Dom i wnętrze Porady

Awokado z pestki – jak zasadzić je (na dwa sposoby) i uprawiać w domu?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 grudnia 2021
Awokado z pestki
Fot. iStock
 

Awokado z pestki to drzewko polecane osobom, którym nie brakuje cierpliwości i które lubią obserwować rozwój roślin. Dość łatwo jest je wyhodować, w dodatku rośnie szybko i przybiera wygląd, który będzie cieszył oczy. Awokado z pestki to ciekawa żywa ozdoba domu, która  przy prawidłowej pielęgnacji może nawet wydać owoce, choć nieczęsto się to zdarza. Jak uprawiać awokado z pestki, by zapewnić mu jak najlepsze warunki?

Awokado wywodzi się z klimatu tropikalnego i subtropikalnego na kontynencie amerykańskim. W naturalnych warunkach drzewo awokado  może dorastać nawet do 20 m wysokości. Jest to roślina wiecznie zielona, zakwitająca kwiatami pachnącymi dość specyficznie, z których  rozwijają się pestkowe owoce trafiające ostatecznie do sklepów. Właśnie z kupnych owoców można zostawić sobie pestkę do rozwoju nowej rośliny w doniczce.

Awokado z pestki osiągnie z kolei „jedynie” wysokość 1.5 – 2 metrów, i stanie się piękną ozdobą, dzięki jego dużym, lancetowatym liściom oraz wyglądowi drzewka.

Awokado z pestki

Fot. iStock/Awokado z pestki

Awokado z pestki krok po kroku

Można samodzielnie wyhodować awokado z pestki krok po kroku, ponieważ nie ma w tym nic trudnego. Potrzeba jednak uzbroić się w  cierpliwość i poczekać na efekty starań.

Kiełkowanie w wodzie

Awokado z pestki możesz wyhodować przez kiełkowanie w wodzie. Możesz to zrobić w prosty sposób. Wyjmij pestkę ze środka owocu, wbij w jej  wierzchołek po przekątnej trzy wykałaczki. Następnie włóż pestkę do wody tak, by 3/4 jej wysokości było pod powierzchnią wody. Woda powinna być świeża, najlepiej zmieniana raz dziennie. Jest duża szansa na to, że pestka wykiełkuje w ciągu nawet 2-3 tygodni. Gdy awokado z pestki będzie miało łodygę i liście, nadszedł czas, by przenieść je do doniczki.

awokado - właściwości, jak jeść, z pestki, przepis

Fot. iStock

Awokado z pestki w ziemi

Inną metodą na pozyskanie egzotycznego drzewka jest zasadzenie pestki do ziemi. Potrzebujesz do tego świeżo wyjętą pestkę, dość wysoką doniczkę, podłoże (ziemię z perlitem lub mieszanka piasku i torfu w stosunku 1:2), i przezroczystą folię lub część butelki. Wyjmij pestkę z owocu i włóż ją szerszym końcem do podłoża w doniczce. Wciśnij ją na głębokość 1-2 cm — węższa część powinna nieco wystawać ponad ziemię.

Pestkę podlej i przykryj folią lub odciętym kawałkiem butelki doniczkę, aby utrzymać wysoką wilgotność. Zachowaj umiar w podlewaniu, ponieważ pestka nie może stać w wodzie. Doniczkę odstaw w ciepłe i słoneczne miejsce. W ten sposób awokado z pestki w ziemi powinno wykiełkować po około 6-8 tygodniach i wtedy można je przenieść do właściwej doniczki, z przygotowanym drenażem na dnie i otworami odpływowymi.

Awokado z pestki — uprawa

Awokado z pestki wyrasta na pokaźne drzewko dość szybko, o ile zapewni się mu właściwe warunki. Posłuży mu temperatura powietrza w zakresie 21-24º Celsjusza i  codzienne podlewanie (ale nieprzelewanie) podłoża. Ziemia w doniczce z awokado zawsze była lekko wilgotna, ale nie mokra, szczególnie trzeba o to zadbać latem, przy wysokich temperaturach. Należy unikać przesuszenia, które szkodzi roślinie. Zimą dobrze jest ograniczyć podlewanie, dbając o regularne zraszanie liści wodą, najlepiej z filtra, unikając bezpośrednio tzw. kranówki, od której może pojawić się biały nalot.

Awokado z pestki nie toleruje chłodu i spadków temperatur poniżej 10º Celsjusza, źle wpływają na nie przeciągi i zostawianie doniczki zimą przy uchylonym oknie. Roślinie wystarczy umiarkowane nasłonecznienie, dlatego najlepiej będzie się czuła przy oknie od strony południowo-wschodniej lub południowo-zachodniej.

Awokado z pestki

Fot. iStock/Awokado w doniczce

Latem wyrośnięte już awokado z pestki można wystawiać na balkon, w miejscu osłoniętym przed ostrymi promieniami słońca. Lato to również dobry czas na zasilanie rośliny odpowiednim nawozem.

Ponieważ młode awokado z pestki rośnie szybko, co roku, najlepiej wiosną, trzeba je przesadzić do większe doniczki. Aby sprowokować mocniejsze krzewienie się rośliny, należy najwyższe pędy przyciąć. To sprawi, że przybierze ona bardziej drzewkowaty kształt.

Czy awokado z pestki owocuje?

Jest taka możliwość, ale awokado z pestki uprawiane w domu rzadko kwitnie i owocuje, podobnie jak cytrusy. Według ekspertów można się do tego przyczynić, gwarantując drzewku stabilne i odpowiednie warunki godne tropików. Przez cały rok temperatura powinna wynosić ok. 24°C, należy roślinie zapewnić wysoką wilgotność powietrza oraz dobre oświetlenie. W takich warunkach jest większa szansa, że awokado z pestki zaowocuje ok. 6-8 latach. To niemało, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że egzemplarze rozmnażane wegetatywnie mogą owocować już po 2-3 latach. W naturze owoce awokado dojrzewają od 6 do 8 miesięcy i uzyskują wagę nawet kilograma, owoce wyhodowane w domu są zdecydowanie mniej okazałe.

Jeśli szczęśliwie pojawią się owoce, warto wiedzieć, że są one skarbnicą wartościowych dla zdrowia substancji. W maślanym miąższu awokado nie brakuje witaminy E, witamin A, B1, B2, B5, B9, C, PP, K, H. Nie brakuje w nim również wapnia, potasu i fosforu. Awokado zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6, nieco białka i węglowodanów, oraz sporo błonnika (6,3 g na 100 g). Jest ono  kaloryczne (w 100 g 221 kcal), ale kalorie pochodzą ze zdrowych tłuszczów.

Fot. iStock/Awokado w doniczce

Trujące awokado

Mimo tego, że awokado prezentuje się ładnie, jego obecność w domu nie zawsze jest pożądana. Drzewko awokado jest trujące dla zwierząt domowych, szczególnie takich jak ptaki i gryzonie, w każdej jego części — liście, gałęzie, kora. W przypadku, gdy zwierzę jest zbyt ciekawe rośliny, trzeba ją odstawić na miejsce, w którym będzie dla niego niedostępne.

FB/ohmepl

 


źródło: www.e-ogrodek.pl 

Dom i wnętrze Porady

„Zaufałam i czekam na ciąg dalszy. Po prostu jesteśmy dla siebie. Bez żadnych gwarancji, naturalni ze swoimi wadami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 grudnia 2021
fot. archiwum własne autorki listu
 

14.02.2021, niedziela 5:27.  Wysłałam sparowanemu 2 dni wcześniej na Tinderze „Mariuszowi 36” – buźkę . O 6:12 odpisał i rozpoczęliśmy wspólne klikanie.

„Piszesz z 40” . Interakcja: „Lepsza inteligentna 40 niż pusta 30”.

Pisaliśmy kilka dni, bardzo naturalnie o życiu, o naszych celach, o pasjach, o tym, co przed nami… 17.02 przysłał zaświadczenie o niekaralności i zapytał, czy wypijemy kawę. Zaskoczył mnie szczególnie KRK… Zaproponował MC w mojej okolicy rano. I tak 18.02 o 8:15 czekał,  a ja jechałam, spóźniona jakieś 20 minut.
Spotkaliśmy się w realu w mroźny, czwartkowy poranek na kawę w MC. Otrzymałam w prezencie „3 Ryby”, mocno mnie to zaskoczyło. Poszliśmy po kawę, spojrzeliśmy sobie w oczy i przez kolejne dwie godziny rozmawialiśmy w moim samochodzie.

Każdy pojechał w swoją stronę, ja do pracy, on 284 km dalej do domu. Pisaliśmy kolejne dni, drocząc i poznając się. Pisząc każdego dnia, umówiliśmy się na spontanie: „Pokażesz Warszawę?” Hmmm, brak zastanowienia i to jest zastanawiające: „Tak!”

27.02 kolejne spotkanie w Warszawie – wspólny spacer po Łazienkach, rozmowa, Starówka, dużo śmiechu, pizza z mojej ulubionej pizzerii w aucie. MM okazał się młodym, energicznym chłopakiem, kibicem przeciwnej drużyny. Ja kobieta z doświadczeniem życiowym, stabilna, z domem i dziećmi. On wolny bez przeszłości, z dużym apetytem na życie, męskimi pasjami.

Po tym spotkaniu było we mnie dużo wątpliwości, czy powinnam z nim pisać, zaangażować się, czego on ode mnie chce… pewnie tylko jednego, jak to facet z Tindera. Po tym spotkaniu nadal konwersowaliśmy. Pisałam do niego: „Czego chcesz od starszej? Ty, młody, bez ogonów… A on jak obuchem w łeb: „Jeśli liczysz na seks to musisz ze mną pochodzić”. Oooo pomyślałam, to Ty sobie pochodzisz…, bo ja szukam związku, a nie seksu.

Następne dni dużo klikaliśmy i poznawaliśmy się, on słuchał uważnie, co mówiłam i reagował na to. Przesyłał cudowne widoki z tras, które pokonywał. Pisał pierwszy codziennie, po przebudzeniu miałam zawsze miłą wiadomość… i tak robi do dzisiaj…

W moim życiu nadszedł bardzo trudny czas,  choroba najbliższych osób, walka o życie. Ze strony MM otrzymałam dużo wsparcia, ciepła. Były dwa spotkania, w Częstochowie i w Licheniu. Dużo normalnych i trudnych rozmów o chorobie, rodzinie. Nadszedł najgorszy moment – śmierć mojego Taty. Ten tinderowy chłopak nie wiadomo skąd…, z jakiej rodziny, cały czas przy mnie trwał, dzwonił, wspierał i nie wycofał się. Dał mi dużo siły i rad w tym trudnym czasie.

15.04 zapytałam, czy ma ochotę na spacer juro w Rozalinie. Napisał tylko jedno słowo: ”Będę”. Przyjechał, jak zawsze, punktualnie, ja, jak zawsze, spóźniona. Było to trudne spotkanie po ciężkim dla mnie miesiącu. Miałam w założeniu go przytulić, podziękować, ale nie wiedziałam, jak. Pomógł, wyciągnął dłonie i mnie delikatnie przytulił. Było to bardzo miłe. Pojechaliśmy na długi spacer do pobliskiego Parku w Młochowie. Między alejkami zostawialiśmy nasze spojrzenia, rozmowy, uśmiech. Po tym następowały kolejne spotkania.

2.05 padał mocny deszcz, byliśmy umówieni na spacer. Aura pozwalała tylko na bycie w domu. Myśl goniła myśl, jak mamy się spotkać. Postanowiłam zaryzykować i zaprosić go do domu na kawę. Napisałam tylko, że robię ciasto czekoladowe i napisałam adres. Przyjechał. Pomimo obecności na górze dzieci, kawę wypiliśmy sami i pojechaliśmy nad Wisłę. Pogoda troszkę się poprawiła. Następnie do parku foodtracków. Kupiliśmy burgery i przyjechaliśmy do domu. MM poznał moje dzieci, syna 13 l i córkę 20 l. Siedzieliśmy i długo rozmawialiśmy.

9.02 zaprosiłam MM na 10:00 do Warszawy. Pamiętam, jak mówił, że jak skończy się lockdown to chciałby odwiedzić CK. Kupiłam bilety i zrobiłam mu super dzień w Centrum Kopernika. Zwiedziliśmy wystawy, mieliśmy wspólne interakcje zakończone jazdą tandemem. Pojechaliśmy po pizzę, a z nią na ławeczkę do Parku Szczęśliwickiego. Przy nim czułam się tak młodo, jakbym miała znowu 18 lat, naturalnie. Czułam w Nim bratnią duszę.

29.05 pojechaliśmy na koncert mojej córki. I to był pierwszy wspólny weekend, podczas którego MM nocował u mnie. Weekend pełen wrażeń, egzamin, poznanie na spontanie mamy i rodzeństwa, spacer o zachodzie słońca wiejskimi leśnymi dróżkami… Ten czas był dla Nas przełomowy. Z niepozornej relacji przyjacielskiej przeszliśmy małymi krokami do damsko-męskiej.

06.06 kolejny wspólny weekend, spacer w Starej Owczarni. Wieczorem urodzinowa niespodzianka dla MM. Pierwszy raz widziałam go wzruszonego, z uśmiechem małego chłopca.

Kolejne weekendy wzmacniały naszą relację, uczymy się siebie. Jesteśmy ze sobą w tych smutnych i radosnych chwilach życia. Rozmawiamy codziennie, dzielimy się energią, po prostu Jesteśmy dla Siebie bez żadnych gwarancji, gry słów, naturalni ze swoimi wadami, których jeszcze nie zauważamy. Były pierwsze cudowne momenty skradanych pocałunków, poproszenia o rączkę na spacerze, delikatnej bliskości, w których dał mi możliwość poznania siebie na nowo jako kobiety, ja jemu bycia przy mnie mężczyzną: „Już nie chłopiec, tylko Twój M”.

Dzieli nas odległość, każde ma swoją historię i doświadczenie, ale budujemy swoją. Ten rok jest rokiem bardzo dużych zmian w moim życiu – strata najbliższej osoby, silnego ramienia w rodzinie, które musiałam zastąpić jako najstarsze dziecko w pierwszych miesiącach. Matura córki, wybory życiowe. Operacja mamy. Wypadek syna. Moje kontuzje… Bardzo dużo stresu i jednocześnie obecność Jego. Taka codzienna w pisaniu, rozmowie – nieśmiałego , chudego, wysokiego bruneta. U niego też to jest rok nowości – pracy, mieszkania i poznania oraz budowy relacji ze mną. Na tej tinderowej giełdzie poznałam Mężczyznę, który daje mi bezpieczeństwo, otulenie, bycie czasami małą dziewczynką, a równocześnie kobietą – Mojego MM.

Nasza relacja rodziła się krok po kroku, wspólne weekendy, interakcje z moimi dziećmi. Uczymy się siebie nawzajem, rozumiemy bez słów. Cudowny weekend w Trójmieście, piękna aura. Nasze zdjęcie – deszcz i nagle wyszło cudowne, oślepiające słońce z podwójną tęczą.

15.10. Po tym czasie przyszedł też czas na pierwsze poważne słowa i taka wewnętrzna siła pozwoliła nam naturalnie na wyznanie uczucia, „Współwłasności Naszej Miłości”. Możemy napisać, że mamy Swoje Anioły, które nas Sparowały. Zaufałam i czekam na dalszy scenariusz Naszej Historii Życia.

10 miesięcy, MM i IK.


Dom i wnętrze Porady

Syndrom oszusta – dlaczego czujemy się niewystarczająco dobre, choć osiągnięcia mówią o nas coś innego?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 grudnia 2021
Syndrom oszusta
Fot. iStock

Syndrom oszusta (Imposter Syndrome) potrafi odbierać satysfakcję z sukcesów, wywołuje silne emocje, które na dłuższą metę działają destruktywnie. Jeśli czujesz się niewystarczająco mądra, dobra, odpowiednia do danej pracy, choć osiągasz sukcesy, możesz zmagać się z tym problemem. Na czym polega syndrom oszusta, czym się charakteryzuje i w jaki sposób można go przezwyciężyć?

Czym jest syndrom oszusta (Imposter Syndrome)?

Syndrom oszusta (syndrom impostora, fenomen impostora) to określenie stosowane od lat 80. XX wieku. Wymyśliły je Pauline Clance i Susane Imes, amerykańskie psychoterapeutki, jako określenie na osoby, które uważają, że są nieodpowiednie lub niekompetentne na danym stanowisku, lub do danej pracy, pomimo sukcesów zawodowych czy osiągnięć naukowych.

Syndrom oszusta łączy się z wewnętrznym przekonaniem o tym, że nie zasługują one na sukcesy i pochwały, bo to tylko zbieg okoliczności, zasługa kontaktów, czy współpracy z kimś innym. To przeświadczenie, że jedynie stwarza się pozory dobrze wykonanej pracy, gdy w jej odczuciu na niczym się nie zna i kwestią czasu jest to, że ktoś to wreszcie zauważy.

Syndrom oszusta

Fot. iStock/Syndrom oszusta

Przyczyny pojawienia się syndromu oszusta

Syndrom oszusta rozwija się zazwyczaj pod koniec szkoły lub na początku pracy zawodowej. Według twórczyni tego określenia psycholog Pauline Clance, narażone na niego są osoby, które dotychczas bez wysiłku zawsze odnosiły sukcesy, i wreszcie przyszło im się mierzyć z wyższymi wymaganiami, trudniejszym zadaniem. Dotyczy to głównie osób, które uznawane były za wyjątkowo uzdolnione dzieci. Sukcesy osiągane bez wysiłku gwarantowały im naturalny podziw i pochwały, ale w dorosłym życiu rzadko tak to działa. W konsekwencji, gdy osoba cierpiąca na syndrom oszusta nie może być w czymś w jej odczuciu najlepsza, zaczyna czuć się niewiele warta. Odczuwa przy tym przymus sprostania wyśrubowanym oczekiwaniom, zadowolenia innych, stawania na przysłowiowych rzęsach, by zrobić dobre wrażenie na otoczeniu.

Syndrom oszusta może wynikać także z innej postawy — lękowego stylu przywiązania. Może wykształcić się u kogoś, kto miał rodziców niezaspakajających potrzeb dziecka, lub reagujących agresywnie względem niego. W tym przypadku pojawia się zaniżona samoocena, obawa przed odrzuceniem oraz koncentrowanie się na wszelkich własnych niedoskonałościach. Według przeprowadzonych badań istnieje silny związek pomiędzy lękowym stylem przywiązania a syndromem oszusta. Niskie poczucie własnej wartości powoduje uświadomienie własnych niedostatków, przy jednoczesnym wywyższaniu zdolności innych. Ta zależność zauważalna jest głównie u kobiet.

Syndrom oszusta

Fot. iStock/Imposter Syndrom

Jak objawia się syndrom oszusta?

Syndrom oszusta objawia się specyficznymi zachowaniami. Osoba nim dotknięta uwypukla własne porażki i przypisuje je swojej domniemanej nieudolności, cały czas towarzyszy jej prekonanie, że cokolwiek zrobi, nigdy nie będzie aż tak dobra, jak widzą ją inni. Przez to nie umie cieszyć się sukcesami, stara się je przypisać np. współpracownikom. Przed podjęciem działania pojawiają się takie uczucia jak lęk, stres i niepokój, które rozładowywane są albo przez odkładanie zadania na później, albo przez ekstremalne skupianie się na pracy do wykonania.

Co więcej, gdy osoba cierpiąca na syndrom oszusta odniesie sukces, czuje, że otrzymała coś, na co nie zasłużyła. Uważa również, że to jedynie kwestia czasu, by ktoś inny zauważył, że to dzieło przypadku i oszustwo wyjdzie na jaw. Nawet stale odnoszone sukcesy nie pomagają. Takie osoby popadają w przesadę perfekcyjnego działania w obawie przed klęską. Nakładają na siebie wygórowane cele, co jest przy braku satysfakcji wyjątkowo męczące.

Syndrom oszusta

Fot. iStock/Imposter Syndrom

Syndrom oszusta — jak zostawić go za sobą?

Syndrom oszusta można pokonać własnymi siłami, choć nie zawsze jest to proste. Trzeba uwierzyć w siebie i swoje możliwości, przestać czuć się winnym lub niegodnym sukcesu i zacząć świętować swoje zwycięstwa. Każdy sukces jest namacalnym dowodem na to, że stać nas na to, co osiągnęliśmy, i to warto sobie powtarzać. Aby zadanie było łatwiejsze, konieczne jest odcięcie się od nawyku porównywania efektów własnych starań i pracy z innymi osobami. Warto odciąć się również od podglądania innych w Internecie, bo to medium, które na każdym kroku pokazuje nam, jak wiele rzeczy potrafią inne osoby, jak pozornie idealne życie wiodą. Dopóki patrzymy na to z ciekawością, to może motywować, ale gdy skupiamy się tylko na tym, co potrafi ktoś, a czego my nie, zaczyna nakręcać się spirala.

Jeśli trudno jest samodzielnie zmienić tok myślenia, warto poprosić o pomoc specjalistę. Spotkania z terapeutą mogą pomóc przepracować pewne zachowania i znaleźć tak potrzebną równowagę, by odsunąć od siebie syndrom oszusta.


źródło: www.apa.org, poradniaperspektywa.pl

 

 

 


Zobacz także

Retro, modern czy eklektyzm? W kręgu kuchennych inspiracji

kamienie szlachetne

Trend: Kamienie szlachetne

Zanim wywalisz GO na zbity pysk, zrób porządek w szafie