Lifestyle

Ciasteczka owsiane z jabłkami dla tych, którym dziś dokucza chandra!

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
16 lutego 2016
 

Kiedy mi smutno/źle/okropnie/średnionajeża – biegam lub piekę. To pierwsze lepsze dla pośladków, drugie dla podniebienia. Czasami łączę przyjemne z pożytecznym czyli biegnąc wymyślam przepisy. Dziś rano jak zwykle pobiegłam i poprzez piosenkę Osieckiej, która grała w moim Ipodzie przypomniała mi się moja teściowa, a z nią pyszne owsiane ciasteczka. Komu dziś dokucza chandra, niech szybko weźmie się do roboty!

Przepis na owsiane ciasteczka:

 

Składniki:

  • masło (1/2 kostki) – może być margaryna (ja grzeszę z masłem)
  • płatki owsiane (1 szklanka)
  • mąka pszenna (1 szklanka)
  • cukier (1/5 szklanki, ale można nie dodawać wcale, a wtedy wydobywa się naturalna słodycz z owoców, żurawiny i rodzynek i daje efekt słodkiego zaskoczenia)
  • rodzynki (na oko, ok. 50 gram)
  • żurawina (tak samo)
  • jabłko (dwa duże pokrojone w kosteczki)
  • można dodać orzechy, suszone śliwki lub morele (ja nie dodaję, bo dominuje smak jabłka)
  • szczypta soli
  • proszek do pieczenia (1 łyżeczka)
  • cukier waniliowy (1/2 torebki)
  • jajko (1-2)

I co dalej:

Otóż mokre z mokrym i suche z suchym 🙂 czyli:

  • Makę mieszamy z płatkami, proszkiem do pieczenia i solą
  • Masło ucieramy z cukrem (jeśli dodajemy) i cukrem waniliowym, potem dodajemy jajko (ja nie miksuje, bo wychodzi breja, lepiej intensywnie utrzeć)
  • Jabłka kroimy w kosteczkę, żurawinę i rodzynki zalewamy ciepłą wodą, by zmiękły, potem odsączamy wodę
  • Suche (mąka…) łączymy z mokrym (masło…), a na koniec dodajemy owoce – wszystko delikatnie mieszamy łyżką
  • Powinno się wstawić masę na pół godziny do lodówki, ale ja nigdy nie mam na to czasu 🙂
  • Lepimy z tego kulki, które rozpłaszczamy na papierze albo folii, aby przypominały kształtem okrągłe ciasteczka. Ja lubię formy improwizowane, jak rodzynki, jabłka odstają z boku, a ciasteczka są w najróżniejszych formach.

Pieczemy ok. 20 minut w 180 stopniach, oczywiście w rozgrzanym wcześniej piekarniku.

Genialny sposób spędzania czasu z dziećmi, które uwielbiamją te ciasteczka. Jeść i piec.

I w ten oto sposób napisałam swój pierwszy przepis kulinarny na blogu!

Smacznego kochani, nic już nie powiem, bo mam buzię zapchaną owsem 😉


Lifestyle

„Przestańcie jęczeć, idźcie na oddział onkologii dziecięcej”. Pięć lekcji z życia matki chorującego dziecka

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
16 lutego 2016
Fot. Bartosz Mikołajczyk
 

„Ból, zmęczenie, smutek, lęki, bieda. To wszystko nie pozwala ci normalnie funkcjonować? Weź nie pie***l, uśmiechnij się i żyj”. Słynna parodia reklamy jest dziełem Magdy Mikołajczyk, artystki kabaretowej, blogerki. Miliony wyświetleń, tysiące udostępnień. Podobnie jak inne filmy Magdy: o randce z mężem, o ciąży, o nadwadze, o wyjeździe z dziećmi. Matko Jedyna. O czym nie wiedzą ci, którzy jej nie znają?

– o tym, że ma 38 lat, i dwie córki 2,5 letnią Zoję i 5– letnią Nataszę

– że starsza córka choruje (nie, ona zdrowieje– tak chce mówić o tym Magda i jej mąż)

– że ona już wie, że kiedy masz chore dziecko dużo uczysz się o życiu

– że szkoda, że nie wiesz tych rzeczy dopóki, dopóty jesteś zdrowa i wszyscy wokół są zdrowi

Nie wiesz ( może) jeszcze innych rzeczy.

Na przykład że….

Lepiej nie pie***ić tylko doceniać

„No more smutek, no more dół, more radość. (…). Postanowiłam, że będę się weselić.”

Ble, świat jest zły, niebezpieczny. Po co? Dlaczego? O nie, to się nie uda, nie wyjdzie, nie spodoba się. Znam to myślenie. Kabareciarze muszą analizować, grzebać, rozkładać na czynniki pierwsze, tylko wtedy wychodzą im najlepsze rzeczy. Ja też to co fajne stworzyłam w dole. Dół jest twórczy. Ale utrudnia życie.

Jako receptę zaproponowałabym wizytę na na oddziale onkologii dziecięcej. Przez siedem tygodni Natasza, moja córeczka była w izolatce. W pokoju obok umierał chłopiec. Wycieli mu guza mózgu, po pół roku wznowa. Nie dało się go uratować. Myślałam tylko: Boże, jak dobrze, że ja jestem w tym pokoju, a nie w tamtym. Dziękuję. Miałam wyrzuty sumienia, że tak myślę, ale i tak dziękowałam. Perspektywa się zmienia.

Strach jest ze mną codziennie. Budzę się z nim, zasypiam, robię sobie z nim herbatę, kawę sobie robię i nawet myć się z nim idę. Tak mają rodzice dzieci chorych, bo stać może się wszystko. A może zawsze może stać się wszystko tyle, że my zdajemy sobie z tego sprawę. Ta świadomość może niszczyć, ale może też podnieść tak jak w życiu nie podniosło wcześniej nic.

Uświadomiłam sobie: pesymizmem, załamaniem, dołem nie pomogę dziecku. Ona potrzebuje siły, mocy. I w końcu to ona walczy ze swoim organizmem– nie ja. Optymizm to kwestia samodyscypliny. Budzę się rano i myślę: „O nie, dziś będzie dobry dzień”. Nie zawsze mi wychodzi, ale pracuję. Wiem na pewno, że się da.

Fot. Bartosz Mikołajczyk

Fot. Bartosz Mikołajczyk

Rzeczy złe dzieją się nagle

Dziecko chore od 10. miesiąca, drugie dziecko pcha się na świat, chociaż nie ma szans na przeżycie. Nie mogę przytulić się do córki. Mam za to długi i być może paranoję”.

Normalna matka, z normalnymi problemami. Tak żyję przed TYM dniem. A dom trochę za daleko jednak, bo długo jestem sama. A brzuch trochę boli. A w drugiej ciąży ciężko. A szyjka się skraca. Natasza dostaje wysypki. Biegamy od lekarzy do lekarzy. „Zapalenie pieluszkowe” pada diagnoza. „Alergia” tak brzmi kolejna. Przez rok jem tylko chleb z kiełbasą, bo tylko po chlebie z kiełbasą Natasza wysypki nie ma. Kurczę, jednak ma tę wysypkę, to może to nie kiełbasa czyni cuda. Dermatolodzy, alergolodzy, ginekolodzy – gdzie my nie trafiamy. Mówcie mi Matko Gabinety Lekarskie. Badania krwi, podejrzenie jednej choroby, drugiej. W końcu mądra pani endokrynolog z Zielonej Góry: To jest to i to, proszę jechać do Centrum Zdrowia Dziecka. Jest 16.00 środa, o 9. rano w czwartek jesteśmy już warszawskim szpitalu. Badania potwierdzają diagnozę: rzadka choroba autoimmunologiczna. Konkretniej: dwa przypadki na milion. A w Japonii to leczą tak, może się uda, a w Stanach to tak– może to?

W ciągu jednego roku jesteśmy w szpitalu 50 razy.

Przypominam sobie dylematy matki wcześniej. Natasza ma pół roku, jadę z moją koleżanką z kabaretu na występ. W jednym samochodzie ona, w drugim ja, babcia Nataszy i cały majdan. Zabawki pluszowe i niepluszowe, pieluszki tetrowe i nietetrowe, ręczniki, jedzenie zimne i ciepłe. Uff, czego ja nie mam. Psuje się samochód, Natasza płacze, zaciskam zęby, babcia śpiewa. Może jeszcze jakieś tornado? Nie, naprawdę? Wpadam na występ, uśmiechnięta, jestem po to, by zabawiać ludzi. Sami uciekają przed codziennością.

Gdy Natasza choruje (inaczej: zdrowieje) nawet tęsknię za dawną sobą i dylematami matki pracującej.

Nie pracuję, wyprowadzamy się z domu nad rzeką, bo muszę być blisko apteki, szpitala, blisko mamy, ludzi. Przecież ZAWSZE może się coś stać. Ale co tam, ważne, że jesteśmy razem, że się wspieramy. Mówiłam już, że rodzina jest najważniejsza?

Fot. Bartosz Mikołajczyk

Fot. Bartosz Mikołajczyk

Ale rzeczy dobre też dzieją się nagle, na szczęście

„Oglądamy z ojcem jedynym ubrania na internecie. ponieważ jestem leniwa, szukam gotowych stylizacji i węszę co, gdzie i za ile. pokazuję.

– pacz, jakie ładne, ładne?

– ładne, ale dla chudych lasek.

cham.

ale szczery”

Podobał mi się ten mój mąż. Ale miał dziewczynę. Porzuciła go pewnego listopada. Jakaś wróżka czy koleżanka, która wróży, nie pamiętam, powiedziała mu wtedy: „Do końca listopada poznasz wielką miłość”. A my zaczęliśmy być ze sobą w Andrzejki. On trzeźwy, ja pijana. On racjonalny, ja niekoniecznie. „Będziesz ze mną tańczył”, pociągnęłam go za rękę. No i tańczył. I tańczy do dzisiaj. Wsparcie, opoka, przyjaciel, miłość. Ale to nie jest żaden cud. Potrafimy rozmawiać, nie przeciągamy konfliktów, nie obrażamy się. Oboje wiemy: chcemy żyć razem szczęśliwie. Po co to utrudniać? Te najprostsze rzeczy działają najlepiej. I choć nakręciłam zabawny filmik o tym, że ostatnio na randce byliśmy nie wiadomo kiedy, te randki mamy często. Choćby w domu. I jesteśmy razem już 15 lat, wciąż tak samo zakochani. Mam nadzieję:).

Pod wpływem impulsu założyłam bloga, pod wpływem impulsu nagrałam filmik, który stał się hitem. Więc wszystko, co ważne w życiu, dzieje się chyba nagle, no matko jedyna– tak jest.

Ludzie są dobrzy

Wie pani, dobro wraca”. Wiem. bardzo to Wiem. Wszystko wraca. – Wczoraj wiozłem niewidomego, krótki kurs, jakieś tysiąc pięćset metrów. trzynaście złotych. postanowiłem, że nie wezmę od niego pieniędzy. że to będzie mój dobry uczynek. nie chciał się zgodzić, ja nalegałem. w międzyczasie kliknąłem w ciemno następne zlecenie. kiedy w końcu przekonałem go i wysiadł, sprawdziłem to zlecenie. kurs do włocławka za tysiąc złotych„.

Jeśli w to tylko wierzysz, widzisz, że są dobrzy. Ja się o tym przekonuję na co dzień. Jak inaczej wytłumaczyć wsparcie szpitalnego personelu, przyjaciół, znajomych, i tego obcego taksówkarza, który podwiózł niewidomego za darmo. A mnie podwiózł za tyle co płacę zawsze, choć jeździł taksówką luks. Nieskazitelny zapach, jakość, przyciemnione szyby.

Pomogły mi koleżanki z zaprzyjaźnionego forum i jedna z nich, która, gdy się dowiedziała o Nataszy, załatwiła nam wizytę u profesora w Brukseli. Potem tłumaczyła całą rozmowę u niego. Ludziom się chce, po prostu chce. Więc i mi się więcej rzeczy też chce.

Dziecko uczy życia

„- Mamo, nie zgadniesz co Zoja mi zrobiła – mówi Natasza.

– nie skarż – mówię ja.

– pociągnęła mnie znów za włosy – udaje, że nie usłyszała Natasza.

– to ty ją też pociągnij – uczę ją życia.

– to ona mi odda, potem ja jej oddam, potem ona mi, ja jej i tak bez końca. to nie ma sensu – nauczyła życia mnie”.

Nagrywam filmiki o zmęczeniu, trudach ciąży, wyjazdach. Taki komentarz przeczytałam pod jednym: „Ale marudzi, współczuję mężowi”. A mojemu mężowi to nie ma co współczuć. Nic tyle nie uczy co macierzyństwo, nic nie da takie siły. „Rany, Magda, no w ogóle się nie spodziewałyśmy” mówią koleżanki z kabaretu, bo ja serio byłam kiedyś taką dziewczyną panną „nie”. Nie da, nie można. A teraz to wiem, że da się wszystko. Pieniądze zdobyć, do lekarza dostać, optymizmu nauczyć. No wszystko, przecież mówię.

I uwielbiam to tarmoszenie, przytulanie, wymyślanie, turlanie, łaskotanie, przytulanie, odgrywanie, skakanie i to co można zrobić z dziećmi, jak przy nich zapomnieć o bożym świecie, o smutkach, dramatach, kłopocikach.

I co ja mogę powiedzieć na doły? Że praca nie taka, że pogoda zła? Weź nie pie***ol i żyj, no tylko to mogę powiedzieć, przepraszam.

Fot. Bartosz Mikołajczyk

Fot. Bartosz Mikołajczyk

PS. Cytowane fragmenty pochodzą z bloga i profilu Matko Jedyna na Facebooku.


Lifestyle

Mężczyzna nie jest gruboskórny. STOP – mitom i stereotypom. Dobrze przytulić się do miękkiego faceta

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
16 lutego 2016
Fot. Unsplash / Christopher Campbell / CC0 Public Domain

Metroseksualny, wygłaskany i pachnący kwiatuszkami… nie jedna kobieta wzdryga się na samą myśl. Jakie to niemęskie. Ale równie mocno wzdryga się, gdy on pachnący wcale nie jest, a wręcz to pachnienie jest trudne do niezauważenia. Albo gdy ten męski On twarz ma męską aż nadto, bo można z niej odczytać historię jego życia, a nawet dosnuć kilka wątków. Nie to przecież nie jest już męskie. To okropne. No to drogie panie, czego tak naprawdę oczekujemy? Porzucamy stereotypy i mity. Bo prawdziwy facet, nie musi szorować twarzy pastą BHP, by na męskość zasłużyć.

Stereotyp nr 1: Facet nie może być wymuskany!

Nie piękniutki lecz zadbany.

A to różnica. faktycznie żadna z nas nie czułaby się dobrze w towarzystwie faceta, który ma barwniejszą kosmetyczkę niż my. Ale nie tolerujemy obgryzionych i brudnych paznokci. Nie wyobrażamy sobie, żeby facet chodził brudny i nieświeży lub z odrażającymi ubytkami w zębach. Więc dlaczego mały krem budzi w nas tyle sprzecznych emocji? Ma dbać o całe ciało za wyjątkiem skóry? Panowie, wy również macie problem z zaakceptowaniem kremu. Żel pod prysznic, pasta do zębów, szampon czy kosmetyki po goleniu – ok, krem? Marszczycie brwi…

A przecież to taki sam kosmetyk jak każdy inny.

Obalamy mit! Fanaberie znudzonych chłopców… KREM to pielęgnacja – nie fanaberia!

To my, kobiety oczekujemy od kremów cudów, efektów rodem z spod skalpela hollywoodzkiego doktora piękno. I to nas, kremy rozpieszczają. Produkty dla mężczyzn to inna bajka. Zupełnie tak samo jak żel pod prysznic. Męski – co tu kryć „myje”, kobiecy – ma wymienione dziesiątki dodatkowych i cudownych właściwości – i żadna z nas nie myśli o tym, że jej żel powinien koniecznie służyć do mycia, ale ma nawilżać skórę, pachnieć… itd.. Widzicie teraz różnicę?

Krem dla mężczyzny ma dbać o jego skórę, a nie zamieniać go w Lalusia, a to olbrzymia różnica. Oprócz tego warto uświadomić swojemu mężczyźnie (lub tacie, bratu), że istnieją również inne kosmetyki i mydło z łazienkowej mydelniczki nie jest najlepszym wyborem. Panowie bardzo często nieświadomie sami sobie szkodzą.

Męska skóra zwykle ma więcej porów i aktywnych gruczołów łojowych, więc bardzo istotne jest zachowanie równowagi jej nawilżenia i nie pozbawianie skóry naturalnej warstwy ochronnej. Inaczej może to doprowadzić do nadprodukcji tłuszczów, zatkanych porów i wyprysków. Najprostsza recepta na ten efekt: szorowanie twarzy mydłem – tłumaczy Piotr Miroszewski z Nasine Cosmetics

Stereotyp nr 2: Facet nie może przesadnie dbać o urodę, ale powinien być zadbany, schludny, dobrze wyglądać

Jak? Jedno przeczy drugiemu. Dobry wygląd zależy właśnie od tego, jak szanujemy swoje ciało. W wielu aspektach. Figury, formy fizycznej, czystości, ogólnego zadbania i ubioru.

To tak jakbyśmy uważali, że elegancki mężczyzna, to taki, który nosi garnitur za pięć tysięcy, ale bez różnicy czy ten garnitur jest od pół roku niewyprany i mówiąc kolokwialnie cuchnie… Chyba jednak wolimy czystego mężczyznę w dżinsach, prawda?

Jeżeli ma być zadbany – musi o siebie dbać. Po prostu. Tak jak strzyże włosy, powinien dbać o skórę. Mydło nie wystarczy, a nawet złe mydło może zaszkodzić.

Jan Pacułt, jeden z założycieli marki kremów Nasine
Typowe mydła do kąpieli, mycia ciała, czy szampony mogą usunąć z naszej skóry naturalne oleje, których potrzebuje ona do właściwego funkcjonowania, regenerowania się i ochrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, który jest pełno w mieście
– dodaje Jan Pacułt. Podobnie jest z korzystaniem z mydła antybakteryjnego, które dla większości typów męskiej cery nie jest potrzebne i jeszcze bardziej uszkadza naturalną warstwę ochronną.

Fakt: Mężczyźni nie lubią wokół pielęgnacji robić szumu

Zdecydowanie prawda. Rzadko zdarza się, żeby swobodnie o tym rozmawiali lub przyznawali się do kosmetycznych dylematów. I jest w tym sporo naszej – kobiecej winy. Mężczyzna potrzebuje pretekstu. Dużo chętniej sięgają po krem zimą lub latem – np krem z filtrem. Tylko, dlatego, że wtedy ich celem nie jest używanie kremu jako takiego, a ważniejsza misja – np. ochrona przed słońcem lub traktują go bardziej jak medykament.

Piotr Miroszewski z Nasine Cosmetics:
Tak na dobrą sprawę wszystko sprowadza się do przestrzegania kilku podstawowych zasad, co nie jest ani obciążeniem dla portfela, ani nie wiąże się z koniecznością spędzania połowy dnia w łazience. Wystarczy trochę wiedzy.

Obalamy mit! Krem to krem, bez przesady… Nieprawda krem dla mężczyzny jest inny

Absolutna nieprawda. Czy my kobiety kupujemy „jakiś” krem? Nie sądzę. Rzadko kiedy nasza skóra jest tak idealne, żeby nie wymagała poświęcenia jej większej uwagi. Mężczyźni nie mają „grubszej” skóry. Dodatkowo okazuje się, że krem dla mężczyzny ma również do pokonania kilka wyzwań.

Powinien naprawdę działać kompleksowo. O ile mężczyzna będzie stosował jeden kosmetyk, to raczej nie zamierza przechodzić mini kursu kosmetycznego i smarować każdej partii ciała czymś innym, a twarzy – to już  w ogóle.

Nie powinien mieć ciężkiej konsystencji. Musi dobrze i szybko się wchłaniać

Nie może powodować błyszczenia, zostawiać tłustych osadów i filmów.

Misja specjalna? Musi pomagać, a nie szkodzić wszystkim panom, którzy się golą! Tak. Łagodzić podrażnienia, a nie je potęgować. A więc musi być naprawdę dobry, z dobrej jakości surowców. Prawdę mówiąc dobrze gdyby był naturalnym produktem.

To tylko kilka cech, kremu dobre – bo stworzonego dla faceta. Skóra mężczyzny ma swoje potrzeby, a panowie mają odmienne problemy od kobiet. Chociażby wizyta na siłowni, czy częste treningi pływania – i już skóra krzyczy o pomoc. Codzienne golenie – tak, codzienne, lub częściej jeśli natura była zbyt hojna. I choć lubimy w mężczyznach widzieć sprawnie działających macho (w doatku nie wymagających żadnych skomplikowanych renowacji 😉 ), ich skóra też potrzebuje troski.

Czy wiesz, że…
Niestety pot i sebum, które wydzielają się podczas wysiłku, powodują powstawanie krostek i zaskórników na skórze twarzy. Krem Nasine posiada udowodnione działanie niwelujące ich szkodliwy wpływ, dlatego warto stosować go po każdym treningu.

Fakt: Krem przygotowany specjalnie dla mężczyzny jest dla niego lepszy

Jan Pacułt, jeden z założycieli marki kremów Nasine
Dzięki możliwości skorzystania z doświadczenia FEMI stworzyliśmy krem, który oferuje najwyższą dostępną jakość i został opracowany tak, aby spełnić wszystkie najważniejsze wymagania mężczyzn: zapewnienie cerze świeżego i zdrowego wyglądu, likwidację oznak zmęczenia, podrażnień po goleniu, zaczerwień czy opuchlizny twarzy po dłuższej nocy.

Krem rewitalizujący 24h Nasine Cosmetics to krem bogaty w specyficzne polisacharydy i polifenole, które silnie nawilżają i witalizują skórę. Skład uzupełniają jagody goji uchodzące za jedne z najzdrowszych owoców świata oraz pieprz tasmański, który jest niezawodny w likwidowaniu stanów zapalnych. Cała kompozycja zapewnia skórze kompletną opiekę i mineralizację, czyli posiada działanie, które powinno zainteresować mężczyzn prowadzących aktywny tryb życia, narażających swoją skórę na szkodliwe czynniki zewnętrzne, a przy tym chcących dobrze i atrakcyjnie wyglądać na co dzień.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał przy współpracy z Nasine Cosmetics

 


Zobacz także

„Co, jeśli się pomylę i popełnię błąd?”. Dlaczego brak decyzji, może być równoznaczny z popełnieniem błędu?

Dlaczego powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy dorastali w towarzystwie dziadków

Cierpisz na lęki lub depresję? Sprawdź swoją tarczycę