Niektórzy ludzie mają w sobie pierwiastek ZŁA. Jak ich rozpoznać?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
7 listopada 2017
Fot. Flickr / Luis Marina / CC BY
Fot. Flickr / Luis Marina / CC BY
 

Zło można definiować na różne sposoby. Dla jednych złym człowiekiem będzie ktoś, kto zachowuje się niemoralnie. Dla innych jest nim ten, kto bezpośrednio krzywdzi ludzi i zwierzęta. Nazywamy ich psychopatami, toksycznymi jednostkami i z reguły wydaje nam się, że potrafimy łatwo wskazać ich w tłumie. Tymczasem źli ludzie pojawiają się w naszym życiu w różnych okolicznościach. Pochodzą z różnych środowisk. Czasem z takich, które w żaden sposób nie wykazują patologii. Jak rozpoznać naprawdę złych ludzi?

Oni cieszą się z nieszczęścia innych

Może to być jakaś przykra wiadomość lub dramatyczne zdarzenie, które dzieje się na ich oczach. Oni po prostu czerpią przyjemność z cudzego nieszczęścia. Wówczas ich własne niepowodzenia nie wydają się już tak straszne. Jeżeli pozwolisz komuś takiemu zbliżyć się do siebie, może wyrządzić krzywdę tobie lub komuś z twoich bliskich, tylko po, by napawać się twoim nieszczęściem.

Oni muszą kontrolować

Ale nie chodzi tylko o to, że chcą panować nad innymi. Oni muszą przede wszystkim kontrolować swoje życie, a głównie to, na ile uzewnętrzniają się przed światem. Na pierwszy rzut oka wydają się więc bardzo stonowani. Są punktualni, wypowiadają się krótko i zwięźle. Ich opanowanie sprawia, że zyskują sympatię, jednak gdy zbliżysz się do jednej z tych osób, zacznie kontrolować także ciebie. Będzie zadawać ci ból – najpierw subtelnie.

Są wyjątkowo nieuczciwi

Nie mają żadnego problemu z tym, by oszukiwać, żeby osiągnąć swój cel. Gra fair play to nie dla nich. Do wszystkiego dojdą do trupach. Są mistrzami kłamstwa. Potrafią tak dobrze oszukiwać, że momentami sami dają się tym kłamstwom ponieść. Nie cofną się przed mówieniem nieprawdy także o tobie i innych. Nigdy się nie przyznają, pamiętaj.

Roztaczają wokół siebie nieprzyjemną aurę

Jeżeli należysz do osób, które wierzą w aurę i odczuwają cudze emocje, pewnie szybko poczujesz się nieswojo w towarzystwie złego człowieka. Ktoś może pomyśleć, że zwariowałaś do reszty, ale powinnaś słuchać swojej intuicji. Jeśli coś podpowiada ci, że ten ktoś może stwarzać zagrożenie, nie podejmuj żadnej interakcji.

Potrafią zwodzić

Nie tylko kłamią. Źli ludzie potrafią tak naciągać fakty, przekręcać cytaty i kreować nową rzeczywistość, by zmusić inne osoby do realizacji ich pragnień. Jednocześnie będą też próbowali zdobyć zaufanie, by móc osiągnąć jeszcze więcej. Manipulowanie wyćwiczyli do perfekcji. Nie pozwól wprowadzać się w błąd.

Nie mają wyrzutów sumienia

Normalny człowiek czuje się źle, gdy zda sobie sprawę, że wyrządził komuś krzywdę. Najzwyczajniej w świecie odczuwa wyrzuty sumienia.  Próżno doszukiwać się takich reakcji u osób, które mają w sobie pierwiastek zła. Przeprosiny świadczyłyby o tym, że wcale nie są nieomylni, a to oznacza utratę kontroli nad sobą i nad tobą. Nie ma takiej opcji.

Są okrutni

Dosłownie. Przemoc psychiczna, a przede wszystkim fizyczna to dla nich normalna. Oni biją swoje żony, dzieci, matki i ojców. Krzywdzą zwierzęta. Jeżeli w twoim otoczeniu jest taka osoba, musisz uciekać.

Są nieodpowiedzialni

Ich system wartości znacznie odbiega od tego, co uważa się za normalne. Odpowiedzialność za wszystko zawsze zwalą na innych. Moralność dla nich nie istnieje. Przepraszanie jest dla słabeuszy, więc pokierują rozmową tak, by to pozostali przepraszali za ICH błędy. Co więcej, potrafią to zrobić.

Inni ludzie ostrzegają przed nimi

Czasem zdarza się, że ludzie niepochlebnie wypowiadają się o kimś z powodu własnych doświadczeń. Wiadomo, że takie informacje trzeba dzielić przez dwa. Jeżeli jednak druga, trzecia i czwarta osoba ostrzega cię przed kimś, zatrzymaj się i dobrze zastanów, w co się pakujesz. Szczególnie, jeśli rady te pochodzą od jego rodziny i przyjaciół.

Są kiepskimi przyjaciółmi

Jeżeli zły człowiek przychodzi do ciebie z pomocą, to nie bez powodu. Ma w tym jakiś swój cel. Może cię pocieszać, ale wewnętrze będzie się napawać twoim bólem i nieszczęściem. Nie oferuje jednak żadnej konkretnej pomocy. Gdy taka będzie konieczna, natychmiast się ulotni.

Są rasistami, homofobami i seksistami

Zły człowiek wykorzystuje różnice między ludźmi, by siać nienawiść. Będą głośno wyrażać swoje opinie, żeby dzielić i wywoływać konflikty. Tutaj nie ma się nad czym rozwodzić. Rasiści i homofoby to źli ludzie.

Potrafią poniżać jak nikt inny

Umniejszają wszystko to, co robią i osiągają inni ludzie. Jeżeli jesteś w bliskiej relacji z taką osobą, przygotuj się na wyśmiewanie twojego wyglądu, zainteresowań, sukcesów, pragnień. Poniżanie daje jej siłę, może być ponad tobą. Ciągłe wmawianie ci, że jesteś do niczego, w końcu spowoduje, że zaczniesz w to wierzyć.

Prowadzą podwójne życie

Ba! Mogą mieć setki żyć. Potrafią dopasować się do każdej sytuacji tak, by osiągnąć swoje cele. Kreują swój wizerunek pod konkretnego odbiorcę. Prezentują się inaczej przed swoją rodziną, a jeszcze inaczej przed kolegami z pracy, panią w banku czy kobietą, którą chcą uwieść. To dla nich naprawdę żaden problem.

Być może zły człowiek potrafi się zmienić. Nawet jeśli, musi zrobić to sam. Jedno jest pewne – ty tego nie zrobisz. Więc przestań się łudzić, że to właśnie ty jesteś tą, która sprowadzi go na dobrą drogę.

Źródło: Your Tango


Niekochani synowie nie potrafią kochać mądrze i bardzo trudno ich „odczarować”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 listopada 2017
Fot. istock/gruizza
Fot. istock/gruizza
 

Tak, to się zdarza. Matki, które nie kochają synów, ojcowie, którzy pokazują im pogardę, a nawet próbują z nimi rywalizować. Chłopcy, którzy dorastają w poczuciu braku akceptacji, braku miłości ze strony osób, które powinny być im najbliższym wsparciem. Co się dzieje z niekochanymi synami, gdy wkraczają w dorosłe życie? Jakimi są partnerami, czy stać ich na to, by obdarzyć kogoś dobrym, szczerym uczuciem?

Kiedy mężczyzna opowiada kobiecie swoją historię życia, najprawdopodobniej (tak wynika z przeprowadzonych przez psychologów badań) zacznie ją o opowiedzenia o swoim ojcu. Bo opowieść o matce wyda mu się mało męska, bo boi się reakcji partnerki na słowa dotyczące jego więzi z pierwszą ważną kobietą w jego życiu. Te więzi nie zawsze są łatwe.

Jednym z największych mitów dotyczących macierzyństwa jest ten, że ​​wszystkie kobiety instynktownie kochają swoje dzieci. I że synów darzą mocniejszym uczuciem niż córki. Pewnie sami łapiecie się na tym, że mówicie o kimś „synek mamusi”, mimo że ów „synek” dawno przekroczył trzydziestkę. Ostrożnie z ocenami. To, co widzicie niekoniecznie jest miłością, a dużo częściej dziwnym rodzajem uzależnienia. A czasem  nawet takiej miłości nie ma wcale. Niewielu mężczyzn przyzna się jednak głośno do tego, że uczucia ze strony matki w dzieciństwie mu zabrakło, albo że była ta osoba bardzo krytyczna, zimna, wymagająca i nieokazująca czułości. Nie potrafią przyznać się do emocjonalnego bólu, bo sami nie zdają sobie do końca sprawy z jego źródła. A poza tym, wpojono im, że analizowanie takich ran nie jest męskie.

Jak brak miłości ze strony matki krzywdzi mężczyzn?

Przede wszystkim wpływa na ich sposób nawiązywania bliższej więzi z kobietami w dorosłym życiu. Ziarno zostało zasiane – pierwsza ważna kobieta w ich życiu okazała się pozbawiona uczuć. Dorosłe relacje z ukochaną mają w sobie coś z masochizmu – kochasz mimo, że wiesz, że nie dostaniesz tego samego w zamian. Kochasz niemądrze – dajesz sobą poniewierać. Albo kochasz w niesamowicie zaborczy sposób, bojąc się, że jej miłość zniknie. Niekochani synowie tłumią swoje emocje – właściwie od samego początku. Za okazywanie tego, co czują byli w dzieciństwie karani lub też… lekceważeni.

By udowodnić, że są coś warci opanowali „kod męskości” – nie mówią o tym, co czują, a zatem o wiele trudniej im komunikować się z ukochaną osobą, ponieważ nie potrafią wyrazić swoich potrzeb, miłości, lęku, żalu, a nawet radości. W psychologii mówi się, że takim mężczyznom założono ograniczający ich „kaftan płci”. Jak to działa?

Matka, która od samego początku dąży do wytrenowania w swoim synu powstrzymywania emocji, buduje w chłopcu poczucie, że spontaniczne wyrażanie uczuć, nawet negatywnych, jest czymś nienormalnym, że „chłopcy tak nie robią”. Jedyną dozwoloną emocją okazuje się gniew. Takie macierzyństwo jest szczególnie okrutną i okaleczającą mieszanką.

Pozostawia po sobie siedem głębokich blizn:

– brak pewności siebie (w związku objawia się ciągłym lękiem przed rozstaniem przy jednoczesnej bierności w razie ewentualnych kłopotów w relacji – „zostawiła mnie, widocznie na to zasłużyłem”);

– brak zaufania (zazdrość o partnerkę może przybierać bardzo niebezpieczne formy i paraliżować ten zwiazek);

– problem z ustawianiem granic (nie wiem, na co mogę sobie pozwolić w tej relacji, nie wiem, na ile mogę pozwolić mojej partnerce, co jest akceptowalne, a co nie);

– trudności z realnym postrzeganiem samego siebie (nie widzę swoich błędów albo nie widzę swoich zalet, popadam w skrajności);

– unikanie zaangażowania (miłość nie jest niczym pewnym, nie wiadomo, czy trzeba na nią zasłużyć, nie wiadomo jak ją zdobyć i utrzymać, miłość boli, należy jej unikać);

– przesadne reagowanie na krytykę („niekochanego syna” bardzo łatwo głęboko zranić);

– powtarzanie tych samych schematów zachowań (jak w relacji z matką) w innych związkach („masochistyczna wręcz tendencja do wiązania się z kobietami niezdolnymi do szczerych, głębokich uczuć).

Oprócz tego niekochani w dzieciństwie chłopcy, jako dorośli mężczyźni eksternalizują tłumione wcześniej zachowania- agresją, wrogością i gniewem. Wszystko to ma sens, ponieważ gniew u mężczyzn jest akceptowalny kulturowo, mimo, że bezproduktywny, a czasem samodestrukcyjny. Wolno im  – i co ważniejsze  – wolno im bezkarnie. Nikt nie zapyta, jakie głębsze emocje kryją się za tą maską.

Niekochani synowie cierpią tak samo jak niekochane córki a, w pewnym sensie, być może jeszcze głębiej, ponieważ cierpią samotnie i w ciszy, nie szukając pomocy, nie starając się rozwiązać swoich problemów. Choć ich wewnętrzne bariery są takie same, rzadziej szukają odpowiedniej dla siebie terapii.

Jeśli jesteś niekochanym synem , pamiętaj – bez względu na to, co wpojono ci w dzieciństwie uznanie bólu sprawi, że będziesz lepszym, silniejszym mężczyzną, kochankiem, mężem, przyjacielem i ojcem.


Syndrom Kopciuszka. Kiedy wołasz na pomoc mężczyznę, choć właściwie mogłabyś poradzić sobie sama

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 listopada 2017
Fot. istock/Deklofenak
Fot. istock/Deklofenak

Jesteś piękna, mądra i … zbyt miła? Uważasz, że sama sobie nie poradzisz, chętnie pomagasz tym, którzy na to nie zasługują i z pewnością nie odwdzięczyliby ci się tym samym? Być może masz kompleks Kopciuszka.

Cindirella syndrom został poraz pierwszy opisany przez Colette Dowling, autorkę książki o kobiecym strachu przed niezależnością. Kompleks ten wyraża się poprzez nieświadome pragnienie i dążenie do tego, by inni się nami zaopiekowali i opiera się na idei kobiecości przedstawionej w popularnej baśni o Kopciuszku. W tej historii, główna bohaterka to dziewczyna piękna, pełna wdzięku, uprzejma, wspierająca, pracowita, i oczerniana przez kobiety ze swojego otoczenia, ale nie jest w stanie zmienić swojej sytuacji. Nie potrafi podjąć żadnych działań. Z opresji ratuje ją zewnętrzna siła, zwykle mężczyzna, czyli wymarzony książę…

Współczesnym „Kopciuszkom” również trudno odejść. Choć są na tyle dorosłe, by wejść w „dorosły” związek z mężczyzną, brak im emocjonalnej gotowości, by zostawić toksyczne macochy (matki, rodziców, rodzeństwo) i zająć się własnym życiem.

Niestety, w prawdziwym życiu, mężczyzna wybrany przez „Kopciuszka” na swojego wybawiciela zazwyczaj nie okazuje się księciem, ale trudnym, dominującym partnerem i koło zależności się zamyka.

Skąd bierze się syndrom Kopciuszka? Zdaniem psychologów, jego źródła należy szukać w dzieciństwie, w którym kochano nas za to, co robiłyśmy, a nie za to JAKIE byłyśmy.  W rzeczywitości to nie jest miłość, bo miłość powinna być bezwarunkowa.

Drogie panie, pora się obudzić. Życie to nie bajka, zamiast czekać, aż ktoś je nam „urządzi”, stwórzmy je sobie same. Oceńmy, co jest wygodne dla nas, nie dla innych. A potem nauczmy się bezpśrednio komunikować swoje potrzeby. To skutecznie zweryfikuje nasze relacje.


Na podstawie: innerpacific.com


Zobacz także

Fot. istock/supershabashnyi

Razem, ale osobno. Jak poradzić sobie z samotnością w związku

Fot. iStock/MarinaZg

Jestem gruba, bo za swoimi kilogramami ukrywam swój dramat. Do dziś potwornie wstydzę się tego, co robili mi rodzice w dzieciństwie

Fot. iStock/UberImages

Dlaczego całujemy się w usta i co, zdaniem naukowców, mogłoby nam całowanie zastąpić?