Psychologia

Odzyskaj prawo do gniewu! 8 sposobów na toksyczne tłumienie złości

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
20 stycznia 2022
Fot. iStock / FotoDuets
 

Dlaczego tłumimy złość? Dlaczego nadal tak wiele osób postrzega gniew jako coś złego, wstydliwego i niemoralnego? Coś, co trzeba w sobie szybko stłumić i ukryć! Zapominamy, że irytacja, frustracja i złość są naturalnymi emocjami — ani dobrymi, ani złymi. One po prostu istnieją. A nawet pełnią potrzebne funkcje. – To co jest stłumione, nie znika automatycznie – twierdzi Imi Lo, która pracuje w Londynie z osobami wysokowrażliwymi jako terapeuta holistyczny, korzystając z filozofii buddyjskiej. Co się z nami dzieje, jeśli latami tłumimy złość?

Ludzie, którzy uwewnętrzniają gniew, kumulują go w swoich ciałach i psychice. Kiedy skierują złość na siebie, mogą cierpieć, m.in. na depresje, lęki i różne somatyzacje. Jak rozpoznać, że tłumimy w sobie emocje, które postrzegamy jako nieodpowiednie i wstydliwe?

Objawy stłumionego gniewu:

1. Zniewolenie we własnej wściekłości

Niektórzy ludzie nauczyli się od swoich rodzin, czy też w szkole, że nie wolno: krzyczeć, płakać, wściekać się, tupać nogami ani uderzyć pięścią w stół, bo to wszystko jest niegrzeczne, a może nawet skrajnie niemoralne. Jeśli często nam to powtarzano albo karano nas nas za objawy złości i nie uczono, jak mamy sobie z nimi radzić w zdrowy sposób, to nic dziwnego, że w efekcie boimy się własnej wściekłości. Kiedy pojawia się gniew, odczuwamy intensywny wewnętrzny konflikt. Próbujemy za wszelką cenę skupić się na potrzebach innych ludzi, a nie na swoich. Nie mówimy nikomu, co nas złości, by uniknąć konfliktów. „Wybieramy raczej bycie słuchaczem lub rozjemcą i robimy wszystko, aby utrzymać spokój i harmonię w swoim otoczeniu”, mówi Imi Lo.

2. Depresja w odpowiedzi na uciszoną złość

Kierowanie gniewu do wewnątrz kończy się często po prostu depresją. „Wiele osób obawia się, że gdyby wyrazili złość w bezpośredni sposób, zostałby odrzuceni lub porzuceni”, uważa Imi Lo. Kiedy pojawiają się konflikty, wtedy strach, że ich gniew coś popsuje np. zakłóci relacje z mężem czy przyjaciółką, przeważa nad wszystkimi innymi uczuciami. Jeśli taka osoba stale kieruje podobne emocje do wewnątrz, one mogą się zaognić i przekształcić w toksyczny wstyd i poczucie winy. Czy świadomie czy nieświadomie, ten wstyd i poczucie winy torują drogę depresji.

3. Paranoja to lęk skierowany na zewnątrz

To mniej znany wpływ tłumionego gniewu. Wyobraź sobie osobę, która zamiast przyznać, że coś spowodowało, że poczuła się wrogo nastawiona, projektuje własne uczucia na innych i postrzega ich jako wrogich wobec siebie.

„Często doświadcza świata jako niebezpiecznego miejsca i trudno jej komuś zaufać. Czuje też irracjonalny strach, że spotka ją odwet lub zostanie za coś ukarana”, uważa Imi Lo.

4. Krytyk w głowie z szalonymi standardami

Kiedy stłumiony gniew jest połączony z perfekcjonizmem lub tendencjami obsesyjno-kompulsywnymi, można stać się bardzo krytycznym wobec siebie i innych osób. Takie osoby do wszystkiego przykładają nieubłaganie zawyżone standardy.

„Ludzie, którzy są perfekcjonistami, tłumią urazę nagromadzoną nienawiścią do samego siebie za niemożność spełnienia własnych standardów. Mogą też po cichu złościć się na innych za niechlujstwo i brak etyki. Na pierwszy rzut oka wydają się jednak opanowani lub nawet spięci”, twierdzi Imi Lo.

5. Bierna agresja jako atakowanie nie wprost

Osoba, która przywykła swoją złość wyrażać nie wprost, może chłodno traktować swoich partnerów, robić sarkastyczne komentarze, zapominać o obietnicach lub uparcie odmawiać spełnienia jakiejkolwiek prośby. Ktoś z pasywno-agresywnym gniewem najczęściej subtelnie wzbudza w innych poczucie winy i sprawia, że oni czują się odpowiedzialni za jego ukrywane zdenerwowanie, zniecierpliwienie czy irytację.

„Niestety pasywno-agresywny gniew niszczy relacje w sposób cichy i stopniowy. Ci, którzy mają do czynienia z taką osobą, czują się ukarani i zaatakowani, nie wiedząc do końca, jaka jest tego realna przyczyna. Mając najlepsze intencje, nie potrafią sobie poradzić z tym, by poprawić relacje z agresorem”, relacjonuje Imi Lo.

Zobacz także: Trwanie w destrykucyjnej sytuacji prowadzi do choroby. Jakich sygnałów z ciała nie wolno ignorować?

6. Objawy psychosomatyczne i dolegliwości fizyczne

Osoby wrażliwe i wysoce empatyczne odnajdują siebie zwykle w stwierdzeniach, że są „zbyt szczere” albo „za bardzo przejmują się drobiazgami”. Aby się dopasować, nauczyli się siedzieć cicho, nawet jeśli czują złość, irytację, bezsilność. W świadomy lub nieświadomy sposób starają się ograniczyć własne podniecenie i energię. Wolą udobruchać innych, aby zachować spokój. Nie chcą otwarcie wyrażać gniewu, bo wtedy ryzykują konflikt. A jeśli postępują tak przed dłuższy czas, ich ciało nie wytrzymuje takiego napięcia. Pojawiają się: bóle głowy, migreny, kaszel (często identyfikowany jako astma), problemy z trawieniem, albo jakieś choroby autoimmunologiczne: Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczyca albo inne dermatozy.

7. Zachowania autodestrukcyjne

Nieumiejętność stanięcia w obronie siebie i tłumienie złości, może prowadzić do świadomych lub nie działań autodestrukcyjnych. Jak to się zwykle przejawia? Na najróżniejsze sposoby! Możesz się samookaleczać. W sposób świadomy ciąć nadgarstki albo mniej świadomie szczypać swoje ciało lub rozdrapywać je. Możesz też kompulsywnie objadać się i tyć. Ale nie tylko działania na ciele są autodestrukcją. Niektóre skierowane są w inne rejony, bo izolowanie się od bliskich czy przyjaciół jak i pozwalanie na wykorzystywanie w pracy (czyli niestawianie granic i branie na siebie zbyt wielu obowiązków) to też zachowania autodestrukcyjne.

8. Nagłe wybuchy, które zaskakują

Ale nawet osoby spolegliwe, ciche, wycofane, spięte, sztywne, które nie potrafią wyrażać swojego gniewu, raz na jakiś czas zwyczajnie wybuchają. Jest takie bardzo popularne porównacie do gotującego się w garnku z przykrywką rosołu. Nie ma bata! Jeśli w pewnym momencie nie uchylimy tej pokrywki, to buzująca zupa wyleje się z garnka. Eksploduje! Tak jak emocje, które nie mają ujścia, eskalują i w najmniej spodziewanym momencie – wybuchasz. Znasz to? Ktoś ci powie jedno nieprzyjemne słowo, a ty – choć zwykle tak nie reagujesz – nagle czujesz, że krew cię zalewa i nie potrafisz tego powstrzymać.

Gniew jest ważną emocją i nie należy go definitywnie odrzucić. On po prostu istnieje, a możliwość gniewania się, gdy ktoś przekracza nasze granice, to tylko oznaka zdrowia psychicznego! Warto też pamiętać, że jeśli odzyskamy prawo do asertywnego gniewu, często możemy cofnąć szkody, jakie spowodowało jego tłumienie.


Psychologia

„Dostajemy tysiące wiadomości od dzieci w depresji. Nasz telefon zaufania musi istnieć”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 stycznia 2022
Fot. iStock/kozorog
 

– Dzieci dzwonią cały czas, dzień i noc. Nasz telefon zaufania działa od 2008 roku. Z czasem stał się coraz bardziej rozpoznawalny. To pewnie też dlatego tych telefonów jest więcej. Kolejna kwestia to rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy. Najczęściej dzwonią do nas nastolatkowie w wieku 13- 15 lat, później ci w wieku 16- 18 lat i młodsi – mówi Paula Włodarczyk, koordynatorka pomocy telefonicznej w fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Mówiąc o rzeczywistości ma pani na myśli epidemię i zamknięcie w domach, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy w domach jest przemoc? 

Też zauważyliśmy to zjawisko, szczególnie w sytuacji lockdownu, teraz częściej mamy do czynienia z pół-zamknięciem albo zamknięciem podczas kwarantanny. Ale nie chodzi tylko o doświadczanie przemocy. Również o gorszy nastrój czy inne kłopoty ze zdrowiem psychicznym, zaburzenia psychiczne. Wielu z nich boryka się myślami samobójczymi, samookalecza się.

Dzwonią też w trakcie prób samobójczych. Na przykład po połknięciu kilkudziesięciu tabletek leku przeciwbólowego, a to się zdarza często, bo to są środki ogólnodostępne, bez recepty. Dzieci w takiej sytuacji są przerażone tym, co zrobiły, czują niepokój, lęk, szukają pomocy w chwili krytycznej.

Bo tak naprawdę nie chcą się zabić

Różnie. Każda sytuacja jest inna, ale przed ostateczną chęcią pozbawienia się życia mnóstwo rzeczy się wydarza, pojawia się też dużo myśli u młodych osób i często prób szukania tej pomocy. Może niejednoznacznie, niezbyt wyraźnie, ale szukają. A gdy już się zdecydują na taki krok, często jest to też wołanie o pomoc.

Dlaczego się okaleczają? Słyszałam, że to się dzieje coraz częściej.

Zgadza się, to zdarza się, gdy młoda osoba nie potrafi już poradzić sobie z napięciem, jest ono tak silne, że żeby poczuć jakąkolwiek ulgę albo żeby w ogóle cokolwiek poczuć, robi sobie krzywdę.

Powody mogą być różne. To zależy od sytuacji, bywa, że powodem są trudności w szkole. Albo presja wysokich wyników, nieradzenie sobie, czasem problemy w kontaktach z rówieśnikami: porównywanie się z rówieśnikami, chęć przynależności do grupy, ale też niska samoocena, myślenie o sobie w negatywny sposób, chociażby o swoim wyglądzie. Sytuacja domowa też jest bardzo ważna, bo jeśli dziecko doświadcza przemocy, nie dostaje dostatecznie dużo uwagi, jest niesłyszane, rodzice są nieobecni, albo w domu jest trudna sytuacja – to nie dostaje wsparcia, jest osamotnione. Wtedy prawdopodobieństwo, że dzieci będą podejmowały ryzykowne zachowania jest większe.
 
Co to znaczy być niesłyszanym? 

Powiem, jak mówią o tym dzieci. Za bycie niesłyszanym uznają niepoważne traktowanie ich samych oraz tego, co mówią, przeżywają. Niepytanie o to, co czują. Ograniczanie relacji do wymagań, oczekiwań. Rodzice są też zmęczeni codziennym życiem, pracą, obowiązkami i mało mają przestrzeni na to, żeby zadbać o budowanie relacji z dzieckiem. Nawet, żeby być ciekawym swojego dziecka. Im bardziej powierzchowny jest ten kontakt, tym z pozoru wydaje się nam łatwiejszy.

Spytamy dziecko, jak było w szkole, ono mówi, że okej i my myślimy, że możemy już to odhaczyć. Zdarza nam się, nieświadomie, nie dopytywać o to na wszelki wypadek, bo może jednak nie jest okej, ale my ze zmęczenia, nadmiaru obowiązków, wcale nie chcemy tego wiedzieć, bo musielibyśmy zareagować. A kolejny kłopot nas przerasta.

Bardzo często dorośli też bagatelizują problemy dzieci. Kiedy dziecko mówi, że się źle czuje, chce iść do psychologa, psychiatry, bo być może ma depresję, to rodzic proponuje kino albo wyjście ze znajomymi. „Porób coś fajnego, to ci minie”, „ja w twoim wieku…” „dziecko, Ty nie możesz mieć depresji, masz wszystko”. Czyli szukają tych rozwiązań, ale nie tam, gdzie trzeba. Starają się przyklejać plaster na nieoczyszczoną ranę. Czasem to zadziała na krótko, a czasem w ogóle nie zadziała i może mieć dramatyczne skutki. Na pewno sprawia, że kolejny raz dziecko nie przychodzi. Szuka pomocy na zewnątrz, jeśli jej nie znajduje, dochodzi do kryzysowych sytuacji, takich właśnie jak okaleczenia, czy próby samobójcze.

Jak to się dzieje, że trzynastolatek chce się zabić? 

To wydaje nam się niewyobrażalne, ale dziś próby samobójcze podejmują coraz młodsze dzieci. Dzieci dziesięcioletnie, jedenastolatki, dwunastolatki, nawet młodsze. I coraz częściej diagnozujemy u nich zaburzenia psychiczne, lęki i depresję. Jeśli nam, dorosłym, jest coraz trudniej radzić sobie z pędem, presją, którą często sami sobie tworzymy, oglądając życia innych ludzi dookoła, to jak mają radzić sobie osoby niedojrzałe?

Dzwoni do pani trzynastolatek i mówi, że ma myśli samobójcze, depresję… Co pani robi? 

Jeżeli dziecko dzwoni do nas i opowiada o jakimś swoim problemie, mówi, że się źle czuje, od dłuższego czasu nie chce mu się wstać z łóżka, dostaje coraz gorsze oceny, opuszcza lekcje, bo nie ma ochoty chodzić do szkoły. I się zastanawia, co może się z nim dziać, to przede wszystkim go słuchamy, nie oceniamy i co najważniejsze – staramy się zapewnić mu bezpieczeństwo. Dopytujemy, od jak dawna tak jest, jak sobie radzi, czy jest coś, co pomaga. Pytamy, czy próbowało z kimś o tym rozmawiać, szukało pomocy. Dopytujemy też, jaki ma kontakt z rodzicami czy innymi dorosłymi w otoczeniu i wspólnie z dzwoniącym szukamy najlepszego rozwiązania.

A jaka jest odpowiedź? 

Bardzo różna. Czasem mówią, że kontakt jest dobry, ale nie zwracają się o pomoc, bo martwią się o rodzica, nie chcą dokładać problemów. Ale zdarza się, że mówią wprost, że kontakt jest fatalny, rodzice stosują przemoc, nie dają wsparcia i dzieci nie mogą się przyznać, że się gorzej czują, bo wtedy zostałyby ukarane, że przysparzają kłopotów, mówią bzdury czy gdzieś się naczytały głupot.

Zdarza się, że kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka, to my kontaktujemy się z rodzicami i mówimy o tym, jaka jest sytuacja dziecka i co ważne, żeby zrobić.

 Jak rodzice reagują? 

Bardzo różnie. Są zaskoczeni, niektórzy dopytują się, czy na pewno chodzi o ich dziecko. Niektórzy reagują złością, krzyczą, jakim prawem dzwonimy, kto nam dał ich numer. To też jest w jakimś sensie zrozumiałe, bo nie spodziewali się takiej sytuacji, telefonu od pani psycholog czy pani pedagog z telefonu zaufania.

Zdarza się, że rodzice są w szoku. Dzwonimy w sytuacji kryzysowej, powiedzieć, że dziecko ma myśli samobójcze, nie chce żyć, a oni mówią, na przykład, że nie mają czasu na takie rozmowy, bo są w pracy. Albo irytują się: „No dobrze, ale co ja mam teraz zrobić?!”, „No właśnie próbuję powiedzieć, że dobrze by było, żeby pan/pani wrócił do domu albo zapewnił dziecku opiekę osoby dorosłej” tłumaczę.  „Ale ja nie mogę wyjść z pracy!” słyszę w odpowiedzi. W takich sytuacjach informujemy rodzica o naszym obowiązku zapewnienia dziecku bezpieczeństwa i wzywamy do niego pomoc.

Kiedy  młodzież najczęściej dzwoni? 

Całą dobę, najczęściej popołudniami i wieczorami. Od 17.00 do drugiej w nocy telefon jest rozgrzany do czerwoności, ale tak naprawdę telefon nie milknie całą dobę, całą dobę odbieramy też wiadomości. Tych wiadomości dostajemy miesięcznie nawet około tysiąca, na każdą z nich reagujemy. Dzwonią częściej chłopcy, a piszą częściej dziewczyny. Tak już jest od wielu lat. Mamy taką fantazję, że być może chłopcom jest łatwiej niezwłocznie załatwić swoje sprawy, czy poradzić sobie z problemami, dziewczyny często potrzebują dłuższego namysłu, szczegółowego opisu sytuacji i wybierają częściej wiadomości. Tematy poruszają bardzo podobne – w obu przypadkach najczęściej dotyczą zdrowia psychicznego. Chłopaki częściej mówią o doświadczeniach przemocy fizycznej, a dziewczyny częściej niż chłopaki zgłaszają np. wykorzystanie seksualne.

Ile was pracuje w telefonie zaufania?

Około 70 osób. I to są zarówno konsultanci, stażyści, osoby wspierające linię, pracownicy programu. Ale nadal jest nas za mało.

Co czuła pani, gdy dowiedziała się, że nie dostaniecie wsparcia rządu?

Może zacznę od momentu, gdy nie dostaliśmy pieniędzy od Ministerstwa Zdrowia – byłam bardzo zaskoczona i rozczarowana. Włożyliśmy w ten konkurs mnóstwo pracy i mnóstwo starań, żeby się dostosować do wymagań oferty konkursowej, np. gotowość do utworzenia czatu, zatrudnienia psychiatry itp.  Mamy poczucie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, która nie została doceniona i nie wiemy, dlaczego. Czujemy się zlekceważeni, głownie brakiem wyjaśnienia tej decyzji.

Natomiast jeśli chodzi o MSWiA – to tutaj zaskoczenie było ogromne, kompletnie się tego nie spodziewałam, to było finansowanie, które mieliśmy od dłuższego czasu, współpraca układała się bardzo dobrze. Informacja o tym, że w tym roku konkurs na telefon zaufania nie zostanie rozpisany była informacją dla nas zaskakującą, przykrą. Ostatnie środki publiczne, które mieliśmy, też przepadają.

Ale ludzie stanęli na wysokości zadania, zebrali pieniądze.

Jako osoba, która odpowiada za zespół, za ten program czuję się ogromnie wdzięczna i wzruszona tym dobrem, które do nas spływa. Bardzo za to dziękuję! Tyle, że to kolejny raz osoby prywatne biorą na siebie odpowiedzialność i robotę, którą powinien wykonać nasz rząd. I to z jednej strony budujące i motywujące. Wszyscy patrzyliśmy jak kwota, którą wpłacają ludzie cały czas rośnie, nie dowierzamy, że to się dzieje w takim tempie. To niesamowite, że wystarczyło kilkanaście godzin, żeby uzbierać tyle pieniędzy.

Z drugiej strony praca włożona w konkursy, pisanie ofert zajmuje tak dużo czasu i jest tak niedoceniana, była po nic, bo nie udało się uzyskać środków – i to jest przykre. Przykre też, że żyjemy w kraju cywilizowanym, a nie jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom pomocy ogólnodostępnej, nawet doraźnej, bo wiemy, że z pomocą refundowaną przez NFZ jest bardzo trudno i trzeba czekać miesiącami.

W komentarzach pod zbiórką możemy przeczytać wpisy dzieci, które włączają się w zbiórkę pełne niepokoju, że 116 111 mogłoby przestać działać. To niezwykle poruszające, ale czy tak to powinno wyglądać? To nie ich zadanie. Dzieci mają dość swoich zmartwień, to my dorośli mamy obowiązek zadbać o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Jest mi wstyd, że do tego w naszym kraju doszło.

Po tym, jak wycofano rządowe wsparcie dla Telefonu Zaufania 116 111, prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, internauci w niecałą dobę zebrali milion złotych na dalsze funkcjonowanie linii. Fundacja zbiera też podpisy pod apelem do premiera o przywrócenie finansowania Telefonu Zaufania przez rząd.

Psychologia

Pierwsza rzecz, jaką dostrzegasz na tym obrazku mówi wszystko o tym, jak postrzegasz świat

Redakcja
Redakcja
20 stycznia 2022

Co zobaczyłaś jako pierwsze na tym obrazku? Wypróbuj ten zabawny quiz obrazkowy, podobny do testu plam atramentowych Rorschacha, i dowiedz się, co to mówi o Twojej osobowości i sposobie postrzegania świata.

Życie jest pełne wyborów. Świadomie i nieświadomie decydujemy i wybieramy nasze ścieżki, dokonując setek, jeśli nie tysięcy wyborów każdego dnia: co zjeść na obiad, co założyć, jechać rowerem czy samochodem, jaki film obejrzeć, co powiedzieć, co zrobić etc. Lista jest długa. Czasami jesteśmy pewni naszych wyborów, a czasami nie jesteśmy pewni, co najlepiej zrobić.

Ponieważ nasze decyzje wpływają na wynik naszego życia, w jaki sposób podejmowane są te wybory? Co kieruje naszymi decyzjami? Umysł jest pięknym, skomplikowanym narzędziem, którego musimy używać, a kombinacje przeszłych doświadczeń, osobistych preferencji, instynktu, wykształcenia i intuicji wpływają na nasz proces podejmowania decyzji.

Niedawne badanie wykazało, że określone neurony w korze oczodołowo-czołowej (OFC) odgrywają kluczową rolę w wielu prostych decyzjach, które podejmujemy każdego dnia. Naukowcy odkryli, że określone neurony w OFC przypisują wartość do każdej opcji, podczas gdy inne neurony w OFC aktywują się, aby dokonać ostatecznego wyboru. Wszystkie te neurony mają zdolność do ponownego mapowania się i zmiany biegu, aby podjąć inną decyzję, jeśli okoliczności ulegną zmianie. Krótko mówiąc, badanie wykazało, że mózg przypisuje wartość pewnym przedmiotom, takim jak różne rodzaje żywności, a nasze decyzje odzwierciedlają wartość, jaką przypisaliśmy danemu przedmiotowi.

Wcześniejsze uwarunkowanie może również wpływać na sposób, w jaki postrzegamy rzeczy, a wartości, które przypisujemy niektórym rzeczom, mogą wpływać na to, na czym się skupiamy i na to, co zwykle widzimy.

Rzuć okiem na poniższe zdjęcie i zapamiętaj pierwszy, który zobaczysz:

 

Jako pierwsze zobaczyłam owoce na drzewie:

Masz wspaniałe i bystre oko do szczegółów. Jabłka korespondują z czujnością, dzięki której szybko i bez wysiłku znajdujesz rozwiązania wyzwań i problemów. Jeśli jako pierwsze dostrzegłaś jabłka, nie musisz cały czas mieć racji, skupiasz się na znalezieniu najlepszego rozwiązania, a nie na próbie udowodnienia, że ​​to ty masz rację. Wykraczasz poza własne uwarunkowania i potrafisz myśleć nieszablonowo.

Jabłka na tym obrazie to owoce, ale też oczy w wielkiej głowie. Jeśli jako pierwsze zwróciły twoją uwagę, masz tendencję do dostrzegania wartości w sytuacjach, w których inni ich nie widzą. Poszukujesz i odkrywasz możliwości w problemie i postrzegasz je jako wyzwania, których należy się nauczyć, a nie trwałe problemy. Masz również zdolność wglądu w głębszy sens życia, uświadomienie sobie, że cenne wspomnienia i czas spędzony z bliskimi są ważniejsze niż dobra materialne, a życzliwość jest ważniejsza niż stawianie na swoim.

Jako pierwszą zobaczyłam siedzącą osobę

Jeśli jako pierwszą zobaczyłaś osobę siedzącą, oznacza to, że jesteś w kontakcie ze swoim prawdziwym wnętrzem. Masz tendencję do wyrażania swoich uczuć i myśli otwarcie i szczerze. Bardziej cenisz bycie prawdziwą niż bycie postrzeganą jako „doskonała” przez osoby wokół ciebie, ponieważ rozumiesz, że prawdziwi ludzie nie są doskonali, a idealni ludzie nie istnieją.

Osoba siedząca czyta książkę, co oznacza, że ​​twój umysł zwraca się w kierunku nauki, że jesteś inteligentna i prawdopodobnie nauczyłaś się już wielu rzeczy. Twoja wiedza o sobie rozciąga się na sposób myślenia i świadomą wiedzę o swoich uczuciach. Zazwyczaj decydujesz się myśleć pozytywnie i rozumiesz, że ten sposób myślenia zwykle przynosi dobre uczucia i dobre doświadczenia. Chociaż nie zawsze głośno, starasz się być w centrum uwagi. To, co wiesz o sobie, swoim sercu i ogólnie o świecie, jest bardzo cenne i wiele osób skorzystałoby, gdybyś była nauczycielką.

Zintegruj praktykę współczucia dla siebie ze swoją już rozległą wiedzą o sobie, a twoje serce może naprawdę rozkwitnąć.

ZOBACZ TEŻ: Kobieta czy czaszka? To, co zobaczysz, jako pierwsze na obrazku, świadczy o twojej obecnej sytuacji emocjonalnej

Jako pierwszą zobaczyłam twarz

Jeśli jako pierwsza twoim oczom ukazała się tutaj twarz, oznacza to, że jesteś piękną osobą, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Wielu podziwia Twoje piękne serce, a ludzie ci bliscy mogą naprawdę liczyć na Twoją dobroć. Posiadasz elegancję, która pozwala zachować wdzięk nawet w obliczu wyzwań, a także traktujesz siebie w sposób szlachetny i delikatny. Twoja energia jest silna, ale jednocześnie też miękka, wrażliwa. Jesteś pewna siebie i dzięki swojej głębokiej mądrości stałaś się właśnie taką osobą, jaką dziś jesteś. Masz również tendencję do dostrzegania dużego obrazu w życiu, co pozwala ci przejść przez tymczasowe wyzwania w celu osiągnięcia wielkich celów.

Jesteś z natury dobra. Tak, jak siebie traktujesz też  innych i chciałabyś, żeby była to norma na całym świecie. Przemawiasz do innych z autentycznego i skoncentrowanego na sercu miejsca, masz tendencję do bycia uprzejmą nawet dla tych, którzy nie są uprzejmi dla Ciebie. Być może nie zawsze „pasowałaś”, ale to nic – nie miałaś „pasować” do świata, Ty miałaś pomóc w stworzeniu nowego. Takiego, który jest bardziej miły, bardziej kochający i bardziej zgodny z twoją wewnętrzną naturą.

Słuchaj serca i podążaj tam, gdzie cię ono prowadzi. Zastanów się nad spędzeniem czasu na rozwijaniu się, zgłaszając się na wolontariat do lokalnej organizacji charytatywnej i ucząc się wszystkiego, co możesz, gdy tam będziesz. Po prostu może pojawić się ekscytująca inspiracja, która może zmienić twoje życie i świat na lepsze.

 


Zobacz także

Myślisz: „Moje życie nic nie jest warte”? Wypełnia cię pustka? Poczucie, że nic nie znaczysz?

Kiedy rodzice się rozstają. 10 rzeczy, które musisz sobie uświadomić, jeśli chcesz by twoje dzieci cierpiały jak najmniej

9 kluczowych różnic między zdrowym, a toksycznym związkiem. Jaki jest twój?