Psychologia

„Jestem beznadziejna/brzydka/gorsza”. Poznaj swoją wartość i żyj lepiej!

Media Room
Media Room
12 stycznia 2022
fot. janiecbros/iStock
 
Ktoś o niskim poczuciu własnej wartości czuje się gorszy. Efekt? Taka osoba często żyje poniżej swoich możliwości, nie podejmuje wyzwań, bo paraliżuje ją lęk, że nie podoła, nie wierzy w siebie. Osoby z odpowiednio wysoką samooceną są bardziej wytrwałe w swoich przedsięwzięciach, łatwo się nie poddają i – co najważniejsze – lepiej znoszą porażki. O tym, jak pracować nad swoją samooceną mówi psychoterapeutka Karolina Wincewicz – Cichecka z Centrum Terapii Dialog.

Co to jest poczucie własnej wartości?

To jest to, co człowiek myśli o sobie, co do siebie czuje, jaką wyznacza relację z samym sobą, czy siebie lubi, czy też nie. Zagadnienie poczucia własnej wartości to wątek, który bardzo często jest wnoszony na terapii. Wiele osób, które zgłaszają się do specjalisty, mówi o tym, że mają problemy z akceptacją siebie, z poczuciem własnej wartości.

Możemy mieć zdrowe i niezdrowe poczucie własnej wartości?

Tak. O zdrowym poczuciu własnej wartości mówimy, gdy jest ono adekwatnie osadzone na znajomości swojego potencjału, swoich mocnych stron, ale też ograniczeń i deficytów. Zdrowe poczucie wartości wyraża się w myślach: „Jestem ok”, „Jestem wystarczająco dobra/y”. Natomiast o niezdrowym albo zaniżonym poczuciu własnej wartości, mówimy, gdy pojawiają się myśli typu: „Jestem beznadziejna/y”, „Jestem brzydka/i”, „Jestem gorsza/y”. Do tego niezdrowego zaliczamy też poczucie omnipotencji, czyli poczucia, że jesteśmy lepsi od innych, i że inni są gorsi od nas, nie są warci uwagi.

Ale przecież dużo mówi się o tym, że powinniśmy dążyć do tego, by mieć wysokie poczucie własnej wartości?

No tak, ale chodzi o adekwatne poczucie własnej wartości. Czyli szacunek do siebie, ale też do innych, poczucie, że jest się równym. W tym przypadku wysokie poczucie własnej wartości rozumiemy jako: „Nie jestem gorsza/y”, „zasługuję na uwagę i na to, żeby spotkało mnie coś dobrego”. Wszelkie odchylenia od tzw. normy niosą ze sobą zagrożenia, także wtedy, gdy ktoś uważa siebie za lepszego od innych. Proszę mi wierzyć, że myślenie: „Nikt na mnie nie zasługuje”, „Nikt nie dorasta mi do pięt” jest trudne dla otoczenia i niesie ze sobą wiele konfliktów, a także może być przeszkodą w stworzeniu jakiejkolwiek bliskości.

Czym skutkuje niskie własnej wartości?

Niskie poczucie własnej wartości sprawia, że taka osoba czuje się gorsza, i często sprawia, że taka osoba żyje poniżej swoich możliwości, nie podejmuje wyzwań, boi się, że im nie podoła, nie wierzy w siebie. Osoby z wysoką samooceną są bardziej wytrwałe w swoich przedsięwzięciach, są  odporne na niepowodzenia, które są przecież elementem życia, procesu, a także – podkreślę – progresu.

W jaki sposób rozwijać wiarę w siebie i dobre zdanie o sobie?

Przede wszystkim trzeba dobrze poznać samego siebie, swoje mocne strony i swoje ograniczenia. Zdarzyło mi się pracować kiedyś z osobą, która po serii kwestionariuszy mierzących kompetencje zawodowe była zaskoczona wynikami. Przyznała, że nie zdawała sobie sprawy, że przez wiele lat pracowała w obszarze, który totalnie nie był w zakresie jej kompetencji i tego co lubi robić, bo myślała właśnie, że to w niej tkwi problem. Stało się to bodźcem do życiowych zmian.

Warto zatem przyjrzeć się sobie i postarać się lepiej siebie poznać. A możemy tego dokonać na wiele różnych sposobów: podczas terapii, warsztatów, czytając fachową literaturę, czasem po prostu głębiej zastanawiając się nad sobą, nad swoimi obowiązkami – aby zrozumieć, czy to naprawdę moja potrzeba, czy może raczej presja otoczenia.

Łatwo się w tym pogubić, bo np. czym różni się samoocena od poczucia własnej wartości?

Wielu psychologów uznaje, że to są wymienne terminy. Ale można też przyjąć, że poczucie własnej wartości zawiera w sobie zarówno myśli, przekonania o sobie, jaki i emocje, którymi siebie darzymy. Natomiast samoocena bardziej odnosi się do tego, co o sobie sądzimy, jaką mamy postawę względem siebie.

Czy można pomóc w tym innym? Jak na przykład nauczyciel może wzmacniać poczucie własnej wartości w uczniach?

Dobry nauczyciel może być inspiracją dla uczniów, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jeśli jest otwarty, służy pomocą, radą, akceptuje swoich uczniów takimi, jakimi są, to w ten sposób buduje u nich poczucie własnej wartości, daje im sygnał, że zasługują na uwagę, na szacunek, że są właśnie „wartościowi”, a nie jego przykrym obowiązkiem.

Zdarza się, że raz myślimy o sobie: jestem super, a na drugi dzień: ale jestem beznadziejny… Co robić żeby nasza samoocena była stabilna?

To pytanie, które będzie wymagało złożonej odpowiedzi, bo tego rodzaju chwiejność może mieć różne podłoże. Rzeczywiście mówi się, że osoba, która ma wysoką samoocenę, ma stabilny obraz siebie, zaś osoby, które mają niskie poczucie własnej wartości, są w tej ocenie labilne. Faktycznie, osoby z niskim poczuciem własnej wartości  po potknięciu łatwiej reagują lękiem i depresją, podczas gdy osoba z wysokim poczuciem własnej wartości raczej „otrzepie się z kurzu” i pójdzie dalej, będzie starała się szukać innego rozwiązania.

Jednak czasami jest tak, że chwiejność dotycząca samooceny może wynikać z zaburzeń psychicznych (np. z zaburzenia osobowości typu borderline czy epizodu depresji) i konieczna może okazać się w takim przypadku farmakoterapia. Zauważmy, że niska samoocena jest jednym z kryteriów diagnostycznych w depresji. I w takiej sytuacji w pierwszej kolejności należy zająć się terapią depresji, a dopiero potem można zajmować się pracą nad poczuciem własnej wartości. Czasami więc droga do budowania własnej wartości prowadzi przez psychiatrę  – może się okazać, że po ustąpieniu epizodu depresji negatywne, krytyczne, obwiniające myśli znikną.

Jaka jest relacja między perfekcjonizmem a niskim poczuciem własnej wartości? I czy narcyzm może skrywać brak wiary w siebie?

Im bardziej nasilony perfekcjonizm, tym większe prawdopodobieństwo, że osoba ma niskie poczucie własnej wartości.  Perfekcjonizm w tym przypadku jest formą „tuszowania”, ukrywania przed światem swojego poczucia niedopasowania, nieadekwatności, gorszości. Szczypta perfekcjonizmu jest ok, ale jego nadmiar prowadzi do kłopotów –  napędza błędne koło negatywnego myślenie o sobie, ponieważ nie da rady być doskonałym.

Jeśli chodzi o narcyzm, to tak może, ale nie musi być. Istnieją 2 typy narcyzmu – typ kompensujący, czyli taka osoba tworzy niejako „bańkę” wielkości, by w jakikolwiek sposób zmniejszyć ból związany z poczuciem gorszości oraz tzw. typ wielkościowy, który naprawdę nie ma sobie nic do zarzucenia, czuje się lepszy od innych.

Jak budować poczucie własnej wartości przy braku akceptacji w najbliższym otoczeniu?

Czasem warto zastanowić się nad ograniczeniem kontaktów, które są przyczyną spadku nastroju, czy wręcz depresji. Nawet jeśli dotyczy to najbliższych. Tyle że jest to rozwiązanie ostateczne i na takie zawsze jest czas.

Co zatem zrobić?

Warto stawiać granicę nieprzychylnym komentarzom, aluzjom, zachowaniom – powiedzieć np.: „Kiedy tak robisz, czuję smutek, bo mam poczucie, że lekceważysz mnie. Proszę, przestań to robić”.  Asertywność jest bardzo ważna w utrzymaniu poczucia własnej wartości, bo zarówno pomaga zatrzymać pewne krzywdzące zachowania, jak i pomaga w powiedzeniu „tak” temu co nam sprzyja.

Kolejną opcją budowania (czy też utrzymania) poczucia własnej wartości przy braku akceptacji najbliższego otoczenia jest zaangażowanie się w różnego rodzaju aktywności, które dadzą szansę poznać dotąd nieznane swoje zdolności i tym samym poznać swoje mocne strony, które są składową zdrowego poczucia własnej wartości. Ponadto, pomogą  wejść w inne środowisko. Dzięki temu pojawi się szansa na zawarcie nowych znajomości, a nawet przyjaźni i zobaczenie, że w tym najbliższym otoczeniu czuję się źle, ale w tym, które wybieram samodzielnie bezpiecznie.

Czy moment wchodzenia w dorosłość powinien wiązać się z wyprowadzeniem się z domu?

Wiele osób boi się tego momentu. Myślę, że tak, bo to oznacza budowanie swojego życia. Odłączenie się od rodziny jest ważnym elementem naszego życia. Muszą to także zrozumieć rodzice, bo jeżeli dziecko będzie widziało, że rodzic jest niespełniony, nieszczęśliwy, będzie miało problem z opuszczeniem domu, rozdzieleniem się. Tymczasem rozpoczęcie własnego dorosłego życia to eksploracja samego siebie, lepsze poznanie się, a więc i budowanie własnej wartości. Będąc zbyt długo pod rodzicielskim parasolem dziecko nie będzie zdobywało kompetencji, nie będzie miało poczucia sprawczości. Dlatego nie ma co opóźniać tego momentu. Ten wątek bardzo wybrzmiewa w terapiach, bo jednak to co dzieje się w domu wpływa na życie, także na poczucie własnej wartości i późniejszy rozwój człowieka.

Jakie by pani miała konkretne wskazówki dla osób, które mają niskie poczucie własnej wartości?

Chciałabym na początku  podkreślić – praca nad poczuciem własnej wartości to nie jest praca nad wyglądem, statusem. Drogą do budowania zdrowego poczucia własnej wartości jest rozwijanie w sobie obszaru tzw. „zdrowego dorosłego”, który wyraża się w akceptacji, poszukiwaniu rozwiązań, racjonalnym wewnętrznym dialogu, łagodności względem siebie. Skoro – jak mówiłyśmy na początku – poczucie własnej wartości jest tym, co człowiek  myśli i czuje do siebie, to rozwijanie poczucia własnej wartość polegać będzie m.in. na nauce wyłapywania myśli i przyjrzeniu się im, na ile rzeczywiście są prawdziwą interpretacją swojej osoby.

Większość naszych myśli jest zautomatyzowana – dopóki człowiek mocno nie skupi się na nich, często w ogóle nie zdaje sobie z nich sprawy.  Proponuję zatem przeznaczyć kilka tygodni na dokładne notowanie sytuacji, w których pojawiają się myśli typu: „Jestem gorszy/a”, „Jestem beznadziejny/a”, „Znowu mi nie wychodzi”. Najlepiej, aby te zapiski robić  ad hoc, tj. w momencie kiedy te myśli się pojawiają, ewentualnie pod koniec dnia, gdy mamy chwilę spokoju na przemyślenia.

Grunt, żeby nie było to raz w tygodniu, bo wtedy nie uda nam się wyłapać myśli i odczuć.  Zapisywanie negatywnych myśli o sobie pozwoli zobaczyć, jaki konkretny typ sytuacji wyzwala poczucie gorszości, niezadowolenia. Być może tu już znajdziemy jakiś klucz, pojawią się jakiś pierwsze obserwacje i wnioski.

Następnym krokiem będzie racjonalna analiza myśli, czyli bierzemy na tapet bolesną myśl i odpowiadamy sobie na pytania typu: „Jakie mam dowody na to, że tak jest” albo: „Jakie są dowody przeciw temu, co myślę”. Można też zadawać sobie pytania w stylu: „Co powiedziałabym w tej sytuacji swojej przyjaciółce, gdyby tak o sobie mówiła?”. Często odpowiedzi na tak zadane pytanie obnażają, jak odmienne ma się standardy wobec samego siebie i innych ludzi lub jak bardzo jest się negatywnie tendencyjnym w ocenie swojej osoby. A zatem kolejnym sposobem rozwijania poczucia własnej wartości jest urealnienie, nauczenie się tworzenia myśli adekwatnych do sytuacji, czyli wyciszenie tzw. wewnętrznego krytyka. Niektórzy ludzie szydzą sami z siebie, sądząc, że coś im to da, że zmotywują się, ale jest to po prostu przemoc wobec samych siebie. W dalszej części – najczęściej terapeutycznej – pojawia się także poszukiwanie genezy tego rodzaju myśli.

Praca nad budowaniem własnej wartości polega też na wyłapywaniu swoich mini-sukcesów („Udało mi się dzisiaj przygotować dobry obiad”, „Przeczytałam kolejny rozdział książki”, „Zmobilizowałam się do biegania” itp.). Warto kupić sobie jakiś fajny zeszyt i zapisywać tam wszystkie rzeczy, które udało nam się zrobić pomimo przeciwności. Inaczej na nie spojrzymy, gdy je zobaczymy. Pamiętajmy, że te małe, codzienne, pozornie nieważne sukcesy są nam potrzebne, aby odnosić te większe. Biało-czarno strategie często powodują, że nie osiągamy swoich celów.

Wiele osób nie potrafi przyjmować pochwał i komplementów, wprawiają go one w zakłopotanie, a czasem wręcz uważają, że są niezasłużone. To spora przeszkoda w docenianiu siebie.

To sygnał, że mamy problem z poczuciem własnej wartości. Gdy ktoś nas chwali, a nam wydaje się, że to jest nieprawdziwe lub wręcz podejrzane, bo może powiedziane w jakiejś intencji, to sygnał, aby przyjrzeć się swojej samoocenie.

Czy wytykanie komuś błędów może świadczyć o tym, że ta osoba ma problemy z poczuciem własnej wartości?

Tak, może. Działa to zarówno w przypadku samooceny zaniżonej, jak i zawyżonej. W przypadku pierwszym, osoba może mówić do innych w takim samym stylu jak do siebie samego. Osądza zarówno siebie, jak i innych według bardzo surowych, wyśrubowanych standardów – przy takim nastawieniu nietrudno o znalezienie błędów. Podobnie będzie w przypadku osób o nastawieniu wielkościowym –  osoba czuje, że ma prawo wytykać cudze błędy bez zwracania uwagi na formę przekazywanej krytyki, bo to inni mają się starać o jego/jej względy.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Psychologia

Jak stosować antybiotyki, by działały i nie powodowały dolegliwości po terapii?

Media Room
Media Room
12 stycznia 2022
FOT. Fahroni/iStock
 
Antybiotyki to leki, które mogą wywołać sporo szkody lub nie zadziałać, jeśli nie będziemy ściśle przestrzegać określonych zasad w trakcie ich zażywania. Dowiedz się, jak prawidłowo postępować w trakcie i po antybiotykoterapii.

Antybiotyki są lekami stosowanymi w leczeniu wszelkiego rodzaju zakażeń bakteryjnych, ułatwiając organizmowi ich opanowanie. Medycyna dysponuje niemal 200 medykamentami z tej grupy. Niektóre z nich mogą być stosowane w leczeniu wielu chorób, niektóre działają wyłącznie na jeden, konkretny szczep bakterii. Używane są także profilaktycznie, np. przed zabiegami chirurgicznymi i w profilaktyce bakteryjnego zapalenia wsierdzia. Obecnie za antybiotyki uznaje się również chemioterapeutyki, czyli substancje wytworzone przez człowieka metodami chemicznymi.

Im precyzyjniej dobierzemy antybiotyk, tym mniejsze jest ryzyko niepowodzenia leczenia. Z tego powodu antybiotyki powinniśmy stosować wyłącznie na zlecenie i ściśle zgodnie z zaleceniami lekarza: ani krócej ani dłużej.

Częstym błędem jest przerywanie antybiotykoterapii przez pacjenta, gdy tylko poprawi się jego ogólne samopoczucie. Niestety, może to doprowadzić do przykrych konsekwencji – infekcja może nie zostać do końca wyleczona, co może skutkować jej groźniejszym nawrotem. Takie działanie indukuje też  zjawisko antybiotykooporności, gdyż bakterie, które nie zginą, chcąc przeżyć wytwarzają mechanizmy oporności na stosowany lek i na dodatek ten „sposób” ratowania siebie mogą sobie przekazywać – wyjaśnia Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Antybiotyki a posiłki

Z uwagi na substancje w nich zawarte antybiotyki mogą różnie reagować z pokarmami. W związku z tym niektórych antybiotyków wręcz nie należy łączyć z pokarmem lub innymi lekami, ponieważ dochodzi do utrudnienia ich wchłaniania z przewodu pokarmowego. Zaleca się więc zażywanie ich co najmniej godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku. Przykładami takich interakcji mogą być np.:

  •     tetracykliny, których wchłanianie hamowane jest w obecności pokarmów, mleka, wapnia, magnezu, glinu, preparatów alkalizujących, żelaza,
  •     fluorochinolony, których wchłanianie jest opóźnione przez pokarm, a hamowane przez magnez, glin, środki alkalizujące zawierające wapń, cynk i żelazo.

Są też antybiotyki, które należy zażywać w trakcie posiłku. Dlatego zanim rozpoczniesz terapię, przeczytaj fragment z ulotki dołączonej do każdego leku, jak należy go stosować.

Leki popijaj wyłącznie wodą

Antybiotyków, podobnie jak i zdecydowanej większości innych leków, nie należy popijać sokami, mlekiem lub jogurtem czy kefirem. Zawarty w tych ostatnich wapń może hamować działanie niektórych antybiotyków (np. tetracyklin). Także napoje zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola), źle wpływają na proces wchłaniania leków. Przyjmując je doustnie należy zawsze popijać leki wyłącznie wodą.

Podczas trwania antybiotykoterapii odstaw alkohol

Alkohol osłabia działanie wielu antybiotyków, a także cały organizm i dlatego wolniej wracamy do zdrowia. Dodatkowo może nasilać niektóre dolegliwości, które są niegroźne, jednak wpisują się w zakres działań niepożądanych – np. nudności, osłabienie czy zawroty głowy.

Alkohol w połączeniu z antybiotykami może także doprowadzić do tzw. reakcji disulfiramowej, czyli nietolerancji alkoholu, która może powodować takie objawy jak spadek ciśnienia tętniczego, duszności, kołatanie serca,  czy nadmierną potliwość – wyjaśnia internistka.

Antybiotyk należy brać zawsze o tej samej godzinie

Skuteczność antybiotyku uzależniona jest od odpowiedniego stężenia w tkankach, które musi być utrzymywane przez określony czas, dlatego bardzo istotne jest przyjmowanie antybiotyków w regularnych, ściśle określonych odstępach czasu. Te informacje znajdziesz również w ulotce, ale lekarz może zlecić inne dawkowanie (np. większymi dawkami czy częściej).

Doprowadź zalecaną antybiotykoterapię do końca

Jeśli antybiotyk jest dobrze dobrany, poprawa zdrowia następuje szybko, już po 2-4 dniach. To nie jest sygnał, że leki te można odstawić, bo objawy choroby się cofnęły. Antybiotyki trzeba brać tak długo, jak zalecił to lekarz. W przeciwnym razie z jednej strony narażamy się na powrót infekcji, często o cięższym przebiegu, w której trzeba będzie zastosować inny antybiotyk, a z drugiej odstawienie antybiotyku zbyt wcześnie jest niczym innym niż hodowanie bakterii opornych na ten konkretny antybiotyk (nie będzie dla tych bakterii szkodliwy. Mało tego, że u nas już ten antybiotyk nie zadziała, to na dodatek istnieje ryzyko, że opornymi szczepami zarazimy innych, którzy również będą mieli węższe możliwości antybiotykoterapii.

Liczy się właściwe dobranie antybiotyku do konkretnej infekcji

Antybiotyki stosuje się w leczeniu infekcji bakteryjnych (w zakażeniach grzybiczych, znacznie rzadszych, stosowane są mykotyki, choć przy niektórych infekcjach skuteczne są też antybiotyki, działające na bakterie „współópracujące” z grzybem).

Często, zanim rozpocznie się antybiotykoterapię, pobierany jest posiew materiału od chorego (np. krwi, moczu, wymazu z gardła), aby określić, jaka bakteria jest odpowiedzialna za zakażenie i jaka jest jej wrażliwość na antybiotyki. Czasem jednak nie ma na to czasu albo po prostu nie jest to potrzebne, bo lekarz dobiera antybiotyk zgodnie z wiedzą, jakiego rodzaju drobnoustroje odpowiedzialne są za konkretne infekcje w danym sezonie.

W niektórych schorzeniach antybiotyki stosuje się przez bardzo długi czas. W takich przypadkach lekarz zwykle zleca okresowo badania krwi i moczu, by sprawdzić, czy nie doszło do działań niepożądanych.

Wpływ antybiotyków na mikroflorę i substancje osłonowe

Wpływ na określony szczep bakterii, niezależnie od tego, czy są one dla nas korzystne lub szkodliwe, jest uzależniony od spektrum działania antybiotyków. Im precyzyjniejszy ich dobór, tym większa szansa, że doprowadzą one tylko do niszczenia drobnoustrojów chorobotwórczych. To także jeden z powodów, dla którego nie powinniśmy stosować antybiotyków, które pozostały w naszej apteczce po pokonaniu innej infekcji – wyjaśnia Joanna Pietroń.

Antybiotyków nie bierzemy „na wszelki wypadek”, zaleca się je tylko, gdy są absolutnie konieczne. Mogą one, oprócz eliminowania chorobotwórczych bakterii, niszczyć również drobnoustroje stanowiące florę naturalną (fizjologiczną), które chronią człowieka przed różnymi zakażeniami bakteriami potencjalnie chorobotwórczymi. Niekorzystnym następstwem antybiotykoterapii może też być usuwanie naturalnej jelitowej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, na którą składają się liczne szczepy bakteryjne, zwłaszcza bakterii beztlenowych. Są one barierą dla bakterii chorobotwórczych, odgrywają rolę w metabolizmie różnych substancji w przewodzie pokarmowym i wytwarzają witaminy.

Dlatego, szczególnie wtedy, gdy zażywamy antybiotyk o szerokim spektrum działania, należy zadbać o te „dobre” drobnoustroje – przede wszystkim za pomocą diety (bogatej w błonnik, witaminy i szczepy bakterii znajdujących się w produktach fermentowanych – takich jak jogurty czy kiszonki). Lekarz może doradzić także probiotyk do kupienia w aptece. Warto dopytać, kiedy przyjmować zarówno naturalne probiotyki, takie jak jogurt, jak i te kupowane w aptece – najczęściej pomiędzy przyjęciem leku i probiotyku musi upłynąć odpowiedni czas – nawet kilka godzin.

W zakażeniach wirusowych antybiotyk nie pomaga

W infekcjach wirusowych leczenie antybiotykami nie ma sensu, ponieważ wirusy nie są wrażliwe na antybiotyki. Antybiotykiem nie leczymy więc np. przeziębienia czy grypy. Grypa jest infekcją wirusową, podobnie jak większość przeziębień z katarem i kaszlem.

Nawet bardzo złe samopoczucie lub wysoka gorączka podczas infekcji wirusowej nie są żadnym uzasadnieniem do sięgnięcia po antybiotyk. Grypie można zapobiegać przez coroczne szczepienia i gdy jest wskazanie lekarskie zastosować, skuteczny lek przeciwko wirusowi grypy – przypominają specjaliści.

Dlaczego czasem jednak także w przypadku infekcji wirusowej zapisywany jest antybiotyk? Dzieje się tak wtedy, kiedy w trakcie wirusowej infekcji dochodzi do do rozwoju chorobotwórczych bakterii (tzw. nadważenia bakteryjnego).

Choć skuteczność antybiotyków jest bardzo duża ich nieodpowiednie i nadmierne stosowanie może przynieść odwrotny skutek tzn. powodować, że bakterie staną się na nie oporne tj. niewrażliwe.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Psychologia

Zwierzęta domowe równe ludziom. W Hiszpanii wg prawa są pełnoprawnymi członkami rodziny

Redakcja
Redakcja
12 stycznia 2022
Fot. iStock

Od 5 stycznia 2022 r. w Hiszpanii psy nie są przedmiotami i majątkiem, lecz „istotami żywymi”. Należy im się w rodzinie miejsce równe ludziom. Sądy od teraz muszą uwzględniać je przy rozwodach, sprawach spadkowych czy tych o opiekę nad dziećmi.

Jak to będzie wyglądać w praktyce? W przypadku rozwodu sędzia będzie brał pod uwagę na równi potrzeby dzieci i małżonków, ale też „nowe potrzeby zwierząt towarzyszących”. W gestii sędziego będzie też ustalenie podziału kosztów utrzymania zwierzęcia, czasu opieki nad nim oraz rozstrzygnie spór, jeśli małżonkowie, nie będą mogli dojść w tej kwestii do porozumienia „biorąc przy tym pod uwagę zarówno interes rozwodzącej się pary, jak i dobrostan zwierzęcia”.

Zgodnie z reformą kodeksu cywilnego, sędziowie będą decydować o przebywaniu małoletnich dzieci z rodzicami m.in. z perspektywy traktowania zwierząt domowych i sąd może na przykład odmówić wspólnej opieki nad dziećmi małżonkowi skazanemu wcześniej za znęcanie się nad zwierzętami. W uzasadnieniu podaje się, że znęcanie się nad zwierzętami może być wykorzystywane jako forma przemocy psychicznej i pośredniego maltretowania w środowisku rodzinnym, zarówno wobec nieletnich jak i partnera.

Nowe prawo zakłada również sytuację, w której zwierzę zostanie ujęte w testamencie. Natomiast, jeśli właściciel nie zadba o odpowiedni zapis, sąd zadecyduje, kto po jego śmierci zajmie się zwierzakiem.

Właściciele oraz ci, którzy mieszkają ze zwierzęciem, mają również prawo dochodzić odszkodowania za straty moralne w przypadku zranienia zwierzęcia domowego, „które spowodowało jego śmierć lub poważne upośledzenie jego zdrowia fizycznego lub psychicznego”.

Podobnie jest w Portugalii, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii i Czechach. „Mieniem” pozostają w USA i Australii.

Artykuł 1 polskiej Ustawy o ochronie zwierząt uznaje, że „zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą”.

 


Zobacz także

Przepraszam kochanie, ale nie mam teraz dla ciebie czasu. Co się dzieje, gdy jesteś zbyt zajęty, by pokazać, że kochasz

Matka, której nie ma. O emocjonalnie niedostępnych

Kluczowa różnica między związkami, które się rozpadną, a tymi, które się rozwiną w trwałą relację