Związek

Dlaczego faceci od ciebie odchodzą? Czy to możliwe, że swoją dobrocią sabotujesz związek?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 lipca 2022
faceci ode mnie odchodzą
fot. Sasha Freemind/Unsplash
 

Osoby, którym rozpadło się kilka związków, często przychodzą do terapeutów z pytaniem: co u mnie nie działa? W poradnikach najczęściej czytają, że to wina dzieciństwa, bo powtarzamy szkodliwe dla miłości schematy i przyciągamy alkoholików, skąpców lub narcyzów. Samo zło! Ale co… jeśli mieliśmy naprawdę fajne dzieciństwo? Co, jeśli partnerzy, z którymi się rozstajemy wcale nie są toksyczni? A my nie postrzegamy siebie jako samolubnych, podkopujących, oskarżycielskich, dramatycznych, niewrażliwych lub zbyt wymagających? W dodatku mamy mnóstwo przyjaciół. Tylko miłości nie udaje nam się zatrzymać na dłużej. Co z nami jest nie tak? Dlaczego partnerzy zawsze od nas odchodzą?

1. Może byliście zbyt fajni na początku?

Czy kiedyś byłaś lepszą partnerką, a z biegiem miesięcy nie umiałaś już dawać tego, co na wstępie oferowałaś? Nie dziw się! Utrzymanie wysokiej temperatury namiętności lub troski z czasem staje się po prostu nierealne. Wielu z nas na starcie relacji przedstawia siebie drugiemu człowiekowi w doskonałym świetle. Zwłaszcza jeśli bardzo nam zależy. Niektórzy jednak starają się ponadprzeciętnie. Znam dziewczynę, która wstawała przed ukochanym, by się odstroić i zrobić sobie makijaż. Chciała zawsze wyglądać dla niego świetnie. Ale czy to ma sens? Jak długo udaje się utrzymać taką mistyfikację? Naprawdę nie warto się tak oszukiwać!

2. A może nie widzieliście jaskółek?

Niektóre osoby nie widzą znaków ostrzegawczych, bo są zaślepione miłością albo skoncentrowane tylko na swoich sprawach. Zastanów się więc, czy to możliwe, że ignorowałaś pierwsze „wskazówki-jaskółki”, które dawały ci sygnał, że najwyższa pora na zadbanie o relację? Naprawdę pomysł chodzenia raz na tydzień na randki, kiedy oboje jesteście zapracowani, nie jest taki głupi. Mam znajomych, którzy czasem wynajmują na jedną noc pokój w hotelu w swoim mieście, a dzieci oddają pod pieczę niani. Choć pomysł brzmi romantycznie, to można go postrzegać również jako sprytną prewencję.

3. A może doszło do złamania obietnic?

Nowi kochankowie składają sobie wiele cudownych obietnic. Możemy np. marzyć wspólnie o wybudowaniu domu pod miastem. Wtedy uzgadniamy, że pierwsze lata poświęcamy na gromadzenie funduszy. Ale potem będzie dwójka dzieci, wakacje na południu Francji i zakup jachtu, na którym będziemy spędzać jak najwięcej czasu. Szczególnie gdy dzieci zaczną dorastać. Oczywiście na wstępnym etapie znajomości pewnie szczerze pragnęłaś dotrzymać tych obietnic. Ale z czasem początkową wiarę w spełnienie marzeń przytłoczyła rzeczywistość i entuzjazm zaczął słabnąć. Znasz to? Wtedy najłatwiej odraczać marzenie, które należało tylko jednej ze stron. A partner zazwyczaj, choć milczy, czuje się oszukany i pod wpływem pogłębiającej się frustracji może chcieć wycofać się z relacji, by zadbać w końcu o swoje potrzeby.

4. A może ulegliście ułudzie harmonii?

W miarę jak relacja staje się bardziej przewidywalna i zgodna, ludzie mówią „znamy się jak łyse konie”, „rozumiemy się już bez słów”. Teraz wszystko odbywa się przy minimalnej liczbie słów i mniejszym nasileniu emocji. Czy ty też tak miałaś, że wydawało ci się, że się już nie musicie niczego sobie wyjaśniać? Przestaliście więc dzielić się tym, co czujecie i myślicie. Skutek? Nuda i mniejsza ekscytacja partnerem. Dlatego moim zdaniem zasadne jest powiedzenie, które niestety nie wróży niczego dobrego: „zachowujecie się jak stare małżeństwo”.

5. A może zlaliście się w jedno?

Ludzie, którzy spędzają codziennie wiele godzin razem, „nasiąkają” wzajemnie swoimi poglądami, zachowaniami i energią. Różnorodność, która na początku wydawała się im tak pociągająca, że pragnęli poznawać każdy aspekt swojej cielesności, duchowości i zainteresowań, gdzieś ulatuje. Jeszcze niedawno, gdy szliście do kina, mogliście snuć długie rozmowy, spierać się, wymieniać poglądy, a teraz wracacie do domu i mówicie zgodnie jedno słowo: „Słaby!” Cóż, pozwoliliście na to, by wasz związek stał się przewidywalny. Do bólu!

6. A może marzycie tylko o świętym spokoju?

Kiedy mówisz partnerowi: „Chcę już tylko spokoju”. „Nie walczmy o nieważne rzeczy”. „Rób, co chcesz” – to nie musi oznaczać, że jesteś tak cudownie spolegliwa i wspaniałomyślna. To może świadczyć, że gdzieś w głębi serca uznałaś, że zbyt wysokie koszty emocjonalne ponosisz, gdy dogodzi do sporu. Przestajesz więc walczyć o swoje racje i wycofujesz się. Ale to wcale nie musi robić dobrze związkowi. Pozwalasz przecież, by wasze życie toczyło się z beznamiętną obojętnością. Przyznaj – oboje z dnia na dzień tracicie zainteresowanie sobą. Naprawdę czasem lepiej się pokłócić, bo to jest oznaką buzującej w was energii i witalności.

7. A może już nie budzicie emocji?

Kiedy wasz związek przestaje być namiętny, żywy, witalny… jeden z partnerów (albo nawet oboje!) zaczyna szukać nowej stymulacji, aby znów czuć podniecenie i silne emocje. Po prostu nie chce spędzić życia w odrętwieniu, stagnacji i lenistwie, kiedy czuje, że między wam wszystko stopniowo blednie.

„Związki czasem kończą się, gdy przewidywalność, komfort i bezpieczeństwo stają się bardziej widoczne niż pasja, ekscytacja i wyzwanie. Brak toksycznych interakcji w relacji wcale nie gwarantuje ludziom ciągłego zainteresowania sobą”, twierdzi doktor Randi Gunther, psycholog kliniczny i doradca małżeński z Kalifornii. To jest swoisty paradoks, ponieważ wielu z nas wierzy w to, że spokój i zgodność przynoszą w związkach harmonię, a co za tym idzie dają szczęście. A to nie zawsze jest prawda. Miłość potrzebuje też tarć, wyzwań, łez i różnicy zdań. Ona w tym wzrasta.

***

Oczywiście, że opisane wyżej sytuacje mogą być tylko oznaką przejściowego kryzysu. Ale jeśli w porę tego nie zauważycie i nie zawrócicie z tej drogi… Jeśli nie zrobicie oboje czegoś, co na nowo pozwoli wam czuć się wyzwaniem dla drugiej osoby… Jeśli nie wzbudzicie w sobie zainteresowania, nie wyznaczycie przed sobą nowych celów, o które czasem będziecie się spierać i walczyć, wasza miłość może kompletnie „stracić smak”. Jak to się mówi: „związek wypali się”, „wyrośniecie z tej miłości”, czyli po prostu przestaniecie kochać.


Związek

Czy afrodyzjaki są w stanie zwiększyć ochotę faceta na seks? O mitach opowiada dr n. med. Tadeusz Oleszczuk

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 lipca 2022
 

Świat szuka afrodyzjaków od tysięcy lat, z różnym skutkiem”, twierdzi doktor nauk medycznych, ginekolog-położnik Tadeusz Oleszczuk. Właściwości pobudzające przypisywano choćby nasionom kanianki, preparatom pochodzącym z poroża jelenia, penisów wołów i kóz. A ich działanie opierało się jedynie na rozpalających wyobraźnię skojarzeniach. Skuteczność? Na zasadzie placebo. Ale Tadeusz Oleszczuk twierdzi: „Czemu nie, nasze myśli mają większą moc, niż podejrzewamy”.

1. Jak działa johimbina?

Jeszcze niedawno za popularne afrodyzjaki uchodziła johimbina. Johimbina to alkaloid z  kory johimbinowca, drzewa lasów zachodniej i  środkowej Afryki. Pierwotnie była wykorzystywana jako lek na kaszel i  gorączkę. Johimbina farmakologicznie to selektywny antagonista receptora alfa-2-adrenergicznego, a pisząc prościej: jest bogata w alkaloidy, które rzeczywiście mogą przyśpieszać wzwód i  ułatwiać wytrysk nasienia  – poprzez nasilanie napływu krwi do narządów miednicy małej mogą ułatwiać wypełnianie się ciał jamistych penisa. Kiedyś przypisywało się jej także poprawę libido, nowe badania jednak tego nie potwierdzają (za to wskazują, że ma wpływ na zaburzenia erekcji). Jej stosowanie lepiej skonsultować z lekarzem, bo w większych dawkach może (choć rzadko) wywoływać halucynacje i  zakłócać pracę serca.

Jeszcze jedno: aby odczuć działanie johimbiny, trzeba mieć naczynia krwionośne w bardzo dobrym stanie. Przy zaawansowanej miażdżycy, nadciśnieniu czy cukrzycy (zwykle te choroby występują razem) ściana naczyń jest pogrubiona, a to zmniejsza średnicę i  krew nie przepływa sprawnie. Nie zaznamy więc spodziewanego wypełnienia ciał jamistych, a możemy doświadczyć skradającej się po cichu niewydolności układu krążenia, która, niestety, już w wieku 45 lat niekiedy daje o sobie znać udarem czy zawałem. Bardzo często, nawet u ponad połowy użytkowników, rozczarowanie słabym działaniem johimbiny (jego brakiem) wynika z ich kiepskiego stanu zdrowia.

2. Co z tzw. muchą hiszpańską?

Jej nazwa robi właściwie całą robotę, a nie jest ani hiszpańska, ani żadna z niej mucha. To chrząszcz, który się nazywa pryszczel lekarski. To, co zyskało sławę afrodyzjaka, to kantarydyna, substancja, którą owad wydziela z siebie w chwili zagrożenia. Kantarydyna ma właściwości pobudzające zakończenia nerwowe w obrębie układu moczowo-płciowego i  podrażnia błony śluzowe oraz cewkę moczową, co może być odbierane jako wzrost pobudliwości seksualnej. Działa jednak wtedy, gdy podniecenie jest już na wysokim poziomie, za to szybko, już kilka minut po podaniu kilku kropli pod język. Kłopot w tym, że nieostrożne jej stosowanie może prowadzić do poważnych powikłań, na przykład do krwotocznego zapalenia cewek nerkowych i ich martwicy.

Dobra (niedobra?) wiadomość jest jednak taka, że w większości oferowanych w internecie preparatów o nazwie „hiszpańska mucha” niewiele jest substancji czynnej, czyli kantarydyny. Dlatego też trudno zauważyć działanie „muchy”, zarówno to właściwe, jak i niepożądane.

3. Czy krewetki i ostrygi wzmagają pożądanie?

Afrodyzjakami w potocznym języku są też produkty spożywcze. Uważa się, że ich jedzenie wprowadza w erotyczny nastrój – w rzeczywistości zawierają substancje usprawniające działanie ciała, najczęściej ukrwienie, w tym męskich narządów rodnych. Z medycznego punktu widzenia można powiedzieć, że są to produkty bogate w wartości odżywcze, których regularne spożywanie może się przysłużyć poprawie łóżkowej kondycji. Za afrodyzjaki uchodzą owoce morza  – krewetki i  ostrygi. Sam rytuał ich jedzenia potrafi zapalić erotyczną lampkę, a w dodatku jako produkt luksusowy wprawiają w przyjemny nastrój. Przy okazji mają sporo witamin A, D oraz z grupy B i pierwiastków: cynku, wapnia, fosforu, jodu, żelaza, przez co wpływają na metabolizm testosteronu. Cynk jest ważny dla odpowiedniej pracy układu krążenia (oraz odporności) i lepiej pamiętać o  jego naturalnej suplementacji w  okresie wzmożonej aktywności seksualnej, bo – uwaga – spore ilości cynku wytracamy wraz z  ejakulatem.

4. Czy banan i arbuz są jak viagra?

Oba zawierają bromelin, enzym, który poprawia produkcję testosteronu, i szybko dostarcza energii na łóżkowe igraszki. Z kolei arbuz jest nawet nazywany grecką viagrą. Wszystko dzięki zawartości naturalnego przeciwutleniacza, likopenu (poprawia krążenie krwi), ale przede wszystkim cytruliny, która ma właściwości rozszerzające naczynia krwionośne – jest nawet stosowana w produkcji leków zapobiegających problemom z erekcją. Gorsza wiadomość jest taka, że najwięcej cytruliny zawiera skórka arbuza. Można ją jednak podawać zmiksowaną w koktajlach albo duszoną z przyprawami jako np. składnik chutneya.

5. Czy papryczka chili i imbir pobudzają?

Ostry smak papryczki to zasługa kapsaicyny, związku, który rozgrzewa i poprawia krążenie krwi, przez co może potęgować doznania seksualne, ale też odpalać w mózgu endorfiny odpowiedzialne za rozluźnienie i  dobry nastrój. Jeśli do trawy dodajemy chili, pamiętajmy, by towarzyszyła jej oliwa. Obecność dobrego tłuszczu zwiększa przyswajanie składników przyprawy. Imbir ma wpływ na lepsze ukrwienie męskich na[1]rządów płciowych. Dowiedziono, że rozszerza naczynia krwionośne i umożliwia swobodny napływ krwi do ciał jamistych prącia, a  to pozwala na osiągnięcie odpowiedniej sztywności członka i erekcję. Regularne jedzenie imbiru wzmaga produkcję hormonów i plemników, a  spożycie go przed randką przyspiesza tętno, przez co  wywołuje reakcję podobną do tej towarzyszącej seksualnemu podnieceniu. Cenne właściwości imbiru podnosi dodanie aromatycznych przypraw, takich jak cynamon, anyż, goździki czy kardamon.

6. A może korzonki są skuteczne?

Najwięcej naukowych not pochwalnych ma jeszcze inna roślina – żeń-szeń. Ten egzotyczny korzeń zwiększa potencję, a  nawet krzesze pożądanie. Zawiera ginsenozydy, które zwiększają uwalnianie się tlenku azotu z  komórek nabłonków naczyń i  receptorów nerwowych okołonaczyniowych narządów płciowych, co wspomaga rozkurcz naczyń krwionośnych i powoduje napływ krwi do penisa, a to poprawia erekcję. Działanie ginsenozydów jest tak dobrze zbadane, że są one nawet stosowane do produkcji współczesnych leków na zaburzenia erekcji. Usprawniają też ukrwienie żeńskich narządów płciowych. Żeń-szeń ma też właściwości wzmacniające  ogólny stan zdrowia. Za najcenniejszą uchodzi koreańska odmiana, bo jest szczególnie bogata w ginsenozydy. Żeby odczuć cudowne właściwości korzenia, trzeba go spożywać przez dłuższy czas. Jednorazowe wypicie toniku z żeń-szeniem na godzinę przed randką raczej nie da spektakularnych efektów.

A co daje spektakularne? Współczesna medycyna dla mężczyzn ma naprawdę niezłe propozycje.

****

Tekst powstał na podstawie nowej książki Tadeusza Oleszczukaa „Facet jak młody Bóg”, Pascal

Dr Tadeusz Oleszczuk, lekarz z trzydziestoletnim doświadczeniem, pracuje jako ginekolog położnik w Warszawie. Częsty gość telewizji śniadaniowych i radiowych. Autor bestsellerowych poradników i propagator holistycznego podejścia do ludzkiego zdrowia. Uważa, że nie można lekceważyć wpływu, jaki na nasze samopoczucie mają środowisko i styl życia. Łatwo jest połknąć tabletkę. Ae czy nie lepiej zmienić sposób, w jaki żyjemy?

 


Związek

Chcesz znów zacząć randkować, ale się boisz? Sześć sposobów na wyrwanie się z letargu i lęku

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 lipca 2022
randka
fot. iStock

Wiele osób po pandemii i długim czasie izolacji mówi swoim terapeutom, że stracili pewność siebie w randkowaniu. W warunkach izolacji ograniczaliśmy liczbę ludzi, z którymi się spotykaliśmy. Stworzyliśmy swoje „kapsuły bezpieczeństwa”, które trzymały nas blisko rodziny i tych najistotniejszych dla nas przyjaciół. Ale jeśli jesteś singielką lub singlem, czas wrócić do gry. Pozostawanie dłużej w tej „strefie komfortu” może wzmagać w nas… lenistwo i niechęć do podejmowania ryzyka.

Psychologowie są zgodni, że ludzie czują się  najbardziej szczęśliwi, jeśli mają w sobie zdolność do tego, by otwierać się na różne nowe doświadczenia. Jednocześnie są też gotowi do kwestionowania tego, co do tej pory praktykowali. Chodzi więc o elastyczność. Jeśli zamykasz się w tym, do czego przywykłaś, powinna ci się zapalić czerwona lampka. Pamiętaj też, że niestety im dłużej zwlekasz, tym trudniej wraca się do randkowania.

Ludzie do tej pory najczęściej odrzucali „świat randek”, kiedy doświadczyli zbyt wielu miłosnych rozczarowań. Krótko mówiąc, bali się porażki lub kolejnego zranienia.  Ale dziś, po pandemmi i w dobie pracy wirtualnej, tych powodów jest znacznie więcej.

Sześć sposobów na wyrwanie się z letargu, by ponowne wejść do „świata randek”:

1. Inni czują dokładnie to samo

Jeśli myślisz, że jesteś jedynym na tym świecie przestraszonym i nie do końca przekonanym do randkowania człowiekiem – mylisz się. Łatwo ulec takiemu złudzeniu, że na portalach randkowych „siedzą” ludzie, którym zależy tylko na seksie albo którzy poranili już wiele osób w nieudanych związkach. To nieprawda! Tam są też tacy, jak ty: przestraszeni i z niewielką nadzieją na odnalezienie prawdziwej miłości. Być może wycofali się z randkowania, bo próbowali już kilka razy i nie poczuli chemii, albo zawiedli się na swoich dotychczasowych partnerach.

2. Wyjdź ze strefy komfortu

Kuszące jest pozostanie przy tym, co bezpieczne i wygodne. Jeśli w twoim życiu nie ma teraz specjalnych wyzwań i zawirowań… Jeżeli zapanowała flauta, ale ta przewidywalność, choć zapewnia ci spokój i harmonię, sprawia, że zaczynasz się nudzić… Pod skórą czujesz, że najwyższy czas coś zmienić. Bo już wiesz dobrze, jakie poglądy mają twoi znajomi. Zawsze możesz przewidzieć, co zamówicie rw kawiarni i dokąd pojedziecie na wakacje. Więc… może jednak warto zaryzykować i wyjść z „bańki”, spod tego ciepłego kocyka na kanapie i spróbować czegoś nowego.

3. Porzuć szkodliwe przekonania

Niektóre tzw. złote myśli i sentencje, które często znajdujemy w Internecie albo w kiepskich poradnikach psychologicznych, zapadają nam mocno w pamięć. I jeśli są dla nas łatwe do zrealizowania, podążamy za nimi. Jedną z takich szkodliwych myśli jest: „Nie szukaj miłości, to sama cię znajdzie”. To typowa półprawda. Bo owszem, jeśli obsesyjnie „ciśniesz” na związek – zgadzasz się najprawdopodobniej na byle jakich partnerów. Jeśli odpuszczasz i robisz trochę przestrzeni dla siebie na zrozumienie siebie, może zadziać się coś pozytywnego. Jednak zdanie, by „nie szukać miłości, to ona sama cię znajdzie”, potraktowane literalnie, może tylko wzmocnić twoje lenistwo i brak podejmowania jakikolwiek działań. Jeśli więc czujesz, że zaniedbujesz swoją fizyczność, objadasz się, dawno nie byłaś u fryzjera, bo zaczęłaś wierzyć… że miłość sama cię kiedyś odnajdzie – jesteś na złej drodze.

4. Zrób rachunek sumienia

Zadaj sobie pytania: co kieruje teraz twoim system wartości. Co wpływa na to, jak się dziś czujesz? Skąd biorą się myśli, by „zaszyć się” w bezpiecznym miejscu? Czy kiedykolwiek byłaś bardziej otwarta i zainteresowana nowymi ludźmi? Czy czujesz, że wszystko jest wokół ciebie teraz bardzo przewidywalne? A może wydaje ci się, że nie zasłużyłaś na prawdziwą miłość, a fajny facet nie zwróci na ciebie uwagi?

5. Jakiego faceta pragniesz

A teraz spróbuj zwizualizować sobie interesujacego mężczyznę. Jakie cechy charakteru byłyby dla ciebie najbardziej atrakcyjne? Jaki wygląd, temperament, aura najbardziej by ci odpowiadały? Zastanów się, co mogłabyś odpuścić? Może niekoniecznie on musi być szczupły? Albo nie musi mieć wyższego wykształcenia? Niektórzy twierdzą, że taka wizualizacja pomaga nam przyciągnąć do siebie odpowiednich ludzi. A nawet jeśli nie, to z całą pewnością pomaga nam zorientować się, czego naprawdę pragniemy w danym momencie.

6. Katapulta do większych perspektyw

Kolejne ćwiczenie: wyobraź sobie, że mieszkasz w małym miasteczku ze wszystkimi pozytywami i negatywami tej sytuacji. Może jest tam tylko jedna cukiernia i trzy smaki lodów? Może tylko jeden dobry fryzjer, w którym potrafią ufarbować włosy? Może do miasta, w którym działa kino musisz jechać 80 km? Następnie wyobraź sobie, że katapultujesz się do metropolii. Czy w tej sytuacji nadal będziesz jeść tylko trzy smaki lodów? A może zaryzykujesz i spróbujesz jednak czegoś nowego? Olejesz tzw. strefę komfortu. Zakopiesz choć na chwilę własny lęk, niepewność i… wyruszysz po przygodę, a być może odnajdziesz prawdziwą miłość.


Zobacz także

„Mam jedno życie, chciałabym przeżyć to jeszcze raz”. Zdrada jest niezwykle atrakcyjna

Co to znaczy, że partner cię „blokuje”

Pułapki intymności, czyli jak dobre intencje mogą niszczyć związek