Zdrowie

„Walczę o to, by kobiety po diagnozie nowotworowej miały szanse na macierzyństwo”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 października 2022
 

Dziś Światowy Dzień Onkologii. Dr Monika Łukasiewicz, ginekolożka, seksuolożka i specjalistka endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości mówi, że wiele kobiet nie wie, że podczas leczenia nowotworu może stracić płodność. Bo kiedy pada diagnoza, to zarówno pacjentka, jak i lekarz skupiają się głównie na nowotworze, na kwestiach przeżycia, bólu i powrotu do zdrowia. Niestety nadal niewielu onkologów rozmawia z kobietami o perspektywie bycia mamą po raku. I to trzeba zmienić.

O co powinna pytać w pierwszej kolejności lekarza młoda kobieta, która ma diagnozę nowotworową?

Jeżeli nie ma dzieci, to warto spytać, jak zachować płodność. Chemioterapia często powoduje uszkodzenie funkcji jajników, która czasem powraca, ale czasem nie. To jest bardzo ważny temat i niestety dosyć pobieżnie poruszany przez lekarzy. W takiej sytuacji złotym standardem na świecie jest mrożenie komórek jajowych albo, jeżeli pacjentka ma stałego partnera, mrożenie zarodków. Oczywiście teoretycznie dziś można też zamrozić tkankę jajnikową. Pamiętajmy jednak, że na świecie z takiej tkanki urodziło się dopiero albo już ok. 200 dzieci.

Czy po nowotworze piersi łatwo zajść w ciążę?

Wszystko zależy, z jakim rakiem pacjentka się mierzyła. Mówi się o 2, 3 latach, oczywiście po zgodzie swojego onkologa. Ważne, by przebyta chemioterapia nie zwiększa ryzyka wad wrodzonych u płodu. W przypadku nowotworów hormonozależnych należy po odstawieniu tamoksyfenu odczekać 3 miesiące. Po terapii trastuzumabem – co najmniej 7 miesięcy. Wszystko też zależy od tego, kiedy jajniki podejmą pracę, a to jest sprawa indywidualna. Ale się udaje. Taka ciąża zazwyczaj przebiega normalnie. Istnieją nawet badania, z których wynika, że zajście w ciążę może polepszyć rokowania pacjentki.

Pamiętajmy też, że nowotwór piersi to nie jest choroba, z którą się „walczy całe życie”. To jest choroba, którą się często po prostu leczy i w znakomitej większości z sukcesem. Po takim doświadczeniu można spojrzeć na życie mądrzej. Wiele pacjentek opowiada mi, że często przed chorobą żyły w chaosie, wydawało się im, że mają mnóstwo czasu na założenie rodziny, że wszystko jeszcze przed nimi. A po nowotorze zyskały nową perspektywę: owszem, wszystko jest jeszcze przed nami, ale czas na realizację macierzyństwa jest jednak ograniczony.

To jest zasada, która dotyczy każdej kobiety, niezależnie od tego czy ma raka, czy nie. Czasami jednak dopiero uświadomienie sobie własnej śmiertelności sprawia, że życie staje sie ciekawsze i głębsze. Często pacjentki mówią, że choroba to był dla nich znak od losu, że warto kierować własnym życiem, a nie czekać biernie lub płynąć razem z falą. Zawsze lepiej mieć siłę i motywację do tego, by samemu decydować, kiedy chcemy posiadać dzieci i czy w ogóle chcemy.

O czym młoda kobieta z nowotworem powinna jeszcze rozmawiać ze swoim lekarzem?

Koniecznie o ryzyku przedwczesnej menopauzy. I tu warto wyjaśnić, że jeżeli pacjentka choruje na raka hormonozależnego, to po chemioterapii otrzymuje właśnie terapię hormonalną, a ona sprawia, że kobieta w tym czasie ma – powiedzmy to kolokwialnie – „zahamowaną” płodność. I nie mówimy o całkowitym „zniszczeniu” płodności, tylko o chwilowym..

Niewielu lekarzy też rozmawia o tym, że jeśli kobieta ma z powodu nowotworu usunięte jajniki, to będzie przechodzić przedwczesną menopauzę. To jest spory problem dla dwudziesto, trzydziesto czy czterdziestolatek, zwłaszcza tych, które nie mają dzieci.

Menopauza oznacza bowiem zakończenie funkcjonowania jajników, co jest naturalne dla kobiety około 50-51 roku życia, ale zawsze ma sporo skutków ubocznych dla organizmu. Nie tylko pojawiają się uderzenia gorąca. Badania wykazują, że im więcej mamy uderzeń gorąca, tym większe jest też ryzyko zaburzeń w uczeniu się i zapamiętywaniu, a nawet choroby Alzheimera, demencji, depresji.

Poza tym w czasie menopauzy dochodzi do spadku stężenia estrogenu, a potem testosteronu oraz dodatkowo pojawia się suchość pochwy, która staje się mniej elastyczna i podatna na urazy. Często kobiety skarzą się też na infekcje pochwy, bolesne stosunki płciowe, potem infekcje pęcherza moczowego i znów nawracające infekcje pochwy. Robi się takie błędne koło zaburzeń seksualnych, więc nie można się dziwić, że dochodzi do spadku libido i kobieta nie chce uprawiać seksu. To jest ogromna zamiana dla pacjentki onkologicznej, która nagle musi mierzyć się już nie tylko z chorobą, ale też niespodziewanie z menopauzą.

Przyznaję, że trochę mnie pani nastraszyła!

Ależ moja książka jest napisana optymistycznie, ponieważ mówię w niej, jak sobie radzić z różnymi problemami. Wcale nie chodzi o to, żebyśmy udawały, że te problemy nie czekają na kobiety w menopauzie albo kobiety po usunięciu jajników lub też mających nowotwory hormonozależne. Uważam, że my kobiety nie możemy na ten temat dłużej milczeć i lukrować sobie ważne tematy.

Czy jest jakiś sposób, by podnieść libido po chorobie nowotworowej?

Nie ma na to prostej odpowiedzi. Pacjentki onkologiczne mogą stosować żele nawilżające np. z kwasem hialuronowym i probiotykami do pochwy. Mogą też korzystać z laseroterapii lub rehabilitować mięśnie dna miednicy, ponieważ to wpływa na lepsze ukrwienie pochwy i jej nawilżenie. Wszystkie dotychczasowe badania wskazują, że stosowanie hormonów do pochwy nie zwiększa ryzyka przerzutów, aczkolwiek należy pamiętać, że ciągle jest to temat dyskutowany i kontrowersyjny.

W książce „Seks bez cycków” sporo też piszę o aktywności fizycznej, jodze i medytacji, technikach relaksacyjnych, które zmniejszają stres. Jeżeli pacjentka jest wysportowana, czuje się dobrze ze swoim ciałem, to automatycznie ma też większą ochotę na przyjemność i życie seksualne.


Dr Monika Łukasiewicz

Specjalistka położnictwa i ginekologii, seksuologii, endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości oraz androlog kliniczny. W 2010 roku otrzymała tytuł Fellow of the European Committee on Sexual Medicine (FECSM), europejską specjalizację z seksuologii. Pracuje w klinice leczenia niepłodności Novum oraz w Dębski Clinic. Zajmuje się diagnostyką i terapią par niepłodnych, prowadzeniem ciąż i terapią zaburzeń seksualnych oraz onkoseksuologią. Szczególną opieką otacza także kobiety z niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną. Założycielka i prezeska „Fundacji Dla Kobiet” po raku piersi. Działa też w Fundacji Avalon. Autorka książki „Seks bez cycków”.


Zdrowie

Jak obniżyć cholesterol? Produkty, które skutecznie ci w tym pomogą

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
4 października 2022
Fot. Materiały prasowe
 

Utrzymujący się przez dłuższy czas wysoki poziom cholesterolu jest bardzo niebezpieczny dla zdrowia. Często niewielkie zmiany w sposobie odżywiania i stylu życia pomogą osiągnąć oczekiwane efekty. Co jeść, by obniżyć cholesterol?

Cholesterol – czym jest?

Cholesterol to organiczny związek chemiczny z grupy lipidów, który niezbędny jest do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Stanowi składnik błon komórkowych, ma wpływ na syntezę hormonów płciowych, bierze udział w powstawaniu witaminy D3 i innych kluczowych dla organizmu substancji. Cholesterol produkowany jest przez organizm, a także dostarczany wraz z pożywieniem. Niestety, jego nadmiar ma niekorzystny wpływ na samopoczucie i zdrowie. Zwiększa ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego np. zawału mięśnia sercowego, udaru mózgu, miażdżycy, czy choroby niedokrwiennej serca.

Zobacz również: Czy cholesterol może powodować problemy z koncentracją?

Jak obniżyć cholesterol? Lista produktów

Ryby morskie

Tłuste ryby morskie są cennym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3, które obniżają poziom złego cholesterolu LDL i trójglicerydów. Do menu warto włączyć zwłaszcza makrelę, sardynki, łososia, śledzia i węgorza. Warto jednak mieć na uwadze, że tłuste ryby morskie są bardzo kaloryczne.

Oliwa z oliwek

Świeża, tłoczona na zimno i nierafinowana oliwa posiada najwięcej cennych właściwości. W jej składzie znajdziemy bogactwo składników odżywczych np. kwasów omega-3, omega-6, witaminę E i K. Związki z grupy polifenoli posiadają działanie przeciwzapalne i zwiększają wchłanianie magnezu i żelaza. Oliwa z oliwek, dzięki dużej zawartości antyutleniaczy i kwasu oleinowego, posiada właściwości obniżające poziom złego cholesterolu, dlatego na stałe powinna zagościć w naszej diecie.

Awokado

Regularne spożywanie awokado pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi. Dodatkowo zapobiega miażdżycy. Nienasycone kwasy tłuszczowe zawarte w awokado podwyższają poziom dobrego cholesterolu HDL, a obniżają poziom złego LDL.

Błonnik

Błonnik obniża stężenie cholesterolu – wiąże go w jelitach, a tym samym sprawia, że jest wydalany wraz z kałem. Błonnik, w odpowiedniej ilości, stosunkowo łatwo jest wprowadzić do codziennego menu. Znajdziemy go głównie w płatkach owsianych i jęczmiennych, jabłkach ze skórką, suszonych śliwkach, produktach wieloziarnistych (gruba kasza, ryż nieoczyszczony, razowy makaron), oraz w roślinach strączkowych (groch, fasola, soja, soczewica).

Karczoch

Karczoch, choć nie jest jeszcze zbyt popularny, zasługuje na szczególną uwagę. Korzystnie wpływa na profil lipidowy krwi, posiada substancje o działaniu antyoksydacyjnym, a jego codzienne spożywanie przyczynia się do obniżenia poziomu cholesterolu całkowitego i cholesterolu złego LDL.

Białko sojowe

Produkty sojowe są bogatym źródłem antyoksydantów, które hamują proces utleniania w organizmie, co zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych. Dodatkowo zawierają błonnik rozpuszczalny i fitosterole, które hamują wchłanianie cholesterolu w jelicie. Warto jednak pamiętać, że produkty sojowe są źródłem fitoestrogenów mających podobną budowę do estrogenów w organizmie człowieka,  co może mieć wpływ na gospodarkę hormonalną.

Orzechy i migdały

Migdały i orzechy, a w szczególności brazylijskie, włoskie, ziemne i laskowe, zawierają wielonasycone kwasy tłuszczowe, które obniżają poziom złego cholesterolu. Jednak ze względu na dużą kaloryczność, nie powinno spożywać się ich zbyt wiele. Migdały najlepiej jeść ze skórką, która chroni kwasy tłuszczowe przed utlenianiem.

Cytrusy

Codzienne menu powinno obfitować w cytrusy, a w szczególności w grejpfruta, który bogaty jest w witaminę C i kwas galakturonowy, który rozpuszcza złogi cholesterolu w tętnicach i jednocześnie zapobiega ich powstawaniu.

 


Zdrowie

Tylko 1 proc. par w Polsce dzieli się urlopem rodzicielskim. Kobiety są przemęczone, czas to zmienić. Ale jak?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 października 2022
KAMIL JANOWICZ, fot. Jola Joachimiak
KAMIL JANOWICZ, fot. Jola Joachimiak

Dlaczego w Polsce około 55% ojców korzysta z dwutygodniowego urlopu ojcowskiego? Dlaczego tylko 1% par w Polsce dzieli się urlopem rodzicielskim (to jest ok. 3 tysięcy ojców)? Czy jest szansa, by panowie bardziej zaangażowali się w opiekę nad małymi dziećmi?  Kiedy ojcowie dostaną 9 tygodni urlopu rodzicielskiego na dziecko tylko dla siebie? I co to będzie oznaczać dla matek? Czy w końcu odpoczniemy? O tym wszystkim rozmawiamy z dr. Kamilem Janowiczem, psychologiem, który prowadzi bloga popularnonaukowego poświęconego ojcom i ojcostwu Father_ing.

Czy wziąłeś po urodzeniu synka urlop rodzicielski?

Formalnie nie miałem takiej możliwości. Nie mogłem skorzystać z urlopu ojcowskiego ani tacierzyńskiego. Dla wyjaśnienia ten pierwszy jest pełnopłatny i trwa dwa tygodnie. Tata może go wykorzystać do drugiego roku dziecka. A drugi polega na tym, że mama może przekazać ojcu sześć tygodni ze swojego urlopu macierzyńskiego.

Dlaczego nie mogłeś z nich skorzystać?

Na ten moment takie urlopy przysługują tylko mężczyznom zatrudnionym na etat lub prowadzącym działalność gospodarczą. Nie przysługują pracującym na umowy zlecenie ani o dzieło. Kiedy rodził się mój syn, byłem doktorantem, studentem trzeciego stopnia i nie posiadałem żadnych uprawnień do takich urlopów. Jednak razem z moją promotorką dogadałem się, że większość zadań naukowych skończę przed porodem. Tym sposobem udało mi się, dzięki życzliwości i elastyczności kilku osób, dostać nieformalne dwa tygodnie wolnego, na czym ogromnie mi zależało, tym bardziej, że mój synek urodził się poprzez cięcie cesarskie, więc rekonwalescencja po porodzie trwała dłużej. Bardzo chciałem w tym czasie wspierać żonę i być z dzieckiem.

Czy urlopy dla ojców są naprawdę ważne na wczesnym etapie rozwoju dziecka?

Mnóstwo badań pokazuje, że zaangażowanie ojca jest istotne, i to już od samego początku. Mam tu na myśli dostępność emocjonalną, poświęcony czas i udział w codziennych czynnościach pielęgnacyjnych, takich jak kąpanie czy przewijanie. To wszystko sprzyja budowaniu relacji, tworzeniu bezpiecznego przywiązania, większej stabilności emocjonalnej dziecka, ale też rozwojowi kompetencji poznawczych i społecznych, co procentuje w późniejszych etapach życia naszych synów i córek.

To dlaczego polscy ojcowie nie wykorzystują przysługujących im urlopów?

W Polsce około 55 % ojców korzysta z dwutygodniowego urlopu ojcowskiego.

Po pierwsze dlatego, że brakuje im wiedzy, że ten urlop rodzicielski istnieje. Pracodawcy często niestety nadal nie informują mężczyzn o możliwości korzystania z tego urlopu rodzicielskiego. Druga kwestia to jednak obawa przed tym, że urlop będzie źle widziany w firmie. Dodatkowo, niestety, w wielu miejscach pracy premie są powiązane z frekwencją. Kolejna rzecz – mężczyźni nie czują się gotowi do podjęcia większej odpowiedzialności za opiekę nad dzieckiem. Boją się, że sobie nie poradzą, więc wycofują się na z góry upatrzone pozycje. Wolą iść do pracy, by zarabiać na rodzinę, bo to jest wzorzec męskości, który znają i czują się w nim dobrze osadzeni.

Natomiast, jeśli chodzi o podział urlopu rodzicielskiego, to obecnie system prawny przypisuje ten urlop kobiecie. Matka może oczywiście się nim podzielić z ojcem dziecka. Czasem bywa jednak tak, że tata bardzo chce, ale mama mówi „biorę całość”.  Badania w różnych krajach pokazują, że nawet kilkanaście procent kobiet nie chce dzielić się tym urlopem z partnerem. Dyrektywa unijna Work-Life Balance ma to zmienić, wtedy będzie szansa, że urlop zostanie przypisany do obojga rodziców oraz, że ojcowie dostaną “swój” urlop, którym nie będą mogli dzielić się z kobietą. Jeśli go nie wezmą, to on przepadnie.

Jest jeszcze bardzo ważna kwestia finansowa: statystycznie mężczyźni zarabiają więcej od kobiet. A urlop rodzicielski nie jest już pełnopłatny. Te 20% “spadające” z pensji mężczyzny zazwyczaj robi większą różnicę niż 20% odjęte z pensji kobiety.

Nie dziwię się więc, że obecnie tylko 1 % par w Polsce dzieli się urlopem rodzicielskim. To jest ok. 3 tysięcy ojców. Ale chciałbym zaznaczyć, że to zawsze jest decyzja pary. To nie znaczy, że ojcowie w Polsce tego urlopu nie chcą. Wielu chce, ale nie może go wziąć w obecnym momencie, czy to ze względu na decyzję partnerki, czy sytuację finansową rodziny.

Złości mnie to, bo takie ustawienie płatności urlopu rodzicielskiego, zamyka kobietom możliwość powrotu do pracy.

Niestety też tak to widzę. W dzisiejszej trudnej sytuacji ekonomicznej, kiedy pary i małżeństwa liczą każdą złotówkę, prawdopodobnie to raczej kobiety będą zostawać z dzieckiem w domu.

Jakich rozwiązań potrzebują ojcowie?

Jest szansa, że zostanie wprowadzona w Polsce (trwają jeszcze nad tym prace legislacyjne) dyrektywa Work-Life Balace, która dałyby 9 tygodni urlopu tylko dla ojców. Niestety, problemem jest to, że ojcowie dostaną prawdopodobnie wtedy tylko 70% wynagrodzenia.  Doświadczenia krajów skandynawskich pokazują, że jeśli ojcowie dostają wynagrodzenie na poziomie 90 lub 100 %, to chętnej korzystają z tych urlopów.

Co dla ojców oznacza opóźnienie wprowadzenia tej dyrektywy Unii Europejskiej?

To opóźnienie dotyka tak naprawdę całe rodziny. Ponieważ Rząd komunikował, że zdąży w sierpniu z ustawą, to wiele osób planowało podział obowiązków, urlopy i czas wyłączenia się z aktywności zawodowej na bazie tych deklaracji, a teraz są na lodzie. Nie wiedzą, ile urlopu rodzicielskiego dostaną, jak będzie on płatny, ile muszą zarezerwować środków, kiedy powinni szukać żłobka albo opiekunki. Sam mam wielu znajomych będących w takiej sytuacji. Kłopot mają też firmy, bo nie wiedzą, jak “pospinać” budżety i kiedy z ich firm znikną pracownicy na urlopy, by zajmować się dzieckiem. I przez ile czasu na tych urlopach będą.

 

Czego jeszcze potrzebujecie jako ojcowie?

W pierwszej kolejności wskazałbym na dostęp do dobrej edukacji i wsparcie w przygotowaniu do ojcostwa. W Polsce placówki świadczące takie usługi, jak szkoła rodzenia, czyli kurs refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, przypisywane są głównie kobietom. Według badań, które przeprowadzaliśmy ze studentami, w miastach wojewódzkich Polski, okazało się że w  około 30% tych placówek w ogóle nie przyjmują ojców do szkół rodzenia. Sam miałem takie doświadczenie podczas pandemii, że uczestniczyłem z żoną w webinariach on-line, ale już w warsztacie dotyczącym przewijania, kąpania i noszenia nie mogłem uczestniczyć. Musiałem za ten warsztat dodatkowo zapłacić.

Mężczyźni w takiej sytuacji czują się rodzicem gorszej kategorii, ponieważ dostają przekaz, że fajnie, że chcą, ale nie są niezbędni: „Fajnie, że chcesz, ale naprawdę nie musisz. Mama jest kluczowa”. Dlatego uważam, że potrzebny jest nam już na starcie większy dostęp do dobrej edukacji okołoporodowej dla mężczyzn.

Jesteś psychologiem. Proszę powiedz ojcom, dlaczego matka nie jest w stanie zadbać sama o niemowlaka?

Tu trzeba zaznaczyć, że to jest delikatny temat. Bo jest wiele samotnych mam, które dzięki swoim kompetencjom, determinacji i wsparciu z różnych stron bardzo dobrze sobie radzą. Ale nie jest to optymalna sytuacja. Wiele badań pokazuje, że zaangażowanie taty po prostu odciąża kobietę nie tylko fizycznie, ale też emocjonalne. Partnerstwo w obowiązkach sprawia, że mama jest bardziej wypoczęta i wtedy może w pełni korzystać ze swoich zasobów i bardziej adekwatnie odpowiadać na potrzeby dziecka. Razem jest po prostu dużo łatwiej.

Kobietom mojego pokolenia mówiono, że na początku najwyższa dla dziecka jest jednak mama. Ojcowie włączali się w opiekę i wychowanie później, około drugiego roku życia.

Kiedy niemowlę ma dobrą relację z tatą od samego początku, to potem właśnie w wieku dwóch czy trzech lat łatwiej mu wchodzić w interakcje z ojcem. Mieć w nich otwartość i swobodę – więcej korzystać z tego, co tata mu może dać. Łatwej takiemu dziecku też respektować granice i zasady ustanowione przez ojca, bo one nie pojawiają się nagle w jego życiu, ale są w kontekście tej relacji, która już jest zbudowana. Respektowanie reguł bardziej opiera się wtedy na zaufaniu, a nie na takim siłowo wymuszanym posłuszeństwie, które w tradycyjnych wzorcach z tą rolą ojca są kojarzone. Kolejna kwestia to dostęp do wzorców ról płciowych. Mając dobrą relację z tatą, chłopakowi, a potem dorastającemu mężczyźnie łatwiej jest zbudować swoją męską tożsamość. Może to wtedy zrobić na bazie różnorodnych wzorców, a nie tylko takich stereotypowych przekazów z mediów.

Czy to prawda, że zadaniem ojca jest uczyć dziecko odwagi? Psychologowie podają taki przykład, że jak matka idzie z synem do parku, to buja go na huśtawce ostrożnie. A z ojcem zazwyczaj jest inaczej, bo on nie boi się bujać wysoko.

Uogólniając, możemy powiedzieć, że przeciętnie ojcowie są bardziej zachęcający dzieci do eksploracji, aktywności, wytrwałości, a matki bardziej wspierające i otulające emocjonalnie. Ale pamiętajmy, że często można znaleźć przykłady odwrotne. Mam poczucie, że to jest ślepa uliczka w myśleniu, że ojcowie robią coś bardziej, a mamy już mniej.

Dziecko w każdym wieku, nawet niemowlę, potrzebuje dobrej relacji z obojgiem rodziców. Wtedy ma dostęp do bardziej różnorodnych wzorców. Jednych rzeczy nauczy się do ojca, a innych od mamy. W jednej rodzinie córka nauczy się gotować od mamy, a w drugiej od taty. Ale kiedy ona ma dwójkę zaangażowanych rodziców, to jest większa szansa na rozwiniecie się u niej bardzo różnorodnych kompetencji. Samodzielnemu rodzicowi o wiele trudniej takie warunki zapewnić, ponieważ jest zwyczajnie zmęczony i nie ma wystarczających zasobów czasu i siły. Obecność obojga rodziców sprzyja przede wszystkim budowaniu przez dziecko bezpiecznego przywiązania. I to jest fundamentalna kwestia.

Co konkretnie masz na myśli?

To jest podstawowa więź dziecka z opiekunem, zarówno z matką jak i z ojcem, która jest potem fundamentem pod całym dalszy rozwój dziecka. Jest też wzorcem do tworzenia innych relacji, zarówno z ludźmi (rówieśnicy, inni dorośli), jak i ze światem ‘ogólnie’.

Oznacza to, że twój syn, który ma teraz półtora roku i którym aktywnie się opiekujesz, będzie umiał w przyszłości zbudować „dobrą” rodzinę?

Nie tylko. Zarówno badania, jak i praktyka psychologiczna pokazują, że on po prostu będzie miał większe szanse na to, by wśród ludzi czuć się bezpiecznie i mieć do nich większe zaufanie oraz otwartość emocjonalną, ale też asertywność, świadomość granic z innymi dorosłymi i swoimi rówieśnikami. A jeśli kiedyś w przyszłości wejdzie w relację romantyczną, to na pewno dobra relacja z ojcem i matką będą czynnikiem sprzyjającym budowaniu jego własnego trwałego i dobrego związku.

Jacy są dzisiejsi młodzi ojcowie?

Bardzo różni. Wciąż jest niemała grupa przywiązana do tradycyjnego modelu ojcostwa. Jest też jednak rosnąca grupa młodych ojców, którzy chcą być bardziej obecni w życiu dziecka, szukają wiedzy i korzystają ze swoich praw. Największą grupę tworzą chyba ojcowie “w rozkroku”, którzy patrzą z zainteresowaniem na nowe ojcostwo, ale jednocześnie są pod silnym wpływem tych stereotypowych przekonań. Przyglądają się, czują, że mają ochotę na nowe, ale czują się zagubieni, bo cały czas czują silny nacisk wzorców przekazywanych przez poprzednie, tradycyjne pokolenie. I to jest grupa bardzo podatna na rozwiązania systemowe i prawne: jakie będą te urlopy i jak wysoko płatne.

Właśnie te rozwiązania mogę tych ojców mocno ukierunkowywać. Albo w kierunku większego zaangażowania i partnerstwa, albo ku skupieniu się głównie na pracy i raczej słabej więzi emocjonalnej z dzieckiem.

Trzymajmy zatem kciuki, by w końcu ojcowie dostali 9 tygodni urlopu rodzicielskiego na dziecko.

Tak, trzymajmy. Jednak chcę podkreślić, że ojcowie muszą na te urlopy iść przygotowani. Bo jak nie będzie odpowiedniej dla nich edukacji, to nadal będziemy trochę jak żołnierze wysyłani  na front ze starym karabinem i dwoma nabojami.


KAMIL JANOWICZ

KAMIL JANOWICZ, fot. Jola Joachimiak

dr Kamil Janowicz

Psycholog, post-doctoral researcher na Uniwersytecie SWPS, certyfikowany tutor akademicki. Naukowo zajmuje się zagadnieniami dot. przygotowania do rodzicielstwa, tożsamości i znaczenia myślenia prospektywnego dla rozwoju młodych ludzi. Współpracuje z licznymi fundacjami (Share the Care, Dajemy Dzieciom Siłę, Odzyskani), prowadząc m.in. warsztaty dla rodziców i młodzieży oraz przygotowując materiały psychoedukacyjne dla ojców. Prowadzi bloga popularno-naukowego poświęconego ojcom i ojcostwu Father_ing:
ig: @fathering_daily

Zobacz także

Nie taka gorączką straszna, jak ją malują. Niezawodny termometr bezdotykowy

Nie taka gorączką straszna, jak ją malują. Niezawodny termometr bezdotykowy

Kasza pęczak - właściwości dla zdrowia, przepisy

Kasza pęczak – zdrowa i smaczna kasza, z której można wyczarować nawet kotlety. Dlaczego warto po nią sięgać jak najczęściej?

Zaakceptować raka? Jest rak, będzie bitwa. Na wojnę pora iść