Kariera Lifestyle REPORTAŻ

Kobiecy upór, pasja i chęć spełniania marzeń. Przepis na ucieczkę z Mordoru, by tworzyć ciepło

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 października 2015
Fot. Karolina Czelej
 

Czasem w życiu podejmujemy decyzje, które zmieniają wszystko. Niekiedy wymagają one od nas odwagi, o jaką wcześniej byśmy siebie nie podejrzewali. A jeśli jeszcze przy tym sprawimy, że świat stanie się lepszy…

Jako dziecko marzyłam o pracy weterynarza. Moje życie potoczyło się jednak w zupełnie innym kierunku, choć miłość do zwierząt pozostała. Dzieci często fantazjują o różnych zawodach, a kiedy dorastają ich ścieżki prowadzą gdzie indziej. Ale są i tacy,  którzy nawet jeśli na chwilę obiorą ten inny kurs, w pewnym momencie podejmują ryzyko i realizują dziecięce marzenia. Poznajcie Anię, która razem z Maciejem, od pięciu lat z pasją i miłością prowadzi w Międzylesiu gabinet weterynaryjny Uprzejmy Łoś. Wbrew wszystkiemu.

Kiedy praca przeszkadza Ci w realizowaniu pasji, połącz pracę z pasją!

Fot. Karolina Czelej

Leniwe, niedzielne popołudnie. Skupiona i uśmiechnięta zarazem Ania pochyla się nad króliczą klatką. Wokół niej grupka wpatrzonych i zasłuchanych dzieciaków. Rodzice stojący nieco z tyłu również nie mogą oderwać od Ani wzroku. 

Fot. Karolina Czelej

A ona mówi. Najpierw trochę o gabinecie, potem o króliczych potrzebach. Ostrożnie wyjmuje z klatki królicę Malinę i delikatnie głaszcząc opowiada jej historię. Jak historie większości tutejszych zwierzaków, ta również jest odrobinę dramatyczna. Malina w uścisku Ani czuje się bezpiecznie. Uczestniczymy właśnie w autorskich warsztatach dla dzieci, poświęconych zwyczajom królików i opiece nad nimi.

Miłość do zwierząt i do… weterynarza

Fot. Karolina Czelej

Ania jest z wykształcenia edukatorką, lektorką i filmoznawcą. Miłośniczką zwierząt zaś zapewne mieni się od urodzenia i ta właśnie pasja pokierowała jej losem. Choć nie tak od razu.

Wszystko zaczyna się pewnego dnia, w którym kot Ani postanawia zasięgnąć porady specjalisty. Przypadkiem tym specjalistą okazuje się Maciej. Ponieważ Ania towarzyszy kotu, spotkanie z przyszłym wspólnikiem jest nieuniknione. Jedna wizyta w gabinecie weterynaryjnym Maćka, potem druga, trzecia… Od słowa do słowa, od zwierzaka do zwierzaka, coś zaczyna iskrzyć. Kolejny, nowy pupil Ani – kilkumiesięczny golden, jest już tylko pretekstem do odwiedzin w gabinecie…  Ze wspólnej pasji, z podobnego spojrzenia na świat, ze wszystkiego tego o czym wiedzą tylko oni, rodzi się miłość. Ania i Maciek zaczynają dzielić ze sobą codzienność i zostają parą w życiu, a z czasem także w pracy. Wkrótce na świat przychodzi ich największa inspiracja – córeczka. 

Fot. Karolina Czelej

Żegnaj korpo, witaj praco u podstaw!

Potem sprawy toczą się szybko. Dość powiedzieć, że impulsem do rozpoczęcia serii warsztatów jest pójście do przedszkola Amelki. Wtedy również wszystko się komplikuje. Pojawia się dylemat: „ciepła” posada, stałe zarobki, czy dalsza pogoń za marzeniami?  W końcu staje się jasne, że praca w korporacji staje na drodze realizacji marzeń o gabinecie otwartym na potrzeby pacjentów i ich (mniejszych i większych) opiekunów. Należy podjąć właściwą decyzję i wybrać to, co daje przede wszystkim poczucie samorealizacji. Ania pakuje swoje rzeczy i zwalnia biurko w  budynku należącym do dużej firmy z branży elektroniczne .Od tego czasu jest w Uprzejmym Łosiu managerem, organizatorem i współprowadzącą warsztatów. Czasem brak jej kontaktu z ukochanym językiem francuskim. Ale nowa praca czasem i ku temu daje sposobność: gabinet odwiedzają również obcokrajowcy. I jeszcze to poczucie wolności!

O zwierzętach dla dzieci

Fot. Karolina Czelej

Kiedy Ania zaczyna mówić do uczestników naszego mini-szkolenia, nie mam wątpliwości, że jest w swoim żywiole. Opowiada pięknie, z pasją, subtelnie przeplatając wykład zabawnymi historiami. Ania mówi o tym, jak karmić domowe zwierzęta, w jakich warunkach powinny przebywać i jak o nie dbać, by czuły się szczęśliwe. Na drobnych buziach zgromadzonych wokół Maliny (oprócz tej niebieskookiej króliczej piękności, w wykładzie pomagają dziś również fretka Iwonka i szynszyla Toto) widnieje cała paleta emocji: ciekawość, zdziwienie, radość… 

Fot. Karolina Czelej

Część praktyczna warsztatów należy do doktora Maćka (chirurga, a prywatnie gitarzysty), który spokojnym, niskim głosem tłumaczy maluchom, co się dzieje, gdy zwierzaki chorują. Dzieci czynnie uczestniczą w zajęciach, oglądają strzykawkę służącą do podawania zwierzakom lekarstwa lub pokarmu, oceniają rozmiar i wygodę króliczej klatki, a na koniec odpowiadają na pytania i otrzymują dyplom uczestnika warsztatu.

Bardzo Uprzejmy Łoś z przesłaniem

Gabinet Ani i Macieja już niebawem świętować będzie piątą rocznicę swojego powstania. Jak mówi Ania, od samego początku postawili sobie z Maćkiem za cel stworzenie takiego miejsca, gdzie i pacjent, i właściciel będą traktowani indywidualnie. Ale „wyszło” o wiele więcej. Ich codzienną pracą jest teraz wychowywanie i uświadamianie najmłodszych pokoleń czym jest odpowiedzialność za domowego futrzaka. W czasach, gdy zwierzęta traktuje się jak modny gadżet taka praca u podstaw ma ogromne znaczenie.

Fot. Karolina Czelej

– To na czym najbardziej nam zależy to przede wszystkim pokazanie, że  nie taki lekarz straszny, jak go malują. Wizyta w gabinecie może być przyjemna, zarówno dla małoletniego właściciela jak i jego pupila. A co do tego, że konieczna, w dzisiejszych czasach przestaje kogokolwiek dziwić – mówi Ania.  Bo mimo wszystko nie jest tak źle. Najmłodsi wydają się całkiem dobrze „uświadomieni”. Starsi z resztę też mają taką szansę, bo Uprzejmy Łoś proponuje zajęcia również słuchaczom Uniwersytetu III wieku. A i to nie wszystko. – Współpracujemy stale z Helenowem, specjalnym ośrodkiem szkolno-wychowawczo-rehabilitacyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci oraz Fundacją Vis Maior i Fundacją Pies Przewodnik, działającymi na rzecz osób niewidomych oraz zajmujących się szkoleniem psów przewodników, przedszkolami, kawiarniami przyjaznymi dzieciom, domami kultury, szkołami językowymi, szkołami i przedszkolami – dodaje Ania. 

Fot. Karolina Czelej

Uprzejmy Łoś to jedno z nielicznych miejsc, gdzie czas płynie wolniej i „pełniej”. Założyła go para niezwykłych ludzi, którzy za cel postawili sobie uświadomić najmłodsze pokolenie, że zwierzak domowy to nie przedmiot, który, gdy zepsuty wyrzuca się i zastępuje nowym, ale istota, czująca, posiadająca określony charakter i upodobania. Parafrazując słowa Małego Księcia, Ania i Maciej uczą nas brać odpowiedzialność za to, co oswoiliśmy… Ale dla nas, dorosłych historia Uprzejmego Łosia niesie jeszcze jedno przesłanie: warto iść pod prąd i spełniać marzenia.


 

 

Najbliższy warsztat: „Twoje zdrowie, Kocie!”, 17.10., godz. 16:00
Gabinet Weterynaryjny UPRZEJMY ŁOŚ mieści się w Międzylesiu
Kossakowskiego 26/28, Warszawa – Międzylesie
email: uprzejmylos@gmail.com 


Kariera Lifestyle REPORTAŻ

Chcesz osiągnąć cel? Najważniejsze słowo: organizacja

Karolina Cwalina
Karolina Cwalina
14 października 2015
Fot. iStock
 

Karolina, czy ty zawsze byłaś taka zorganizowana?

– To jak to się stało, że potrafisz teraz wszystko tak zaplanować, poukładać?

–  Nauczyłam się.

–  Ale jak? Czy organizacji można się nauczyć?

–  Oczywiście! Wystarczy zastosować się do kilku zasad.

To dialog, który można usłyszeć prawie za każdym razem, gdy ktoś widzi mój kalendarz. Ale zarówno on, jak i moje plany nie były kiedyś  tak misternie poukładane jak teraz. Po prostu mi się nie chciało. Liczyłam, że wszystko spadnie mi z nieba i nie ma, o co się starać. Przez lata byłam nieszczęśliwa sama ze sobą, utkwiłam w martwym punkcie i zupełnie nie wiedziałam, co dalej mam zrobić ze  sobą. Wtedy doszłam do wniosku, że jeśli nie wezmę życia w swoje ręce, to nic wartościowego się w nim nie wydarzy.

Zrozumiałam, że trzeba myśleć pozytywnie, ale bez dobrego planu i określenia, co jest moim celem, nic nie osiągnę. Trzeba umieć zawalczyć o swoje, a przede wszystkim mieć opracowaną strategię.

Zaczęłam od listy priorytetów. Określiłam na skali od 1 do 10, co jest dla mnie najważniejsze. Odpowiedziałam sobie na pytanie, na czym powinnam się skupić, od czego powinnam zacząć, aby w konsekwencji inne działania przyniosły upragniony rezultat.

Takie działanie bardzo porządkuje chaos, który czasem każdy z nas ma w głowie. Pozwala precyzyjnie określić, co dokładnie mamy do zrobienia i udoskonalenia. Widzimy, ile przed nami pracy.

Następnie zrobiłam listę zadań do wykonania. Poszeregowałam je według priorytetów i określiłam, ile czasu zajmie mi każda z nich. Wtedy zaczyna się myślenie perspektywiczne. Czarno na białym widać, że na niektóre rzeczy trzeba poświęcić więcej czasu i że cały proces będzie trwał przez to dłużej. Ważne jest, aby dokładnie i ze szczegółami opisać etapy poszczególnych aktywności.

Podzieliłam wszystko na miesiące i dni tygodnia. Każdy dzień zawierał zadania, które stały się moim małym celem do wykonania.

To nad czym zaczęłam pracować to motywacja i wytrwałość. Często naprawdę trudno trzymać się swoich wcześniejszych założeń. Ile razy każdy z nas obiecuje coś sobie, planuje, a potem odpuszcza? Ile razy usprawiedliwiamy się przed sobą i szukamy wymówek? Jak temu zaradzić? Wizualizując sobie cel końcowy. Ja widziałam w najdrobniejszych szczegółach, jak go osiągam i czułam jakie towarzyszą mi wtedy emocje. Nie pozwalało mi się to zatrzymać. Wiedziałam, o co walczę i ile mogę zyskać. Byłam zdeterminowana, bo wiedziałam, że jestem jedyną osobą, która może zmienić moje życie. A niczego nie potrzebowałam tak jak zmiany.

To była naprawdę ciężka walka, ale się udało. Teraz dokładnie wiem, czego chcę. Oczywiście zdarzają się niepowodzenia, nieprzewidziane sytuacje, muszę radzić sobie z wielkim stresem, presją. Ale czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo?

Mam swój plan, a dobra organizacja pomaga w drodze do celu.

Trzeba CHCIEĆ – to jest cały klucz do sukcesu.

Jeśli naprawdę się czegoś chce i jest się zdeterminowanym, żeby to osiągnąć, to musi się udać.

W końcu wszystko zaczyna się w głowie!


Kariera Lifestyle REPORTAŻ

Krew pępowinowa – czy to naprawdę działa? Komórki macierzyste mają coraz więcej zastosowań

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
14 października 2015
Fot. iStock

Z roku na rok coraz więcej się o niej mówi, szkoły rodzenia, przychodnie i gabinety – służą informacją o możliwościach zdeponowania krwi przez rodzące, a reporterzy na szklanych ekranach odwiedzają z kamerą bohaterów, którzy wygrali z chorobą. Komórki macierzyste i krew pępowinowa zasłużyły sobie w pełni na rozgłos – dziś wykorzystanie ich w terapii nazywa się medycyną XXI wieku, nie bez powodu.

Dlaczego taka cenna?

Fenomen komórki macierzystej polega na tym, że może ona przekształcić się w każdą dowolną komórkę, jest jak niezapisana kartka. Może  zmienić się w krwinkę czerwoną, komórkę mięśniową czy nerwową. Każdy z nas ma w swoim ciele komórki macierzyste – jednak z wiekiem ich liczba i jakość maleją. Ciekawostką jest odkrycie obecności komórek macierzystych w mleku matki.

Czy wiesz, że…

… przeszczepy z krwi pępowinowej wykonuje się już od 27 lat?

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Krew pępowinowa jest bogata w komórki macierzyste – lecz możliwość ich pobrania pojawia się tylko jeden, jedyny raz – po porodzie. Dlatego właśnie jest tak cenna. Inne sposoby na pozyskanie tego typu materiału nigdy nie dorównają jakością i ilością pobranych komórek. Właśnie po drugim okresie porodu (a przed urodzeniem łożyska przez kobietę), pojawia się szansa na wykonanie zabiegu. Taki materiał jest wystarczający do zabezpieczenia i zmagazynowania pobranych komórek – tak aby były przydatne do medycznego wykorzystania przyszłości.

Pobraniem krwi pępowinowej, jej zabezpieczeniem i przechowywaniem (oraz przygotowaniem/przekazaniem do wykorzystania medycznego w różnych terapiach) zajmują się banki krwi pępowinowej. W Polsce największym z nich jest Polski Bank Komórek Macierzystych, jako jedyny w kraju  akredytowany przez American Association of Blood Banks, posiada również pozwolenie Ministerstwa Zdrowia oraz odpowiednie certyfikaty jakości ISO.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Jak pobiera się krew?

Przed porodem należy skontaktować się z wybranym bankiem i podpisać z nim stosowną umowę. Najlepiej zrobić to w drugim lub na początku trzeciego trymestru ciąży – ponieważ porodu nie można sobie zaplanować, warto być wcześniej przygotowanym. Przyszli rodzice otrzymują do domu specjalny zestaw pobrani owy – ich jedynym – ale najważniejszym zadaniem – jest zabrać go ze sobą do porodu. Warto jeszcze upewnić się, że wybrany szpital współpracuje z bankami krwi – to znacznie ułatwi komunikację i da nam poczucie bezpieczeństwa podczas porodu. I w zasadzie na tym kończy się troska rodziców. Resztę załatwią za nas fachowcy.

Krew pępowinową pobiera się z pępowiny, po urodzeniu dziecka. Pobrania można dokonać podczas porodu naturalnego – drogami natury oraz podczas cięcia cesarskiego – nie ma żadnego wpływu na pobierany materiał. Zabieg jest całkowicie bezbolesny dla mamy i dla dziecka.

Za pomocą zestawu położna lub lekarz wykonujący zabieg cięcia cesarskiego pobiera z naczynia krwionośnego w pępowinie odpowiednią ilość krwi. Następnie krew zostaje zabezpieczona i przekazana do  banku krwi.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

To właśnie w banku odbywa się jej przebadanie i przygotowanie do zdeponowania – czyli zamrożenia.  Krew zamrażana jest w ciekłym azocie (-190 stopni Celsjusza), gdzie może być przechowywana nawet kilkanaście lat. Rodzice są informowani przez bank o wynikach badań oraz otrzymują certyfikat świadczący o zdeponowaniu krwi.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Komórki macierzyste ze sznura pępowiny – nowe odkrycie medycyny, daje większe możliwości

Komórki macierzyste ze sznura pępowiny (a dokładnie komórki pochodzące z tzw. galarety Whartona) różnią się od tych pobieranych z krwi. Mają szczególna zdolność do przekształcenia się z komórki chrząstek, kości czy tłuszczu. Mają szczególne zastosowanie w przeszczepach łączonych – przeszczepiane razem komórkami pobranymi z krwi pępowinowej zwiększają szansę na przyjęcie przeszczepu. Są wykorzystywane w hematologii. Pod koniec bieżącego roku powinny również pojawić się wyniki badań nad zastosowaniem ich w terapiach chorób neurologicznych – np. stwardnienia rozsianego, stwardnienia zanikowego bocznego czy autyzmu.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Prawdziwe sukcesy maja swoje imiona

Wykorzystanie krwi pępowinowej w leczeniu jest bardzo szerokie – i śmiało można powiedzieć, że ciągle wzrasta.  Ponad 70 chorób jest w chwili obecnej zaklasyfikowanych do leczenia z wykorzystaniem komórek macierzystych. Rodzinne bankowanie staje się swego rodzaju polisa na zdrowie rodziny – dużo łatwiej o zgodność przeszczepianych komórek w przypadku bliskiego pokrewieństwa  (już nie wspominając o przeszczepianiu własnych komórek).

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

W Polski Bank Komórek Macierzystych może pochwalić się już ponad setką przeszczepień. Tyle razy zdeponowana rodzinnie krew pępowinowa ratowała zdrowie i życie, dzięki ich usługom.

Poznajcie historię Dominiki

Dominiki nie miała różowego dzieciństwa. Już od urodzenia nękały ja problemy zdrowotne.  Po urodzeniu dziewczynka przeszła operację korygująca wady przewodu pokarmowego, niedługo później zdiagnozowano wadę serca. Gdy dziewczynka miała 3 lata, zdiagnozowano u niej małopłytkowość – choroba polega na niedoborze płytek we krwi. Rozpoczęto leczenie. Przez kilka lat dziewczynka otrzymywała transfuzje krwi. Z początku co miesiąc, później – wraz z pogorszeniem stanu jej zdrowia co kilka tygodni. Trudno to sobie nawet wyobrazić, ile trudu i cierpienia musiało znosić tak małe dziecko. Latem, gdy rówieśnicy Dominiki w najlepsze korzystali z pogody, ona spędzała więcej czasu na terapiach, w upalne dni jej stan zwykle się pogarszał.  Wraz ze spadającą odpornością organizmu dziewczynki, pogarszała się liczba płytek we krwi.

Kolejne badania i w końcu punkcja, która miała wyklucz chorobę nowotworową. Ulga, gdy wykluczono najgorsze. Dominika rosła, rozwijała się. Miała przyjaciół i chodziła do szkoły. Jednak z czasem coraz częstsze nieobecności z powodu choroby i pogarszające się wynika badań, skłoniły mamę dziewczynki do dalszych konsultacji.

W warszawskiej klinice, po przeprowadzeniu szczegółowych badań, postawiono diagnozę. Niedokrwistość Fanconiego. Niestety wśród chorych z taką diagnozą ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej jest dość wysokie. To choroba genetyczna. Był to trudny okres dla całej rodziny. Z jednej strony wreszcie dowiedzieli się na co naprawdę choruję Dominika, z drugiej choroba okazała się bardzo poważna. Rozpoczęto poszukiwania dawców szpiku dla dziewczynki.

Przez półtora roku kolejni zgodni dawcy, w toku przygotowań i badań okazywali się niedostatecznie zgodni tkankowo. Przeszczep odwlekał się.

Rodzice Dominiki zdecydowali się na kolejne dziecko, mając nadzieję, że zgodność tkankowa miedzy rodzeństwem uratuje dziewczynkę. Nie była to łatwa decyzja, ponieważ choroba jest dziedziczna istniało ryzyko, że i rodzeństwo będzie chore na niedokrwistość. Dopiero w ciąży pani Dorota (mama Dominiki) natknęła się na ulotkę PBKM jednego z banków krwi. Po zgłębieniu tematu, razem z ojcem dziewczynki zdecydowali się na zdeponowanie krwi pępowinowej w banku krwi.

Pobrany materiał szczęśliwe okazał się prawidłowy i nadający się do przeszczepienia. Lekarze i rodzina Dominiki podjęli decyzję o wstrzymaniu się z przeszczepem jeszcze rok. Ponieważ dziewczynka miała już 11 lat, przeszczep łączony (z krwi pępowinowej oraz szpiku) dużo lepiej rokował. Gdy jej brat Kacper miał rok wykonano zabieg.

Fot. Screen z YouTube PBKM

Fot. Screen z YouTube PBKM

Półtora miesiąca po przeszczepieniu Dominika mogła opuścić szpital. Z dnia na dzień wyniki poprawiały się. Dziś Dominika może robić wszystko to, co jej rówieśnicy. I spełniać swoje marzenia.

Takich historii jest znacznie więcej, w Stanach Zjednoczonych przeszczepiania nie są rzadkością i odnoszą wielkie sukcesy medyczne (i życiowe – bo każdy udany przeczep, to życie czyjegoś dziecka, siostry czy brata).

Komórki macierzyste wykorzystuje się obecnie w leczeniu  niektórych chorób nowotworowych (ostre białaczki, chłoniaki, przewlekła choroba ziarniniakowa), chorób układu krwionośnego – np. niedokrwistości (ciężka anemia aplastyczna ) oraz zespołu SCiD (choroby układu odpornościowego. Mają również swoje zastosowanie w terapii niektórych chorób dziedziczonych genetycznie. Jednak największa zaletą leczenia z użyciem komórek macierzystych jest fakt, że ich wykorzystanie ciągle się rozszerza. Nieustannie trwają badania nad ich zastosowaniem. Komórki macierzyste wykorzystuje się w medycynie od 27 lat, a skoro tak bardzo rozwinęła się nauka i ich wykorzystanie, możemy tylko przypuszczać jak wiele będziemy mogli zrobić za kolejne dwie dekady.


Artykuł powstał we współpracy z PBKM

 


Zobacz także

Wzruszający list staruszki z prośbą o… przyjaźń! To pokazuje, jak ważny jest dla nas drugi człowiek

Jak żyć swoim życiem tak, by osiągnąć wszystko. 3 zasady, których czasem nie chcemy dostrzec

12 obietnic, które powinnaś złożyć samej sobie

12 obietnic, które powinnaś złożyć samej sobie