Krew.

on, czyli ja
on, czyli ja
23 czerwca 2017
 

Byłem na zakończeniu roku szkolnego u syna. Wyrwałem się z pracy, więc koszula, garnitur.. te sprawy.

W drodze, zupełnie nieświadomie, rozdrapałem sobie strupek na szyi. Krwi nie było dużo, ale wystarczyło, żeby na kołnierzyku pojawiła się duża plama. Zauważyłem w toalecie, ale co było robić..

Witałem się z kilkoma kobietami. Każda zauważyła, bo na chwilę zawiesiły wzrok na mojej szyi, ale żadna nie powiedziała słowa.

Pierwszy napotkany facet, ojciec kolegi syna, zapytał po prostu – „wiesz, że masz plamę na kołnierzyku?”.

Baby są jakieś inne.

 


Rubikon

on, czyli ja
on, czyli ja
11 października 2017
 

Przekroczyłem rubikon w rozmowach z dziećmi.

Wczoraj młody otworzył torbę z rzeczami na trening. Nie było butów. Tydzień temu też czegoś tam nie było. Trener pilnuje takich rzeczy, co znaczy, że młody mógł być niedopuszczony do treningu.

  • mówiłem Ci (mówię do syna), że musisz tego pilnować sam. Mama nie będzie tego pilnowała.
  • ale dlaczego ona tego nie pilnuje?
  • powiem Ci synu szczerze. Bo ma to  dupie.

Do tej pory (opieka naprzemienna, przypominam) pilnowałem się, żeby nie powiedzieć nic złego. To jednak powodowało, że musiałem nadal być gosposiem, biegać, załatwiać i znajdować rozwiązania. Koniec z tym.


G*wno

on, czyli ja
on, czyli ja
20 czerwca 2017

Niedziela, późny wieczór. Dzwoni Biologiczna Matka Moich Dzieci. Właśnie kończy się jej tydzień opieki.

Jest ze swoim partnerem w nowym domu. Jego ciężko chore dzieci były z nimi przez weekend.

Dzwoni i pyta co ma zrobić, bo dzieci skarżyły się na swędzenie tyłków i odkryła, że tam się coś może ruszać.

No co masz robić głupia babo? (myślę sobie, ale się nie odzywam, bo i po co). Sprawdź w googlu, umów lekarza..

Sprawdzam ja, bo mnie prosi, żebym sprawdził.

Wynik prosty. Podać lek. Pobrać próbki do badania mimo wszystko. Lek powtórzyć.

Zdarza się. Nic strasznego. Brudne ręce, zbiorowe żywienie.. może pojawić się u każdego.

 

Następnego dnia dzieci już u mnie.

Dzwoni i pyta “czy udało mi się złapać kupę”.

  • Nie, nie udało się, bo kupy nie było.

 

Kolejnego dnia historia się powtarza. Dzwoni i pyta.

  • Nie było kupy w domu. No przecież nie każę dzieciakowi trzymać cały dzień!

 

Na moje pytanie – dlaczego w kluczowym momencie, kiedy widziała robale nie zabezpieczyła próbki odpowiada, że: “to było obrzydliwe”.

 

A ja mam się k.. babrać w gównie szukając próbek.