Zdrowie

Pasta z kurkumy – właściwości i zastosowanie. Przygotuj ją w 10 minut!

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
18 listopada 2022
zioła na stawy
Fot. iStock/kurkuma – zioła na stawy
 

Pasta z kurkumy od lat ceniona jest ze względu na szereg właściwości zdrowotnych. Kurkuma wykorzystywana jest zarówno w kuchni, jak i medycynie Dalekiego Wschodu. Posiada działanie przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, znalazła zastosowanie w łagodzeniu dolegliwości żołądkowych czy miesiączkowych. Nie ma wątpliwości, że pastę z kurkumy warto włączyć do codziennego menu.

Pasta z kurkumy – właściwości

Pasta z kurkumy posiada szereg udowodnionych naukowo właściwości. Regularne przyjmowanie kurkumy pomaga obniżyć poziom cholesterolu LDL i trójglicerydów we krwi. Dodatkowo zapobiega cukrzycy, chorobie Alzheimera, czy skutkom ubocznym intensywnej aktywności fizycznej. Zawarty w kurkumie tumeron pobudza namnażanie i różnicowanie komórek nerwowych w mózgu, a także wspomaga „regenerację” mózgu po różnego rodzaju urazach czy chorobach. Kolejnym cennym składnikiem kurkumy jest kurkumina, czyli polifenol posiadający działanie przeciwutleniające i przeciwzapalne. Pasta z kurkumy łagodzi zapalenie stawów a także stany zapalne towarzyszące chorobom przewlekłym. Wspomaga działanie układu pokarmowego i wspiera odporność organizmu.

Pasta z kurkumy na nowotwór

Pasta z kurkumy może być pomocna w profilaktyce i leczeniu różnego rodzaju nowotworów np. raka płuc, skóry, żołądka, przełyku, jamy ustnej, jelita cienkiego, prostaty, gruczołu piersiowego czy szyjki macicy. Ponoć spożywanie kurkumy zwiększa podatność komórek nowotworowych raka jajnika na leczenie radioterapią i chemioterapią. Jednak co najważniejsze, kurkumy nie można traktować jako leku na nowotwór.

Pasta z kurkumy na odporność

Przeprowadzone badania dowodzą, że kurkuma pomaga podnieść poziom katelicydyny, czyli peptydu, który pomaga zapobiegać infekcjom bakteryjnym, wirusowym i grzybiczym. W przypadku rozwoju infekcji, wspiera organizm w walce z chorobą i poprawia samopoczucie.

Zobacz również: Oxymel – doskonały sposób na wzmocnienie odporności. Pij na zdrowie!

Pasta z kurkumy na dolegliwości trawienne

Kurkuma posiada właściwości żółciopędne, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Pobudza wydzielanie enzymów trzustkowych, gastryny i sekretyny. Dodatkowo działa ochronnie na komórki wątrobowe i jest częstym składnikiem leków stosowanych w stanach uszkodzenia lub niewydolności wątroby.

Pasta z kurkumy na rany

Nie każdy wie, że kurkuma jest środkiem antybiotycznym i antyseptycznym, który może być wykorzystany w leczeniu ran. Pasta nałożona bezpośrednio na niewielką, krwawiącą ranę powstrzyma krwawienie. By przyspieszyć gojenie rany warto wymieszać łyżeczkę pasty z kurkumy z niewielką ilością oleju lnianego, tak by powstała gęsta pasta. Przygotowaną mieszankę trzy razy dziennie nakładamy na skórę, dzięki czemu złagodzimy ból i zapobiegniemy rozwojowi infekcji.

Jak przygotować pastę z kurkumy?

Najlepsze działanie posiada kurkuma w formie pasty. Jak ją przygotować?

  • Do pół szklanki wrzącej wody dodajemy trzy łyżki zmielonej kurkumy oraz szczyptę ostrej papryki lub czarnego pieprzu.
  • Całość gotujemy na niewielkim ogniu przez 7-10 minut, aż do momentu powstania pasty. Często mieszamy.
  • Jeśli pasta zgęstnieje zbyt szybko – po mniej niż 7 minutach gotowania, dodajemy do niej odrobinę wody i dalej gotujemy. Zdaniem lekarzy ajurwedy, dopiero po 7-8 minutach gotowania kurkuma uwalnia swoje właściwości zdrowotne.
  • Tak przygotowaną pastę z kurkumy studzimy i przekładamy do słoika.
  • Przechowujemy w lodówce nie dłużej niż przez dwa tygodnie.
  • Pastę z kurkumy równie dobrze można połączyć z miodem lub imbirem.

Zobacz również: Korzeń maca poprawia humor, odporność na stres, płodność i libido. Co jeszcze potrafi ten superfood?

Do czego dodać pastę z kurkumy?

Pasta z kurkumy znalazła szerokie zastosowanie w kuchni. Można wzbogacić nią smak owsianki, jogurtu, herbaty, soku czy smoothie. Doskonale sprawdzi się jako dodatek do zupy czy sosów mięsnych.


źródło: Naturalnie o Zdrowiu

Zdrowie

„Ty debilko” słyszę i nie reaguję. Dokąd prowadzi życie z furiatem

Redakcja
Redakcja
18 listopada 2022
 

Znów chciałam cię usprawiedliwić, żyjemy w takim napięciu. Chora mama z nami, gorzej idzie firma. Przecież masz prawo być zdenerwowany. Znów chcę wyprzeć, zamieść pod dywan. Przecież jest między nami dobrze, tu nie ma kata i ofiary.

Ale zaraz coś mi każe się zatrzymać. Wywlec „smród”, który chcę gdzieś upchać. Coś mi każe zadać sobie kilka pytań.

Jeśli boisz się, jak zareaguje na coś druga osoba, to już jest przemoc, czy wciąż normalny związek?

Od początku to było jasne. Jesteś taki narwany, bił cię ojciec, nie potrafisz mówić o uczuciach, zapalasz się i gaśniesz.

Ale życie z tobą to coraz bardziej rozpędzona karuzela. Albo wizyta w domu strachu, nigdy nie wiadomo co, gdzie i kiedy wyskoczy.

Jeśli w towarzystwie masz poczucie, że musisz kontrolować, żeby nie powiedział innym czegoś nieprzyjemnego… to jest to wciąż normalny związek?

Lubisz podkreślać, że do wszystkiego doszedłeś pracą. Nienawidzisz nieróbstwa, niesumienności, słabości. Jak się zapalisz, muszę łagodzić atmosferę, bo innych też zaczynasz pouczać i jest mi zwyczajnie głupio.

Tak, wiem, nie powinno mnie to obchodzić. A jednak czuję ten cholerny przymus łagodzenia atmosfery, którą psujesz.

Jeśli on zabrania ci przyprowadzić kogoś do waszego wspólnego mieszkania….  to jest przemoc, czy wciąż normalny związek?

Tak, kiedyś nie chciałeś wpuścić do mieszkania syna mojej przyjaciółki po próbie samobójczej. Uważałeś, że bierze narkotyki i jest niebezpieczny dla otoczenia.

„Może nas zakatrupić w ciągu nocy” oznajmiłeś, gdy pół nocy jeździłam z nim i szukałam miejsca, gdzie ktoś mógłby go przenocować. W końcu wykupiłam mu hotel.

Jeśli on cię wciąż ocenia… to jest  przemoc, czy wciąż normalny związek?

Niby mnie wspierasz w drodze zawodowej, niby rozumiesz, a potem coś klika i masz przed sobą profesora i surowego nauczyciela w jednym: „Nie powinnaś tak”, „Powiedz temu, kretynowi, swojemu szefowi, że…”. „Zwolnij się natychmiast, kiedy wreszcie będziesz pracować na siebie?!”, „Oczywiście! Ty mnie nigdy nie słuchasz”.

Nie zauważyłeś, ale przestałam ci o sobie opowiadać?

Jeśli w złości cię obraża… to jest wciąż normalny związek?

Przyzwyczaiłam się do: „Jak ty, kretynko, jeździsz!” „Gdzie parkujesz?!”, „Kurwa, jak można nie umieć tego zrobić!”. Szybko przepraszałeś, przecież tak nie myślisz.

Ale już doszliśmy w tym dużo dalej. Ty doszedłeś. Wczoraj wyzwałeś mnie od debilek, bo dostałam mandat, innym razem pieklisz się o źle ułożone śmieci. I mam raczej wrażenie, że to pretekst, by po prostu się wyżyć. Ostatnio wymachiwałeś nade mną rękami, robiłeś dziwne miny i pukałeś się ostentacyjne w czoło: „Kretynka, kretynka”. Czekaj, co ja wtedy zrobiłam?

Dziś nie przepraszasz. „Wiesz, że tak nie myślę” powtarzasz.

Naprawdę wiem to? Raczej myślę, że zniknęły przy tobie moje granice. Że dziesięć lat temu nie przespałabym nocy z kimś, kto mówi do mnie: „Ty debilu”.

I takie mam pytanie.

Czy jeśli wciąż cię tłumaczę, to jestem jednak ofiarą przemocy, czy kobietą w normalnym związku?

 


Zdrowie

Brené Brown: „Uważamy siebie za istoty myślące, które wpadają w pułapki emocji. A jest dokładnie odwrotnie”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
16 listopada 2022
Brené Brown

„Wszyscy jesteśmy istotami emocjonalnymi. Nikt nas jednak nie uczy, jak je rozpoznawać, jak o nich rozmawiać”, mówi Brené Brown, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu w Houston, autorka wielu bestsellerów w tym „Atlas of the Heart”, w którym opowiada o 87 emocjach. „Największy nasz błąd polega na tym, że uważamy siebie za istoty myślące, które od czasu do czasu wpadają w pułapkę emocji. A tak naprawdę jesteśmy gównie osobami emocjonalnymi, które czasem myślą” – dodaje.

Bo przecież od dzieciństwa wychowywano nas w kulcie myślenia. Komu rodzice powiedzieli, że emocje są ważne? Idziemy o zakład, że naprawdę niewielu miało tego świadomość. Raczej słyszeliśmy od matki i ojca, ale też od nauczycieli, że liczy się szkoła i logiczne myślenie oraz poskromnienie w sobie wzbierających fal uczuć. Brené twierdzi, że kiedy jesteśmy nieszczęśliwi, szukamy na zewnątrz różnych rozwiązań. Tak naprawdę rozwiązanie jest w nas. Musimy tylko z „tym czymś” nawiązać relację. Jeśli to się już stanie, dostaniemy narzędzia, by potem móc nawiązywać dobre zdrowe więzi z innymi ludźmi. A „tym czymś” – są właśnie emocje.

Dlaczego emocje są ważne?

Brené pyta, czy wiemy, że te same ośrodki w mózgu są odpowiedzialne za odczuwania bólu fizycznego, np. kiedy oparzymy sobie rękę kawą) i bólu psychicznego? Z jej badań wynika, że statystyczny człowiek niewiele o emocjach wie, bo zwyczajnie nie potrafi ich w sobie „zmapować”. Jeśli byśmy zapytali przeciętnego Kowalskiego, jakie emocje rozróżnia, ten najprawdopodobniej powiedziałby, że trzy: radość, smutek i złość. Dlaczego więc rozpoznawanie szerokiej gamy emocji, które kłębią się każdym człowieku, jest takie ważne? Okazuje się, że przyczyn jest co najmniej kilka.

  1. Jeśli rozpoznajemy tylko trzy emocje, to znaczy, że „podciągamy” pod nie całą gamę innych emocji, których nie potrafimy nazwać. Na przykład pod smutek – udrękę, rezygnację, apatię, bezsilność, tęsknotę, żałość, gorycz. Co się wtedy z nami dzieje? Czy w takiej sytuacji mamy szansę pogłębić więź ze sobą i innymi ludźmi? Naukowczyni podkreśla, że umiejętność szczegółowego i precyzyjnego nazywania tego, co czujemy, sprawia, że emocje stają się dla nas bardziej klarowne i zrozumiałe. Po prostu lepiej rozumiemy, co się z nami dzieje w danym momencie.
  2. Wszyscy mamy tendencje do posługiwania się ogólnikami. Niektórzy nie potrafią odróżnić lęku od strachu. Zawiści od zazdrości. Stresu od rozczarowania. Udręki od smutku. Poczucia pustki od poczucia zmarnowanej szansy. Dodatkowo niektórzy utrudniają sobie rozpoznawanie emocji, ponieważ na siłę chcą czuć tylko pozytywne emocje. Psychologowie nazywają to zjawisko „tyranią optymizmu”. Brené podpisuje się pod tezą, że jeśli każemy zgnębionej osobie myśleć pozytywnie, to znaczy, że nasz komfort jest dla nas ważniejszy niż to, co ona realnie czuje. Z tego powodu nie możemy w pełni zrozumieć siebie i tego, co czują inni.
  3. Według badaczki język nie służy tylko do nazywania emocji. Za jego pośrednictwem możemy wypaczyć to, co naprawdę czujemy. Przykład? Zadaj sobie pytanie, czym jest udręka. Psycholożka opisuje ją jako stan, który atakuje nasz oddech i całe ciało. Pod wpływem tej emocji z cierpienia możemy zwijać się w kłębek albo osuwać się z bólu na ziemię, bo nogi nie potrafią nas utrzymać. „Ta emocja jest taka silna, że uderza w nasze kości, dosłownie nas powala. Ale jeśli kompletnie nie potrafimy jej nazwać, to jak mamy pomagać? Jak wspierać siebie i innych?”, pyta.
  4.  Psycholożka podkreśla też, że jeśli ludzie myślą, że trudno nam rozpoznać „smutne emocje”, to z „pozytywnymi” jest jeszcze gorzej. Czy znamy różnicę między zachwytem a zdumieniem? Okazuje się, że zachwycać możemy się zorzą polarną. Natomiast zdumienie ma w sobie „zaszytą” chęć zrozumienia, by coś lepiej poznać. Przykład? „Jestem zdumiona tym, że tak szybko udało ci się wyzdrowieć. Jak to zrobiłaś?”

Zobacz także: Odczuwasz wewnętrzny niepokój? Wykorzystaj 6 sposobów na odzyskanie równowagi

Jak budować pomost między emocjami a myślami

Badaczka zachęca nas do tego, byśmy uczyli się budować pomost między emocjami a swoimi myślami. Tłumaczy, że nasze odczucia są wynikiem reakcji organizmu. Emocje są po prostu przetwarzane przez nasze ciała. Oczywiście wszystko jest też filtrowane przez kulturę czy zwyczaje rodzinne. Brown zdradziła na przykład, że w jej rodzinie wolno było czuć złość. Ale już smutku – nie. Można było krzyczeć, ale płacz był uznawany za słabość, za coś, czego lepiej unikać.

Brené twierdzi, że irytuje ją zdanie, które bardzo często słyszy. Jest to rodzaj porady: „Powinniśmy nauczyć się odczytywać emocje innych ludzi”. Ona nie wierzy, że to jest w ogóle możliwe. Uważa, że żaden Iksiński nie zrozumie emocji Igrekowskiego, nawet jeśli mu na tym zależy, nawet jeśli będzie się bardzo starał. Nie ma po prostu na to szans. Dlaczego? W emocjonalności człowieka zachodzi zbyt wiele zmiennych: każdy z nas ma inną biologię, inny zestaw genów, inną historią dzieciństwa.

Jak zatem znaleźć drogę do siebie samego i innych? Po pierwsze: „potrzebujemy tak rozległego zasobu słów, by opisywać nasze prawdziwe doświadczenia”, mówi badaczka. Po drugie: „potrzebujemy modelu komunikacji, który opiera się na ciekawości i byciu odpowiedzialnym za siebie i drugiego człowieka”, dodaje.

Zachęca, byśmy mówili raczej: „Widzę, że jest ci trudno” niż „Wiem co czujesz”. „Nie zrozumiem osoby, która nie miała takich przywilejów, co ja. Jeśli będę napierać na siłę, to tylko dodatkowo ją zranię”, mówi. Co możemy zrobić zamiast tego? „To nie będzie nic odkrywczego. Ale będzie trudne do zrealizowania. Możemy SŁUCHAĆ i WIERZYĆ ludziom w to, co mówią o swoich emocjach. Nawet jeśli to jest niezgodne z naszymi własnymi doświadczeniami, system wartości”, twierdzi. Nawet jeśli uważamy te emocje za przesadzone, a powody, z których powstały za mało istotne.

Niestety, często tego nie potrafimy robić. Umniejszamy czyjąś krzywdę albo natychmiast porównujemy do swojej sytuacji i chcemy doradzać z własnej mizernej perspektywy, która kompletnie nie bierze pod uwagę sytuacji tej drugiej osoby. A przecież ona może być mniej zamożna lub mniej inteligentna lub nie ma wsparcia w swojej rodzinie? Takie zachowania to nic innego jak mikroagresja. Sytuacja wygląda mniej więcej wtedy tak: słucham ci, ale nie wierzę, bo „twoja prawda” jest zagrożeniem dla moich poglądów.

Na koniec Brené zostawia nas z myślą, że prawdziwa więź między ludźmi powstaje, kiedy dajemy innymi i bierzemy od siebie bez oceniania.

Na platformie HBO możemy zobaczyć pierwszy sezon programu z udziałem widzów, w którym psycholożka opowiada o 30 różnych emocjach. Tytuł ten sam: „Atlas serca”.


Zobacz także

10 powodów, by pić codziennie czarną kawę (udowodnione naukowo!)

Wege znaczy smacznie. Przewodnik początkującego weganina

5 nieoczywistych objawów świadczących o tym, że powinnaś pić więcej wody

5 nieoczywistych objawów świadczących o tym, że powinnaś pić więcej wody