Lifestyle

15 zaskakujących rzeczy, które mogą wywoływać niepokój

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
7 maja 2017
Fot. iStock/kupicoo
 

Wydawać by się mogło, że prawdziwym niepokojem i zdenerwowaniem powinny napawać nas jedynie te duże i straszne rzeczy – psychopata biegający z nożem, głuche telefony w środku nocy, podwyżka kursu franka szwajcarskiego, złośliwa plotka na nasz temat rozpuszczana przez „koleżankę” z pracy, zły wzrok szefa po wejściu do biura. Istnieje jednak kilka niewielkich, pozornie nieszkodliwych i banalnych rzeczy, które wywołują lub potęgują nasz stres – jeśli więc marzysz o spokoju i relaksie, unikaj ich i omijaj z daleka!

Twoja kanapa

Tak, tak, ta mięciutka, wygodna kanapa, na której lubisz „zalec” po pracy z filiżanką kawy  (lub kieliszkiem wina) w rzeczywistości wcale nie podwyższa twojego komfortu – badania pokazują, że siedzący tryb życia może zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia lęków i niepokoju. Zamiast kocyka i serialu wybierz spacer lub zabawę z dziećmi na placu zabaw.

Zasłonięte okna

Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu odkryli, że pacjenci w szpitalu, którzy mieli większy dostęp do światła słonecznego, skarżyli się na mniejszy ból i stres. Wpuść zatem światło do swojego mieszkania, rozsuń zasłony, podnieś rolety i w słonecznych promieniach poczuj się dużo spokojniejsza.

Twoi domownicy

A w zasadzie konflikty i nieporozumienia, które istnieją w waszych stosunkach. Co zaskakujące, zasada ta nie omija nikogo, nawet zwierzaków! Dbaj zatem o dobre, pozytywne relacje, które przyniosą ci jedynie satysfakcję i zadowolenie.

Poziom nawodnienia

Zalecane dwa litry wody dziennie wypijasz? Nawet niewielkie odwodnienie może powodować wahania nastrojów i spadek formy! Pilnuj swojego poziomu spożycia wody i ciesz się dobrym humorem.

Stos korespondencji

Stosik nierozpakowanych listów też potrafi być źródłem niepokoju – istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że wśród korespondencji jest jakiś rachunek wymagający zapłacenia. Wydatki, pieniądze, uszczuplony budżet, często zmartwienia jak go „dopiąć” – nie trudno o stres!

Bałagan w szafie

Choć większość kobiet nie ma co na siebie założyć, to potrafią mieć prawdziwy bałagan w szafie i jej okolicach. A badania pokazują, że taki nieporządek ma wpływ na poziom kortyzolu – hormonu stresu. Jeśli zatem chcesz cieszyć się spokojem, posprzątaj i poukładaj wszystkie części garderoby (tak, z tego krzesła w rogu sypialni też!)

Śmieciowe jedzenie

Kolejny argument za ty, by pożegnać się z chipsami i ciasteczkami – byle jakie, śmieciowe jedzenie może wywoływać stres! To, co w siebie „wrzucamy” jest bardzo ważne nie tylko dla naszej sylwetki, ale i samopoczucia.  Zdrowa żywność, pełnowartościowa i o wysokiej zawartości witamin i minerałów pomoże złagodzić niepokój – no i nie trzeba się aż tak martwić, że pójdzie nam w boczki.

Lustra

Niektórzy mogliby się wpatrywać godzinami we własne odbicia, ale dla sporej części ludzkości będzie to stresującym doświadczeniem. Lepiej unikać nadużywania luster jako elementów dekoracyjnych i ograniczyć się do tych łazienkowych i garderobianych.

Telewizja

Wchodzisz do domu i od razu włączasz telewizor? Narażasz się na hałas, który potęguje twój niepokój i stres, a także na zmartwienia spowodowane zignorowaniem innych obowiązków – program telewizyjny albo serial potrafią bardzo wciągnąć i ukraść nam czas.

Pomijanie posiłku

Podobno Polak głodny, to zły (no i Polka też!). Okazuje się, że nie tylko zły, ale także niespokojny – a wszystko przez spadek poziomu cukru we krwi. Lepiej coś przegryźć niż niepotrzebnie się stresować.

Zbyt dużo wzorów

Nie tylko bałagan może nas wyprowadzić z równowagi, ale też przesada wzorów i kolorów. Paski, kropki, cętki, wyraziste barwy i mix różnych odcieni może być aktualnie modny i na topie, ale nie wpływa korzystanie na nasz spokój – postawmy na neutralne kolory i spokojne wzory, które dadzą nam (i naszym zmysłom) ukojenie.

Przynoszenie pracy do domu

Warto oddzielić życie zawodowe od prywatnego i w miarę możliwości nie przenosić obowiązków z pracy na grunt domowy. Choć wypełnianie papierów wydaje się dobrym pomysłem na popołudnie, nie służy życiu rodzinnemu i naszemu komfortowi. Work-life balance to nie tylko chwytliwe hasło, ale wyższa konieczność!

Nieposłane łóżko

Ups! A jednak nie warto oszczędzać tych paru minut rano i lepiej pościelić łóżko tak, by wieczorem móc się położyć na idealnym prześcieradle i otulić wygładzoną kołderką. Wszak jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a dobry sen to podstawa dobrego samopoczucia i mniejszego stresu.

Wieczorny kieliszek wina

Choć brzmi bardzo relaksująco, to wieczorne popijanie wina może wywołać ataki paniki! Alkohol może destrukcyjnie wpływać na nasz centralny układ nerwowy i ograniczać zdolność mózgu do uspokojenia. Zamiast wina lepiej zrobić sobie dobra herbatę lub kakao.

Nocne światło

Jeśli do tej pory zdarzało ci się spać przy małej lampce lub do twojej sypialni docierało światło np. z ulicznych latarni, musisz to szybko zmienić – dla spokoju i lepszego wypoczynku. Badania pokazały, że zbyt dużo sztucznego światła w nocy może wywoływać objawy depresji i zaburzać nasz naturalny rytm.


 

Na podstawie: www.womansday.com


Lifestyle

„Była gówniarą. Nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/kadirdemir
 

Była gówniarą. Ale – atrakcyjna gówniarą. Nosiła obcisłe bluzki z dekoltem, krótkie spódniczki i pończochy samonośne. No i szpilki. Aha, i jeszcze długie, rozpuszczone włosy. Pachniała mydłem, świeżością i młodością. No i nie musiała jeszcze inwestować w dobry stanik.

– Dzień dobry – powiedziała, wchodząc pierwszy raz do przydzielonego jej pokoju w nowej pracy. To znaczy pierwszy raz weszła tam sama, o ósmej trzydzieści, dokładnie wtedy, kiedy zaczynało się życie w urzędzie, bo wcześniej wprowadził ją tam i przedstawił dyrektor, pan Andrzej Wroński.

Andrzej Wroński, pan na oko czterdzieści plus. Otyły. Zadbany, pachnący dobrą wodą kolońską. W garniturze. Jakiś Bytom albo Wólczanka. Szybko się dowiedziała od dziewczyn pracujących w biurze, że ma już drugą żonę i drugie dziecko. Poprzednie, chłopczyk, zostało po rozwodzie z matką. Nowa żona pana Andrzeja była młodsza od niego o dziesięć lat, znacznie gorzej wykształcona i bez pieniędzy. O tym również wszyscy wiedzieli.

– Dzień dobry – odpowiedziały cztery panie, z którymi miała pracować na co dzień. Życzliwie udostępniły jej biurko, pokazały kuchnię i toaletę i powoli zaczęły wprowadzać w tajniki pracy w urzędzie. Natychmiast poczuła, że to nie dla niej, ale wiedziała jedno – lepszej pracy w swoim mieście bez doświadczenia póki co nie dostanie. Zacisnęła więc zęby i zabrała się za przysłowiowe przerzucanie papierków.

I tak zaczęły jej mijać kolejne dni. Przyjście do pracy, kawa i kanapka, modlitwa z kwiatkami w doniczkach i wieczny spór współpracowniczek – czy można podlewać je wodą mineralną z służbowych baniaków, skoro jest to woda z kasy urzędu. Potem trochę pracy, nie przesadzajmy, umiarkowanie, wreszcie jakiś papieros i plotki na korytarzu. Po miesiącu wiedziała już wszystko. Że Kasia z pokoju 302 tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie i jest ze swoim facetem tylko ze względu na dziecko. Że Anna ma raka i nie wiadomo, co dalej. Że Krystyna lubi wyjeżdżać nad morze, bo ucieka ze swojego domu, który jest niefajny. I wreszcie, że Marek, referendarz, jest najlepszym przyjacielem dyrektora. I że Andrzej Wroński zatrudnił go tylko dlatego, że od lat sie znali.

Była gówniarą. Atrakcyjną gówniarą.

I pewnie dlatego nie omieszkała w przerwie, przy fajce, powiedzieć Markowi półszeptem:

– Fajny ten dyrektor. Przystojny i chyba ma spora wiedzę.

Była gówniarą. Chciała dostać wyższą premię. Wiedziała, że Marek wszystko kumplowi powtórzy. Na efekt nie musiała długo czekać. Dwa dni później Andrzej Wroński wszedł do kuchni, w której w samotności parzyła sobie kawę. Zaszedł ją od tyłu, włożył jej ręce we włosy i wyszeptał:

– Ja wiem, jakie ty dziecko masz myśli… Podoba ci się dyrektor…

Zamarła. Nie wykonała żadnego ruchu. Nie zareagowała. Ze strachu dostała gęsiej skórki. Napastnik najwyraźniej to wyczuł. Wyjął ręce z jej włosów i wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi.

Nie miała pojęcia, co robić dalej. Postanowiła się przyczaić, nie chodzić nigdzie sama, ani do kuchni, ani do toalety. Jeśli już musiała ruszyć się poza swój pokój, robiła to zawsze z koleżanką. W kolejnym miesiącu na pasku premii widniała kwota… zero złotych. I w kolejnym. I tak przez cały kwartał.

– Szlag – klęła w duchu, zaciskała zęby i bardzo uważnie wykonywała pracę, której coraz bardziej nie znosiła. Mijały miesiące… Dyrektor obchodził ją na korytarzu bez słowa, a w chodząc do pokoju nie odpowiadał na jej kurtuazyjne: „Dzień dobry”. Koleżanki już dawno wyczuły problem. W biurze plotkowano. Sytuacja stawała się nie do zniesienia. „Przecież mu się nie dałam” – myślała w duchu.

I wtedy wreszcie postanowiła, że po prostu, najzwyczajniej na świecie, znajdzie sobie inną pracę. I to nie gorzej, ale lepiej płatną. Pracę, która będzie lubiła. Była gówniarą. Potrafiła wykorzystać możliwości Internetu. Szukała krótko i szukała skutecznie.

Kiedy składała wypowiedzenie, dyrektor nawet nie podniósł wzroku znad biurka. Najwyraźniej nie poczuwał sie do odpowiedzialności. Na jej miejsce zatrudnił zresztą natychmiast młodą dziewczynę w zwiewnej sukience, z długimi włosami. Pachniała mydłem i świeżością.

A ona? Z radością chodzi do nowej pracy. Obcięła włosy na krótko i przerzuciła się na garsonki. I stać ją na dobry stanik.

autor: Małgorzata Szcześniak


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Lifestyle

„Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki””

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic

Udostępnij. Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki”, „zbadaj macicę”, „zbadaj serce” czy choćby sprawdź IQ.
To będzie jeden z niewielu postów absolutnej prywaty, której generalnie unikam jak jazdy na rowerze w deszczu i na szpilkach.

Muszę najpierw coś Wam Kochani wyznać: ja jestem absolutnie antylekarzowa. Nie lubię. Po prostu nie lubię. Z doktorów uznaję zębologa i fryzjera. Gdy mnie coś boli to uważam, że przecież przejdzie, no i zawsze przechodzi.

Ostatni raz u ginekologa byłam w poprzednim wieku, czyli zanim wiele z Was, Dziewczyny, pojawiło się na świecie. Wtedy też robiłam ostatnie badania krwi. Nie chwalę się tym jakoś, tylko stwierdzam fakt. Mam też taką opinię przez wiele lat wypracowaną i niejednokrotnie potwierdzoną, że najgorzej zacząć, no bo potem końca nie ma, człowiek idzie przecież po to, by usłyszeć diagnozę. Lekarz nie jest od tego, by powiedzieć „jest pani zdrowa”. Podobnie jak idziesz do fryzjera, nikt nie przekonuje cię o pasujących do twoich oczu odrostach siwizny. Prawda? Trzeba mieć w życiu jakieś przekonania i to jest moje.

Nie działają na mnie akcje społeczne, nie działają łańcuszki na fb, wkurza mnie jak mnie ktoś wysyła do lekarza, a prewencja i perwersja to dla mnie synomimy. Jednak jakiś zupełnie niedawny czas temu musiałam w babskich sprawach zawitać do lekarza i wtedy rutynowe dla wielu Was i absolutnie normalne badanie (ja robiłam je po raz pierwszy!) czyli #cytologia wykazała, że coś mam. (potwierdzenie mojej tezy- idziesz, coś skubańce znajdą, bo od tego są!).

To coś to wirus, o którego istnieniu powiem szczerze nie miałam bladego pojęcia. Ten wredny typ nazywa się #HPV. Jest ich cała zgraja, bo około setki typów. Mój nosi numerek 16 i jest wraz z kolegą spod 18-tki najbardziej agresywnym onkogennym dziadostwem. Nie mam raka. Mam wirusa, który niedopilnowany go może wytworzyć. Statystycznie mówiąć, jakieś 70-80% raków szyjki macicy bierze się z zarażeniem tym właśnie wirusem, bo ten dziad działa skutecznie. Nie za szybko, ale skutecznie.
Niedługo czeka mnie króciutka wizyta w szpitalu. Nie napiszę hasła idź koniecznie, to może uratowac ci życie i takich tam innych wielkich bla bla słów, których ja sama nie czytam. Każda z nas to wie. Ja też! Jednak pomimo tego, że wiem, to latami nic nie robiłam. Urodziłam się pod szczęśliwą gwiadą, bo gdyby nie „coś”, to o tym wrednym czymś bym nadal nie wiedziała. Za rok czy pięć byłoby za późno, albo by uratować mi życie, albo chociaż jakąś babską część ciała. Przebadałam tego dziada, coś tam jeszcze przede mną i tak, zrobię z tym porządek z jednego powodu: ja po prostu mam dla kogo żyć.

Jeśli macie osoby Wam bliskie z moim podejściem, wklejcie im moją medyczną spowiedź. I powiem tym osobom jedno: ja cię rozumiem, jestem taka sama. Idź, żeby potwierdzić, że jak zawsze to Ty masz rację. Coś znajdą. Zrób to JUŻ, bo jak znajdą wcześnie, to długo jeszcze będziesz mogła wkurzać ukochanych słowami: „Wiedziałam, że tak będzie!” i „Ja mam zawsze rację!”. Bo masz. Każda kobieta ma.

Autorką wpisu jest Kasia Pisarska, post ukazał się na jej Facebookowym profilu i został udostępniony za zgodą autorki. Oryginał znajdziesz TUTAJ.


Zobacz także

5 zachowań, które niszczą nam życie. Sprawdź, czy nie jesteś dla siebie toksyczna

Nie warto rezygnować z siebie. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

10 kroków do wzmocnienia swojej siły psychicznej

O tacie, nieobecnej mamie i braku ołówka. O czym dzieci powiedziały nauczycielowi. Wzruszające