Lifestyle

„Białe małżeństwo” – czym jest związek bez seksu

Redakcja
Redakcja
6 lutego 2020
Fot. iStock / praetorianphoto
 

Niektórzy czekają z nim do ślubu, inni rezygnują z niego po ślubie. Choć za każdym razem jest to sprawa bardzo osobista i indywidualna, pewne pytania nasuwają się niemal automatycznie. Po co być ze sobą, jeśli nie możemy dać sobie czułości, fizycznej miłości, dotyku? Czy miłość platoniczna wystarczy, by utrzymać związek? Jakie konsekwencje dla relacji partnerskiej ma brak seksu?

Ewa i Tomasz są ze sobą od 30 lat. Od pięciu nie chodzą ze sobą do łóżka. Nie dzielą nawet wspólnej sypialni. Ich decyzja wypływa z głębokiej duchowej przemiany, jaką przeżyła Ewa, gdy zachorowała ich najmłodsza córka. Kiedy u Kasi wykryto chłoniaka, Ewa zaczęła się gorąco modlić o cud. Do kościoła chodziła dwa razy dziennie – bardzo wcześnie rano i jeszcze wieczorem. Modliła się i błagała o zdrowie córki. Pewnego razu, pośród wielu innych obietnic,  złożyła przysięgę czystości – zrezygnuje z seksu, jeśli Kasia wyzdrowieje. Tej nocy jej mąż spał na kanapie w salonie. I tak jest do dziś.

Tomasz pochodził do tego pomysłu sceptycznie, bo zamiast liczyć na cud, traktował chorobę dziecka „zadaniowo”. Nie modlił się, tylko szukał rozwiązań, nawet pomocy bioenergoterapeutów. To on woził Kasię do szpitala, on trzymał ją za rękę. Z seksu nie było mu trudno zrezygnować, bo nawet ” o tym” nie myślał. Stres i lęk o córkę zrobił swoje. Ale ciężko mu było, kiedy żona zarządziła oddzielne spanie. Po ludzku, po prostu potrzebował jej bliskości, ciepła. Poczucia, że jest obok, kiedy w nocy łzy bezradności toczą się po policzku na białą poduszkę. Choćby najbardziej pachnąca, najbardziej miękka nie zastąpi bliskości ukochanego człowieka.

A jednak „cud” się wydarzył. Nowotwór Kasi jest w remisji i Ewa wierzy głęboko, że to Bóg wysłuchał jej modlitw i wynagrodził ją za jej poświęcenie. Dlatego wytrwa w swoim postanowieniu do końca życia. Co na to Tomasz? Bywa, że jest mu ciężko. Nie do końca rozumie decyzję żony i nie wiąże poprawy stanu zdrowia córki z wstrzemięźliwością jej rodziców. Ale Tomasz wie, że dla Ewy to jest ważne. Że ona trzyma się każdego dowodu na to, że jej modlitwa została wysłuchana. Chce sobie zagwarantować, że choroba nie zabierze jej Kasi. Więc zaciska zęby i „jakoś sobie radzi”. Oddalili się od siebie z Ewą, to prawda. Ale wciąż łączą ich dzieci, dom, codzienne sprawy. I Tomasz tego nie przekreśli tylko z powodu seksu.

U Agi i Karola jest inaczej. Są ze sobą od sześciu lat, dzieci nie mają. Białym małżeństwem stali się dlatego, że on choruje na depresję. Są w tej chorobie i lepsze i gorsze momenty, ale nawet kiedy jest lepiej, Karol do seksu nie umie „się zmusić”. Ta sytuacja trwa już trzy lata.

Na początku Aga znosiła to ciężko, tym bardziej, że zanim Karol zachorował, w łóżku było im ze sobą świetnie. Trudno było jej pojąć, jak to tak nagle mogło się skończyć, zmienić. Ciągle próbowała, starała się, prosiła, żeby poszli do specjalisty. Groziła nawet, że odejdzie, krzyczała, że nie może tak żyć. W końcu zrezygnowała. Dziś już nie walczy, czyta dużo o chorobie męża, chodzi z nim na każdą konsultację. Odkąd uczęszcza na grupę wsparcia dla rodzin osób z depresją, trochę się uspokoiła. Ale niepokój został. Może nie zadręcza się już wątpliwościami, czy dla Karola ona w ogóle jest kobietą. Tylko te uporczywe myśli, że lat przybywa i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będą mieli z Karolem dziecko.

Myśli o zdradzie? Pojawiły się, owszem. Razem z poczuciem niesprawiedliwości, buntem, złością na partnera i na jego chorobę.  Okazja również była, z kolegą ze szkolnych lat, po klasowym spotkaniu. Było blisko, ale nie zdradziła Karola. Mówi sobie, że właśnie w tamtym momencie zrozumiała, czym jest prawdziwa miłość. W zdrowiu i w chorobie.

Aga nie urywa, że jest jej bardzo ciężko. Jest młoda, kocha swojego męża, pragnie go. Walczy z wewnętrznym poczuciem, że została odrzucona. Ale ma nadzieję, że w końcu coś się zmieni. Bardzo na to liczy i wspiera Karola.

Białe małżeństwo nie zawsze jest kwestią wyboru. Czasem okoliczności, choroba, ciężki stan depresyjny sprawiają, że nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do ukochanej osoby. Nawet jeśli ten stan jest przejściowy, stanowi poważny test trwałości związku i uczucia.


Lifestyle

Czy można czekać całe życie na dobry związek? Można, tylko po co?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
6 lutego 2020
Fot. iStock

Od jakiegoś czasu w różnych sytuacjach spotykam różne osoby opowiadające właściwie tą samą historię. Historię, która ma swój początek (zwykle bardzo romantyczny), punkt kulminacyjny (cały w bieli, z limuzyną, bliższą i dalszą rodziną) oraz dość niedoprecyzowany ciąg dalszy, który miał brzmieć „i żyli długo i szczęśliwie“, ale z różnych względów wyszedł zupełnie inaczej…

A ponieważ wyszedł inaczej, to główni bohaterowie od jakiegoś (kilku bądź kilkunastoletniego) czasu zastanawiają się co z tym ciągiem dalszym teraz zrobić? Ciągnąć? Zakończyć? Ale jak tu zakończyć skoro znamy tylko „i żyli długo i szczęśliwie…?

Wielkie Love Story naszej kultury

Nasza kultura od najmłodszych lat bezlitośnie karmi nas wizją wielkiej miłości. Koniecznie tej jedynej i na całe życie. A życie, cóż, jak to życie, pisze różne scenariusze.

Mamy coraz mniej czasu na bliskie relacje, coraz więcej stresów i napięć w życiu codziennym. Zwykle po prostu brak nam miejsca i siły na pielęgnowanie bliskiego związku. Zaczynamy się mijać, wymieniać komunikaty. Milczymy. Najpierw milczymy wymownie i znacząco (bo powinien się domyśleć i coś z tym zrobić!), potem milczymy obrażone (bo się nie domyślił i nie zrobił), a potem już po prostu milczymy, bo nie chce nam się rozmawiać. Bo nie ma o czym.

Dochodzą małe przytyki i złośliwości, czasem poniżenia, czasem bierna agresja, a czasem pogarda.

A my, cóż – trwamy na posterunku. Bo wielka miłość i piękny ślub był i miało być na całe życie. Bo mamy poczucie że bez niego nie damy sobie rady, bo boimy i wstydzimy się reakcji rodziny/ znajomych, bo mamy poczucie że robimy to dla dobra dzieci… Wreszcie – bo boimy się być same.

I tak czekamy, czekamy latami, a czasem, jak pokazuje przykład moich niektórych klientek, nawet dekadami.

To czekanie chyba w genach nam nasze prababki sprzedały; czekały przy ognisku aż mężczyźni wrócą z polowania, a potem czekały w domach aż wrócą z wojny.

A my dziś czekamy aż szef da podwyżkę, aż dostrzegą nasz ponadprzeciętny udział w projekcie, aż mąż zacznie sam z siebie wstawać do dziecka w nocy…

Czy można czekać całe życie?

No więc Drogie Panie – szczerze – to się pewnie, gdzieś, kiedyś, jakiejś kobiecie samo z siebie przydarzy (tzw. legenda miejska), ale we własnym przypadku raczej bym na to pieniędzy nie postawiła.

Zresztą, w kwestii związku który nie daje nam szczęścia, właściwie nie wiadomo na co czekamy. Na meteor? Trzęsienie ziemi? Powódź?

Jakie sygnały i znaki mają na nas spaść z nieba lub ziemi żeby podjąć decyzję; tak chcę się skonsultować ze specjalistą w sprawie mojego związku. Tak, chcę zrozumieć z czego wynikają trudności które przeżywam, tak chcę się mojej relacji przyjrzeć z dystansu, tak, chcę rozważyć wszystkie za i przeciw i podjąć najlepszą da siebie decyzję; terapia własna, terapia małżeńska, terapia rodzinna, mediacje czy adwokat.

Bo związek sam z siebie, nagle nie zacznie być tak po prostu udany. To nie naleśnik.

Gdy ząb nas bardzo boli, idziemy do dentysty – wiemy, że sam się nie wyleczy. Gdy mamy nawracające, utrudniające normalne życie migreny lub bóle brzucha, konsultujemy się z lekarzem i robimy badania – wiemy, że przyczyna może tkwić głębiej i łykanie samych środków przeciwbólowych jest słabym pomysłem.

A co robimy gdy związek nas boli?

Czekamy na cud. Pozwólcie że podpowiem –  ten cud zróbmy  sobie same 🙂


Anna Klaus Zielińska – Psycholog społeczny (Uniwersytet Warszawski), coach i trener warsztatów z kompetencji społecznych (Uniwersytet Warszawski). właścicielka gabinetów Wise Mind oferujących kompleksowe wsparcie osobom deklarującym trudności w związku.

 


Lifestyle

Szczotkowanie ciała na sucho. Poznaj 7 powodów, by robić to codziennie

Redakcja
Redakcja
6 lutego 2020
Szczotkowanie ciała na sucho
Fot. iStock/unaemlag – Szczotkowanie ciała na sucho

Szczotkowanie ciała na sucho to bardzo prosty zabieg pielęgnacyjny, bez którego wiele kobiet nie wyobraża sobie poranka. Pobudza tak dobrze jak kawa i w dodatku przynosi wiele korzyści dla urody. W przeciwieństwie do wielu innych zabiegów, szczotkowanie można wykonywać rano lub wieczorem, jeszcze przed relaksująca kąpielą.

Nie wymaga wielkiego nakładu czasu a sam zakup szczotki nie jest dużym wydatkiem. Cały proces polega dosłownie na wyszczotkowaniu skóry całego ciała. Należy zacząć od palców stóp i przeciągać szczotkę delikatnym ruchem w górę ciała — od stóp do łydek, kolan, ud i pośladków. Następnie okrężnymi ruchami wymasuj skórę wokół pępka, pamiętaj o dłoniach, przedramionach i ramionach. Plecy należy masować od dołu ku górze. Nie ma sensu mocno skrobać skóry, lepiej potraktować ją szczotką delikatnymi ale stanowczym ruchami. Warto szczotkować skórę codziennie, ponieważ to jeden z najlepszych sposobów na detoks skóry na całym ciele, a zalet szczotkowania jest zacznie więcej.

Szczotkowanie ciała na sucho – zalety, które pokochasz!

1. Pomaga w odprowadzaniu limfy 

Masaż wpływa na polepszenie ruchu limfy, a sprawne odprowadzanie limfy pomaga oczyszczać ciało z nadmiaru toksyn i wspiera układ odpornościowy. To z kolei jest idealnym rozwiązaniem na jesień i zimę, gdy o infekcje wcale nie trudno.

2. Usuwa martwy naskórek

Szczotkowanie działa jak delikatny peeling na sucho, pomaga regenerować skórę usuwając martwe komórki gromadzące się na jej powierzchni. Dzięki temu skóra ma lepszy koloryt i jest bardziej miękka.

3 Pomaga zmniejszyć obrzęki na nogach

A wszystko z powodu masażu i usprawnienia przepływu płynów w tkankach. Najlepszy efekt przynosi szczotkowanie w okolicy kostek i łydek.

4. Pomaga zwalczyć cellulit

Masowanie szczotką okolic ud i brzucha, gdzie najczęściej cellulit dręczy kobiety, pomaga pozbyć się problemu. Taki masaż usprawnia przepływ limfy, która lepiej odprowadza substancje i toksyny gromadzące się w danym miejscu i sprawiające, że cellulit jest bardziej widoczny.

5. Pomaga zapobiegać rozstępom

Dzięki temu, że masaż szczotką pobudza krążenie krwi, skóra jest lepiej ukrwiona oraz pobudzona do regeneracji komórek. Przez to jest bardziej elastyczna i odporna na rozciąganie i powstawanie rozstępów.

6. Opóźnia proces starzenia się skóry

Skóra staje się gładka i jędrna przez usunięcie martwego naskórka. Dzięki szybszej regeneracji zyskasz ładniejszy i młodszy wygląd.

7. Pomaga zwalczyć wrastanie włosków po depilacji

Regularne usuwanie martwego naskórka sprawia, że włoski po depilacji przestają wrastać w skórę.

Szczotkowanie ciała – czy warto?

Zdecydowanie! Wielu endokrynologów zaleca ten zabieg u pacjentów zmagających się z obrzękami i opuchlizną. Codziennie pięć minut. To niewiele prawda? Pomoże w bardzo wielu typowo, kobiecych dolegliwościach. Jeśli masz chorobę Hashimoto, insulinooporność czy puchniesz przed okresem jak balon – to zabieg idealny dla ciebie. W dodatku wystarczy, że za ok. 10 zł kupić w drogerii zwykłą szczotkę do ciała.

Szczotkowanie ciała – jak często szczotkować?

Aby usprawnić pracę układu limfatycznego, najlepiej szczotkować regularnie przez 3 miesiące każdego dnia, a później wystarczy kontynuować dwa, trzy razy w tygodniu.


źródło: krokdozdrowia.comwww.ekocentryczka.pl

Zobacz także

Dagmara Skalska: „Dlaczego chcesz wierzyć, że życie to walka?”

Nigdy nie biegnij za mężczyzną. Nie goń za kimś, kto być może wcale cię nie chce

Awantura o teściową, czyli zacznij od siebie