Seks Zdrowie

Czy afrodyzjaki są w stanie zwiększyć ochotę faceta na seks? O mitach opowiada dr n. med. Tadeusz Oleszczuk

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 lipca 2022
 

Świat szuka afrodyzjaków od tysięcy lat, z różnym skutkiem”, twierdzi doktor nauk medycznych, ginekolog-położnik Tadeusz Oleszczuk. Właściwości pobudzające przypisywano choćby nasionom kanianki, preparatom pochodzącym z poroża jelenia, penisów wołów i kóz. A ich działanie opierało się jedynie na rozpalających wyobraźnię skojarzeniach. Skuteczność? Na zasadzie placebo. Ale Tadeusz Oleszczuk twierdzi: „Czemu nie, nasze myśli mają większą moc, niż podejrzewamy”.

1. Jak działa johimbina?

Jeszcze niedawno za popularne afrodyzjaki uchodziła johimbina. Johimbina to alkaloid z  kory johimbinowca, drzewa lasów zachodniej i  środkowej Afryki. Pierwotnie była wykorzystywana jako lek na kaszel i  gorączkę. Johimbina farmakologicznie to selektywny antagonista receptora alfa-2-adrenergicznego, a pisząc prościej: jest bogata w alkaloidy, które rzeczywiście mogą przyśpieszać wzwód i  ułatwiać wytrysk nasienia  – poprzez nasilanie napływu krwi do narządów miednicy małej mogą ułatwiać wypełnianie się ciał jamistych penisa. Kiedyś przypisywało się jej także poprawę libido, nowe badania jednak tego nie potwierdzają (za to wskazują, że ma wpływ na zaburzenia erekcji). Jej stosowanie lepiej skonsultować z lekarzem, bo w większych dawkach może (choć rzadko) wywoływać halucynacje i  zakłócać pracę serca.

Jeszcze jedno: aby odczuć działanie johimbiny, trzeba mieć naczynia krwionośne w bardzo dobrym stanie. Przy zaawansowanej miażdżycy, nadciśnieniu czy cukrzycy (zwykle te choroby występują razem) ściana naczyń jest pogrubiona, a to zmniejsza średnicę i  krew nie przepływa sprawnie. Nie zaznamy więc spodziewanego wypełnienia ciał jamistych, a możemy doświadczyć skradającej się po cichu niewydolności układu krążenia, która, niestety, już w wieku 45 lat niekiedy daje o sobie znać udarem czy zawałem. Bardzo często, nawet u ponad połowy użytkowników, rozczarowanie słabym działaniem johimbiny (jego brakiem) wynika z ich kiepskiego stanu zdrowia.

2. Co z tzw. muchą hiszpańską?

Jej nazwa robi właściwie całą robotę, a nie jest ani hiszpańska, ani żadna z niej mucha. To chrząszcz, który się nazywa pryszczel lekarski. To, co zyskało sławę afrodyzjaka, to kantarydyna, substancja, którą owad wydziela z siebie w chwili zagrożenia. Kantarydyna ma właściwości pobudzające zakończenia nerwowe w obrębie układu moczowo-płciowego i  podrażnia błony śluzowe oraz cewkę moczową, co może być odbierane jako wzrost pobudliwości seksualnej. Działa jednak wtedy, gdy podniecenie jest już na wysokim poziomie, za to szybko, już kilka minut po podaniu kilku kropli pod język. Kłopot w tym, że nieostrożne jej stosowanie może prowadzić do poważnych powikłań, na przykład do krwotocznego zapalenia cewek nerkowych i ich martwicy.

Dobra (niedobra?) wiadomość jest jednak taka, że w większości oferowanych w internecie preparatów o nazwie „hiszpańska mucha” niewiele jest substancji czynnej, czyli kantarydyny. Dlatego też trudno zauważyć działanie „muchy”, zarówno to właściwe, jak i niepożądane.

3. Czy krewetki i ostrygi wzmagają pożądanie?

Afrodyzjakami w potocznym języku są też produkty spożywcze. Uważa się, że ich jedzenie wprowadza w erotyczny nastrój – w rzeczywistości zawierają substancje usprawniające działanie ciała, najczęściej ukrwienie, w tym męskich narządów rodnych. Z medycznego punktu widzenia można powiedzieć, że są to produkty bogate w wartości odżywcze, których regularne spożywanie może się przysłużyć poprawie łóżkowej kondycji. Za afrodyzjaki uchodzą owoce morza  – krewetki i  ostrygi. Sam rytuał ich jedzenia potrafi zapalić erotyczną lampkę, a w dodatku jako produkt luksusowy wprawiają w przyjemny nastrój. Przy okazji mają sporo witamin A, D oraz z grupy B i pierwiastków: cynku, wapnia, fosforu, jodu, żelaza, przez co wpływają na metabolizm testosteronu. Cynk jest ważny dla odpowiedniej pracy układu krążenia (oraz odporności) i lepiej pamiętać o  jego naturalnej suplementacji w  okresie wzmożonej aktywności seksualnej, bo – uwaga – spore ilości cynku wytracamy wraz z  ejakulatem.

4. Czy banan i arbuz są jak viagra?

Oba zawierają bromelin, enzym, który poprawia produkcję testosteronu, i szybko dostarcza energii na łóżkowe igraszki. Z kolei arbuz jest nawet nazywany grecką viagrą. Wszystko dzięki zawartości naturalnego przeciwutleniacza, likopenu (poprawia krążenie krwi), ale przede wszystkim cytruliny, która ma właściwości rozszerzające naczynia krwionośne – jest nawet stosowana w produkcji leków zapobiegających problemom z erekcją. Gorsza wiadomość jest taka, że najwięcej cytruliny zawiera skórka arbuza. Można ją jednak podawać zmiksowaną w koktajlach albo duszoną z przyprawami jako np. składnik chutneya.

5. Czy papryczka chili i imbir pobudzają?

Ostry smak papryczki to zasługa kapsaicyny, związku, który rozgrzewa i poprawia krążenie krwi, przez co może potęgować doznania seksualne, ale też odpalać w mózgu endorfiny odpowiedzialne za rozluźnienie i  dobry nastrój. Jeśli do trawy dodajemy chili, pamiętajmy, by towarzyszyła jej oliwa. Obecność dobrego tłuszczu zwiększa przyswajanie składników przyprawy. Imbir ma wpływ na lepsze ukrwienie męskich na[1]rządów płciowych. Dowiedziono, że rozszerza naczynia krwionośne i umożliwia swobodny napływ krwi do ciał jamistych prącia, a  to pozwala na osiągnięcie odpowiedniej sztywności członka i erekcję. Regularne jedzenie imbiru wzmaga produkcję hormonów i plemników, a  spożycie go przed randką przyspiesza tętno, przez co  wywołuje reakcję podobną do tej towarzyszącej seksualnemu podnieceniu. Cenne właściwości imbiru podnosi dodanie aromatycznych przypraw, takich jak cynamon, anyż, goździki czy kardamon.

6. A może korzonki są skuteczne?

Najwięcej naukowych not pochwalnych ma jeszcze inna roślina – żeń-szeń. Ten egzotyczny korzeń zwiększa potencję, a  nawet krzesze pożądanie. Zawiera ginsenozydy, które zwiększają uwalnianie się tlenku azotu z  komórek nabłonków naczyń i  receptorów nerwowych okołonaczyniowych narządów płciowych, co wspomaga rozkurcz naczyń krwionośnych i powoduje napływ krwi do penisa, a to poprawia erekcję. Działanie ginsenozydów jest tak dobrze zbadane, że są one nawet stosowane do produkcji współczesnych leków na zaburzenia erekcji. Usprawniają też ukrwienie żeńskich narządów płciowych. Żeń-szeń ma też właściwości wzmacniające  ogólny stan zdrowia. Za najcenniejszą uchodzi koreańska odmiana, bo jest szczególnie bogata w ginsenozydy. Żeby odczuć cudowne właściwości korzenia, trzeba go spożywać przez dłuższy czas. Jednorazowe wypicie toniku z żeń-szeniem na godzinę przed randką raczej nie da spektakularnych efektów.

A co daje spektakularne? Współczesna medycyna dla mężczyzn ma naprawdę niezłe propozycje.

****

Tekst powstał na podstawie nowej książki Tadeusza Oleszczukaa „Facet jak młody Bóg”, Pascal

Dr Tadeusz Oleszczuk, lekarz z trzydziestoletnim doświadczeniem, pracuje jako ginekolog położnik w Warszawie. Częsty gość telewizji śniadaniowych i radiowych. Autor bestsellerowych poradników i propagator holistycznego podejścia do ludzkiego zdrowia. Uważa, że nie można lekceważyć wpływu, jaki na nasze samopoczucie mają środowisko i styl życia. Łatwo jest połknąć tabletkę. Ae czy nie lepiej zmienić sposób, w jaki żyjemy?

 


Seks Zdrowie

W którym roku małżeństwa ryzyko rozwodu jest najwyższe?

Redakcja
Redakcja
17 lipca 2022
ryzyko rozwodu
fot. iStock/ Daniel Ernst
 

Nowożeńcy i stare małżeństwa mają jedną wspólną cechę – nigdy nie mają pewności, jak długo będą razem. Słyszeliście o „kryzysie siódmego roku”, ale czy to zjawisko jest rzeczywiście prawdziwe? Jak długo trwa przeciętne małżeństwo? Czy istnieje, jak zdaje się sugerować słynne zdanie, „najtrudniejszy rok małżeństwa”, czy też jest to mit? Czy możesz przetrwać najtrudniejsze lata małżeństwa bez zwiększania ryzyka rozwodu? Czy istnieje wskaźnik rozwodów według stażu małżeńskiego, czy też nie ma to ze sobą nic wspólnego? 

Nie ma wzoru matematycznego, który pomógłby nam jednoznacznie obliczyć ryzyko. Pewne jest jedno – rozwodzą się i 20-, i 80-latkowie.  Są jednak badania, które dają nam ogólne wyobrażenie o tym, jak prawdopodobne jest, że twoje małżeństwo zakończy się w danym roku swojego istnienia. Oto, co wiemy.

Jakie są czynniki ryzyka rozwodu według długości małżeństwa?

Rok 1-2: Wysokie ryzyko

Ryzyko rozwodu w pierwszym roku małżeństwa jest wysokie. Pierwszy rok to nie tylko miesiąc miodowy – emocje po weselu opadają szybko, a szara rzeczywistość wydaje się bez tej bajkowej scenerii jeszcze bardziej szara. To czas na dotarcie, czas, w którym na jaw wychodzą nasze prawdziwe cechy, których być może u siebie nawzajem nie dostrzegaliśmy, albo uznawaliśmy za nieuciążliwe. Przed młodymi wyboista droga do dogadania się. Powodem, dla którego małżeństwa rozpadają się tak szybko jest też to, że zwyczajnie pary nie zdążyły się ze sobą zżyć na tyle, żeby chciało im się pracować nad związkiem. Brutalne, ale prawdziwe.

Rok 3-4: Średnie ryzyko rozwodu

Przeciętna para zaczyna mieć dzieci około trzeciego roku wspólnego życia, a dzieci zwiększają stabilność związku i zmniejszają ryzyko rozwodu. Dzieci pomagają wam pozostać razem. Ale nie przeceniaj bezpieczeństwa, jakie dziecko wnosi do małżeństwa. Jedno z badań przeprowadzonych na 522 parach wykazało, że jakość małżeństwa zaczyna spadać po czterech latach. Zaczynamy z wysokiego C, nic dziwnego, że nie dajemy rady tego utrzymywać w nieskończoność.

Rok 5-8: Wysokie ryzyko

Być może słyszałeś o „kryzysie siódmego roku„, frazie spopularyzowanej przez sztukę z 1952 roku, a później film z Marilyn Monroe w roli głównej. Odnosi się do długotrwałej teorii, że satysfakcja z relacji spada po około siedmiu latach. Rzeczywiście, pogląd, że małżeństwa utknęły w martwym punkcie po siedmiu latach jest poparty danymi.

Istnieje kilka powodów, dla których jest to jeden z najbardziej ryzykownych okresów dla małżeństwa. W tym momencie młodsze dzieci są już wystarczająco duże, aby pary nie czuły aż tak dużego lęku przed rozstaniem. Około siódmego roku zaczyna słabnąć „efekt dziecka”.  Innym wyjaśnieniem jest to, że „kryzys siódmego roku” stał się tak znormalizowanym pojęciem, że jest teraz samospełniającą się przepowiednią. Pary, które są już nieszczęśliwe, mogą podświadomie czekać na siódmą rocznicę, aby ostatecznie zakończyć małżeństwo.

Rok 9-15: Niskie ryzyko rozwodu

W dziewiątym roku  małżeństwa większość par nie ma już w domu niemowląt i istnieją pewne dowody na to, że wraz z wiekiem dzieci rodzice zgłaszają zwiększoną satysfakcję z relacji (istnieją również dowody na to, że ryzyko rozwodu wzrasta wraz z wiekiem dzieci, więc bądźmy czujni). Tymczasem pary, które docierają do 10-lecia, doświadczają niższego ryzyka rozwodu w każdym kolejnym roku. Eksperci mówią, że może to być wynikiem tego, że oczekiwania dotyczące relacji stają się z czasem bardziej praktyczne. To też czas, kiedy jesteśmy już ze sobą mocno związani emocjonalnie i rozstanie jest dla nas bardzo bolesne.

Rok 15-20: Średnie ryzyko

Rozwodu w wieku 50 lat stała to nowość, ale takich spraw prawnicy mają coraz więcej. W USA nazywa się je „szarymi rozwodami”. Ludzie są coraz bardziej świadomi, coraz częściej zaczynają rozumieć, że żyli w tradycyjnym związku bez miłości, z przyzwyczajenia i kosztem własnego szczęścia. I w końcu osiągają punkt krytyczny. Resztę życia chcą przeżyć w szczęściu.

 


Seks Zdrowie

Dlaczego faceci od ciebie odchodzą? Czy to możliwe, że swoją dobrocią sabotujesz związek?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
17 lipca 2022
faceci ode mnie odchodzą
fot. Sasha Freemind/Unsplash

Osoby, którym rozpadło się kilka związków, często przychodzą do terapeutów z pytaniem: co u mnie nie działa? W poradnikach najczęściej czytają, że to wina dzieciństwa, bo powtarzamy szkodliwe dla miłości schematy i przyciągamy alkoholików, skąpców lub narcyzów. Samo zło! Ale co… jeśli mieliśmy naprawdę fajne dzieciństwo? Co, jeśli partnerzy, z którymi się rozstajemy wcale nie są toksyczni? A my nie postrzegamy siebie jako samolubnych, podkopujących, oskarżycielskich, dramatycznych, niewrażliwych lub zbyt wymagających? W dodatku mamy mnóstwo przyjaciół. Tylko miłości nie udaje nam się zatrzymać na dłużej. Co z nami jest nie tak? Dlaczego partnerzy zawsze od nas odchodzą?

1. Może byliście zbyt fajni na początku?

Czy kiedyś byłaś lepszą partnerką, a z biegiem miesięcy nie umiałaś już dawać tego, co na wstępie oferowałaś? Nie dziw się! Utrzymanie wysokiej temperatury namiętności lub troski z czasem staje się po prostu nierealne. Wielu z nas na starcie relacji przedstawia siebie drugiemu człowiekowi w doskonałym świetle. Zwłaszcza jeśli bardzo nam zależy. Niektórzy jednak starają się ponadprzeciętnie. Znam dziewczynę, która wstawała przed ukochanym, by się odstroić i zrobić sobie makijaż. Chciała zawsze wyglądać dla niego świetnie. Ale czy to ma sens? Jak długo udaje się utrzymać taką mistyfikację? Naprawdę nie warto się tak oszukiwać!

2. A może nie widzieliście jaskółek?

Niektóre osoby nie widzą znaków ostrzegawczych, bo są zaślepione miłością albo skoncentrowane tylko na swoich sprawach. Zastanów się więc, czy to możliwe, że ignorowałaś pierwsze „wskazówki-jaskółki”, które dawały ci sygnał, że najwyższa pora na zadbanie o relację? Naprawdę pomysł chodzenia raz na tydzień na randki, kiedy oboje jesteście zapracowani, nie jest taki głupi. Mam znajomych, którzy czasem wynajmują na jedną noc pokój w hotelu w swoim mieście, a dzieci oddają pod pieczę niani. Choć pomysł brzmi romantycznie, to można go postrzegać również jako sprytną prewencję.

3. A może doszło do złamania obietnic?

Nowi kochankowie składają sobie wiele cudownych obietnic. Możemy np. marzyć wspólnie o wybudowaniu domu pod miastem. Wtedy uzgadniamy, że pierwsze lata poświęcamy na gromadzenie funduszy. Ale potem będzie dwójka dzieci, wakacje na południu Francji i zakup jachtu, na którym będziemy spędzać jak najwięcej czasu. Szczególnie gdy dzieci zaczną dorastać. Oczywiście na wstępnym etapie znajomości pewnie szczerze pragnęłaś dotrzymać tych obietnic. Ale z czasem początkową wiarę w spełnienie marzeń przytłoczyła rzeczywistość i entuzjazm zaczął słabnąć. Znasz to? Wtedy najłatwiej odraczać marzenie, które należało tylko jednej ze stron. A partner zazwyczaj, choć milczy, czuje się oszukany i pod wpływem pogłębiającej się frustracji może chcieć wycofać się z relacji, by zadbać w końcu o swoje potrzeby.

4. A może ulegliście ułudzie harmonii?

W miarę jak relacja staje się bardziej przewidywalna i zgodna, ludzie mówią „znamy się jak łyse konie”, „rozumiemy się już bez słów”. Teraz wszystko odbywa się przy minimalnej liczbie słów i mniejszym nasileniu emocji. Czy ty też tak miałaś, że wydawało ci się, że się już nie musicie niczego sobie wyjaśniać? Przestaliście więc dzielić się tym, co czujecie i myślicie. Skutek? Nuda i mniejsza ekscytacja partnerem. Dlatego moim zdaniem zasadne jest powiedzenie, które niestety nie wróży niczego dobrego: „zachowujecie się jak stare małżeństwo”.

5. A może zlaliście się w jedno?

Ludzie, którzy spędzają codziennie wiele godzin razem, „nasiąkają” wzajemnie swoimi poglądami, zachowaniami i energią. Różnorodność, która na początku wydawała się im tak pociągająca, że pragnęli poznawać każdy aspekt swojej cielesności, duchowości i zainteresowań, gdzieś ulatuje. Jeszcze niedawno, gdy szliście do kina, mogliście snuć długie rozmowy, spierać się, wymieniać poglądy, a teraz wracacie do domu i mówicie zgodnie jedno słowo: „Słaby!” Cóż, pozwoliliście na to, by wasz związek stał się przewidywalny. Do bólu!

6. A może marzycie tylko o świętym spokoju?

Kiedy mówisz partnerowi: „Chcę już tylko spokoju”. „Nie walczmy o nieważne rzeczy”. „Rób, co chcesz” – to nie musi oznaczać, że jesteś tak cudownie spolegliwa i wspaniałomyślna. To może świadczyć, że gdzieś w głębi serca uznałaś, że zbyt wysokie koszty emocjonalne ponosisz, gdy dogodzi do sporu. Przestajesz więc walczyć o swoje racje i wycofujesz się. Ale to wcale nie musi robić dobrze związkowi. Pozwalasz przecież, by wasze życie toczyło się z beznamiętną obojętnością. Przyznaj – oboje z dnia na dzień tracicie zainteresowanie sobą. Naprawdę czasem lepiej się pokłócić, bo to jest oznaką buzującej w was energii i witalności.

7. A może już nie budzicie emocji?

Kiedy wasz związek przestaje być namiętny, żywy, witalny… jeden z partnerów (albo nawet oboje!) zaczyna szukać nowej stymulacji, aby znów czuć podniecenie i silne emocje. Po prostu nie chce spędzić życia w odrętwieniu, stagnacji i lenistwie, kiedy czuje, że między wam wszystko stopniowo blednie.

„Związki czasem kończą się, gdy przewidywalność, komfort i bezpieczeństwo stają się bardziej widoczne niż pasja, ekscytacja i wyzwanie. Brak toksycznych interakcji w relacji wcale nie gwarantuje ludziom ciągłego zainteresowania sobą”, twierdzi doktor Randi Gunther, psycholog kliniczny i doradca małżeński z Kalifornii. To jest swoisty paradoks, ponieważ wielu z nas wierzy w to, że spokój i zgodność przynoszą w związkach harmonię, a co za tym idzie dają szczęście. A to nie zawsze jest prawda. Miłość potrzebuje też tarć, wyzwań, łez i różnicy zdań. Ona w tym wzrasta.

***

Oczywiście, że opisane wyżej sytuacje mogą być tylko oznaką przejściowego kryzysu. Ale jeśli w porę tego nie zauważycie i nie zawrócicie z tej drogi… Jeśli nie zrobicie oboje czegoś, co na nowo pozwoli wam czuć się wyzwaniem dla drugiej osoby… Jeśli nie wzbudzicie w sobie zainteresowania, nie wyznaczycie przed sobą nowych celów, o które czasem będziecie się spierać i walczyć, wasza miłość może kompletnie „stracić smak”. Jak to się mówi: „związek wypali się”, „wyrośniecie z tej miłości”, czyli po prostu przestaniecie kochać.


Zobacz także

Chcesz wyglądać młodziej i poprawić wygląd skóry? Pomoże ci w tym indywidualny plan rewitalizacji

Dlaczego fantazjujemy o seksie? Są powody, o których byście nawet nie pomyśleli

orgazm, kobieta

9 orgazmów i każdy inny. Tak, kobiety mają aż tyle możliwości!