Lifestyle

„Rak piersi, a ja mam tylko 40 lat. W tamtej strasznej dla mnie chwili, pomyślałam, że to koniec”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 września 2022
fot. SimonSkafar/iStock
 
Ta chwila. Ta chwila, kiedy grunt usuwa mi się spod stóp i tonę. Tonę we łzach, bo nie potrafię ich powstrzymać. Cierpię, pomimo że nie rozumiem jeszcze dlaczego. Zajmuje mi dłuższą chwilę, żeby pojąć, co się stało. A dokładniej, półtora tygodnia zajęło mi uwierzenie w usłyszaną diagnozę: rak piersi. Ja mam tylko 40 lat, tylko. W tamtej strasznej dla mnie chwili, pomyślałam, że to koniec.

Jedyna myślą, na której potrafiłam się skupić, to że mam małe dzieci i że nie chce ich opuszczać. Ciągle zadawałam sobie pytanie, co ja mam teraz zrobić. I nie chodziło mi o leczenie, ale jak mam sobie z tym poradzić. Jak mam sobie poradzić psychicznie, emocjonalnie i fizycznie z diagnoza. Półtora tygodnia myślałam, płakała i rozmawiałam. Rozmowy trochę pomagały, nocne myśli ani trochę. Rozmowy dawały mi nadzieję, nocne myśli odbierały mi ją.
Cierpnie zamieniło się w strach – wielki i ciągły. Teraz wiem, że ten strach mnie nigdy już nie opuści, ale udało mi się go zmienić w mały strach, który daje mi siły żeby codziennie żyć jak najlepiej. Moja droga nie była aż tak trudna fizycznie, ale psychicznie było ciężko. Mojego raczka wykryłam we wczesnej fazie, rokował bardzo dobrze. Szybkie leczenie – tak o tym myślę, bo trwało to parę miesięcy.
Moja głowa za to kiepsko sobie radziła z emocjami towarzyszącymi leczeniu, strach nie odpuszczał. Pomagały rozmowy z psychologiem, ale większość pracy musimy wykonać sami. My, pacjenci onkologiczni. Często pozostawieni z diagnozą sami sobie. Myślałam, że po pozytywnym zakończeniu leczenia strach odpuści. Niestety tak się nie stało, wtedy zrozumiałam, że teraz czeka mnie kolejne leczenie. Musiałam uleczyć swoją głowę.
Zaczęłam myśleć pozytywnie, niestety śmierć mojego taty spowodowała, że negatywne emocje mnie obezwładniły. Po paru tygodniach od śmierci taty poczułam, że moja głowa się poddaje, że nie potrafię myśleć już pozytywnie o niczym. Wtedy podjęłam kolejną próbę poprawy mojego samopoczucia. Wizyty u psychologa i psychiatry, zakończyły się przepisanymi tabletkami na poprawienie nastroju. Jednak branie tabletek kłóciło się ze mną. Już i tak musiałam zażywać inne leki z powodu choroby Hashimoto i leki obniżające estrogen (wspierająca terapia hormonalna po przebytym raku). Przeczytałam w tamtym momencie, że ćwiczenia fizyczne wpływają pozytywnie na kondycję psychiczną.
Mój tata całe życie coś ćwiczył, postanowiłam wziąć z niego przykład. Zdecydowałam, że zapiszę się na treningi z trenerem personalnym. Od rozpoczęcia dzielił mnie tylko jeden telefon, najtrudniejszy. Wtedy moja forma fizyczna i psychiczna była bardzo kiepska, a sama myśl o wyjściu z domu i przebywaniu wśród ludzi, powodowała ataki paniki. Zaczęłam trenować dwa razy w tygodniu i za każdym razem, kiedy miałam jechać na trening, chciałam zrezygnować. Na szczęście jakaś siła, która pomagała mi wstać rano, pomagała tez iść na trening. Po kilku treningach zaczęłam odczuwać zmianę, nie znaczy to, że moja głowa poradziła sobie z negatywnymi emocjami. Oj nie, ale za każdym razem jak czułam poprawę kondycji fizycznej, czułam się tez lepiej psychicznie. Bardzo pomagał doping ze strony pani trener i bliskich.
Teraz nadal staram się chodzić na treningi dwa razy w tygodniu, na basen raz w tygodniu, a do tego, jak nikt nie patrzy, to tańczę jak wariatka. Zrozumiałam, że mam powody do szczęścia. Ważne są dla mnie zdrowie, rodzina, przyjaciele i każdy dzień, który mogę z nimi spędzić. Strach nadal jest, czuje go, ale teraz staram się go użyć jako paliwo, do działania. Codziennie powtarzam sobie, że nigdy nie wiemy, co się stanie jutro, wiec trzeba się cieszyć dniem dzisiejszym. Codziennie staram się żyć i cieszyć.
Podziękowania dla mojej rodziny i przyjaciół, to Wy byliście przy mnie podczas całego okresu zdrowienia. To Wy czekaliście aż zawalczę o siebie, nawet jeśli nie do końca zdawaliście sobie sprawę, że w mojej głowie toczy się bitwa. Wygrywam i mam nadzieję, że tak już będzie.
Szczęściara.


Lifestyle

Czuję, że moje życie dopiero się zaczyna – Martyna Wojciechowska świętuje swoje urodziny i fundacji UNAWEZA

Redakcja
Redakcja
28 września 2022

Martyna Wojciechowska to bez wątpienia symbol sukcesu i zwyczajnie – piękny człowiek. Symbol niezwykłej siły – fizycznej, mentalnej, sprawczej. Programy w telewizji, sporty ekstremalne, nagrody, szacunek. Gra zawsze o wysoką stawkę, ale już dawno nie dla siebie – jak może, pomaga innym. Jest szczęściarą, ale i trudy życia nie omijały. 29 września obchodzi urodziny. A my nie przestajemy jej podziwiać i – jak kiedyś w ankiecie dziewczynki – chcemy być Martyną Wojciechowską!

Niemożliwe nie istnieje

Jak sama mówi, wiedziała, że jej przeznaczeniem będzie życie w drodze. Na drogę przygody i sławy wkroczyła 20 lat temu i od tamtego czasu konsekwentnie prze do przodu. Wierzy, że „Niemożliwe nie istnieje” oraz , że „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku”. To drugie wytatuowała sobie nawet na przedramieniu.

Zdobywczyni Korony Ziemi, Złotego Globu za dokument „Ciało i krew”, zwyciężczyni plebiscytu Kobieta 30-lecia magazynu Twój Styl, dumna właścicielka własnej Barbie Shero, Gwiazda Dobroczynności, dziesiątek innych nagród i wyróżnień. Osobny materiał mógłby powstać tylko z wymieniania kolejnych jej sukcesów i przedsięwzięć, w które się angażuje.

W lutym Martyna Wojciechowska zajęła 1. miejsce w rankingu „World’s Most Admired 2021” jako NAJBARDZIEJ PODZIWIANA POLKA.

W takich chwilach czuję, że to, co robię przez ostatnie 25 lat ma sens nie tylko dla mnie, ale też dla innych – napisała na Facebooku Martyna Wojciechowska. – Znaleźć się w tak wspaniałym gronie to zaszczyt – mówiła.

 

Kabula

Jej adoptowana córka, Kabula, właśnie zaczęła studia na Uniwersytecie w Tanzanii, na wydziale prawa. Martyna opowiada o tym ze łzami w oczach, jest dumna i szczęśliwa, a my kochamy Martynę jeszcze bardziej za jej serce i zaangażowanie, bo znamy historię Kabuli i wiemy, jak długą drogę przebyła i jak ciężko było jej uwierzyć w miłość podróżniczki. Kabula chce bronić praw osób słabszych i wykluczonych. Pokochała też śpiew, dzieli się swoją pasją w sieci i nagrywa płytę. Własnoręcznie szyje sukienki, mimo że ma tylko jedną rękę. W Kabuli nie ma już żadnego śladu po przestraszonej dziewczynie sprzed kilku lat. Spędziła wakacje w Polsce i w Bukowinie Tatrzańskiej nagrała nowy teledysk do piosenki „Believe”.

Dzisiaj, wspólnie z licealistką Marysią, córką Martyny, tworzą wspaniałą rodzinę.

Unaweza, 3 urodziny

Realizując program „Kobieta na krańcu świata”, nie była w stanie zostawić problemów kobiet za drzwiami, na telewizyjnej taśmie. Czuła, że to projekt jej życia, powołanie, dlatego dziennikarka założyła fundację UNAWEZA, która dała skrzydła kobietom na całym świecie i w Polsce. Stworzyła kanał DALEJ, dzięki któremu w inspirujących rozmowach nieustająco daje nadzieję na lepsze jutro. Fundacja, wspólnie z Martyną, świętuje urodziny. 3. Przez ten czas wzięła pod swoje skrzydła 908 podopiecznych, zebrała ponad 4 mln złotych, zrealizowała 15 projektów pomocowych w Polsce i na świecie.

Przez ten czas w Tanzanii powstał dom dla dzieci z albinizmem, w którym zamieszkała też Kabula, pierwsza podopieczna fundacji. Organizacja wspiera też najbardziej potrzebujących na Madagaskarze, a tamtejszym kobietom zapewnia godny poród. Działa aktywnie również w Meksyku. W Polsce buduje dom dla nastoletnich mam i ich dzieci, prowadzi programy stypendialne dla Paraolimpijek i wspomaga kompleksowo rodziny zastępcze ewakuowane z Ukrainy. Fundacja UNAWEZA zrealizowała również kampanię #CoChceszPowiedziecSwiatu, do której zostały zaproszone Nilofar z Afganistanu, Zena z Libanu i Larysa z Ukrainy.

W ramach świętowania 3. urodzin Fundacji UNAWEZA można wziąć udział w spotkaniu na żywo i spędzić dzień podczas specjalnie przygotowanych wykładów oraz warsztatów z Martyną Wojciechowską, Asią Chmurą i Olgą Kozierowską. Wydarzenie odbędzie się 8 września w Warszawie.

Z kolei w Fabryce Norblina w Warszawie (ul. Żelazna 51/53) do 30.11.2022 będzie można obejrzeć wystawę zdjęć, które powstały podczas realizacji programu „Kobieta na krańcu świata” dla stacji TVN. Za wybór fotografii odpowiada Agnieszka Franus Redaktor Naczelna National Geographic Polska oraz Traveler. Autorami zdjęć są Marek Arcimowicz i Mariusz Janiszewski.

Specjalnie, z okazji urodzin, Porysunki, ilustratorka Magda Danaj, przygotowała dwie wyjątkowe grafiki nawiązujące do flagowego hasła fundacji – DAJEMY KOBIETOM SKRZYDŁA.

 

Martyna

Nie istnieją dla niej rzeczy niemożliwe. Właśnie nauczyła się latać. Została samodzielnym skoczkiem spadochronowym, spełniła marzenie o zanurkowaniu na 105 metrów!

Mówi o sobie, że jest szczęściarą, a my dodajemy: szczęście przychodzi do tych, którzy to szczęście dzielą 🙂

 


Zobacz także

Podaruj więcej niż kosmetyki

Pobawił się, pomacał, ale tyle dobrego. A ty głupia myślałaś, że on na serio? No bez przesady

Regulamin akcji „Odstresuj mózg. Tej wiosny detoks zacznij od umysłu”