Dom i wnętrze Lifestyle

Trujące rośliny doniczkowe w domu. Na które powinnaś uważać, jeśli masz dzieci lub zwierzęta?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 maja 2021
Trujące rośliny doniczkowe w domu
Fot. iStock
 

Trujące rośliny doniczkowe często pojawiają się na naszych parapetach, czasem bez świadomości, że mogą zaszkodzić. Szczególnie niebezpieczne mogą być w sytuacji, jeśli w domu są małe dzieci lub zwierzaki, które zbyt często wiedzione ciekawością, próbują zjeść różne rzeczy.

Niektóre rośliny w domu mogą zagrażać zdrowiu już po spróbowaniu niewielkiej ilości ich soku. Na co więc trzeba szczególnie uważać otaczając się kwiatami?


Anturium

Anturium to piękna egzotyczna roślina, która zachwyca mięsistymi kwiatami o intensywnej, zazwyczaj czerwonej barwie. Uprawiając anturium w doniczce należy jednak wiedzieć, że zarówno jej liście, jak i łodygi, zawierają kryształy szczawianu wapnia. W przypadku ich spożycia może dojść do wymiotów i biegunki. Jeśli dojdzie do kontaktu ze skórą, może pojawić się na niej wysypka, a w przypadku kontaktu z błonami śluzowymi jamy ustnej — zaczerwienienie, obrzęk języka i gardła.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Skrzydłokwiat

Skrzydłokwiat to roślina oczyszczająca powietrze, którą, ze względu na ozdobne liście i kwiatostany, znajdziemy w wielu domach. Podobnie jak w przypadku anturium, skrzydłokwiat również zawiera kryształy szczawianu wapnia, a także alkaloidy. Nadgryzienie lub spożycie tej rośliny także może skutkować problemami żołądkowo-jelitowymi, wysypką na skórze, zaczerwienieniem i obrzękiem języka i gardła.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Difenbachia

Difenbachia jest często spotykana w domach, ze względu na piękne zielone liście naznaczone białawymi obszarami. W sprzedaży dostępne są odmiany tej rośliny, różniące się m.in. wielkością i wzorem na liściach. Ta dekoracyjna roślina wygląda pięknie, ale wytwarza silnie trujący sok, który wypływa z uszkodzeń jej tkanki. Bezpośredni kontakt z nim może powodować duży obrzęk oraz bólem błony śluzowej jamy ustnej i gardła. W zetknięciu z oczami może spowodować także zapalenie spojówek. Z tego względu, jeśli w domu są małe dzieci lub zwierzęta, difenbachię należy stawiać poza ich zasięgiem.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Cyklamen

Cyklameny, zwane również fiołkami alpejskimi, to piękne kwiaty ozdobne, które zachwycają kolorami. W przypadku tej rośliny niebezpieczeństwo tkwi w bulwach, zawierających toksyczne saponiny i cyklaminę (toksyczny glikozyd). Kontakt skóry z uszkodzoną bulwą może skutkować podrażnieniem, ale kontakt z jamą ustną może mieć przykre konsekwencje — biegunka, wymioty, zawroty głowy, drgawki. Trujące, choć w mniejszym stopniu, są także inne części rośliny.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Hiacynt

Piękne kwiaty, kojarzące się z wiosną, są często spotykaną ozdobą w domach. Wyglądają delikatnie i uroczo, ale wykazuje właściwości trujące. Kontakt z liśćmi hiacynta może skutkować zaczerwienieniem i swędzeniem skóry, w poważniejszych przypadkach także pęcherzami. Przy spożyciu rośliny mogą pojawić się objawy zatrucia takie jak: bóle głowy, wymioty i biegunka.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Hoja

Hoja, zwana także woskownicą, to piękna egzotyczna roślina o mięsistych liściach i drobnych kwiatkach, które wydają intensywny, dla wielu osób drażniący wręcz zapach. Ponadto roślina wydziela sok mleczny, który pojawia się przy przycinaniu pędów. Jest on toksyczny, może powodować podrażnienia oczu, przewodu pokarmowego i jamy ustnej.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

Poinsecja

Poinsecja (wilczomlecz piękny), zwana potocznie gwiazdą betlejemską, to roślina, która największym powodzeniem cieszy się w okolicach Bożego Narodzenia, choć można ją uprawiać w doniczkach przez cały rok. Jest zachwycająca, ponieważ jak mało która roślina, zdobi dom kolorami w okresie świąt, wydając przylistki ułożone na kształt gwiazdy, skąd wzięła się jej nazwa. Jej różne odmiany mogą wybarwiać się na pomarańczowo, różowo, biało, w kolorze złocistym. Niestety jest ona tak samo piękna jak i trująca. Po skaleczeniu rośliny wydziela ona sok, który działa drażniąco na skórę i śluzówki, a zjedzenie liści lub owoców może spowodować zatrucie pokarmowe.

Gwiazda betlejemska - pielęgnacja, podlewanie, sadzonki

Fot. iStock/Gwiazda betlejemska

Kroton pstry

Ta egzotyczna roślina cieszy oczy pięknymi kolorami liści. Niestety podobnie jak w przypadku gwizdy betlejemskiej, należy on do rodziny wilczomleczowatych. Mleczny sok, który wydziela uszkodzona roślina, powoduje podrażnienia skóry oraz oczu. Spożycie soku może skutkować  biegunką i wymiotami.

Trujące rośliny doniczkowe w domu

Fot. iStock/Trujące rośliny doniczkowe

źródło:  poradnikogrodniczy.pl 

Dom i wnętrze Lifestyle

Orzeszki ziemne – chrupiące, smaczne, a także zdrowe. Dlaczego warto włączyć je do diety?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 maja 2021
Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie
Fot. iStock
 

Orzeszki ziemne to jedna z tych przekąsek, które uwielbiamy. Chrupiące, smaczne, a także zdrowe, często pojawiają się w naszych jadłospisach. Warto więc wiedzieć, jak orzeszki ziemne mogą wpływać na zdrowie i na co należy uważać, sięgając po nie?

Orzeszki ziemne 

Orzeszki ziemne (orzacha podziemna) znane są pod innymi nazwami — orzechy arachidowe, fistaszki. Pod każdą z nich kryje się mały orzeszek, który kryje w sobie wiele wartych uwagi właściwości. Ta jednoroczna roślina dorasta do wysokości 50 cm, wydaje w zwłókniałych strąkach po 1-4 nasiona (orzeszki). Jej potoczna nazwa wywodzi się stąd, że orzeszki dojrzewają w ziemi. Nie każdy o tym wie, ale fistaszki nie są orzechami, ale nasionami roślin strączkowych należących do rodziny bobowatych. Orzeszki ziemne zaliczamy do nasion oleistych, z których pozyskuje się olej. Ponadto orzechy arachidowe są  podstawą masła orzechowego, są składnikami słodyczy, wypieków, stanowią wypełniacz do produktów powstających z mięs lub zup.

Na największą skalę uprawia się fistaszki w Chinach, Indiach, Nigerii oraz Stanach Zjednoczonych.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Orzeszki ziemne — wartości odżywcze, kcal

Fistaszki są kaloryczną przekąską. W stugramowej porcji orzeszki ziemne dostarczają aż 567 kcal. Duża kaloryczność jest efektem obecności tłuszczów — w 100g orzechów arachidowych jest ich 49 g, w tym kwasów tłuszczowych jednonienasyconych (24 g/100 g), kwasów tłuszczowych wielonienasyconych (16 g/100g), oraz kwasów tłuszczowych nasyconych (7 g/100g). Fistaszki zawierają także węglowodany (16g/100g), w tym błonnik – 9 g. Można je pochwalić za wysoką zawartość białka (aż 26 g/100g) — w tym 20 aminokwasów — co czyni fistaszki, podobnie jak soję, dobrym, roślinnym odpowiednikiem mięsa i jaj w diecie wegetariańskiej i wegańskiej.

Ponadto w ich składzie znajdują się witaminy z grupy B, witamina E, potas, magnez, mangan, miedź, żelazo oraz cynk. Orzeszki ziemne zawierają cenne dla zdrowia przeciwutleniacze: flawonoidy, kwasy fenolowe, koenzym Q10,resweratrol, oraz fitosterole i alkaloidy.

Fistaszki nie zawierają glutenu i cholesterolu, a ich indeks glikemiczny wynosi 14 IG.

Orzeszki ziemne — właściwości prozdrowotne 

Aby orzeszki ziemne stanowiły wartościowy element diety, powinny być jak najmniej przetworzone, najlepiej niesolone.

Chronią serce

Przeprowadzono badania, w których ochotnicy w ciągu 12 tygodni regularnie spożywali orzeszki ziemne. Wyniki badań poświadczyły o ich korzystnym wpływie na zdrowie w codziennej diecie. U zdrowych osób odnotowano ich pozytywny wpływ na stężenie HDL, tzw. dobrego cholesterolu, oraz obniżenie poziomu „złego” cholesterolu (LDL). Dzięki temu orzechy arachidowe mogą zapobiegać wystąpieniu chorób układu sercowo-naczyniowego.

Chronią przed chorobami przewlekłymi 

Antyoksydanty obecne w fistaszkach chronią organizm przed działaniem wolnych rodników, które uszkadzają komórki. Dzięki temu obecność orzechów arachidowych w diecie może obniżać ryzyko nowotworów, rozwoju chorób sercowo-naczyniowych, oraz neurodegeneracyjnych (np. choroba Alzheimera). Fistaszki mogą obniżać stężenia markerów stanu zapalnego CRP i hs-CRP we krwi.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Chronią przed cukrzycą typu 2

Obecność fistaszków w diecie przyczynia się do znaczącego zmniejszenia poposiłkowego stężenia glukozy we krwi u zdrowych osób. Dzieje się tak, ponieważ zawierają niewiele węglowodanów oraz duża ilość błonnika pokarmowego, dzięki czemu nie powodują wahań poziomu glukozy we krwi. Indeks glikemiczny (IG) orzechów ziemnych wynosi 14, natomiast ładunek glikemiczny (ŁG) wynosi 1, więc mogą po nie sięgać osoby chorujące na cukrzycę.

Wspierają pracę mózgu

Fistaszki to bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin z grupy B oraz magnezu, które są niezbędne do prawidłowej pracy mózgu. Podjadanie ich dobrze wpływa na koncentrację, proces nauki i pamięć. Są polecane także jako przekąska podczas stresujących sytuacji, ponieważ działają kojąco na układ nerwowy. Dzięki antyoksydantom zmniejszają ryzyko rozwoju chorób neurodegeneracyjnych (np. choroba Alzheimera, choroba Parkinsona).

Zapobiegają podjadaniu na diecie

Mimo iż orzeszki ziemne są kaloryczne, uważane są za wartościowy element diet odchudzających. Ze względu na dużą zawartość białka i błonnika sycą, oraz mogą korzystanie wpływać na tłumienie nadmiernego apetytu i hamować chęć na podjadanie między posiłkami.

Orzeszki ziemne - właściwości dla zdrowia, kalorie

Fot. iStock

Orzeszki ziemne — alergia, przeciwwskazania

Orzeszki ziemne, jak i masło orzechowe z nich przygotowane, są bardzo silnymi alergenami pokarmowymi. Alergia na fistaszki pojawia się często, od kilku minut do kilku godzin po spożyciu fistaszków. Do objawów alergii na orzechy arachidowe zalicza się najczęściej: pokrzywka kontaktowa i obrzęk górnych dróg oddechowych. O wiele rzadziej występuje pełny zespół alergii jamy ustnej, napady astmy, zaostrzenia nieżytu nosa, biegunki, wymioty i świąd skóry. Do bardzo rzadkich efektów alergii należą objawy neurologiczne oraz tworzenie się owrzodzeń w jamie ustnej. Może także dojść do wstrząsu anafilaktycznego, który zagraża życiu. Czas od spożycia orzeszków do wystąpienia reakcji waha się od kilku minut do kilku godzin.

Warto wiedzieć, że alergia na orzeszki ziemne zwiększa ryzyko rozwoju alergii krzyżowej z innymi nasionami roślin strączkowych, szczególnie z soją oraz orzechami.

Po orzechy arachidowe nie powinny sięgać osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy czy Hashimoto nie są polecane rośliny strączkowe, w tym fistaszki, które zawierają związki goitrogenne powodujące wzrost reakcji autoimmunologicznych.

Specjaliści podkreślają, że ilość orzechów arachidowych w diecie powinna być umiarkowana. Zbyt duże spożycie fistaszków, a co za tym idzie kwasu fitynowego, może utrudniać wchłanianie żelaza, cynku czy wapnia przez organizm. Orzechy – także ziemne – zawierają aflatoksynę B1, czynnik rakotwórczy dla wątroby. Przeprowadzone badania pozwalają sądzić, że umiarkowane spożycie orzechów w zdrowej diecie jest bezpieczne.


źródło: www.mp.pldietetycy.org.pl

Dom i wnętrze Lifestyle

„Po drugie nie poddawaj się. Mnie lekarz dał trzy miesiące życia”. Dekalog chorującej na raka

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
9 maja 2021

„Miałam 26 lat, dwuletnią córeczkę, męża. Myślałam o tym, jak żyć, a nie o tym, jak umierać” mówi Barbara Górska, założycielka Stowarzyszenia Na Rzecz Walki z Rakiem Jajnika Niebieski Motyl.

Po pierwsze: lekarz nie zawsze ma rację

Jest jesień 2011 roku, dziwnie się czuję. Boli mnie brzuch, plecy, mam wzdęcia. Zapisuję się na usg. Lekarz myśli, że to może ciąża. Ale ciąży nie ma. Zostaję odesłana do internisty. „To stres, proszę kupić sobie ziołowe tabletki na uspokojenie”. Próbuję powiedzieć, że naprawdę źle się czuję. „Taka młoda, a już nie chce jej się pracować” lekarka mruczy pod nosem.

W maju 2012 roku jest ze mną źle. Gorzej funkcjonuję, nie mogę się wyprostować. Wracam do mojego ginekologa. Tym razem zabiera mnie na oddział w szpitalu, robi  badanie. „Tak, widzę coś na lewym jajniku, proszę porobić badania i wrócić”. Tyle.

Jesteśmy na spacerze z córką, mijamy szpital. Znów mnie boli, znów jestem słaba, wchodzę na SOR, nie wytrzymam dłużej.

Lekarz, po zrobieniu mi usg, ma poważną minę: „Pani tak szybko już stąd nie wyjdzie”. Kierują mnie na oddział. Kilka dni później konsylium lekarskie.

„Sytuacja jest taka, że może pani stracić jeden jajnik. Może pani też stracić oba” słyszę.

„Czyli w najgorszym razie nie będę mogła mieć więcej dzieci?” próbuję zrozumieć.

„Nie, to nie jest dla pani najgorsza opcja”.

Wracam do sali i czuję się, jak w matrixie. Przed chwilą nic mi nie było. Wymyślałam.

Po operacji jest przy mnie mąż. To on mi mówi, że wszystko mi wycięli. Badanie histopatologiczne potwierdza raka.

Po drugie: jeśli się poddasz, masz mniejsze szanse

Operacja, chemia. Wydaje mi się, że na tym koniec, wrócę do życia. Ale już uczę się funkcjonowania w nieprzewidywalności. W tym samym dniu po pierwszej operacji, krwotok wewnętrzny, trzeba otworzyć brzuch drugi raz i zatamować krwawienie. Akurat nie ma przy mnie bliskich, pielęgniarka pozwala mi zadzwonić. Nie pamiętam żadnego numeru, w końcu udaje mi się zadzwonić do mamy. Żegnam się z nią. Potem będę to robić jeszcze nie raz.

Piszę listy do córki: na komunię, na osiemnastkę, na ślub. Chcę, żeby niezależnie od tego, co będzie, wiedziała, że jestem przy niej.

Po niecałym roku od skończenia pierwszej chemii mam wznowę. Choć markery w normie, lekarze znajdują guza. Znów przechodzę to samo. Operacja i chemia.

Kilka miesięcy spokoju i znów wznowa. Kolejny guz na otrzewnej.

Wtedy słyszę: „Nie podejmę się tej operacji. Guz jest bardzo źle usytuowany, między żyłą główną a aortą. Zostało pani trzy miesiące życia”.

Nie słucham tego, jestem nastawiona na walkę. Jeżdżę z mężem od ośrodka do ośrodka. Lekarz z Bydgoszczy mówi, że podejmie się operacji. Szczęśliwa wracam do swojego lekarza. Wzrusza ramionami. „Jeśli pani chce być kaleką do końca życia, pani wybór, ale może lepiej pożyć kilka miesięcy w lepszej formie”.

Ale ta operacja ratuje mi życie. Nie ma znaczenia, że budzę się z potwornym bólem, z poprzyczepianymi drenami, workami. Nie ma znaczenia, że w szpitalu słyszę, że mogę zostać  nawet kilka miesięcy, bo tyle czasu zajmuje powrót do formy. Walczę każdego dnia. Dziś się wyprostuję, następnego dnia wstanę, kolejnego pójdę na wyprawę na korytarz. W tych wyprawach towarzyszy mi mąż: niesie za mną worki i dreny. Wspiera.

Tydzień później obwiązuje się pasem i jestem gotowa do wyjścia. Do domu wracamy ponad 200 kilometrów, śmieje się potem, że dzięki chorobie wiem, jak zły jest stan polskich dróg. Dosłownie czułam, jak mi wszystko w brzuchu skacze.

Po trzecie: nie trać czasu, szukaj dobrego ośrodka

Podczas choroby błądzę, nie mam wiedzy. Gubię się, jaka chemia jest dobra, który lekarz, ośrodek. Po którejś wznowie podają mi niewłaściwą chemię, potem kolejni lekarze będą się dziwić. „Ale dlaczego akurat ta chemia?”. Nie potrafię odpowiedzieć. Później się dowiem, że nie musimy godzić się na wszystko, mamy prawo szukać empatycznego lekarza, mamy prawo do informacji, do zmiany szpitala. Mamy prawo, bo walczymy o siebie.

2013 rok, na żebrach mam przesuwalną zmianę. „To tłuszczak, proszę przestać wszędzie widzieć raka” słyszę. Chodzę z tym kolejne trzy lata. W końcu idę wyciąć to na własną rękę. Okazuje się, że to przerzut.

Po czwarte: uwierz, wsparcie jest potrzebne

Już to wiem. Dlatego zakładam Stowarzyszenie Niebieski Motyl, chcę pomagać kobietom w sytuacji podobnej do mojej, chcę, żeby nie czuły się same, zagubione, bezradne. Jest nas więcej! Każde życie jest bezcenne.

Operacje, chemie, badania, walka o nierefundowane leki. Chore tuż po diagnozie są zagubione, dlatego wspólnie z pomagającymi mi dziewczynami stawiamy na współpracę ze specjalistami : onkologami, ginekologami, psychoonkologami, seksuologami, rehabilitantami etc.

Mamy swoją grupę na Facebooku „Motyle w brzuchu, coś dla ciała i ducha”, przeznaczoną przede wszystkim dla chorych kobiet, ale również osób wspieracących. Dzięki temu nigdy nie jesteśmy same. Możemy liczyć na wsparcie, radę czy dobre słowo w każdym momencie.

Po piąte: nikt nie jest silny zawsze, chory też

Czasem czuję tak wielki ból, że nie jestem w stanie go znieść  Mam paraliż nerwu, drętwienie w palcach, brak czucia. Muszę odstawić taxol, bo organizm się buntuję, nie śpię nocami, mam wrażenie, że ktoś rozrywa mi kości.

Przez dziesięć lat leczenia mam różne stany, nie wstydzę się tego, są częścią mojego życia. Chociaż kiedyś nie dawałam sobie prawda do słabości, wciąż jestem pracoholiczką, jeśli coś obiecuję, zrobię zawsze.

Wolę się skupiać na pracy niż na bólu. Pomaganiu a nie analizowaniu siebie.

Ale już nie przyklejam na siłę uśmiechu, nie zapewniam otaczających mi bliskich, że jest dobrze i jestem silna.

Najgorsza dla mnie jest utarta włosów, więcej tego nie przejdę. Po pierwszej chemii weszłam do wanny i nagle zorientowałam się, że pływam we własnych włosach. Dla mnie, symbolu kobiecości, siły.

Są rzeczy, na które nigdy nie będziemy przygotowane. Do których nigdy się nie przyzwyczaimy i nie zaakceptujemy.

Po szóste: nie czuj się winna

Że bliscy cierpią przez ciebie. Że nie  jesteś taką matką jakbyś chciała, bo choroba jest waszą codziennością. Że bywają okresy, gdy znikasz w szpitalu i masz osobistą walkę, gdzie nie możesz wpuścić innych. Że nie zawsze masz siłę się bawić, zrobić lekcję, wyjść na spacer.

Moja córka kiedyś powiedziała: „Już dość o tym umieraniu”, miała wtedy kilka lat i nikt przy niej o umieraniu nie rozmawiał, ale dzieci czują więcej niż nam się wydaje.

Też nieraz walczę z poczuciem winy, córka jest poważniejsza niż rówieśnicy. Ktoś kiedyś jej powiedziałam: „A twoja mama umiera na raka”.

Piękna była jej odpowiedź: „Nie, ona nie umiera na raka. Ona ma nowotwór złośliwy jajnika i walczy z nim”.

Po siódme: nastaw się na zwroty akcji

Bo nowotwór jest jak jazda na rowerze z zawiązanymi oczami, nie wiesz, co cię czeka za chwilę. Jedna z lekarek powiedziała, że nie wie, co ma ze mną zrobić, bo nie jestem książkowym przypadkiem. Mnie to już nawet nie dziwi.

Po ósme: normalność nas ratuje

Ludzie się boją rozmawiać z nami o raku. O nie- raku też się boją rozmawiać, bo nie wiedzą, czy my tego chcemy. Tak, większość z nas tak. Ja chcę. U nas w domu choroba nie jest tematem numer jeden. Rozmawiam z mężem, co zjemy na obiad, jak spędzimy wieczór, w co zagramy. Żyjemy. I tej normalności się trzymam od dziesięciu lat. Dlatego wciąż jestem na etacie, a podczas bezsennych nocy pracuję. Piszę wnioski o dofinansowania, odpisuję pacjentkom, planuję warsztaty wyjazdowe.

Po dziewiąte: zajmij myśli

Normalnością, pomaganiem, życiem. Rak to nie wyrok. To coraz częściej przewlekła choroba. I my też walczymy o to, żeby nie był traktowany, jak wyrok. Przez diagnozę nie przestajesz być człowiekiem, kobietą, żoną, matką, sobą. Uczysz się doceniać chwile, ale wciąż masz marzenia, plany, które trzeba realizować.

Jeśli myśli będą tylko w chorobie- to ona cię pokona, ściągnie w dół.

Po dziesiąte: tak, boimy się śmierci, to nieuniknione

Strach bywa straszny i dławiący. Nie możesz oddychać. Żegnałam się już z mężem, rodzicami, planowałam ich życie beze mnie.

Im bardziej oswajam śmierć, tym bliżej życia jestem.

A potem wracam do siebie. Do pracy. I nie tracę nadziei. Jest tyle do zrobienia.

Parę tygodni temu powstał cudowny poradnik, oparty na historiach wyjątkowych kobiet – Motyli, które nie dają się diagnozie. Można go znaleźć pod linkiem :

https://niebieskimotyl.pl/moj-everest-historie-prawdziwe/

 


Zobacz także

W życiu są dwie strategie. Napotykając trudności można się załamać lub wyciągnąć z tego doświadczenia niesamowitą siłę

Akcja #ListdoNiego

Regulamin akcji #ListdoNiego

12 kroków, by nasze życie było zgodne z filozofią ZEN

Od dziś będę żyć lepiej. 12 kroków, by nasze życie było zgodne z filozofią ZEN