Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 kwietnia 2016
Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania
Fot. iStock / Vladimir Piskunov

Stres. Towarzyszy nam dosłownie wszędzie. Oplata, paraliżuje – czasem pcha do działania. Zdarzyło ci się usłyszeć od starszych pokoleń, że mimo wszystkiego, mimo trudu sytuacji, w której żyli, im żyło się łatwiej? Dokonywali innego rodzaju wyborów? Jest w tym sporo racji, bo to co dziś jest naszym największym „dobrem”, jest też największą barierą jaką można mieć.

Ciągłe oczekiwania i wieczny wyścig. Gra, w której zasady ulegają nieustannym zmianom. I te warunki. To najtrudniejsze. Szczególnie, gdy odkrywamy jak wiele z tych „zasad” narzucamy sobie nieświadomie sami. A co, najbardziej nas ogranicza?

Grzech główny, największy. Rodzi prawie niekończące się i samoodnawialne ciężary…

Zadowalanie innych

Nosisz na plecach olbrzymią odpowiedzialność, bo zawsze jest ktoś lub coś, o czym/ kim musisz myśleć. Zawsze jest coś, co pojawia się i ustala priorytety. A ty? Musisz gnać, brnąć, robić, wygrywać i zmieniać. Myślisz, że ktoś od ciebie tego oczekuje, a skoro oczekuje – twoim zadaniem jest te oczekiwania spełnić. Ciągle musisz.

Stresujące, prawda?

Jak często zadowalasz siebie? Jak wiele razy robiłaś/eś coś wbrew własnym potrzebom czy planom, dlatego że,  pojawiało się jakieś ALE?
– olałbym to, ALE… ktoś potrzebuje mnie/mojej pomocy
– odmówiłbym, ALE nikt inny temu nie podoła
– a co, nie dam rady? JA?!
– strasznie tego nie lubię/nie chcę/nie potrafię, ALE nie mam innego wyjścia
– trudno, ALE moje plany/marzenia/zobowiązania, muszą zaczekać – bo sobie przecież mogę odmówić, ALE nie innym.

Moment, w którym zdasz sobie sprawę, z tego, jak wiele robisz tylko z powodu innych (często, tych których zdanie i poważanie wcale cię nie obchodzą) jest trudny, ale przełomowy. Zadaj sobie tylko jedno pytanie, następnym razem, gdy poczujesz, że ścigasz się z czymś kompletnie dla ciebie nieważnym: „Po co?”.

Od tego zadowalanie niewinnie się zaczyna. Nagle przygnieciony stresem, odkrywasz, że…

„Mogę (a raczej muszę) więcej (jeszcze więcej)”

Tego wyścigu z założenia nie da się ukończyć (nie wygrać, w ogóle ukończyć). Zawsze można jeszcze więcej (mieć, robić, osiągać) – pytanie po co? dla kogo? jakim kosztem? I każdy w pewnym momencie, dotrze do swojej granicy, tej po której przekroczeniu koszt zawsze będzie za wysoki.

Płacimy nieustannie za podążanie w myśl „im więcej wysiłku włożę, tym lepiej”. Tylko, że czasem bez względu na to ile z siebie damy, nie przyniesie to nam oczekiwanego lub adekwatnego rezultatu. Przyniesie za to sporo stresu. Stresu, że nawalamy, że nie potrafimy,  że zawodzimy siebie i innych. Przyniesie też wiele napięcia i frustracji. Bo tracimy zdolność do odpuszczenia. Sobie. Komuś. Okolicznościom. Tracimy wtedy cenną możliwość do rozwoju – elastyczność.

Więcej siły

Po prostu musisz mieć więcej siły, zawsze. Jeszcze trochę, bo…

– co by było gdyby… – może wszystko potoczyło by się inaczej, gdybyś miał więcej siły i przezwyciężył „to wszystko”
– nie możesz okazać swojej słabości
– nie ma innego wyjścia – na pewno ten stres jest wynikiem niedostatecznej siły, gdybyś ją miał, wszystko wyglądało by inaczej (znamy tę śpiewkę, wieczne racjonalizowanie, żeby jeszcze ciut, kapeczkę z siebie wycisnąć – oczywiście dla większego dobra…)
– proszenie o pomoc lub jej szukanie, to ryzyko (a przecież ryzyko to stres, więc nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że już ponosisz – i poniesiesz jeszcze większe – koszty emocjonalne).

Tak to się zwykle zaczyna i toczy. Toczyć może się naprawie długo, zupełnie niepotrzebnie, bo przecież wszystkie argumenty są logiczne i sensowne. Nic w tym dziwnego, musisz przekonać najważniejszą osobę – siebie.

„Muszę mięć rację”

Bo mylić się, to:
– wyglądać źle w oczach innych
– przyznać się do niepowodzenia, błędu
– musieć się doskonalić, a nie ścigać
– potrzebować innych i być od nich zależnym.

To trudne, ale mieć zawsze rację – to być w ciągłym napięciu. Popełniaj błędy (przecież na nich najlepiej się uczyć i dzięki nim możesz wiedzieć następnym razem więcej) – przyjmij złość, frustrację czy smutek – nie martw się będą tylko chwilowym, przelotnym gościem. Taki gość – nawet nieproszony, który wpada na 20 minutową kawę, zawsze jest mniej uciążliwy niż ciocia klocia z dwumiesięczna wizytą – lub stres – twój prawdziwy lokator na dziko.

Szybciej

Skoro już powtarzałeś sobie, że możesz i musisz więcej – na pewno tez mówisz sobie, że możesz szybciej. To przecież takie oczywiste: więcej = szybciej, a szybciej = więcej, i więcej i szybciej i tak w kółko. Czy to może mieć swój punkt zwrotny? Miejsce, w którym wreszcie się skończy?

Przykro mi, ale prędzej czy później zaczniesz „zjadać własny ogon”.

„Moja wina…”

„Przyznaj się, przeproś i idź dalej” – mówi amerykańskie przysłowie. Ciągle rozpamiętywanie błędów, gaf – szczególnie tych popełnionych nieumyślnie nikomu nie pomoże, niczego nie naprawi. Idź więc dalej, stojąc w miejscu niczego nie zmienisz, oprócz własnego przekonania o swoje wartości, umiejętnościach, priorytetach… niestety na gorsze. Bo przecież, jak można było byc tak głupim/ślepym/nie dość dobrym… Przerwij to koło, zanim sam się ugryziesz.

Uwolnij się od stresu

To główni winowajcy twojego stresu. Pamiętaj o dobrej wiadomości, to przekonania, twoje przekonania i masz najlepszą broń, żeby z nimi walczyć, swoją świadomość. Nie pozwól na to by samemu zapędzić się w kozi róg. Nie zawsze wszystkie zmiany możesz wprowadzić „od ręki”, nie zawsze będą łatwe – ba! prawie nigdy, bo prawdziwa przepychanka trwa w twoim „myślę/nauczono mnie/ wparto, że powinienem lub muszę”, a tym, co po bezlitosnym obdarciu z przekonań zostaje naprawdę.

Życzę wam na tej drodze powodzenia i czasu na odpoczynek – szczególnie, gdy stres zjada was od poniedziałku do piątku, bo jak napisał Mike Clayton: „Nikt nie powiedział jeszcze na łożu śmierci: Żałuję, że nie pracowałem więcej…”*.


Źródło: *na podstawie: Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, Mike Clayton.


365 dni miłości. Niesamowity projekt męża dla żony

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 kwietnia 2016
Fot.  Screen z Facebooka / Curtis Wiklund Drawings
Fot. Screen z Facebooka / Curtis Wiklund Drawings

Fotograf i ilustrator Curtis Wiklund przez cały rok ilustrował swoje życie z żoną. Rysunki są przepełnione czułością. Miłość w codzienności naprawdę porusza serca, bo kto z nas, nie chciałby codziennie odnajdywać jej w chwilach wielkich i całkiem malutkich. Obejrzyjcie jak miłość maluje życie.

 

 

 

Jordin watched the season finale of Castle today. Those who watch it understand.(Day 75- 05/17/11)http://drawings365.com/http://www.facebook.com/CurtisWiklundDrawings

Opublikowany przez Curtis Wiklund Drawings na 18 maja 2011

 

Back-scratching as a sedative.(Day 107- 06/20/11)http://drawings365.com/http://www.facebook.com/CurtisWiklundDrawings

Opublikowany przez Curtis Wiklund Drawings na 21 czerwca 2011

 

 

 

 

 

 

 

Cały projekt – dzień po dniu, obejrzycie na blogu autora: drawings365.


Źródło: drawings365Instagram, Facebook,


Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 kwietnia 2016
Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?

Rodzina ach rodzina… Ta współczesna to dziś nie ma lekko. Ale czy można mówić o kryzysie współczesnej rodziny? O tym, jak widzimy siebie w roli rodziców i jak naprawdę wyglądają nasze relacje z dziećmi, rozmawialiśmy na przygotowanej wspólnie z NEUROHM Polska konferencji, która odbyła się 7 kwietnia  w restauracji N31 restaurant&bar by Robert Sowa.

W przygotowanej przez NEUROHM Polska ankiecie pytaliśmy was między innymi o to jak wiele czasu spędzacie z waszymi dziećmi i jak dobrze je znacie. Wiarygodność odpowiedzi oceniono mierząc czas reakcji (odpowiedzi). Im szybszy, tym odpowiedz bardziej wiarygodna, bo pewna. Wyniki tego badania dotyczącego relacji rodzinnych podsumowała w specjalnym wykładzie Małgorzata Ohme.

konfa 11

 

Czego zatem dowiedzieliśmy się o naszych rodzinach? Przede wszystkim tego, że w sprawach podstawowych wcale nie jest tak źle. Ponad 80% naszych ankietowanych z całą pewnością stwierdziło, że mówi swojemu dziecku, że je kocha, a ponad 60%, że dużo z nim rozmawia. O ile jednak aż 70% respondentów było pewnych tego, że rozmawia ze swoim dzieckiem na każdy temat, o seksie umie rozmawiać już tylko 40% z nich. W dobie realnych zagrożeń związanych z wszechobecnością mediów społecznościowych i wolnego dostępu do Internetu warto się więc w tej kwestii podszkolić, drodzy rodzice :).k1

Ważną chwilą jednoczącą członków rodziny jest wspólne spożywanie posiłków. Nasze dzieci uwielbiają te momenty przy wspólnym stole i chętnie uczestniczyłyby w nich jak najczęściej. Niestety, z naszego badania wynika, że mimo, że prawie wszyscy respondenci stwierdzili, że jedzą wspólnie z dziećmi posiłki, to tylko połowa z nich była tym przekonana (odpowiedziała „tak”, będąc pewną swojej odpowiedzi).k5

Jeszcze gorzej przestawia się temat dzielenia z dziećmi wspólnej pasji, czy hobby. 65% badanych stwierdziło, że dzieli pasje z dzieckiem, ale tylko 26% było tego pewnych. A wspólne zainteresowania to przecież niejednokrotnie pole do naprawiania i budowania lepszych relacji z dzieckiem.

Ankieta pokazała, że brak nam czasu dla naszych dzieci i dla siebie wzajemnie. Co jest tego przyczyną?Na to pytanie starała się odpowiedzieć Małgorzata Ohme. Przede wszystkim zmienił nam się model rodziny. Mamy coraz więcej rodzin w których rodzice pracują w pełnym wymiarze godzin i coraz więcej rodzin niepełnych, z jednym rodzicem. Wzrasta także liczba tzw. rodzin rekonstruowanych, czyli takich, gdzie przynajmniej jeden z małżonków wprowadza do związku małżeńskiego dziecko z poprzedniego małżeństwa. Zaczynamy się gubić w tej sieci relacji i obowiązków domowych przemieszanych z zawodowymi.

Tymczasem rodzina to system wzajemnie powiązanych ze sobą osób, w którym każdemu z członków przypisuje się jakąś rolę. Ten system powinien działać sprawnie. W jego ramach  zawiązują się sojusze i koalicje (np. dzieci z jednym z rodziców przeciw drugiemu), zmieniają się układy sił (gdy np. jedno z rodziców, które dotychczas nie pracowało podejmuje pracę). Rodzina to „żywy organizm”, który rozwija się i przechodzi przez różne fazy. Możemy więc wyróżnić fazę małżeńską, fazę pary z małym dzieckiem, fazę rodziny z dzieckiem w okresach przedszkolnym i szkolnym, fazę rodziny  z natolatkiem, z dziećmi opuszczającymi dom… I  każdej z tych faz występują kryzysy, które kształtują, modelują rodzinę. k7

Problemy rodziny wpływają na jej członków i wzajemnie, to naturalny bieg rzeczy. Kryzysy pojawiają się w niej stale, są jakby przypisane do jej rozwoju. Najważniejsze dla pokonywania tych kryzysów są następujące elementy:

  • Zdolność adaptacji do zmian
  • Elastyczność w rolach
  • Czas, rozmowa, uwaga
  • Świadomość, że rodzina jest najtrudniejszym zadaniem, z jakim nieustająco się zmierzamy
  • Dobre wzorce
  • Determinacja i chęć walki
  • Miłość

Prezentację zakończyła ożywiona dyskusja zebranych i miła niespodzianka: zaproszenie od inemo.pl na warsztaty MindSPA.

k6k4 k2


Zobacz także

"Pragnęliśmy tylko wolności. Ale ten świat nie lubi wolności". Ratuj Aleppo, ratuj człowieczeństwo!

„Pragnęliśmy tylko wolności. Ale ten świat nie lubi wolności”. Ratuj Aleppo, ratuj człowieczeństwo!

Fot. iStock /  Martin Dimitrov

Podsumowanie akcji „Uporządkuj swoje życie. Zacznij od rzeczy najprostszych”

Fot. Pixabay / Public Domain CC0

Moje, twoje… rodzinne przepychanki. Nie myśl, że u ciebie będzie inaczej