Lifestyle Psychologia Związek

Dlaczego wybieramy życie solo? Naukowcy znają aż 76 powodów – jak dla mnie nie mają one najmniejszego sensu!

Stara Panna
Stara Panna
5 maja 2017
Fot. iStock/Anetlanda
 

Na temat związków i relacji międzyludzkich napisano już wiele, wytłumaczono całkiem sporo i zbadano chyba większość zagadnień. Wiemy już dlaczego ludzie się zakochują, dlaczego odkochują, z jakich powodów trwają w toksycznych związkach, jak udaje im się z nich wyplątać i kto nadaje się idealnie na partnera. Nadal jednak nie do końca wiadomo, dlaczego niektórzy z nas decydują się na życie w pojedynkę i unikają związków. A może to wcale nie jest ich decyzja i świadomy wybór?

Badania nad samotnością

Człowiek jest z natury istotą społeczną i wydawać by się mogło, że bez drugiej osoby u boku nie jest w stanie osiągnąć pełni szczęścia i satysfakcji. A jednak, niektórzy nie decydują się na stały związek, pozostają samotni i układają swoje życie w pojedynkę. Kwestia ta stała się obiektem zainteresowania psychologa ewolucyjnego, Menelaosa Apostelou, z Uniwersytetu Nikozja na Cyprze, który zebrał 120 mężczyzn i kobiet i przeprowadził wśród nich badania. Ostatecznie uzyskał aż 76 powodów dla których wybieramy życie solo.

Następnie Apostelou wysłał swoich asystentów, aby przepytali mieszkańców Cypru, zwykłych przechodniów, o to, jak bardzo prawdopodobne jest, by każda z 76 przyczyn stała się dla nich decydującą o samotnym życiu. Niektóre z powodów miały tendencję do wspólnego występowania, np. jeśli ktoś twierdził, że ma obawy iż nikt go nie zechce, prawdopodobnie powiedział też, że nie znalazł właściwej osoby. Badacze na postawie ankiet podzielili wszystkie dane na trzy grupy :

Grupa 1 – wolność wyboru

znalazły się w niej takie przyczyny jak: chęć flirtowania z innymi, pragnienie bycia wolnym, brak zobowiązań, unikanie konfliktów i ograniczeń, poczucie, że dobrze się radzimy sobie bez partnera, inne priorytety, radość z samotności

Grupa 2 – ograniczenia

znalazły się w niej takie przyczyny jak: dysfunkcje seksualne, problemy zdrowotne, starszy wiek, dzieci z poprzedniego związku

Grupa 3 -trudności z relacjami

znalazły się w niej takie przyczyny jak: złe doświadczenia w poprzednich związkach, brak zaufania do innych, obawy przed zmianą, niechęć do kompromisu, trudności z nawiązaniem związku, poczucie, że z partnerem wcale nie byłoby lepiej.

Naukowcy na podstawie odpowiedzi ankietowanych wyciągnęli wnioski i sformułowali trzy główne powody, dla których ludzie decydują się na samotne życie:

  1. Ponieważ chcą mieć swobodę ustalania innych priorytetów w życiu
  2. Czują się nieatrakcyjni dla potencjalnego partnera. (nie tylko pod względem fizycznym!)
  3. Uważają, że bycie w związku jest trudne i skomplikowane.

Bla, bla, bla – tyle o tym sądzę!

Dalej piszą coś o teoriach ewolucyjnych i uzasadniają swoje wyniki badań, ale bądźmy szczerzy – jak dla mnie, starej panny, kogoś, kto żyje samotnie i zna tę kwestie od podszewki, brzmi to jak naukowy bełkot i próba wytłumaczenia niewytłumaczalnego. Bo jak można skategoryzować pewne subtelności, indywidualne wpływy i zrządzenia losu? Tak, tak, miłość czasami bywa zrządzeniem losy – chemia,  czy nie chemia tak to właśnie jest.

Nie ma wzoru na zakochanie się, uniwersalnej metody na znalezienie partnera czy magicznego zaklęcia. Nie znaczy to, że należy czekać aż książę (lub księżniczka) nagle spadnie z nieba, zapuka do naszych drzwi, a uczucie walnie w nas niczym piorun z nieba. Ale jak wytłumaczyć fakt, że ktoś, kto przez lata był wolnym ptakiem, głośno mówił o swojej potrzebie niezależności i zaklinał się na wszystko, że wolność forever and ever, nagle zmienia się o 180 stopni i zostaje przykładnym mężem i ojcem?

Jak wyjaśnić fakt, że samotna matka po trudnym związku, która oprócz bolesnej przeszłości dostała także od eks brak poczucia własnej wartości, niską samoocenę i depresję (czyli „ma” w sobie kilka powodów z powyższej listy) odnajduje szczęście w nowym związku, odradza się i na nowo tworzy rodzinę? Nie bez pracy własnej, nie bez trudności, ale udaje jej się kochać i być kochaną.

Jak to się dzieje, że ludzie spotykają swoje bratnie dusze w najmniej oczekiwanych momentach, pomimo licznych przeciwności, wbrew wszystkim i wszystkiemu dookoła? Że nie poddają się, że wierzą, walczą, próbują wciąż od nowa?

To powiem wam bez badań, naukowych dowodów, ankiet, wielkich teorii i wykresów.

Magia miłości

Bo miłość to zjawisko magiczne, wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie da się jej logicznie wytłumaczyć, bo na każde dziesięć przykładów odpowiadających jakiejś naukowej teorii znajdziecie tyle samo takich, które ją wykluczają. I to jest piękne, i nie trzeba się nad tym zastanawiać – trzeba to po prostu poczuć.

Dlaczego zatem ludzie żyją w pojedynkę i nie decydują się na związek?

Bo wciąż czekają na swoją historię miłosną! Ot, cała zagadka rozwiązana.

Trzymam kciuki, by prędzej czy później każdy się doczekał. Nawet jeśli to podejście naiwne, mało współczesne i zupełnie niezgodne z nauką. 😉


 

Na podstawie: www.psychologytoday.com

Zapisz


Lifestyle Psychologia Związek

Uczę się miłości, tej najtrudniejszej – miłości do samej siebie. Cholernie trudne zadanie!

Stara Panna
Stara Panna
20 maja 2017
Fot. iStock / piskunov
 

Podobno człowiek uczy się każdego dnia, w każdej chwili swojego życia. Jednak tego co najważniejsze nie da nam żadna szkoła, żadna książka czy mądrość wypowiedziana przez nauczyciela. Na nic nam skomplikowane wzory, encyklopedyczne definicje czy schemat budowy stawonogów, na nic znajomość czterech języków, mistrzowska obsługa pakietu office i umiejętność stawiania przecinków w odpowiednich miejscach. Wszystko to na nic, dopóki nie nauczymy się najważniejszego – kochać! Dawać miłość i przyjmować ją. Ale najtrudniejsze to nauczyć się miłości do samej siebie.

Jeszcze przed chwilą byłam wiecznie zabiegana, zapracowana, w stresie, czy ze wszystkim zdążę, czy nikogo nie zawiodę, nie narobię mu kłopotu. Dawałam z siebie zbyt wiele, w zasadzie nie oczekując w zamian tego samego. Wydawało mi się, że tak trzeba, że przecież powinnam, bo to takie życzliwe, sympatyczne i dobre. Zatraciłam się w tych powinnościach i koniecznościach do tego stopnia, że zgubiłam gdzieś radość i swobodę życia, zapomniałam, co znaczy odpoczynek i relaks. Nie wiem kiedy i gdzie stałam się wiecznie spiętą, zasadniczą i smutną kobietą. A przecież równocześnie miałam w sobie tyle miłości i czułości, które chciałam oddać światu, tej jednej, jedynej osobie, na która wciąż czekałam.

Aż w końcu mój organizm okazał się mądrzejszy i zbuntował się przeciwko takiemu życiu. Nie byłam w stanie pracować, myśleć i działać, dopadł mnie tak wielki spadek energii, że przez cały weekend leżałam bezczynnie w łóżku niezdolna do ruszenia ręką ani nogą. Nie, to nie była depresja, to zbyt duże słowo. Myślę, że po prostu moje ciało miało dosyć, mój umysł powiedział stop, moje serce zawołało w ten sposób o pomoc.

Leżałam tak i rozmyślałam, czego mi w życiu brak i wtedy zrozumiałam, że nie tędy droga! Że nie na brakach powinnam się skupiać, ale na tym, co posiadam. Że miłość, której tak bardzo pragnę i którą w sobie mam, powinnam ukierunkować najpierw na siebie. Bo skoro sama o siebie nie dbam, stawiam się zawsze na drugim lub nawet i dalszym miejscu, to jakim cudem inni mają mnie traktować inaczej? Nie bez powodu terapeuci, couchowie i niemal wszyscy dookoła powtarzają, że zanim pokochamy innych musimy nauczyć się kochać siebie. Więc uczę się tego i powiem jedno – to cholernie trudne zadanie!

Uśmiecham się do porannej siebie w lustrze

Nie boję się patrzeć na swoje odbicie w lustrze, robię to z uśmiechem i życzliwością. Przestałam się doszukiwać niedoskonałości, nowych zmarszczek, widocznych oznak zmęczenia. Są, to są, trudno, nawet z nimi jestem piękna, a co! Uśmiecham się do siebie, robię makijaż, puszczam oko i życzę miłego dnia. I wiesz co? Odkąd zaczęłam to robić, mam coraz więcej dobrych dni!

Odpuszczam, luzuję, pozwalam sobie nie musieć

Nie rzucam się już na każdy projekt, który mi proponują, uczę się negocjować terminy, gdy chcą narzucić zbyt duże tempo, częściej też odmawiam, gdy coś mi nie pasuje. Wcześniej zaciskałam zęby i grzecznie potakiwałam, bałam się, że moja odmowa kogoś urazi, kogoś zostawię w kłopocie. Uczę się odpuszczać, wyłączać komputer wieczorami i odpoczywać bez wyrzutów sumienia. Czy wiesz, że właśnie umiejętność relaksu i odpoczynku jest jednym z czynników, które charakteryzują ludzi sukcesu? No więc pracuję na swój sukces spędzając przyjemnie czas.

Nie patrzę na braki, ale doceniam to, co mam

Wielu rzeczy nie mam, ale nawet nie chcę ich mieć. Przestałam się skupiać na brakach i zaczęłam praktykować codzienną wdzięczność. Początkowo zapisywałam wieczorem  wszystkie fajne i miłe rzeczy, które mnie spotkały danego dnia, teraz wystarczy mi rozmyślanie o nich i przypominanie sobie. Do każdej z nich uśmiecham się i kłaniam się im w myślach – to bardzo pomaga i daje niesamowitą dawkę pozytywnej energii!

Nie zaprzeczam komplementom, uczę się je przyjmować i doceniać

Jeśli ktoś mówi mi komplement, przyjmuję go z radością i otwartymi ramionami. Przestałam myśleć, że mówią mi dobre rzeczy z grzeczności, że to jedynie takie tam gadanie. Skoro mówią, że ładnie wyglądam, że świetnie pracuję, zauważają postępy i sukcesy, to tak właśnie jest! Dzięki temu o wiele lepiej radzę też sobie z krytyką – nie załamuję się, ale wykorzystuję ja do poprawy i pracy nad sobą.

Przeszukuję archiwum dobrych wspomnień i robię porządek na półkach pamięci

Skupiam się na tym, co dobre, co miło jest wspominać, co chcę zachować. Robię porządek w archiwum mojej pamięci i staram się rozliczyć z tym, co kiedyś zepchnęłam, schowałam głęboko i zarosło już trochę kurzem. Było przy tym trochę płaczu (no dobra, więcej niż trochę), chwila bólu, ale to już czas, by pewne sprawy zamknąć i zostawić za sobą. Bo one nie dają nic, prócz emocjonalnego ciężaru, którego nie chcę dźwigać.

Zaczynam przyjmować do wiadomości, że jestem fajna i wyjątkowa

Jestem fajna. Jestem wyjątkowa. Jestem wspaniała. Zaczynam przyjmować do wiadomości, że taka właśnie jestem! To tylko brzmi tak łatwo, ale wcale proste nie jest. Oswajam się z tym, że moja przyjemność i wygoda, nie jest niczym złym – wcześniej wydawało mi się, że nie zasłużyłam sobie na to, że muszę więcej, bardziej, szybciej. Ale wcale nie muszę na dobre życie czymś specjalnym zapracować, bo to nie jest nagroda, ale moje prawo! Pozwalam więc sobie na układanie własnej codzienności tak, jak chcę i wiem już, że nie staję się przez to egoistką – dopóki nie żądam od innych by żyli według moich zasad, wszystko jest w porządku.

Wiem, że to wydaje się takie oczywiste i proste, że nie mówię nic odkrywczego – wszędzie dookoła słychać nawoływania couchów, Internet pełen jest cytatów i złotych myśli o samoakceptacji, uważności, medytacji, miłości do samych siebie. Kiedyś nie dowierzałam i nawet trochę się z tego śmiałam, ale dopóki jedynie słuchasz lub czytasz o tym, nie jesteś w stanie odczuć idącej za słowami niezwykłej mocy i siły. Nie tylko ja to czuję, ale widzą też to inni – mówią, że stałam się spokojniejsza, mniej zestresowana i bardziej życzliwa. Bo miłość do samego siebie niesie ze sobą miłość do świata, do drugiego człowieka, do wszystkiego, co cię spotyka, a dzięki temu życie staje się po prostu piękne.


 

Wysłuchała: Stara Panna


Lifestyle Psychologia Związek

Feminizm jest tylko dla kobiet w związkach – usłyszałam – my, singielki, nie możemy pokazywać, że jesteśmy silne i niezależne

Stara Panna
Stara Panna
30 kwietnia 2017
Fot. iStock / knape

Feminizm, feministki, walka o prawa kobiet, kobieca niezależność – od dobrych kilku miesięcy te słowa odmieniano przez wszystkie przypadki i posługiwano się nimi niemal w każdej dyskusji. Czarny protest, jawny sprzeciw wobec planowanych zmian i odebraniu nam praw do decydowania o naszym zdrowiu i życiu sprawiły, że bycie feministką stało się powinnością każdej z nas, bez względu na sytuację życiową. Tak myślałam do tej pory – jakże myliłam się, jakże naiwna byłam w swoich przekonaniach.

Babskie spotkanie, wieczór przy winie, plotki, rozmowy o błahostkach, dyskusje na poważne tematy – zna to każda z nas. Kilka z nas w związkach, kilka jeszcze poszukujących i na wydaniu. Koleżanka singielka – starą panna lepiej jej nie nazywać, bo obrazić się może i strzeli focha – rzuca nagle w przypływie procentowych emocji, że  feminizm jest dla kobiet zajętych, zamężnych najlepiej, takich, co faceta już mają zaklepanego. „Możesz być feministką, ale w ukryciu, bez afiszowania się ze swoimi poglądami” – mówi patrząc prosto na mnie. Musiałam mieć bardzo zdziwioną minę, bo po chwili dodała „No przecież nie mówię nic odkrywczego, powinnaś już to wiedzieć”. Powinnam? Czyżby? Czego powinnam być, według niej, świadoma?

Mężczyźni boją się silnych kobiet

Wolą takie, które okazują słabość, potrzebują ich pomocy i wsparcia. Najlepsza taktyka? Jestem taka mała, taka bezbronna, taka zależna i zagubiona. Jak silna jesteś, to i samotność zniesiesz mężnie, nie potrzebny ci facet.

Pewnie jest w tym trochę racji, ale czy naprawdę trzeba udawać przy facetach, że nagle magicznym sposobem wyparowało nam pół mózgu, a obsługa komputera jest niczym lot rakietą kosmiczną? Ja nie twierdzę, że trzeba im udowadniać na każdym polu naszą równość, czy wyższość – i nie zamierzam tego robić, bo nie chodzi tutaj o rywalizację płci i współzawodnictwo. Nie czuję się silna i wszechwiedząca, jak każdy mam swoje wady i słabe strony, ale na litość boską, nie chcę też udawać totalnej idiotki, żeby niechcący nie urazić czyjegoś ego!

Starej pannie nie wypada być taką niezależną

Jasne, możesz pokazywać, że masz w głowie poukładane, że nie brak ci inteligencji, zaradności i sprytu, że jesteś niezależna, ale, kochana, tym faceta nie złapiesz.  Bo po co ci taki, skoro sama świetnie wszystko ogarniasz?

Czyli co, lepiej żebym rozsypała się na kawałki i czekała, aż przyjedzie książę na białym koniu i poskłada mnie niczym pudełko puzzli? Mam nie pracować (a już na pewno nie robić kariery), mieszkać kątem u rodziców, biedować i łkać wieczorami w poduszkę czekając na Tego Jedynego, wybawcę, rycerza w lśniącej zbroi? Cóż, mogłabym się nie doczekać, a życie przeleci mi bokiem. A może chodzi tu o niezależność poglądów? Nie powinnam głosu zabierać bez wcześniejszej konsultacji z płcią przeciwną, bez patriarchalnego przyzwolenia i zgody na posiadanie opinii? To może od razu cofnijmy się do średniowiecza…

Samotna feministka? To wygląda źle

No bo wiesz, sama jesteś, o prawa kobiet walczysz, poglądy masz feministyczne, to co większość sobie myśli? Lesbijka, nie ma faceta, bo woli kobiety.

Serio? SERIO? Ludzie, z kim ja rozmawiam…

Obrączka na palcu kobiety jest przepustką do głośnego wyrażania poglądów

Feminizm jest tylko dla kobiet w związkach. My, singielki, możemy sobie myśleć, co chcemy, ale nie wszystko możemy głośno powiedzieć. Nie masz obrączki, więc licz się z tym, że z miejsca cię gorzej ocenią, przypną łatkę dziwnej lub niczym w „Seksmisji” powiedzą, żeś dawno chłopa nie miała i dlatego tak gadasz.

No i tutaj… trudno się po części z nią nie zgodzić! Bo prawdą jest, że ludzie patrzą na innych przez pryzmat ich życia prywatnego, relacji osobistych, rodziny. Choćbyś za dwóch pracowała i flaki z siebie wypruwała, powiedzą, że nic jeszcze nie wiesz o problemach i trudnościach, bo tylko matka zrozumie – sama jesteś, to możesz pracować więcej.  Choć prawdę będziesz mówić i rację mieć, bez męskiego ramienia przy boku i potwierdzenia z jego strony brzmieć będziesz mniej profesjonalnie i wiarygodnie – fakt, że zawodowo mamy gorzej potwierdził  nawet eksperyment! I nie próbuj ładną być, atrakcyjną i (tfu!) seksowną – wtedy to już pozamiatane, nikt cię na serio nie weźmie, pobłażliwie traktować będzie i ze zdziwieniem przyjmie wszelkie objawy inteligencji.

„Nie bądź naiwna, powinnaś już o tym wiedzieć” – dodała znajoma kończąc swoją tyradę. No to teraz niby już wiem. I wcale mi z tym nie lepiej.