Kilka szalenie trudnych pytań, które musisz sobie zadać, zanim powiesz „kocham”

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 grudnia 2017
Fot. iStock/vernonwiley
Fot. iStock/vernonwiley
 

Miłość! Czasem przychodzi nagle i niespodziewanie, innym razem rodzi się powoli na przestrzeni lat. Zanim powiesz komuś „kocham cię”, zainwestujesz w relację czas, zaangażujesz serce i emocje, powinnaś odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań. Odpowiedzi ułatwią ci podjęcie decyzji, czy masz przed sobą człowieka, który zasługuje na takie wyznanie. 

Jak czuję się sama ze sobą, gdy on jest obok mnie?

Bo tak naprawdę nie chodzi tylko o to, jak się czujesz. Odpowiedź na pytanie: „Jak czuję się sama ze sobą, gdy on jest obok mnie?” pozwala sprawdzić, jak jesteś traktowana. Jeśli ktoś wspiera i dba o ciebie, a także związek, zamiast kontrolować, będziesz czuć się dobrze sama ze sobą, ponieważ ten człowiek stworzył dla ciebie bezpieczną przestrzeń. A więc warunki, w których ludzie i związki się rozwijają. Jeśli ktoś krytykuje, osądza, kontroluje, nie akceptuje i nie wspiera, będziesz czuła się źle sama ze sobą, swoimi wyborami i marzeniami.

Czy on jest uważny?

Zastanów się, czy jest dla niego ważne to, co mówisz i robisz. Pamięta o głupotach, które mu opowiadałaś i które pozwalają zbudować pełny obraz ciebie? To widać w drobnych gestach, codziennych przekomarzaniach i upominkach. Jeżeli on uważnie obserwuje ciebie i waszą relację, będziesz to czuła.

Czy on mnie wspiera?

Kibicuje mi czy może wprowadza rywalizację? To ma ogromne znaczenie. Zastanów się, jak reaguje na twoje sukcesy, plany i marzenia. Jeżeli widzisz, że woli z tobą konkurować, w związku będzie cię poniżał i deprymował, zamiast wspierać i mobilizować do działania. Wydaje ci się, że jest w porządku, bo mówi „gratuluję” lub „dobra robota”? Zadaj sobie pytanie: „JAK mnie wspiera?”, a wtedy będziesz wiedziała, czy faktycznie tak jest.

Czy on mnie dotyka?

Większość z nas potrzebuje w relacji przytulania, głaskania, zwykłego dotyku. Niby nic, a daje ogromne poczucie bliskości. Jeżeli należysz do jednej z tych osób, zastanów się, czy on również. Jeśli nie lubi takiej formy bliskości, na dłuższą metę może być ci bardzo trudno to znieść.

W jaki sposób on się z tobą kłóci?

Kłótnie będą, to masz zagwarantowane. Nie ma w nich nic złego, pod warunkiem, że kłócimy się we właściwy sposób i zachowujemy szacunek dla drugiej osoby. Jeżeli on rzuca talerzami, wyzywa cię, wali drzwiami, a potem znika na kilka dni lub wprowadza ciche dni, potraktuj to jako znak ostrzegawczy.

W jaki sposób on dba o siebie?

Nie chodzi tylko o to, jak często strzyże włosy, jakich perfum używa, czy myje się dwa razy dziennie i pamięta o nitce dentystycznej, chociaż higiena osobista jest szalenie ważna. Chodzi o to, w jaki sposób podchodzi do swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, ponieważ jego kondycja i podejście do tych spraw oddziaływują bezpośrednio na ciebie. Zastanów się, jak podchodzi do pracy, czy potrafi zapanować nad stresem, w jaki sposób się relaksuje i wycisza.

Jak często mówi „ja”?

Każdy z nas ma prawo głośno mówić o swoich pragnieniach i potrzebach. Jeżeli jednak on skupia się głównie na sobie, swoich emocjach i uczuciach, z waszego związku będzie jedynie czerpał, nie dają ci nic w zamian.

Czy jest dla ciebie dobry?

Zwykłe „tak” nie wystarczy. Weź kartkę i pisz. Jakie zachowania, gesty i słowa pozwalają ci stwierdzić, że jest dla ciebie dobry. Jeśli nie uda ci się wypisać zbyt wielu pozycji, wstrzymaj się z deklaracjami.

Czy z tym człowiekiem uda mi się coś zbudować?

To fundamentalne pytanie, ponieważ właśnie o fundamenty waszego związku chodzi. To na nich będzie stała cała, misterna konstrukcja. Być może teraz jesteś podekscytowana jego charyzmą i chemią, która między wami jest. Pytanie tylko, czy to wystarczy, żeby zbudować cokolwiek. Czy on posiada narzędzia i odpowiednie umiejętności? Czy macie już za sobą jakieś trudne doświadczenia, które wspólnie przezwyciężyliście? Które was, jako parę, wzmocniły i scaliły?

To trudne pytania, bo i decyzja o wejściu w poważny związek nie należy do najłatwiejszych. Nie spiesz się.

Jeżeli twoje odpowiedzi będą miały pozytywny wydźwięk, jesteś szczęściarą. Właśnie doświadczasz prawdziwej, zdrowej miłości.

Źródło: Psychology Today


Czego absolutnie nie powinnaś robić, jeśli zauważyłaś u siebie pierwsze objawy depresji

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 grudnia 2017
Fot. iStock/ByeByeTokyo
Fot. iStock/ByeByeTokyo
 

Depresja – wywraca życie do góry nogami, tłamsi i odbiera wszelkie chęci do życia. Niezależnie od tego, czy dopiero zauważyłaś u siebie pierwsze objawy, czy może korzystasz już z pomocy psychiatry lub psychologa, powinnaś zadbać o swoje nawyki. To, co robimy i jak się zachowujemy, ma ogromny wpływ na przebieg wychodzenia z depresji. Chociaż teraz wyda ci się to bardzo trudne, musisz wziąć życie w swoje ręce. Dzięki tym wskazówkom, łatwiej będzie ci stanąć na nogi. Wcielenie ich w życie na stałe, pozwoli ci też uniknąć depresji w przyszłości. 

Przestań oglądać wiadomości

Nie chodzi o to, żebyś odcięła się od świata i nie interesowała się tym, co dzieje się w kraju i na świecie, jednak uważne oglądanie wiadomości i czytanie newsów w Internecie często bardzo negatywnie wpływa na naszą psychikę. Nie brakuje bowiem newsów o ludzkich tragediach, kataklizmach, maltretowanych dzieciach i śmiertelnych chorobach. Wszystko to może sprawić, że będziesz jeszcze bardziej przygnębiona i zaniepokojona. Wyjątek? Zabawne filmiki ze zwierzętami. One działają wyjątkowo kojąco.

Nie odpalaj Facebooka

Jeszcze tego brakuje, żebyś teraz oglądała cudowne zdjęcia (często nieprawdziwe i zrobione na pokaz) swoich szczęśliwych i spełnionych znajomych. Kaśka spodziewa się kolejnego dziecka, Iza dostała awans i właśnie świętuje, a Tomek i Ania jak zwykle nierozłączni – tym razem na wakacjach w Dubaju. Jest niemal pewne, że po serii takich wiadomości natychmiast poczujesz się jeszcze gorzej.

Unikaj ciemności

Najchętniej zasłoniłabyś okna i siedziała w tej ciemności. To bardzo często spotykane. Musisz jednak wiedzieć, że słońce ma zbawienny wpływ na nasze samopoczucie. Dzięki niemu w organizmie wzrasta poziom serotoniny, hormonu szczęścia. To może być dla ciebie trudne, ale staraj się jak najczęściej wystawiać twarz na działanie promieni słonecznych. Po prostu, dla własnego dobra. Nawet gdy za oknem jest szaro i ponuro, rozsuń zasłony. Ciemność bywa przerażająca…

Kontroluj jedzenie

Zastanów się, jak aktualnie wygląda twoja dieta. Być może zajadasz smutki, co może skończyć się szybkim przyrostem masy ciała i kolejnym powodem do niezadowolenie z siebie. A może przeciwnie – nie jesz nic i znikasz w oczach. Niezależnie od tego, która opcja dotyczy ciebie, musisz nad tym popracować. Co więcej, zdrowa, pełnowartościowa dieta wspomaga leczenie.

Nie pij alkoholu

Wiem, to bardzo prosty i skuteczny sposób, żeby na chwilę poprawić sobie humor, wyłączyć się i zapomnieć o problemach. Jest to jednak prosta droga do alkoholizmu, a jeszcze tylko tego ci potrzeba. Nawet jeśli przez chwilę poczujesz się lepiej po butelce wina, twoje lęki powrócą ze zdwojoną siła szybciej niż myślisz.

Nie rezygnuj z ćwiczeń

Ostatnie na co masz teraz ochotę, to ćwiczenia, ale aktywność fizyczna podnosi poziom endorfin. To właśnie dzięki nim mamy dobry nastrój po treningu. W ogóle najlepiej byłoby, gdybyś poszła na siłownię. Kontakt z innymi ludzi, który są radośni i aktywni dobrze ci zrobi.

Nie przestawaj o siebie dbać

Nawet jeśli nie musisz dziś wychodzić z domu i z nikim się spotkać, zadbaj o swój wygląd. Weź gorący prysznic, dokładnie wyszoruj zęby, ułóż włosy i zrób makijaż. Takie pierdoły potrafią poprawić samopoczucie i myślenie o sobie. A nuż jednak wyjdziesz i usłyszysz jakiś miły komplement?

Nie unikaj znajomych

Pewnie nie masz ochoty, żeby z kimś się spotykać. To sygnał, że dzieje się z tobą coś niedobrego. Powinnaś zadziałać kompletnie na odwrót – umówić się ze znajomymi o otwarcie powiedzieć, że potrzebujesz pomocy. Jedynymi osobami, których powinnaś unikać, są ci, którzy jeszcze bardziej cię dołują.

Nie przestawaj być wdzięczna

Z pewnością spotkało cię w życiu wiele dobrych rzeczy. Może wynikały ze zwykłego szczęścia, może sama na coś ciężko zapracowałaś. Weź kartkę i napisz, za co jesteś wdzięczna sobie samej i życiu tak w ogóle.

Nie przestawaj pomagać

Masz poczucie, że tylko ty wyciągasz zawsze do wszystkich pomocną dłoń i nic nie dostajesz w zamian? Przestań oczekiwać i zacznij czerpać radość z dawania. Praca w ramach wolontariatu lub pomoc znajomym może ci bardzo pomóc w poprawie samopoczucia i samooceny.

Nie przerywaj leczenia na własną rękę

Jeżeli lekarz zdiagnozował u ciebie depresję, nie odstawiaj sama leków tylko dlatego, że nie pomogły z dnia na dzień lub zauważyłaś u siebie chwilową poprawę. Tylko lekarz może zadecydować o odstawieniu lub zmianie leków antydepresyjnych. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, w której wystąpiły u ciebie poważne skutki uboczne.

Źródło: Your Tango


„Wydamy Stanisławę jak najszybciej za mąż za 10 lat starszego kuzyna. Najważniejsze, żeby jego majątek nie przepadł i pozostał w rodzinie”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
1 grudnia 2017
Fot, iStock/hipokrat
Fot, iStock/hipokrat
 

Bruno napisał do mnie w niedzielę z samego rana: „Cześć, chciałbym opowiedzieć Ci o mojej babci. To będzie historia w temacie silnych kobiet. Kobiet, zmuszanych do ślubów, tak żeby majątek pozostał w rodzinie. Kobiet samotnie wychowujących dzieci. Kobiet ciężko pracujących. Czy to było by dla Ciebie interesujące? Taka kobieta z przeszłości?”.

Bruno to niezwykle konkretny ale i ciepły facet, znamy się jeszcze z dawnych, bardzo dawnych czasów. W piątek umówiliśmy się w gliwickim Kafo. Bruno jak zawsze przygotowany, przyszedł z zeszytem, w którym jego mama spisała historię swojej mamy. (Ach, jak mnie korciło, żeby zajrzeć do tego zeszytu, ale czułam, że to trochę taka pamiątka rodzinna jest i być może nie wypada o to poprosić…)

Łyk kawy i zaczynamy … (w tle słychać wczesno południowy gwar gliwickiej kawiarni)

„Niezwykle konkretna, ale też przerywana chwilami wzruszenia opowieść o babci Stanisławie”*

Babcia Stanisława to mama mamy Bruna. Była najmłodszą córką w rodzinie. Jej ojciec zmarł na epidemię cholery. Mieszkali we Lwowie.

Z dzieciństwa babcia Stanisława zapamiętała następujące zdarzenie: upalne lato (ale to równie dobrze mógł być pachnący babim latem ciepły wrzesień, taki jaki nie trafił nam się w tym roku…). Ojczym, (który przepił potem część majątku rodzinnego) kupił swojej czwórce dzieci czekoladę. (Starszym-pasierbom nic nie kupił.) Czekolada topi się w dłoniach. Pachnie oszałamiająco. Dzieci wyrywają ją sobie głośno krzycząc:

– Ja, ja pierwsza! Tato! A ona ugryzła więcej!

Stanisława stoi z boku, jej wolno co najwyżej zlizać resztki czekolady z dłoni tamtych dzieci. Wdycha mocny czekoladowy zapach, który pozostał po niespełnionej uczcie.

Dzieci ojczyma mają własne obuwie, a siostry babci Stanisławy jedne buty na spółkę.

Nie starcza też pieniędzy na edukację Stanisławy. Dziewczyna zalicza zatem tylko siedem klas szkoły podstawowej. I kiedy kończy 18 lat – zapada decyzja.

– Wydamy Stanisławę jak najszybciej za mąż za 10 lat starszego kuzyna. Najważniejsze, żeby jego majątek nie przepadł i pozostał w rodzinie.

Kuzyn jest bardzo blisko spokrewniony, trzeba zatem prosić o zgodę biskupa. Jest wdowcem i ma jednego syna. Stanisława szybko rodzi mu dwójkę kolejnych dzieci, które niestety w wieku kilku lat umierają. Umiera też mąż. Stanisława bardzo to przeżywa.

Cóż było robić? Rodzina wydaje Stanisławę za mąż po raz drugi. I znowu trzeba prosić biskupa o zgodę!

I w tym przypadku również za kuzyna (ale tym razem o 9 lat młodszego). Rodzi się pierwsze dziecko – dziewczynka. Drugie… Co za pech! Też dziewczynka (mama Bruna). Mąż Stanisławy rozczarowany brakiem syna odchodzi i znika na długo.

Jest rok 1943. Środek wojny. Przez Lwów przechodzi zawierucha wojenna. Stanisława zostaje sama z dwójką swoich dzieci i z pasierbem, a także z niedosłyszącą panną z dzieckiem, którą przygarnęła jeszcze wcześniej jako zamożna żona pierwszego kuzyna.

I to jest właśnie początek tworzenia się niezwykle silnych kobiecych relacji. Stanisława, jej dzieci, pasierb i niania (bo taka rola przypadła niedosłyszącej pannie z dzieckiem) tworzą w pewnym sensie rodzinę. Dobrze zorganizowaną i silną społeczność, której nic -jak się potem okaże – nie jest w stanie złamać (w tym samym czasie mąż Stanisławy, który ma lekką rękę do pieniędzy, przegrywa w kasynie resztki majątku).

Wojna się kończy. Stanisława jako głowa rodziny musi zdecydować co robić dalej.

– Jedziemy do Polski.

Kobiety w ciągu godziny pakują cały dobytek i wsiadają do pociągu. Mama Bruna dokładnie pamięta, że zabrały między innymi – dokumenty, pierzynę, trzy garnki i jeden kubek.

(A ja słyszę miarowy stukot pociągu. Jadą stłoczone w wagonach, którymi przed wojną przewożono bydło. Ciche zwierzenia, kołysanka nucona dziecku, stłumiony płacz i tęsknota – kobiecy rytm wystukiwany z pokolenia na pokolenie.)

Po kilku tygodniach wysiadają na stacji w Gorzowie Wielkopolskim. Szybko znajdują miejsce do dalszego życia. Opuszczony po zawierusze wojennej szpital. Mama Bruna wspomina, jak z dzieciakami skakała po łóżkach i biegała po szpitalnych korytarzach.

Po krótkim czasie dojeżdża kolejna rodzina – siostry babci z dziećmi. Kobiecy klan rośnie w siłę, babcia znajduje pracę, powoli urządzają się. Niestety zła królowa przypomina sobie o istnieniu Stanisławy. Teściowa wraca na Śląsk do Gliwic, przejmuje poniemiecki dom i wysyła swojego syna po żonę i dzieci.

Ale happy end (i żyli długo i szczęśliwie) i tym razem nie następuje. Mąż Stanisławy przywozi rodzinę do Gliwic a potem ucieka na dobre po raz drugi . Kobiety zostają w pustym mieszkaniu w Gliwicach. Bez mebli, bez pieniędzy i bez pracy. Stanisława zraniona i rozczarowana (a może po prostu wściekła na facetów?) postanawia już nigdy nie wyjść za mąż.

– Ale czy dotrzyma obietnicy? – pytam niespokojnie Bruna ale on uśmiecha się znacząco.

– Wciąż była ciepłą i czułą kobietą ale tylko dla dzieci i innych kobiet. – odpowiada wymijająco Bruno.

Życie tymczasem toczy się dalej swoim rytmem… Stanisława dostaje pracę na kolei. Przejmuje kiosk pod dworcem i wkrótce zostaje szefową.

– W latach pięćdziesiątych to była ważna rola, ale babcia harowała od rana do nocy – mówi Bruno.

Czwarta rano, kamienica w Gliwicach-Zatorzu. Stanisława w długiej nocnej koszuli rozpala w piecu, a potem nastawia czajnik na ciepłą herbatę. Budzą się pozostałe kobiety.

– Mama opowiadała, że nie miały w domu zegarka, więc codziennie sprawdzały godzinę u stróża w składzie węgla – kontynuuje Bruno.

(Widzę je jak wychodzą przed dom zaspane i trochę nieprzytomne. Ulicą ciągnie się dym z rozpalanych właśnie pieców. W zimie jest to przecież środek nocy, otacza je całkowita ciemność. Słychać stukot pociągów i z oddali nieco niewyraźną zapowiedź przez megafon: pociąg osobowy do…)

Babcia pakuje śniadanie do pracy. Niania zostaje z dziećmi. To taki codzienny kobiecy znój. Silne i niezależne kobiety, radzące sobie z wojną, ale i z życiem. Kobiety same, bo bez mężczyzn, ale nie samotne, bo były przecież razem.

– Babcia ciężkie życie przypłaciła na starość gruźlicą. Bywała w sanatoriach, miała wielu adoratorów. Była przecież bardzo elegancką i zadbaną, ale też skromną kobietą. Podawała swoim adoratorom zły adres, a potem wycinała ich ze zdjęć – śmieje się Bruno – Moja mama opowiadała, że babcia nigdy ich do siebie nie dopuszczała bliżej niż na pocałunek dłoni.

Ale jest i w końcu wyczekiwany happy end! Na starość Stanisława zakochała się w starszym i bardzo porządnym panu. Wzięli ślub i byli szczęśliwi. Piękny i bardzo ludzki koniec tej historii. Historii o gigantycznym sile kobiecej i o budowaniu dobrych kobiecych relacji.

Bo w tej opowieści jest jeszcze jedna bardzo ważna osoba. Niania Józia (czyli niedosłysząca panna z dzieckiem, która przez kilkadziesiąt lat była z rodziną). Była jej dobrym duchem, w kieszeniach fartucha nosiła cukierki dla dzieci, wymyślała dzieciom śmieszne przydomki i śmiała się głośno.

– Zawsze spokojna i uśmiechnięta. Ludzie lgnęli do niej jak ćmy do światła. Magiczna kobieta – opowiada Bruno.

Została w tym kobiecym klanie już do końca swoich dni. Były też inne kobiety. Blisko, bo na tym samym podwórku, mieszkała przez dłuższy czas siostra babci z dwiema córkami (podobno też z mężem, który był dobrym człowiekiem ale w tej opowieści silna energia kobieca sprawiła, że stanowił jedynie dla niej tło).

Dom pełen kobiet.

Samotność przez te wszystkie lata wojny, ale też trudu i znoju codziennego byłaby nie do zniesienia więc stworzyły silną wspierającą się grupę kobiet. One na szczęście były zawsze razem.

Mama Bruna pozostała zresztą wierna temu schematowi. Bruno pamięta jak pomieszkiwała u nich samotna koleżanka mamy, potem inna ciotka, której oddano na czas choroby pokój. I jeszcze jakaś znajoma, którą pobił mąż. Bo kobiety przecież pomagają sobie nawzajem! Babcia Stanisława do końca trzymała wysoko uniesioną gardę. Całe życie mimo biedy i ciężkiej pracy była elegancką kobietą. Przed śmiercią poprosiła swoją córkę

– Pamiętaj córeczko, żeby mnie ładnie ubrać zanim po mnie przyjdą.

Pani Stanisławo, jestem pod wielkim wrażeniem pani siły i sprawczości!

….

Może w byciu silną chodzi o to żeby trzymać się swojej drogi i mimo przeciwności losu nie zbaczać z niej? Ale też tworzyć dobre relacje? Wspierać się? Być razem?

Bruno, dzięki za męską opowieść o silnej i niezwykłej kobiecie!

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska.

*Wiele faktów wymaga jeszcze doprecyzowania, przepraszam zatem głównie Bruna za nieścisłości. Mam nadzieję, że historia o babci Stanisławie stanie się częścią naszej książki o poszukiwaniu siły kobiecej.


Zobacz także

Fotomontaż: Pixabay / kaicho20 / Olichel / thetruthpreneur / Greyerbaby / langll /

„Tolerowałam homoseksualność pod warunkiem, że mnie ona w żadnej sposób nie dotyka. Aż syn spytał: Co byście zrobili, jakbym powiedział, że jestem gejem?”

Fot. Unsplash/Malcolm Green / CCO

Dotknęłam kiedyś miłości… Lubię wtulać się czasem w twoje ramię, tak bezczelnie i bezkarnie znów być na chwilę blisko

Wyznanie singla

Czego mężczyzna szuka w kobiecie? Wyznanie singla