Psychologia

Dlaczego niektórzy mężczyźni nie mówią o uczuciach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 lipca 2017
Dlaczego niektórzy mężczyźni nie mówią o uczuciach
Fot. iStock/stevanovicigor
 

Kiedy byli małymi chłopcami, nie rozumieli, dlaczego mówi się do nich: „mężczyźni nie płaczą, przestań się mazać”. Dziś są dorośli i nie rozumieją, dlaczego ich partnerki oczekują, że powinni mówić o emocjach i je okazywać. Jeśli dodamy do tego jeszcze ciągle istniejące, społeczne oczekiwanie, że „prawdziwy facet” jest silny i konkretny, katastrofa gotowa. Emocje to przecież taka sfera, w której często trudno być konkretnym i łatwo okazać słabość.

Dlaczego mężczyźni nie mówią o uczuciach?

Boją się, że powiedzą coś niewłaściwego

Mężczyźni często uważają, że lepiej trzymać „to” w środku i uniknąć krytyki. Ponadto wydaje im się, że żeby pozostać atrakcyjnym dla swojej partnerki, muszą mieć zawsze rację. Jeśli powiedzą niewłaściwą rzecz, mogą okazać się śmieszni  (a więc obawiają się kompromitacji w jej oczach) i  trudno im sobie z tym poradzić.

Wpojono im, że ich domeną jest działanie, a nie słowa

Lepiej coś zrobić niż o tym gadać… Podarowanie ukochanej kwiatów lub zaproszenie na romantyczną kolację to najlepszy sposób na wyrażenie jego uczuć. Słowa sprawiają, że człowiek jest bardziej bezbronny, „nagi” ze swoimi emocjami. Czyny to coś, z czego można być dumnym.

Ograniczają ich oczekiwania społeczne

Społeczeństwo nadal oczekuje od mężczyzn przejęcia określonej funkcji w związku, rodzinie, w kontekście zawodowym również. Jeśli nie spełniają tych oczekiwań, mogą być postrzegani jako mało męscy.  Dlatego decydują się powielać stereotypy, nawet za cenę działania wbrew samemu sobie.

Nie wiedzą jak to zrobić

Nikt ich tego nie nauczył. Rodzice powinni wychowywać przede wszystkim ludzi, a nie dziewczynki, czy chłopców. Jeśli dziecko nie może wyrażać emocji (lęku, szczęścia, niepokoju, gniewu, rozpaczy, radności) w rodzinnym domu, tłumi je potem również jako dorosły. Chłopiec, któremu zabrania się płakać wyrasta w poczuciu, że jego smutek jest czymś złym, nienaturalnym. Nie okazując emocji, czuje się bezpieczny.

Nie lubią być oceniani

A wyrażanie emocji wiąże się dla niego z byciem ocenianym i krytykowanym. Uważa, że ​​powinnaś go widzieć zawsze w pozytywnym świetle, jako najlepszego możliwego partnera. Nie lubi konfrontować sie z prawdą o sobie.

Mówienie o uczuciach może poruszyć emocjonalną lawinę

Jeśli na co dzień o nich nie myślisz, tylko je tłumisz, czasem wystarczy krótka szczera rozmowa, by to, co głęboko skrywane wybuchło  z taką siłą, że trudno to kontrolować. Innymi słowy, dużo łatwiej uciekać przed problemami, niż je rozwiązywać, bo jeśli się już zacznie analizować, okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej…

Wolą wyrażać negatywne uczucia w inny sposób

Siłownia, gry, czasem alkohol… Wysiłek fizyczny nie zawsze jest nalepszym sposobem na radzenie sobie z emocjami. Mówienie o tym, co nas boli jest dużo lepsze dla zdrowia, ale wymaga pewnej samokontroli i umiejętności, które nabywamy już w dzieciństwie.

Mówienie o uczuciach zmusza nas do tego, by zajrzeć wewnątrz siebie

To, co tam znajdziesz, nie musi ci się podobać. Może się okazać, że nosisz w sobie mnóstwo problemów, którymi należałoby się zająć, by naprawić relacje z najbliższymi. Taka „autoanaliza” nie jest łatwa. To spory wysiłek emocjonalny, którego niektórzy mężczyźni zdecydowanie wolą uniknąć, więc wybierają to, co łatwiejsze – milczenie.


Na podstawie: jellyshare.com

 


Psychologia

Poczuj energię jogi – oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
28 lipca 2017
Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć
Fot. iStock / webphotographeer
 

Joga znana była już podobno 3000 lat przed naszą erą, a więc jest bardzo starą filozofią – tak, filozofią, bowiem to nie tylko zestaw ćwiczeń fizycznych z pozycjami niczym ludzkie origami, ale także coś, co wpływa na ciało, duszę, umysł, zapewnia pozytywną energię i dobre samopoczucie. Korzyści z jogi jest całkiem sporo, a dziś przedstawiamy wam osiem, które mamy nadzieję przekonają was do jej ćwiczenia.

Poczuj energię jogi. 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Wzmacnia mięśnie

W jodze jedynie ciężar, z jakim ćwiczysz, to ciężar własnego ciała – a to czasami niemało! Dzięki regularnym ćwiczeniom mięśnie wzmacniają się i wydłużają, wygląd sylwetki poprawia się, a często tez odkrywamy istnienie mięśni, o których wcześniej nie miałyśmy pojęcia! Szybko też można zauważyć poprawę wyglądu brzucha, co wiąże się nie tylko z mocniejszymi mięśniami, ale tez lepsza postawą.

Kształtuje prawidłową postawę ciała

Bardzo często nasza postawa jest nieprawidłowa – garbimy się, wypinamy brzuch lub pośladki, wyginamy na boki, a nasz kręgosłup cierpi! Dzięki jodze nauczymy się, jak ustawić swoje ciało, by stać prosto i nie obciążać nadmiernie kręgosłupa. Ponadto ćwiczenie asan (pozycji w jodze) poprawia ukrwienie kręgosłupa i wzmacnia system nerwowy, co zapobiega zapaleniom.

Reguluje oddech

Oddech stanie się głębszy i pełniejszy, bardziej świadomy. Nasz organizm dostanie dzięki temu więcej tlenu, a więcej tlenu to więcej energii – zmiany poczujemy bardzo szybko!  Skupienie się na oddychaniu to też świetna forma medytacji.

Zwiększa odporność organizmu

Badania wykonane w Norwegii wykazały, że joga wpływa na odporność naszego organizmu  – już dwie godziny po ćwiczeniach poziom odporności na poziomie komórkowym podwyższa się! Joga ma także wpływ na geny – według naukowców jej regularne uprawianie zmienia ekspresję w 111 genów w komórkach odpornościowych.Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Uwalnia od stresu

Głębokie i regularne oddechy, skupienie się na swoim ciele, medytacja – nasz poziom stresu dzięki temu bardzo szybko spada, a my czujemy rozluźnienie i odprężenie. Regularne ćwiczenia pomogą w wyciszeniu systemu nerwowego, regeneracji psychicznej, uwolnią od napięć i pomogą nabrać dystansu do otaczającego nas świata i naszych problemów.

Wzbogaca życie seksualne

Joga może też wpływać na relacje pomiędzy partnerami i na ich życie seksualne! Dzięki jodze stajemy się zwinniejsi i bardziej gibcy, wzmacniamy mięśnie dna miednicy, co sprawia, że współżycie jest przyjemniejsze dla obu stron.

Poprawia jakość snu

Zaburzenia snu, bezsenność są ściśle powiązane ze stresem i nieumiejętnością wyciszenia się i oczyszczenia umysłu. Zamiast sięgać po leki i chemiczne preparaty, warto spróbować jogi, która pomoże odzyskać nam równowagę ciała i umysłu.

Wydłuża życie

Podobno już 15 minut codziennych ćwiczeń jogi pozwala w pełni korzystać z jej licznych korzyści, a osoby regularnie uprawiające jogę żyją dłużej! Dlaczego? Jej ćwiczenia skutecznie zapobiegają chorobom degeneracyjnym, wpływają na opóźnienie procesów starzenia się organizmu, poprawiają ogólną kondycję i zdrowie, a także redukują stres, który jest naszym największym współczesnym wrogiem.

A jeśli nie jesteście przekonani do jogi, to możecie pobiegać, wsiąść na rower lub wybrać pływanie – najważniejsze, by aktywność fizyczna sprawiała nam przyjemność.


 

Na podstawie: www.krokdozdrowia.com       www.witajslonce.pl

 

Zapisz

Zapisz


Psychologia

Kiedy rozpada się twoje małżeństwo, gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, uwierz – jesteś w stanie udźwignąć więcej, niż ci się wydaje

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 lipca 2017
Fot. iStock/RelaxFoto.de

Kiedy kończysz 40 lat, wydaje ci się, że mało rzeczy może cię w życiu zadziwić. Masz stabilną pracę w budżetówce, męża, dwójkę dorastających dzieci, więc co takiego miałoby się wydarzyć co mogłoby cię zaskoczyć. A jednak.

Ktoś kiedyś powiedział: powiedz Panu Bogu o swoich planach, to cię wyśmieje. I tak chyba było ze mną. Gdy wydawało mi się, że moje życie płynie sobie spokojnie i szczęśliwie, nagle, niemal z dnia na dzień, wszystko rozsypało się w drobny mak. Mój mąż, z którym przez 15 lat budowaliśmy (tak mi się wydawało) szczęśliwy związek, stwierdził, że jednak życie ze mną nie jest tym, czego on chce. Poznał ciut młodszą, być może atrakcyjniejszą, a już na pewno wolną od codziennych obowiązków kobietę. Bo to codzienność mu przeszkadzała, moje wymagania, oczekiwania, pretensje. Czy mogło być inaczej? Nie wiem, dzisiaj już o tym nie myślę, ale kiedy po 15-tu latach małżeństwa sąd orzekł, że to koniec naszego związku, długo nie mogłam się pozbierać. Analizujesz, rozkładasz na części pierwsze. Gdy mija złość, rozpaczasz i wiesz, co jest najgorsze – przestajesz wierzyć w siebie, tak jakby o twojej wartości świadczył mężczyzna, który stoi koło twojego boku.

Pytałam siebie nie raz, co mogłam zrobić inaczej, jak się zachować, co zmienić w sobie, żeby do tej sytuacji nigdy nie doszło. Tylko po co pytać, kiedy już wszystko się wydarzyło. Najsmutniejsze co do ciebie przychodzi jest poczucie, że zmarnowałaś życie, poświęciłaś je dla kogoś, kto z niego zrezygnował, kto nie docenił, kto postanowił cię zostawić… i dzieci. Potrzebowałam dużo czasu, by przestać myśleć, że to moja wina, że jedno się skończyło, ale też wiele nowego przede mną. Zupełnie przypadkiem trafiłam na jakąś konferencję organizowaną dla kobiet, z ciekawości, z potrzeby zajęcia sobie wolnego czasu, gdy dzieci na weekend były u ojca. Pewne rzeczy dzieją się w naszym życiu po coś, tak było i tym razem. Nagle znalazłam się wśród kobiet podobnych do mnie, choć w różnych życiowych sytuacjach, które chciały coś w swoim życiu zmienić, czegoś nowego spróbować. Biła od nich taka energia, że pomyślałam: „ja też tak chcę”. Przecież mam 40 lat, moje życie jeszcze się nie skończyło. Nie mogę pozwolić na to, by drugą część mojego życia poświęcić na rozpamiętywaniu tego, co było. Trudno wziąć życie w swoje ręce, trudno wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, tylko jeśli nie teraz, to kiedy? Mam znowu czekać?

Postanowiłam być ze sobą szczera, chociaż raz, tak zupełnie na poważnie, potraktować wszystko to, co we mnie siedzi, krzyczy, a czego ja nie chcę usłyszeć i wypuścić na zewnątrz. Po raz pierwszy od dawna wróciłam myślami do marzenia, które nosiłam w sobie przez wiele lat. Zawsze chciałam mieć kawiarnię, a przecież początek nowego życia jest idealnym startem dla realizacji swoich marzeń. Tak wtedy o kawiarni myślałam. Chciałam stworzyć miejsce, gdzie będą mogli spotykać się ludzie, rozmawiać, kawiarnię, w której poczują się trochę jak u siebie w domu, gdzie zawsze będą chętnie wracać.

Wbrew pozorom ta historia, a przynajmniej ten jej etap nie ma happy endu. Znalazłam lokal do wynajęcia, zmierzyłam się ze wszystkimi formalnościami, które są wymagane, gdy otwiera się kawiarnię. Nie zdawałam sobie sprawy, że istotny jest nawet zlew na zapleczu – jego wielkość i materiał, z którego jest wykonany. Byłam z siebie dumna, że po raz pierwszy w życiu tak wiele spraw potrafiłam załatwić sama, a przecież mój mąż często powtarzał, że mało wiem i mało umiem. Tymczasem moja kawiarnia nabierała realnego kształtu. To właśnie w niej, na kilka dni przed otwarciem wyprawiłam swoje 40-te urodziny. To miał być początek nowego, nowa droga, nowa ja, pełna energii i chęci do działania. Zawsze miałam obok siebie dobrych ludzi, wtedy też ich nie zabrakło. Wspierali mnie, byli obok i gdy tylko pojawiały się chwile zwątpienia, mogłam na nich liczyć. Nie przyjmowałam jednak do wiadomości, że coś się może nie udać, skoro stoi za tym pasja i ogromna wiara w to, że wszystko pójdzie dobrze.

Miałam wrażenie, jakby po 15-ty latach w końcu wypuszczono mnie z klatki, jakbym właśnie rozłożyła skrzydła i mogła w końcu polecieć tam, gdzie chcę. Niesiona falą euforii nie zauważyłam jednak kilku istotnych spraw. Myślałam, że sprzedając kawę, ciasto i lampkę wina się utrzymam, bo przecież to miejsce tworzone z miłością i nadzieją, musiało w naturalny sposób przyciągać ludzi. I przyciągało – moje przyjaciółki, koleżanki, znajomych – tych najczęściej. To było jednak za mało, by starczyć miało na czynsz, opłaty i utrzymanie restauracji. Po raz drugi miało mi coś w życiu nie wyjść. Najpierw małżeństwo, a później kawiarnia. Jak to możliwe skoro włożyłam w jedno i drugie całą siebie, całe swoje serce, skoro byłam pewna, że to nie może się nie udać!

Niestety… Tak jak swoje małżeństwo, tak i tę kawiarnię próbowałam ratować, próbowałam udowodnić sobie i innym, że nie wszystko stracone, że jeszcze zdołam ocalić to, w co tak wierzyłam, czego tak bardzo przecież chciałam. Po roku musiałam zamknąć kawiarnię, kiedy właściciel lokalu nie chciał już czekać na kolejny niezapłacony czynsz…

W tym wszystkim na szczęście nie zrezygnowałam z pracy, jakiś mój instynkt samozachowawczy kazał mi pilnować miejsca, które dawało mi choć cień poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Szyld kawiarni schowałam do garażu, do dzisiaj stoją w nim pufy, bo przecież może do tego marzenia kiedyś wrócę.

Zostałam sama, z dwójką dzieci, bez kawiarni za to z ogromnymi długami i kredytem na realizację marzenia, które nijak nie dało mi wizji szczęścia.

I kiedy życie tak cię kopie raz za razem, można by było się poddać, położyć i czekać, co jeszcze złego przyniesie. Ale opowiadam moją historię dlatego, by żadna inna kobieta się nie poddała. Jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że nie masz siły, że leżysz i nie podniesiesz się już nigdy, uwierz, że to nieprawda. Nie ma sytuacji, w której nie można znaleźć wyjścia. Jeśli masz wokół siebie życzliwych ludzi, jesteś zdrowa, to naprawdę – zawsze znajdzie się rozwiązanie. Mogłam się pogrążyć, mogłam wyć ze smutku, z poczucia niesprawiedliwości losu, mogłam cały świat obwiniać, że moje życie wygląda tak, jak wygląda. Albo mogłam wziąć za nie odpowiedzialność. Rozejrzeć się wokół i poszukać możliwości. A te przyszły do mnie bardzo szybko. Okazało się, że z mojej pracy mogę wyjechać na roczną zagraniczną delegację, delegację, z której wynagrodzenie pozwoliłoby mi na spłacenie kawiarnianych długów. Moja mama obiecała zająć się dziećmi, a ja zarządzałam domem z odległości trzech tysięcy kilometrów. Nie było łatwo. Było cholernie ciężko, zwłaszcza, gdy dowiedziałam się, że mój tata ma raka mózgu i że pozostało mu kilka miesięcy życia… To wtedy pomógł mi mój były mąż, zajął się dziećmi, wsparł mnie w tych bardzo trudnych chwilach.

Często wyobrażamy sobie rzeczy, które byłby nas w stanie złamać, odsuwamy od siebie te myśli, nie chcemy mierzyć się z wyobrażeniem tych najcięższych momentów, bo jesteśmy pewni, że sobie nie poradzimy. Tymczasem, gdy życie stawia nas twarzą w twarz z tym, co odsuwamy w najciemniejsze zakamarki naszej głowy, paradoksalnie okazuje się, że dzięki tym doświadczeniom stajemy się silniejsi, bardziej pewni siebie i wierzący, że naprawdę każdy człowiek wiele może znieść, choć często na to „wiele” wcale nie zasłużył.

Mija pięć lat od mojego rozwodu, od otwarcia kawiarni, cztery od powrotu z zagranicy… To będąc tam zrozumiałam, że w całym tym moim marzeniu o kawiarni, nie chodziło o kawiarnię, ale o spotkania z ludźmi. Tam dotarło do mnie, że największą radość daje mi rozmowa z drugim człowiekiem, poznanie jego historii, opinii, dyskusja na temat poglądów i życiowych doświadczeń.

I dzisiaj nie czuję się w żaden sposób przegrana. Wręcz przeciwnie, uśmiecham się szeroko do życia i do tego, co przede mną. Tak wiele przetrwałam, przełknęłam porażki, uświadomiłam sobie sukcesy i małe zwycięstwa. Wiem, kim jestem, czego chcę. Mam 45 lat i jestem silną kobietą, która z wdzięcznością weźmie to, co życie jej podsunie. I już nic nie planuję.


wysłuchała Ewa Raczyńska

 


Zobacz także

Nie ograniczaj, naucz mądrze wybierać. Dlaczego boisz się zaufać swojemu dziecku?

Nie ograniczaj, naucz mądrze wybierać. Dlaczego boisz się zaufać swojemu dziecku?

10 sposobów na to, by przestać ciągle wszystkich zadowalać. Pomyśl czasem o sobie!

Niekochane córki żyją inaczej

Bolesne blizny „na życiu”. Niekochane córki żyją inaczej