Psychologia

Co takiego robimy, że nie możemy wyjść z samotności? 5 fatalnych strategii szkodzenia sobie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
22 grudnia 2021
fot. FreshSplash/iStock
 

Jesteś singlem albo czujesz się samotna? Koniecznie przeczytaj ten tekst. Niedawno przeprowadzone badania przez naukowców z Harvard University, Stanford University, Curtin University i The University of Western Australia sugerują, że przyczyny samotności można w dużej mierze można wytłumaczyć stosowanymi przez ludzi strategiami regulowania emocji. Wnioski opublikowano w październikowym numerze „Personality and Individual Differences”. Sprawdź więc, jak reagujesz w obliczu kryzysu. Być może, jeśli uświadomisz sobie mechanizmy swojego postępowania, łatwiej będzie ci otworzyć się na przyjaźń i miłość.

Zrozumieć samotność

Na początek zastanówmy się jednak, co tak naprawdę oznacza czuć się samotnym? Z definicji wiąże się to z przeżywaniem nieprzyjemnych emocji np. lęku, smutku czy niepokoju z powodu braku intymności lub bliskich relacji.

Pamiętajmy jednak, że można być singlem i nie czuć się samotnym. Można też być w związku i żyć w dużej rodzinie, a jednocześnie w tym tłumie odczuwać samotność.

Osoby takie zwykle skarżą się, że są niezrozumiane i niewystarczająco zaopiekowane, nikt ich nie rozumie ani tak naprawdę nie chce ich poznać.

Kłody pod nogi

Co ciekawe, wielu singli pragnie nawiązać przyjaźnie i poznać smak miłości, ale nie potrafi tego zrobić. Nieświadomie sami sobie rzucają kłody pod nogi. Choć tego nie chcą, stosują autodywersję. Dlaczego tak postępują? Nie jest łatwo to wytłumaczyć.

Bo przecież, co w tym dziwnego, że samotny mężczyzna czuje się niezrozumiany i że winą za to obarcza własnych rodziców, którzy wychowywali go, przekazując nieufność do świata?

Trudno się też dziwić, że kobieta-singielka rozpamiętuje krzywdy, które doznała od różnych parterów, którzy ją zwiedli. Tyle razy już próbowała zmienić swoją sytuację. Ponieważ jej się to nie udawało się, dlatego przestała już szukać uczucia i chodzić na imprezy, gdzie mogłaby spotkać kolejnego partnera. Takie zachowania wydają się całkiem racjonalne. A jednak!

Psychologowie wymieniają najczęstsze strategie regulowania emocji, które tylko zwiększają szanse na to, że będziemy samotni. Okazuje się, że wielu singli w trudnych sytuacjach reguluje swoje napięcie, reagując w sposób, który tylko pozornie lub na chwilę przynosi im ulgę, a tak naprawdę bardzo szkodzi. Oto przykłady:

1. Atrybucja winy

Jeśli na nieprzyjemne doświadczenia reagujesz jak z automatu obwinianiem siebie lub natychmiast przerzucasz winę na inną osobę, nie biorąc kompletnie pod uwagę czynników zewnętrznych, to mamy dla ciebie kiepską wiadomość. Działasz zgodnie ze schematem. Nawykowe zrzucenie na kogoś winy lub branie jej zawsze „na swoją klatę”, nie rozwiązuje problemu. Te strategie nie pomogą ci też specjalnie się z nim uporać. Takie działania uruchamiają tylko w tobie poczucie niesprawiedliwości albo wewnętrznego krytyka, który młotkuje cię słowami: „Jesteś beznadziejna”, „Znów sobie nie poradziłaś”… itp.

2. Katastrofizacja

Takie osoby nie potrafią „elastycznie” przeformułować swoich negatywnych myśli na bardziej pozytywne. Jeśli ludzie mówią ci, że zawsze „widzisz dziurę w całym”, a ty sama czujesz, że w sytuacji kryzysu masz tendencję do tego, by koncentrować się na rozmawianiu o tym, w jak nieznośnym położeniu właśnie się znalazłaś, to nie działasz na swoją korzyść.

Nawet jeśli obiektywnie oceniasz sytuację, to ci nie służy!

Okazuje się też, że osoby najbardziej samotne rzadziej stosują strategię ponownej oceny poznawczej, która polega na nadaniu pozytywnego znaczenia przygnębiającemu wydarzeniu. Przykład? Mniej samotni są ci, którzy wyszukują optymistyczny aspekt: przebytej choroby, utraty pracy czy partnera. To ci, którzy zawsze widzą szklankę do połowy pełną i potrafią dostrzec iskierkę nadziei, gdy wszystko im się wali na głowę.

 

Fot. iStock/martin-dm

3. Tłumienie ekspresji

Złościsz się, gdy bliscy naruszają twoje granice, ale na zewnątrz pokazujesz kamienną twarz. Czujesz smutek, bo zawiodła cię najlepsza przyjaciółka, ale udajesz, że nic takiego się nie stało. Tłumienie emocji nie pozostaje bez konsekwencji. Jeśli pokazujesz światu tylko swoją „pokerową twarz”, nie dajesz ludziom szansy na to, by się z tobą konfrontowali. Oni nie domyślą się, co czujesz i czego potrzebujesz. Będą raczej zdezorientowani. A ty, choć czekasz na wyciągniętą przyjaźnie dłoń, w skrytości ducha cierpisz. Postaraj się okazywać więcej emocji: złość bywa zdrowa.

4. Odrzucenie i wycofanie się

Jeśli zaczęłaś unikać sytuacji towarzyskich i czujesz, że ostatnio najlepiej ci w swoim domu, w spokoju i ciszy, kiedy zawinięta w koc oglądasz seriale, powinnaś się temu uważniej przyjrzeć. Być może masz taki etap i potrzebujesz odpoczynku? Pamiętaj jednak, że ludzie do szczęścia są po prostu niezbędni. Dłuższa samoizolacja nie jest nigdy dobrym pomysłem. Tak samo, jak uciekanie do wygodnej samotni, w której nikt już nie może cię skrzywdzić albo powiedzieć czegoś nieprzyjemnego. To nie rozwiąże istotny twojego problemu. Uwaga: niestety wielu singli ma tendencję do odrzucania oferowanej pomocy i nieszukania nigdzie sensownego wsparcia.

5. Ruminacje

Zdarzyło ci się obsesyjnie powracać do pewnych tematów? Rozkminiać w koło jakąś sytuację, która wydarzyła się np. w pracy? Jeśli analizujesz godzinami, nadmiernie skupiając się na rozwiązaniu problemu, a kończy się na tym, że jesteś tylko umęczona, to najprawdopodobniej ruminujesz. Bo rozpamiętywanie swoich uczuć lub myśli związanych z nieszczęśliwymi wydarzeniami, najczęściej nie prowadzi do wyciągnięcia konstruktywnych wniosków.

***
Niestety warto pamiętać, że pozostawanie w izolacji, ruminowanie, obwinianie się i tłumienie emocji przez dłuższy czas wiąże się ze zwiększonym ryzykiem problemów zdrowotnych – takich jak lęk, depresja, bezsenność, choroby serca czy otyłość. Dlatego…. chyba najwyższy czas, by wyjść ze swojej skorupki i poszukać innych zdrowszych sposobów na radzenie sobie ze stresem i trudnymi życiowymi sytuacjami. Do działa!

 


Psychologia

„Mojego ojca spotykam czasem na bazarku. Nigdy o mnie nie pyta”. Historie niekochanych dorosłych

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
22 grudnia 2021
Fot. iStock / KML_Creative_Group
 

Na co dzień nie pamiętają. Tego, że zaglądali przez okna domów i obserwowali rodziny, zazdrościli koleżankom i kolegom kochającego rodzica. Nie pamiętają bólu, strachu, tęsknoty. Czekania i nadziei, że kiedyś odbiorą telefon albo usłyszą: „Przepraszam”. Że coś się zmieni, dostaną akceptację i miłość. Wspomnienia wracają czasem, często w grudniu, gdy idą ulicą i obserwują choinki, girlandy i nachalne reklamy. Gdy ich przyjaciele planują rodzinne święta. Albo oni sami to robią, kupują prezenty, robią pierniki, bo już wiedzą, jak ważne jest kochać dziecko i dawać mu radość.

1.

Ela

Mieszkam w niedużym mieście. Są tutaj tylko dwa dobre targi, na jednym z nich widuję ojca.
Ostatnio zobaczyłam, jak kupuje pomarańcze, poznałam go po jaskrawopomarańczowej kurtce. Taką samą miał ojciec z serialu „Klangor”. Tylko, że tamten kochał córkę. Mój nawet nie lubi ze mną rozmawiać.
Na bazarku pomyślałam: uciec? Poczekać?
Zapłacił i odwrócił się w moją stronę.
– Cześć, co tu robisz? – nie wyglądał na speszonego.
Tak jakby spotkał dawno niewidzianą sąsiadkę albo koleżankę.Wypada zamienić z nią kilka zdań.
– Kupuje rzeczy na krupnik. Maja lubi krupnik – plątałam się. Przecież jego nic nie obchodzi moja pięcioletnia córka. Widział ją raz.
Pokiwał głową. O nic nie spytał.
– Dobra, muszę biec, trzymaj się! Zdzwonimy się.

Kątem oka zauważyłam, jak podchodzi do budki z nabiałem i obejmuje ramieniem swoją drugą córkę. Słowa „przyrodnia siostra” nie przechodzą mi przez gardło.

Nie zdzwonimy się. Od dziesięciu lat nie zadzwonił ani razu. Mieszkamy blisko siebie, dzielą nas cztery ulice. On ma dom z ogrodem niedaleko przedszkola Mai. Biały mur oddziela go od ulicy, zdarza się, że nie mogę się powstrzymać i zerkam przez otwór w bramie. W środku byłam pięć razy. Ostatnio dziesięć lat temu. Zirytowałam jego żonę, powiedziała, że więcej nie chce mnie tu widzieć.
Córka ojca prowadzi salon fryzjerski. Podobno jest wesoła, dla mnie jest dziewczyną ze zdjęcia na Facebooku. Jej matka jest z kolei dyrektorką liceum. Mówią o niej: twarda babka, wie, czego chce. To dzięki niej szkoła jest wysoko w rankingach.

Z ojcem spotykam się raz na rok. W urodziny babci. 29 grudnia. Zaprasza tylko nas. Po ostatnich świętach postanowiłam: nigdy więcej. Całe spotkanie słuchałam o tamtej, cudownej córce. O tym, jaka jest zaradna, jak budują z mężem nowy dom, jak świetnie idzie jej salon i nawet ostatnio była w telewizji śniadaniowej. O moją pracę nie zapytał, chyba nawet nie wie, co robię.

Szkoda mi babci. Jestem jej ukochaną wnuczką, robiła wszystko, żeby on mnie pokochał.

2.

Ilona

Kilka dni przed Wigilią boli mnie brzuch. Kula strachu wędruje od gardła, przez płuca, klatkę piersiową i lokuje się gdzieś na wysokości żołądka.
Chociaż wydaje mi się, że przeszłość przerobiłam na terapii.
Myślę: zadzwonić do ojca na te święta, czy nie zadzwonić? Jeśli tak, to o której? Przed świętami, czy w już 24-ego? Przed kolacją, czy po? O której ją zaczynają? Co powie, jak zadzwonię? Znów zacznie od pretensji? Znów mnie czymś zrani? To może lepiej jednak nie dzwonić, po co, i tak się z nim nie widuję?
Nie mam dobrego wspomnienia z ostatniej rozmowy. Czułam się, jak główna bohaterka serialu „Sprzątaczka”, samotna matka, której ojciec staje po stronie byłego męża, przemocowca.
„Ja to Ilona się nie dziwię, że Wojtek cię zostawił. Ty masz po mnie podły charakter”.
Nie wiem skąd mógłby wiedzieć, jaki mam teraz charakter. Od dwudziestu lat widujemy się może dwa razy w roku, na obiad w restauracji. Ojciec zamawia mi pieczonego pstrąga, bo zapamiętał, że to moja ulubiona potrawa. Nie zarejestrował, że to było w 2000 roku.
Kiedyś zawsze przychodziłam do niego i jego żony na święta. Lubiłam to. Uciekałam od zmęczonej, utyskującej matki w bogatszy świat taty. Do pięknego domu w najpiękniejszej dzielnicy, do pachnących książek, miękkich dywanów, błyszczących mebli po renowacji, do rozmów o sztuce, muzyce i kinie, bo ojciec był reżyserem w teatrze. Uciekałam przed matka, która nigdy mnie nie zostawiła, do ojca, który w zostawianiu osiągnął mistrzostwo.

3.

Michał

Dzwoni, nie odbieram. Numer prywatny. Ale wiem, że to Londyn. Ona, moja matka. Raczej kobieta obca. „Odbierz” prosi moja dziewczyna. „Ona jest chora, niedługo pewnie umrze”.
Ale ona nie musi umierać, bo już dawno umarła. Od trzech lat próbuje wrócić, na swoich zasadach.
„Przecież możemy się umówić na kawę”.
„ Wynajęłam hotel, może wpadniesz?”
„Jesteśmy z M. Na tydzień. Spacer po Starym Mieście”.
O relację walczyła moja dziewczyna. Że może ona wpadnie do nas na Wigilię, pozna naszego psa, może my przylecimy na tydzień do Londynu. Na takie wiadomości kobieta obca nie odpisuje. Albo wymyśla: teraz to lecimy do Francji, świąt, wiesz, nie lubimy, to takie katolickie, ja nie jem ryb i mięsa. O tak, to pamiętam.  Gdzieś w rzeczach do dziś mam jej list. „Przepraszam, nie umiem być matką”. Gdy go dostałem miałem dwanaście lat, a mój młodszy brat dziewięć. Rok wcześniej wyjechała pracować do Stanów. Miała wrócić  na kolejne święta. Nigdy nie wróciła. Gdy byłem już na studiach, zaproponowała, żebyśmy przyjechali na wakacje, już nie chciałem, pojechał brat.

4.

Ela

Nie pamiętam dnia, kiedy zniknął na dobre. Bo zawsze był daleko. Matka syczała, że zakochał się w tej „grubej szmacie”, ale to już pamiętam z podstawówki. Mam parę zdjęć z ojcem. Obrazki z gór, znad jeziora i jedna fotografia ze wspólnych świat. Próbuję przypomnieć sobie coś miłego, ciężko. Kilka spotkań w parku, umawialiśmy się i zabierał mnie do babci. Lody włoskie, które ściekały mi po brodzie. Wyciągał chusteczkę, wycierał mi twarz i to były jedyne momenty bliskości. Te niemiłe wspomnienia, gdy na to pozwalam, potrafią mnie zalać. Poprosiłam go na studiach o pieniądze, mówił, że nie ma, a pół roku później kupił nowy samochód, a młodsza córka pojechała na wakacje zagranicę. Zadzwoniłam, jak z domu wyrzucił mnie chłopak, powiedział, że nie może mi pomóc. Do przyjaciółki z rzeczami też mnie nie odwiezie, bo młodsza ma urodziny i siedzi z rodziną. Rodziną.
Dobrze pamiętam moment, gdy poznał tamtą partnerkę. Trzymała się za brzuch i do babci mówiła, że teraz oni, ona i tata, są rodziną.
Gdy byłam nastolatką, spytałam ojca wprost dlaczego Krysia mnie nie lubi. „Zawsze byłaś przy niej niegrzeczna” wbijał wzrok w podłogę. Niegrzeczna, czyli jaka? Do dziś mnie to zastanawia, ale gdy spytałam o to dziesięć lat temu, zdenerwował się: „Nie drąż, chcieliśmy zacząć nowe życie”.
Nowe życie. Bez balastu. Byłej córki.
Wtedy, te dziesięć lat temu, to było Boże Narodzenie, niepotrzebny element to ja. Starannie zapakowane prezenty dla młodszej córki, dla mnie książka ze zgiętą okładką, używana. Taka, której sama nigdy bym nie przeczytała.

Ojciec na Facebooku chwali się rodziną, mam go w znajomych, choć to zupełnie bez sensu.
Rodziną. Żoną. Córką. Wnuczką. Jest rok młodsza od Mai. Wrzucał zdjęcia z jej chrztu, latem pokazuje, jak robią babki z piasku, a w zimie lepią bałwana.

O mnie, o Mai nigdy nie wspomniał.

5.

Ilona

Ojciec nie jest białą plamą. Jest realnym wspomnieniem, to jest najtrudniejsze. Jeździłam z nim na narty i na spływ kajakowy, co niedziele odwiedzaliśmy sklepy ze starociami, towarzyszyłam mu w wybieraniu mebli, potem patrzyłam, jak je szlifował. Bywałam na próbach w teatrze. To matka jest dla mnie biała plamą. Niemym aktorem szurającym z kuchni do pokoju. Nigdy nawet nie pytała, kiedy wrócimy. Na wakacje jeździłam z tatą i z jego koleżanką Renatą.
Wydawało mi się to tak naturalne, jak innym ludziom naturalne wydaja się wakacje nad morzem z rodzicami.
Ale nigdy o Renacie nie powiedziałam mamie. Byłam w liceum, gdy tata odszedł. Nie porzucił mamy, porzucił nas, rodzinę.
Zaczął nowe życie. Ale siedemnastolatka nie potrafi zrozumieć, że jest nowe życie. Została wyrwa. Każde narty, spływ kajakowy, wyjazd budził wspomnienia. Potem wspomnienia wyparłam. Nie myślę o nim na co dzień, nawet już nie zazdroszczę przyjaciółkom fajnych relacji. Przez kilka lat do mnie dzwonił, niedziele miały być nasze, z obiadem i spacerem. Ale często odwoływał. Pod koniec prawie zawsze. Gdy mu to wypomniałam, przez trzy lata się nie odzywał.
Te myśli, niechciane, bombardują mnie w święta.
W tym roku jednak chyba nie zadzwonię,  pięciominutową rozmowę o niczym przeżywam na kanapie, analizuję każde słowo. Mogłam odpowiedzieć inaczej, mogłam przemilczeć, mogłam.
Nie wiem, czy ktoś mnie zranił tak, jak ojciec. Koleżanka mówi: „Idź, spotkaj się z nim na obiad, wygarnij mu”. Po co? Mam mu wygarnąć niemiłość?

6.

Michał

Jedno wspomnienie czułości. Moja matka była wuefistką. Kiedyś podczas meczu upadłem i rozbiłem głowę. Podeszła i pogłaskała mnie po twarzy. „Dasz radę”. Poza tym pamiętam odrzucenie. Wszystko robiłem źle, guzdrzesz się, jak ty wyglądasz, dlaczego Józek jest mistrzem szkoły, za dużo jesz, idź biegać, nie udawaj, że jesteś chory. Kiedyś wszedłem do pokoju wuefistów, miałem gorączkę, pielęgniarka odesłała mnie do matki. Zastałem ją całującą się z naszym trenerem. Wściekła się.

Gdy próbowałem ją przytulić, mówiła, że tego nie lubi. Poza tym była jedną wielką nieobecną. Pamiętam z dzieciństwa zapach jej włosów.
Wyjechała z tamtym wuefistą, nigdy do nas nie wróciła. Najpierw pisała kartki ze Stanów, potem przestała. Kumple mieli fajne, ciepłe mamy, które piekły ciasto, podawały schabowe. My mieliśmy tatę, który był matką. Tatę, który teraz namawia mnie na spotkania i prosi, żebym wybaczył. Nawet nie czuję złości, żalu, już nic. Ale nic mnie nie obchodzi jej rak. Nawet nie wiem, czy w niego wierzę.
Obca kobieta. Bardziej obwiniam ją, że jestem taki pokręcony w związkach. Że słabo umiem być blisko, że kocham moją dziewczynę, ale czasem tak mnie irytuje jej czułość i troska, że mam ochotę uciec na koniec świata.

Jak ta, która mnie urodziła.

Boli mnie tylko to, jak widzę jaką matką dla swojego ośmioletniego syna jest moja dziewczyna. Ile ma dla niego czułości, jak grają w karty, rozmawiają. Jak walczy o świąteczną tradycję dla niego, bo ja mógłbym leżeć pod kocem i oglądać Netflixa. Więc gdybym miał powiedzieć, jak mi z tym, to raczej nijak. Żal mi tylko brata. Zawsze był delikatniejszy, jemu  zależało i zależy. Nieustannie się rozczarowuje, bo nasza matka nie potrafi dotrzymać żadnego danego słowa.

Kiedyś jej spytał: „Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na dzieci”, odpowiedziała: „Sama nie mam pojęcia, to była pomyłka”.

 

 


Psychologia

Życie z alkoholikiem. Jak pomóc bliskiej osobie uzależnionej od alkoholu?

Redakcja
Redakcja
22 grudnia 2021

Uzależnienie to bardzo trudne wyzwanie zarówno dla samej chorej osoby, jak i całego najbliższego otoczenia. Choroba alkoholowa wyzwala najgorsze emocje i postępowanie, których uzależniony wstydzi się po wytrzeźwieniu. Polacy spożywają mocne alkohole i w dość dużych ilościach na tle mieszkańców innych krajów europejskich i całego świata. Uzależnionym może stać się każdy. Wystarczy niekorzystny splot czynników i osoba spożywająca napoje wyskokowe znajdzie się w sidłach nałogu.

Alkoholik to nie tylko osoba biedna, bezdomna, słabo wykształcona, która nie ma rodziny. Osoby pijące są coraz częściej dobrze wykształcone, zajmują odpowiedzialne stanowiska, dysponują pieniędzmi i mają pełną rodzinę. W obliczu nałogu mogą jednak stracić wszystko, co do tej pory udało im się osiągnąć. Jak pomóc alkoholikowi, aby być skutecznym i wyraźnie zaznaczyć swoje zdanie?

Jak pomóc alkoholikowi?

Często osoby, które żyją z alkoholikiem – żona, dzieci, rodzeństwo cierpią na współuzależnienie. Oczywiście nie pochwalają tego co robi osoba uzależniona, ale poprzez swoje działanie torują jej drogę do dalszego picia. Żona stara się nie denerwować pijącego męża – zapomina o swoich potrzebach, upomina dzieci, aby nie były zbyt głośno gdy jest na kacu, spłaca długi, pierze i prasuje ubrania, aby alkoholik wciąż dobrze wyglądał, zaprzecza przed rodziną i znajomymi, że w domu panuje problem z alkoholem i kryje pijącego męża. To typowy schemat dla osoby współuzależnionej. Jednocześnie ma ona nadzieję, że za swoje dobre zachowanie zostanie nagrodzona i alkoholik w końcu się opamięta. To jednak tak nie działa.

Osoba uzależniona zauważa, że w pewien sposób jej picie jest tolerowane, co stwarza przestrzeń do dalszego pogrążania się w nałogu. Pierwszym krokiem do pomocy alkoholikowi jest pomoc samemu sobie. Odseparowanie rodziny od problemów pijącej osoby. Trudno to zrobić, ale to właśnie pomaga wielu alkoholikom. W momencie, kiedy zdają sobie sprawę, że ich życie zaczyna się sypać postanawiają się zmienić i to dobry krok do zdania sobie sprawy z problemu i rozpoczęcia walki z nałogiem. Zobacz, jak możesz pomóc https://dezyderata.com/leczenie-alkoholizmu/

Ponadto alkoholik powinien sam odpowiadać za swoje przewinienia – sam tłumaczyć się szefowi w pracy, spłacać swoje zobowiązania, odpowiadać przed organami sprawiedliwości itp. Alkoholik musi wziąć życie w swoje ręce, rodzina nie może robić tego wciąż za niego.

Alkoholik nie przyznaje się do uzależnienia: CO DALEJ?

Niewielu alkoholików przynajmniej na początku choroby zdaje sobie sprawę z własnego uzależnienia. Mimo, że alkohol ewidentnie zaczyna przejmować kontrolę nad jego życiem, to osoba uzależniona wciąż zaprzecza, że ma problem. Wydaje się to nierealne, ale tak właśnie działa tzw. mechanizm wyparcia, iluzji, zaprzeczenia. Nawet osoba, która jest uzależniona od wielu lat i wpada w ciągi alkoholowe potrafi stwierdzić, że nie ma problemów z alkoholem i w każdej chwili może przestać pić. To jednak złudne wrażenie, bo uzależnienie działa właśnie tak, że alkoholik sam z siebie nie przestanie pić – niezbędny jest do tego detoks i długotrwała terapia najlepiej na oddziale zamkniętym. Sprawdź jak wygląda pobyt w prywatnym ośrodku leczenia uzależnień https://dezyderata.com/.

Przyznanie się do problemu to jeden z sukcesów w nierównej walce z nałogiem.

Co jednak jeśli alkoholik zaprzecza, że ma problem? Na terapię, która rozpoczyna leczenie alkoholizmu, trafiają zwykle osoby pchnięte do tego przez innych – partnerkę, szefa, sąd. Są to więc najczęściej bodźce z zewnątrz. W trakcie terapii przy wykazaniu woli współpracy alkoholik może sam dojść do tego że ma problem, wreszcie otworzyć oczy i chcieć zmienić swoje życie. Nie ma sensu zmuszać kogoś do terapii, jeśli ta osoba sama nie postanowi się zmienić. Można więc pozwolić alkoholikowi żyć tak jak żyje i czekać na jego opamiętanie, ale można także wystąpić o leczenie z nakazem sądowym. Terapeuci mają świadomość, że niewielu alkoholików przychodzi na terapię z własnej woli, bo odwyk jest bardzo trudny i wymagający, dotyka najintymniejszych sfer, jednak często jest jedynym sposobem na ratunek.

Alkoholik a relacje, czyli jak żyć z alkoholikiem?

Życie z alkoholikiem to pasmo wyzwań i trudnych przeżyć. Nazbyt często powtarza się w nich niepokój, brak stabilności i bezpieczeństwa. Z alkoholikiem można żyć, jednak nie można tolerować jego picia. Od osoby pijącej trzeba wymagać chociaż może to być trudne. Nie można jej wyśmiewać, wypłakiwać się czy kłócić, warto być za to rzeczowym i stawiać granice. Rozmowy, szczególnie monologi przed pijącą osobą niestety nic nie dadzą. Umysł alkoholika stosuje różne metody, aby wyprzeć się swojego uzależnienia i to co dla osoby trzeźwej jest oczywiste, to dla uzależnionej już niekoniecznie. W otoczeniu alkoholika należy samemu unikać spożywania alkoholu np. podczas spotkań, wynieść z domu butelki z napojami wyskokowymi, pozbyć się kieliszków i tzw. wyzwalaczy picia. Aby uniknąć współuzależnienia należy przyznać, że w domu panuje problem – naturalne są wówczas takie emocje jak żal, gniew, złość i nie należy od nich uciekać. Ważne jest, aby mówić o swoich uczuciach i poszukać wsparcia wśród dorosłych osób z rodziny np. rodzeństwa, rodziców, teściów. Wspólnymi siłami można sprawić, że alkoholik zdecyduje się na podjęcie leczenia.


Zobacz także

Im jesteśmy starsi, tym mniej ludzi wokół nas. I to jest świetne!

Im jesteśmy starsi, tym mniej ludzi wokół nas. I to jest świetne!

Zmiana jest wpisana w twoje życie. Puść, idź dalej, zasługujesz na szczerość wobec samej siebie

Dlaczego mężczyźni zawsze myślą o seksie, a kobiety nie...

Dlaczego mężczyźni zawsze myślą o seksie, a kobiety nie…