspomagają prawidłową czynność układu odpornościowego dziecka. Do syropu włączono te z owoców i ziół, które mają niebagatelny i potwierdzony wpływ na zdrowie:

Fot. Materiały prasowe

Kwiatostan lipy – flawonoidy, olejek eteryczny oraz związki śluzowe, oprócz działania napotnego wpływa na zdrowe funkcjonowanie dróg oddechowych.

Kwiaty czarnego bzu – źródło flawonoidów, kwasów fenolowych, składników mineralnych oraz witamin m.in. A, B1, B2, B3, B6 i C. Dzięki czemu naturalnie wspiera prawidłową czynność dróg oddechowych oraz wraz z kwiatostanem lipy działa napotnie.

Owoce bzu czarnego – Ekstrakt z owoców bzu czarnego jest bogatym źródłem związków aktywnych, które pomagają organizmowi utrzymać zdrowie, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, kiedy ryzyko narażenia na infekcje wirusowe jest większe. W syropie Pyrosal Kid, owoc bzu czarnego został dodany do receptury w postaci wysoko skoncentrowanego wyciągu Rubini.

Korzeń prawoślazu działa kojąco na błonę śluzową jamy ustnej i gardła wspierając zdrowe funkcjonowanie górnych dróg oddechowych.

Acerola – źródło najlepiej przyswajalnej witaminy C, która korzystnie oddziałuje na pracę układu odpornościowego. Sproszkowane owoce aceroli w jednym gramie zawierają aż 225 mg witaminy C (czyli moc około 6 cytryn).

Wspiera mądrze, bo naturalnie nie zaburzając samodzielnej pracy układu odpornościowego dziecka. Syrop pozbawiony jest konserwantów i sztucznych barwników, zawiera Rubini-  wyciąg płynny z owoców bzu czarnego podwójnie standaryzowany ma zawartość polifenoli i antocyjanów.


** Witamina C i bez czarny wspomagają prawidłową czynność układu odpornościowego.

Powyższe informacje pełnią funkcję informacyjną i nie zastąpią diagnozy lekarskiej ani zaleceń leczenia. W celu ich uzyskania należy skontaktować się z lekarzem pediatrą.



Lifestyle

Jak mądrzy ludzie radzą sobie z tymi toksycznymi? Kilka sposobów na rozbrojenie „toksycznego”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 grudnia 2016
Jak mądrzy ludzie radzą sobie z tymi toksycznymi? Kilka sposobów na rozbrojenie "toksycznego"
Fot. iStock / mammuth

Każdy z nas, prędzej czy później, będzie musiał się zmierzyć z tym wyzwaniem. Poradzić sobie z toksycznymi ludźmi. A jest w czym przebierać, bo na swojej drodze codziennie spotykamy kompulsywnych kłamczuchów, plotkarzy, manipulatorów i narcyzów. Spotykamy też „ujemnie” naładowanych, energetyczne wampiry, które ochoczo wysysają z nas życie i wszystkie chęci.

Niestety do wyboru mamy tylko dwa wyjścia: uciekać (byle dalej i szybciej) lub perfekcyjnie i skutecznie ich rozbroić. Niestety ta druga opcja wydaje się umiejętnością intraspołeczną na miarę Złotego Graala… Ale dobra wiadomość jest taka, że można ją w sobie wyćwiczyć.

Jak mądrzy życiowo ludzie radzą sobie z toksycznym dla siebie towarzystwem? Mają na to kilka sprawdzonych sposobów.

11 sposobów, na jakie mądrzy ludzie potrafią rozbroić tych toksycznych

1. Ignorują wymuszanie uwagi 

Toksyczni ludzie charakteryzują się tym, że walczą nieustannie o skierowanie całej uwagi na nich samych. To dość specyficzne, ale łatwe do rozpoznania. Wyobraźmy sobie klasyczną sytuację, gdy ‚toksyczny’ jest gościem na czyiś urodzinach. Prawdopodobnie znajdzie szybko sposób na skupienie uwagi wszystkich zgromadzanych na sobie, doskonale działają „osobiste dramaty”… i już po chwili kilkanaście osób, zamiast świętować z solenizantem, pociesza i organizuje ‚toksycznemu’ na nowo życie. To prawdziwy raj dla toksycznych ludzi, z pewnością nie raz byliście świadkami takiej sytuacji, gdy nie wiadomo skąd i gdzie, główny aktor nagle się zmienia.

Jedynym rozsądnym i działającym rozwiązaniem, jest pełna ignorancja na próby wystawienia swojej własnej ‚toksycznej’ sztuki. I to sekret mądrych życiowo ludzi. Po prostu nie ma takiej siły, która wciągnęłaby ich w tę gierkę.

2. Nie dzielą się sekretami z plotkarzami

Mądrzy ludzie, wiedzą też doskonale, że nie zawsze warto dosłownie ‚otwierać’ się na cały świat bez wyjątków, szczególnie, gdy w towarzystwie, kręci się ‚toksyczny’. Plotkarze to odrębny gatunek w krainie wampirów. Szybko zwietrzą okazję i perfekcyjnie pociągną za język, zazwyczaj uderzając w naczulszą strunę. Zasada jest tylko jedna, od powierza sekretów ma się przyjaciół – tych prawdziwych, inni ludzie nie muszą i nie chcą ich znać… no chyba, że są plotkarzami, wtedy ta wiedza będzie dla nich największą pokusą. Sio!

3. Unikają manipulacji

Jeśli twój wewnętrzny kompas podpowiada ci, że ktoś cię oszukuje, naciąga na zwierzenie, czy po prostu nieustannie żongluje faktami tak, by jak najlepiej na tym skorzystać – najpewniej chce tobą manipulować. Nikt tego nie lubi, i nikt nie powinien się na to godzić. Bo manipulacja choć powszechna, zazwyczaj nie niesie za sobą nic dobrego.

Istnieją ludzie, którzy wyjątkowo przebiegle wykorzystują innych. Unikaj ich! A jeśli nie możesz uciec przed manipulatorem zachowaj zimną krew. Sprawdzone sposoby obrony to odbijanie piłki, nie wciąganie się w ich historie, nie wpadanie w skrajne emocje.

4. Spędzają dużo czasu w gronie swoich lojalnych przyjaciół

Bo czas w dobrym i zaufanym towarzystwie, to najlepsza polisa od ‚toksycznego’. Jeżeli jesteście razem, swoją paczką, żaden ‚toksyczny’ nie odważy się wciskać do środka. W końcu zdecydowanie trudniej jest okłamać i zmanipulować więcej niż jedną osobę równocześnie. Dzięki temu, nie będziesz również tracić czasu na bezwartościowe znajomości.

Zostaw czas dla tych, których naprawdę kochasz, lubisz, cenisz.

5. Pozwalają potknąć się kłamcy

Nie angażuj się w bajdurzenie kompulsywnego kłamczucha. Prędzej czy później się potknie. Możesz znacząco w toku rozmowy, to wyróżnić. Zazwyczaj w efekcie kłamca szybko zmieni temat, i czmychnie czym prędzej… pokłamać komuś innemu.

6. Nie angażują się w małostkowe spory

Waśnie i wojny o przysłowiowe ‚nic’ najlepiej potraktować ze sporą dawką brutalnej prawdy. Zwyczajnie krótko uciąć temat. Ty nie widzisz w tym problemu, nie odtyczy to ciebie, nie rozumiesz i nie chcesz tego zrozumieć. Ot, co. Ktoś komuś zajął krzesło w biurze? Tak bywa, ale to nadal tylko cholerne krzesło, nic więcej.

Jak mądrzy ludzie radzą sobie z tymi toksycznymi? Kilka sposobów na rozbrojenie "toksycznego"

Fot. iStock / ALLVISIONN

7. Ignorują obelgi

To szalenie trudne. Bo krew się w nas gotuje, nawet, gdy obelga jest zawoalowana. Co robić? Być skałą. Wszystko, co robi ‚toksyczny’ ma tylko jeden cel – wyprowadzić nas z  równowagi, osłabić – żeby łatwiej zmanipulować o osiągnąć swoje cele.

Żadna emocjonalna reackcja nic nam nie da, nadal będziemy obrażani czy wyzywani. Jedynym sposobem na obronę, jest po prostu nie zrobić tego, czego oczekiwałby nasz ‚toksyczny’ atakujący. A skoro chcę w ten sposób zagwarantować sobie naszą reakcję, najlepiej go zignowrować, obrócić się na pięcie i cieszyć słoneczkiem, kawą, czy miłym wspomnieniem z ubiegłych wakacji.

8. Żądają prostych odpowiedzi na swoje pytania

– Ale poczekaj, zaraz ci to  opowiem/wyjaśnię. To było mniej więcej tak…. i zaczęło się w ogóle…. – serio? ale ja tego w ogóle nie chcę i nie muszę wiedzieć. Pytałam czy… i tu znów ‚toksyczny’ bierze głęboki oddech, ażby całą historię wypicia biurowej kawy przeanalizować na trzy pokolenia wstecz domniemanego sprawcy. Co robić? Przerwać kulturalnie lecz stanowczo. Nie o to pytałam. Odpowiedz proszę na moje pytanie. – to najlepszy oręż do walki z pokrętnymi opowieściami.

9. Mówią wprost, jeśli ktoś jest czemuś winny

Prawda na manipulantów, jest jak osikowy kołek na wampiry. To że jesteś świadomy czyjejś winy czy nie zaniedbań, wcale nie musi być raniące czy oceniające. Pamiętaj, że jest tylko jedna ważna zasada, abyś sam nie stał się dla innych toksycznym ogniwem – szczerość i prawda nigdy nie powinne być pozbawione empatii.

10. Nie udają fałszywej dobroci

Nie głaszczą toksycznych ludzi po głowie, po to by uchodzić za miłych czy empatycznych. Jeżeli wiesz i czujesz, że twój towarzysz kreuje w kontakcie z tobą sztuczny, dobrze zainscenizowany świat – nie ma się silić na uprzejmości. To tylko ciche przyzwolenie na kontynuację. Największym zniechęceniem dla ‚toksycznych’ jest brak efektów. Nie udawaj, że łykasz wszystko, jak przysłowiowa kaczka. Po co?

11. Koncentrują się na rozwiązaniach,  a nie  na problemach

Bo setne obgadywanie istosty tragedii nic nie zmieni. Mądrzy ludzie więdzą, że zamiast skupiać się na niedoli, lepiej popracować nad zamianą jej na sukces. Toksyczni ludzie będą upijać się wszystkim co wokół, zamiast zakasać rekawy i naprawić, co zepsute.

Bądź emocjonalnym mądralą – dla własnego zdrowia i spokoju, a ‚toksycznym’ – już podziękujemy.


Na podstawie: Psychologytoday, lifehack


Zobacz także

Najwyższy czas, żeby porządnie się zmęczyć? Oto 8 powodów, dla których warto uprawiać crossfit

„Jestem beznadziejna”, „znowu mi nie wyszło”, „to mnie przerasta” – te słowa zamieszkają w mojej głowie i kiedyś zacznę je powtarzać, Mamo

Zanim rozstaniecie się z powodu tych rzeczy, zastanówcie się czy nie szkoda wam czasu! Inteligencja i fakultety mają się nijak do tych argumentów…