Lifestyle

Świąteczne dekoracje – galeria konkursowa akcji „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Redakcja
Redakcja
17 kwietnia 2017
Fot. iStock / oksix
 

Akcja „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Przez najbliższe dwa tygodnie serdecznie zapraszamy was do wspólnych przygotowań  i delektowania się wielkanocnymi smakami, dekoracjami i pomysłami na to, co zapada w naszej pamięci na długie lata. Piszcie do nas!

W ramach naszej zabawy będziemy publikować dla was artykuły pełne wielkanocnych inspiracji, trików i najlepszych przepisów. Przesyłajcie do nas swoje przepisy, zdjęcia i świąteczne aranżacje! Wszystko to, co dla was jest symbolem Świąt Wielkiej Nocy, jest fragmentem waszej tradycji, tworzy wasze najpiękniejsze wspomnienia.

Przepisy, zdjęcia, filmy – wszystkie chwyty dozwolone 😉 Czekamy na wasze wiadomości – piszcie na adres kontakt@ohme.pl w temacie wiadomości wpisując „Wielkanoc”.

Pamiętajcie, że na wasze zgłoszenia czekamy do środy (19.04) włącznie, biegnijcie po aparaty 🙂

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).
Zaczaruj sobie święta

Najciekawsze propozycje opublikujemy na łamach naszego magazynu, a na autorów najlepszych, najpiękniejszych czy najbardziej chwytających nas za serca prac czekają fantastyczne nagrody!

Do dzieła!

Czas trwania akcji: 06.04.2017 – 19.04.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na www.ohme.pl do dnia 27.04.2017 roku.

Zobaczcie konkursową galerię:

Fot. Agata Ostrowska

Fot. Agata Ostrowska

Fot. Agata Ostrowska

Fot. Agata Ostrowska

Fot. Agata Ostrowska

Fot. Agata Ostrowska


 

Anna Szczełkun – Święta, jak z bajki to bajeczne dekoracje. W ubiegłym roku postanowiłam udekorować ganek , stawiając zwykłe rośliny doniczkowe i iglaki. Powczepiałam w nie witki baziowe i pozawieszałam pisanki. Taka dekoracja spotkała się z niezwykłym entuzjazmem sąsiadów, i rodziny. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, dlaczego Wigilia jest czasem, kiedy nasze domy i ogródki są tak bogato przyozdobione, Wielkanoc zaś, traktujemy w tym względzie po macoszemu.

Wystarczy odrobina fantazji i inwencji twórczej, by nasze domostwa wyglądały w tym radosnym czasie wesoło i kolorowo , by zachęcały by zajrzeć do środka i korespondowały z tym, co się dzieje w tym czasie w przyrodzie. Radosnych Świąt!
Fot. Anna Szczełkun

Fot. Anna Szczełkun


 Uwielbiam robić pisanki. Staram się, żeby co roku wyglądały inaczej.Sięgam po metody naszych babć, farbując je w naturalnych składnikach i robiąc wzorki igłą zanurzoną w wosku.W tym roku postanowiłam wyjść poza schematy i postanowiłam, że jajka będą wyglądać trochę inaczej.Z wyglądu przypominają te przepiórcze.Do wykonania nakrapianych wzorków użyłam szczoteczki do zębów maczanej w farbie i metodą pocierania włosków o palec uzyskałam dosyć ciekawy efekt.

pisanki


Aleksandra Dudek

Aleksandra Dudek


Grażyna Pfeiffer

Grażyna Pfeiffer

Dorota J.

Dorota J.


U nas w domu 2 tygodnie przed świętami wyszywamy dla najbliższych którzy nie zobaczymy w te święta kartki Wielkanocne. W moim domu cała rodzina je wykonuje. To już taka nasza tradycja jest. Za każdym razem wkładamy serce w wykonanie prac które wywołują dużo uśmiechu i radości. W załączniku przesyłam jedną z kilkunastu wykonanych przez moją rodzinę karteczek. A w niedzielę Palmową wszyscy je adresujemy a w poniedziałek wysyłamy. Pozdrawiam doolary12

845120


Wspólne pieczenie ciast nic tak nie jednoczy rodziny jak wspólne pieczenie. Co roku pieczemy przepisy jakie dała nam nasza babcia. Baby wychodzą każdemu piękne i smaczne. Przedstawiam je w załączniku. Przy wypiekach panuje wesoła atmosfera każdy daje z siebie wszystko. Pozdrawiam Natasha

54112120


Jak w każdym domu tak i w moim każde Święta mają swoją tradycję. Z roku na rok przygotowujemy na Wielkanoc te same potrawy wg „babcinych przepisów”. Na stole nie może zabraknąć tradycyjnej babki ucieranej, chrzanu z jajkami, prawdziwej wiejskiej kiełbasy wykonanej przez mojego ojca. Nie robiłam nigdy mazurka-moja mama też-nie wiem dlaczego 🙁 może to tradycja dla innych rejonów Polski. Ale za to serniczek musi być obowiązkowo! Śniadanie wielkanocne to tak naprawdę kosztowanie specjałów z poświęconego dzień wcześniej koszyczka. Na obiad obowiązkowo „Święconka” na serwatce. Wszyscy w tym dniu jesteśmy radośni i składamy sobie wzajemnie życzenia. Żałuję że w tym roku nie miałam zbyt wiele czasu na własnoręczne wykonanie ozdób, jednak mój mały synek nie dał mi za dużo czasu. mam nadzieję ze wspólnie z nim nadrobię zaległości. Zawsze robiłam ozdoby z masy solnej i mam nadzieje, że mój synek też polubi.

hali


Karina Fleischer

Karina Fleischer

Nagrody:

logo ze sloncem

3 x Zestaw bakalii marki Bakalland (o wartości ok. 200 zł każdy)

IMG_4041

Świąteczne zestawy nagród od Bakalland

Święta najlepiej smakują z bakaliami, dlatego nie może zabraknąć ich na naszych świątecznych stołach i w potrawach, które będziemy przygotowywać. Dla Laureatów Bakalland przygotował zestawy bakalii, które doskonale sprawdzą się zarówno w daniach wytrawnych, , sałatkach jak i deserach. Bakalie to również doskonała przekąska w takcie przygotowań. W zestawach znajdują się między innymi: Złote owoce (miechunka peruwiańska), Orzechy włoskie Chandler, Mango, Ananas, Migdały, Śliwki całe owoce, Chrupiąca Sałatka, Nerkowiec, Wiśnia soczysta, Rodzynki Bursztynowe, Żurawina z sokiem z granatu.

logo-210x120px

1 x POŚCIEL DWUSTRONNA PASTICHE BUTTERFLY BLUE

Posciel-dwustronna-Pastiche-Butterfly-blue

2 x Obrus prostokątny 130 x 160 cm

1 141-13

Obrus prostokątny to doskonała dekoracja stołu, umili czas przy porannej kawie, nada podniosły ton ważnej uroczystości, przykryje zadrapany blat ukrywając jego mankamenty – charakter i styl obrusu zależy od tkaniny z jakiej zostanie uszyty.

2 x Taca BUTTERFLY

Taca-Butterfly-45x31-cm

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Lifestyle

Dlaczego tak trudno zakończyć toksyczny związek? Jest przynajmniej 5 powodów, które związują ręce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
17 kwietnia 2017
Fot. iStock / yulkapopkova
 

Dlaczego tak trudno nam odejść czy nawet uciec z krzywdzącej nas relacji? Dlaczego czasem latami tkwimy w punkcie, w którym jawnie druga osoba wyciska nas jak cytrynkę?  Codziennie. D-l-a-c-z-e-g-o? To wydaje się niezrozumiałe. A jednak dzieje się, ciągle na nowo.

Z pamięci potrafimy wyrecytować listę negatywnych emocji, jakich dostarcza nam relacja. Mówimy jest źle, rani mnie w ten sposób, wykorzystuje ponieważ… i prawie zawsze na końcu na stawiamy ogromne „ALE”.

Dlaczego to, co od dawna „czarne”, nagle zaczyna się nam jawić tysiącem kolorów?

5 powodów, które utrudniają zakończenie toksycznego związku

1. Brak pewności siebie

To właśnie dzięki niej, wierzymy w siebie. Jak zdecydować się na często bardzo radykalny krok, gdy sami niedowierzamy, że podołamy? Cała ironia polega na tym, że właśnie toksyczne związki bardzo często nas tej pewności siebie pozbawiają. W takiej sytuacji, najcenniejszym darem jakie możemy otrzymać, to wsparcie drugiej osoby, zwyczajne ludzkie „uwierz w siebie, dasz sobie radę!”.

2.  Strach przed zmianą

Bo jak to u Kargulów i Pawlaków było, lepszy wróg stary, na własnej krwi wyhodowany. Taki „swój”, po którym wiadomo czego się spodziewać. A tak gdzie nowe, zawsze trzeba podjąć ryzyko. Poznać, spróbować, nazwać – i albo iść dalej, albo zostać. Znów największym powodem strachu przed zmianami w życiu, jest brak wiary we własne możliwości i kompetencje.

A to, tworzy przed nami najsmutniejszy obraz – brak perspektywy i pomysłu na życie. Jakbyśmy się nie bali warto za ten budowany latami mur wystawić choćby czubek małego palca od nogi i zobaczyć, że nic nie stanie się, gdy staniemy pod drugiej stronie, by się lepiej rozejrzeć wokół.

3. Lęk przed popełnieniem błędu

Bo przecież nasz toksyczny współtowarzysz życie bardzo dużo czasu i energii poświęcił na to, by udowodnić, że każdy błąd (nawet ten jego) jest naszą winą. Że dokonujemy złych wyborów lub wcale ich nie potrafi dokonać. Że to, co dla nas ważne jest śmieszne, błahe, niewartościowe. Wyjście z toksycznej relacji wymaga ogromu pracy nad sobą, uświadomienia sobie, że to, co czujemy i chcemy robić w życiu jest wartościowe i ważne. Nawet, gdy popełnimy jakiś błąd, tylko od nas zależy, jak postąpimy dalej.

Błędy są ludzkie. Najczęściej pod wpływem manipulacji, sami je sobie wytwarzamy.

Wszyscy popełniamy błędy i rzadko kiedy jesteśmy zawsze i bezgranicznie szczęśliwi, to nie powód, by zrezygnować z życia.

4. Krzywe zwierciadło i złe życie

Jeżeli długo tkwimy z toksycznej relacji, uczymy się radzić sobie w tym, w czym tkwimy. Mały całą gamę usprawiedliwień i racjonalizacji zachowań toksycznego partnera. Od przerzucenia odpowiedzialności za jego (jej) zachowanie na okoliczności i „zły” świat po przejęcie całej „winy” na siebie.

Bo przecież gdyby nie…, to on/ona zachowali by się zupełnie inaczej.

Drugim mechanizmem, którego mimowolnie doświadczamy jest wtapianie się w nową, istniejącą rzeczywistość. To co na początku mogło nas szokować – po czasie staje się normą, stanem wyjściowym. Już nie dziwi. Bo przecież zaraz mu przejdzie, bo zawsze tak robi, gdy…

Oswajamy swoją krzywdę każdego dnia. Niestety, kiedyś stanie się tak ważną częścią naszego życia, że nie będziemy potrafili już bez niej żyć.

5. Wzloty

Każda relacja ma momenty dobre i złe, często jednak w toksycznych relacjach tracimy trzeźwy osąd rzeczywistości. Zamiast realnie oceniać nasz związek dosłownie chwytamy się brzytwy. Jeden dobry moment, chwilowy wzlot potrafi nam wtedy „wynagrodzić” setki chwil strachu, smutku, krzywdy. Czasem posuwamy się do wyolbrzymień kompletnie oderwanych i od rzeczywistości i zdrowego rozsądku. Bo przecież kwiatek na dzień kobiet był.

Jeśli przyjrzymy się nieco tym argumentom z odrobiną dystansu, dojrzymy, że niewiele różnią się od najbardziej krzywdzących haseł, jakie powtarzamy w relacjach przemocowych: „przecież nie bił, nie pił, w rękę całował…”.

W związku nie da się żyć „jakoś” i „byle do”… nie, jeśli pragniemy prawdziwej i szczęśliwej relacji.


Na podstawie: psychologytoday.comcharaktery.eu


Lifestyle

Ojciec Grzegorz Kramer: ” Czasem się zbuntujemy i powiemy, że Kościół czy Bóg jest głupi. Ale nic z tym nie robimy”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 kwietnia 2017
Ojciec Grzegorz Kramer: " Czasem się zbuntujemy i powiemy, że Kościół czy Bóg jest głupi. Ale nic z tym nie robimy"
Fot. iStock / RafalStachura

„Religii nie zamkniemy w obowiązkach, nakazach, zakazach i prawach, które bezustannie będziemy odtwarzać” – mówi ojciec Grzegorz Kramer, jezuita. Czy dzisiaj wiemy jak znaleźć Boga? Czy w ogóle chcemy Go znaleźć? Jak często mówimy: „Nie chcę w tym uczestniczyć” czekając, kiedy kościół odetnie się od polityki. Ale czy to jest możliwe? Rozwijamy się we wszystkich obszarach naszego życia, dojrzewamy w związku, w relacjach, we własnej emocjonalności. Tymczasem w naszej religijności pozostajemy na poziomie przedszkola… Obu stronom jest z tym wygodnie – i nam i urzędnikom kościelnym…

Ewa Raczyńska: Podobno to co najważniejsze, najtrudniej znaleźć. Czego dzisiaj szukamy w Kościele?

o. Grzegorz Kramer: Pana Boga.

A czy Go znajdujemy?

Czasem tak, czasem nie. Wydaje mi się, że trudno tu o jednoznaczną odpowiedź, bo jest to zależne od wielu czynników.

Ale czy nie ma w nas coraz więcej wątpliwości? Czy nie odsuwamy się od Kościoła, bo zbyt blisko staje on politycznego świata, staje się bardzo zero-jedynkowy w swoich opiniach, z którymi niekoniecznie chcemy się zgodzić, nie chcemy słyszeć politycznych dywagacji podczas modlitwy?

Bardzo łatwo jest zwalić winę na kogoś lub obarczyć winą wszystkich, to jest bardzo wygodne. Ale wydaje mi się, że założenie, że jest czyjąś winą nasze odsunięcie się od Kościoła jest złym założeniem. Lepszym zdaje się być określenie, że mamy problem i wtedy zgodzę się, że jedna i druga strona w tej sytuacji problem ma.

A może my szukamy dzisiaj Kościoła uduchowionego, dalekiego od polityki?

Tylko jeśli rozważmy politykę, jako pracę dla dobra wspólnego, obojętnie czy jestem chrześcijaninem,czy buddystą, to moja wiara z tym, co robię musi się gdzieś w pewnym momencie spotkać. Nie da się inaczej. Każdy z nas ma swój światopogląd, nawet gdy jestem ateistą, to wyznawane przeze mnie wartości przekładają się na tak zwane decyzje polityczne Problem pojawia się wtedy, gdy dzieje się odwrotnie, gdy polityka próbuje wykorzystać religię, do swoich celów, to jest zupełnie inna kwestia. Jednak, gdy decyzje polityczne wynikają z mojego światopoglądu, to nie widzę w tym nic złego, ktoś może się wkurzać, ale to są moje zasady, nie mogę ich zmieniać pod wpływem innych.

Jak Boga dzisiaj szukać?

Myślę, że tak, jak zawsze. Bóg jest tak samo łatwym do znalezienia i tak samo trudno Go odszukać. Ale dzisiaj niewiele się zmieniło w porównaniu chociażby z czasem sprzed stu czy dwustu lat. Pewnie, że zmieniają się konteksty, nasze czasy, ale myślę, że trzeba sobie powiedzieć, że my nie żyjemy w żadnych szczególnych czasach, w czasach, w których napotykalibyśmy jakieś wyjątkowe trudności spotkania się z Panem Bogiem. Myślę, że tak nie jest. A jak szukać? Uważam, że to już każdego indywidualna sprawa i podejście.

Jednak czy nie jest tak, że obecnie brakuje nam drogowskazu, kogoś, kto nam pokaże, jak szukać, kto pokaże może trochę na nowo istotę naszej wiary. Kościół skupia się na dzisiejszych problemach często nie pokazując nam tego, co ważne. Rzadko słyszymy, że Bóg jest dobry, że przebaczanie, a nie jątrzenie powinno wyznaczać nasze relacje z innymi?

Wydaje mi się, że problem znalezienia tego, co istotne jest trochę szerszy, bo nie dotyczy jedynie religii i Pana Boga. Nam się dzisiaj wszystko kondensuje i to we wszystkich dziedzinach naszego życia. To prawda, że żyjemy w fajnych czasach, bo są media, bo jest dostęp do wielu informacji, wiele rzeczy mamy na wyciągnięcie ręki. Ale z drugiej strony jest to nasze przekleństwo, bo dostajemy tysiące wiadomości w ciągu godziny… Ta kondensacja, ta zwiększona ilość bodźców odczuwalna jest w różnych obszarach, czy to będą relacje z innymi ludźmi, związek, nasze pasje, również Pan Bóg… i to się cały czas nasila. W wielu kwestiach, chociażby gdy mówimy o rodzinie, czy pracy, widoczny jest bardzo element pewnego przymusu, że musimy koniecznie coś robić. Tyle tylko, że chyba kwestia wiary z racji tego, że dotyczy czegoś, co jest naszą wolnością, wolna jest od przymusu, więc może dlatego odkładamy ją gdzieś tam na potem. I być może właśnie w wyniku tego odkładania wiary na dalszy plan, tak trudno jest do Boga wrócić. Ale z drugiej strony, przecież – nawet kiedy patrzę na siebie, w naszym życiu napotykamy różne trudności. Co wówczas najczęściej robimy? Szukamy winnego, jakiegoś kozła ofiarnego, na którego możemy zwalić to, co się z nami dzieje. Tymczasem wydaje mi się, że my wszyscy zwalniamy się z szukania – to jest problem.

Rozumiem, że powinniśmy szukać sami, ale gdzie w tym wszystkim rola kapłana? Nie mamy w tym naszym poszukiwaniu Boga żadnego oparcia?

Wyszło, jakbym bronił księży, ale ja absolutnie nie bronię tu nikogo. Tylko, że wydaje mi się, iż punktem wyjścia również do znalezienia oparcia jest pewien rodzaju niepokoju, który w sobie noszę, może to być niezgoda, jakiś ból – jakkolwiek to nazwiemy. I to jest punkt wyjścia do tego, że szukam i oczywiście od razu pojawia się pytanie: jak długo szukać? A przecież nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy ma swoją skalę, ktoś będzie szukał długo, a ktoś zniechęci się po pierwszy strzale.

Pisze Ojciec na swoim blogu, że nie powinniśmy szukać wielkich emocji w przeżywaniu Świąt Wielkiej Nocy, że powinniśmy być po prostu obecni…

To jest bardzo trudne, to jest trudne nie tylko w Wielkim Tygodniu. Kiedy rozmawiam z ludźmi, czy słucham ich podczas spowiedzi zauważam, że jednak większość z nas ma w sobie przekonanie, które nie wiem, skąd się bierze, że religijność powinno się traktować jak obowiązkową. Czyli jest paciorek, spowiedź na święta, msza w niedzielę, kolęda. I wydaje mi się, że w ten sposób idziemy trochę na łatwiznę z tą naszą religijnością. Bo przecież rozwijamy się w różnych dziedzinach naszego życia, zmieniamy pracę, poglądy polityczne, czasami mężów, czy żony – nazywamy to dojrzewaniem, bo dojrzewanie to fajna sprawa. Natomiast odnoszę wrażenie, że w kwestii Pana Boga, czy religijności w ogóle, zostajemy przez większość naszego życia w przedszkolu. To strasznie widać, kiedy się rozmawia z dorosłymi ludźmi, którzy przychodzą do spowiedzi i mówią, że paciorka nie odmówili, że nie słuchali swojej mamy. I to są autentyczne teksty. Dopiero, gdy zada się pomocnicze pytanie, to taki człowiek się budzi i mówi: „no faktycznie mogłem się mamusi nie słuchać, bo mam 40 lat”. Tyle, że wydaje mi się – nam jest wygodnie zostać w takim dyskursie, w takim myśleniu o religijności na poziomie dziecka. Czasem się zbuntujemy i powiemy, że Kościół czy Bóg jest głupi. Ale nic z tym nie robimy.

Ma Ojciec rację z tym dojrzewaniem w naszym życiu, w różnych jego obszarach, ale nikt nie mówi dojrzewaniu w wierze… Trochę tak, jakbyśmy pozostali z wiedzą z czasów Pierwszej Komunii Świętej o tym, jak być dobrym chrześcijaninem, czyli właśnie: chodzić na mszę, modlić się rano i wieczorem…

I kiedy jesteśmy dziećmi, nie ma w tym nic złego. Sama Pani jest mamą i wie, że dziecko potrzebuje granic, wskazówek: zawiąż sznurówki, umyj zęby. Na tym etapie to jest fajne i dobre. Tyle, że mam poczucie, iż potem właśnie ta dziedzina naszego życia, jaką jest wiara, zostaje w tyle. My idziemy do przodu, rozwijamy się, a tymczasem nasza religijność zatrzymała się dawno temu. To się od lat nie zmienia, bo prawda jest taka, że ta sytuacja pasuje obu stronom, jest na rękę urzędnikom kościelnym, jest wygodna, bo przecież dzieci nie zdają zbyt dużo pytań, a jeśli już zadają, to łatwo jest je zbyć jakąkolwiek odpowiedzią. To jest problem jednej i drugiej strony (choć nie cierpię określenia stron). Jednak, żeby to zmienić jednym i drugim musi zależeć na tej zmianie i trzeba cały czas tłuc im do głów, że my się musimy rozwijać, że duchowość ma swoją dynamikę i nie możemy tego ignorować. To, jak dziś postrzegamy naszą religijność, nie pozwala nam przeżywać naszej wiary świadomie.

Może dlatego tak płytko odbieramy wiarę, nie czytamy Ewangelii… Ale też nikt w nas tej potrzeby rozwoju nie budzi, nie pokazuje, że powinniśmy szukać, dojrzewać i że mamy prawo mieć wątpliwości.

Wątpliwości są wpisane w każdą dziedzinę życia, w związek, w małżeństwo, wszędzie mamy wątpliwości. Nie ma wyborów nie obarczonych wątpliwościami. Pytanie, jakie z tego wyciągniemy wnioski.

Wątpliwości rozwijają, bo każą stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi.

Powiedziałbym raczej, że wątpliwości mogą rozwijać, co nie zawsze się dzieje. Czasami wątpliwości do odejścia: jeśli ich nie przepracuję, to odejdę. To samo dzieje się z każdym innym kryzysem, nie tylko wiary – może on coś w nas zabić, a może być źródłem szansy, bo tylko pod jego wpływem jesteśmy w stanie coś zmienić.

Ale czy nie łatwiej odsunąć od Kościoła i powiedzieć: nie chcę w tym uczestniczyć niż znaleźć swoją drogę w tym wszystkim, szukać i być poza tym, co słyszymy, z czym trudno nam się zgodzić?

Na początek trzeba sobie powiedzieć że u podstaw takiej chęci powrotu do szukania swojej ścieżki znowu chodzi o Pana Boga. Tu nie chodzi o to, że ja sobie bardziej zgłębię religię. Bo przecież tak naprawdę chrześcijaństwo nie jest religią, jest drogą. Chrześcijaństwo to jest coś dynamicznego, to nie jest jakiś system. Religii nie zamkniemy w obowiązkach, nakazach, zakazach i prawach, które bezustannie będziemy odtwarzać. Całe chrześcijaństwo oparte jest na myśleniu drogi, a droga to dynamizm, ona się zmienia, nigdy nie jest jednostajna, czasami męczy, czasami cieszy, różne rzeczy się pod drodze dzieją. Problem polega na tym, że wielu z nas nie chce tak swojej wiary ugryźć, bo to jest niewygodne, bo każe im się ruszyć z miejsca i rozejrzeć się.

Żyjąc w takich wariackich czasach trudno się zatrzymać. Może ktoś powinien nas złapać za rękę i powiedzieć: pomyśl i poszukaj tego, o co ci naprawdę chodzi?

Dlatego kiedy spowiadam i słyszę, jak ktoś wyrzuca z siebie słowa, jak z karabinu, to często mówię: „Na pokutę idź na spacer, wyluzuj trochę”. I słyszę: ale jak to? No właśnie tak to. To nie jest niczym złym, tylko pokazuje w jakim stresie żyjemy, co się z nami dzieje A jeśli dasz sobie dziesięć świadomych minut przeżywania tego, co jest w tobie, to może być jakiś mały kamyczek, to może być wstęp do tego, że w końcu się zatrzymasz.

Święta to taki czas, żeby pomyśleć o Bogu, odszukać go w sobie, odrębnie od tego, co myślimy o kościele jako instytucji?

Te święta to jest taki hardkorowy dowód na to, że Bóg jest i że jest miłością. Nie da się bardziej pokazać miłości niż umierając za kogoś. Tylko znowu od lat zauważam, że większość z nas bez względu na to, czy jest praktykująca czy nie, w te dni świąteczne idzie w taki straszny aktywizm. Spędzamy w kuchni mnóstwo czasu, na sprzątaniu, co roku robimy to samo i co roku obiecujemy sobie, że następnym razem będzie inaczej, a potem ładujemy się w te same kanały. Wydaje mi się, że to dzieje się nie bez powodu. Mówimy sobie, że to jest tradycja, że tak musi być, bo zawsze tak było. Ale moim zdaniem, w ten sposób większość z nas podskórnie ucieka, bo my się boimy tej ciszy, takiego wyluzowania, tego czasu, żeby usiąść samemu ze sobą i zostać ze swoimi myślami. Bo jak to? Ja usiądę i będę siedzieć na fotelu? Boimy się, strasznie się tego boimy.

I chyba tu nie chodzi tylko o wiarę?

Oczywiście, że nie. Bo znowu – jak się rozmawia z ludźmi przy spowiedzi, zwłaszcza z kobietami, większość nie skupia się na grzechu, ale na emocjonalności, uczuciowości, bo ludzie mają 40 czy 50 lat i są rzuceni w największy wir, w którym nigdy się nie zatrzymują. I przez to w ogóle nie rozumieją, co się z nimi dzieje, dlaczego tak się czują, co przeżywają. Myślę, że to jest problem, że my się nie spotykamy ze sobą na poziomie ludzkim, już nie mówię o poziomie duchowości.

Z tyłu głowy mam też ciągle to słowo przewodnie naszej rozmowy – szukania także księdza, przewodnika, a przecież tacy ludzie są w Kościele, którzy pokazują, dają możliwość rozwoju. Być może jest ich za mało, żeby ludzie takich przewodników duchowych znajdowali, ale jaka liczba będzie wystarczająca? Ktoś znowu powie: jak będzie was więcej, to może ja się przekonam. I znowu znajdujemy pretekst, winnego i przesuwamy to, co moglibyśmy sami zrobić.

Czy dojdzie do momentu, kiedy Kościół i polityka nie będą tak bardzo tożsame?

Nie możemy zapomnieć o tym, że chrześcijaństwo zawsze będzie obecne w całej naszej życiowej przestrzeni. Nie da się zrobić chrześcijaństwa, które będzie pasować wszystkim. Mam wrażenie, że w dyskursie o tym mówimy, że Kościół jest nieprzyjazny, mam wrażenie, że chce się z niego zrobić jeszcze jedną instytucję, która nie wiem, przyjmuje wszystkich. Ale co to znaczy przyjąć wszystkich? To jest taki tworek, ale jak się o konkretach potem rozmawia, to nie da się powiedzieć, że wszystkich. Powinniśmy o tym pamiętać, że jeśli mówimy o prawdziwym chrześcijaństwie, to ono zawsze będzie dla kogoś pewnym znakiem sprzeciwu, buntu. Nam się wydaje, że jak powiemy że Bóg jest dobry i jest miłością, to możemy robić wszystko.

To drzwi zawsze będą dla nas otwarte…

Sęk w tym, że otwarte będą, bo na tym polega Jego miłosierdzie. Proszę pomyśleć – cokolwiek zrobiliby Pani synowie i tak będzie pani ich kochać, bo to miłość bezwarunkowa. Prawda? Ale to nie znaczy, że będzie pani akceptować każde ich zachowanie. To oczywiście taka analogia do chrześcijaństwa i Boga. Jego miłość jest bezwarunkowa, ale nie chodzi w niej o to, że przyjmuję każde twoje dziadostwo, które wymyślisz, bo ludzkość wymyślała różne głupoty.

To wolność wyboru, jeżeli wierzę, to postępuję zgodnie ze swoją wiarą.


 

Arch prywatne/ o. Grzegorz Kramer

Arch prywatne/ o. Grzegorz Kramer

Ojciec Grzegorz Kramer – jezuita – jak sam o sobie pisze: „Grzesznik, któremu przebaczono, ubogi w dobro. Idę przed siebie. Ani w prawo, ani w lewo”. W wieku 21 lat, dołączył do Towarzystwa Jezusowego. Od 2012 roku jest współpracownikiem (felietonistą i członkiem Rady programowej) jezuickiego portalu DEON.pl. Autor książki „Męskie serce. Z dziennika Banity”, której ukazało się II wydanie (rozszerzone) oraz audiobook o tym samym tytule.

Autor bloga www.grzegokramer.pl

 


Zobacz także

„Mam wrażenie, że rodzice na mnie narzygali, a dyrektor zakłada mi śmietnik na głowę”. Współczuję nauczycielom, wyścig o dobre oceny trwa

Czas tylko dla siebie

Czas tylko dla siebie, czyli twarzą w twarz ze sobą!

„Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki””