Dieta Zdrowie

Masz suchą skórę, gorszy wzrok, a może dokuczają ci bóle głowy? Niedobór, jak i nadmiar witaminy A bywa niebezpieczny

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 września 2021
Witamina A - niedobór, nadmiar
Fot. iStock
 

Witamina A jest niezbędna dla prawidłowej pracy organizmu, ale jej niedobór, jak i nadmiar, może być bardzo szkodliwy dla zdrowia. Warto wiedzieć,  jakie właściwości ma witamina A, w jakich produktach można ją znaleźć, oraz jakie skutki może mieć dla zdrowia jej nadmiar bądź niedobór. 

Czym jest witamina A?

Witamina A to określenie na związki chemiczne, takie jak np. beta-karoten czy retinol, należące do grupy karotenoidów. Karotenoidy odpowiadają mi.in. za charakterystyczne pomarańczowe zabarwienie dyni czy marchewki. Witamina A (podobnie jak witaminy D, E oraz K) należy do grupy witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. W organizmie magazynują je wątroba oraz tkanka tłuszczowa, co sprawia, że niedobór tej witaminy nie jest powszechnym zjawiskiem.

Przyswajanie witaminy A  zwiększa obecność tłuszczów w posiłku, a także witamin B, C, D i E oraz wapnia, fosforu i cynku. Z kolei wchłanianie jej hamuje kofeina, nikotyna oraz alkohol. Witaminę A możemy znaleźć w produktach pochodzenia zwierzęcego (tran, wątróbka, żółtka jaj, mleko i jego przetwory), oraz roślinnego (warzywa, np.: szpinak, brokuły, marchew, dynie, pomidory, oraz owoce, np.: wiśnie, brzoskwinie, morele, arbuzy, pomarańcze).

Witamina A - niedobór, nadmiar

Fot. iStock/Witamina A

Rola witaminy A w organizmie 

Witamina A jest niezbędna dla prawidłowej pracy organizmu. Ponieważ wpływa na jego funkcjonowanie na wielu płaszczyznach, jej niedobór lub nadmiar mogą mieć różne konsekwencje.

Witamina A jest konieczna m.in. do procesów wzrostowych w różnicowaniu komórek organizmu oraz prawidłowej regeneracji komórek. Działa ochronnie na nabłonek skóry i błon śluzowych, bierze udział w syntezie białek i w przemianach tłuszczów. Wiadomo również, że witamina A jest ważna dla prawidłowego widzenia, chroni komórki przed działaniem wolnych rodników, opóźniając procesy starzenia.

Witamina A jest konieczna dla zdrowej skóry

Witamina A to jedna z substancji, które gwarantują zdrowy wygląd skóry oraz włosów i paznokci. Dzięki swoim regeneracyjnym właściwościom jest częstym składnikiem różnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Kremy z witaminą A zwiększają elastyczność i gładkość skóry, pobudzają produkcję włókien kolagenowych, wpływają na spłycenie niewielkich zmarszczek, rozjaśniają przebarwienia. Witamina A w kosmetykach dodawana jest jako retinol i palmitynian retinylu, o wiele rzadziej w formie beta-karotenu. Wspomniane retinoidy przyspieszają regenerację ran, dlatego są cenionym wsparciem w trakcie leczenia takich zmian skórnych jak trądzik, łuszczyca i atopowe zapalenie skóry (AZS).

Witamina A - niedobór, nadmiar

Fot. iStock/Witamina A

Niedobór witaminy A (hipowitaminoza) 

Dzienne zapotrzebowanie na witaminę A u mężczyzn wynosi 900 mcg, a u kobiet 700 mcg. Zarówno niedobór jak i nadmiar tej witaminy jest szkodliwy. Jej niedobór zdarza się raczej rzadko, ale objawy mogą być dokuczliwe. Po czym można poznać, że jest problem ze zbyt niskim poziomem witaminy A?

Problemy ze wzrokiem

Niedobór witaminy A prowadzi do zaburzeń w procesie widzenia, np. wystąpienie tzw. kurzej ślepoty, czyli niedowidzenia o zmierzchu (ślepota zmierzchowa). Dochodzi również do suchości spojówek i rogówek, zgrubienia spojówek, zapalenia brzegów powiek.

Problemy ze skórą i włosami

Niedobór witaminy A prowadzi do nadmiernego rogowacenia naskórka i łuszczenia się naskórka, dokuczliwej suchości i swędzenia skóry. Problem nasila się szczególnie na łokciach, kolanach, ramionach i udach. Niedostateczna ilość witaminy A w organizmie utrudnia także proces gojenia się ran, powoduje przerzedzenie włosów oraz ich łamliwość, wpływa na kruchość paznokci.

Niższa odporność organizmu 

Niedobór witaminy A skutkuje pogorszeniem pracy układu immunologicznego i zwyrodnieniem nabłonka błon śluzowych dróg oddechowych, co zwiększa podatność na atak bakterii i wirusów.

Inne skutki niedoboru witaminy A 

Przewlekły niedobór witaminy A wpływa na zahamowanie wzrostu i rozwoju u dzieci oraz problemy z płodnością u dorosłych.

Witamina A - niedobór, nadmiar

Fot. iStock/Witamina A

Nadmiar witaminy A w organizmie (hiperwitaminoza)

Zbyt duża ilość witaminy A w pożywieniu lub w suplementach, a  co za tym idzie, jej wysoki poziom w organizmie, może mieć poważne skutki dla zdrowia. Ponieważ witamina A gromadzi się w wątrobie, jej nadmiar jest dla niej toksyczny i teratogenny (powodujący powstanie wad). Nadmiar witaminy A może skutkować:

  • powiększeniem wątroby;
  • nadmierną pobudliwością;
  • bólami głowy;
  • uczuciem osłabienia;
  • pojawienie się chorób skóry oraz jej żółtego zabarwienia;
  • zaburzeniami świadomości i sennością;
  • pogłębianiem się zaburzeń wzroku.

W przypadku długotrwałego przedawkowywania retinolu dochodzi do zwapnienia tkanek miękkich oraz samoistnych złamań. Może nastąpić także uszkodzenie wątroby, co jest stanem zagrażającym życiu. Istnieją podejrzenia, że suplementacja witaminy A u palaczy papierosów może zwiększyć ryzyko rozwoju nowotworów.


źródło:  www.mp.pl 

Dieta Zdrowie

Boczniaki mają więcej zalet, niż tylko smak. Jak można je wykorzystać dla zdrowia?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 września 2021
boczniaki
Fot. iStock
 

Boczniaki, obok pieczarek, cieszą się dużą popularnością w polskiej kuchni, ze względu na smak i różne sposoby wykorzystania. Ponadto pozytywnie wpływają na zdrowie, dzięki zawartości witamin i składników mineralnych. Dlaczego warto włączyć je do diety?

Jak wyglądają boczniaki?

Boczniaki można spotkać na pniach drzew liściastych, w charakterystycznym, dachówkowatym ułożeniu na martwych lub uszkodzonych pniach drzew. Ich najczęściej brązowe, popielate lub ciemnoszare kapelusze (o średnicy 5–15 cm) przybierają kształt muszli. Można je zbierać w lasach, ogrodach lub parkach od listopada nawet  do lutego, jeśli zima jest łagodna. Największą popularnością cieszy się boczniak ostrygowaty, jadalne są również owocniki boczniaka topolowego, boczniaka rowkowanotrzonowego (lejkowatego), boczniaka łyżkowatego (płucnego) i boczniaka mikołajkowego (królewskiego). Boczniaki można uprawiać w warunkach domowych, jednak o wiele łatwiej jednak kupić te smaczne grzyby, które popularnością doganiają pieczarki.

Młode boczniaki ostrygowate, czyli te najbardziej doceniane w kuchni, są najsmaczniejsze. Im młodszy grzyb, tym bardziej łukowaty kształt kapelusza posiada (z podwiniętym ostrym brzegiem). Stare egzemplarze mają jaśniejszy kolor, mogą być bardziej łykowate i mniej smaczne, można je rozpoznać po muszlowatym kształcie kapelusza. Wspomniany kapelusz nie posiada skórki i ma matową powierzchnię. Posiada szerokie i gęsto ułożone blaszki, zbiegają się na trzonie o długości 1–4 centymetrów przyrastającym bokiem do drzewa.

boczniaki

Fot. iStock 

Boczniaki — wartości odżywcze

W odróżnieniu od innych leśnych grzybów boczniaki są źródłem witamin z grupy B (w tym kwasu foliowego) i witaminy C, oraz składników mineralnych takich jak: magnez, potas, fosfór, żelazo, wapń, sód, cynk. Boczniaki dostarczają dobrze przyswajalne białko oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Dostarczają niemałą ilość błonnika pokarmowego 4–9 g/100 g. Boczniaki są niskokaloryczne, ponieważ w 100 g dostarczają 37 kcal. Posiadają również niski indeks i ładunek glikemiczny.

Boczniaki dla zdrowia

Boczniaki to nie tylko smaczne składniki różnych potraw. Posiadają także właściwości lecznicze, na które warto zwrócić uwagę.

Potencjał antynowotworowy

Wiadomo, że pleuran, aktywna substancja obecna w ekstrakcie z boczniaka, może wpływać na zmniejszanie się guzów nowotworowych, a beta-glukany (rodzaj rozpuszczalnego błonnika pokarmowego) wykazują działanie immunostymulujące i również antynowotworowe.

Wspierają odporność

Wspomniany beta-glukan i antyoksydanty chronią organizm przed szkodliwą działalnością wolnych rodników, zapobiegając stresowi oksydacyjnemu, i wspierając pracę układu odpornościowego.  

boczniaki

Fot. iStock

Obniżają ryzyko cukrzycy  

Wprowadzenie do diety boczniaków poskutkuje obniżeniem poziomu cukru we krwi u osób cierpiących na cukrzycę.

Boczniaki obniżają poziom cholesterolu we krwi

Badania przeprowadzone na zwierzętach wykazały, że boczniaki wpływają na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi. Czasopismo Mycobiology podało, że szczury karmione boczniakami miały poziom cholesterolu całkowitego niższy o 37%, a trójglicerydów obniżony o 45%. Na badania potwierdzające ten wpływ na ludzki organizm trzeba jednak poczekać. Regularne sięganie po te grzyby może poprawić stan naczyń krwionośnych u osób zagrożonych miażdżycą.

Kto nie powinien sięgać po te grzyby?

Boczniaki nie są polecane każdemu, ponieważ u osób z tendencją do alergii mogą wywołać niepożądaną reakcję organizmu (najczęściej wysypka, bóle stawów, gorączka, dreszcze). Boczniaków, podobnie jak innych leśnych grzybów, nie należy podawać dzieciom przed ukończeniem 7 roku życia.

Ze względu na zawartość niewielkiej ilości arabitolu (alkohol cukrowy), boczniaki mogą powodować przykre objawy ze strony układu pokarmowego.

Grzyby te nie są wskazane dla osób cierpiących na dnę moczanową, ponieważ zawierają dużą ilość puryn, które w organizmie przekształcają się w kwas moczowy. Zbyt wysoki poziom kwasu moczowego wpływa na odczuwanie bólu w stawach, pojawienie się obrzęku i zaczerwienienia.

boczniaki

Fot. iStock 

Boczniaki w panierce — przepis 

Te smaczne grzyby w diecie wegańskiej i wegetariańskiej traktowane są jako zamiennik mięsa. Można je jeść w postaci świeżej, po  odpowiednim przyrządzeniu, ale nadają się także do mrożenia i suszenia. Można z nich wyczarować np. flaczki, czy “nuggetsy” i użyć jako zamiennik śledzi. Tradycyjnie sprawdzą się również w roli farszu naleśnikowego lub farszu do pierogów. Świetnie smakują przyrządzone w prosty sposób — w panierce.

Składniki na boczniaki w panierce:

  • boczniaki;
  • mąka pszenna;
  • bułka tarta;
  • jajko;
  • sól;
  • olej do smażenia.

Przygotowanie boczniaków: 

Grzyby oprósz solą i zostaw na kilka minut. W talerzyku rozkłóć jajko, rozgrzej patelnię z olejem. Grzyby obtocz w mące, następnie w jajku i kolejno w bułce tartej. Boczniaki w panierce smaż na rozgrzanym oleju na zloty kolor z obu stron. Usmażone grzyby odkładaj z patelni na papierowy ręcznik kuchenny, aby pozbyć się z nich nadmiaru tłuszczu. Grzyby najlepiej smakują gorące.


źródło:  zywienie.medonet.pl ,www.poradnikzdrowie.pl 

Dieta Zdrowie

Szkoła rozwija w dzieciach zaradność? To mit! W dużej mierze sprawia, że dzieci są nieszczęśliwe, uległe i gotowe do pracy pod przymusem w korporacji!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
27 września 2021
fot. iStock

– Czego uczy nas szkoła? Czy poza tabliczką mnożenia nie wpaja w nas uległości, bierności, posłuszeństwa, rywalizacji pracy pod przymusem. Dlatego trzeba ją zlikwidować! – mówi Mikołaj Marcela, nauczyciel akademicki, doktor nauk humanistycznych i autor bestselerowych poradników.


Na swoim Facebooku napisał pan niedawno: „Kiedy mówi się głośno, że szkoła pod wieloma względami jest więzieniem, na które skazujemy młodych ludzi (…), miejscem, w których czeka ich 12-letnia obowiązkowa „odsiadka” – często podnoszą się głosy oburzenia. A jak to się kończy w dorosłym życiu?

– Jeśli dzieciaki przez siedem godzin siedzą w szkole i (jak mają szczęście) przez osiem godzin śpią, łatwo policzyć, że ponad połowę doby spędzają w bezruchu. Do tego dochodzi jeszcze odrabianie lekcji. A jeśli dziecko wierci się na lekcji, dostaje uwagę, bo powinno siedzieć cicho i posłusznie notować to, co nauczyciel ma do powiedzenie. Oczywiście to jest przygotowanie młodego obywatela do rynku pracy. Dziś statystyczny dorosły spędza ok. 70% swojego życia siedząc lub leżąc! Pytanie tylko, czy my chcemy taki świat, w którym ludzie nie tylko „odsiadują” swoje życie, ale również wykonują zadania bez satysfakcji i bez poczucia sensu – z czym na ogół mamy do czynienia w szkole.

W swojej nowej książce „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat”, przytacza pan taką anegdotę – w firmie pracują ze sobą przedstawiciele pokolenia X, Y i Z. Każdy z nich chciałby pójść na koncert, ale szef każe im zostać w pracy i nie za nic nie chce dać wolnego. Co robi każdy z nich? Boomer spuszcza głowę i posłusznie wraca do pracy, Millenials przynosi zwolnienie lekarskie i po kryjomu wymyka się na koncert. A co robi przedstawiciel generacji Z? Składa wypowiedzenie z pracy. Co wynika z tej anegdoty?

– Mam wrażenie, że moje pokolenie, czyli Millenialsi, próbuje w jakimś sensie hakować system, by mniej lub bardziej legalnie osiągać to, czego pragnie. Natomiast część ludzi z młodego pokolenia określanego mianem Z, które najwięcej skorzystało z nowych technologii i także dzięki temu ma najbardziej otwarty umysł, potrafi już zawalczyć o swoje. To pokolenie jednak najbardziej boleśnie doświadcza rozdźwięku między szkołą a światem.

Codzienność młodych ludzi dziś wygląda tak: muszą iść do szkoły, jak niewolnicy, czego są chyba znacznie bardziej świadomi niż poprzednie pokolenia, dla których szkoła jednak z wielu powodów mogła mieć powab. A kiedy z niej wychodzą, mają poczucie, że to, co tam robią, nie specjalnie przyda się im w życiu i zupełnie nie jest na czasie – że to pod wieloma względami strata czasu i energii…

Co my rodzice mamy zrobić z dziećmi, które po pandemii nie chcą chodzić do szkoły?

– Kłopot polega na tym, że w takiej sytuacji rodzicom wydaje się, że to z ich dzieckiem coś jest nie tak. To dzieciaka trzeba zdyscyplinować, ponieważ ze szkołą i tak nic nie da się zrobić. To błędne założenie. Ja myślę, że powinniśmy posłuchać młodych ludzi, tym bardziej że według badań 51% dzieciaków nie chce wrócić do w pełni stacjonarnej szkoły (choć czy może nas to dziwić, skoro bardzo wielu dorosłych nie chce wracać do w pełni stacjonarnej pracy?). Dla wielu uczniów zdalna edukacja była szansą na zdystansowanie od szkoły, ucieczkę przed jej opresyjnością i po prostu kilkoma, kilkunastoma miesiącami oddechu.

Tylko że my rodzice nie potrafimy zaufać swoim dzieciom, że chcą innej szkoły. Nie specjalnie mamy też alternatywę do zaoferowania.

– Mam wrażenie, że pod wieloma względami przez ostatnie dekady żyliśmy na zasadzie przyzwyczajenia. Szkoła, do której chodzą nasze dzieci, została stworzona w określonym czasie i dla realizowania określonych celów. Tyle tylko, że te cele dotyczyły XIX i ewentualnie XX wieku! Zwłaszcza dziś, kiedy dzieci mają za sobą doświadczenie nauki zdalnej, potrzebujemy już zupełnie innego myślenia o edukacji. Pamiętajmy, to nie jest przypadek, że jesteśmy na drugim miejscu w Europie pod względem depresji i myśli samobójczych wśród dzieci.

Pana zdaniem winna jest temu szkoła?

– Większość uczniów źle się czuje w szkole. UNICEF badał w czasie pandemii, czy uczniowie chcą wrócić do szkoły stacjonarnej i te badania pokazały wyraźnie, że tak, ale przede wszystkim po to, by odnowić kontakty rówieśnicze, chęć powrotu do szkoły z powodu lekcji wskazało tylko 40% młodych ludzi! Szczerze mówiąc, mnie dziwi fakt, że wszyscy przeszliśmy przez ten pruski model nauczania i widzimy, że on nie działa, że dziś pamiętamy znikomy procent tego, czego się uczyliśmy.

Wszyscy doświadczyliśmy w szkole jakiejś formy przemocy psychicznej i symbolicznej, czasem może fizycznej. Wszyscy wiemy, jak toksyczne jest to środowisko i jak byliśmy w dzieciństwie nieszczęśliwi i niewyspani. Jednak kiedy nagle stajemy się dorośli, to o tym wszystkim zapominamy. Absolutna amnezja, by nawiązać do tytułu powieści Izabeli Morskiej, którą bardzo często cytuję w mojej najnowszej książce. Kończymy naukę, potem mamy dzieci i dziwimy się, że one nie chcą chodzić do szkoły. W dodatku mówimy im: „Przecież ja byłem i jakoś to wszystko przeżyłem”.

Może i przeżyłem, ale do tej pory borykam się z traumą! Mam rację?

– Tak i teraz w wieku 30. czy 40. lat zaczynam terapię lub proces coachingowy, żeby uporządkować sobie życie lub zrozumieć, co tak naprawdę jest dla mnie ważne i co chciałbym robić na co dzień. Bo przez 12 lat, kiedy powinienem rozwijać się, poznawać swoje mocne strony i uczuć się rozumieć, kim jestem, byłem uczony pokory.

…bycia grzecznym, posłusznym, a nawet uczyłem się znosić przemoc i obcesowość nauczycieli.

– Wszyscy słyszeliśmy w szkole hasła: „Jak tak dalej będziesz się uczył, to wylądujesz gdzieś tam”, „Jak będziesz się tak ubierać, to zostaniesz kimś tam”. Niestety w naszej szkole nadal jest za dużo dyscyplinowania, zmuszania do posłuszeństwa, a za mało przestrzeni na rozwój i przeciwstawianie się. Szkoła jako instytucja nie lubi „nie” z ust młodych ludzi. Jako dorośli zostaliśmy wytrenowani do tego, by być zgodliwymi. Jednak mimo to dziwimy się nadal, że w Polsce nie potrafimy zareagować obywatelsko w sytuacjach niesprawiedliwości. Pamiętajmy, że to dlatego, że w dużej mierze zostaliśmy złamani przez nasz system edukacji.

Co by pan powiedział rodzicom dzieci, które dziś płaczą przed pójściem do szkoły albo gasną, smutnieją?

– Moim zdaniem wiara, że dzieci powinny się dostosować, jest naiwna. Dzieci może i dostosują się, ale na sto procent tę konieczność dostosowania wyprą i kiedyś to do nich wróci. Jeżeli młody człowiek cierpi, bo nie widzi sensu, celowości swoich działań, to wszystko kiedyś do niego wróci. Ja bym chciał, byśmy zaczęli przyglądać się systemowi edukacji w Finlandii, który zakłada, że to nie uczeń ma przystosować się do szkoły, ale to szkoła ma dostosować się do potrzeb i możliwości ucznia. Opowiada o tym często na rozmaitych spotkaniach i konferencjach Pasi Sahlberg, fiński edukator i autor książki „Finnish Lessons 2.0” opisującej to, jak funkcjonuje fiński model edukacji.

Pan podobno w edukacji miał wielkie szczęście ze względu na podejście do nauki swoich rodziców.

– Moi rodzice dawali mi dużo wolności. Mieli demokratyczne podejście do edukacji, byli bardzo wyzwoleni, jeśli chodzi o rozmaite wyobrażenia na temat tego, po co jest szkoła. Nigdy nie pytali mnie o oceny i czy odrobiłem zadania w domu. Jeśli nauczyciele mieli do mnie pretensje, to stawali po mojej stronie. Pewnie dzięki nim dziś z taką łatwością przychodzi mi krytyka szkoły.

Jaką dziś mamy alternatywę do szkoły publicznej?

– Szkoły waldorfskie, Montessori, demokratyczne robią dobrą robotę. Podobnie ruch oddolnych inicjatyw edukacyjnych, w ramach którego powstają mikroszkoły i rozwija się edukacja domowa. Oczywiście minusem systemu niepublicznego jest jednak odpłatność, co czyni ją niedostępną dla wielu rodzin. Jakimś rozwiązaniem jest wspomniana edukacja domowa i myślę, że po pandemii ten nurt zyska na popularności, bo wbrew obiegowej opinii, część uczniów genialnie odnalazła w systemie nauki on-line w domu. Poza tym ja wierzę, że rewolucja polskiej edukacji tak naprawdę zacznie się w domach dzięki rodzicom.

Jeśli rodzice przestaną przykładać wagę do ocen, jeśli uznają, że „trójki” wystarczą, poza momentami egzaminów ósmoklasisty i maturalnym. Jeśli wyluzują i pozwolą, by dzieci swój wolny czas poświęcały na nudę, zabawę oraz rozwijanie swoich indywidualnych pasji i umiejętności. To wtedy ich dzieci po prostu będzie szczęśliwsze. Badania z psychologii pozytywnej pokazują, co wzmacnia nasz dobrostan. Powinniśmy robić coś, co ma dla nas znacznie, przynosi nam przyjemne emocje, pozwala się zaangażować, realizować nasze cele i tworzyć autentyczne relacje międzyludzkie.

Ale przecież dzieci w Polsce nie mają na to czasu. Muszą po szkole odrabiać lekcje!

– Dzieci dziś mają do przyswojenia o 30% materiału więcej niż pokolenie rodziców, o czym w swojej książce pisze m.in. Malcolm Harris. W dodatku muszą odrobić często przez kilka godzin lekcje w domu. I co najdziwniejsze – zarówno nauczyciele, jak i wielu rodziców uważa, że to jest dobry pomysł, bo młody człowiek zajęty lekcjami nie ma czasu, by coś głupiego wpadło mu do głowy. A to nie ma nic wspólnego z nauką. Dla mnie to jest po prostu praca niewolnicza czy rodzaj kary, coś, co absolutnie nie sprzyja rozwojowi. Dlatego jedyne, co mogę doradzić rodzicom, to więcej luzu.

Ja bym odpuścił oceny i przykładanie się do nauki za wszelką cenę na co dzień. Powiedziałabym tak, jak mówiła do mnie moja mama: „Rób, tak by przechodzić z klasy do klasy, a oprócz tego, rób wszystko byś był szczęśliwy.”

Jest dla nas uczniów i dla rodziców jakaś nadzieja?

– My żyjemy w takim świecie, w którym ludzie są przekonani, że będzie już tylko gorzej. Ja myślę zupełnie inaczej – miejsce, w którym się teraz znaleźliśmy i to, co sobie pozwoliliśmy zrobić na różnych poziomach, wskazuje na to, że jesteśmy już u progu wielkich zmian. Uczniowie przechodzą do edukacji domowej, ze szkół państwowych odchodzą dobrzy nauczyciele. Ten system staje się niewydolny i pewnie sam niedługo się zapadnie. To jest dobre! Bo jeśli on by się nie zapadł, to my go pewnie byśmy chcieli cały czas uzdrawiać.

Dlaczego napisał pan: „SeLekcję. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwo i świat”?

– Zrobiłem to, by wybić ludzi z komfortu myślenia o szkole – że jest to miejsce, które musi wyglądać tak, jak obecnie wygląda. Bez podniesienia poziomu świadomości w tym względzie nie dojdzie do żadnej rewolucji, a w tym momencie jest ona po prostu koniecznością. Z drugiej strony głęboko wierzę, że będzie już tylko lepiej. Zresztą, gdyby dwa, trzy lata temu ktoś powiedział, że obecny model szkoły trzeba zlikwidować, zostałby uznany za wariata. A dziś napisałem o tym książkę i proszę, okazuje się, że już możemy na spokojnie o tym dyskutować.

Chciałam na koniec naszej rozmowy powiedzieć – dziękuję za tę książkę! A do rodziców – ufajmy naszym dzieciom, one nie są głupie. Bierzmy na serio ich słowa, gdy mówią nam, że nie chcą chodzić do szkoły!

– My dorośli często niestety postrzegamy młodych ludzi jak jakieś „nierozumne istoty”, którym musimy powiedzieć, jak prawdziwe życie wygląda i oni muszą się do tego naszego (nierzadko błędnego) wyobrażenia dostosować. Nasze dzieci są bardzo inteligentne, wiele rozumieją, wiele też rzeczy znoszą i robią wyłącznie dla nas dorosłych, bo nie chcą sprawiać nam przykrości. Pamiętajmy też, że nie będzie lepszej szkoły i edukacji bez zmiany naszego myślenia.

Dla mnie podstawą tej zmiany jest triada, którą bardzo często powtarzam w rozmaitych miejscach: zaufanie, wsparcie i dialog. Te trzy kwestie są dla mnie kluczem do wzajemnego zrozumienia i tworzenia warunków dla autentycznego rozwoju młodych ludzi.


Mikołaj Marcela – pisarz, nauczyciel akademicki, doktor nauk humanistycznych. Autor bestsellerowych edukacyjnych poradników („Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens”) i książek („Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat”). Wicedyrektor kierunków Sztuka pisania oraz Twórcze pisanie i marketing wydawniczy na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.


Zobacz także

Wakacje w ciąży – przesądy czy sprawdzone rady. To powinnaś wiedzieć

W oczekiwaniu na dziecko

W oczekiwaniu na dziecko… Tego nikt ci nie powie, a szkoda!

Oczyszczacz powietrza – luksus czy konieczność?