Zdrowie

Nasze szkodliwe nawyki, które mają wpływ na nasze miesiączki. Musisz to wiedzieć, to ważne!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
22 kwietnia 2022
fot. LaylaBird/iStock
 

Jako edukatorka seksualna i menstruacyjna oraz instruktorka treningu mięśni dna miednicy stykam się z tematem bolesnych miesiączek dość często. Zdarza się, że dorosłe kobiety dopiero na moich warsztatach dowiadują się, że miesiączka nie musi boleć, a jeśli boli, to ginekolog/ginekolożka powinni zgłaszane dolegliwości traktować poważnie. Po tym „odkryciu” kobiety są jednocześnie zaskoczone i rozżalone, gdyż okazuje się, że przez wiele lat były zbywane przez lekarzy i lekarki – mówi Kamila Raczyńska-Chomyn, edukatorka i współautorka książki „Ona. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”.


Lubię powtarzać, że wiedza to wolność i siła, a wiedza na temat własnej fizjologii i ciała może bardzo pomóc w gabinetach lekarskich i na salach porodowych. Jeśli będziemy wiedziały, jak funkcjonuje nasze ciało, co jest dla niego normą, a co nie, jaki poziom dyskomfortu jest dla nas do zaakceptowania, a gdzie zaczyna się ból, który chcemy uśmierzyć, będzie nam (wraz z personelem medycznym) dużo łatwiej zaplanować leczenie „szyte na miarę” i z uwzględnieniem naszych potrzeb oraz celów.

Parę lat temu miałam przyjemność wraz z Basią Pietruszczak wystąpić podczas konferencji TEDx zorganizowanej przez Warszawski Uniwersytet Medyczny z wykładem zatytułowanym „O czym milczysz, gdy nie mówisz o miesiączce?”. Pierwszy raz opowiadałyśmy wtedy publicznie (i to głównie przyszłym lekarkom i lekarzom) o tabu miesiączki oraz o tym, jaką cenę płacą kolejne pokolenia dziewcząt dorastających w rzeczywistości, w której prawie w ogóle nie mówi się o tej ważnej kwestii.

Bo czy w szkole lub w gabinecie lekarskim ktokolwiek ci kiedykolwiek powiedział, ile krwi traconej podczas miesiączki jest normą, a ile oznacza, że możesz mieć miesiączki krwotoczne? A norma to 30–80 mililitrów podczas całego krwawienia. To zdecydowanie mniej, niż sądzi większość osób – zwykle obstawiają około 300 mililitrów (obawiam się, że takiej comiesięcznej utraty krwi byśmy nie przeżyły). A nawet jeśli to wiedziałaś, to czy umiesz tę ilość krwi przeliczyć na zużyte podpaski/tampony i czy wiesz, że jeśli podpaska przecieka w czasie krótszym niż trzy godziny lub jeśli musisz ją zmieniać w nocy, to warto udać się do lekarza/ lekarki, bo w wyniku tak obfitego krwawienia możesz cierpieć na anemię? Jeśli nie, to nie ma w tym niczego zaskakującego, ponieważ nie mamy w Polsce systemowo prowadzonej edukacji menstruacyjnej.

Zdarza się również, że przez całe życie nikt nam nie mówi, jaki kolor krwi miesiączkowej świadczy o zdrowiu, a jaki powinien być dla nas sygnałem, by udać się do ginekologa/ginekolożki. Kobiety często mi mówią, że prędzej zostaną zapytane przez lekarza/lekarkę o wygląd stolca niż o kolor krwi na podpasce, a przecież nasza wydzielina miesiączkowa jest bardzo istotnym barometrem zdrowia.

Krew żywoczerwona aż po brązową jest w normie, a jej odcień zmienia się wraz z kolejnymi dniami krwawienia – na początku jest jaśniejsza i żywoczerwona, a z czasem, gdy miesiączka staje się bardziej skąpa, krew ciemnieje, ponieważ koaguluje w macicy, zanim z niej wypłynie. Szara lub czarna/smolista krwista wydzielina może oznaczać infekcję bakteryjną (a już z pewnością wtedy, gdy towarzyszy jej nieprzyjemny zapach), podobnie jak wyraźnie pomarańczowa. Natomiast krew jasnoróżowa i wodnista może świadczyć o anemii i wiązać się ze zbyt ubogą dietą lub zbyt forsownymi treningami. Jeśli twoja krew jest zawsze ciemna i gęsta, a ty nie czujesz z tego powodu żadnego dyskomfortu, to może faktycznie „taka twoja uroda”, ale jeśli zawsze była żywoczerwona, a nagle się zmieniła i na
dodatek czujesz ból podczas okresu, warto się zastanowić, czy w poprzednim cyklu coś w twoim życiu odbiegało od normy na tyle, że mogło wpłynąć na jakość menstruacji.

Dla mnie na przykład ogromnym zaskoczeniem była wyraźna zmiana w przebiegu miesiączek, gdy zaczęła się pandemia i nastąpił pierwszy lockdown. Kiedy przeanalizowałam swoje nowe (szkodliwe) nawyki, okazało się, że znacznie mniej się ruszam i mniej piję. Efekt? Miesiączki zastoinowe: bolesne, z gęstą, ciągnącą się krwią, które odczuwałam jako zupełnie nie moje. Dopiero po trzech takich cyklach zrozumiałam, że muszę zadbać o ruch miednicy, żeby wspomóc drenaż w tym obrębie, ale też wdrożyć ćwiczenia oddechowe, by ruszyć przeponę i żebra, oraz zmienić styl siedzenia, tak by się nie garbić i nie kłaść ciężkiej klatki piersiowej na trzewiach. No i pić więcej wody, bo przecież krew to w znacznej większości woda. Ponieważ znam swoje ciało doskonale, odczytuję jego sygnały i jestem z nim w czułym dialogu, udało mi się dość szybko wychwycić odchylenia od normy i zacząć przeciwdziałać im w najprostszy możliwy sposób – ruchem i dietą.

Znajomość własnego cyklu jest bardzo istotna również z punktu widzenia zdrowia psychicznego. Gdy rozumiemy, że hormony wydzielające się w toku całego cyklu wpływają na nas i nastrajają nas do świata zewnętrznego oraz wewnętrznego świata naszych przeżyć, mamy szansę tak planować niektóre przedsięwzięcia, by trafić z nimi w odpowiedni moment cyklu.

I tak czas okołoowulacyjny jest znakomity na wystąpienia, ekspozycję społeczną, biznesowe pertraktacje oraz wyjścia ze znajomymi, podczas gdy czas okołomiesiączkowy jest doskonały, by być bardziej introwertyczną, odpocząć i zadbać o swoje zasoby. Życie z uwzględnieniem faz cyklu wpływa na subiektywne poczucie większego spokoju i satysfakcji, a wiele kobiet twierdzi też, że zmniejsza znacznie lub całkowicie ich objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że nie każda miesiączkująca osoba może planować pracę z uwzględnieniem faz cyklu. Niemniej zachęcamy cię do wprowadzenia zmian w tych obszarach życia, w których jest to możliwe.

Czym zaś jest wspomniany zespół napięcia przedmiesiączkowego, inaczej PMS?

Składa się nań aż około 150 objawów psychicznych i somatycznych, a doświadczają go w naszej szerokości geograficznej trzy na cztery kobiety. Objawy napięcia powinny samoistnie ustępować około 4. dnia miesiączki (a zwykle ustępują wcześniej) i nie powinny zbytnio dezorganizować nam życia. Niemniej czasem jest inaczej i kobiety doświadczają bardzo intensywnych spadków nastroju, wzrostu niepokoju, wybuchów złości lub rozpaczy i poczucia bezsensu tak silnego, że mogą borykać się nawet z myślami samobójczymi.

Zauważenie korelacji między dniem cyklu a spadkiem nastroju prawdopodobnie pomoże w diagnozie, ponieważ tak silne pogorszenie samopoczucia może świadczyć o PMDD8, czyli o przedmiesiączkowym zespole dysforycznym, na który, według różnych statystyk, cierpieć może 1–5% miesiączkujących osób. Uważa się, że zespół dysforyczny jest związany z metabolizmem progesteronu w drugiej fazie cyklu miesiączkowego, a terapia powinna być łączona i obejmować hormony oraz leki przepisywane przez psychiatrów, najczęściej przeciwdepresyjne z grupy SSRI. Ale żeby psychiatra mógł poprawnie zdiagnozować PMDD, to pacjentka musi zauważyć, że objawy występują tylko w drugiej fazie cyklu.

Niestety, przez fakt, że nie obserwujemy swojego cyklu zbyt uważnie i nie łączymy spadku samopoczucia z jego fazą, psychiatrzy często niepoprawnie diagnozują kobiety (najczęściej w kierunku choroby afektywnej dwubiegunowej) i zalecają nietrafione leczenie psychiatryczne, co może doprowadzić do prawdziwej katastrofy.
Jak zatem widzisz – nie mówiąc o miesiączce, milczymy również o wielu innych sprawach związanych z ciałem oraz samopoczuciem fizycznym i psychicznym. Z tego
względu zachęcamy cię do uważnej i czułej obserwacji swojego ciała, fizjologii, samopoczucia emocjonalnego, poziomu libido, a nawet wydzielin – pamiętaj, jesteś
największą ekspertką w dziedzinie samej siebie i nikt nie zna cię lepiej niż ty sama.


KAMILA RACZYŃSKA-CHOMYN – edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy, doula i autorka projektu Dobre Ciało, w ramach którego pomaga kobietom wrócić do siebie po trudnych zdarzeniach, jak poronienie lub doświadczenie przemocy i na nowo cieszyć się własnym ciałem. Wspiera kobiety w poszukiwaniu przyjemności i radości płynącej z eksplorowania ich seksualności.

Fragment pochodzi z książki Eweliny Tyszko-Bury i Kamili Raczyńskiej-Chomyn “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”, opublikowanej nakładem wydawnictwa ZNAK.


Zdrowie

Beata Kawka: Kiedyś wstydziłam się, że jestem niedostatecznie ładna, że niezamożna, że jednak z prowincji

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
22 kwietnia 2022
 

Wyobraź sobie, że zanik wstydu u kobiet stał się potężnym problemem współczesnego świata. Na prośbę władz stworzono program „NOWA ONA” i powołano tysiące ośrodków, w których za pomocą odpowiednich treningów przywraca się kobiecy wstyd. Do jednego z takich ośrodków trafia Lilith (Beata Kawka). Tam pozna Ewę (Joanna Brodzik), która przebywa na terapii już kilka lat… Dwie bohaterki jak lalki w pastelowych pantofelkach i szerokich spódnicach, konfrontują się ze swoim wstydem. Zamknięte w ślicznym ośrodku pełnym różu, mięty i jasnego błękitu przeżywają swój horror. Na temat wstydu rozmawiamy z aktorką spektaklu – Beatą Kawką.

Czym dla pani jest wstyd?

Pochodzę z małego miasta, gdzie wstyd był wszechobecnym uczuciem. Wstydziłam się, że jestem niedostatecznie ładna, że niezamożna, że jednak trochę z prowincji. Karmił nas tym uczuciem od dzieciństwa patriarchat, bo nakazywał być grzecznymi dziewczynkami. Mnie na szczęście udało się przebyć długą drogę, podczas której zrywałam z siebie krok po kroku gorset wstydu. Poniekąd właśnie dlatego zrealizowałyśmy spektakl „Wstydź się”, który wystawiamy w warszawskiej scenie „Relax”. Wyszłam z założenia, że po latach mam coś do powiedzenia na ten temat kobietom. W zasadzie nie tylko kobietom, w ogóle ludziom, bo uczucie wstydu dotyczy też mężczyzn.

Jak pani zdobywała własne poczucie wartości?

Najpierw ośmieliło mnie to, że jako osoba z małego miasta z rodziny robotniczej, dostałam się do prestiżowej szkoły aktorskiej w Warszawie. Potem bardzo konsekwentnie pracowałam, aby osiągnąć sukces. Pamiętam bardzo fajny moment, kiedy dotarło do mnie, że nie jestem gorsza od innych, że nie muszę się niczego wstydzić i kiedy potrafiłam powiedzieć to magiczne słowo: „nie”. To jest paradoks, bo nauczyłam się tego od mojej dziesięcioletniej wówczas córki. Zaproponowano mi, bym wystąpiła w pewnym show rozrywkowym. Propozycja wydawała się finansowo kusząca. Mieszkałyśmy wtedy z Zuzką w 50-metrowym mieszkanku. Wiedziałam, że jeżeli wystąpię w tym show, to zarobię szybko i dużo. Oczywiście takie propozycje nie trafiają się nam, aktorom, często. Prawda jest taka, że gdybym zajmowała się tylko graniem na scenie, nie mogłabym absolutnie wykształcić swojego dziecka tak, jak ono jest w tej chwili wykształcone, że włada kilkoma językami perfekcyjnie, że może studiować drugi kierunek. Ale do tematu…

Przyjaciele trochę się ze mnie podśmiewali, wiedząc, że nie jestem wielbicielką tego rodzaju programów. Mnie brakowało zdecydowania. Wiedziałam, że to nie moja bajka, ale głupio było odmówić, bo takie programy dają sporą popularność. Długo się wahałam. I w którymś momencie moje dziecko zapytało: „Mamo, powiedz, a ile to będzie pieniędzy, jak ty pójdziesz do tego show?”. Ja: „No dużo”. Ona: „Co możesz za to kupić?”. Na co ja: „Na przykład mogłybyśmy mieć mieszkanie o jeden pokój większe”. Zuzka wtedy na mnie popatrzyła i powiedziała: „Ale jakbyś nie poszła tam, to coś nam się zmieni?”. Ja: „Będzie jak teraz”. A ona na to: „To nie idź tam. Mamo, ty tam w ogóle nie pasujesz”. Trafiła w sedno. To był ten moment, kiedy dotarło do mnie, że muszę iść swoją własną drogą. Zuzka pięknie to określiła – trzeba szukać takiej drogi, do której się pasuje i której nie trzeba się wstydzić. Myślę, że to był pierwszy moment, kiedy powiedziałam wyraźnie: „Nie, dziękuję!”. Do tej pory nie umiałam tego robić, bo ktoś poprosił, bo ktoś chciał, a ja, empatyczna osoba, myślałam: „No dobra, zmuszę się, pójdę, choć może będzie mi potem głupio”.

Kiedy odmówiłam udziału w show, to, co się wtedy ze mną stało w środku… Nigdy nie zapomnę tego uczucia – takiej dumy z siebie, pewnego zwycięstwa nad sobą. To uczucie już ze mną pozostało i towarzyszy mi od wielu lat i pomaga mi nie robić rzeczy, do których nie pasuję, które mnie męczą. Zrezygnowałam też ze znajomości z ludźmi, którzy byli niefajni, ale trzeba było się z nimi kontaktować, bo na przykład łączyły mnie z nimi interesy. Innymi słowy: nie zadaję się już z „chujoplątami”. To daje wielką wolność. Nic nie muszę, wszystko mogę. Takie myślenie zmienia wszystko.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Beata Kawka (@betikawka)

Słowo „poświęcenie”, które towarzyszyło mi w byciu matką czy partnerką, zostało przeze mnie porzucone ponad 20 lat temu, kompletnie ad hoc, kiedy kolejny raz coś dla kogoś poświęciłam i kolejny raz poczułam gorycz rozczarowania. Dziś nawet z córką  ustalałam granice. Gdy była młodsza i pytała: „Znowu wychodzisz wieczorem?”, mówiłam: „Tak, to mój czas, ty też wychodzisz spotkać się z przyjaciółkami”. Myślę, że Zuzka ma teraz tak fantastyczne podejście do życia, również dzięki temu, że wszelkie proporcje w naszej relacji były zachowane i uczciwe. Każda z nas posiada swoje życie i wciąż mamy ciepłą serdeczną relację.

 

Czy pani inaczej wychowywała swoją córkę niż pani rodzice panią?

Z pewnością. Moja mama jest osobą, dla której ogromnie ważne było to, co ludzie powiedzą. Trudno się temu dziwić, bo ona była wychowywana w zupełnie innych konwenansach i starała się je automatycznie przenieść na własne dzieci. Jednak ja byłam od zawsze nieznośną buntowniczką i dlatego mamie nie wychodziło za bardzo to ujarzmianie. Miałam niecałe 19 lat, kiedy powiedziałam: „Ja już nie chcę słyszeć, że coś muszę, że nie wolno, bo tak nie wypada” i wyjechałam z domu na studia. Kiedy wracałam i byłam jeszcze aktorką nieznaną, to mama mówiła: „Jak ty wyglądasz? Aktorki to na pewno mają prawdziwe futra”. A ja do niej przyjeżdżałam w trampkach i dżinsach, bo to był mój dzień wolny od pracy i byłam szczęśliwa, że nie musiałam stać na planie serialu „Samo życie” w szpilkach umalowana od rana do nocy.

Czy mama się trochę zmieniła dzięki pani?

Myślę, że dawałam jej wiele powodów do przemyśleń w kontekście tego, co ludzie powiedzą. Mama odpuściła i dzisiaj to jest zupełnie inna osoba. Kiedy przyjeżdżam do niej, opowiada mi często o zmartwieniach i wątpliwościach. Ja zawsze mówię jej żartobliwie: „Mamo, pierdol to”. A ona śmieje się: „Ty to jesteś niemożliwa”. Widzę, że jest zupełnie inna w stosunku do mojej córki, którą przez kilka lat pomagała mi wychowywać. Ma wobec Zuzki więcej luzu.

Co pani pomogło w budowaniu samoświadomości?

Może program, który współprowadziłam przed laty: „Mała czarna”, gdzie miałam przyjemność spotkać fantastycznych rozmówców? Pamiętam, że psycholożki ostrzegały mnie w kontekście mojego macierzyństwa: „Beata, ty jesteś jak czołg, jesteś bardzo silną osobowością, masz ogromną charyzmę. Jeżeli nie odsuniesz się na bok, nie pozwolisz córce rozkwitnąć. Ty ją po prostu zadusisz”. Dlatego cały czas miałam z tyłu głowy, że nie powinnam zbyt mocno wpływać na córkę.

Zawsze byłam obok z poduszką w rękach na wypadek, gdyby miała się wywrócić, ale bardzo starałam się nie wpływać na jej wybory, nawet kiedy była małym dzieckiem. Dochodziło do takich sytuacji, że kiedy Zuzka chciała kupić prezent jakiejś koleżance na urodziny, stałyśmy w sklepie z zabawkami ze dwie godziny. Ona: „Mamo, ale co ja mam wybrać?”. Ja: „Nie wiem, to nie jest moja koleżanka, musisz przeanalizować, co ona lubi, z czego by się ucieszyła”. Musiałam nauczyć Zuzkę podejmowania decyzji. Nasz dom zawsze był pełen jej przyjaciół, z którymi czasem prowadziłam fajne rozmowy. Dziś wydaje mi się, że dzięki temu, że miałam do wielu spraw zdrowy dystans, mogłam dać mojemu dziecku niebo nad głową.

Zagrała pani z przyjaciółką Joanną Brodzik w spektaklu „Wstydź się”.

Przyjaźnię się z Joasią ponad 20 lat. 15 lat temu zagrałyśmy razem w filmie „Jasne błękitne okna”. Dziś ciągle się przyjaźnimy się, ale nie koleżankujemy, bo jesteśmy obie dosyć twarde babki. Jak trzeba, to sobie pomagamy. Moja córka już od wielu lat mieszka osobno, a Joasia ma młodsze dzieciaki, więc ja czasami wspomagam ją gastronomicznie. Klopsy od cioci Beci są najlepsze na świecie i jak się pojawiam w domu Joasi bez nich, to jest zażenowanie. (śmiech).

A jak doszło do tej współpracy? Któregoś dnia dostałam do przeczytania, od reżyserki Julii Mark tekst „Wstydź się!” Powiedziała, że koniecznie chce, żebym zagrała Lilith, że sobie to wymarzyła. Równolegle to był też moment, kiedy uznałyśmy z Joasią, że czas znów razem popracować. Natychmiast więc skojarzyłam, że Joanna miała przecież dwa lata temu dosyć obszerną akcję społeczną na temat wstydu i włożyła w to bardzo dużo swojego wysiłku i serca. Zadzwoniłam: „Dostałam taki tekst na dwie aktorki, zajrzyj”. Ona przeczytała, oddzwoniła i powiedziała, cytuję: „Ile, kurwa, miałam czekać na taką propozycję jeszcze?”. Wiadomo było, że nie ma wyjścia, że robimy to. Temat jest ważki, a my obie mamy na ten temat wiele doświadczeń.

Joasia została producentką tego spektaklu. To były naprawdę super tygodnie fantastycznej pracy, bo znamy się jak łyse konie. Wspaniale było tworzyć z osobą, którą podziwiam i darzę wielkim szacunkiem.

Czy Lilith też jest buntowniczką, jak pani?

Lilith to pierwsza biblijna kobieta, w której Adam dostrzegł niedoskonałość – bo była pełna śluzu i krwi. Wtedy Bóg odprowadził ją sprzed oblicza Adama i stworzył po raz drugi. To jest właśnie sedno mojej postaci. Ponieważ Lilith została zawstydzona, teraz buntuje się przeciwko temu, że to, co niedoskonałe jest poniżane i pomijane. Moja Lilith przybywa do ośrodka, gdzie uczy się kobiety wstydu. One przebywają tam dobrowolnie albo na przykład są oddawane przez mężów, którzy nie czują zadowolenia z małżeństwa, w którym kobieta nie ma poczucia wstydu .

Joanna gra Ewę, która stara się być perfekcyjną panią domu…

… która wstydzi się umiejętnie i jest w kontrapunkcie do Lilith, która patrzy na to wszystko i mówi: „kurwa, co to jest w ogóle, co tu dzieje w tym ośrodku”? Mamy w spektaklu piosenkę, a w niej takie frazy: „Ciesz się z pociążowego brzucha, ciesz się, że jeszcze ktoś cię rucha, ciesz się, że masz za dużo dzieci lub masz ich za mało, ciesz się z lewego ucha…”

Ta piosenka oddaje wszystko to, co my chcemy dziewczynom przekazać. Że wstyd obnażony, czyli taki, o którym powiem głośno, przestaje już być wstydem. To jest ta niesamowita magia, kiedy widzowie: zarówno kobiety jak i mężczyźni na widowni dobrze się z nami bawią. Tym spektaklem, również poprzez śmiech, pomagamy zrozumieć, dlaczego uczucie wstydu jest tak silne. Dajemy widzom i widzkom przekaz, że wygrywamy w życiu, jeśli jesteśmy takimi, jakimi jesteśmy. Nie ma sensu się oceniać, bo każdy i każda z nas to osobne życie, osobny byt. Każdy nosi w sobie piękno. Tylko trzeba umieć je dostrzec.

Czy możemy na spektakl zabrać naszych panów?

To nie jest spektakl tylko dla kobiet. Mamy mocny przekaz, który sprawia, że każdemu widzowi łatwo odnaleźć w tej historii jakąś część siebie. Panowie też się bardzo dobrze bawią, kiedy pokazujemy im paletę różnych zachowań kobiet i również tych wobec kobiet. Pokazujemy stereotypy, którymi obrośliśmy jako społeczeństwo. Obśmiewamy te stereotypy typu: „O, za duży dekolt – dziwka”, „O nie ma dekoltu – cnotka”.

Mój tata zawsze powtarzał: „Nikt nie może cię upokorzyć, jeśli sobie na to nie pozwolisz. Świat będzie cię  tak traktował, na ile dasz mu przyzwolenie”. Taty już wiele lat nie ma, a ja to zdanie zapamiętałam i powtarzam je mojej córce i młodym aktorom, które dopiero wchodzą w zawód. Zastrzegam jednak, że trzeba dać drugiej stronie czas na poszanowanie. Zawsze mówię: „zachowujcie godność”, to, że jesteście młodzi nie jest równoważne z brakiem poszanowania.

W naszym zawodzie jest tak, że czeka się na telefon, na decyzję reżyserów, producentów. I każdym artystycznym świecie trzeba też umieć poddawać się ocenie i nie przejmować się nią. Pozostać przy swoim i pochylić się nad sobą. Czego to ja się o sobie nie nasłuchałam i nie naczytałam… Nie warto było. Dlatego teraz w ogóle nie wchodzę do internetu i nie czytam na forach, co kto ma do powiedzenia na mój temat. Chcę być dobrze zrozumiana. Nie robię tego, by się chronić. Ja mam dziś to gdzieś, po prostu. Tak jak moja bohaterka, Lilith.

Zaobacz także: 7 rzeczy, których nie powinnaś się wstydzić. One mogą stać się twoją siłą!


Zdrowie

To, co widzisz w tej iluzji, ujawnia, czy masz „męski” czy „żeński” mózg

Redakcja
Redakcja
22 kwietnia 2022

W naszym świecie istnieją dwie przeciwstawne energie: męska i żeńska. I tylko dlatego, że jesteś kobietą, niekoniecznie oznacza to, że twój mózg jest „żeński” i odwrotnie. Jednak pewne stereotypy dostosowują się do tych różnych energii i w przeważającej części jest to po prostu sposób, w jaki postrzegamy świat. Pomyśl o Yin i Yang, które pokazują, jak te dwie przeciwstawne siły tworzą równowagę w naszym wszechświecie.

Mając to na uwadze, nawet astrologowie postrzegają męskość i kobiecość poprzez planety – Mars ma bardziej analityczną i gwałtowną energię, podczas gdy Wenus rządzi kobiecymi i bardziej emocjonalnymi aspektami tego wszystkiego.

To prowadzi nas do następnego pytania, czy kiedykolwiek myślałaś o tym, jak głównie nastawiony jest twój mózg? Czy jest bardziej męski czy żeński?

Poniżej znajduje się złudzenie optyczne. Co widzisz?

Jeśli widzisz mężczyznę biegnącego w twoim kierunku

Jeśli widzisz mężczyznę biegnącego w twoim kierunku, jesteś „rozwiązywaczką” problemów. Lubisz dobrą łamigłówkę i jesteś dość analityczna. Są to wszystkie cechy stereotypowego męskiego mózgu. Chociaż możesz nie być świetna w wielozadaniowości, kiedy skupiasz się na jednej rzeczy, wszystko idzie ci jak najlepiej.

Jeśli widzisz mężczyznę uciekającego od ciebie

Jeśli widzisz mężczyznę uciekającego od ciebie, nie jesteś tą osobą, który spieszy się z decyzją. Zamiast tego ufasz swoim zmysłom, a jeśli musisz, rozmyślasz nad rozwiązaniem do skutku. Jesteś świetna w wielozadaniowości, a także masz świetną pamięć. Kiedy sprawy stają się trudne, polegasz na swojej intuicji, dajesz się jej prowadzić. Jeśli widzisz  tu mężczyznę uciekającego od ciebie, twój mózg jest głównie kobiecy.


Zobacz także

Rwa kulszowa - objawy, leczenie, ćwiczenia

Rwa kulszowa – tego bólu nie życzy się najgorszym wrogom. Jak leczyć rwę kulszową i zapobiegać jej nawrotom?

Na Ukrainie wzrosła liczba chorych na odrę. Wiesz, jak rozpoznać tę chorobę?

Czy można zajść w ciążę podczas klimakterium?