Psychologia

Jak mężczyźni pogarszają sprawę. „Wystarczy łyknąć antydepresant i na tym koniec”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 sierpnia 2017
Fot. iStock/SanderStock
 

Jest mnóstwo powodów, dla których mężczyznom o wiele trudniej niż kobietom przyznać się do depresji. Pojawia się tu kwestia wychowania, tego, że od małego uczy się ich, by nie okazywali słabości, jest i nieumiejętność rozpoznawania i nazywania własnych emocji, a także błędy w komunikacji. Oczywiście, nie wszyscy mężczyźni są tacy sami. Ale problemy te dotyczą naprawdę wielu z nich. W rezultacie, zamiast przyznać się do choroby,  panowie tylko sprawę pogarszają.

Jak?

1. Odmowa

Kiedy udajesz, że depresja nie jest częścią twojej rzeczywistości, angażujesz się w zaburzenia poznawcze zwane odmową. Mówiąc wprost, powtarzasz sobie: „mogę sobie z tym poradzić na własną rękę” . Nie możesz.

2. Picie alkoholu

Choć chwilowo „uciekniesz”, poczujesz się lepiej, ostatecznie alkohol może znacznie pogorszyć ci nastrój, a jeśli sięgasz po niego coraz częściej, by uciszyć ból – uzależnienie.

3. Sięganie po używki

Niezależnie jakie, przy depresji to zawsze ryzykowna sprawa. Część badań pokazuje, że alenie marihuany, jeśli masz depresję, może tę chorobę zaostrzyć, część, że pomaga ją okiełznać.

4. Myślenie: „silni mężczyźni nie mają takich problemów”

Tylko dlatego, że masz depresję, nie jesteś mniej męski.

5. Leki wystarczą

Wielu mężczyzn uważa, że ​​wystarczy łyknąć antydepresant i na tym koniec leczenia. Leki z pewnością pomagają, ale to nie wystarczy. Najbardziej skutecznym podejściem jest kombinacja terapii rozmową, aktywności fizycznej i leków.

6. Tłumienie myśli

Niektórzy mężczyźni uważają, że depresja to wyłącznie myśli depresyjne, więc starają się je tłumić, zatrzymywać, a to je nasila. Zdrowsze podejście polega po prostu na uznaniu obecności niepożądanych myśli i obserwowaniu ich.

7. Analizowanie

Analizowanie przeszłości – tej bolesnej, traumatycznej – może przynieść dobre efekty, ale tylko wtedy, jeśli odbywa się pod kontrolą specjalisty.

8. Bezsilność

To bierne poddanie się chorobie i uważanie się za ofiarę jakichś okoliczności. To zezwolenie na bezczynność.

9. Izolowanie 

Mamy z nimi do czynienia, gdy myślimy tak: „Jeśli nikt mnie nie zobaczy, nie będzie wiedział, jak nieszczęśliwy się czuję ”.

9. Obwinianie

Ale nie siebie, a innych. Mężczyźni chorujący na depresję wręcz w nim celują. Obarczają winą za swoją chorobę partnerkę, dziecko…

10. Zniekształcanie rzeczywistości

Kiedy zminimalizujesz, zniekształcasz lub udajesz, że twoje uczucia nie są tak intensywne, jak ci się wydaje, angażujesz się w „magiczne” myślenie.


Na podstawie: blogs.psychcentral.com 

 


Psychologia

Nikt tak, jak inna kobieta, nie potrafi zniszczyć drugiej kobiety. Dlaczego jesteśmy mistrzyniami w podkładaniu sobie świń?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 sierpnia 2017
Fot. istock/izusek
 

Nie wiem, dlaczego tak jest. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, nie umiem pojąć, ogarnąć, zrozumieć. Staram się, jak mogę, myślę, przekonuję samą siebie, że to nie zjawisko masowe, a stereotyp. Że przesadzam i wyolbrzymiam. I za każdym razem, z kolejnych stron dostaję, jak kopniakiem, w twarz. Nikt tak, jak inna kobieta nie potrafi drugiej podciąć skrzydeł, nikt nie potrafi zgnębić i zabrać jej marzeń. Nikt nie potrafi drugiej tak zniszczyć jak „przyjaciółka”, szefowa, matka. Ona.

Pamiętam, jak moja przyjaciółka odchodziła od męża. Po kilku beznadziejnych latach beznadziejnego trwania w chorym związku i tworzenia iluzji na jego temat. Połamana emocjonalnie, przestraszona, przekonana, że to jej jedyna szansa, żeby w ogóle jeszcze kiedykolwiek pomyśleć o sobie dobrze. Ale z jakąś tlącą się głęboko nadzieją, że przecież nie jest sama.

Cios przyszedł, oczywiście, ze strony najmniej oczekiwanej. Kiedy głośno powiedziała, że jej ukochany jest domowym tyranem, własna matka wyzwała ją od dziwek. „Bo tylko dziwka odchodzi od męża”. Bo jak to będzie wyglądało, skoro brali ślub kościelny. Bo, co ludzie powiedzą…

Nieważne, że jej córka została przez ukochanego mężusia nie raz wyrzucona z domu. Nieważne, że uniemożliwiano jej kontakt z dzieckiem, że była kilkanaście razy poszarpana, że cierpiała, że bała się, że potrzebowała pomocy. Kto, jak nie matka, powinien taką pomoc nieść? Kto, jak nie matka powinien ją wspierać, przekonywać o jej wartości i prawie do walki o siebie i dziecko?

Skoro więzy krwi nie mają tu znaczenia, nie powinno nas dziwić okrucieństwo i bezduszność ze strony obcych kobiet. Jako studentka miałam bardzo silne bóle miesiączkowe. Pierwszy miesiąc na wydziale, na trudnych studiach – stres. Poczułam się słabo, coraz słabiej. Bolało tak, że zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ostatkiem sił przeprosiłam moją wykładowczynię, że muszę wyjść, bo zemdleję. Niewybredny żarcik dotyczący mojej delikatności, krytyczne spojrzenie. Ufff, wydostałam się z sali i… odpłynęłam. Do studenckiej przychodni zaniósł mnie kolega. Tam, wielka, obojętna „piguła” łaskawie dała mi zastrzyk przeciwbólowy i dobiła słowami, których nie zapomnę: „Słabeuszki, co się z wami dzieje, jak wy będziecie dzieci rodzić, panienki…”. Za chwilę pojawiła się wtórująca jej lekarka i jeszcze gorsze komentarze. „Cesarkę, by pewnie chciała, ale seksić to się można na prawo i lewo”. Zero empatii, zero wyczucia, zero zrozumienia czegoś, co jest przecież fizjologią… Uciekłam stamtąd z płaczem.

A złośliwe, zazdrosne komentarze koleżanek na temat dziewczyn, które nie mają idealnych kształtów? Te śmieszki i półśmieszki za placami „przyjaciółek”? Te intrygi, by je ośmieszyć, by każdy zwrócił uwagę na jej wagę albo brak urody? Czym to tłumaczyć? Czym tłumaczyć to, że w miłosnych trójkątach, winna jest zawsze „ta trzecia”, a rzadko kiedy on? Dlaczego łatwiej znienawidzić drugą kobietę, stracić przyjaciółkę niż odejść od złego mężczyzny? Klasycznym przykładem wyniszczającej i bezsensownej nienawiści między kobietami, są relacje synowa- teściowa, w której każda próbuje przeciągnąć na swoją stronę mężczyznę swojego życia… I tragicznie często okazuje się, że nie jest on wart ani jednej wylanej przez nie łzy, ani jednej zmarszczki i siwego włosa…

W liceum miałam polonistkę, która gnębiła co ładniejsze uczennice. Bezlitośnie komentowała ich wygląd, strój, a przede wszystkim na siłę udowadniała, że są… głupie. Tak, aby stawiając „pałę”, móc potem powiedzieć na cały głos: „no cóż, nie dała Bozia rozumku, ale dała figurę, to w życiu i tak nie zginiesz…”. Dlaczego zabrakło nam wtedy odwagi, by solidarnie stanąć w obronie koleżanek? Dziesięć lat później miałam podobną szefową.  „Królowa lodu” wobec kobiet, ciepła i sympatyczna, wspierająca menadżerka wobec panów. Niejedną z nas doprowadziła do łez, niejedną „w białych rękawiczkach” nakłoniła do odejścia z firmy.

Czy i mężczyźni tak otwarcie zazdroszczą sobie wieku, urody, udanego życia? Czy są wobec siebie nawzajem seksistowskimi świniami?

Kobiety, opanujcie się wreszcie. Tyle nas łączy: podobne historie, doświadczenia, emocje. Przeżycia z dzieciństwa, które naznaczyły nas na całe życie. Błędy w miłości, które wszystkie  popełniłyśmy chociaż raz. Relacje z matką, które tak bardzo chciałybyśmy naprawić, ale nie wiemy jak. Niech solidarność jajników przestanie być mitem.


Psychologia

A Ty? Wierzysz we wszystko, co czytasz?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 sierpnia 2017
Fot. iStock/Poike

Facebook co jakiś czas zalewają nieprawdziwe informacje. Notorycznie umiera ktoś, kto ma się dobrze i nadal żyje albo wracają co jakiś czas informacje o tym, że potrzebna jest krew – pilnie i zaraz, która jest zwyczajnym fejkiem.

Jak często sprawdzamy prawdziwość tych informacji? A jak często bezmyślnie kopiujemy przesyłając dalej? Okazuje się, że Polacy są tymi, którzy w 53% ufają wiadomościom zamieszczanym na Facebooku czy Twitterze, przy czym średnia zaufania do treści na portalach społecznościowych wynosi 32% (w Niemczech 24%). To wszystko skrupulatnie wykorzystując spece od marketingu. Przecież nie od dziś wiadomo, że portale społecznościowe to największa baza potencjalnych konsumentów, a za ich prywatne dane niejedna firma zapłaciłaby grube pieniądze.

Badania prowadzone przez pracowników Uniwersytetu w Oxfordzie pokazują, jak działa mechanizm „nabierania” nas na nieprawdzie informacje. Przykładowo jedna z firm komunikacyjnych w ciągu ostatniej dekady stworzyła 40 tysięcy fałszywych tożsamości. Co to oznacza? Setki tysięcy fałszywych kont na portalach społecznościowych, które były wykorzystywane do komentowania bieżących spraw dotyczących polityki czy wyborów. Według raportu, którego autorem jest Robert Gowra, 20% wiadomości, które pojawiają się na Twitterze pochodzi z fejkowych kont – prowadzonych przez boty (zaprogramowane roboty udające człowieka) lub podstawionych ludzi.

W Polsce aż 83% ludzi korzysta z Facebooka. Jak często to właśnie skrolując wiadomości zupełnie bezwiednie dajemy się nabrać na przekazy, które niekoniecznie są prawdziwe, na opinie, które celowo służą do manipulacji? Jak często czytamy tylko tytuły i nagłówki nie wchodząc głębiej w treść, tylko na tej pobieżnej podstawie wyrabiając sobie zdanie na konkretny temat.

Internet, media społecznościowe z całą pewnością ułatwiły nam znacznie dostęp do informacji. Tyle tylko, że jeszcze musimy się nauczyć korzystać z tych dobrodziejstw współczesnego świata w odpowiedni i świadomy sposób.

Warto o tym pomyśleć, nim prześlemy informację do znajomych – jak choćby tę o poszukiwaniu krwi przez Marzenę Czyż.


 

źródło: wirtualnemedia.pl


Zobacz także

Najbardziej żałuję, że...

Najbardziej żałuję, że… 7 rzeczy, których ludzie żałują, gdy spoglądają w przeszłość

Sprawdź hormony i włącz szczęście

Tyran? Narcyz? Nie tylko oni robią z ciebie marionetkę. Jak rozpoznać subtelną manipulację?