Kariera Lifestyle

Czy jesteś już pracoholikiem? Sprawdź, po której stronie cienkiej linii stoisz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 listopada 2015
Fot. iStock / piranka
 

Podobno pracoholik nigdy nie przyzna się do swojego pracoholizmu. Zawsze będzie powtarzał, że dużo pracuje dla dobra rodziny, na super wakacje, że jeszcze tylko dwa tygodnie, zamknie projekt i złapie oddech. Pracoholik choć mówi, że wie że pracuje za dużo, to jednak nic nie robi, żeby to zmienić.

Warto pamiętać, że pracoholizm nie dotyczy jedynie życia zawodowego, przenosi się na także na sferę domową, na relacje z ludźmi, na jakość czasu poświęcanego rodzinie. Myślisz: „Bez przesady, odbieram maile służbowe w domu po pracy, jak dzieci już śpią, ale żeby od razu pracoholizm?”. To może najpierw odpowiedz sobie na pytania:

Wychodzisz z pracy i jadąc po dzieci jeszcze odbierasz służbowe telefony?

Myślisz: „Łatwo powiedzieć, żeby nie odbierać, ale taka praca, muszę odebrać, nie mam wyjścia”. Podobnie ze służbowymi mailami sprawdzanymi wieczorem, kiedy dzieci położysz spać. „Jak teraz to zrobię, to jutro będę mieć mniej do pracy”, słyszysz w głowie taką wymówkę?

Boisz się utraty kontroli nad służbowymi obowiązkami?

Musisz być cały czas na bieżąco. Najchętniej wszystko zrobiłabyś sama, nie potrafisz dzielić się obowiązkami. Każda rzecz zaproponowana przez szefa staje się twoim udziałem, bierzesz na siebie coraz więcej obowiązków. Wydaje ci się, że bez ciebie firma nie będzie funkcjonować prawidłowo?

Praca cię dowartościowuje?

Pracując czujesz się lepszym człowiekiem, bo wiesz, że inni mogą na ciebie liczyć, bo pomimo wielu obowiązków potrafisz sprostać kolejnym i kolejnym. Bo znajdujesz uznanie w oczach szefa i kolegów z pracy. Nigdzie nie czujesz się tak doceniana jak w pracy? To jakim jesteś pracownikiem jest dla ciebie świadectwem tego, jakim jesteś człowiekiem?

Osiągasz satysfakcję ze swojej pracy?

Masz poczucie, że jesteś świetna, czy jednak zawsze jest coś do poprawienia, nigdy nie zadowala się efekt końcowy? Myślisz: „Mogłoby by być lepiej, następnym razem musisz się lepiej postarać”.

Rzadko spotykasz się ze znajomymi?

„No, ale przecież wszyscy pracują, nikt nie ma czasu”. Rozejrzyj się. Kiedy znalazłaś wolne popołudnie na spotkanie się z przyjaciółmi? Albo chociaż na telefon? Zaproponowałaś wspólny wieczór, wyjście do kina? Czy tłumaczysz się tym, że inni też się do ciebie nie odzywają, bo pracują?

Pracujesz ponad 50 godzin w tygodniu?

Wliczając w to także czas w domu poświęcany pracy. Tylko zrób to szczerze. Rozpisz, ile czasu dokładnie poświęcasz swoim zawodowym sprawom. Nie mów, że to dwa telefony, trzy maile, jedna umowa do sprawdzenia. Dokładnie sprawdź, ile zajmuje ci to czasu. Wynik może być zaskakujący.

Umiesz odpoczywać?

Mówi się o tym, że pracoholik zabierasz swoją pracę nawet na wakacje. Ale ja chciałam spytać, czy umiesz odpoczywać w domu, czy szukasz sobie coraz to nowych zadań. Sprzątasz, robisz porządki w szafie, pucujesz łazienkę? Albo biegniesz na siłownię, fitness, albo zakupy? Potrafisz usiąść na kanapie i robić nic? Nie zaglądać na służbowego maila, nie sprawdzać wiadomości w telefonie? Masz wolną chwilę, kiedy twojej głowy nie zaprząta praca?

Ile czasu dajesz swojej rodzinie?

Ale takiego, kiedy jesteś tylko dla swoich dzieci, partnera? Potrafisz wyjść na spacer zostawiając telefon w domu? Spędzić weekend bez internetu? Potrafisz w ogóle w weekend zupełnie odciąć się od pracy, bez poddenerowania, stresu? Co robisz, gdy choruje ci dziecko – szukasz niani, sprowadzasz babcię? Twoje zwolnienie w ogóle nie wchodzi w grę?

Można by powiedzieć: „Takie czasy, wyścig szczurów, wieczna rywalizacji”. Niestety minusem tych czasów jest właśnie pracoholizm, który choć jest uzależnieniem, to jednak społecznie akceptowanym. Kiedy o kimś mówimy, że jest zaangażowany w pracę, że utożsamia się ze swoją firmą, że zawsze można na niego w pracy liczyć, to najchętniej byśmy przyklasnęli. Powiedzieli: „Super, tylko pozazdrościć”. Ale trzeba pamiętać, że pracoholik pracuje, bo czuje przymus, praca nie daje mu przyjemności, niesie za sobą przede wszystkim presję i ogromny stres. I tak bardzo trudno się z tego wyrwać. Stawiamy sobie wysoko poprzeczkę, dajemy innym świadomość, że zawsze mogą na nas liczyć, oczekiwania innych rosną, bo dajemy na to przyzwolenie. I tak żyjemy w błędnym kole. Istnieje w nas przekonanie, że nie możemy się z niego wyrwać, bo bez nas wszystko się zawali, nikt sobie nie da rady.

Spróbuj spojrzeć na siebie z boku. I szczerze sama przed sobą odpowiedz sobie na pytanie, czy pracujesz tak bardzo dużo, bo chcesz? Bo praca daje ci satysfakcję, bo ją lubisz? Czy znajdujesz równowagę między swoim życiem zawodowym a rodzinnym, towarzyskim? Czy potrafisz odpoczywać bez myślenia o tym, co się dzieje w pracy?

A teraz pomyśl, że jesteś fantastycznym człowiekiem i wcale nie praca o tym świadczy, a twoje podejście do niej. I jak?

PS. A może podsuń pytania swojemu partnerowi?


Kariera Lifestyle

Jak mówić i jak słuchać? Czyli poradnik dla kłócących się

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 listopada 2015
Fot. iStock / mikkelwilliam
 

Czy znacie pary, które się w ogóle nie kłócą? Może sami jesteście w takim związku? A może wręcz przeciwnie, kłócicie się często i zdarza się wam nie raz przekroczyć wszelkie granice, wzajemnie głęboko zranić, a za chwilę o wszystkim zapomnieć? Aby kłótnia nie zamieniła się w regularną bitwę na słowa i niosła za sobą coś więcej niż wyładowanie negatywnych emocji i oczyszczenie atmosfery, warto pamiętać o kilku prostych zasadach.

Gdybyśmy tylko umieli zamiast kłócić się, rozmawiać… Tak, żeby druga strona wysłuchała nas do końca. Tak, by nas rozumiano. Wszystko byłoby o wiele mniej skomplikowane, a nasze „związkowe” życie bardziej pogodne i pozbawione „cichych dni”. Często jednak wyrażamy się niejasno, a swoje potrzeby komunikujemy w niezrozumiały, bądź mało stanowczy sposób. Raz uruchomiona lawina nieporozumień rodzi napięcie, które prędzej czy później spowoduje wybuch kłótni. Nie ma w tym nic nienaturalnego.

Nie dziwi nas również to,  że w miłości raz jesteśmy w stanie zrobić dla naszego partnera wszystko, a innym razem (podczas solidnej awantury) mamy ochotę rozbić mu na głowie wazon (ten od cioci Tosi). Ostatnie badania naukowe dowodzą, że miłość i nienawiść wręcz koegzystują w miłosnej relacji. Wynika to z tego, że ta sama sfera mózgu, która aktywuje ciepłe uczucia jakimi darzymy naszego partnera, odpowiada za te mniej przyjemne emocje takie jak nienawiść i wściekłość. Nie ma więc rady: nawet najszczęśliwsze pary muszą się czasem pokłócić.

Kłótnia może więc oznaczać, że związek jest silny i namiętny. Ale nam przecież chodzi o to, by dochodziło do niej jak najrzadziej. A jeżeli już, to żeby nie przerodziła się w awanturę, która może doprowadzić nas tam, gdzie znaleźć się nie chcemy. Oto krótki poradnik dotyczący związkowej kłótni.

Nie tylko mów, ale i słuchaj

Jeśli podczas kłótni zauważysz, że zaczynasz się powtarzać i masz wrażenie, ze mówisz tylko po to, żeby wyrzucić z siebie wszystkie żale, zatrzymaj się. Nie tędy droga do rozwiązania konfliktu. Przekonali się o tym Marta i Kacper, którzy są parą od 7 lat i kłócą się prawie od początku związku. – Moment, w którym zorientowaliśmy się, że już nie wiemy o co tak naprawdę się sprzeczamy, był dla nas decydujący – przyznaje Marta – Kiedy podczas jednej z awantur wytoczyłam najcięższe dzieło i zaczęłam wypominać mojemu chłopakowi to, jak trzy lata temu zostawił mnie chorą w domu i poszedł na ślub swojej kuzynki, z jego strony popłynęły podobne żale. Po jakimś czasie przypomnieliśmy sobie, że zarzewiem konfliktu była nierozwiązana kwestia wigilijnej kolacji. Gdybym zatrzymała się w odpowiednim momencie i dała Kacprowi przedstawić jego argumenty dotyczące spornej kwestii kłótnia nie przerodziłaby się w karczemną awanturę i festiwal wzajemnych oskarżeń o błędy z początku naszego wspólnego życia. Straciliśmy kilka dni, mnóstwo energii, a przede wszystkim nie rozwiązaliśmy problemu, od którego zaczęła się sprzeczka.

Rada: Nawet w kłótni staraj się przeprowadzić rozmowę. Inaczej nie usłyszysz argumentów drugiej strony, a co za tym idzie, nie będziesz miał szansy jej zrozumieć ani dojść do porozumienia w spornej kwestii.

Nie rób osobistych wycieczek

Wiem, pod wpływem emocji bardzo trudno się opanować, ale proszę staraj się nie używać słów, których potem będziesz żałować. Już słynne „bo ty zawsze” oraz „bo ty nigdy” powinno zniknąć z naszych słowników. O inwektywach i wypominaniu dawnych błędów nie trzeba wspominać, przecież nie chodzi o to by się wzajemnie ranić, prawda? Marta podczas kłótni z ukochanym folgowała sobie do woli. W dosadnych słowach krytykowała nawet jego wygląd. Zrozumiała jak bardzo to boli, gdy Kacper zaczął odpowiadać jej tym samym. Zapomnieć było bardzo trudno.
Niestety, nasz mózg działa w ten sposób, że z dużo większą łatwością wyłapujemy skierowane ku nam negatywne treści niż te pozytywne. Nie trudno zgadnąć, że to jeszcze pozostałość z czasów jaskiniowców, kiedy nasze przetrwanie zależało od umiejętności uniknięcia w porę dostrzeżonego niebezpieczeństwa.

Rada: Starajmy się minimalizować negatywny wpływ naszych słów. Nie chodzi o to, by się wzajemnie dołować, ale o to by rozwiązać kwestię sporną. Zamiast więc krzyknąć „Ty leniwa małpo!”, krzyknij tak jak podpowiadają psycholodzy: „Czuję się osamotniona w domowych obowiązkach” ;).

Przestań myśleć o tym, że masz rację i nie próbuj ciągle czegoś udowadniać

Konflikt najłatwiej rozwiązać wtedy, jeśli żadna ze stron nie próbuje „wygrać”, a oboje partnerzy skupiają się na osiągnięciu kompromisu. W dojrzałym związku to, że się różnicie w jakiś kwestiach nie stanowi dużego problemu. Problemem może być sposób w jaki o tych różnicach rozmawiacie.
Kiedy atmosfera dyskusji zagęszcza się, szybko spróbujcie znaleźć jakiś aspekt, w którym się zgadzacie. Może warto zrobić rachunek sumienia?

– Podczas jednej z naszych kłótni otwarcie przyznałam: Wiem, wysyłam do ciebie zbyt wiele SMS-ów kiedy wychodzisz ze znajomymi z pracy – opowiada Marta – Wiem, że to denerwujące, ale bardzo martwię się kiedy nie odpowiadasz. Szczere wyznanie Marty stanowiło punkt zwrotny w tej sprzeczce. Kacper zrozumiał, że gra w „kto ma rację” nie ma tu sensu, bo oboje operowali nieporównywalnymi argumentami („Niepokoję się, że nie dajesz znaku czy wszystko w porządku” i „ Nie mogę co chwila odpisywać na twoje wiadomości, kiedy próbuję przeprowadzić poważną rozmowę z przyjacielem”.)

Rada: Przestańmy walczyć, skupmy się na szukaniu rozwiązań. Związek, w którym nie zawieramy kompromisów nie przetrwa.

Pamiętajcie, że jesteście parą

To może być trudne, przyznaję: czy próbowaliście kiedykolwiek podczas kłótni, wyrazić w stosunku do partnera jakieś pozytywne emocje? Wykonać jakiś czuły gest? Spróbujcie, jego siły nie sposób przecenić. Nagle okaże się, że nawet przykre słowa bolą mniej. A my daliśmy do zrozumienia, że kochamy i że nam zależy…

Rada: To chyba oczywiste? Zatrzymaj się, uśmiechnij, nawet jeśli to trudne i pomyśl o tym, co najważniejsze: przed tobą stoi człowiek, którego kochasz.

Łatwo powiedzieć, prawda? No pewnie. Ale, czy nie uczymy się na błędach? I jeszcze, czy dla dobrych relacji z ukochaną osobą nie warto próbować przezwyciężać własne słabości?


Kariera Lifestyle

Idealne pastylki na gardło? „Babskie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 listopada 2015
Fot. iStock / Remains

Jesteś kobietą, do zdrowia i choroby podchodzisz w diametralnie inny sposób niż przeciętny facet. A dlaczego? Bo jesteś kobietą. Gdy wybierasz się do apteki nie mówisz „poproszę coś na ból gardła”, doskonale wiesz, że „coś” to słowo zakazane.

A mężczyzna? A mężczyzna w ogóle nie musi się tym kłopotać – (w systemie RGB nie istnieje kolor fuksja czy jakaś limonka – to przecież owoc!) funkcjonuje w świecie zazwyczaj spokojnym i niezmiennym – są pewne stałe. On nie zachodzi w ciąże i nie karmi piersią – lek to lek, ot, po prostu. A my – oprócz wielu doświadczeń, które nabywa nasze kobiece ciało,  mamy w sobie coś, co każe nam najlepiej, najdelikatniej, najskuteczniej. Szukamy. Troska kobiety, to jej mądrość.

Wydawałoby się, że tak prozaiczna przypadłość, jak ból gardła, to sprawa nieistotna. Mało jest pastylek, sprejów i płukanek? Ale, gdy ból gardła pojawia się w pewnych etapach życia kobiety, okazuje się, że to walka z wiatrakami.

Pani w ciąży? Och, to ja nie wiem

Przeziębienie, potworny ból gardła, 32 tydzień ciąży. Wizyta umówiona – idziesz do lekarza. Już wiesz, że na czosnku, miodzie i paracetamolu daleko nie ujedziesz. Miła pani zaprasza cię do gabinetu, osłuchuje, ogląda, puka stuka, co jakiś czas z empatią zatrzymując wzrok na twoim brzuchu. No nic, przeziębienie – proszę w razie gorączki zażywać paracetamol, nie przemęczać się i przeczekać pod kołdrą, gardło czerwone, ale nic poza tym.

– No właśnie – wyrywasz się jak ze szkolnej ławki – ale coś na to gardło mogę brać?

– Hhmmmm… Nie, nie za bardzo. Proszę sobie je płukać – uśmiecha się zadowolona ze swojej dobrej rady – wodą z solą.

– Płukać? Myślisz, cudownie – naprawdę sama bym na to nie wpadła. Szkoda tylko, że masz przez odruch wymiotny masz problem z porządnym wypłukaniem ust po myciu zębów. – ale może jakieś pastylki?

– Och, to ja nie wiem. Proszę się w aptece pytać albo poszukać czegoś naturalnego.

Karmisz piersią? Sytuacja jest podobna – nikt nie pofatyguje się z rzetelnymi wskazówkami. Masz małe dziecko – 90% lekarzy proponuje jeden preparat. Nie pasuje? Radź sobie kobieto. Dowiedz się. Dlatego dziś kilka wskazówek jak znaleźć idealne pastylki na gardło – bo okazuje się, że to  nie lada wyzwanie.

Idealne pastylki na gardło… są „babskie”

Powodów, dla których powinny takie być, jest wiele. Bo kobiece – znaczy tutaj – dla wymagających i świadomych.

Przede wszystkim, są skuteczne. Zawsze. Nie musisz mieć w apteczce 3 różnych preparatów, każdy na inną okazję. A jak zweryfikować skuteczność – no cóż, nie pozostaje nic innego jak wypróbować.

Dobrze, żeby były uniwersalne. Czyli nadawały do użycia w rożnych okolicznościach. Oprócz składnika, który ma mieć działanie lecznicze, powinny również zadbać o odpowiednie nawilżenie gardła – takie pastylki sprawdzą się też w przypadku kaszlu czy podrażnień.

Naturalne? Idealnie. W prawie każdej dziedzinie życia, przekonujemy się, że im mniej ulepszamy naturę tym lepiej. Np. porost islandzki wykazuje świetne właściwości ochronne i lecznicze. Działa antyseptycznie. Dodatkowo powleka błonę śluzową warstwą ochronną. Pamiętaj szukaj wyrobów medycznych, a nie suplementów czy produktów spożywczych – równie dobrze możesz zamiast nich kupić landrynki na wagę.

Bez ograniczeń. To nie slogan, a chwila prawdy. Cóż nam po świetnych preparatach, których nie możesz używać? Pastylki Isla można bardzo polubić. Prewencyjnie i podczas choroby – tak. W ciąży i podczas karmienia piersią – tak. Dla kobiety, mężczyzny i przedszkolaka – tak (pastylki można podawać dzieciom powyżej 4 roku życia). Dla ciebie – bo pracujesz głosem – idealne, dla niego, gdy gardło podrażnione jest chrapaniem, dla dziadka, wujka, koleżanki – to naprawdę znaczy bez ograniczeń.

Dowiadujecie się, czytajcie i próbujecie. Dbajcie mądrze o zdrowie i komfort wasze i waszych bliskich. Zaopatrzcie swoje apteczki również w naturalne zioła, te mają tylko jeden mankament – nie da się ich tak łatwo wrzucić do torebki 😉


Artykuł powstał we współpracy z marką ISLA

 


Zobacz także

Czasami tak niewiele potrzeba, by mieć powód do uśmiechu. Akcja #MiesiącKobiet

Możesz zmienić świat dla swojej córki. O budowaniu pewności siebie w 4 krokach

Dzisiaj wszyscy wymagają od ciebie bycia on line! Kurde, nawet siedząc na kiblu piszemy maile! Oszaleć można