Dieta Przepisy Przetwory Zdrowie

Ogórki konserwowe – czy rzeczywiście są takie niezdrowe? Przepis na domowe korniszony

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
16 czerwca 2021
Ogórki konserwowe - właściwości, czy są zdrowe, przepis
Fot. iStock
 

Ogórki konserwowe to dodatek do obiadów i kanapek, które mają wielu fanów. Wyróżniają się wyrazistym smakiem i przyjemną chrupkością. Mówi się o nich także, że są pozbawione cennych dla zdrowia substancji, a wręcz szkodzą i lepiej nie sięgać po nie zbyt często. Warto więc wiedzieć, czy naprawdę są takie niezdrowe i poznać sprawdzony przepis na domowe ogórki konserwowe.

Ogórki konserwowe a kiszone

Mimo iż to zupełnie inne w smaku produkty, ogórki kiszone bywają mylone z korniszonami. Tymczasem ogórki kiszone (kwaszone) to ogórki gruntowe, które poddano procesowi fermentacji mlekowej, w wyniku której ogórki wzbogacają się o bezcenne dla zdrowia bakterie kwasu mlekowego i zwiększają zawartość witamin, choćby witaminy C, w którą obfitują wszelkie kiszonki. Aby otrzymać ogórki kwaszone, konieczne jest ich umieszczenie w zalewie wody z solą, z chrzanem, koprem, czosnkiem, czasem także liśćmi porzeczki, wiśni lub winorośli.
W pierwszym etapie fermentacji (2-3 dni) powstają ogórki małosolne, natomiast po upływie około tygodnia mamy już gotowe ogórki kiszone. Ogórki kiszone nie są poddawane procesowi pasteryzacji i należy je przechowywać przez zimowe miesiące w chłodnej piwnicy, aby się nie popsuły.

Ogórki konserwowe, zwane także korniszonami, powstają po zalaniu ogórków specjalną zalewą z octem, cukrem, solą oraz przyprawami, np.  ziele angielskie, liść laurowy, gorczyca, chili, pieprz itd. Można do nich dodać także kawałek marchewki, cebuli, czosnku, korzenia chrzanu czy też papryki. Następnie korniszony są pasteryzowane, aby poprawić ich trwałość.

Ogórki konserwowe mają charakterystyczny, w zależności od użytej zalewy, nieco słodko-kwaśny smak, natomiast kiszone są mocno kwaśne i nieco słonawe. Oba rodzaje przetworów sprawdzają się jako dodatek na kanapki, do obiadów, surówek, oraz jako tradycyjna zakąska podawana do wódki.

Ogórki konserwowe - właściwości, czy są zdrowe, przepis

Fot. iStock

Ogórki konserwowe — czy są niezdrowe? Wartości odżywcze korniszonów, kcal

Wiele osób zastanawia się, czy ogórki konserwowe, przez zawartość octu i cukru są zdrowe. Wbrew pozorom, szczególnie domowe korniszony są bardziej wartościowe, niż powszechnie się uważa. Marynowanie nie tylko nadaje im ciekawy smak, ale także powoduje, że warzywa nie tracą zbyt wiele ze swych pierwotnych właściwości odżywczych. Marynata nie niszczy minerałów i nieznacznie wypływa na obniżenie zawartości witamin w ogórkach. Korniszony są źródłem błonnika pokarmowego, witaminy A, C, D, E, witamin z grupy B, oraz minerałów takich jak: magnez, miedź, wapń, fosfor, żelazo, cynk i fluor.

Pasteryzacja korniszonów w wysokiej temperaturze niszczy enzymy obecne w ogórkach. W marynatach nie wytwarzają się, jak w procesie fermentacji, dodatkowe witaminy ani probiotyki. Ponieważ marynata zawiera ocet spirytusowy, zbyt częste spożywanie korniszonów może zakwaszać organizm, co nie jest sytuacją pożądaną.

Kiszone czy korniszony? Co lepsze?

Porównując korniszony do kiszonek, te drugie wygrywają ze względu na obecność bezcennych dla zdrowia probiotyków, większe wartości dla zdrowia, oraz niższą kaloryczność i niższy indeks glikemiczny. W 100 g ogórków kiszonych znajduje się 12 kcal, natomiast ogórki konserwowe dostarczają ok. 26 kcal. Ogórki kiszone są lżej strawne i zdrowsze.

Ogórki konserwowe — przeciwwskazania

Mimo iż ogórki konserwowe nie są szkodliwe, nie każdy powinien się nimi zajadać.  Ocet biały (spirytusowy) obecny w marynacie może niszczyć krwinki czerwone, nie jest więc lepiej z niego zrezygnować w przypadku niedokrwistości (anemii). Marynata octowa nie należy do produktów lekkostrawnych i może również podrażniać błonę śluzową żołądka, dlatego nie jest polecana osób z wrażliwym układem pokarmowym, z nadkwasotą oraz wrzodami żołądka.

Korniszony dostarczają niezdrowy cukier, którego w marynacie może być sporo, co zależy od konkretnego przepisu. A im więcej cukru, tym wyższy indeks glikemiczny. To sprawia, że po zjedzeniu korniszonów szybciej podnosi się poziom glukozy we krwi, co jest istotne dla osób cierpiących na cukrzycę.

Ogórki konserwowe — przepis na domowe korniszony

Domowe ogórki konserwowe są zdrowsze od kupnych, ponieważ samodzielnie decydujemy o tym, jakie składniki trafią do słoika. Przygotowanie domowych korniszonów na zimę nie jest trudne i z tym zadaniem poradzi sobie nawet początkujący amator przetworów na zimę.

Ogórki konserwowe - właściwości, czy są zdrowe, przepis

Fot/ iStock

Ogórki konserwowe — składniki:

Wsad do słoika:

  • ogórki gruntowe (ilość wg uznania)
  • baldachy (kwiat) kopru lub same gałązki
  • gorczyca żółta
  • ząbki czosnku
  • plasterki marchwi
  • korzeń chrzanu
  • ziele angielskie
  • liść laurowy

Zalewa (na ok. trzy litrowe słoiki):

  • 4 szklanki wody
  • 1 szklanka octu spirytusowego (może być mniej, jeśli ogórki mają być delikatniejsze w smaku)
  • 5-8 łyżek cukru (dokładna ilość zależy od indywidualnego smaku)
  • 1 łyżka soli

Przygotowanie:

Zalewa: Wodę zagotuj z octem, solą i cukrem.

Wsad do słoja:

  1. Słoiki umyj i wyparz.
  2. Chrzan i marchewkę umyj i obierz, ogórki umyj, ciasno ułóż w słoikach.
  3. Do każdego słoika wrzuć 2-3 liście laurowe, 5-6 ziaren ziela angielskiego, kilkucentymetrowy kawałek korzenia chrzanu, kilka plasterków marchwi, 2-3 ząbki czosnku, gałązkę lub baldach kopru i 1 łyżeczkę gorczycy.
  4. Ogórki zalej gorącą zalewą, zakręć i zapasteryzuj.

Pasteryzacja ogórków konserwowych:

Włóż słoiki do dużego garnka z wrzącą wodą, wyłożonego na dnie ściereczką. Przykryj pokrywką i pasteryzuj ok. 7-10 minut. Po tym czasie ostrożnie wyjmij słoje z garnka, dokręć i ustaw do góry dnem i przykryj ściereczką. Zostaw je do ostygnięcia.


źródło:  bonavita.pl, www.odzywianie.info.pl, www.przyslijprzepis.pl

Dieta Przepisy Przetwory Zdrowie

Kapusta włoska – dlaczego warto ją jeść? Przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę do obiadu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
16 czerwca 2021
kapusta włoska przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę
Fot. iStock
 

Kapusta włoska to warzywo, które pod różną postacią dość często gości na naszych talerzach. Nadal nie jest tak bardzo popularna, jak kapusta biała czy czerwona, jednak warto po nią sięgać częściej, ze względu na smak i zawartość witamin i minerałów. Co kryje w sobie kapusta włoska i jakie przepisy pozwolą wyczarować z niej pyszne i sycące danie?

Kapusta włoska — witaminy i minerały, kalorie (kcal)

Kapusta włoska różni się nieco od białej i czerwonej wyglądem. Wytwarza duże, okrągłe główki, a jej liście pomarszczone i nieco pofalowane, w zielono-niebieskawym zabarwieniu.

Kapusta włoska zawiera sporo składników odżywczych. Nie brakuje w niej witaminy C, K, A, oraz witamin z grupy B, w tym kwasu foliowego. Dostarcza do organizmu także składniki mineralne, takie jak: magnez, potas, fosfor, miedź, sód, żelazo, wapń i siarka. Znajduje się w niej również błonnik, niezbędny dla prawidłowej pracy układu pokarmowego. Kapusta włoska jest niskokaloryczna — zawiera 27 kcal w 100 g. Jej indeks glikemiczny jest niski, wynosi 15, więc jest ona bezpieczna dla osób chorujących na cukrzycę oraz stosujących diety odchudzające.

kapusta włoska przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę

Fot. iStock

Kapusta włoska dla zdrowia

Kapusta włoska jest wartościowym elementem codziennej zdrowej diety. Ponieważ jest źródłem antyoksydantów, działa przeciwzapalnie, chroniąc organizm przed działaniem szkodliwych wolnych rodników. Antocyjany należące do antyoksydantów wpływają na  zmniejszenie ryzyka rozwinięcia się miażdżycy oraz nowotworów. Kapusta włoska działa moczopędnie, oczyszcza wątrobę, regeneruje organizm i wzmacnia w stanach osłabienia po chorobie. Wpływa na obniżenie poziomu cukru we krwi i o ile nie jest w wersji smażonej, wspiera walkę o szczupłą sylwetkę. Obecność w liściach kapusty witaminy C i siarki, która nadaje jej specyficzny aromat podczas gotowania, wspiera dobrą kondycję włosów, skóry i paznokci.

Przeciwwskazania

Kapusta włoska, mimo że jest zdrowym produktem, nie jest polecana każdemu. Podobnie jak inne warzywa kapustne, nie poleca się jej większych ilości w diecie osób cierpiących na zaburzenia pracy tarczycy. Kapustne zawierają substancje wolotwórcze (goitrynę i progoitrynę), które hamują przyswajanie jodu z posiłków, co może doprowadzić do niedoborów jodu w organizmie i pogłębieniu problemów ze zdrowiem.

Kapusta włoska — przepis na surówkę

kapusta włoska przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę

Fot. iStock

Surówka z kapusty włoskiej. Składniki:

  • 500 g kapusty
  • duże jabłko
  • duża marchewka
  • 1/2 dużej cebuli
  • 1 łyżka majonezu
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
  • sól
  • pieprz
  • cukier do smaku
  • świeży koperek

Przygotowanie:

  1. Kapustę poszatkuj drobno, włóż do miski i lekko posyp solą, by zmiękła.
  2. Cebulę drobno poszatkuj, jabłko i marchew zetrzyj na tarce — dodaj do kapusty.
  3. Majonez, jogurt, nieco soli, pieprzu i cukru oraz trochę poszatkowanego koperku wymieszaj dobrze i połącz z surówką.
  4. Odstaw do lodówki, na co najmniej pół godziny, by surówka dobrze się schłodziła.

Kapusta włoska zasmażana — przepis 

kapusta włoska przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę

Fot. iStock

Kapusta włoska zasmażana. Składniki: 

  • 1/2 małej główki kapusty
  • 1 marchew
  • 100 ml bulionu warzywnego (może być z kostki)
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka mąki
  • sok z cytryny
  • szczypta cukru
  • pęczek koperku
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie:

  1. Kapustę poszatkuj, marchew obierz i zetrzyj na tarce.
  2. Masło rozgrzej w rondlu i wrzuć na nie startą na dużych oczkach marchew, a po chwili poszatkowaną kapustę. Duś 10 min pod przykryciem, po czym podlej gorącym bulionem i duś kolejne 10 min.
  3. Oprósz wszystko mąką i bardzo dokładnie wymieszaj i zagotowuj. Na koniec dopraw sokiem z cytryny, cukrem, solą, pieprzem.
    Posyp dużą ilością świeżego pokrojonego koperku.

Kapusta włoska — przepis na gołąbki z ryżem i mięsem

kapusta włoska przepis na gołąbki, kapustę zasmażaną i surówkę

Fot. iStock

Składniki:

  • 1 kapusta
  • 2 szklanki ryżu
  • 500 g mięsa mielonego
  • 500 ml bulionu
  • jajko
  • cebula
  • sól, pieprz
  • sos pomidorowy

Przygotowanie:

  1. W dużym garnku zagotuj wodę. Wytnij głąb z kapusty i sparz we wrzącej wodzie. Jeszcze gorącą kapustę obierz i z liści zetnij nożem gruby nerw.
  2. Ryż ugotuj w litrze osolonej wody, aż wchłonie wodę.
  3. Na patelni zeszklij cebulę okrojoną w kostkę. Do ryżu dołóż surowe mięso mielone razem z jajkami i podsmażoną wcześniej cebulą, dopraw farsz solą i pieprzem.
  4. Na liście nałóż farsz z ryżu i mięsa. Złóż boki liści kapusty do środka i zwiń w zwarty rulon.
  5. Gołąbki ułóż w dużym garnku, zalej bulionem, przykryj pokrywką i na małym ogniu gotuj ok. 30 minut. Jeśli nie masz garnka z grubym dniem i obawiasz się, że gołąbki mogą się przypalić, wyłóż dno garnka warstwą niewykorzystanych liści z kapusty.

Podawaj polane sosem pomidorowym.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl, www.przyslijprzepis.pl 

Dieta Przepisy Przetwory Zdrowie

„Bałam się, że stracę kontrolę, nie dam rady nad sobą zapanować” – Iga Kreft o nerwicy lękowej

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 czerwca 2021
fot. Instagram Igi Kreft, https://www.instagram.com/ofeliaigakrefft/

– Depresja uderzyła, kiedy zaczynałam program „Twoja twarz brzmi znajomo”. I tak jak napisałam w poście, żałuję, że nie powiedziałam o tym nikomu. – mówi Iga Kreft, która na Instagramie opublikowała swoją historię walki z nerwicą lękową i depresją. 

Trudno było przyznać się publicznie do tego, że masz nerwicę lękową? 

Stresowałam się tym, tak, przyznałam się do bardzo intymnej rzeczy. Wspomniałam w poście, że piszę drżącymi rękami. Ale uświadomiłam sobie, że ja już jestem na zaawansowanym etapie walki z chorobą i może będę potrafiła kogoś zainspirować. Sama kiedyś przeczytałam bloga osoby, która cierpiała na zaburzenia psychiczne. Dzięki niej zrozumiałam, że to, co się ze mną dzieje, to nie jest nic dziwnego, nie tylko ja choruję, poczułam ulgę, chyba największą, że mogę się wyleczyć. Miałam nadzieję, że moja opowieść też komuś pomoże. I chyba tak się stało, bo dostałam mnóstwo wzruszających wiadomości. Ludzie piszą, że utwierdzili się w przekonaniu, że muszą pójść do lekarza, inni uświadomili sobie, że potrzebują terapii. Dziękują mi, dostaję naprawdę dużo ciepłych informacji zwrotnych. Wiem więc, że zrobiłam dobrze, choć pewnie wolałabym nie czytać tytułów: „Iga Krefft miała myśli samobójcze”, ale też wiem, jak działa ten świat.

Objawy choroby dały znać w cudownym momencie życia. Zdany egzamin do szkoły teatralnej, spełniłaś największe marzenie. Wiesz już dlaczego tak było?

Myślę, że to było marzenie za wszelką cenę, marzenie, które nie uwzględniało tego, jak ja się czuję w tej sytuacji. Wypierałam stres, który był przed i podczas egzaminów, udawałam, że go nie ma, on po prostu potem do mnie wrócił, upomniał się, żebym go przeżyła. To też przerabiam na terapii. Dać sobie przestrzeń na pewne rzeczy, oswajać się też z negatywnymi emocjami, bo one i tak prędzej czy później do mnie wrócą, podobnie jak napięcie. Ale długo tego nie rozumiałam. Wyjeżdżałam na wakacje, miałam wolny weekend, odpuszczałam i wszystko to, co mnie spotkało wcześniej wracało ze zdwojoną siłą. Do tej pory mam tak, że pierwszy dzień urlopu jest dla mnie trudny, wypuszczam wszystko co złe.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by O F E L I A (@ofeliaigakrefft)

To cena za szybkie życie? To, że tyle pracujesz?

Tak, ale mój pracoholizm to element choroby, unikam chwil spokoju, bo chyba czasem boję się skonfrontować ze sobą. Ale przychodzą momenty, kiedy wiem, że muszę o siebie zadbać, odpocząć. Wiadomo, teraz jest mi łatwiej, bo jestem na terapii, również na farmakoterapii. Dlatego też zdecydowałam się napisać, że biorę leki. Chciałam odczarować tzw. psychotropy. Bo tak jak boli nas brzuch, czy mamy chorą tarczycę to bierzemy leki, tak samo, jak mamy problemy psychiczne powinniśmy brać odpowiednie leki. Nie ma co stygmatyzować zaburzeń psychicznych, chciałabym, żebyśmy podchodzili do tego naturalnie, a nie dziwili się: „Wow, masakra, psychotropy” . Ludzie często myślą, że jak ktoś bierze leki psychiatryczne, to tak jakby brał narkotyki, a on sam jest naćpany. Nie czuję wpływów moich leków na organizm poza tym, że widzę, że jestem bardziej stabilna. Nie jestem otumaniona, senna. I na tym też polega działanie dobrze dobranych leków, które mają tak naprawdę pomóc człowiekowi w terapii z psychologiem. Chodzi o to, żebyśmy byli racjonalni stabilny i mogli spokojnie rozwijać się na swojej drodze terapeutycznej.

Leki to temat tabu nawet w Twoim pokoleniu?

Tak, bo nikt się nie lubi przyznawać do słabości, a ja właśnie przyznałam się do ogromnej słabości. Cieszę się, że to zrobiłam jeszcze z jednego powodu. Zawsze sprawiałam wrażenie osoby silnej, która sobie ze wszystkim radzi. Kiedy miałam gorsze dni, to wszyscy byli zdziwieni, źli, wymagali ode mnie niemożliwego. A mówienie otwarcie to też dawanie innym komunikatu: „Nie jestem nie do zdarcia”. Bo jeśli ktoś nie okazuje słabości, to ludzie żyją w poczuciu, że mogę rzucać w nią kulami i ona przyjmie to na klatę. Nie, każdy ma swój limit.

Opowiesz mi taką sytuację, kiedy czułaś, że tego wszystkiego jest za dużo?

Teraz ciężko mi sobie przypomnieć, szczególnie, że moje najgorsze stany były totalnie irracjonalne. Dużo rzeczy też bagatelizowałam. Właśnie dlatego w 2019 roku dostałam depresji, wcześniej funkcjonowałam jak maszyna. Były te wakacje, wolne weekendy, które same w sobie były stresem, czekaniem, co będzie, jak znowu będę miała ten lęk. Najbardziej przerażały mnie myśli, że tak będzie do końca życia. Że kiedyś będę brała ślub, będę rodzić dzieci i będę miała w sobie ten lęk, który paraliżuje i nie pozwala się z niczego cieszyć.

Depresja uderzyła, kiedy zaczynałam program „Twoja twarz brzmi znajomo”. I tak jak napisałam w poście, żałuję, że nie powiedziałam o tym nikomu. I to nie o to chodzi, że przeżyłam piekło, bo nie. Ale kilku sytuacji mogłabym uniknąć dzięki temu. Bo jeżeli ktoś widzi w pracy osobę, która jest wesoła, działa i wszystko jest u niej okej, to ma oczekiwania, że ta osoba ze wszystkim sobie poradzi. A tak nie  musi być.

Wiadomo, że praca jest ważna, musimy się wywiązywać z obowiązków zawodowych, ale nie ma co przepłacać pracy zdrowiem psychicznym. Mój tata jest lekarzem, podczas pandemii potwornie dużo pracował, ale mimo wszystko potrafił znaleźć ten balans. Bardzo ważna jest ta umiejętność spojrzenia na siebie, bycia czułym na swoje
potrzeby i możliwości. Czasem nie ma potrzeby walki z wiatrakami. Ale dzięki temu, że na terapii nabieram do tego dystansu to jest mi na pewno łatwiej i na pewno też zmieniłam się jako osoba.

Kiedy zdecydowałaś się na terapię?

W czerwcu 2019 roku, potem miałam przerwę, ale od jesieni zeszłego roku mam terapię regularnie, raz w tygodniu.

Jakie miałaś objawy nerwicy? 

Pierwsze objawy miałam jeszcze jako czternastolatka. Najtrudniejsza była dla mnie silna derealizacja, czyli czułam jakbym ktoś zamknął mnie w szklanej kuli, cały czas pojawiała się w mojej głowie myśl, czy to co się dzieje jest realne, dzieje się naprawdę, czy może śnię. Dziś już wiem, że to była reakcja obronna układu nerwowego, który przez ogromną ilość stresu, szalone wydzielanie się kortyzolu i adrenaliny blokuje docieranie pewnych bodźców do nas, żeby nas chronić. Tylko to potęguje lęk. Miałam też potworne bóle żołądka, brałam leki na brzuch. Ale to
wszystko pojawiało się i znikało. Po egzaminach derealizacja się nasiliła, dokuczał mi żołądek, odczuwałam też wieczny niepokój.

Opisz go, poproszę.

Czułam się tak, jakbym zaraz miała znów wejść na ten egzamin i nie wiedziała, co się stanie. Rozmawiałam z innymi osobami, które zmagają się z nerwicą lękową i wszyscy znają ten stan. Nieustanne napięcie i czekanie, że coś złego się wydarzy. Bałam się, że stracę kontrolę, nie dam rady nad sobą zapanować, popadnę w obłęd. Zanim poznałam tę chorobę, to zamiast dystansować się od tych uczuć, to jeszcze bardziej się wkręcałam, poddawałam paranoicznym myślą, szłam za nimi. Dlatego wydaje mi się, że im wcześniej ktoś zareaguje, tym lepiej, oszczędzi mu to wielu traum.

Poszłaś na terapię, bo ktoś tak Ci poradził?

Nie, to chyba było naturalne. Kończyłam program i stwierdziłam, że to jest ten czas. Nie działo się nic strasznego, dostałam zalecenie od psychiatry, żeby iść, bo leki zagłuszają objawy, ale przyczyna jest zupełnie gdzie indziej i trzeba ją znaleźć i nią się zająć.

Intensywne życie nasila trudne stany. Pracujesz teraz nad sobą?

Ciężko mi zadbać o równowagę, bo tak jak mówiłam, jestem pracoholikiem, cały czas muszę coś robić, jak przychodzę do domu, szukam sobie zajęć, w pracy biorę sobie za dużo na głowę, bo też jestem w momencie, gdy kariera mi się fajnie rozwija i boję się to stracić. Ale wiadomo też, że za tym idzie presja. Ale na szczęście, na tyle jestem prawdziwa i w zgodzie ze sobą, że ludzie szanują, nie spotyka mnie straszny hejt, to też sprawia, że jestem spokojniejsza.

Natomiast sama praca jest dla mnie czynnikiem stresującym. Pracowałam od dziecka, od dziecka wywierano na mnie ogromną presję. Nie mówię tu o moich rodzicach, bo oni są kochani i wspierający, myślę o ludziach pracujących przy produkcjach filmowych.

W Polsce nikt nie potrafi współpracować z dziećmi, może teraz to się zmienia, ale gdy zaczynałam zastraszanie, mobbingowanie było na porządku dziennym. To są dla mnie traumatyczne przeżycie. Nawet kilka lat temu w jednej z prac usłyszałam, że coś źle zrobiłam. Wydzwaniano do mnie, choć problem był naprawdę błahy. Skończyło się tym, że leżałam przez trzy dni z potwornym bólem żołądka. Od tamtej pory, za każdym razem, podkreślam, że nie załatwiam spraw zawodowych osobiście tylko przez agentów.

Jak rodzice zareagowali na publicznie wyznanie?

Wsparli mnie. Rodzice są przy mnie i towarzyszą mi od początku, oni też zawieźli mnie do psychiatry pierwszy raz. Kiedy przeszłam załamanie nerwowe i podjęłam decyzję, że chciałabym się sobą zająć, że to jest konieczności, przyjechałam do moich rodziców na święta. Skończyło się tym, że przez ponad dwa tygodnie leżałam w łóżku, bo byłam tak potwornie chora, straciłam głos. Miałam zapalenie oskrzeli, tchawicy, moje ciało powiedziało „stop”. Rozpadłam się w pierwszym momencie, kiedy mogłam. Nie chciałam więcej narażać siebie, zdrowia.


Zobacz także

Rak płuc - przyczyny, objawy, leczenie, profilaktyka

Rak płuc – nowotwór, który atakuje po cichu. Co należy o nim wiedzieć?

Fasola - rodzaje fasoli, właściwości, kiełki fasoli

Fasola – źródło białka, witamin i minerałów. Dlaczego warto sięgać po fasolę i jej kiełki?

Cztery składniki odżywcze, o których pewnie najczęściej zapominasz, a są one niezbędne w twojej diecie