Psychologia

Jak sobie radzić z napięciowym jedzeniem?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 czerwca 2020
Fot. iStock
 

Stres, niepewność, ale i nowoczesny styl życia sprzyjają napięciowemu jedzeniu. O tym, jak sobie z nim radzić na co dzień opowiada psychodietetyk, Beata Kowalska, specjalista portalu Avigon.pl do videokonsultacji on-line.

U źródła

Idealną sytuacją byłoby jedzenie powodowane wyłącznie głodem fizjologicznym. Głód fizjologiczny regulowany jest przez układ głodu i sytości. To nieodłączne mechanizmy ludzkiego organizmu, które mówią kiedy, ile i czego zjeść. To takie pierwotne instynkty, które odpowiadały za nasze przeżycie. Jednakże wraz z rozwojem, zwiększeniem tempa życia i wysoką chemizacją środowiska i żywności, wiele naturalnych dobrze działających mechanizmów zostało zakłóconych. W pędzie dnia codziennego coraz mniej potrafimy słuchać naszego organizmu, działamy niejako z automatu, z przekonań, umysł rządzi naszymi decyzjami. Odczuwanie potrzeb organizmu i ich umiejętne zaspokajanie zostało zastąpione zupełnie nowym, modnym postrzeganiem roli jedzenia w życiu człowieka. Jemy z wielu innych powodów dodatkowo, poza zaspokojeniem potrzeby czysto fizjologicznej.

Czym jest napięciowe jedzenie?

Napięcie wytwarza się w ludzkim organizmie na skutek braku możliwości adaptacyjnych/ przystosowawczych organizmu do wymagań zewnętrznych. Tempo życia w obecnym świecie daleko odbiega od naturalnej dynamiki życia przyrody, której nieodzowną częścią jest człowiek. Fizjologia ludzka działa idealnie pracując w zgodzie z biorytmem. Każde odstępstwo od naturalnego biegu rzeczy nie może zostać bez konsekwencji, w tym przypadku dla zdrowia ludzkiego. Napięcie wytworzone w organizmie na skutek „nienadążania” za światem, wymogami, oczekiwaniami etc., tworzy dysonans energetyczny w naszym ciele, co odczuwalne jest jako wyjątkowy dyskomfort. Wyobraźmy sobie taką analogię, że do auta z plastikową karoserią został zamontowany wysokiej klasy i wysokiej mocy silnik. Nietrudno sobie wyobrazić, że te dwa elementy składowe nie mają szans na równą i przyjemną eksploatację podczas jazdy. Człowiek mimo wielu mechanizmów regulacyjnych i adaptacyjnych posiada określoną tolerancję na bodźce. I, mimo że próbuje na co dzień minimalizować wewnętrzne napięcie, chociażby jedzeniem, to i tak nie rozwiązuje to problemu. Jedzenie jako forma energii spełnia jakby zastępcze dołożenie mocy do organizmu, który nie działa tak szybko, jak stresor/bodziec. I choć pomaga na chwilę, przynosi niekorzystne w czasie reperkusje.

Jak sobie radzić z napięciowym jedzeniem?

Po pierwsze zrozumieć skąd bierze się napięcie w ciele. Po drugie odpowiedzialnie kierować własnym życiem i sprawami w zgodzie w możliwościami organizmu, a nie jak stanowią wymogi zewnętrzne. W przeciwnym razie sami nieświadomie przyczyniamy się do stopniowej autodestrukcji. Nietrudno znaleźć człowieka, który potwierdzi, iż wiele chorób nabył ze stresu. Z perspektywy czasu dochodzimy do refleksji, że wielu rzeczy nie potrzebowaliśmy, ale goniliśmy za nimi. Namawiam do ufania swojemu organizmowi, tam jest moc informacji czego dany człowiek w życiu potrzebuje. Fenomenem jest ludzki organizm, który ma swoje tolerancje na określone pokarmy, sytuacje, relacje, pogodę, klimat, miejsce bytowania, bodźce z zewnątrz etc. To nasze naturalne granice tego, co jest dla nas dobre, a co nie. Jednakże odpowiedzialność za respektowanie naszych naturalnych granic leży po stronie człowieka, który wprawdzie obdarzony wolną wolą, w przewadze pozostaje niestety zewnątrz-sterowny.

5 praktycznych wskazówek jak minimalizować napięciowe jedzenie:

  1. Określ czynności na dany dzień możliwe do wykonania, tak żebyś miał równowagę między pracą a odpoczynkiem. Polecam system 8/8/8 tj. 8 godzin praca zawodowa, 8 godzin sen, 8 godzin pasja, rodzina, inne.
  2. Zadbaj o relaksację organizmu w celu stabilizacji układu nerwowego, który w sytuacji wewnętrznego napięcia pracuje na pełnych obrotach. Człowiek też pracuje jak każda inna machina, mamy napęd i hamulec. Ważnym, aby układy pracowały w równowadze; dobra praktyczna wskazówka NIC NIE RÓB:
  • każdego dnia przez 1 godzinę
  • każdego tygodnia przez jeden dzień
  • każdego miesiąca przez 1 weekend
  • każdego roku przez 1 tydzień

To takie minimum dla zachowania równowagi układu nerwowego.

  1. Dobieraj pracę, relacje, pasje, miejsca, jedzenie, odzież zgodne z Tobą, bez kierowania się powinnościami z zewnątrz.
  2. Rób tylko jedną rzecz na raz, z uważnością.
  3. Pytaj siebie, czy teraz jestem głodny, czy zdenerwowany, zanim coś włożysz do ust. Takie zatrzymanie się daje szansę przynajmniej dostrzec problem, a potem już tylko pozostaje praca nad zmianą nawyku.

Więcej informacji: www.avigon.pl


Psychologia

Dlaczego on się nigdy nie zdecyduje i dlaczego nie powinnaś dłużej czekać. Zawsze ktoś kocha bardziej…

Redakcja
Redakcja
22 czerwca 2020
Fot. iStock/fabianaponzi

Ten scenariusz dotyczy wielu par. I niekoniecznie to zawsze mężczyzna jest tym, na którego czekamy. Brak zdecydowania w związku nie ma płci… Nieumiejętność wyboru również. Chodzi tylko o to, że są takie związki, które nie prowadzą donikąd. I prędzej czy później, będą musiały się skończyć. Bo zawsze ktoś kocha bardziej… I cierpi.

Historia banalna i tak częsta. Ona i on, ze sobą od kilku lat. Znają się jak najlepsi przyjaciele, kochają. Przynajmniej – tak mówią. Czas leci, ich znajomi wysyłają zaproszenia na ślub, albo są szczęśliwi bez papierka, ale idą do przodu, są razem. Są parą. I nikt nie ma co do tego wątpliwości. Może myślą o założeniu rodziny, może kupują wspólne mieszkanie. Tworzą związek.

Ona zaczyna marzyć. Niech on w końcu powie jasno, co to jest – to między nimi. Niech określi. Niech zarysuje przed nią wspólną przyszłość. Mijają tygodnie, miesiące, lata. Na pewno jest mu dobrze tak jak jest – po co to zmieniać? Ale ona chciałaby tych zmian. Albo chociaż wiedzieć, na czym stoi. Czy ma czekać dalej? Czy odejść? Ale przecież on kocha. Mówi o tym. Na tym mówieniu się kończy.

I jeszcze ten dziwny zbieg okoliczności. Kiedy ona już zbiera się do odejścia, kiedy podejmuje już decyzję, on wykonuje jakiś gest, wypowiada jakieś zdanie i… znów daje jej nadzieję. Więc ona zostaje jeszcze na chwilę. A z tej chwili robi się kolejny miesiąc i kolejny rok. W ich życiu nadal się nic nie zmienia. Ona mówi wyraźnie o tym, czego pragnie. A on, jak zawsze odpowiada, że może, że kiedyś, że to nie jest dobry moment. I nagle okazuje się, że minęło wiele czasu, a są w tym samym punkcie. Jest miło. Ale bez planów na przyszłość. A miało być inaczej

Jeśli to o tobie ta historia, chciałabym powiedzieć ci kilka słów. A potem uścisnąć mocno. Bo sama byłam tam, gdzie ty. Bo byłam tobą i czekałam. Więc pamiętaj:

1. Ani ktoś, ani związek z kimś nie może być sensem twojego życia

Sensem życia jesteśmy my sami, dla siebie. Sensem jest rozwijanie się, stawanie się lepszym. Sensem jest wolność i możliwość wyboru. Dla siebie i innych. Ale nie „bycie w relacji”, nie „zdobywanie miłości”.

2. Wszystko jest z tobą w porządku

Nie jesteś „gorsza”, „nie warta miłości”. Nie jesteś „niekochana”. Po prostu inaczej widzisz tę relację. Chcesz pewności.

3. Nie warto rezygnować z siebie, by tylko być kochanym

To kim jesteś, to największa wartość. Dobry związek akceptuje różnice, czerpie z nich, uczy się.

4. Nie zmusisz nikogo do zaangażowania

Dlatego właśnie on nigdy się nie zdecyduje: ty naciskasz, on się wycofuje. Tak to działa. Z drugiej strony, rodzi się w tobie frustracja, bo zaczynasz rozumieć, że nigdy nie zbudujesz z nim tego, o czym marzysz. Tylko nie chcesz odpuścić.

5. Zawsze komuś zależy bardziej

Zawsze jest ktoś, kto kocha bardziej i zapomina o sobie, o tym, co najważniejsze. Rozpaczliwie stara się zatrzymać tę drugą osobę, żyje w przeświadczeniu, że prawdziwa miłość wszystko pokona. Problem w tym, że jesteśmy różni i kochamy inaczej. Chcemy od życia, związku czegoś innego. A czasem po prostu to nie jest ten moment…

 


Zobacz także

5 wskazówek dla tych, których partnerzy cierpią na depresję

5 wskazówek dla tych, których partnerzy cierpią na depresję

Jak różnice w wychowaniu dziecka mogą rozbić małżeństwo. Na szczycie rodzinnej hierarchii jesteście oboje

Strach przed miłością po nieudanym związku. Czego tak naprawdę się boimy?