Napoje Przepisy Zdrowie

Grzane wino ma wiele zalet – rozgrzewa, poprawia humor i jest dobre dla zdrowia. Jak zrobić własnego grzańca?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 grudnia 2021
Grzane wino
Fot. iStock
 

Grzane wino to napój, który przywodzi na myśl piękne chwile, ciepło kominka, wieczory spędzane pod kocem. Grzaniec doprawiony korzennymi przyprawami i cytrusami cudownie rozgrzewa ciało i relaksuje, wiele osób stosuje go także jako remedium na przeziębienie, ma także kilka istotnych wartości dla zdrowia. Warto więc od czasu do czasu sobie zafundować taką przyjemność. Jak zrobić domowe grzane wino?

Co trzeba mieć pod ręką, by przyrządzić grzane wino?

Grzane wino to cudownie rozgrzewający napój dedykowany dorosłym. Może powstać na bazie każdego wina, i słodkiego i wytrawnego. Można kupić gotowego grzańca i tylko go podgrzać, lub przygotować go od podstaw samodzielnie. Grzane wino serwuje się mocno ciepłe (ok. 60-80ºC), by lepiej pobudziło krążenie krwi. Konieczne są także dodatki, które nie tylko podkręcą smak i nadadzą cudowny aromat, ale także podniosą walory zdrowotne grzańce. Najczęściej trafiają do niego goździki i cynamon, niekiedy wanilia. Najczęściej można poczuć w nim gałkę muszkatołową, anyż, kardamon, imbir, pieprz. Miłośnicy słodkości chętnie dodają miód, jabłka, gruszki, czy jeszcze inne owoce. Wszystko według uznania, nie ma z góry określonych norm, indywidualne upodobania są tu najważniejsze.

Grzane wino

Fot. iStock 

Nie ma konieczności dodawania wszystkich przypraw. Każdy może stworzyć własne grzane wino doskonałe, dopasowane do jego smaków. W zależności od lubianego poziomu słodyczy przepis na grzane wino można wzbogacić miodem i owocami. Najczęściej używane są pomarańcze, ale też mandarynki, jabłka i śliwki.

Jak zrobić grzane wino? 

Przede wszystkim kup wino, którego smak lubisz najbardziej. To ono jest podstawą grzańca i to od jego smaku zależy efekt, jaki osiągniesz. Jeśli unikasz spożywania alkoholu, sprawa nie jest z góry przegrana. Można przygotować grzane wino na bazie wina bezalkoholowego, z którego alkohol jest odparowany. Po zaopatrzeniu się we właściwe wino przygotuj ulubione dodatki (przyprawy, miód, owoce), które nadadzą charakter grzańcowi i podniosą jego właściwości zdrowotne.

Podstawowy przepis na grzane wino:

  • butelka czerwonego półsłodkiego wina
  • 6-8 goździków,
  • 1-2 małe laski cynamonu,
  • 2 owoce kardamonu,
  • 1 anyż gwiaździsty,
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru,
  • 1/4 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej,
  • pomarańcza (lub/i jabłko, gruszka),
  • ew. łyżka miodu.

Podpowiedź — jeśli nie chcesz gromadzić wszystkich przypraw osobno, możesz kupić gotową mieszankę przypraw do grzańca.

Grzane wino

Fot. iStock

Jak zrobić grzane wino?

Jabłko (lub gruszkę) umyj, obierz i pokój na ósemki lub na grube plastry, pomarańczę umyj, sparz i na koniec pokrój w plastry. Wino wlej garnka, dołóż do niego przyprawy i owoce. Taką mieszankę zostaw na godzinę, by składniki oddały aromat. Po upływie godziny garnek wstaw na mały ogień, by wino podgrzało się do temperatury nie wyższej niż 80° C. Trzymaj na małym ogniu pod przykryciem przez 10-15 minut, ale nie dopuść do zagotowania się wina. Dzięki temu wino będzie miało właściwy smak i aromat, oraz zachowa zdrowotne działanie.

Po tym czasie wyłącz ogień i poczekaj, aż grzane wino nieco przestygnie i jeśli lubisz, dodaj miód. To ważne, by miodu nie ogrzewać za mocno, ponieważ traci on swoje zdrowotne działanie i staje się po prostu naturalnym słodzikiem. Przelej grzańca do kubków, np. z kamionki. Jeśli nie lubisz pływających luzem przypraw lub owoców, możesz grzane wino przecedzić przez sitko.

Grzane wino na przeziębienie

Grzane wino na przeziębienie jest stosowane jako środek rozgrzewający organizm. Jego działanie kryje się za przyprawami, które pobudzają w zdrowy sposób krążenie krwi, działają przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo (np. imbir, gałka muszkatołowa, anyż, itd.). Nie można zapominać o wpływie czerwonego wina, które jest cennych źródłem antyoksydantów, które działają przeciwzapalnie i chronią komórki ciała przed stresem oksydacyjnym, wzmacniając organizm. Podgrzane przyprawy uwalniają olejki eteryczne, które udrażniają nos przy katarze.

Grzane wino

Fot. iStock

Właściwości grzanego wina

Grzaniec spożywany z rozsądkiem poprawia krążenie krwi. Ponieważ obniża poziom złego cholesterolu, obniża ryzyko wystąpienia miażdżycy, zawału serca, udaru mózgu. Przeciwzapalne i bakteriobójcze działanie grzanego wina pomaga zwalczać infekcje, dlatego grzane wino stosowane jest na przeziębienie. Wino poprawia trawienie, uspokaja i relaksuje, bywa doskonałym remedium na stresujący dzień, choć trzeba to potraktować jedynie jako okazjonalne wsparcie, a nie codzienną pierwszą pomoc po trudnym dniu w pracy.

Ostatecznie zalety grzanego wina zależą od zastosowanych dodatków. I tak imbir znany jest z zawartości olejków eterycznych i żywic (m.in. gingerolu i zinferonu) o działaniu przeciwbakteryjnym, przeciwwirusowym i wykrztuśnym. Przy okazji poprawia metabolizm, pobudza mózg do pracy, działa też jak afrodyzjak. Z kolei cynamon jest naturalnym antybiotykiem, dodatkowo wykorzystuje się go m.in.: do leczenia zaparć, biegunek i zatruć pokarmowych, oraz w profilaktyce choroby Alzheimera i Parkinsona. Goździki doceniane są za działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybakteryjne, przeciwpasożytnicze oraz przeciwgrzybicze.

Warto docenić prozdrowotne działanie grzanego wina, ale pod jednym warunkiem. Wino samo w sobie ma wiele właściwości wspierających zdrowie, o ile sięga się po nie z umiarem. Nadmiar alkoholu, nawet gdy sięga się po niego w dobrej intencji (relaks, poprawa krążenia), zawsze szkodzi.


źródło: www.poradnikzdrowie.pl 

 

 


Napoje Przepisy Zdrowie

„Nie możemy po prostu pozostać tym, kim byliśmy”. Serce pęka już w pierwszym odcinku

Redakcja
Redakcja
10 grudnia 2021
 

„Nie możemy tak po prostu pozostać tym, kim byliśmy. Są ważniejsze sprawy” – mówi Miranda i faktycznie te słowa, a wśród nich „just like that”, stają się kanwą serialu. Nic tam nie jest tak po prostu, tak lekko i w sumie beztrosko, jak było w „Seksie w wielkim mieście”. Przyjaciółki są o 30 lat starsze i, co zapowiadają od samego początku, wchodzą w nowy rozdział życia. Otwarcie mówią o wieku, choć każda ma do niego inne podejście. Jest kilka dobrych chwil, są przebłyski „starego” klimatu serialu i jest jedna scena seksu – skupiona wokół Biga („Dodaję trochę lubrykantu. Nie mam 30 lat”) – która autentycznie przypomina oryginał i jego poczucie humoru. Jest nadzieja, ogląda się to z każdą chwilą przyjemniej.

Po udanym serialu i dwóch niezbyt dobrych filmach (które i tak lubimy, bo kto nie lubi się czasem oderwać przy takiej kolorowej bajce), możemy już oglądać długo zapowiadany sezon serialu „And just like that…”. Jest nierówno. Z jednej strony serial ma ambicje towarzyszenia pięćdziesięciolatkom, zderza się ze starzeniem, a nawet śmiercią, jest przygnębiający, ale podejmuje to ryzyko, co momentami jest bardzo ok. Ale z drugiej strony zderza swoje przekonania rodem z lat 90. ze współczesnością. I te zderzenia są bolesne. Dla bohaterek i dla widza. Oby wrażenie, że to zacofane idiotki szybko zostało obalone…

Uwaga: będą spoilery z pierwszego odcinka.

Muszę być szczera, pierwsze 20 minut jest wyjątkowo niezręczne i brzmi trochę jak na prędce składana przypominajka „w poprzednim odcinku”. Tętniący życiem Manhattan i trzy przyjaciółki, które prowadzą niezręczny dialog na temat pandemii i tego, że tęsknią do czasów, kiedy dozwoloną odległością między ludźmi było 1.5 metra. W pierwszych minutach dowiadujemy się też, że „nie ma już z nami Samanthy”, co miało być żartem, ale w kontekście rozmowy o pandemii brzmi jakoś… nie najlepiej. Można też było bardziej przemyśleć wytłumaczenie, dlaczego jej nie ma – to, które tu mamy kompletnie do Samanthy, jaką znamy, nie pasuje. Na szczęście na koniec pojawia się prawdziwa Samatha, jaką znamy i pamiętamy. Prawdziwa przyjaciółka, na dobre i na złe.

W końcu następuje scena, która towarzyszyła nam przez cały serial „Seks w wielkim mieście”, czyli rozmowa przy lunchu. Już, już cieszymy się, że będzie jak dawniej, ale… jak dawniej jest tylko to, że Carrie nie bardzo słucha, co mówią dziewczyny. A one… cóż, mają problemy z nastoletnimi dziećmi, ale tak przedstawione, że wierzyć się w nie nie chce. Charlotte wciąż farbuje włosy, a Miranda porzuciła pracę w korporacji i wraca na studia, aby zdobyć dyplom z zakresu praw człowieka. Zresztą wątek siwych włosów Mirandy okazuje się, chyba niechcący, jednym z wiodących w pierwszym odcinku. Charlotte namawia ją do farbowania, bo „tęskni za rudym” oraz uważa, że Miranda wygląda staro.

 

Carrie idzie z duchem czasu i jest podcasterką. To było wiadomo już z przecieków przed premierą serialu, ale teraz okazuje się, że to nie jej własny podcast i że nie sprawdza się w tym najlepiej. Za to jej konto na Instagramie ma się dobrze (serio, pada takie zdanie).

Pod koniec pierwszego odcinka jest też zwrot akcji, który oznacza, że ​​Carrie przynajmniej będzie miała więcej do roboty niż bycie zaskoczoną zmianami, jakie niesie nowy świat i tym, że już nie jest tak płynna i odważna w opowiadaniu o seksie. W swojej nowej sytuacji będzie zmuszona inaczej pokierować życiem i zbadać inne aspekty tego, co to znaczy dorosłość. Może nawet w końcu dorośnie. Możemy mieć tylko nadzieję, że podobnie będzie z resztą i że dynamika grupy zostanie przywrócona. A przynajmniej wszystkich, którzy przeżyli. (spoiler)

 

 


Napoje Przepisy Zdrowie

„Jedz gotowane ziemniaki i dużo warzyw, łykaj wit. C i E”: porady dla chorych na endometriozę dr Hanny Stolińskiej.



Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 grudnia 2021
endometrioza objawy
Fot. iStock – Endometrioza -objawy psychiczne, jelitowe i bólowe

Dopiero od dwóch, trzech lat na świecie pojawiają się artykuły naukowe na temat wpływu diety na rozwój i leczenie endometriozy. Wiele z opisywanych w nich badań prowadzono na myszach i szczurach i niestety też wiele z tych analiz przynosi sprzeczne dane. Nie ma też jednoznacznych zaleceń, jak powinny być żywione osoby z endometriozą. Większość kobiet, która dostaje diagnozę, natychmiast szuka informacji na temat diety i często – kierując się modą – wyklucza lub zmniejsza spożywanie glutenu, produktów mlecznych i węglowodanów. Czy słusznie? Na te pytania w swojej książce odpowiada dietetyk dr Hanna Stolińska.

Na podstawie lektury „Endometrioza. Leczenie dietą, 170 przepisów”, Wydawnictwo Zwierciadło wybraliśmy dla czytelniczek Oh! Me dziesięć porad dotyczących diety dla osób chorych na endometriozę. Prezentujemy zaledwie ułamek wiedzy, jaką znajdziesz w tej książce.

 



1. Nie wrzucajmy wszystkich produktów z glutenem do jednego worka.


„Nie jestem zwolenniczką pszenicy oczyszczonej, bo – przypominam – po to jemy, żeby dostarczać organizmowi cennych składników do prawidłowego funkcjonowania, a mąka pszenna to puste kalorie. Dlatego nie ma potrzeby jadania produktów z białej mąki, takich jak biały chleb, biały makaron itp., ale jak najbardziej jestem za owsem, jęczmieniem i żytem, jeżeli nie mamy problemów z ich trawieniem”, mówi Hanna Stolińska.

2. Nie ma sensu rezygnować z węglowodanów złożonych.


„To źródło energii wolniej uwalniającej się dzięki błonnikowi pokarmowemu, ale również bogactwo magnezu, żelaza, witamin z grupy B. Proste węglowodany to cukier, a jego nie zobaczycie w moich przepisach, nawet jeżeli twierdzę, że wszystko jest dla ludzi, byle było w odpowiednich ilościach. Cukier – tak, ale ten z owoców. Tyle wystarczy”, mówi Stolińska.



3. Ziemniaki są ok!


Z zawierają fenole roślinne i związki przeciwutleniające, które korzystnie wpływają na poziom lipidów, działają przeciwzapalnie oraz zmniejszają stężenie białka ostrej fazy stanu zapalnego (CRP) i cytokiny interleukiny, pobudzającej procesy zapalne. Ale uwaga: ziemniaki smażone w wysokiej temperaturze prowadzą do uwolnienia czynników rakotwórczych, takich jak akrylamid.

4. Czy faktycznie mięso jest takie niezdrowe?


U kobiet spożywających ponad dwie porcje czerwonego mięsa dziennie (co odpowiada 14 lub więcej porcjom tygodniowo) ryzyko zachorowania jest większe niż u tych, które jadły jedną porcję na tydzień. Co ciekawe, nawet 2–4 porcje w tygodniu przyniosły niewielki wzrost ryzyka endometriozy, co jasno sugeruje, że warto ograniczyć spożycie czerwonego mięsa i nie jadać go częściej niż raz w tygodniu.

„Mimo że sama go nie spożywam od dwudziestu jeden lat, uważam, że dieta fleksitariańska, czyli uwzględniająca okazjonalne jedzenie mięsa, jest bardzo rozsądnym podejściem”, pisze Stolińska.

Zobacz także: Od ginekologów nadal słyszymy: „Pani się przed seksem napije kieliszek wina dla rozluźnienia i powinno być lepiej”. Nie, nie jesteście histeryczkami, to może być endometrioza!

5. Większa ilość warzyw w diecie pomaga.


Zwłaszcza żółtych, nabiału, owoców, roślin strączkowych, ziemniaków i oleju została powiązana z mniejszym ryzykiem rozwoju endometriozy. Rezultatem dużego spożycia warzyw i owoców było zwiększenie ilości antyoksydantów w surowicy i niższe stężenie estrogenu.

6. Postaw na ryby i owoce morza.


Są najbogatszym źródłem cennych kwasów tłuszczowych wielonienasyconych omega-3: eikozapentaenowego EPA i dokozahek-saenowego DHA. Zalecane są też jednonienasycone kwasów tłuszczowe z grupy MUFA (m.in. oliwa z oliwek, awokado, orzechy ziemne) oraz kwas oleinowy z rodziny omega-6 (np. olej rzepakowy, arachidowy, migdałowy). Składniki te obniżają poziom stanu zapalnego i wpływają na wzrost aktywności komórek odpornościowych.

 

7. Bogata w błonnik dieta działa cuda!

Ma ona wpływ na zmniejszenie stanu zapalnego i obniża poziom CRP we krwi (białka wskazującego na ostry stan zapalny). Może też podnieść poziom wskaźnika SHBG (dotyczy zaburzeń hormonalnych).



8. A co z nabiałem?

Wysokotłuszczowy nabiał w diecie nie miał wpływu na pojawienie się endometriozy. Korelację z chorobą wykazuje żywność z mleka odtłuszczonego i niskotłuszczowego.

9. Fajnie by było w eko!


Warzywa i owoce często są źródłem pestycydów. Badania in vitro i in vivo wykazały, że niektóre klasy pestycydów mogą wywoływać skutki estrogenne. U szczurów z endometriozą wystawionych na działanie dużych dawek pestycydu powszechnie stosowanego w owocach, odnotowano zaostrzenie istniejących zmian endometriotycznych oraz ich nawroty.

Czy w związku z tym należy kupować warzywa i owoce z upraw ekologicznych? „Byłoby to jak najbardziej wskazane, jednak ze względu na koszty nie wszystkim się to udaje”, przyznaje Stolińska.

10. Czy coś suplementować?


Organizmy kobiet chorych na endometriozę zazwyczaj gorzej przyswajają przeciwutleniacze (witaminy A, C, E) oraz cynk i miedź. Warto więc upewnić się, czy dostarczamy organizmowi więcej tych składników wraz z pożywieniem lub poprzez suplementy. Wspieranie leczenia endometriozy dietą zakłada bowiem suplementację (najlepiej w postaci naturalnej, z żywności lub suplementów z naturalnymi ekstraktami) witaminy C, E, A, wapnia, magnezu, cynku, żelaza, selenu i potasu. Prawie połowa kobiet cierpiących na bóle w podbrzuszu, wywołane najpewniej przez endometriozę, zauważyła u siebie poprawę samopoczucia po dwóch miesiącach zażywania witaminy E (1200 IU/dzień) i witaminy C (1 g/dzień).

Zobacz także: „Przez pół roku byłam leczona chemią, na nowotwór złośliwy. Na diagnozę, że to endometrioza, czekałam 30 lat”


Zobacz także

Dbasz o figurę? Uważaj na 7 tuczących dodatków do sałatek i zastosuj ich zdrowe zamienniki

Ból nerek - objawy, w ciąży, jak sobie pomóc

Jak odróżnić ból nerek od bólu kręgosłupa? Sprawdź, jego najczęstsze przyczyny

Przykazania szczęśliwych waginy i wulwy. Każda kobieta powinna znać swoje ciało!