Kuchnia Lifestyle

Dlaczego warto łączyć steki z czerwonym winem?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 maja 2016
Fot. Flickr / Think YUM! / CC BY-SA
 

Rozpoczął się sezon i soczyste grillowane steki chodzą po głowie nawet mieszczuchom. Niezależnie czy spożywane w restauracji czy na łonie natury, łączymy je z winami, choć często po omacku.

Stek i czerwone wino to klasyczny wybór nie bez powodu. Dlaczego nie wino białe lub szampan? Trafny pairing steka z czerwonym winem pozwoli wydobyć z mięsa to, co najlepsze, bez ingerencji w jego smak.

Dlaczego nie białe?

Serwuje się je schłodzone co nie współgra z gorącym stekiem. Białym winom po prostu brak mocy, ciała i garbników aby zmierzyć się ze strukturą i teksturą grillowanego mięsa. Pasują one za to znakomicie do mięsa białego, ryb, owoców morza, a także do surf & turf, czyli dań łączących czerwone mięso z owocami morza.

Balans i równowaga

Kwasowość czerwonego wina odświeża podniebienie i świetnie równoważy soczysty tłuszcz zawarty w steku, balansując danie. Z kolei mięso stanowi przeciwwagę dla ostrzejszych garbników pozostawiających w ustach charakterystyczny sucho-cierpki posmak. Wołowina jest dominującym mięsem, dlatego bogate w taniny czerwone wino pokornieje, kiedy na naszym talerzu ląduje stek. To nie on powinien jednak stanowić o selekcji wina. Przygotowanie i sposób przyrządzania, a także dodatki i sosy mają duży wpływ na napój, który będzie najbardziej uzupełniał smak steka.

Steki długo sezonowane

Za uniwersalną klasykę do wołowiny uważane są szczepy takie jak cabernet sauvignon, shiraz, merlot i malbec. Warto jednak sięgnąć dalej niż oczywisty wybór. Do długo sezonowanego mięsa, poleca się wina eleganckie, o średniej budowie, głębokie w smaku lecz o delikatnej teksturze. – Nie należy szukać wśród najmłodszych roczników –  nie chcemy, żeby owocowość i intensywność młodego wina przykryła i zdominowała niuanse smakowe długo sezonowanej wołowiny – mówi Master Sommelier Adam Pawłowski. – Moje rekomendacje to libański Château Kefraya – Les Bretèches, Bekaa Valley, rocznik 2011 – mocne i eleganckie wino z subtelnymi nutami wiśni, przypraw, skóry i wanilii. Polecam także portugalskie Vinhas Velhas Tinto, Luis Pato, VR Beiras, Bairrada, rocznik 2009 oraz włoskie San Leonardo, Vigneti delle Dolomiti, Trentino – Alto Adige, z 2007 o  aromatach czerwonych i czarnych porzeczek, śliwek i wiśni z nutami ziołowymi, lekką ziemistością i pikantnym finiszem – poleca sommelier.

Krótkie sezonowanie

Im krócej sezonowane mięso, o mniej skoncentrowanym smaku, tym bardziej przyda mu się owoc.  Do steków krótko sezonowanych pasować będą wina średnio i dobrze zbudowane, o wyważonym smaku. W karcie Ed Reda, krakowskiej restauracji wyspecjalizowanej w sezonowaniu wołowiny, znajdziemy propozycje win ze Starego Świata, takich jak węgierski  bogaty Merlot Bolyki, z doliny Egeru lub hiszpańska Rioja Reserva, Finca Valpiedra, intensywna, zbalansowana, o aromacie dojrzałych owoców, z nutami czarnych porzeczek i wanilii. Nieco droższym wyborem będzie Crozes Hermitage “Domaine de Thalabert”, Paul Jaboulet Aîné z Doliny Rodanu o intensywnym bukiecie owoców leśnych, czarnego pieprzu, ziół i lekko mięsnym charakterze.

Steki niesezonownowane

Steki niesezonowane pochodzą głównie z polędwicy – pozostałe elementy wymagają dojrzewania na sucho lub na morko, aby wydobyć z wołowiny delikatność, soczystość i kruchość. Polędwica jest z natury delikatna, a także chuda. Brak jej więc tłuszczu, który mógłby zrównoważyć garbniki, dlatego najlepszym wyborem będzie wino o gładkiej teksturze i soczystych taninach. Do niesezonowanych steków pasuje wino młode, o intensywnym owocowym charakterze, który idealnie komponuje się ze smakiem grillowanej wołowiny. Master Sommelier z restauracji Ed Red rekomenduje w tym przypadku między innymi:

• Cabernet Sauvignon, Stark-Condé, Stellenbosch, Coastal Region, South Africa, 2013
• Sequillo Red, Sadie Family, Swartland, Coastal Region, South Africa, 2014
• “Artemis” Cabernet Sauvignon, Stag’s Leap Wine Cellars, Napa Valley, California, USA, 2012

Jeśli sięgamy po wina z większą zawartością garbników, można zbalansować ich kwasowość bogatym maślanym sosem. Nie bądźmy jednak niewolnikiem zasad i sugerujmy się przede wszystkim swoimi upodobaniami.


Artykuł pochodzi z serwisu obcasy-logo1x-4

 


Kuchnia Lifestyle

Rzygam dyskusją czy ludzie mogą być grubi, nie wasz interes!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 maja 2016
Fot. Flickr / |vv@ldzen| / CC BY
 

Kilka tygo­dni temu. Na Face­bo­oku wyska­kuje mi zdję­cie modelki Plus Size. Nie, że XXXXXXXL, po pro­stu dziew­czyny z nad­wagą ubra­nej w kostium kąpie­lowy. Czy­tam. Jakaś firma wypu­ściła na rynek linię kostiu­mów kąpie­lo­wych dla osób z nad­wagą i poka­zuje w rekla­mie, że takie ma. OK, news jak news, czło­wiek z BMI powy­żej normy też może potrze­bo­wać kostiumu, wydało mi się to raczej natu­ralne. Z jakichś przy­czyn decy­duję się jed­nak przej­rzeć komen­ta­rze. I zamieram.

Oka­zuje się, że poka­za­nie tej dziew­czyny to rekla­mo­wa­nie oty­ło­ści i roz­po­czyna się dys­ku­sja o tym: co komu wolno, kto może nosić kostium, a komu nie wypada, czy to jest OK, żeby rekla­mo­wać oty­łość (nadal nie wiem gdzie ta reklama), czy w ogóle OK jest być gru­bym, a że ludzie być grubi nie powinni, bo jedna pani tak uważa i według niej powinni się odchu­dzić, nim się w ogóle poja­wią na plaży, inna też była gruba, ale schu­dła, a jesz­cze jedna jest obu­rzona tym epa­to­wa­niem gru­bo­ścią (fuj).

Szcze­rze powiem, że rzy­gam już dys­ku­sją o tym, czy ludzie mogą być grubi. Bo powiem Wam coś – MOGĄ. Mają takie prawo. I nie­któ­rym mam ochotę powie­dzieć: „i nie Twój zasrany interes”

Nie jestem fanką oty­ło­ści. Nie bez powodu trzeci rok pra­cuję nad sobą, wyci­skam z sie­bie siódme poty i uwa­żam na to co jem. Nie po to dzielę się tą histo­rią z innymi. Jestem za to fanką sza­cunku do sie­bie i wol­no­ści. Nie­wiele rze­czy w życiu cenię sobie tak bar­dzo jak wol­ność podej­mo­wa­nia decy­zji, które mnie doty­czą. Takich, jakie JA uwa­żam za sto­sowne. I jest mi kosz­mar­nie przy­kro, kiedy widzę, jak się ludziom to prawo odbiera.

Po roku zmie­nia­nia poszłam do pew­nej lekarki. Była pierw­sza, która rok wcze­śniej w deli­katny spo­sób zasu­ge­ro­wała mi, że waga może być przy­czyną moich pro­ble­mów ze zdro­wiem i warto byłoby o sie­bie zadbać. Poszłam do niej podzię­ko­wać, że potrak­to­wała mnie jak czło­wieka, a nie kupę tłusz­czu zasłu­gu­jącą w oczach świata wyłącz­nie na wie­ku­iste potę­pie­nie. Była skon­ster­no­wana. Naj­pierw wstała, żeby mi pogra­tu­lo­wać, chwilę mil­czała, po czym zapy­tała: naprawdę tak źle to wygląda? Odpo­wie­dzia­łam: tak, pani dok­tor, jest źle. Była Pani pierw­sza. Dziękuję.

Odchu­dza­nie to nie wycię­cie sobie żołądka, a potem skóry. Odchu­dza­nie to przede wszyst­kim zro­bie­nie porządku w swo­jej gło­wie i emo­cjach. Po to, żeby móc swo­bod­nie, powoli, zacząć pozby­wać się kilo­gra­mo­wej pie­rzyny. Po to, aby jedze­nie, które dla wielu z nas, oty­łych, jest Bogiem, zna­la­zło się na swoim miej­scu i znów było tylko jedze­niem, a nie sen­sem życia.

Nie bawi mnie i nie poru­sza nazy­wa­nie kogoś (w tym sie­bie) gru­ba­sem, świnią i bale­ro­nem. Mia­łam chło­paka, który po roz­sta­niu nazy­wał mnie gala­retą. Myślę, że był kiep­skim czło­wie­kiem. A mówie­nie tak o sobie? Czy to na pewno dystans?

Nie bawi mnie wyśmie­wa­nie w celu potrzą­śnię­cia kimś. Śmiali się ze mnie nim zaczę­łam. Śmiali się ze mnie, kiedy już zaczę­łam. Śmiali się ze mnie zawsze. Mam to w dupie, robię swoje. Zaczę­łam nie dla­tego, że ktoś chciał mną potrzą­snąć, tylko dla­tego, że w końcu chcia­łam być dla sie­bie dobra.

Nie zachę­cili mnie tez do zmiany pijani męż­czyźni, któ­rzy zacze­piali nas z przy­ja­ciółką na plaży w Sopo­cie kilka lat temu. Nie zachę­ciło mnie to, że ucze­pili się nas, dwóch gru­bych dziew­czyn sie­dzą­cych tam w dre­sach i oznaj­mili, że „powin­ny­śmy być szczę­śliwe, że w tym sta­nie kto­kol­wiek się nami inte­re­suje”. Serio. To nie moty­wuje do zmiany. To dobija. Na chwilę. Wkur­wia. Ale wkurw nie wystar­czy na kilka lat pracy nad sobą. Wkurw to za mało.

Opo­wia­dam Wam swoją histo­rię bo wie­rzę, że są tacy, któ­rzy podob­nie jak ja mają już dość cią­głego besz­ta­nia się i walki, któ­rych jest pełno w każ­dej dzie­dzi­nie życia. Sta­ram się robić to z sza­cun­kiem dla Waszych wybo­rów, potrzeb i możliwości.

Bo ta grub­sza dziew­czyna ze zdję­cia w rekla­mie – ona naprawdę ma prawo kupić sobie kostium i iść na plażę.

Jeśli jej tego odma­wiasz, to nie mówisz o niej. To w Tobie coś nie gra.

Jeśli oce­niasz, to tak naprawdę oce­niasz sie­bie.
Jeśli mówisz, że życie to walka, to Twoje życie to walka.
Jeśli tak strasz­nie chcesz rato­wać świat przed obżar­stwem, kiedy sam ledwo dajesz radę minąć cukier­nię, to tak naprawdę krzy­cząc na innych, krzy­czysz na siebie.

Zmiana to ewo­lu­cja, nie rewo­lu­cja. To pro­ces, nie wyda­rze­nie. Daj ludziom przejść przez życie po swo­jemu. Inspi­ruj, nie besz­taj. Żyj i daj żyć innym.


Tekst pochodzi z bloga Anny Kamińskiej, Ania zmienia http://www.aniazmienia.pl/


Kuchnia Lifestyle

Wyjątkowe fotografie Alicji Zmysłowskiej. O łączeniu dwóch pasji: fotografii i miłości do psów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 maja 2016
Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Łączy dwie pasje – fotografię i miłość do psów. Alicja Zmysłowska fotografuje psy, a każde z jej zdjęć tworzy niepowtarzalną atmosferę. Sama Alicja mówi, że najważniejsza dla niej jest radość i wolność fotografowanych przez nią psów. Tak wyjątkowe fotografie z pewnością nie powstałyby, gdyby ich autorka nie kochała zwierząt. Miłość do czworonogów widać w każdym zdjęciu.

A jeśli jeszcze zajrzeć na profil Facebooka Alicji, to okazuje się, że ta miłość nie jest przez nią okazywana tylko w fotografiach. Alicja właściwie wie wszystko o każdym bohaterze swoich zdjęć. Nie fotografuje tylko psów rasowych, obiektami, którymi interesuje się jej aparat są także zwykłe kundle, także te adoptowane ze schronisk dla psów. Przygoda z fotografowaniem psów zaczęła się oczywiście od robienia zdjęć własnemu psu – Kiarze (golden retriever).

Dzisiaj Alicja organizuje warsztaty z fotografowania psów, a jej prace można było oglądać chociażby na Wystawie  Fotografii Psów w Pałacu Sztuki w Krakowie. w tych zdjęciach, a co więcej – w samych psach, nie sposób się nie zakochać.

Fot. Alicja Zmysłowska/Corgi ze schroniska dla psów w Rudzie Śląskiej

Fot. Alicja Zmysłowska/Corgi ze schroniska dla psów w Rudzie Śląskiej

Fot. Alicja Zmysłowska/Honda - pies adoptowany ze schroniska

Fot. Alicja Zmysłowska/Honda – pies adoptowany ze schroniska

Fot. Alicja Zmysłowska/Schronisko dla psów w Rudzie Śląskiej

Fot. Alicja Zmysłowska/Schronisko dla psów w Rudzie Śląskiej

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri i Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Ciri i Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Border Collie Dit

Fot. Alicja Zmysłowska/Border Collie Dit

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara

Fot. Alicja Zmysłowska/Kiara


Zapraszamy na stronę: alicjazmyslowska

 


Zobacz także

Luke. I am your Partner. O współpracy słów kilka :-)

Jak polubiłam sklepy stacjonarne…

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 5 – Odpal wrotki i zaszalej!