Lifestyle

Torba shopper – dlaczego warto ją mieć?

Redakcja
Redakcja
7 stycznia 2022
 

Torba typu shopper to torebka, która może pomieścić wiele przedmiotów w jednym miejscu, zastępując szereg mniejszych torebek, które wykorzystalibyśmy do noszenia znacznego bagażu. Przez wielu stylistów oceniana jest jako must-have w kobiecej garderobie. Jak wybrać ten niezwykle przydatny dodatek i czy torba tego typu może być nie tylko rozwiązaniem komfortowym, ale i stylowym? Odpowiedzi znajdziesz a artykule.

Torba shopper – zalety

Przede wszystkim należy podkreślić pojemność torebki typu shopperW torbie tego rodzaju zmieści się cały kobiecy „niezbędnik”, w postaci np. kosmetyków, zakupów, notesu, lunch boxu czy nawet butów na zmianę. W związku z czym jest to zakup uniwersalny – ta jednokomorowa torba to dobry wybór się tak na wyjście na zakupy – zgodnie z nazwą – ale doskonale sprawdzi się także podczas czasu spędzanego z przyjaciółmi czy wypadu na siłownię. To dobry wybór również dla pań pracujących, czy studiujących – tego typu torebka z powodzeniem pomieści nawet kilka książek czy teczek z dokumentami.

Torba shopper – gdzie jeszcze się sprawdzi? 

Taka torebka mieści wszystko, co akurat chcielibyśmy mieć pod ręką. Torba shopper sprawdzi się szczególnie dobrze w wypadku każdego, kto prowadzi aktywne życie, przebywając bardzo często poza domem. Warto tu wspomnieć jeszcze o jednym – to doskonały dodatek dla plażowiczów, korzystających z tego rodzaju aktywności tak w sezonie, jak i poza sezonem. Zawsze, bez względu na przeznaczenie, wybierajmy torebki shopper dobrej jakości, bo tylko wówczas torebka będzie miała szansę posłużyć podczas tak wielu okazji. Trzeba także zwracać uwagę na to, czy torebka posiada jakieś dodatkowe kieszenie, które pozwolą na lepszą organizację przenoszonych rzeczy – nie wszystkie modele są w takie udogodnienie wyposażone.

Torba shopper – jak wybrać najmodniejszy model?

Przede wszystkim należy pamiętać, że w modzie jest różnorodność. Torba shopper występuje w wielu wersjach kolorystycznych. Przebierać można także w ich deseniach i fakturze. Tak szeroki asortyment znajdziemy choćby w sklepie CCC, gdzie zakupić można torebki shopper, tak stacjonarnie, jak i online. Szukać można takich ciekawych materiałów jak  skóra czy filc, jak i zdecydować się rozwiązanie w formie gumy czy poliestru. Pamiętamy, że torby shopper projektowane są z wykorzystaniem różnego rodzaju ozdób  – poszukiwać można modeli ozdobionych frędzlami bądź ćwiekamiNie mniej popularnym rozwiązaniem jest umieszczanie na torbie grafiki. Warto szukać modeli, które tworzą znani artyści, bo i takie torebki shopper można zaleźć na rynku.

Torba shopper – przykłady innych modnych modeli torebki

Jeżeli torba typu shopper z grafiką, wyda ci się zbytnią ekstrawagancją, pamiętaj, że do codziennych stylizacji sprawdzają się modele gładkie, o stonowanych i neutralnych barwach, takich jak beż, brąz lub czerń. Ci szukający nowości i ekstrawagancji mogą zdecydować się na torbę shopper o intensywnym kolorze, np. czerwieni. Torby shopper, w zależności od wyboru modelu, mają szansę sprawdzić się we wszelkich stylizacjach,  tak w sportowych  – bluza + jeansy (tu aż prosi się o zastosowanie ekstrawagancji i nowości), jak i będąc dodatkiem do eleganckiego płaszcza bądź marynarki (tu warto postawić na klasykę).

Pamiętajmy, że wybranie torebki shopper z rozmysłem, mając na uwadze całokształt swojej garderoby, pozwoli radykalnie ograniczyć ilość torebek, które trzeba mieć, bo torba shopper okaże się tak wielozadaniowa. Oczywiście wciąż można poszerzać swoją kolekcję dodatków, warto jednak pokusić się o komfort, że bez względu na wielkość kolekcji, my zawsze mamy taką torbę, która jest potrzebna, w postaci jednej – doskonale wybranej torby shopper.


Lifestyle

Dziewczynka ze słynnego portretu odnaleziona. Dziś pomaga ratować życie ludzi

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
7 stycznia 2022
 

– Codziennie dostaje mnóstwo wspaniałych wiadomości. Ludzie piszą, że uwielbiali portret ze mną, że stał u nich w domu, wisiał w szkole, gdzie się uczyli, w szpitalu. Ktoś wyszywał go na szydełku, ktoś inny wyklejał nim zeszyty. Wczoraj jakiś pan napisał: też się w pani kochałem.

Sprawczynią całego zamieszania stała się Karolina Korwin Piotrowska, dziennikarka. To ona kilka dni temu na swoim profilu opublikowała wiadomość o śmierci malarki Danuty Muszyńskiej– Zamorskiej, autorki słynnych pocztówek, które większość ludzi urodzona w latach 70 tych i 80 tych miała w domach. Karolina Korwin Piotrowska opublikowała też osiem zdjęć pocztówek, portretów dziewczynek.

„Pamiętam, moja babcia miała je porozstawiane w domu”, „Mama mi wieszała w pokoju”, „Kolekcjonowałam je, z wypiekami na twarzy biegłam do kiosku, by kupić kolejną, zastanawiałam się którą dziewczynką chciałabym być. „U niektórych nawet jako obrazy w domu wisiały, na klatkach schodowych też”.

Do Karoliny napisała też jedna z dziewczynek z pocztówek, dziś, oczywiście, dorosła kobieta, Lorentyna Mikulska, blogerka. „Dostałam tyle wiadomości, że opublikowała Pani wiadomość o śmierci malarki. Na tym portrecie to ja, ale minęło wiele lat”.

– Swoją historię pamiętam, jak przez mgłę, bardziej z opowieści rodziców– wspomina Lorentyna Mikulska dzisiaj. – Mój tata prowadził na Niecałej w Warszawie zakład zajmujący się regeneracją amortyzatorów samochodowych i samolotowych. Uwielbiałam tam przesiadywać, ale to niezbyt podobało się mamie. Zawsze prosiła, żeby tata wyszedł ze mną na spacer do pobliskiego parku Saskiego. Któregoś dnia spacerowaliśmy, a do taty podeszła pani, powiedziała, że jest malarką i bardzo chciałaby zrobić mi parę zdjęć, żeby potem mnie namalować. Tata się zgodził. Rzeczywiście później wysłała nam wielki karton fotografii z dedykacją. Potem rodzice przez jakiś czas utrzymywali z panią Danutą kontakt. Ale w moim domu nigdy nie robiło się sprawy z tego zdarzenia. Chyba nawet o nim zapomniałam. Przypomniałam sobie dopiero, jak jako nastolatka trafiłam do Centrum Zdrowia Dziecka i tam zobaczyłam, że mój portret, naprawdę dużych rozmiarów wisi na korytarzu.

Po wpisie Karoliny Korwin Piotrowskiej odezwało się do Lorentyny mnóstwo ludzi. Pisali, że jej portret wisiał w szpitalach, przychodniach, przedszkolach, szkołach. Do dziennikarki, z kolei napisał też Bolesław Chromry, polski rysownik, który wyznał, że blondynka była jego pierwszą miłością i na jej portrecie uczył się rysować.

 

Historia na film? Brzmi kusząco szczególnie, że Bolesław Chromry umówił się z Lorentyną i będzie malował jej współczesny portret.

Ale jeszcze lepiej zabrzmiał wpis męża Lorentyny:

„Hej, a mi ta śliczna dziewczyna wciąż towarzyszy. Pamiętam z dzieciństwa, że u moich rodziców też wisiała m.in pocztówka nr 4, a ta dziewczynka zawsze bardzo mi się podobała. Po latach spotkałem dziewczynę, którą pokochałem i która dziś jest moją żoną. W międzyczasie okazało się, że to właśnie dziewczyna z pocztówki”.

– Kilka miesięcy temu znalazłam tę pocztówkę u swoich teściów, leżała oparta o książki – śmieje się Lorentyna Mikulska. – Teściowa nie spodziewała się, że na jej półce stoi przez lata zdjęcie przyszłej żony jej syna. Gdy je znalazłam, wzruszyłam się i opublikowałam na swoim Instagramie. Dostałam dużo ciepłych słów, ale to, co się dzieje teraz to szaleństwo. Mój telefon rozgrzany jest do czerwoności.

Lorentyna Mikulska jest z zawodu pielęgniarką operacyjną,  ostatnio pracuje  jako koordynatorka.

– Teraz staram się coś zmienić w pracy na bloku, Korzystam z doświadczenia zdobytego na stażach w Szwecji i Finlandii,  łączę pracę chirurgów, pielęgniarek operacyjnych, specjalistów od implantów,  przygotowuję operację od strony systemów, omawiam ją też z operatorami. Praca na bloku jest ciężka, szczególnie w czasach covidu, ale bardzo ją lubię. Gdybym nie lubiła, to dawno bym ją rzuciła przez te zarobki. Z jednej strony adrenalina, ta niesamowita koncentracja, umiejętność opanowania i szybkiego reagowania jest niesamowitym doświadczeniem, a z drugiej są takie przypadki, że człowiek wraca do domu i nie może ich wyrzucić z głowy. W każdym razie lubię nie tylko gotować, bo wiem, że sporo osób kojarzy mnie jako blogerkę kulinarną.

Chcecie podejrzeć życie Lorentyny? Zajrzyjcie na jej profil na Instagramie i bloga.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Pistachio-lo (@lorentyna_)


Lifestyle

Trwanie w destrykucyjnej sytuacji prowadzi do choroby. Jakich sygnałów z ciała nie wolno ignorować?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
6 stycznia 2022
fot. urbazon/iStock

W życiu każdej z nas przychodzi w końcu taki moment, w którym myślimy: „No nie. No po prostu k*rwa nie! Dłużej tego nie zniosę!”. To taka chwila, kiedy chciałybyśmy rzucić wszystko i wreszcie zmienić coś w swoim życiu. Jednak gdy tylko zamierzamy zrobić pierwszy krok, napotykamy na wewnętrzny opór. Dlaczego?

Boimy się zmiany. Boimy się, bo przecież już tyle energii zaangażowałyśmy w ten projekt. Wolimy cierpieć w niekomfortowej sytuacji, którą znamy, niż iść w kierunku nowej niewiadomej. Coś nam szepcze z tyłu głowy: „A co będzie, jeśli to nowe okaże się jeszcze gorsze niż stare?” W dodatku karmimy się nadzieją, że w końcu nasza pracowitość i zaangażowanie muszą zostać zauważone. Więc postanawiamy nadal czekać, brnąc dalej w tę rzeczywistość. A jeśli dostaniemy od toksycznego przełożonego choć jedno pozytywne wzmocnienie, karmimy się nim, jakby było narkotykiem. Liczymy, że od momentu tej jednorazowej pochwały wszystko będzie już lepiej. I znów postanawiamy trwać w sytuacji, która nas unieszczęśliwia. Jest takie powiedzenie, że brak decyzji to też decyzja. Po prostu tego dnia postanawiasz znów nic nie robić, by wyjść sobie na ratunek. Bo oczywiście toksyczny szef się nie zmienia. Dalej dręczy i nie docenia. Najgorsze, że za taką sytuację, która trwa dłużej: miesiące, a czasem lata – płacimy wysoką cenę. Jaką? Chodzi o nasze zdrowie.

Pierwsze wie ciało

Pewnie znasz ten stan, kiedy nie masz siły się dobudzić, wstać z łóżka i iść do pracy. Jednak robisz to resztkami siły woli. Dlaczego!? Przecież tego ranka twój organizm mówił ci wyraźnie: „Stop! Potrzebujesz odpoczynku, zwolnienia tempa, bo twoje baterie są już prawie puste. Musisz je napełnić”. Jeśli tego nie zauważasz, jeśli ignorujesz sygnały, które płyną z ciała, narażasz się na poważniejsze konsekwencje.

„Życie nie zawsze upływa gładko, lecz gdy ktoś całymi dniami zmuszony jest popychać swe ciało siłą woli, oznacza to, że dynamika jego ciała została już poważnie zakłócona, co naraża go na choroby”, pisze w książce „Duchowość ciała. Bioenergetyka w terapii ciała i duszy” Alexander Lowen. Jakie to mogą być choroby? Dowolne. Na przykład zwykła grypa, bo twój przemęczony organizm traci odporność. Ale może to być też jakaś choroba autoimmunologiczna, czyli m.in. łuszczyca, reumatoidalne zapalenie stawów, Hashimoto. Ciało jest mądrzejsze od naszej świadomości. Gdybyśmy potrafili wsłuchać się w sygnały z niego płynące, już dawno powiedzielibyśmy sobie „stop”, zamiast łykać kolejny paracetamol i biec do pracy.

Tłumienie gniewu

Wyobraź sobie, że dostałaś po głowie od swojego szefa. Czujesz, że aż gotuje się ci wszystko w środku. Jednak ponieważ wiesz, że to nie jest odpowiedni moment, by się mu przeciwstawić przy innych pracownikach, strasz się zrobić wszystko, by opanować złość. Próbujesz się nawet odrobinę uśmiechać, by nikt nie zauważył, co naprawdę przeżywasz.

Alexander Lowen twierdzi, że gdy naturalny odruch gniewu zostaje świadomie tłumiony, następuje silny skurcz mięśni. „Mięśnie drżą jak konie wyścigowe palące się do biegu, lecz powstrzymywane przez dżokejów. A gdy to napięcie staje się chroniczne, mięśnie zastygają w skurczu i wtedy powstrzymywanie impulsu jest już nieświadome. Zastygły napięty mięsień uniemożliwia spontaniczne ruchy i człowiek nie jest dłużej świadomy swojego gniewu. (…) Wrażliwość w danym miejscu ciała zanika”, twierdzi Lowen i dodaje, że po latach, gdy mięsień osłabnie, zaczyna nas coś boleć. Jednak wtedy już nie potrafimy skojarzyć, że przykurczone ramiona lub kark bolą, bo latami tłumiliśmy gniew lub strach.

Gdy czujesz sztywność

Wracając wypoczęta z wakacji, czujesz się wesoła i rozluźniona. Twoje ciało jest pełne gracji, sprężyste, szybkie, zwinne, ciepłe i miękkie. Oddychasz spokojnie i głęboko. Ludzie mówią, że „promieniejesz zdrowiem”. Ale kiedy przez długi czas nie pozwalasz sobie na odpoczynek i żyjesz w permanentnym stresie w pracy, z której nie potrafisz odejść, twój oddech staje się płytszy, a ciało sztywne i powolne. Możesz to odczuwać jako rodzaj odrętwienia, sztywności w kręgosłupie i w stawach, a nawet mieć chłodniejsze palce u stóp i rąk.

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że stres powoduje przeciążenia w naszym ciele. Lowen porównuje takiego człowieka do samochodu, który z załadowanym bagażnikiem szoruje podwoziem po ulicy. „Podobnie jak amortyzatory w samochodzie, nasze kolana obniżają się, gdy ciało jest przeciążone”, twierdzi. „Dodatkowo chronicznie napięte mięśnie nadają ciału sztywność, niszczą jego grację, ograniczają głębokość oddechu i obniżają życiową energię”, dodaje.

Twarz jak maska

Przypominasz sobie takie dzień, kiedy spojrzałaś w lustro i byłaś od samego rana tak przygnębiona, że byłaś w stanie się sama do siebie uśmiechnąć? Choć widziałaś swoje usta wykrzywione w charakterystycznej podkówce do góry, to jednak oczy miałaś niewyraźne, zamglone, bez blasku. Sama nie wierzyłaś temu uśmiechowi. Zgasł, bo czułaś się od dłuższego czasu nieszczęśliwa.

„Szczery uśmiech jest rezultatem pobudzenia, które płynie w górę, rozświetlając twarz i zapalając oczy, tak jak rozświetlają się okna, gdy ktoś jest w domu. Oczy bez wyrazu sprawiają wrażenie, że dom tej osoby jest pusty”, pisze Lowen. Szczerego uśmiechu nie da się podrobić! Ten prawdziwy ma siłę rażenia, zaraża innych optymizmem, bo bije od niego blask.

Wnioski!

Oczywiście najlepiej na bieżąco czytać sygnały ze swojego ciała. Jeśli czujesz, że ono informuje cię o konieczności odpoczynku, posłuchaj go. Jeśli jesteś zmartwiona, płacz. Jeśli wściekła, złość się. Nie musisz tego robić natychmiast jak dziecko, ale najlepiej byś dość szybko rozpoznawała emocje, nie blokowała ich w ciele, tylko dawała im upust. Tak jest najzdrowiej.

Jeśli czujesz, że latami ignorowałaś upokorzenia i nie pozwalałaś sobie na bycie gniewną, weź do ręki rakietę tenisową i uderzaj nią w łóżko. Możesz też wybrać się na masaż i szeptać w myślach: „Nie muszę się już tego bać”. Są różne sposoby na to, by przeciwdziałać chorobom. Ale pierwszy i najważniejszy brzmi: staraj się wychodzić z destrukcyjnych sytuacji. Nie zwlekaj. Choć nie jest to zazwyczaj takie łatwe, warto być odważnym, by chronić siebie.

 

Zobacz także: Co takiego robimy, że nie możemy wyjść z samotności? 5 fatalnych strategii szkodzenia sobie

 


Zobacz także

Zawsze podobały mi się silne kobiety. Wojowniczki

„Nic nie dzieje się bez powodu” – to i inne zdania, zamiast których lepiej ugryźć się w język, gdy ktoś przeżywa trudne momenty

Co 40 sekund, milion, co trzecia… Te liczby szokują. A teraz policz, ile kobiet, które znasz za nimi stoi…