Psychologia

Czy mając nieszczęśliwe dzieciństwo, możemy być szczęśliwymi dorosłymi? Rozmowa z dr psychologii Moniką Wasilewską

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
18 stycznia 2022
Fot. iStock/evgenyatamanenko
 

„Obwinianie rodziców o wszystkie swoje niepowodzenia w dorosłym życiu, może być blokującą nasz rozwój i samorealizację wymówką. Niezależnie od tego, co działo się w naszym domu rodzinnym, powinniśmy jednak zawalczyć o siebie. Jeśli naszym hasłem przewodnim będzie nieszczęśliwe dzieciństwo i będziemy je nieść jak sztandar przez życie, tłumacząc nim różne nasze życiowe niepowodzenia (brak awansu, depresję, nerwicę, nieudane związki), to – czy nam się to podoba czy nie – sami stajemy się autorami własnego nieszczęścia w życiu dorosłym”, mówi dr psychologii Monika Wasilewska.

Czy w dorosłym życiu nie za bardzo obwiniamy rodziców za swoje niepowodzenia? Może powinniśmy im już odpuścić?

– Odpuszczenie nie jest złym pomysłem, bowiem cóż nam da pielęgnowanie w sobie resentymentu, żalu do rodziców za sprawy, na które i tak w tej chwili nie mamy wpływu. Inną rzeczą jest świadomość ewentualnych deficytów z dzieciństwa, jako że z tą świadomością mogą oczywiście wiązać się uczucia złości, smutku, czy żalu.

Wielu moich pacjentów nie lubi świąt Bożego Narodzenia, ponieważ w ich rodzinach panowało w tym okresie silne napięcie, dochodziło do awantur, wzajemnych pretensji itp. Niektóre z tych osób stwierdzają taki fakt, ale jednak nie mówią o tym z wyrzutem, czy poczuciem krzywdy.

Po prostu osoby te pogodziły się z tym, że w ich dzieciństwie nie był to miły czas i w związku z tym nie mają w swojej dorosłości żadnych oczekiwań wobec tych świąt, niektórzy są nawet zadowoleni, że odcięli się od obowiązku świętowania. Znajdują inne sposoby na spędzenie tego wolnego czasu tak, żeby nie był dla nich przykrą koniecznością.

Czy każdy ma szansę, by zmienić swoje życie na lepsze, pomimo toksycznych sytuacji w dzieciństwie?

– Gdybym powiedziała, że nie jest to możliwe, to takie stwierdzenie byłoby nieprawdziwe i niesprawiedliwe. Pytanie tylko, jak my tę szansę wykorzystamy. Wszystko też zależy od rodzaju deficytów i od tego na jakim etapie życia one się pojawiły i jak bardzo były nasilone oraz czy ktoś nas wówczas wspierał. Pamiętajmy też, że niekoniecznie myślimy tutaj tylko o naszej matce czy ojcu. Dzieci żyją przecież w systemach rodzinnych i często zdarza się tak, że jeśli rodzice nie są w stanie odpowiednio się nimi zająć, to tę funkcję przejmują inni: babcie, ciocie, dziadkowie. I oni mogą pomagać, łagodząc te deficyty.

Dlaczego rodzina w szerszym rozumieniu jest tak istotna?

– W szerszym rozumieniu rodzina to wszyscy żyjący i nieżyjący jej członkowie. To oni stanowią kontekst dla rodzinnego dziedzictwa. Istnieje coś takiego jak transmisja międzypokoleniowa, przekazywanie z pokolenia na pokolenie pewnych wartości, prawd, ale także i postaw, traum oraz deficytów. Poznanie tego dziedzictwa pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego nasi rodzice byli tacy, a nie inni: może nie dali nam dużo miłości, ale to dlatego, że sami dostali jej jeszcze mniej. Zauważamy taką prawidłowość, że często jednak każde kolejne pokolenie jest lepsze dla swoich dzieci. Rodzice zwykle próbują przełamać schemat wychowywania i dać dzieciom więcej, niż sami dostali.

Mówi pani, że w terapii pomocny może być genogram. Dlaczego?

– Genogram to coś, co potocznie i niezbyt precyzyjnie nazywamy drzewem genealogicznym. Na początku terapii sporządzamy taki genogram, poznając dzięki niemu nie tylko strukturę rodziny, ale przede wszystkim pewne powtarzalne wzorce, typowe dla konkretnej rodziny sposoby patrzenia na świat, interpretacje zachodzących w nim zjawisk, wreszcie także dominujące w danym systemie rodzinnym relacje emocjonalne.

W czym może nam pomóc opracowanie genogramu?

– Przede wszystkim w zrozumieniu naszych rodziców, w odciążeniu ich z wyłącznej odpowiedzialności za nasze życiowe niepowodzenia. Kiedy dowiadujemy się, jak trudne oni mieli dzieciństwo i poznajemy traumy, jakich doświadczyli oraz przekonujemy się, że nasi dziadkowie nie dali im tyle miłości, ile oni w swym dzieciństwie potrzebowali, to wtedy łatwiej nam ich zrozumieć, może pewne sprawy wybaczyć. Takie zrozumienie przynosi ulgę.

Pracując z genogramem najczęściej udaje nam się z pacjentami dotrzeć nie dalej, niż do czasów międzywojennych, ponieważ w Polsce pamięć o przodkach nie jest powszechnie przekazywana z pokolenia na pokolenie. A to wielka szkoda! Babcię i prababcię też warto próbować zrozumieć, bo one mogły przeżyć wiele traum wojennych, które do dziś na nas oddziałują. Czytałam niedawno książkę terapeutki Anne Schützenberger, która twierdzi, że we Francji udaje się jej z pacjentami bez większych problemów odtwarzać historie rodzinne, aż z czasów rewolucji francuskiej.

W Polsce mamy wiele nieprzepracowanych tematów z przeszłości, część z nich jest wstydliwa, część po prostu trudna i bolesna. Nasi przodkowie często milczą, bo wydaje im się, że zatajając traumy – chronią nas. W rezultacie pozbawiają nas ważnej części rodzinnej tożsamości, wiedzy, do której mamy prawo. To, że o jakimś trudnym, ale ważnym wydarzeniu, nie powiemy, nie oznacza, że nie będzie ono wpływać na kolejne pokolenia. Tematy tabu, nieopowiedziane historie i nieprzerobione traumy blokują zdrowy przepływ komunikacji w rodzinie, blokują też wyrażanie emocji. Nie wpływa to dobrze na członków takiego systemu rodzinnego.

Osobiście zachęcam wszystkich do odkrywania historii przodków, dzisiaj w dobie Internetu jest to o wiele łatwiejsze. Wiele ksiąg parafialnych i starych dokumentów zostało zdigitalizowanych, istnieją portale genealogiczne, dzięki którym łatwiej jest odnaleźć osoby z nami spokrewnione.

Sama w czasie lockdownu zagłębiłam się w poszukiwanie swoich odleglejszych antenatów. Choć wydawało mi się, że znam dobrze swoją rodzinę, odkryłam wiele fascynujących historii, a nawet nawiązałam kontakt z dalszym kuzynostwem, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Myślę, że taka wiedza pozwala nam lepiej zrozumieć siebie, pobudki, którymi się kierujemy, interpretacje, które nadajemy rozumieniu różnych zjawisk. Poza tym umacnia to nasze poczucie tożsamości, może być źródłem siły, każdy z nas przecież ma potrzebę przynależności.

Czy są przypadki, że lepiej w dorosłym życiu odciąć się od rodziców, by móc ruszyć dalej?

– Najpierw trzeba zrozumieć znaczenie sformułowania odciąć się, bo ono ma kilka wymiarów. Możemy się odciąć emocjonalnie albo fizycznie. To drugie odcięcie polega na zrywaniu relacji, i ja to jednak widzę jako ostateczność, w sytuacji, kiedy rodzice są tak głęboko zaburzeni, że przy każdym spotkaniu ranią i niszczą swoje dorosłe dziecko.

W naszej kulturze nie ma na to przyzwolenia. U nas dzieci mają obowiązek zajmować się rodzicami. Dla niektórych to oznacza tkwienie latami w toksycznej sytuacji.

– Od rodziców można odciąć się emocjonalnie, czyli mieć z nimi rzadki kontakt, ale jednak „świadczyć usługi”, których oni potrzebują. Takie sytuacje przeważają w dorosłym życiu moich pacjentów. Oni często przed ważnymi rodzinnymi uroczystościami pytają: „Jak ja mam przeżyć tę wizytę, bo po spotkaniu zawsze cierpię?”. Opowiadają, że rodzice próbują wzbudzić w nich poczucie winy, albo wymądrzają się, bo wiedzą lepiej, co ich dziecko powinno zrobić. To nie są jednak tak patologiczne sytuacje, że konieczne byłoby zerwanie kontaktów. Istnieją sposoby, aby sobie z tym poradzić.

Fot. iStock/evgenyatamanenko

Często mówię pacjentom, że każdy w nas ma w sobie trzy elementy – rodzica, dziecko i dorosłego.

Dziecko to nasze potrzeby i pragnienia, rodzic to ten, który nas nagradza, karze i ocenia, zaś dorosły trzeźwo myśli i kalkuluje, co się nam opłaca, a co nie. Jeśli mamy raniące rodziny, które robią to nieświadomie, ale nie są w stanie zmienić tego mechanizmu, to radzę, by na spotkanie nie jechało „dziecko” (mała Ania), ale „dorosły” (duża Anna). Ona już będzie umiała patrzeć z pewnym dystansem na to, co się dzieje i oceni to przy użyciu swojego rozumu, a nie przez emocje. To oczywiście pomaga, ale nie jest to antidotum, dzięki któremu wizyta nagle stanie się już tylko przyjemna i łatwa. Rodzice podczas spotkania i tak będą robili swoje, czyli będą przywoływać w nas „dziecko”. Jednak wspomniana strategia może być rodzajem kompromisu: nie tracę kontaktu z rodzicami i jednocześnie nie wracam od nich poraniona.

Podczas terapii dorośli ludzie często słyszą, że sami dla siebie powinni być rodzicami. Przyznam, że czasem zdarza mi się mówić do siebie: „Wiem, że ci smutno. Połóż się, napij się herbaty, odpocznij…”

– Myślę, że bycie dla siebie „czułym rodzicem” zawsze jest leczące albo pomocne, zwłaszcza jeśli zwizualizujemy sobie tę „małą Anię”, którą przytulą nasz „wewnętrzny rodzic” mówiąc do niej: „Chodź, kochanie; powiedz, jak się czujesz; nie przejmuj się, czego potrzebujesz?”

Zdradziłam ten sekret mojej nastoletniej córce. Była zaskoczona i spytała: „Serio to działa?!”

– Może pani powiedzieć córce, kiedy będzie opuszczała dom: „Pamiętaj Anno, dobrze opiekuj się małą Anią”. To ważne zdanie, zwłaszcza dla osób, które nie potrafią rozpoznawać własnych potrzeb. Wielu ma z tym problem, zwłaszcza jeśli byli uczeni troszczyć się o innych, a nie o siebie – pod hasłem: „Nie bądź egoistą, nie myśl o sobie!”

Kim z tej trójki: „rodzic, dziecko, dorosły” najczęściej zajmuje się pani w gabinecie terapeutycznym?

– Najczęściej pracujemy nad rolą „wewnętrznego rodzica”, żeby nauczył się słuchać dziecko i by nie był rodzicem karzącym, straszącym i krytykującym. Rodzice czasem sprzedają dzieciom swoje lęki. Straszą, mówiąc: „Nie jedź tam, bo wydarzy się coś złego” i tym samym przekazują informację, że świat jest niebezpieczny. To przecież nie jest rozsądna rozmowa. Ona powinna raczej przebiegać tak: „Jeżeli wyjeżdżasz, kup ubezpieczenie”. Przecież dobry rodzic nie straszy, on może i powinien uświadamiać jakie są realne zagrożenia.

A jaki proces może zachodzić w nas teraz?

– Ten „czuły rodzic” przekazuje informacje „dorosłemu”, a ten musi już podjąć decyzję, czy te potrzeby można natychmiast zaspokoić. Jeśli „mała Ania” powie, że jest zmęczona i potrzebuje wakacji, to „dorosły” może jej odpowiedzieć: „Hola, hola, nie teraz! Jak teraz pójdziesz na urlop, to się potem nie odrobisz z zadaniami. Musisz jeszcze dwa tygodnie popracować, a wtedy możesz jechać!”. Pamiętajmy jednak, że „dorosły” nie każe nam pracować w nieskończoność. On proponuje nam realny termin wakacji, bowiem musi pilnować, żeby zasoby Anny były zawsze powyżej zera. Bo jeżeli zapasy jej sił spadną poniżej zera i nastrój się pogorszy, to wtedy może pojawić się: depresja, wypalenie zawodowe, choroba.

Czy jak „rodzic Anny” jest bezkrytycznie dobry, to ona będzie umiała zmotywować się do pracy?

– Ależ „rodzic” czasem też krytykuje, choć nigdy nie robi tego ze złością czy nienawiścią. On nie powie: „Wstawaj z łóżka, do niczego się nie nadajesz. Bierz się do roboty”. Tylko: „Odpocznij, a potem spróbuj jeszcze raz to zrobić i naprawić”. „Dobry rodzic” zawsze mówi do nas z miłością i troską.


Dr Monika Wasilewska, adiunkt w Instytucie Psychologii Stosowanej. Obszar moich zainteresowań koncentruje się wokół problematy psychologii rodziny, procesów transmisji międzypokoleniowej, przekazów rodzinnych wpływających na funkcjonowanie jednostki w różnych rolach społecznych. Od 2000 roku prowadzę prywatną praktykę psychologiczną, pracuję z klientami indywidualnymi i z parami. Jestem autorką książek „Depresja porodowa” (1999), „Jak być szczęśliwym dorosłym bez szczęśliwego dzieciństwa”(2021), a także autorem lub współautorem 50 publikacji naukowych, których tematyka wiąże się z prowadzonymi przeze mnie badaniami z zakresu; procesów parentyfikacji w rodzinie, uwarunkowań rodzinnych w podejmowaniu zadań dorosłości, procesów transmisji międzypokoleniowej.


Psychologia

Puchną ci nogi? Obrzęki nóg mogą mieć wiele przyczyn, a większości z nich można zapobiegać

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
18 stycznia 2022
Fot. iStock
 

Spuchnięte nogi to problem, który zna wielu. Najczęściej skarżą się na nie osoby spędzające wiele czasu siedząc, ale przyczyn tego stanu jest więcej. Nie należy tego ignorować, ponieważ obrzęki nóg mogą być efektem poważniejszych schorzeń i ich regularne pojawianie się wymaga konsultacji ze specjalistą. O czym mogą świadczyć spuchnięte nogi?

Spuchnięte nogi to efekt przesiąkania wody z krwi do tkanek poprzez ścianę naczyniową. Nietrudno rozpoznać obrzęk, ponieważ noga lub sama stopa zmienia wygląd na większą, może też być bolesna i utrudniać chodzenie, ponieważ skóra staje się mocno napięta. Powodów takiego stanu jest wiele i jeśli problem nie wynika np. z wysokich temperatur i błędów dietetycznych, należy go skonsultować z lekarzem.

Spuchnięte nogi — przyczyny problemu 

Spuchnięte nogi mogą pojawiać się zarówno z błahych powodów, jak i w przebiegu poważnych chorób wątroby, serca lub nerek, które muszą być kontrolowane przez lekarzy. Obrzęki mogą być także efektem niedoboru białka w pożywieniu i ogólnego niedożywienia. Czasem także leki mogą zatrzymywać wodę w organizmie, warto więc skonsultować ich stosowanie z lekarzem, i jeśli jest taka możliwość, poszukać zamienników. Jakie jeszcze przyczyny mogą mieć spuchnięte nogi?

Fot. iStock

Upał sprzyja obrzękom

Upał sprawia, że naczynia krwionośne mocno się rozszerzają i łatwiej przepuszczają wodę. Z tego powodu, gdy jest gorąco, mogą powstawać obrzęki.

Nadmiar soli a spuchnięte nogi

Nadmiar soli w diecie jest szkodliwy, o czym mówi się nie od dziś. Sód zwiększa ciśnienie hydrostatyczne, co powoduje ucieczkę wody z naczyń. Uwolniony płyn, zalegając w tkankach, powoduje obrzęki, w  tym spuchnięte nogi.

Zbyt mała ilość wody 

Także wypijanie małej ilości płynów w ciągu doby oraz odwodnienie może powodować opuchliznę. Dochodzi wówczas do zaburzenia  równowagi między ciśnieniem hydrostatycznym (wynika ono z ciężaru płynu) i onkotycznym (wpływają na nie białka obecne w osoczu krwi). W jej wyniku płyn zatrzymuje się w przestrzeniach międzytkankowych i powstają obrzęki.

Skutek uboczny wahań hormonów

Wahania poziomu hormonów takich jak progesteron oraz estrogeny, mogą powodować opuchliznę przed miesiączką. Często spuchnięte nogi, brzuch, czy twarz, idą w parze z innymi, dokuczliwymi objawami zespołu napięcia przedmiesiączkowego.

Fot. iStock

Spuchnięte nogi a żylaki

Żylaki są nie tylko problemem estetycznym, ale przede wszystkim zdrowotnym. Na skórze uwidaczniają się miękkie i sine uwypuklenia w miejscu przebiegu żył. W bardziej zaawansowanej chorobie towarzyszy im wieczorne uczucie ciężkości, bóle nóg oraz obrzęki i świąd skóry. Żylaki należy kontrolować, by nie dopuścić do pojawienia się poważnych powikłań.

Brak ruchu a obrzęki nóg 

Spędzanie wielu godzin w pozycji siedzącej bywa częstą przyczyną obrzęków. Spuchnięte nogi po dniu spędzonym przy komputerze wynikają ze zwolnienia w kończynach przepływu krwi i limfy. To z kolei sprzyja wycieku płynów do tkanek i pojawianiu się obrzęków.

Obrzęk limfatyczny

Obrzęk limfatyczny, którego charakterystyczną cechą są m.in. spuchnięte nogi, wynika z zaburzeń krążenia limfy (chłonki). Problemy mogą pojawić się, gdy obok węzła chłonnego pojawi się stan zapalny. Wtedy mogą tworzyć się zastoje limfy, które po dłuższym czasie powodują  powstania obrzęku limfatycznego. W przypadku obrzęku limfatycznego poleca się stosowanie drenażu limfatycznego nóg, jako skutecznego  zabiegu usuwającego obrzęki.

Spuchnięte nogi — jak pozbyć się problemu? 

O ile spuchnięte nogi nie wynikają z choroby, można poradzić sobie z nimi domowymi sposobami. Proste rady mogą pomóc zapobiegać i łagodzić obrzęki nóg.

  • Ogranicz lub zrezygnuj z soli.
  • Pij więcej wody — regularnie, małymi porcjami w ciągu całego dnia sięgaj po wodę. Możesz również pić herbatki ziołowe, szczególnie z pokrzywy, która działa moczopędnie i pomaga pozbyć się toksyn z organizmu.
  • Jedz świeże warzywa i owoce.  Arbuz, melon, ananas, winogrona, ogórek, czy pietruszka, działają moczopędnie i pomagają usuwać nadmiar wody z organizmu.
  • Zrezygnuj z alkoholu —  powoduje on obrzęki, ponieważ rozszerza naczynia krwionośne, a tedy woda przenika z nich do przestrzeni międzykomórkowej.
  • Uprawiaj sport  — jeśli nie masz możliwości lub czasu na regularne uprawianie sportu, spaceruj po biurze w chwili przerwy od pracy, zrezygnuj z windy wchodząc po schodach, czy też auta, pokonując trasę do i z pracy.
  • W czasie upału zejdź ze słońca, weź chłodzącą kąpiel, oraz popijaj wodę przez cały dzień. To powinno przynieść ulgę.

Fot. iStock

Kiedy obrzęk nóg powinien skłonić do wizyty u lekarza?

Gdy spuchnięte nogi i obrzęki na innych częściach ciała pojawiają się często, są one masywne i towarzyszą im inne objawy, należy umówić się na konsultację z lekarzem.

Natomiast szybka pomoc może być potrzebna w sytuacji gdy:

  • po unieruchomieniu (np. długie leżenie, noga w gipsie) pojawia się nagle nagłe bolesny obrzęk łydki lub całej nogi, a skóra na niej przybiera różowosiny kolor. Na to narażone są również kobiety stosujące hormonalną antykoncepcję;
  • pojawia się nagła duszność, ból w klatce piersiowej i/lub krwioplucie.

Są to objawy wskazujące na zapalenie żył głębokich lub zatorowość płucną, które stanowią zagrożenie dla życia.


źródło:  dietetycy.org.pl , www.poradnikzdrowie.pl 

Psychologia

Bohaterowie z „Kubusia Puchatka” i zaburzenia psychiczne? Jest taka teoria

Redakcja
Redakcja
17 stycznia 2022
fot. domena publiczna/CC0

Ta teoria została po raz pierwszy spopularyzowana w artykule opublikowanym w piśmie „Canadian Medical Association Journal” z 2000 r. Ważne, żeby zaznaczyć, że pogląd, jakoby postacie, takie jak Kłapouchy, Królik, Prosiaczek, a nawet sam Puchatek reprezentowały różne zaburzenia psychiczne, to współczesna interpretacja (ukazała się ponad 70 lat po pierwszej książce o Puchatku), a nie wyraz autorskiej intencji twórcy Puchatka A.A. Milne.

BBC podało wówczas, że intencją głównej badaczki i autorki Sarah Shea było „przypomnienie ludziom, że każdy może mieć zaburzenia”. We wstępie do badania zauważono również, że postacie zostały zdiagnozowane z różnymi zaburzeniami psychicznymi przez „grupę współczesnych specjalistów”.

Chociaż obserwacje poczynione przez Sheę i jej zespół mogą być zgodne ze współczesnymi standardami medycznymi, humorystyczny ton artykułu jasno pokazuje, że te ustalenia nie były tak całkiem na serio. Weźmy ten wybór z diagnozy Roo, która zakończyła się przepowiednią o ponurej przyszłości młodego kangurka:

„Przewidujemy, że pewnego dnia zobaczymy przestępcę, zblazowanego, dorastającego draba o ksywie „Maleństwo”, który spędza noce pod lasem, wokół walają się potłuczone butelki ekstraktu słodu i niedopałki wędzonego ostu. Uważamy, że to będzie rzeczywistość „Maleństwa”, częściowo z powodu… towarzystwa, w jakim od dziecka przebywa.  Jego najbliższym przyjacielem jest Tygrysek, który nie jest dobrym wzorem do naśladowania”.

Naukowcy zasugerowali również, że interwencja może być potrzebna samemu Kubusiowi Puchatkowi, ponieważ fikcyjna postać prawdopodobnie cierpi na „syndrom potrząsanego niedźwiedzia” (gra słów dotycząca medycznego terminu „zespół dziecka potrząsanego” lub SBS). Powód? Puchatek był przecież wielokrotnie ciągnięty w górę i w dół po schodach przez Krzysia.

„iNews” skontaktowało się z autorką artykułu we wrześniu 2017 r., aby porozmawiać o jej badaniach w świetle wiadomości, że nowy film biograficzny o Milne ma poruszać wątek PTSD (zespół stresu pourazowego), na który cierpiał autor uwielbianych przez dzieci książek.  Shea powiedziała wtedy, że ​​jej artykuł został napisany, zanim dowiedziała się o zmaganiach Milne z zespołem stresu pourazowego i powtórzyła, że ​​jej zamiarem było delikatne obśmianie jej zawodu, a nie oferowanie poważnego badania lekarskiego postaci zamieszkujących fikcyjny świat Stumilowego Lasu.

„Otrzymałem kilka bardzo przykrych listów. Niektórzy uważali, że „marnujemy pieniądze na badania”. Niektórzy wkurzali się, że oczerniamy ich ukochane postacie. Niektórzy zaś myśleli, że to dobre dla dzieci”.

Dr Shea twierdzi, że artykuł został pomyślany, by „obśmiać nasz własny proces zawodowy, w którym oceniamy innych, diagnozując i przypisując im etykietki, oparte tylko na tym, co nam się wydaje”.

Jak zatem badacze „zdiagnozowali” naszych ulubionych bohaterów?

Prosiaczek

Zawsze widzieliśmy Prosiaczka zmartwionego, przestraszonego. Zauważcie – ciągle boi się nowych rzeczy i wydaje się być zaniepokojony faktem, że przeszkadza tym, którzy go otaczają. Są to klasyczne objawy problemów związanych z lękiem i niskim poczuciem własnej wartości, które dotykają wielu z nas.

Tygrysek

Skoczny, śmieszny, pełen entuzjazmu, wszędzie go pełno. Cóż, Tygrysek wykazuje dość silne oznaki nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi i słabej kontroli impulsów.  Działa, zanim pomyśli i nigdy nie uczy się na swoich błędach. Kto zna dzieci z ADHD zobaczy w nich Tygryska.

Królik

Jeśli jakiegoś z bohaterów bajki możemy uznać za „dorosłego”, to oprócz Sowy, z pewnością jest to Królik.  Jednak jego złośliwości i planowanie są prawdopodobnie wynikiem zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Ciągle liczy, aranżuje, planuje i kładzie nacisk na drobne rzeczy. Wpada w panikę, gdy jego przyjaciele zaczynają działać poza jego planem.

Kłapouchy

Mówisz: „Kłapouchy”, myślisz: „Depresja”. I okej –  Kłapouchy najwyraźniej wykazuje oznaki depresji, ale lepsze dla niego określenie zawiera się w przewlekłej dystymii. Jest to rodzaj długotrwałej, łagodnej depresji, której objawy mogą się utrzymywać przez dwa lata, w przeciwieństwie do krótszych epizodów depresji.

Kiedy zdarzają się dobre rzeczy, Kłapouchy zawsze znajdzie coś negatywnego. Nie czuje się dobrze z uczuciem szczęścia.

Maleństwo

Maleństwo odzwierciedla spektrum autyzmu. Często chce być blisko swojej mamy, pozostając w ciszy jej kieszeni, zamiast działać. Z drugiej strony nie zważa na ostrzeżenia i co jakiś czas pakuje się w niebezpieczne sytuacje. Ekstremalność jego cech może wskazywać właśnie na szerokie spektrum autyzmu.

Kangurzyca

Kangurzyca jest zawsze nerwowa i sceptycznie nastawiona do tego, co się wokół niej dzieje. Uczuciem, które  w niej dominuje jest obawa o Maleństwo, co wpływa na jej relacje z przyjaciółmi. Jest to oznaką społecznego zaburzenia lękowego, kiedy nieustannie obawiamy się najgorszego.

Sowa

Mimo że jest najmądrzejszym ze wszystkich przyjaciół z Stumilowego Lasu, Sowa cierpi na dysleksję. Jest jedynym stworzeniem w lesie, który umie czytać lub pisać, ale robi błędy, przekręca litery. Sowa udowadnia, że ​​osoby z trudnościami w uczeniu, muszą po prostu pracować trochę ciężej, aby osiągnąć swoje marzenia.

Krzyś

Krzyś rozmawia ze swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi, ale to coś więcej niż rozmowa. Bierze udział w ich przygodach, emocjonuje się nimi, tęskni. Istnieje teoria, że Krzyś przejawia oznaki schizofrenii.

Kubuś Puchatek

Kubuś Puchatek, jako postać tytułowa, jest obarczony największą liczbą zaburzeń. Puchatek ma problemy z samooceną, która z kolei wynika z jego zaburzeń odżywiania. Przejmuje się tym, jak wygląda, ale nie jest w stanie odmówić sobie słoika miodu. Ponadto cierpi na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Często zapomina, co robił, rozprasza myśli i ma trudności ze skupieniem uwagi.

 


Zobacz także

10 sygnałów, że spędzacie zbyt wiele czasu razem i czym to grozi dla związku

„Uwierzyłam, że jestem wartościową osobą”. Czego dowiedziałam się o sobie rok po rozwodzie?

Jak uleczyć „bliznę po matce”, czyli nie obwiniaj się za to, że ona nie umiała być rodzicem