Lifestyle

„60-latka nie jest stara. Przestańcie!” Gdzie zatem zaczyna się starość?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
18 listopada 2021
fot. insta_photos/iStock
 

Kojarzycie Magdę Kostyszyn? Inaczej Chujowa Pani Domu, blogerka, instagramerka, autorka książki „Też tak mam”. Ostatnio udzieliła wywiadu w „Newsweeku”, który to wywiad redakcja tygodnika opublikowała na swoim profilu. Rozpętała się burza.

Wytłumaczę. Magda (rocznik 1987) powiedziała, że jest szczęśliwa, bo napisała do niej starsza, 60-letnia kobieta, że dzięki niej zrozumiała, że nie musi robić mężowi codziennie kanapek.

Co odczytaliśmy z tej wypowiedzi (przynajmniej wnioskując z komentarzy pod tekstem)? Że oto Chujowa Pani Domu jest niepoprawna politycznie, pokazuje swoją wyższość, stawia się na piedestale. Oto ona edukuje staruszki. Dobry boże. Przecież 60-latka to młoda osoba, dobra, dojrzała. Ale starsza pani??? Nie, my się na to nie godzimy.

Na dowód tego Facebook został „zalany” przez zdjęcia zirytowanych 70-latek i 60-latek, piszących „czuję się młoda”.

Na początku oniemiałam. Co z nami nie tak?

Magda Kostyszyn udzieliła fajnego wywiadu, ale my złapaliśmy się tej nieszczęsnej sześćdziesiątki. Czy dla 34-letniej kobiety 60-latka nie ma prawa być starszą kobietą?

Spytałam szesnastoletniego prawie syna, w którym momencie, jego zdaniem zaczyna się starość. – 50– 60 lat – odpowiedział.

Czy powinnam go od razu pouczyć, żeby tak nie mówił, bo to niepoprawne politycznie? Obrazić się, bo według niego za pięć lat sama przekroczę ten próg i stanę się już po prostu staruszką?

A przecież sama doskonale pamiętam, jak babcia powiedziała o kimś: „Taki młody człowiek, tak szybko umarł. Miał tylko 52 lata”. Niemal nie parsknęłam śmiechem. Miałam 17 lat i i za młodych nie uważałam nawet trzydziestolatków, bo pamiętam, jak poznałam trzydziestolatka to myślałam, że to już starszy, dojrzały facet.

Mamy jakąś obsesję…

Przerażającą obsesję bycia młodymi i obrażamy się, gdy ktoś oszpeca nas przymiotnikiem „starsza”. Czy naprawdę nie pamiętamy, jak same byłyśmy młode? To prawo natury. Dla trzydziestolatki sześćdziesięciolatka jest starszą osobą, dla osiemdziesięciolatki– młodą. Nie będzie inaczej i żadna poprawność polityczna tego nie zmieni.

Z drugiej strony trudno nam się dziwić

Wszystkie chcemy jechać przez życie w przedziale: „młodość”. Bo to przedział, gdzie serwują najlepsze przekąski. Młoda to znaczy, że ma przed sobą świat, jest atrakcyjna, piękna, świeża, budzi wrażenie na mężczyznach i nigdy, przenigdy nikt jej nie powie: „jesteś na to za stara”.

Wiele z nas– mimo modnego teraz trendu na siwiznę– nie pozwoliłoby sobie na siwy włos głowie, to nas przeraża, bo oznacza wejście do świata niewidzialnego, w którym już nie dostaje się świetnej pracy, nie ma się dobrego seksu, nie jest się osobą pożądaną.

Możemy się o to kłócić…

…ale sporo z nas się tego boi, dlatego tak uparcie przesuwamy tę granicę dojrzałości. I rani nas, gdy ktoś mówi o sześćdziesięciolatce „starsza kobieta”.

Miałam 36 lat, gdy ktoś powiedział o mnie „stara”. Zszokowało i zabolało. Mam 45 lat i zarówno ja, jak i moje koleżanki szukamy swojego miejsca w „dojrzałości”. Czasem to jest cudownie proste, po czterdziestce zaczyna się dobry czas. Czas siły, mocy, przekonania, gdzie się chce być i z kim. Po pięćdziesiątce podobno jest jeszcze lepiej. Ale są też jakieś minusy. Nie wstydzę się powiedzieć, że ostatnio z koleżanką (w moim wieku) gapiłyśmy się na twarze kelnerek w okolicach dwudziestki.

– Ty widziałaś te gładkie czoła i policzki, nieskazitelną cerę? – jęknęła.
– Widziałam – zachichotałam.

Co tu dużo mówić, te dziewczyny jadą pierwszą klasą w przedziale „młodość”. Wszystkie tam byłyśmy. Wszystkie (jeśli nam się uda) będziemy dojrzałe, a potem stare. Też uważam, że należy szerzej otwierać drzwi kobietom. Mówić, że każdy wiek jest super, w każdym można wejść na szczyt, poznać miłość, otworzyć firmę, być szczęśliwą.

Ale nie oszukamy świata. Dla pewnych osób już jesteśmy starsze. 🙂

PS. Napisałam do Magdy Kostyszyn, odpowiedziała:

„Zaskoczyła mnie ta dyskusja, szczególnie, że pojawiła się pod wywiadem, w którym mówiłam o ważnych rzeczach: o nierównościach płacowych, braku solidarności, presji, którą narzuca się kobietom. Tymczasem czytelnicy skupili się na tym, że nazwałam panią po „60” starszą panią. Nie miałam złych intencji i absolutnie nie chciałam nikogo urazić, zresztą, jeśli ufać definicji, wiek podeszły określany jest jako przedział wiekowy od 60 lat wzwyż”.

PS. 2 W sumie może powinniśmy zacząć od zmiany definicji. Ale w takim razie, jak ją zmienić? Gdzie zaczyna się starość?:)


Lifestyle

5 mitów o otyłości, które słyszymy (i powtarzamy) najczęściej

Redakcja
Redakcja
18 listopada 2021
fot. cesar fernandez dominguez/istock
 

Otyłość jest chorobą, którą wielu Polaków nadal lekceważy. W postrzeganiu większości społeczeństwa pozostaje ona wyłączenie defektem estetycznym czy problemem, z którym należy poradzić sobie samemu. Brak wiedzy, że otyłość to choroba przekłada się na sposób, w jaki patrzymy na pacjentów, obarczając ich winą za rozwój choroby. Aby przełamać bariery związane z chorobą otyłościową i zrozumieć jej prawdziwe przyczyny, a także możliwości leczenia obalamy 5 najczęściej powielanych mitów na temat tej choroby.

Mit 1: Otyłość to defekt estetyczny

Aż 80% osób z otyłością nie postrzega jej jako choroby, a jedynie jako defekt estetyczny1 wynika z badania realizowanego w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”. Otyłość, zgodnie z definicją American Medical Association, jest chorobą, ponieważ powoduje „upośledzenie normalnego funkcjonowania”.

U osób chorujących na otyłość dochodzi do rozwoju wielu nieprawidłowości i zaburzeń, które powodują m.in. zwiększone ryzyko cukrzycy typu 2., wzrost ciśnienia krwi, podniesienia poziomu cholesterolu oraz stłuszczenia wątroby. W opracowanej przez WHO Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych otyłość ma kod E66 – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, Katedra i Zakład Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości (PTLO).

Mit 2: Przyczyną otyłości są zawsze wybory dotyczące stylu życia

Zdecydowana większość osób łączy otyłość z niewłaściwymi wyborami żywieniowymi i brakiem aktywności fizycznej. Często słyszy się, że osoby chorujące na otyłość są leniwe lub brak im motywacji. Tymczasem otyłość to choroba wieloczynnikowa. Współczesna medycyna nie zna w pełni przyczyn jej rozwoju. Niewątpliwie nasz styl życia ma na jej powstanie istotny wpływ, ale wśród przyczyn otyłości należy przede wszystkim zwrócić uwagę na te czynniki, które predysponują do nadmiernej masy ciała, a zarazem w żaden sposób nie są zależne od pacjenta. Należą do nich m.in. czynniki genetyczne i epigenetyczne, płodowe, hormonalne, a także psychologiczne. Chociaż dieta i ćwiczenia fizyczne odgrywają istotną rolę, stres, zaburzenia snu, zaburzenia hormonalne i neurohormonalne czy przyjmowane leki również mogą wpływać na ryzyko wystąpienia otyłości.

Mit 3: Wystarczy jeść mniej i więcej się ruszać

Zmiana stylu życia nie jest jedyną metodą leczenia otyłości. Wielu pacjentów, mimo wysiłków i ogromnej pracy, nie jest w stanie samodzielnie redukować masy ciała do poziomu, który nie zagraża ich zdrowiu i życiu. Kluczem do rozpoczęcia leczenia jest świadomość, że otyłość to choroba. Pacjent powinien trafić do lekarza, który postawi diagnozę i zaproponuje odpowiednie leczenie. Wskazane jest też wsparcie procesu terapeutycznego przez dietetyka w zakresie edukacji żywieniowej, a także psychologa i niejednokrotnie fizjoterapeuty. Powszechna opinia, że leczenie otyłości zawsze polega tylko na zmianie nawyków żywieniowych oraz większej aktywności fizycznej, jest błędna i często nie przekłada się na osiągnięcie celu terapeutycznego – tłumaczy prof. Paweł Bogdański.

Mit 4: Miarą sukcesu jest liczba straconych kilogramów

Pacjenci często skupiają się na liczbie, jaka pojawia się na wadze. Jednak uznawanie „zgubionych” kilogramów za jedyną miarę sukcesu jest nie tylko niewłaściwe, ale także szkodliwe pod kątem psychologicznym. Może prowadzić do zwiększenia poziomu stresu, zaburzeń odżywiania i problemów z samooceną. Kluczem do długoterminowego sukcesu jest skupienie się na trwałej modyfikacji stylu życia i korzyściach wynikających z leczenia otyłości wyrażonych m. in. poprawa stanu zdrowia i samopoczucia oraz ochroną przed rozwojem licznych powikłań związanych z otyłością – wyjaśnia prof. Bogdański.

Badania sugerują, że skupienie się na wynikach neutralnych dla wagi, takich jak ciśnienie krwi, jakość diety, aktywność fizyczna, samoocena i obraz ciała jest bardziej efektywne.

Mit 5: To tylko dziecięcy tłuszczyk

Ponieważ wczesne dzieciństwo jest okresem szybkiego wzrostu i rozwoju, zakłada się, że małe dzieci, u których pojawia się nadwaga i otyłość, wcale nie pozostaną takie w wieku dorosłym. Często słyszymy, jak rodzice mówią, że „to tylko dziecięcy tłuszczyk”, że ich dzieci z tego wyrosną.

Chociaż otyłość w dzieciństwie nie zawsze skutkuje otyłością w wieku dorosłym, większość dzieci nie wyrasta z problemu nadwagi. Jak wynika z badań tylko około 17% dzieci w wieku przedszkolnym, które mają nadwagę lub chorują na otyłość, wraca do normalnej wagi do czasu rozpoczęcia nauki w gimnazjum. Otyłość w dzieciństwie jest głównym predykatorem tego, czy dana osoba stanie się dorosłym chorującym na otyłość. W porównaniu z chorobą występującą u dorosłych, konsekwencje otyłości, która zaczyna się w dzieciństwie, mogą być poważniejsze.

Rodzice dzieci chorujących na otyłość powinni umówić się z dzieckiem na wizytę u lekarza w celu postawienia rozpoznania i zaplanowania leczenia. Dodatkowo mogą pomóc poprzez dawanie dobrego przykładu. Kiedy rodzice są zaangażowani w promowanie zdrowych nawyków, dzieci mają większe szanse na sukces. Pamiętajmy, że dzieci zawsze obserwują dorosłych, a bycie dobrym przykładem uczy je, jak żyć zdrowiej, jednocześnie poprawiając ich relacje z jedzeniem i własnym ciałem – dodaje ekspert.


Lifestyle

Jak wygrać ze stereotypem matki umęczonej, uległej i sfrustrowanej?

Redakcja
Redakcja
18 listopada 2021

Nie od dziś wiadomo, że w macierzyństwie można się zatracić, tak na amen. Są kobiety, które przechodzą przez ten stan lekko, z umiarkowaniem. Natomiast, dla zdecydowanej większości kobiet, macierzyństwo jest „projektem życia”, który daje poczucie spełnienia i nadaje sens życiu, ale zabiera im wolność – tę mentalną, rzecz jasna.

Ta pułapka macierzyństwa dopadła i nas, Gabi i Sylwię, matki łącznie pięciorga dzieci. Żyłyśmy z dnia na dzień zaspokajając wyłącznie potrzeby rodziny. Tłumione emocje dawały ujście wieczorami, kiedy to frustracja i brak poczucia zrozumienia mąciły nasz spokój, burzyły oczekiwania względem macierzyństwa, wzniecały rozczarowanie.

I wtedy w sercach powstał bunt. Bunt przeciw stereotypom matki umęczonej, uległej i sfrustrowanej.

Mama dobra dla siebie to motto, którym kierujemy się wychowując swoje gromadki dzieci. Mama dobra dla siebie to mama wierząca, że nie samym macierzyństwem kobieta żyje. Czekają na nią pasje, wyjścia do kawiarni, spotkania z przyjaciółmi, książki, domowe SPA, samotne spacery. Mamy mają ogrom możliwości, nie mają jednak odwagi, by po nie sięgnąć.

Co jakiś czas, podczas rozmów z koleżankami, zaprzyjaźnionymi mamami z przedszkola i sąsiadkami, zauważałyśmy ten sam powielany schemat – również na naszych prywatnych profilach w social mediach napływały te same niepokojące nas sygnały od kobiet borykających się z macierzyństwem. Każdej z nich doskwierała samotność (o, ironio!), presja otoczenia, a także i opór przed przyjęciem wsparcia z zewnątrz.

Każde z tych zwierzeń było nieśmiałą prośbą o pomoc. Postanowiłyśmy iść za ciosem i stworzyć kobietom przestrzeń, w której mogą poczuć silną moc solidarności, jedności i przynależności.

Tak oto wystartował nasz wyjątkowy profil na Instagramie @selflovemom.pl gdzie powstał Selfloverski Projekt dla Mam #mamadobradlasiebie. Bardzo mocno wierzymy w ideę projektu, bowiem każdego dnia zgłaszają się do nas kobiety, które czują ogromną potrzebę rozmowy o ich problemach i obawach. Mamy wrażenie, że @selflovemom.pl wywołał efekt domina. Wystarczyła jedna historia, by takich wiadomości przybywało więcej i więcej. To bardzo budujące wiedzieć, że inna mama czuje się podobnie, że boryka się z tym samym problemem, że i ją dopada wypalenie macierzyństwem. To bardzo odciąża – i głowę i serce.

Charakterystyczną cechą wszystkich mam jest to, że lubią porównania. Porównują siebie, dzieci i partnerów do rodzin innych kobiet. Patrzą przez pryzmat zerojedynkowy:

Ja dałam słoiczek, ona ugotowała. Mój synek jeszcze nie siedzi, jej synek już pełza. Jej mąż ma czas zabrać dzieci na rower, mój wiecznie jest w pracy.

W naszym projekcie nie ma miejsca na takie porównania, bowiem wierzymy, że każda mama jest najlepszą mamą dla swoich dzieci. Za każdą rodziną stoi inna historia, inne doświadczenie.

Marzymy, by kobiety nie czuły presji przebywania ze swoim  dzieckiem non stop, przez 365 dni w roku, by pozwoliły sobie przyjąć pomoc z zewnątrz, od bliskich i w końcu uwierzyły, że tata, babcia czy ciocia są w stanie równie dobrze zaopiekować się ich pociechami.

Mama dobra dla siebie to mama traktująca siebie z czułością. Nigdy nie stawia się na końcu kolejki, nie żyje oczekiwaniami innych zapominając przy tym o swoich pragnieniach. To wszystko jest wyrazem szacunku do samej siebie i dobroci. I takiej postawy pragniemy nauczyć dziś wszystkie mamy, bez wyjątku. Bo każda z nas zasługuje na to, co najlepsze.

 

 


Zobacz także

Mówisz: „wybaczam”, ale czy naprawdę tego chcesz, czy potrafisz?

(Bez)silna

Znaki zodiaku, które nigdy nie wybaczą zdrady. U nich nie ma drugiej szansy